Mary Sue

Tutaj piszemy o wszystkim co z fanfikami związane, szukamy beta readerów, prosimy o porady, prezentujemy swoje przemyślenia.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Komimasa
debiutant
Posty: 57
Rejestracja: 02 sty 2010, 22:54
Lokalizacja: Poznań
Kontaktowanie:

Postautor: Komimasa » 09 wrz 2010, 13:51

Interesujące, choć dla mnie obce. Czyli, wy dziewczyny przelewacie siebie utożsamiacie siebie z tą główną postacią. Niczym jakbyście same stawały się bohaterkami opowieści poprzez wykreowane ciało. A GD to taka twórczość ale napisana przez chłopaka tak? Teraz się nie dziwię, czemu GS jest mniej, zdaje mi się, jak choćby po tym forum widać, że chłopaki nie są skłonni przelewać siebie w fikcyjną postać:D
Piszę dla siebie, ale co szkodzi się tym podzielić.

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2101
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 09 wrz 2010, 14:18

Komimasa pisze:Czyli, wy dziewczyny przelewacie siebie utożsamiacie siebie z tą główną postacią. Niczym jakbyście same stawały się bohaterkami opowieści poprzez wykreowane ciało. A GD to taka twórczość ale napisana przez chłopaka tak?

Niekoniecznie. Klasyczna Mary Sue to zwykle żeńska OC, która ma konkretne cechy. OK, bywa Self-insertem, ale niezależnie od tego jaka jest sama autorka, Mary Sue jest zawykle wyidealizowaną jej wersją - jest ładna, dowala męskim bohaterom serii, ma mroczną przeszłość albo jest siostrą/cóką/kuzynką jednej z postaci; wobec bohatera, który najprawdopodobniej zostanie niebawem jej wielką miłością (i vice versa) jest najpierw nieufna (ewentualnie ze soba rywalizują), a potem oboje zblizają się do siebie coraz bardziej, aż w końcu sie na siebie otwierają i stają się parą. Czasem ona zostaje porwana i reszta ekipy za nią rusza.

O Gary Stu nie wiem zbyt dużo, wiec moze ktoś inny się o nich wypowie (sama byłabym wdzięczna).
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2563
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 09 wrz 2010, 17:58

Gary Sue (czy Stu) to dokładnie to samo co Mary Sue tylko w wersji męskiej. I to wcale nie jest tak, że dziewczyny piszą MS, a faceci GS. Gary Sue to również wytwór głównie autorek, zresztą niewielu facetów pisze fiki.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
An-Nah
noblista
Posty: 513
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: Sam środek Czarnej Dziury
Kontaktowanie:

Postautor: An-Nah » 09 wrz 2010, 18:28

Znałam jednego pana, który tworzył Gary Stu na potęgę.
Jestem mistrzem sztuk walki, sławnym aktorem, jestem bogaty, ale pieniądze oddaję na cele charytatywne. Moja matka była córką bossa yakuzy, mój ojciec był zabójcą z triady. Ojca zamordował w brutalny sposób wampir. Mam zawsze rację i ustawię życie innym postaciom. Jestem wychowany w kulturze Japonii i postępuję zgodnie z kodeksem samurajskim (ale i tak nie dotrzymuję danego słowa i nie rozumiem, jak ktoś może być podporządkowany własnej rodzinie). Przejmę kiedyś władzę nad yakuzą po dziadku. Bo dziadek jest zły, ale yakuza jest dobra.
Aha, mistrz gry jest stronniczy, bo nie widzi, jaki jestem wspaniały.

Grał u mnie. Już nie gra.

I wierzcie mi, u innych MG odstawiał te same numery.
No Savior Vivre guidances explained how you should behave when you are kind of stuck with an evil alien leader whom you tried to assassinate

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2101
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 09 wrz 2010, 18:59

Wielkie dzięki za ten post An-Nah. Zastanawiałam się jak wyglądają schematy takiego Gary Stu.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Daphne
amator
Posty: 15
Rejestracja: 03 lip 2010, 23:42
Lokalizacja: Katowice

Postautor: Daphne » 14 wrz 2010, 18:22

Mnie się zawsze wydawało, że Gary Stu jest kreowany głównie przez te kobiety-autorki, które utożsamiły się ze swoim OC. W sensie wprowadzają żeńską postać. Żeńska postać nie jest wyidealizowanym obrazem samej siebie, ale właśnie jest taka przeciętna, szara, niezdarna i przeciętnie bystra. Autorki się z nią utożsamiają, więc kreują boskiego Gary'ego, który jest doskonały, bogaty, przystojny i inteligentny i jakimś cudem zakochuje się w szarej myszy. Taka realizacja własnych fantazji o rycerzu na białym koniu. Podręcznikowym przykładem jest Edward Cullen, co dodatkowo potwierdza moją teorię, bo te wszystkie nieliczne opisy Belli Swan w "Twilight" dziwnym zbiegiem okoliczności przypominają wygląd autorki.
Ale jak teraz nad tym myślę - nie przeszkadza mi to. Dopóki ktoś nie leci do wydawcy z przekonaniem o własnej świetności, powinien się realizować jak mu się podoba. Jeżeli jest mu najzwyczajniej w świecie przyjemnie pisać o namiętnej miłości ponad podziałami, to na zdrowie. Zresztą, w tym miejscu przychodzi mi do głowy pan Rochester z "Jane Eyre". Pomijając brudy z przeszłości, facet jest doskonały, a książka fajna, więc Gary Stu nie musi rozwalić całej historii ^^

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2101
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 14 wrz 2010, 18:55

OC są poto aby je ze sobą swatać :mrgreen:
Myśle, że tworzenie dwóch OC, które potem mają się ku sobie, nie jest znów wcale żaden ewenement.

Natomiast zastanawiam sie jakie umiejętności (nie cechy, umiejętności) maja zwykle takie MS i GS? Czy, na przykład, wiele Mary Sue jest uzdolniona artystycznie albo umie karate?
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Daphne
amator
Posty: 15
Rejestracja: 03 lip 2010, 23:42
Lokalizacja: Katowice

Postautor: Daphne » 14 wrz 2010, 19:20

RedHatMeg pisze:OC są poto aby je ze sobą swatać :mrgreen:
Myśle, że tworzenie dwóch OC, które potem mają się ku sobie, nie jest znów wcale żaden ewenement.


No tu mnie zagięłaś. Ja zawsze odnosiłam wrażenie, że wprowadzenie żeńskiej OC do fika ma na celu zeswatanie jej z ulubionym bohaterem autorki z kanonu. (A przynajmniej ja tak robię :P)
Mary Sue i Gary Stu potrafią WSZYSTKO. GS jest jakby mniej popularny w fikach, ale przeważnie wystarcza że jest bogaty, inteligentny i przystojny, natomiast MS naprawdę potrafi wszystko. A jeżeli nie potrafi, to albo szybko się uczy, albo jest jej to niepotrzebne. Przez sześć lat siedziałam głównie w kanonie potterowskim i były różne tendencje. Był okres gdzieś w latach 2004/05, że wiele drugoligowych MS potrafiło śpiewać. I to na poziomie doprowadzonym do ekstremum, bo nagrywały płyty, dawały koncerty, albo wiodły podwójne życie jak Hannah Montana. Przeważnie te idee były szybko gnojone i upadały, dlatego wątpię, żeby cokolwiek się zachowało, ale to była plaga. Poza tym, zaczęłam się w to bawić kiedy miałam lat 12 i rzadko spotykałam autorki starsze niż 15 lat (teraz jest inaczej) i innym ewenementem było wprowadzanie OC w tym samym wieku, lub niewiele starszej niż sama autorka. To jest również moja słabostka, bo długo nie potrafiłam stworzyć wiarygodnej postaci starszej niż 20 lat. Dostawaliśmy hurtowo MS lat trzynaście, która była potężniejsza niż średnia krajowa. Bo generalnie MS dobrze się bije, czego krytykować nie będę, bo jestem wielką fanką mordobicia i czepianie się innych nie byłoby fair ^^
Inna patologia. Mój inny ulubiony kanon: "Fullmetal Alchemist". Twórczość blogaskowa potrafi zaskoczyć, bo żeby MS przebiła głównego bohatera serii, musi być od niego lepsza w młodszym wieku, a tego już łatwo zrobić się nie da. A autorki jadą po bandzie z ośmioletnimi geniuszami. Żałuję, że moje ulubione fora sprzed ośmiu lat poupadały, bo tam mieliśmy tak dział, który się nazywał II Liga. W drugiej lidze nikogo się nie gnoiło, bo tam zaczynali debiutanci, ale też lądowały najgorsze chłamy w tym źle poprowadzone Mary Sue.

Ale nigdy na przykład nie spotkałam Mary Sue malarki, jak teraz nad tym myślę...

Awatar użytkownika
An-Nah
noblista
Posty: 513
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: Sam środek Czarnej Dziury
Kontaktowanie:

Postautor: An-Nah » 14 wrz 2010, 19:28

OC są od tego, żeby nakręcać fabułę :P To, z kim się ich zeswata, to sprawa naprawdę drugorzędna :P
No Savior Vivre guidances explained how you should behave when you are kind of stuck with an evil alien leader whom you tried to assassinate

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 18 wrz 2010, 20:32

Daphne pisze:Ale nigdy na przykład nie spotkałam Mary Sue malarki, jak teraz nad tym myślę...

Czyli nie oglądałaś "Barbie jako Roszpunka" (moja siostra lubi te filmy spod znaku Barbie, więc wiem)
Co do OC... zgadzam się z An-Nah, że od tego powinny być. Choć w moim przypadku niestety zbyt często wytwarzają własne pola grawitacyjne (i nie chodzi tu o rodzaj wymieniony w prawach anime)
OC-holic

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2101
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 18 wrz 2010, 20:47

Natka pisze:Co do OC... zgadzam się z An-Nah, że od tego powinny być. Choć w moim przypadku niestety zbyt często wytwarzają własne pola grawitacyjne (i nie chodzi tu o rodzaj wymieniony w prawach anime)

Może niektórzy autorzy wolą po prostu tworzyć własną postać i poprowadzić ją przez ten już stworzony przez kogoś innego swiat.

Tak ja chciałam zrobić kiedyś z moim Czerwonym Kapeluszem - po jakimś czasie miała się odłączyć od załogi Luffy'ego i stworzyć własną, poczynając od dwóch poznanych przy okazji gości. Potem jednak nie chciało mi się tego pisać, a kumpli Meg pewnie jeszcze kiedyś wykorzystam w swoich własnych powiastkach filozoficznych (bo na pewno jakieś kiedyś napiszę :-P ).
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Zwierz Hienisty
pomocnik
Posty: 713
Rejestracja: 04 gru 2010, 13:09
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn
Kontaktowanie:

Postautor: Zwierz Hienisty » 11 gru 2010, 16:29

Ło rany, pamiętamy nasze pierwsze Marie Zuzanny, rodem z Atlantydy, trzynaście tysięcy lat na karku, wygląd młodocianej wiedźmy i pół strony a4 wymieniania kim to ona jest i co umie. Wszystko tam było, przeważnie tró punkoffe, z wyrokiem za napaść czynną na policjanta! Na dodatek wampirek, odporny na słoneczko. To się nazywa Maria Zuzanna. Na dodatek - owszem, była malarką, posiadała własny zespół muzyczny i znała się na czarach. I cała w tatuażach była. Na dodatek potrafiła sama wyprodukować meble do wynajętego domku. Jej przygody dobiły do prawie czterystu stron, dobrze, że je skasowaliśmy.
Mieliśmy też drugą. Różniło je jedno - ta druga nie pochodziła z Atlantydy. A poza tym równie przesadzona. Ta druga uczepiła się SOADu, jak to przeczytaliśmy ponownie, musieliśmy podopisywać komentarze na marginesach.

W sumie czasami Mary Sue nie musi przeszkadzać, będąc jednocześnie buk wie czym. W Córce czarownic Terakowskiej główna postać jest niemalże doskonała, ale mimo to wydaje się względnie żywa i jej wspaniałość w niczym nie przeszkadza. Zależy jak się takową poprowadzi - jeśli fik nie będzie polegał na ratowaniu świata i na romansowaniu z każdym fajnym bohaterem oryginalnym, może nawet ujdzie. Jeśli założenia, fabuła są sensowne, a wspaniałość ma jakieś wytłumaczenie, to nawet nie musi być źle.

Swoją drogą, też mamy własną postać do produkcji drugiej wersji Bleacha. Wilkołaków nam się tam zachciało, wiedźm (z których dopiero przez specjalizację mieli wyłonić się Quincy)... do tego doszła kwestia wcześniej wspomniana - jak te wszystkie dusze mieściły się w Soul Society, kolejni wyspecjalizowani z wiedźm, posiadający obowiązki shinigami. Światowa alfa wszystkich wilkołaków, nieśmiertelna, sprytna, szybsza niemalże od światła, ale słabsza od chomika, z przepisowymi (dla wilkołaków) dwiema duszami i z inteligentną bronią. I z teorią, że Puści i Arrancarzy o formach silnie przypominających drapieżne ssaki, powstali z wilkołaków, pożartych przez Pustych. Z tego powodu ostro się Grimmjowowi dostało, a teraz sam się tworzy wątek głównego wroga, Inkwizytora, który nie lubi, jak coś przeszkadza światu w niesieniu swego krzyża, więc morduje shinigami, wilkołaki, wiedźmy i generalnie wszystko. Na etapie pojawienia się Inkwizytora była kompletnie wyczesana w kosmos i chomicza słabość jej minęła.
No ale o czymś trzeba sobie marzyć przed snem.

Edycja: swoją drogą niegdyś wytknięto nam, że pewna postać jest Mary Sue, ponieważ jest wilkiem. Nieważne, że miała żółte zębiska, raczej krępą i niespecjalnie smukłą sylwetkę i niewiele gracji jako ten wilk, ale była Mary Sue. Gdyby chociaż chodziło o inne powody - wszystko poza jej gatunkiem i urodą można pod to podciągnąć.
"…so that's why I'm trying to figure out if there is something I need to figure out and then figure that out before it's too late and all hope is lost."

Myszkomiks!

Awatar użytkownika
Mirveka
debiutant
Posty: 52
Rejestracja: 13 gru 2010, 13:50
Lokalizacja: koniec świata
Kontaktowanie:

Postautor: Mirveka » 15 gru 2010, 20:34

Och, ja pamiętam swojego Garego Stu.
Potężny mag, ubrany w czerń, uczeń jednego z najpotężniejszych magów w historii a wnuk drugiego takiego koksa. Geniusz do magii to raz, a dwa potężny telepata. Geniusz, nie traci opanowania w żadnej sytuacji, dodatkowo szlachetnie urodzony. Walczył też świetnie, ale rzadko, bo od tego miał swojego najlepszego przyjaciela, który w poziomie marysuizmu nie wiele mu ustępował.
Mirveka
(menas miracles)

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2563
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 23 wrz 2012, 15:10

Postanowiłam reanimować ten temat, bo pomijając fakt, że ostatnio zaczęłam pisać coś zahaczającego o MS, to naszła mnie pewna konkluzja. Mary Sue nie musi koniecznie oznaczać postaci z fanfika. Autorzy książek, nawet ci znani, też czasem popełniają bohaterów, którzy mają cechy MS. Jak już wspominałam ostatnio zaczęłam po raz kolejny czytać "Szachistę" i dochodzę do wniosku, że główny bohater to Gary Stu. W zasadzie lubię tą postać, ale jednak jest trochę za bardzo wyidealizowany. Jest młody, przystojny, silny i w ogóle przekozak. Taki James Bond, tylko z czasów napoleońskich. I nawet zna kung fu. Tak, Anglik w 1806 roku znający kung fu. Niby jest to wytłumaczone, ale mimo wszystko ilość umiejętności tego gościa jest trochę przesadzona. Czytałam też kiedyś książkę, której tytułu nie pamiętam, ale to było coś z klimatu urban fantasy i główna bohaterka była niemalże self-insertem autorki. I oczywiście poszła do łóżka z najfajniejszym gościem :-P A wy kojarzycie tego typu postacie z książek?
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Orcrest
pomocnik
Posty: 386
Rejestracja: 13 maja 2011, 10:37
Lokalizacja: Koziegłowy, Poznań

Postautor: Orcrest » 24 wrz 2012, 03:15

Nie wiem, czy bym się zgodził, ale popularny konsensus pośród fanów HP jest że Ginny to MS. Ja jej w ogóle nie lubię, ale sam nigdy nie patrzyłem na nią pod takim kątem. Ale na pewno wiem, że jest nią Bella ze Zmierzchu - wszyscy się w niej kochają, nazywają ją piękną (nawet na imię ma przecież Bella), jest wredną suką, a w wszystko uchodzi jej na sucho. Jeszcze Jagoda (jeśli dobrze pamiętam jej imię - chodzi o tą dziewczynę z wyspy smoków) z książek Białołęckiej. Szczerze znienawidzonym przeze mnie Gary Stu jest postać z gry zamiast książki, a jest nim Kratos. Czytając komiksy też można natknąć się na superbohaterów, którzy w rękach niektórych scenarzystów są Garymi Stu, np. Batman w wykonaniu Jepha Loeba i Deathstroke w wykonaniu Kyle'a Higginsa, oraz w moim osobistym odczuciu obecny Green Arrow czasami tak ma.


Wróć do „Rozmowy o twórczości”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość