Nemo [Nocarz/Renegat/ Nikt]

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Nemo [Nocarz/Renegat/ Nikt]

Postautor: Hermi » 26 mar 2012, 13:37

Tytuł: Nemo
Fandom: Nocarz
Ostrzeżenia: wulgaryzmy, OC, AU, jeśli pojawi się coś jeszcze dam znać na początku rozdziału
Znajomość fandomu: wskazana\ konieczna
Opis: Inanici po „Nikcie”. To druga poprawiona wersja tego fanfika.
Status: niezakończony


Si vis pacem, para bellum.
Jeśli chcesz pokoju, gotuj się do wojny.

Wegecjusz

[center]Prolog [/center]

Promienie wschodzącego słońca wpadały bez przeszkód przez okno. Mężczyzna wstał zza biurka i skierował twarz ku rodzącemu się właśnie dniu.
Dzień i noc. Noc i dzień. Mógł cieszyć się obydwoma. Los był łaskawy dla wampirzego dzieciaka; za dawny ból i uczucie samotności odpłacił stokrotnie, lecz żądał także dopłaty w postaci ciężkiej pracy, która przekroczyłaby wielokrotnie możliwości młodego wampira, gdyby ten musiał się nad nią trudzić w pojedynkę .
Pozwolił słonecznym promieniom dotknąć skóry. Z przyjemnością chłonął ciepło jakie dawały, rozkoszując się wschodem słońca, który dla ludzi był czymś tak oczywistym, że niezauważalnym. Oni mogli narzekać na słońce, budzące ich codziennie natrętnymi promieniami, przebijającymi się przez zasłony i żaluzje, którymi próbowali się od niego odgrodzić. On sam, z obserwacji wschodu słońca uczynił codzienny rytuał, bez względu na to, gdzie się właśnie znajdował: w Polsce, Anglii, czy Domu, tak jak teraz. Nie chciał nigdy zapomnieć, jak zdarzało się to ludziom; nie był człowiekiem i nie chciał popełniać ich błędów. Każdy wschód był inny - obserwacja rodzącego się dnia przywracała mu spokój po całej nocy pracy. Chłonął wszystkimi zmysłami świt i całe jego piękno, ciepło promieni pieszczących skórę, zapach lasu, śpiew ptaków świętujących razem z nim początek nowego dnia... Czasami brakowało mu w tym momencie kogoś kto dzieliłby z nim uczucia jakie wywoływało w nim słońce; kogoś, kto tak jak on, rozkoszowałby się nim. Brakowało mu Icty...
Nagle, w łagodnym cieple poranka, przeszedł go dreszcz. Nie starał się go powstrzymać. Zamiast tego wsłuchał się w siebie. Po raz kolejny w jego wnętrzu zabrzmiało ostrzeżenie: „Uważaj! Coś się stało, lub wkrótce się stanie. Ktoś znajdzie się w niebezpieczeństwie. Gdzieś czai się oszustwo, zdrada”. Tym razem jednak wyczuł źródło zagrożenia. Paskudny, drapieżny uśmiech pojawił się na jego ustach i natychmiast objął jasnoszare oczy. Dar, który kiedyś - nieświadom jego prawdziwej natury - nazywał intuicją, znów ujawnił się wtedy, gdy go potrzebował. Krew Ukrytego wzmocniła to, co już i tak w nim było.
Znów zaczynała się gra, ale na szachownicy obok czarnych i białych pionków pojawiły się szare. Czy były już wystarczająco silne, żeby mieć wpływ na losy gry, strzec równowagi, której miały służyć? Czy on był gotów?
Zobaczymy – szeptał wiatr, poruszając liśćmi drzew w swoim łagodnym tańcu.
Vesper, Lord Nikt, Pan Inanitów posłał ostatnie spojrzenie słońcu i wrócił do pracy. Nadal nie wiedział, kiedy zostanie wykonany pierwszy ruch, a jego Ród musiał być gotowy na odpowiedź.
Ukryty zasnął, a Vesper podejrzewał, że Pan wyznaczył go na Lorda tylko po to, żeby nie budzić się zbyt prędko. I, oczywiście - by mieć kolejnego odpowiedzialnego za bałagan, gdyby jednak musiał.
Śpij dobrze, Panie. Śpij. I zostaw mi wszystko na głowie.
Wydawało mu się przez chwilę, że wyczuwa rozbawiony, senny pomruk na granicy umysłu... ale musiało mu się tylko zdawać.

[center]*~*~*~*~*~*~* *~*~*~*~*~*~* *~*~*~*~*~*~*[/center]

Witamy w Rodzie Inanitów


„Uwierz w noc
To ona cię przywiodła tu
Uwierz w noc
Powieki zamknij jak do snu
Uwierz w noc
Tylko w ciemności ujrzysz ją
Uwierz w noc
To w niej dopełni się twój los
Uwierz w noc
Uwierz w noc!
Uwierz w noc o tak!”
Fragment „Carpe noctem” – „Taniec wampirów”

[center]Rozdział pierwszy
CZŁOWIEK
[/center]
Większość dorosłego życia Paweł spędził w szpitalach. Nie zamierzał tracić tej odrobiny, która mu jeszcze została, na zapoznawanie się z drugą stroną opieki medycznej. Wystarczyło, że musiał tolerować obecność podstarzałej pielęgniarki w swoim domu. No, ale przynajmniej była doświadczona. Potrzeba doświadczenia i nie lada siły, żeby utrzymać chorego lekarza w łóżku.
Ale nie mnie – pomyślał ze smutkiem Paweł. – Trudno utrzymać w łóżku lekarza chorego, na przykład, na grypę. A ja nie mam nawet na tyle sił, żeby kłócić się z tą starą jędzą.
Mógł co najwyżej przeklinać w myślach kolegę, który polecił mu znajomą pielęgniarkę, która szukała właśnie tego rodzaju pracy.
Może to zemsta? Czy kiedyś mu coś zrobiłem? Zamordowałem żonę? Udusiłem ulubionego kota? Przecież ta pielęgniarka to wiedźma! Do tego stara! Nie z tych bajek o wiedźmach przyjmujących postać młódek, żeby uwieść bohatera.
Ból znów chwycił go w swoje szpony. Skulił się. Zastanawiał się, czy wezwać pielęgniarkę. Niech się na coś przyda.
Nie. I tak nie może dać mu większej dawki środków przeciwbólowych. To mogłoby go zabić. Chwilami chciałby umrzeć, lecz zamiast tego walczył.
I tak zostały tylko dni. Walka nie ma sensu. Jest tylko ból – szeptał jakiś głosik. Głos z każdym dniem silniejszy. Z każdym dniem. Jak ból.
Może stanie się cud. Cuda czasem się zdarzają. Wiesz? Przecież były takie przypadki, kiedy zastanawiałeś się, czy w leczeniu nie pomagał ci czasem jakiś anioł – szeptał inny głos. Nadal wystarczająco silny, mimo, że te wyleczenia nie dotyczyły choroby w takim stadium, jak jego. Był chirurgiem, nie mistykiem. Wierzył w naukę, nie w cuda, ale czasami przez racjonalizm przebijała się wiara.
Słaba, wątła, ale jednak wiara.
Ból osłabł . Zniknął równie szybko, jak się pojawił. Pozostawił po sobie wspomnienie. I niepokój. Pewność, że wróci. Znów wgryzie się w jego wnętrzności jak wilk, będzie szarpać...
Może to wszystko nie miało sensu.
– Zawsze jest jakiś sens. Nawet jeśli nie potrafimy go dostrzec z naszej perspektywy.
Paweł dostrzegł mężczyznę stojącego w pokoju. Nie widział, kiedy ten wchodził. I odpowiedział na jego myśl... a może po prostu wypowiedział ją na głos? Tak. Na pewno tak było. A mężczyzna wszedł podczas ataku bólu, wtedy nie zwraca się uwagi na otoczenie.
– Kim pan jest?
– Już nie boli? Chciałbym z tobą porozmawiać.
Miał ochotę wysłać namolnego faceta do diabła, ale coś podpowiadało mu żeby tego nie robić. Do tego nieznajomy przeszedł na „ty.” Nieznajomy? A może się znali? Te leki chyba zbytnio go otumaniały.
Mężczyzna westchnął i usiadł... w powietrzu. Jak na fotelu.
– Nie jesteś żonaty, ale może zakochany?
To na pewno majaki, wywołane moim ciężkim stanem. Z pewnością. Albo to jest śmierć we własnej osobie. I robi mi przesłuchanie? Z jakiej racji? Ale z drugiej strony: co mu szkodzi odpowiedzieć?
Raczej nie miał już nic do stracenia.
– Nie miałem na to czasu.
– Jakaś rodzina? Przyjaciele, których za nic nie chciałbyś opuszczać?
– Nie ma nikogo takiego – odpowiedział. Nagle poczuł się strasznie samotny. Nie zdawał sobie sprawy z tego, jak puste było jego życie, zanim zachorował. – Jestem lekarzem. Cóż za paradoks, że nie zorientowałem się na czas. Objawy były przecież oczywiste.
– Szewc bez butów chodzi. A ból jest pierwszym zauważalnym objawem, ale wtedy już nie ma wielkich szans na wyleczenie.
Jakby sam tego nie wiedział. Ilu przeżywało? Trzy procent? Gdy pojawia się ból, to znak, że już są przerzuty. A więc możliwość przeżycia spadała do jednego procenta.
Nieproszony gość rozsiadł się wygodniej w powietrzu. Postawa, krótko przystrzyżone włosy i coś w stroju - chociaż to nie był mundur - przywodziło na myśl żołnierza.
– Pomagałeś ludziom i byłeś zbyt zajęty, żeby zauważyć własną chorobę.
– Może.
– Co byś zrobił gdybyś miał jeszcze jedną szansę? Chciałbyś dalej leczyć? A może zacząć zupełnie nowe życie?
– Nie mam jeszcze jednej szansy – uważał, że dyskusja „ co by było gdyby” nie ma żadnego sensu.
– Mogę ci ją dać – wyszeptał żołnierz uważnie go obserwując. – Jeśli chcesz.
Jeszcze jedna szansa? Życie? Jak? Ale może to nie ma znaczenia. Liczy się tylko to, że jest szansa.
Cena. Przecież zawsze jest jakaś cena.
- Co musiałbym za to zrobić? Co dać?
- Odrobinę czasu z wieków, jakie otrzymasz. Będziesz pracował dla mnie. Szczegóły dopiero, gdy się zgodzisz.
Paweł spojrzał w jasnoszare oczy niespodziewanego gościa. Wydawały się szczere, może nie pełne dobroci, ale było w nich zrozumienie dla jego bólu. Nie wydawało się żeby ten... człowiek? Żeby chciał kiedykolwiek go zmusić do czegoś, na co normalnie by się nie zgodził. Ale wieki? Jak?
– Zgoda.
Żołnierz odetchnął z ulgą.
– Lepiej zamknij oczy. Będzie boleć, chociaż spróbuję temu zapobiec. Spotkamy się po drugiej stronie.
Po drugiej stronie czego? Ale zamknął posłusznie oczy. Czuł się dziwnie, jakby właśnie podpisał cyrograf. Nie wiedział czy z diabłem, czy raczej z aniołem. Miał nadzieję, że tym drugim.... ale wtedy poczuł jak ostrze szybko i sprawnie przesuwa się po jego szyi.

[center]*~*~*~*~*~*~* *~*~*~*~*~*~* *~*~*~*~*~*~*[/center]

Vesper spojrzał na martwe ciało.
Dzięki Nex za twoją krew, bez niej ten człowiek umarłby bez Przebudzenia. Ja nie kontroluję jeszcze symbionta w wystarczającym stopniu. To przychodzi z czasem, a on go już nie miał.
Teraz szybki pogrzeb, a potem Inanici powitają nowe Dziecię Nocy.
Mam nadzieję, że spodoba ci się nasz dom, bracie.
Że będziesz zadowolony chociaż przez kilka wieków.
Mam nadzieję, że nie unieszczęśliwiłem cię przy pomocy Daru Krwi, że noce wynagrodzą ci stratę słońca.
Ale przecież miałeś przed sobą tylko kilka dni. Widziałem to wyraźnie. A teraz otrzymasz wieki, tak jak obiecałem.
A jeśli ci się nie spodoba, jest jeszcze antysymbiont. Będziesz zdrowy, zaczniesz nowe życie gdzieś daleko stąd. Tak, jak byli pretorianie zamienieni z powrotem w ludzi, tak jak Echis i... Icta.


[center]*~*~*~*~*~*~* *~*~*~*~*~*~* *~*~*~*~*~*~*[/center]

Paweł otworzył oczy. Spodziewał się, że zobaczy swój pokój, albo szpitalną salę... przecież miał halucynacje, a potem zemdlał. Zamiast tego zobaczył nieznane pomieszczenie. Okno było otwarte, wiatr przynosił ze sobą zapach lasu. Były lekarz odkrył, że ma na sobie nie piżamę, a szary dres.
Przy oknie stał mężczyzna. Młody blondyn odwrócił się, kiedy wyczuł ruch. Miał oczy tej samej barwy, co żołnierz, którego Paweł widział wcześniej.
- Obudziłeś się dla Nocy – powiedział podekscytowanym tonem nieznajomy. – Witaj, bracie. Lord chciał cię zobaczyć jak tylko się Przebudzisz. Wypij to, na pewno tego potrzebujesz.
Płyn podany w szklance smakował lekko słonawo, ale koił pragnienie jakie czuł Paweł. Nagle jakaś myśl przebiła się przez oszołomienie.
- To krew.
- Spokojnie, z Czerwonego Krzyża, obojętna, bez adrenaliny i innych dodatków. Pobrana dobrowolnie. Słowo. Lord mówił, że pewnie będziesz chciał to wiedzieć – trajkotał młody.
- Jestem wampirem? – Idiotyczna myśl. Lecz tylko taka przyszła mu do głowy kiedy zorientował się, że jego organizm nie ma zamiaru odrzucić dziwnego posiłku. – Będę pił krew? Zabijał?
- Nie! Nie! Krew, owszem będziesz pił, ale zabijanie nie jest obowiązkowe. Bo widzisz, od czasu do czasu walczymy z ludźmi. Jak nas zaatakują. I... ech, jestem beznadziejny jeśli chodzi o tłumaczenie – wyszeptał młody żołnierz, siadając na fotelu. Wydawał się tak zasmucony, że Paweł miał ochotę go pocieszyć.
Pocieszyć? Wampira?
A kim ty teraz jesteś? Zapytał jakiś głos szyderczo. Czego się spodziewałeś, gdy proponowano ci wieki? No czego? Cudu? Tak po prostu? Bez ceny, którą trzeba zapłacić? Wyglądało na to, że jednak podpisał cyrograf z diabłem.
- Zdaje się, że mówiłeś, że... Lord?... chce mnie widzieć. Kim jest ten Lord?
- Spotkałeś go. To Lord Vesper, nasz Pan. Całą historię poznasz później. W kwestii etykiety: należy zwracać się do niego Panie lub Lordzie. Klękanie nie jest konieczne.
- Dobrze wiedzieć.
To wobec kogoś innego jest? Są inni Lordowie? – chciał zapytać, ale czuł, że młody zasypie go informacjami, po których pojawi się setka nowych pytań. Lepiej spotkać jak najszybciej tego... Lorda. Może wtedy coś się wyjaśni.
Młody poderwał się z fotela energicznie i wyprowadził go z pokoju. Korytarz był pusty.
- Nie przedstawiłem się. Jestem Tiro.
Tiro? Rekrut? Takie jest chyba tłumaczenie z łaciny?
- A ja Paweł.
- Hmm... zasadniczo MIAŁEŚ na imię Paweł, ale mamy taki zwyczaj... gdy budzimy się dla Nocy, otrzymujemy nowe imię, od Lorda.
- Lord Vesper nadał ci imię? – Jeśli ten Lord miał takie poczucie humoru... wyobraził sobie Tiro za, powiedzmy pięćset lat. Pułkownik Rekrut na ten przykład... prawdziwi rekruci będą mieli niezły ubaw. Ciekawe, co Lord wymyśli dla niego?
- Nie. Słuchaj, to naprawdę zbyt długa historia, żeby opowiedzieć ci ją w kilku słowach. Żeby ją spisać, potrzebaby kilku ładnych tomów*. Już jesteśmy.
Pomieszczenie za drzwiami wyglądało na coś w rodzaju sekretariatu i zarazem salę monitoringu. Było pełne monitorów i komputerów. Niektóre wskazywały współrzędne, inne obrazy z kamer, a kilka, ku zaskoczeniu Pawła, wiadomości giełdowe. Wampir, który siedział przy komputerze nie wyglądał, dla odmiany, na żołnierza. Włosy miał dłuższe niż Tiro czy Lord, poza tym lekko rozczochrane, jego palce poruszały się z wprawą wirtuoza po klawiaturze, chociaż jego spojrzenie nie odrywało się od monitora. Zamiast szarego dresu miał na sobie dżinsowe spodnie i koszulkę z napisem „Nie strzelać! Ja tu tylko sprzątam!”. Maniak komputerowy podniósł głowę i spojrzał na przybyłych z roztargnieniem.
– Czeka na was.
– Jak tam praca? – zainteresował się Tiro, zaglądając informatykowi przez ramię.
– Ja się nie wtrącam w wasze strzelanki. Ty nie wtykaj nosa w moją robotę – ale powiedział to z uśmiechem. – Wiesz, jak trudno napisać program o jaki mnie poprosił? – co dziwne, jego uśmiech jeszcze się poszerzył.
– Gdyby było łatwo, nie byłoby cię tutaj. Jesteś najlepszy.
– Fakt – bez cienia skromności przyznał wampir. Potem spojrzał uważniej na Pawła. – Lepiej wchodźcie. Po co każecie mu czekać?
Tiro wszedł – o dziwo - bez pukania. Może zapowiedział się w inny sposób?
Gabinet był urządzony skromnie. Biurko, komputer, dwa regały, cztery krzesła. Lecz biurko wyglądało strasznie. Jak można sobie poradzić z taką ilością dokumentów? Lord patrzył na stertę papierów, jak się wydawało Pawłowi, ze szczerym niesmakiem. Przesunął spojrzenie na wchodzących.
Ma pretekst żeby tą stertą zająć się później – pomyślał Paweł.
– Więc się nareszcie obudziłeś? Jak wrażenia?
– Nie sposób opisać – odpowiedział Paweł, po czym dodał, bo przypomniała mu się rada Tira – Lordzie.
– Więc już miałeś pierwszą lekcję? Może to i lepiej. Dziękuję Tiro. – zwrócił się do żołnierza. – Możesz wyjść, przecież masz wolne, a ja ci zabieram całą noc.
– Służę mojemu Panu.
Tiro skłonił głowę niby pokornie, ale przez jego twarz przemknął żartobliwy uśmiech i prawie natychmiast znalazł odbicie w lekkim drgnieniu warg wampirzego Lorda, jakby ten powstrzymał się od podobnego uśmiechu w odpowiedzi.
Są przyjaciółmi – uświadomił sobie Paweł. Między nimi jest coś więcej, niż tylko stosunek taki, jak między podwładnym i szefem
– Pewnie masz wiele pytań? – Lord zwrócił się do niego, gdy Tiro wyszedł.
– Właściwie tylko jedno: jaka jest cena?
– Ceną nieśmiertelności jest utrata widoku słońca. W czasie dnia będziesz mógł wyjść tylko, jeśli dokładnie wysmarujesz się sun – blockiem, a i tak spacery w samo południe nie wchodzą w grę – Lord obojętnym tonem wymieniał wady wampiryzmu – Mogą cię zabić: ultrafiolet, ogień, rany głowy, serca. Od dzisiejszej nocy musisz pić krew. Nie musisz zabijać. Ludzie oddają jej wystarczająco dużo. Korzystamy z nadwyżek Czerwonego Krzyża i specjalnych fabryk. Nie spotkasz już nigdy ludzi, których znałeś z poprzedniego życia. Paweł Kocki nie żyje. Mogę pokazać ci nawet zdjęcia z pogrzebu.
– Pytałem o twoją cenę... Panie.
– Ach, tak. Nie ufasz mi – mruknął Lord, patrząc mu prosto w oczy, intensywnie, jakby chciał zajrzeć mu w duszę.
Może zresztą to potrafił? Bo co on wiedział o wampirach? Tego typu książki i filmy nigdy go nie interesowały. Trochę zaczynał tego żałować.
Ale pewnie na niewiele by się przydały – pocieszył się, przypominając sobie recenzje, które mimowolnie wpadały mu w oko. – Kierując się zawartym w nim scenariuszem, człowiek powinien przecież zabić wampira.
A on teraz i tak znajdowałby się po drugiej, tej niewłaściwej stronie kołka.
A może są jakieś podręczniki dla początkujących wampirów? A on o tym nie wie? Pewnie jeden z punktów mówił: nie wkurzaj Lorda, zanim nie dowiesz się w jaki sposób ten może cię za to ukarać. Wystawić na słońce? Teraz to chyba byłoby bolesne. A wokół dzicz. Na pomoc medyczną nie ma co liczyć.
– Będziesz robił to, co do tej pory: pomagał. Mój Ród to w większości żołnierze. Nie zanosi się w najbliższym czasie na udział w większych akcjach, ale nigdy nic nie wiadomo. Wampiry leczą przy pomocy mocy. Jesteśmy wyjątkowo twardzi, ale nawet nas można zabić. Mogę w razie potrzeby wyciągnąć kule z ciała, ale powiedzmy na przykład, że trzeba usunąć krew z osierdzia – przez twarz Lorda przemknął cień. Wyglądało, jakby coś wspominał. – Jak miałbym to zrobić? Nie mam doświadczenia. Ty tak. Pieniędzy mamy pod dostatkiem. Mogę zapewnić ci sprzęt jakiego zażądasz. Urządzimy ci tu mały szpital.
– Tylko tyle? Mam ratować twoich żołnierzy?
– Jeśli zajdzie potrzeba – przytaknął Lord Vesper.
– To niewiele...
– A czego się spodziewałeś? Ofiar z dzieci? Dziewic? Kotów? – prychnął Lord, najwyraźniej lekko obrażony. – Bajki ci się pomyliły.
– Nie chciałem cię urazić, Lordzie.
– Jak ty to robisz? – dziwił się Vesper - niby mówisz właściwe słowa, właściwym tonem, ale i tak potrafi mnie to zirytować. To niebezpieczne, w końcu nie jesteś mi potrzebny akurat ty. Lekarzy jest wielu.
– Ale z jakiegoś powodu wybrałeś mnie, Panie. Mogę się dowiedzieć z jakiego?
Lord odwrócił się do niego plecami. Podszedł do okna.
– Byłeś umierający. Obaj o tym wiemy. Więc nic z tamtego życia ci nie odebrałem. Byłeś samotny, więc nie muszę rekrutować twojej żony lub kochanki. Masz właściwe kwalifikacje zawodowe. A oprócz tego... zaimponowałeś mi.
Lord Vesper spojrzał na niego z uśmiechem i powiedział lekkim tonem:
– Koniec audiencji. Wydałem już rozkazy. Twoi nauczyciele na najbliższe kilka miesięcy już czekają. Jest ich dwóch, żebyś nie uległ propagandzie.
Propagandzie? Jakiej znowu propagandzie?
Paweł skłonił się tak, jak wcześniej Tiro, tylko bez żartobliwej nuty, i ruszył do drzwi. Odwrócił się, bo Lord znowu się odezwał:
– Prawie zapomniałem. Masz na imię...


[center]
*~*~*~*~*~*~* *~*~*~*~*~*~* *~*~*~*~*~*~*[/center]

– Szefie, potrzebuję więcej sprzętu.
– Użyj, czego będziesz potrzebował – zezwolił łaskawie Lord Vesper, ale sekundę później jego zamyślone spojrzenie zmieniło się. Przez stertę innych spraw przebiło się wyświetlone wielkimi, czerwonymi literami hasło: „To Viator. On kocha bebeszyć programy dla zabawy. I nie zwraca uwagi na koszty i cel. A ty właśnie zgodziłeś się na wszystko czego będzie potrzebował! Nie spytałeś nawet: do czego?” – W rozsądnych granicach – dodał więc składnie, nie chcąc całkowicie wycofywać się z już złożonej obietnicy.
Viator powstrzymał się od wyartykułowania przekleństwa. A było tak blisko! Lord najwyraźniej też zdawał sobie z tego sprawę, bo pogroził mu palcem.
– Ładnie to tak wykorzystywać, że jestem zajęty czymś innym? Później powiedziałbyś, że zgodziłem się na wszystko!
– Ale, Szefie, naprawdę potrzebuję więcej środków – bronił się informatyk słabo, jednocześnie starając się przybrać niewinny wyraz twarzy. Nie udało mu się. Spojrzenie Lorda nie tylko nie stało się cieplejsze, jego temperatura wręcz spadła o kilka stopni. Jeszcze trochę, a zmrozi cały gabinet – pomyślał Viator niespokojnie.
– I dostaniesz je. Czy powiedziałem, że nie? Tylko wszystko ma swoje granice. A ostatnim razem nie potrafiłeś usprawiedliwić połowy swoich wydatków. Jak tak dalej pójdzie, odpowiesz za defraudację, chyba jako pierwszy wampir w historii!
Władca Rodu nie mówił do końca poważnie, czego obaj byli świadomi. Pieniędzy Inanitom nie brakowało. Bankierzy regularnie przesyłali środki na utrzymanie Rodu, takie same jak dla pozostałych, mimo iż rzeczywiste potrzeby były mniejsze.
Viator znał się na informatyce. Potrafił przeanalizować oficjalne dane i wysnuć z nich własne wnioski. W ten sposób dowiedział się o Inanitach. Dodał do siebie: legendy o Inanitach, zwiększone wydatki Kapituły, zwiększoną ilość transportów krwi. I wyszedł mu wynik: Inanici nie są legendą, istnieją naprawdę. A kiedy Inanici dowiedzieli się o nim... dołączył do nich z radością. Był prawomyślnym wampirem, ale gdyby jego niektóre działania przeanalizować przez pryzmat ludzkich praw, siedziałby w więzieniu już od lat - gdyby tylko przedstawicielom ludzkiego prawa udało się go złapać. Zamiast tego, z przyjemnością korzystał z nowoczesnej techniki w służbie Lorda Nikta.
Czasami tylko z kont organizacji przestępczych, zdawałoby się, dobrze zakamuflowanych, znikały pieniądze i pojawiały się na kontach domów dziecka, fundacji... i to w precyzyjnie wyliczonej chwili, kiedy szefowi organizacji przydałyby się pieniądze na opłacenie swoich ludzi i prawników, bo prokurator zaczął mu deptać po piętach i inne konta zostały już zablokowane. A Viator uśmiechał się, patrząc na monitor, dokładnie zacierając swoje ślady.
Vesper doskonale wiedział, czyja to sprawka, ale nie reagował. Viator wybierał starannie cele. A gdyby zaszła potrzeba, z równą przyjemnością odnalazłby i wyczyścił konta wrogów Rodu. Był jak naładowana broń, gotowa do użycia i na szczęście, skierowana w kogoś innego. Viator nie dotykał pieniędzy Inanitów bez pozwolenia. Nieścisłości w jego rachunkach były spowodowane raczej trudnością w uzasadnieniu natychmiastowej przydatności niektórych rzeczy, które kupił. Nie był zakupoholikiem, nie, ale lubił zmieniać sprzęt. A Vesper nie mógł mu tego odmówić, bo dobry informatyk był mu potrzebny. Konta Inanitów były zabezpieczone lepiej, niż pieniądze większości rządów. Viatora interesowała technika jako całość, nie posiadał dużej mocy, nie miał jednak z tego powodu kompleksów. Na każdym kroku udowadniał, że nauka niebezpiecznie zbliża się do wampirzych zdolności.
– Przy okazji: jak ci się podoba nowy rekrut?
– A będę miał z nim o czym rozmawiać?
Vesper o mało się nie roześmiał. Viator dogadywał się nieźle z Tiro, ale o kilku starszych wampirach miał nienajlepsze zdanie. Tylko dlatego, że nie potrafili czasem zrozumieć o czym mówi. Vesperowi niewiedzę jakoś wybaczał, może dlatego, że Lord Inanitów nie miał nic przeciwko słuchaniu, od czasu do czasu, wykładów na tematy, które w danej chwili zainteresowały informatyka. W ten zresztą sposób mógł kontrolować, czy Viator nie zainteresował się, na przykład, zabezpieczeniami NASA, albo, co gorsza, głowic atomowych.
– Nie wiem. Mnie interesowały jego zdolności medyczne.
– Więc niewiele mogę powiedzieć na jego temat – zawyrokował Viator. – Nie wygląda na Wojownika.
– I nie ma nim być, ale to nie znaczy, że nie przyda mu się podstawowe szkolenie.
Informatyk prawie się skrzywił. Przypomniał sobie własne „podstawowe szkolenie”.
– Mogę spytać, kto ma być jego prowadzącym?
– Wybrałem dwóch....

[center]*~*~*~*~*~*~* *~*~*~*~*~*~* *~*~*~*~*~*~*[/center]


Jego dwaj nauczyciele nie wyglądali na zachwyconych nowym uczniem.
– Postawy odpowiedniej to on nie ma.
– Fakt. Czy nawet z wampirzą kondycją, potrafiłby zrobić sto pompek?
– Wątpię. Strzelać pewnie też nie potrafi.
– On słucha – powiedział lekarz obojętnym tonem, wbijając spojrzenie gdzieś pomiędzy dwa wampiry.
– Przynajmniej tyle. Nidor – przedstawił się jeden.
– Hirtus – pospieszył w jego ślad drugi.
– Rectus** – przedstawił się rekrut.
– Ciekawe – mruknął Nidor – ale pasuje. Lekcja pierwsza, zaczynamy! – dodał znacznie głośniej – Lepiej słuchaj, bo powtarzać nie będziemy.
– Jak już wiesz, wampiry istnieją – Hirtus uśmiechnął się, ukazując na chwilę wysunięte kły. – Nasze społeczeństwo dzieli się na siedem Rodów. Sześć legalnych i jeden nie.
– My jesteśmy jednym z legalnych. Ród Inanitów. Na czele stoi Lord Vesper. Pozostałe to: Wojownicy, Lord Ultor. Bankierzy, Lord Mercator. Naukowcy, Lord Candor. Winorośle, Lord Viticula. Żywieniowcy, Lord Arista – wyliczył Hirtus.
– Nielegalny to Ród Renegatów, Lord Nex – dodał Nidor.
– Dla ciebie najważniejsze będą rody Wojowników i Renegatów. Większość Inanitów pochodzi z tych Rodów.
– Ród Wojowników chroni ludzi przed złymi wampirami...
– ...ale jest beznadziejny w ochranianiu wampirów przed ludźmi. Tym zajmują się Renegaci – wpadł mu w słowo Hirtus.
- Renegaci zabijają ludzi – dodał Nidor. – Żywią się naturalną krwią.
No tak. Wszystko jasne. Propaganda? Na pierwszy rzut oka było widać, który pochodził z którego Rodu. Zasypali go jeszcze wieloma informacjami, uzupełniając się wzajemnie. Przypominało to obserwację meczu ping - ponga. Uderzenie, odbicie... argument – kontrargument. Nie miał szans ulec renegackiej, czy też nocarskiej, propagandzie. Chyba, żeby naprawdę mocno tego chciał, a jakoś nie chciał. I nie sądził, że to zmieni się w przyszłości. Do tego odnosił dziwne wrażenie, że tak naprawdę jego nauczyciele doskonale się dogadują, a dogryzają sobie z przyzwyczajenia.
– Tak z ciekawości: czy jest choć jedna kwestia w której jesteście całkowicie zgodni? – zapytał, naprawdę ciekaw odpowiedzi.
– Dosłownie jedna – przyznał Hirtus z uśmiechem. I wyrecytował unisono z byłym nocarzem:
– Inanita Inanicie przyjaciel, kolega i brat. „Żadnych gróźb, obelg, tudzież wymachiwania sobie bronią przed nosem***” .
– Lord zawsze zaczyna w ten sposób, że tak powiem, na dzień dobry, gdy przyjmuje kogoś nowego – wyjaśnił Nidor.
– Jak na razie tylko dwóch było na tyle głupich, żeby to na poważnie zlekceważyć – prychnął Hirtus. Wydawał się rozbawiony tym wspomnieniem.
– To Renegat zaczął. Zapomniał biedak, że jest już Inanitą.
– A ja słyszałem, że to była wina byłego nocarza – szybko zaprotestował były Renegat.
– A co za różnica, kto zaczął? Liczy się efekt. Lord potrafi się zachować jak ostatni drań, kiedy się go wkurzy. Przeciągnęli strunę i już.
– Co im zrobił...? – zapytał Rectus niepewnie.
– Skuł ich mocą. Nie mogli się oddalić od siebie na odległość większą, niż trzy metry. Swoją drogą, ciekawe, kto go tego nauczył? Zabiłbym drania.
– Co więcej, nie powiedział, jak długo będzie trwać kara – uzupełnił szybko Hirtus, rzucając byłemu nocarzowi miażdżące spojrzenie. Oznaczało to, jak uznał Rectus, że ten, kto nauczył Lorda, z całą pewnością był Renegatem. A może byłym Renegatem? – Byli na tyle nierozsądni, by już po pierwszej dobie zapewnić Lorda, że zostali już wystarczająco ukarani.
– Pewnie dlatego byli skuci przez równy tydzień. Co do minuty. Mógłbym się założyć, że gdyby się nie odezwali, puściłby ich po dwóch dniach.
– Do tej pory się dziwię, że w ciągu tego tygodnia się nie pozabijali.
– A ty chciałbyś ciągnąć za sobą rozkładające się zwłoki przez stulecia?
– Nie zrobiłby tego!
– A założyłbyś się? Bo ja nie! Był wściekły – Nidor podkreślił ostatnie słowo. Hirtus skrzywił się, ale nie zaprzeczył.
Rekrut zanotował w myślach: lekko drażnić można bezkarnie, porządnie wkurwiać – na własną odpowiedzialność.
Jakim cudem kapitan dogryza bezkarnie pułkownikowi? Nieco później wyjaśnił mu ten fenomen Viator:
– Oni są pierwszymi Inanitami. Dołączyli do Lorda tego samego dnia, gdy został mianowany. Jeśli chodzi o tę siódemkę: Nidora, Celera, Fulgura, Tiro, Resa, Hirtusa, Offę, nie zwracaj zbytniej uwagi na tytuły. To przyjaciele Lorda, czasami warczą na siebie, dogryzają sobie... ale dopóki nie walczą ze sobą tak naprawdę, On nie zwraca im uwagi. Interweniował tylko raz, i od tej pory jest spokój. No, mniej więcej – sprostował, jakby nagle sobie coś przypomniał. – To nieco skomplikowane. Przyzwyczaisz się.
Zabawne, ale rzeczywiście szybko się przyzwyczaił. Może nawet zbyt szybko. To świadczyło chyba o tym, jak niewiele miał do stracenia z tamtego życia. Lord miał przecież rację.
[center]*~*~*~*~*~*~* *~*~*~*~*~*~* *~*~*~*~*~*~*[/center]
*Dokładnie trzech:).
** Rectus ma kilka znaczeń, ja wybrałam to słowo ze względu na znaczenie „właściwy”.
*** To oczywiście słowa Vespera z trzeciej części – „Nikt” str. 131.
Ostatnio zmieniony 19 maja 2013, 11:53 przez Hermi, łącznie zmieniany 3 razy.
Nie będę jak liść porwany przez wiatr
Nie będę także jak ocean bez fal
Nie będę się bała upadać by wstać
Być światłem wschodzącego dnia
Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1211
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Miryoku » 28 cze 2012, 18:20

Wreszcie wydrukowałam sobie ten rozdział, wzięłam do pracy... I po przeczytaniu się zezłościłam, że za krótkie i koniecznie chcę resztę!

Nie lubię pisać komentarzy, w których tylko słodzę. Ale tu się nie mam do czego przyczepić. Czytało się znakomicie, miałam wrażenie, że to część oryginału. Styl bardzo dobry, świetnie pasuje, całość bardzo w klimacie książek. No i w sumie fabularnie kojarzy się trochę z "Nocarzem", bo też mamy nieopierzonego jeszcze wampirka, który nagle został wciągnięty w ten cały cyrk i się musi przystosować. Jak na razie czuję do niego sympatię, podoba mi się ten bohater. Viator też wydaje się ciekawy. A Vesper bardzo vesperowaty. Fragment, w którym Nidor i Hirtus rozmawiają o nim jest świetny! W ogóle masz bardzo dobre dialogi... No cholera, słodzę tak, że aż miód mi się z palców wylewa, ale inaczej nie potrafię, za bardzo mi się podoba, jak piszesz.

Ogólnie jest troszkę, choć niedużo, błędów interpunkcyjnych, jednak nie przeszkadza to w odbiorze. Ze dwa zdania troszkę mi zazgrzytały, ale również nie przeszkadzało mi to.

Aha, nie wiem, jak będzie w późniejszych rozdziałach, ale jak na razie wyjaśniasz świetnie najważniejsze kwestie z książek, więc mam wrażenie, że znajomość fandomu nie jest konieczna. Może warto zmienić w opisie? Może ktoś jeszcze wtedy przeczyta? Fakt, że umkną mu pewne smaczki (Rekrut! :D ), ale czytać można.

Czy muszę pisać, że koniecznie chcę dalszy ciąg? Najlepiej więcej niż jeden rozdział, jeśli można... :)
Hyuu~!

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 28 cze 2012, 23:00

„Wystarczy pomyśleć, ile się zmienia, jeżeli zejdzie się z chodnika i zrobi trzy kroki po jezdni...”- Julio Cortázar
[center]
Rozdział drugi
NOCARZ
[/center]
[center] *~*~*~*~*~*~*[/center]


Nocarz poruszył się niespokojnie. Cholerne kajdanki. Cholerni renegaci. Cholerny los. Przeżył, lecz jakoś się z tego nie cieszył. No bo jaki pożytek mogli mieć renegaci z żywego, uwięzionego nocarza? Jak nic przestawią go na prawdziwą krew. I stanie się jednym z nich, przeklęty... Nigdy! Lepiej umrzeć. Jeżeli nie ma innego sposobu... wszystko jest lepsze niż los renegata, niewolnika własnego pragnienia krwi.
Otrząsnął się, słysząc niewyraźne głosy po drugiej stronie drzwi. Skupił się, próbując rozróżnić słowa.
– Zastanawiałeś się kiedyś, jakby to było, dołączyć do ich Lorda?
– Bez różnicy, tylko byłoby bezpieczniej. Bez tej ich cholernej „sprawiedliwości” nad głową. – odpowiedział inny głos, słowo „sprawiedliwość” zabrzmiało wyjątkowo ironicznie.
– No tak. Wiesz, poznałem ich Lorda, kiedy jeszcze był generałem. Twardy jest. Cieszę się, że jest po naszej stronie. Jest w nim taka jakaś zawziętość... nie chciałbym mieć w nim wroga.
– Lord Kat sądzi pewnie, że Nikt jest po jego stronie.
– Jest neutralny... przynajmniej w teorii. Bo chyba nieźle dogaduje się z Lordem Nexem. Tak to wygląda, sądząc po tym, jak często wspieramy Inanitów. Nex wykorzystuje do tego tylko nasz oddział. Przeklęta tajemnica.
– A oni wspierają nas. Taaa.... Kapituła nam raczej nie grozi, Innanici przecież o nas nie zapomną.
Inanici?! Avis powstrzymał cisnące się na usta przekleństwo. Nie dość, że wpadł w ręce renegatów, to wygląda na to, że są to jacyś szaleńcy, wierzący w bajki! Bo tym właśnie byli Inanici - bujdą, blagą, bajką, nie wiadomo czyim wymysłem. Pewnie renegackim. Bo nie mógł sobie wyobrazić nocarza, który wymyśliłby coś takiego. Po co Ukryty miałby tworzyć nowy Ród?

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Wampir przyglądał mu się uważnie.
– Więc to jest nasz nowy nabytek? Zachowuj się rozsądnie, a nic ci się nie stanie, nocarzu – zwrócił się do Avisa spokojnie. – Nie zamierzam cię niańczyć w drodze do domu. Rozkaz to rozkaz, nie muszę wszystkiego rozumieć... ale jeśli mnie wkurwisz, pożałujesz. Rozumiemy się?
Avis nie odpowiedział. Może wkurwienie renegata to nie taki zły pomysł. Jeśli ten go zabije... ale spojrzenie renegata powiedziało mu, że nie będzie tak łatwo. Można sprawić ból bez zabijania. Renegat najwyraźniej uznał jego milczenie za potwierdzenie, bo odwrócił głowę i spojrzał na wampiry, które pojmały Avisa.
– Lord Nikt jest wdzięczny za pomoc. Czy macie coś do przekazania? – zapytał nieomal urzędowym tonem.
– Nie. Lord Nex skontaktuje się tak, jak zawsze – odpowiedział renegat.
– A cała sprawa była czystą przyjemnością – wypalił drugi, nie przejmując się formami towarzyskimi. – Ostatnio rzadko mamy okazję pograć na nerwach nocarzom.
– My jeszcze rzadziej. Chyba, że we własnym gronie.
Renegaci ewidentnie wiedzieli o co chodzi, bo wybuchli śmiechem.
– No tak. Ale to już nie są tak naprawdę nocarze. Więc to nie to samo, co za dawnych, dobrych czasów – dodał renegat z błyskiem rozbawienia w oczach.
– Jasne, że nie. Strzelać do nich nie wypada – dorzucił jego towarzysz.
– I na język trzeba uważać. Bo pieski mają słuch nie gorszy niż wilki.
– I odgryźć się potrafią. Kto by pomyślał? – zdziwił się obłudnie.
– A jak zaczną za głośno szczekać, to Lord się zorientuje...
– I koniec zabawy.
– Jaaaasne. Niemiły i gwałtowny koniec, należy zauważyć.
– Zresztą, najlepsze komentarze i tak odpadają. No bo jak tu mówić o obrożach i smyczach, skoro na dywaniku możemy wylądować wspólnie? Lord nie odróżnia psów od wilków.
– Lordowska wrodzona skaza. Nie ma co narzekać, każdy ma jakieś wady. To pewnie przez to trudne, nocarskie dzieciństwo.

Avis zanotował w myślach: „były nocarz”. Ale jakim cudem? Słyszał tylko o jednym przypadku przejścia nocarza do renegatów. Nocarz został nawet generałem renegatów, ale podobno zginął, bohatersko broniąc Ukrytego. Bo wszystko okazało się planem Lorda Ultora a renegat nocarskim agentem. Paskudna sprawa. Mówiło się o niej niechętnie, półgłosem, w wąskim gronie. I nie bez powodu. Ruch Lorda Ultora był... chyba niezbyt dobrze przemyślany. Tylko na taki komentarz potrafił się zdobyć prawomyślny nocarz.
Niezbyt dobrze przemyślany ruch.

[center] *~*~*~*~*~*~*[/center]

W samolocie renegat pogrzebał w kieszeniach i dwoma palcami, jakby trzymał coś wyjątkowo obrzydliwego, wyciągnął torebkę krwi.
– Łap!
Renegat rzucił mu krew. Avis nie wyciągnął ręki i torebka spadła mu na kolana. Ze zdziwieniem odkrył na niej napis: „OBOJĘTNA, PODWÓJNIE TESTOWANA”. To jakiś żart? Niemożliwe, żeby renegaci proponowali mu obojętną krew.
– No już, otwórz i jedz. Na pewno jesteś głodny.
– Chyba nie będziemy musieli cię karmić na siłę? To przecież obojętna krew. Żywisz się takimi śmieciami od lat. Powinieneś być przyzwyczajony. Ja nie tknąłbym tego świństwa, nawet gdyby mi za to płacili. – Zadeklarował drugi renegat z emfazą.
– Jest bez żadnych dodatków? – spytał powoli, ważąc słowa nocarz.
– Nie widzisz nalepki?
– To jeszcze nie dowód.
– Otwórz i się przekonaj – zaproponował renegat spokojnie.
– Jeśli jest czymś naszprycowana, nie wykryję tego za pomocą węchu i smaku.
– No to masz pecha, niektórzy to potrafią – powiedział renegat obojętnym tonem.
Avis ostrożnie otworzył torebkę. Nic. Po prostu świeża, obojętna krew. Nadal się wahał. A jeśli to pułapka?
To nie dawaliby mu krwi skażonej sztucznie, tylko wmusili mocną prawdziwą, a potem podsunęliby mu człowieka do zabicia. Tak to się robi.
I tak nie miał wyboru. Był głodny. Nie wiadomo, co go jeszcze czeka, lepiej więc najeść się na zapas, ot tak, na wszelki wypadek. Może ten ich samarytanizm to podpucha, ale nie ma co kręcić nosem. Nie przyznałby się do tego nawet sam przed sobą, ale naprawdę chciał żyć. Chciał... więc zjadł całą torebkę i drugą, którą podali mu skwapliwie renegaci.
Miał tylko nadzieję, że nie popełnia właśnie błędu, którego nie da się naprawić.


[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Vesper wiedział, że nocarze będą musieli rozładować jakoś gniew wywołany porwaniem towarzysza broni, dlatego wybrał właśnie ten moment. Dwóch nieposłusznych renegatów z tego rejonu aż się prosiło swoim zachowaniem o egzekucję. Równowaga została utrzymana, a do Inanitów dołączy nowy rekrut.
Dokumentacja wyglądała zachęcająco. Znajomość polskiego, hiszpańskiego – co przyda się z powodu miejsca, jakie wybrał Ukryty na sypialnię – oczywiście łacina i niezastąpiony angielski.
Ten, kto twierdzi, że fajnie jest być wampirzym Lordem, chyba nie przemyślał sprawy. A kłopoty językowe?! Wampiry to międzynarodówka, po łacinie rozmawia się opornie, sztywno. Angielski? Owszem, da się dogadać, ale prestiż spada. Najlepiej by było, gdyby potrafił mówić perfekcyjnie w każdym języku. A do tego mu, niestety, daleko. W porównaniu do innych trudności, te językowe to drobnostka... ale jakże frustrująca.
Taki widać jego los. Nowe problemy pojawiają się natychmiast po tym, gdy udało się już uporać z wcześniejszymi.
Zastanawiał się, jak rozegrać sprawę z Avisem. Nie lubił manipulować innymi. Ale przecież czasami trzeba. Avis mógł się przydać z powodu swojego daru. Psychometria. Vesper był nieomal pewny, że to o to chodzi. Major nie był głupi, trzymał Avisa z daleka od Bunkra i emocji jakie to miejsce wywołało. Całkiem słusznie, bo czym mogło emanować miejsce, w którym Renegaci szaleli z głodu?
Vesper wstał zza biurka i przesunął spojrzeniem po przedmiotach, stojących w idealnym porządku na regale, co ostro kontrastowało z sytuacją na biurku. Przesunął bliżej niezwykłą szachownicę. Nie był Ultorem. Jego podwładni nie byli pionkami. Odłożył szachownicę na miejsce. Niech się dzieje, co chce, nie będzie manipulował Avisem. Nie. Był. Ultorem.

[center] *~*~*~*~*~*~*[/center]

Viator uśmiechnął się promiennie na widok Avisa i jego obstawy.
– Nowy rekrut? Witamy w Rodzie!
– Nie przypominam sobie, żebym zgłaszał chęć zmiany Rodu. Wyjaśni mi ktoś wreszcie, co tu się dzieje? – spytał ostro nocarz. Ta sytuacja – o ile to w ogóle było możliwe - coraz mniej mu się podobała.
– Ja ci wyjaśnię. – Na widok wampira stojącego w drzwiach, eskorta Avisa zgodnie pochyliła głowy z szacunkiem. – Dziękuję. Ściągnijcie mu kajdanki i możecie nas zostawić – rozkazał.
– Wybacz, Panie, ale... – zaczął jeden z eskortujących, nie pozwolono mu jednak skończyć.
– Możecie nas zostawić – powtórzył Vesper nieco ostrzejszym tonem, ale jego spojrzenie nadal było łagodne.
Wampir, który zaprotestował pochylił głowę, a w myśli Avisa wbiły się ostre słowa: „Niczego nie próbuj! Jeśli coś się stanie Lordowi, to przysięgam, że będziesz się modlił o śmierć!”
– Pułkownik Celer nas zabije – dodał głośno, kierując swe słowa do Lorda.
– Jeśli pułkownik Res nie będzie szybszy – dodał drugi ponuro.
– Obaj przesadzają – zapewnił nieomal wesoło Lord. – Odkąd to jeden nocarz stanowi dla mnie zagrożenie? Podważacie moje umiejętności?
– Nie, Lordzie, ale...
– Żadnych „ale”. Idźcie już.
Zrezygnowany wampir wyciągnął kluczyk od kajdanek i uwolnił Avisa. Spojrzenie, jakie mu przy tym posłał, świadczyło dobitniej niż słowa, że dotrzyma złożonej obietnicy. Nawet wbrew Lordowi, jeśli będzie trzeba. Eskortujący Avisa renegaci skłonili się i opuścili pomieszczenie. Maniak komputerowy, więzień i Lord zostali na swoich miejscach.
– Czasami zachowują się jak kwoki – westchnął lekko Lord.
– Opiekujące się jednym, niesfornym kurczakiem – dodał informatyk patrząc na Lorda spod na wpół przymkniętych powiek, ale zaraz spoważniał. – Nie powinieneś ich tak traktować, Szefie. Celer naprawdę zrobi im piekło.
– Celer jest daleko.
Informatyk wzruszył ramionami, jakby chciał powiedzieć, że to nie wystarczy, żeby powstrzymać pułkownika.
– Byliby spokojniejsi, gdybyś ustalił zastępstwo. Oczywiście nie znaczy to, że pozwolilibyśmy ci zginąć, Szefie – dodał szybko, jakby się obawiał, że to nie jest całkowicie jasne.
– Wiesz, że to na razie niemożliwe – Vesper nieomal skrzywił się, wypowiadając te słowa.
Rozpatrywał problem z wszystkich możliwych stron i nie potrafił dostrzec rozwiązania. Najwyższą rangę po nim miała Aranea. A z powodu związku z Ultorem nie mogłaby zająć jego miejsca, gdyby zginął albo został ciężko ranny. Chociaż na razie nie wybierał się na tamten świat, warto było pomyśleć o ewentualnym zastępstwie. Aranei nie zaakceptowaliby nie tylko renegaci. Byli nocarze w Rodzie Inanitów słyszeli o planie „Cisza przed burzą”. I nie byli nim zachwyceni, ani trochę.
Nidor? Nie nadawał się z powodu Resa. To zaogniłoby ich wzajemne relacje. Vesper awansował Resa do stopnia pułkownika nie bez powodu.
Aranea tak naprawdę nie angażowała się za bardzo w sprawy Rodu. Była jego oczami i uszami przy Ultorze, to tyle. Jej kontakty z pozostałymi Inanitami były rzadkie, więc jej generalstwo nie kłuło w oczy, za to Nidor i Celer byli aż zanadto widoczni. Dwóch pułkowników, jeden były nocarz, drugi ekspretorianin. Jak to wyglądało z punktu widzenia byłych renegatów? Res dodany do tego równania, wyrównywał nieco szale tej emocjonalnej wagi, nie mówiąc o tym, że Nidor przestawał być jego przełożonym. Awansuje Nidora dopiero wtedy, kiedy do roli generała nadawać się będzie także Res. Celer prawdopodobnie już się nadaje, ale po co Inanitom czterech generałów? Awansować tylko Celera? Czy to byłoby uczciwe wobec Nidora?
Zawsze mógł awansować Tiro od razu na generała. Nie takie precedensy się zdarzały, a Tiro był tak prorenegacki, że chyba żaden były renegat by się nie przyczepił, za to eksnocarze… Uśmiechnął się w zadumie. Ech, pomarzyć zawsze można, ale wiedział, że nie zrobi im takiego świństwa. Bo usłyszałby od razu oburzony zgodny chórek: „Szefie!!! To sabotaż!”. Właściwie wszyscy byli zadziwiająco zgodni, opisując w ten sposób zachowanie Tira. Coś w tym musiało być, prawda?
Lord przeniósł spojrzenie na zdumionego nocarza.
– Wchodź. Musimy porozmawiać. Jak zwykle to spada na mnie.
– Jakbyś sam tego nie chciał, Szefie – mruknął cichutko maniak komputerowy.
Doskonale wiedział, że Lord dużo czasu poświęca rekrutom. Może nawet zbyt dużo, biorąc pod uwagę ilość jego obowiązków.

[center] *~*~*~*~*~*~*
[/center]
Biurko było zawalone dokumentami.
– Będę musiał w końcu zrobić z tym porządek – stwierdził Lord z lekkim, teatralnie cierpiętniczym westchnieniem. – Albo zmuszę do tego Celera. Wtedy nie będzie miał czasu na głupstwa. Kwestia bezpieczeństwa jest ważna, ale on stanowczo przesadza! Jeśli chce zrobić ze mnie więźnia mojego własnego Rodu, to grubo się przeliczył. Niedoczekanie.
Avis powstrzymał się od komentarza. To na pewno był jakiś zwariowany sen. Zaraz wyskoczy Kapelusznik i Zając. Właściwie dlaczego nie? Skoro Avis znalazł się w gabinecie Lorda, który podobno nie istnieje, to co będzie dalej? Strach się bać.
– Siadaj. – Lord machnął ręką w stronę krzesła, nawet wygodnego. Widocznie Lord Inanitów nie odkrył jeszcze, że niewygodne krzesła skracają o połowę czas audiencji. Interesanci chcą wtedy jak najszybciej wyjść. A tak, można sobie siedzieć i wylewać żale do woli...
Lord zajął miejsce za biurkiem. Posłał wrogie spojrzenie dokumentom, a te przelewitowały na prawą stronę biurka, układając się w równiuteńką wieżę. Tak wysoką, że Avis mógł się założyć, że w pionie utrzymuje ją wyłącznie moc. Lord zauważył jego pytające spojrzenie, powiedział lekceważąco:
– Bez obaw. To nic ważnego. Viator nie pozwoliłby, żeby ważne dokumenty znalazły się w tej stercie. Ale z jakiegoś powodu uważa, że te, mimo wszystko, powinienem przejrzeć osobiście. No ale, koniec dywagacji... – Zreflektował się. – Pewnie masz pytania?
– Dlaczego zostałem porwany? – Avis zadał pierwsze z długiej listy pytań, jakie mu się narzucały.
– Cóż za bezpośredniość! Co słyszałeś o Inanitach?
– Inanici to Ród powstały po ostatnim przebudzeniu Ukrytego. Według pogłosek. W oficjalnych doniesieniach o Inanitach nie ma ani słowa – wyrecytował nocarz ogólnie znane informacje.
– A co o tym sądzisz?
– Do tej pory sądziłem, że to bzdury – powiedział Avis ostrożnie.
– A teraz już nie?
– Dowód na istnienie Rodu siedzi przede mną.
– Raczej ty siedzisz przed dowodem. – Poprawił Lord i kiwnął głową. Uśmiechnął się jak nauczyciel, którego uczeń pozytywnie zaskoczył.– Nie masz żadnych wątpliwości? Nie sądzisz, że to renegacka prowokacja?
– Nie chcę wiedzieć, jaki renegat wymyśliłby coś takiego.
– Wymyślił to osobiście Ukryty. Sam byłem w niezłym szoku. – Przyznał się Lord. Jego oczy pociemniały pod wpływem wspomnień. Lord Latens dał mu tak wiele, Inanici byli idealnym rozwiązaniem dla wampira nie mającego już swojego miejsca ani wśród nocarzy, ani renegatów.
Avis rozejrzał się po gabinecie. Przedmioty stojące na regale zdawały się go przyciągać. Ich aura, ślad, jaki pozostawił na nich właściciel, działały na niego jak magnes. Psychometria była rzadkim darem. Avis posiadał go nieomal od chwili Przebudzenia, ale na szczęście dla jego psychiki nie wszystkie miejsca i przedmioty zachowywały myśli i emocje osób z nimi związanych. Inaczej nie mógłby się od nich odgrodzić. Teraz nocarz natychmiast wyczuł, że jeden z przedmiotów w gabinecie emanuje aurą znacznie potężniejszą niż pozostałe. Dziwna szachownica. Na szachownicy obok białych i czarnych pól były szare, ale nie było szarych pionków. Jak można na niej grać? Przyjrzał się figurom. Różniły się tylko kolorem. Białe i czarne figury ułożone zostały w taki sposób, że obydwie strony miały szanse na zwycięstwo, jeśli przyjąć, że mogły poruszać się także po szarych polach. Nocarz sięgnął po białego pionka, zanim Lord zdołał go powstrzymać.
Moc zafalowała i ogarnęła go ciemność.


[center] *~*~*~*~*~*~*[/center]

Avis odzyskał przytomność. Głowa bolała, jak diabli, a i tak to było niczym, w porównaniu ze wspomnieniem bólu ukrytego głęboko w białej figurze.
Lord pochylał się nad nim, patrzył na niego z mieszaniną troski i złości, jakby zastanawiał się czy nie należy najpierw na Avisa nawrzeszczeć, a dopiero potem martwić się stanem jego zdrowia.
– Cholera. Nie powinieneś tego dotykać. Jak będę potrzebował wiwisekcji duszy, to z pewnością o nią poproszę – warknął w końcu.
– Przepraszam – wyszeptał słabo nocarz. Ten ból i samotność... świadomość, że dom już nie był domem, a miejscem, gdzie czekał tylko ból... i prawda o tym, komu to zawdzięcza... – To Lord Ultor... Lord Ultor cię zdradził.
– Poświęcił pionka. To już nieważne. Teraz mam własny Ród, właściwie to też dzięki niemu, w końcu to on obudził Ukrytego.
Avis miał ochotę skulić się w kłębek i rozpłakać. Lord Ultor... Nocarz zamknął oczy, próbując uporządkować uczucia, które poczuł. Tak. Nie były tak oczywiste, jak mu się wydawało na początku. Tęsknota za czymś? A może kimś? Ale obok bólu była radość. Inanici. Szept pełen nadziei i strachu. Czy potrafi? Czy potrafi stworzyć od zera Ród? Dom? Determinacja. Musi. Po prostu musi. Coraz więcej nadziei i radości. Budowa nowego domu z gruzów poprzedniego... renegaci...... Res… Hirtus... Offa... nocarze ... Nidor... Celer... Fulgur ... Tiro... Przyjaciele. A potem kolejni... renegaci, nocarze, członkowie innych Rodów. Ważni nie mniej, niż ci pierwsi. Tylko traktowani nieco inaczej, z odrobiną dystansu.
Na szachownicy obok białych i czarnych pól były szare, ale nie było szarych pionków. Szachownica miała mu przypominać coś bardzo ważnego. Czy już o tym zapomniał? Pamiętał. Starał się, jak mógł.
Avis skupił się na nadziei emanującej z szachownicy.
Nocarz zrozumiał też natychmiast cel, jaki przyświecał Inanitom.
Podniósł pełen bólu wzrok na Lorda Vespera. Byłego nocarza, renegata, zdrajcę... Zdrajcę? Jak Ultor mógł to zrobić?
– Czy w Rodzie Inanitów znajdzie się miejsce dla kolejnego byłego nocarza, Lordzie?
– Tak. Oczywiście, że tak. Jesteś pewien? Nadal możemy znaleźć jakieś inne wyjście. Na przykład odbicie przez nocarzy, wszystko da się zorganizować. Czego jak czego, ale wprawy w na pozór dziwnych akcjach nam nie brakuje.
– Nie chcę wracać.
Naprawdę nie chciał. Bo tak naprawdę, wśród nocarzy był sam. Sam w tłumie. Jakkolwiek głupio by to brzmiało, taka była prawda. Avis z trudem się podniósł i wyprostował. Pewne rzeczy trzeba zrobić tak, jak nakazuje tradycja. Pochylił głowę.
– Witaj, Panie.
– Witaj Inanito.

[center] *~*~*~*~*~*~*[/center]

Witamy w Rodzie Inanitów

Betowała: Ignis


„Świat to skomplikowane miejsce o trudnych regułach, gdzie każdy gra taką rolę, jaką
wyznaczył mu los. I nie zawsze można wybierać”
Arturo Pérez-Reverte

[center]Rozdział trzeci
RENEGAT

*~*~*~*~*~*~*[/center]

Betonowa klatka. Kraty z promieni ultrafioletowych. I Lord Kat.
Koszmar każdego renegata
Mimo to kobieta rzuciła Ultorowi dumne spojrzenie. Doskonale zdawała sobie sprawę, że gdy rozpocznie się przesłuchanie, determinacji nie wystarczy jej na długo, ale nie zamierzała okazywać strachu wobec Kata. Jeszcze nie musiała.
W tym momencie weszło trzech nocarzy, z doskonałym wyczuciem chwili. Dwóch mężczyzn i jedna kobieta.
– Nasz Pan prosi o przekazanie więźnia, Lordzie Wojowniku – powiedział jeden z nocarzy, z szacunkiem, ale bez przesadnej uniżoności.
Uwięziona renegatka poczuła się zdezorientowana. „Pan”? Czyli kto? Któryś z członków Kapituły? Wampiry miały na sobie nocarskie mundury, ale nie było w nich zwykłej, psiej pokory wobec Lorda Kata. Wampirzyca stojąca za nocarzami wydawała się być ciekawa dalszego rozwoju sytuacji i zarazem lekko zmieszana, jakby nie wiedziała, po której stronie powinna stanąć.
Lord Ultor przyjrzał się renegatce dokładniej, jak dziwnemu eksponatowi, którego wartość nagle wzrosła. Wampirzyca nie różniła się niczym szczególnym od dowolnej Wojowniczki czy renegatki. Była średniego wzrostu, miała jasnoszare wampirze tęczówki i krótkie, czarne włosy. Za to jej postawa... Kobieta wytrzymała jego oceniające spojrzenie bez drżenia. Lord Wojownik przeniósł spojrzenie na domniemanych nocarzy.
– To jest jedna z waszych?
– Jeszcze nie. – Wampir w nocarskim mundurze podkreślił to „jeszcze”.
– Dobrze. Przecież wiecie, że dowódcy jednostek są poinformowani. Nie możemy sobie pozwolić na błędy. Mam nadzieję, że wkrótce spotkam się z waszym Lordem.
– Będzie obecny na spotkaniu Kapituły.
– Oczywiście. Nie mógł mnie uprzedzić wcześniej? – Wskazał głową uwięzioną wampirzycę.
– Jestem pewien, że sam to wyjaśni, Lordzie Wojowniku. – Odparł jeden z nocarzy.

Na pewno przeprosi – ocenił szybko Ultor - jak zwykle tonem dalekim od okazania jakiejkolwiek skruchy. I wymieni kilka powodów uzasadniających to, że Inanici przejęli więźnia – pomyślał, rozdrażniony. Choć zdawał sobie sprawę, że taka reakcja nie była do końca sprawiedliwa - Vesper rzadko się wtrącał w sprawy innych Rodów. Albo inaczej - rzadko można mu to było udowodnić. Nigdy nie przekraczał swoich uprawnień. Cóż, miał prawo rekrutować, kogo chciał. A że chciał uczynić członkiem Rodu pojmaną właśnie renegatkę? To jego decyzja. Żaden członek Rodu Inanitów nie mógł zostać ścięty na Galerii Hańby, bo Inanici mieli pozwolenie na picie prawdziwej krwi, wydane przez samego Ukrytego. A dyskutowanie o tym, kiedy właściwie dochodzi do rekrutacji w przypadku wampira (znacznie łatwiej było to określić, gdy chodziło o człowieka) nie miało sensu, skoro ta sama procedura uratowała Araneę przed prawem Kapituły.
Wojna nocarsko – renegacka weszła w stadium wbijania sobie drobnych szpilek... żadnych dużych akcji, które mogłyby zaburzyć kruchy spokój. Lord Nikt pośredniczył w eliminowaniu ludzi przeszkadzających Rodom i renegatów przeszkadzających Nexowi. I przez cały czas rekrutował. Ultor był pewien, że nie zna imion nawet połowy Inanitów zrekrutowanych w ostatnim czasie, Nex pewnie też nie. Vesper był wręcz paranoidalnie ostrożny. Z całą pewnością nie wszyscy Inanici znajdowali się w ich głównej siedzibie, gdziekolwiek ona była.
Ta renegatka została złapana przypadkiem, nie było jej na liście Nexa. Ciekawe, czy była w planach Vespera, zanim została złapana przez nadgorliwych nocarzy? „Prawdopodobnie nigdy się tego nie dowiem” – stwierdził.
– Lepiej niech ma dobre argumenty. Nigdy nie miał problemów z ich wymyślaniem - odparł Lord z irytacją, odrywając się od swoich myśli.
Nidor posłał mu surowe spojrzenie. Nadal nie wybaczył Ultorowi.
Najpierw musiałbym przyznać, że podjąłem złą decyzję, a tego przecież nie zrobię – uznał Ultor. Ciekawe, że Vesper zrozumiał wszystko, a Nidor nie potrafi. Może dlatego, że Vesper sam jest teraz Lordem i też musi podejmować decyzje, które nie zawsze mu się podobają? Lord Nikt ma trudny charakter. Czy zawsze był taki cyniczny, czy stał się taki niedawno? Nie było już w nim nic z młodego nocarza, patrzącego na świat przez pryzmat czerni i bieli.
– „Oficjalnie: wysłana do Kapituły” – przesłał Ultor pretorianom. Ci, którzy zawsze go otaczali, nie mogli nie zdawać sobie sprawy z istnienia siódmego Lorda, konieczności zachowania tej wiedzy w tajemnicy oraz sposobów w jakie się to robiło.
– Odprowadźcie ją do samolotu – rozkazał na głos.
Gdy Inanici i dwaj pretorianie wyprowadzili wampirzycę z celi, Ultor spojrzał z czułością na Araneę. Z jej powodu mógł wybaczyć Vesperowi nieomal wszystko.
Była Pani Renegatów miała sporo pracy ze zmianą wizerunku. Wszyscy Lordowie i ich najbliżsi współpracownicy wiedzieli, w czym rzecz, mniej ważni Wojownicy i członkowie innych Rodów mieli spotkać nowo mianowaną pułkownik Veris. Tak, Aranea musiała się nieco poświęcić – zmiana koloru i długości włosów oraz imienia wydawała się jednak niewysoką ceną za możliwość powrotu do Rodu Wojowników, nawet jeśli jako reprezentant Inanitów. Starali się omijać z daleka tych, którzy znali ją z dawnych czasów, a takich było niemało. Jak na razie jednak wyglądało na to, że wszystko idzie sprawnie. Oficjalnie była Pani Renegatów zginęła. Krążyły różne pogłoski: że nie chciała się podporządkować nowemu Lordowi Renegatów, że zabił ją Ultor, lub że zginęła z rąk watykańskich. Wersji było tyle, ile wampirów opowiadało historię śmierci Aranei. Prawdę należało ukryć za jak najgęstszą zasłoną dymną. Im gęstszą, tym lepiej. Każda z tych historii dodawała nowe kłamstwo na to podstawowe, pozwalające ukryć prawdę. Aranea zginęła. Nikt nie powinien kojarzyć pani pułkownik Veris z byłą Lord Renegat.
Ultor omijał te nocarskie bazy, gdzie Aranea była dobrze znana, albo odwiedzał je sam, kiedy nie miał innego wyjścia. Prędzej wyśle wszystkich nocarzy, którzy mogą ją rozpoznać, na biegun, żeby utworzyli tam nową jednostkę, niż zrezygnuje po raz drugi z miłości!
– Dużo bym dał, za zrozumienie: jakimi kryteriami oceny on się kieruje? Coś ciekawego w renegackich aktach?
Aranea nie odpowiedziała. Ich rzadki kontakt z Niktem ułatwiał wszystkim życie. Vesper był kiedyś jej generałem, zamierzała skazać go za zdradę, a teraz nazywała go Lordem. Jednak losy naprawdę dziwnie się plotą. Podobny, aczkolwiek nie identyczny problem mieli byli nocarze w kontaktach z Ultorem, ale jakoś sobie radzili. Może dlatego, że przywiązali się już do nowego Lorda, wszyscy, nawet Celer. Co miał w sobie takiego Vesper, że Inanici stawiliby czoło swoim byłym Lordom, gdyby im rozkazał? Nie potrafiła zrozumieć ich oddania, ale wiedziała też, że sama nie zdradziłaby Lorda Nikta. Zbyt wiele mu zawdzięczała i zbyt wiele zaryzykowałaby takim posunięciem. Wyobraziła sobie ponowne obudzenie Ukrytego... zadrżała i przytuliła się do kochanka.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Rixa nie czuła się najlepiej w obstawie nocarzy. Z jednej strony cieszyła się, że Ultor został w bazie, a ona ją opuszcza. Im dalej od Lorda Kata, tym lepiej. Z drugiej, trawił ją lęk. Do Kapituły? To już? A tam... wolała się nad tym nie zastanawiać.
Jeden z tajemniczych nocarzy spojrzał na nią, jak się wydawało, ze współczuciem.
„Spokojnie, siostro” – wyszeptał obcy głos w jej umyśle. Renegatka wiedziała, że nie ma siły, by założyć porządne lustro, ale mimo to spróbowała. Coś jej się udało, ale wiedziała, że nocarz nie miałby problemu z jego rozbiciem - wystarczyłoby, żeby włożył w komunikat więcej mocy. Zamiast tego wampir zacisnął tylko z rozdrażnieniem wargi. Nie chcesz słuchać, to nie – mówiła jego mina.
Co to miało niby znaczyć? Żaden szanujący się nocarz nawet nie pomyśli o którymkolwiek renegacie jako o bracie czy siostrze.
Chociaż nimi jesteśmy – przyznała niechętnie renegatka. To ten sam symbiont, ta sama krew... Tylko oni tego nie rozumieją. A ten, co? Wyjątek od reguły? Lord Kat najwyraźniej znał to podejrzane towarzystwo. Nie był zachwycony na ich widok, ale nie protestował, kiedy zabrali mu – musiała to przyznać – dość bezczelnie więźnia. Zresztą, akcja odbicia przez renegatów była niemożliwa do realizacji, więc lepiej przestać chwytać się nadziei, że to może renegat w przebraniu nocarza. Jak wszedłby do Bunkra? I niby dlaczego Lord Kat miałby spełnić jego prośbę o przekazanie uwięzionej?
Samolot czekał obok lordowskiego. Pilot wystartował, jak tylko wampirzyca została wprowadzona do środka, a dwaj pretorianie odsunęli się na bezpieczną odległość.
– Nareszcie. Nie lubię odwiedzać Bunkra. – Z ulgą w głosie powiedział nocarz .
– A kto lubi? – zapytał retorycznie jego towarzysz. Spojrzał na wampirzycę, a potem przeniósł spojrzenie z powrotem na kolegę. – W planach Lorda nie było głodzenia jej.
– Nie było też, żebyśmy sami musieli transportować jej do domu. Gdyby Nex nie wpadł w to gówno... Niech zostanie, jak jest. Wytrzyma jeszcze kilka godzin. Nam i tak nie uwierzy, a walka z najedzoną wampirzycą... doprawdy, nie potrzeba nam jeszcze jednego kłopotu.
Renegatka spięła się. Mówili o Lordzie Nexie! Co się z nim stało? Coś mu groziło? Nie chciało jej się wierzyć, że po prostu odpowiedzą, jeśli zapyta. A może... może czekali na pytania? W końcu mogli porozumiewać się telepatycznie zatem dlaczego tego nie zrobili? Pozwolili jej słyszeć tę wymianę zdań. Nadal jednak nie ufała swojej eskorcie, milczała więc całą drogę, zawzięcie. Oni milczeli także, albo przenieśli rozmowę na kanał zamknięty.


[center] *~*~*~*~*~*~*[/center]

Dom znajdował się daleko od ludzi. Przejezdnej drogi. Lotniska. Renegatka miała wręcz wrażenie, że stąd jest daleko wszędzie. Za to był duży i, o ile mogła ocenić, przytulny.
Ciekawe jak wyglądają tutejsze lochy? – pomyślała z lekką ironią. – I jak dociera tu listonosz?
Jedno było pewne: to nie Kapituła.
Dwaj nocarze odprowadzili ją do jednego z pokojów. Zamkniętego ze wszystkich stron Mocą. Szczelnie.
Cela to cela – uznała renegatka, ale musiała przyznać, że nie tego się spodziewała.
Wygląda jak zwykły pokój, dość skromnie urządzony, ale jednak pokój. Za to stało tu łóżko i wielka lodówka.
Nocarz rozpiął jej kajdanki i podał torebkę z krwią.
Renegatka spojrzała na niego ze złością, miała ochotę rzucić tą cholerną, sztuczną krwią o ścianę, ale w tym momencie dostrzegła znajome trzy gwiazdki w rogu opakowania.
– Kim wy jesteście?! – wykrzyknęła wstrząśnięta.
– Zajrzyj do lodówki – powiedział rzekomy nocarz wesoło. – I przypomnij sobie wszystko, co słyszałaś o Inanitach. Część z tego... to prawda. – Nie precyzując, która część, wyszedł.

[center] *~*~*~*~*~*~*[/center]

Otworzyła i pochłonęła jeszcze dwie torebki krwi, które znalazła w lodówce, zanim zaspokoiła głód.
I wtedy zaczęła myśleć.
Inanici byli jedną z niepotwierdzonych nigdzie plotek, dotyczących ostatniego obudzenia się Ukrytego. Podobno powstał wtedy nowy Ród, a Ukryty mianował Lorda.
W pogłoskach nie było jego imienia – nazywano go po prostu Lordem Niktem. Nie znano też źródła tych dziwacznych historii.
Skąd się wzięły? Czy miały w sobie ziarno prawdy?
Tak sugerował ten nocarz.
Może to nie jest nocarz – poprawiła się w myślach – a może to jakiś wynaturzony plan Lorda Kata.
Myśl!
Czy może istnieć Ród otoczony całkowitą tajemnicą?
Nie, musieliby wiedzieć Lordowie.
Między innymi Ultor.
Stąd jego zachowanie. Te dwa wampiry mu nie podlegały! Ale w takim razie... komu?
Ultor ma prawo wykonywania wyroków na renegatach: na każdym, który złamie Prawo. A renegatem może zostać członek każdego Rodu, wystarczy napić się prawdziwej krwi.
Dlaczego tego nie zrobił?
Czy istnieje Ród, którego członkowie nie podlegają Prawu?
Inanici. Nieistniejący.
Co za nazwa! Po co wymyślać nazwę dla Rodu, który nie istnieje?
A jeśli istnieje?
To musi mieć jakiś cel. Zadanie do wykonania. Musi przynosić korzyści wampirzemu społeczeństwu, tak jak pozostałe Rody.
Te wampiry wspomniały o Lordzie Nexie. Kontaktowały się z Ultorem.
Czyżby...
Implikacje były zdumiewające.
Tak szalone, że natychmiast je odrzuciła.

[center] *~*~*~*~*~*~*[/center]

Chowaniec? Nie, raczej nie. Po co ukrywałby swoją wampirzą naturę w tym miejscu? Człowiek! Bez wątpienia, człowiek! Co robią ludzie w domu pełnym wampirów? Mężczyzna spojrzał na nią z ciekawością.
– Lord cię wzywa.
Rixa miała ochotę warknąć, że słucha rozkazów tylko jednego Lorda – Lorda Nexa, ale opanowała się w ostatniej chwili. Bo jeśli tajemniczy Lord chciał ją widzieć, to i tak dojdzie do spotkania, czy ona tego chce czy nie. Ta uzbrojona grupka świadczyła o tym jednoznacznie. Poza tym, warto by się dowiedzieć, o co tu tak naprawdę chodzi. Renegatka została więc odprowadzony pod czujną strażą.
Rixa oglądała wnętrze domu z ciekawością. Przecież to, owszem, ładna, ale twierdza! Plątanina wąskich korytarzy utrudniałaby atak, wszystkie drzwi były solidne, okna niewielkie, a schody kręcone. Gdzieniegdzie wyczuwała moc. Tylko ktoś, kto zna plany budynku mógłby mieć nadzieję, na zdobycie tego domu. Choć zależałby to oczywiście także od liczebności obrońców i atakujących i od użytego sprzętu... Widać było jednak, że mieszkańcy chcieli utrudnić zadanie potencjalnym wrogom. Postarali się. A epicentrum zabezpieczeń znajdowało się pośrodku, tam gdzie prowadzili ją strażnicy. Od razu zrozumiała, że to miejsce było chronione najbardziej. To wokół tych pomieszczeń leżałoby najwięcej trupów, gdyby doszło kiedykolwiek do ataku.

[center] *~*~*~*~*~*~*[/center]

Obaj Inanici byli zaniepokojeni obecnością kapitana Offy w gabinecie. Były renegat nie sądził, że obecność dowódcy w jakikolwiek sposób wpłynie na złagodzenie wyroku, na który czekali, wszyscy Inanici wiedzieli, że każdy z oficerów był w takim samym stopniu cięty na złamanie tej konkretnej zasady jak Lord, który ją ustanowił.
Tak jak się spodziewali, czekała ich ostra reprymenda.
– Wy dwaj będziecie ze sobą współpracować bez względu na to, czy się lubicie, czy nie. I nie obchodzi mnie, jak sobie z tym poradzicie. Na służbie macie myśleć tylko o pracy. Zrozumiano?
– Tak jest, Panie – odpowiedzieli równocześnie. Bez entuzjazmu, ale lepsze to niż nic.
Vesper wziął głęboki oddech, żeby się uspokoić, niewiele brakowało, a eks- renegat skończyłby przykuty mocą do byłego nocarza i vice versa.
Vesper pomyślał, że jego podwładni nie byliby zadowolenie wiedząc, że Moc ich Pana jest niepewna. Były takie chwile, kiedy Vesper czuł się nieomal wszechmocny, ale częściej odnosił wrażenie, że odgrywa rolę do której nie pasuje, mały, słaby wampirek na miejscu Lorda. Lecz jego podwładni potrzebowali silnego i pewnego siebie Pana. Grał więc swoją rolę, chociaż nie sprawiało mu przyjemności słuchanie ciągłego „Panie”, „Lordzie”, a nawet „Szefie”. Zwyczajne „Vesper” słyszał tylko od kilku Inanitów i to wyłącznie wtedy gdy nie mogli tego usłyszeć inni. Próbował stworzyć coś pośredniego pomiędzy organizacją nocarzy i renegatów, ale coraz częściej odnosił wrażenie, że staje się repliką Ultora.
Dlatego potrzebował kogoś, kto nie zawaha się powiedzieć mu co o nim myśli. Jasne, miał Nidora, Tiro, Fulgura, Celera, Resa, Hirtusa i Offę. Każdy z nich znał go jednak z poprzedniego życia: jako nocarza lub generała renegatów, żaden nie potrafił jednak wskazać mu drogi jaką powinien podążać Lord Inanitów. Nie mieli mimo wszystko problemów z dawaniem dobrych rad. Vesper nie potrafił sobie wręcz wyobrazić, co mogłoby powstrzymać Tiro od wygłaszania swojego zdania, Celera od prób chronienia go albo Nidora od obu tych rzeczy jednocześnie.
Nowy, ludzki rekrut miał się jednak okazać prawdziwym testem dla władcy Rodu. Sprawdzianem, który wykaże jak naprawdę jest, nowe spojrzenie nie wypaczone renegacką ani nocarską propagandą.
„ Możesz jeszcze tego pożałować” – mruknął dobrze znany chochlik w jego myślach.
„Nie sądzę” – zaprzeczył Vesper. Nie sądził, że kiedyś pożałuje dania nieśmiertelności człowiekowi, który zdecydował się na to na co nie mógł się zdobyć on: został lekarzem, prawdziwym, z długoletnią praktyką.
Vesper spojrzał ponownie na swoich podwładnych, czasami doprowadzali go szewskiej pasji, częściej jednak czuł dumę. Nauczą się ze sobą współpracować, choćby musiał ich do tego zmusić.
Obu Inanitów zaniepokoił błysk w oczach Lorda.
Z prawdziwą ulgą przyjęli otwierające się drzwi gabinetu, Lord Vesper nie wydawał się zaskoczony, więc pewnie był to ktoś, na kogo czekał.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Viator przeglądał dossier z lekkim uśmiechem, ta kobieta miała charakterek! Szkoda by było, żeby zginęła w tak głupi sposób. Przecież Lord Renegat nie miał jej nic do zarzucenia. Problemem byli nocarze i ich nadgorliwość, trudno było ich przystopować. Rixa nie była może sztampową kandydatką na Inanitkę, ale na pewno miała w sobie coś niezwykłego. Kapitan Offa szalał z niepokoju odkąd dowiedział się, że wpadła w łapy nocarzy.
Viator chcąc nie chcąc wiedział dużo o obecnym stanie swojego Rodu, Lord mu ufał, a informatyk starał się tego zaufania nie zawieść, co nie przeszkadzało mu domagać się co jakiś czas większych środków na sprzęt. Obecnie około jednej szóstej Inanitów stanowiły kobiety pochodzące z różnych Rodów – były wśród nich osoby zajmujące się wywiadem, transportami krwi a nawet snajpingiem...
Zadaniem Viatora zaś było między innymi wyłapywanie wszystkich rozbieżności pomiędzy listą Lorda Nexa a stanem rzeczywistym. Głos byłego watykańskiego, który stanął wraz z całą grupą w drzwiach wyrwał informatyka z zamyślenia:
– Jak tam Renegaci?
– Czystka, w wykonaniu Lorda Nexa i naszym – odpowiedział krótko.
– Tyle to i ja wiem.
– Hm... – komputerowiec zmrużył oczy – a niby skąd ja mam wiedzieć coś więcej?
– Przestań się zgrywać!
Viator mrugnął do wampirzycy, potem spojrzał na człowieka.
– Mamy rannych, nic poważnego. Renegaci wzięli na siebie główny ciężar akcji.
– I powinni, przecież to ich problem.
– Zapominasz, że ich duże problemy są też naszymi, z małymi radzą sobie sami.
Człowiek posłał mu spojrzenie, mówiące: wiem, ale mogę chyba czasem ponarzekać? Poza tym, my ludzie, zostaliśmy odsunięci. To niesprawiedliwe!
Potem przeniósł wzrok na zamknięte drzwi.
– Jak Lord?
– Ponury, jak zawsze, gdy giną renegaci albo nocarze. Ostatnio ma za dużo na głowie. Pełnienie roli bufora pomiędzy dwoma zwaśnionymi stronami, to nic przyjemnego.
– Przecież nie ma całkowicie powstrzymać tej wojny! Tego się nie da zrobić!
– Ja to wiem. Ty to wiesz. I on też dobrze o tym wie, pewnie lepiej niż którykolwiek z nas. Można było rozegrać to inaczej, czterdzieści lat temu, teraz już za późno. No ale... lepiej w końcu wejdźcie, bo znowu mi się oberwie. W środku siedzi dwóch takich, do których nie dotarła główna zasada, ale na pewno już z nimi kończy, właśnie mija pół godziny odkąd weszli ... Zresztą, po co to mówię? Wchodźcie, już!
W gabinecie były już cztery wampiry. Dwa siedziały na miejscach petentów, trzeci odrobinę z boku, a czwarty za biurkiem. Przybycie nowych interesantów uwolniło niefortunną dwójkę spod ciężkiego, niełaskawego spojrzenia - jak zakładała Rixa - Lorda. Wampir wydawał się jednocześnie na swoim i nie na swoim miejscu. Wyglądało na to, że lepiej czułby się w akcji, z bronią w ręku, niż w gabinecie. Za to dwa wampiry z pewnością cieszyły się, że przełożony nie ma w ręku broni.
– Jeśli się to powtórzy, podzielicie los Hirtusa i Nidora – zakończył tyradę, która, jak twierdził maniak komputerowy, trwała już od pół godziny. – Tylko tym razem kara potrwa znacznie dłużej. Albo wymyślę coś innego – uśmiechnął się złowieszczo. – Rozumiemy się?
– Tak jest! – odparli zapytani gorliwie. Ich miny wyrażały ulgę: tym razem nam się upiekło. Popatrzyli na siebie z niedowierzaniem i uśmiechnęli się jednocześnie, na co Lord skinął głową z jawną aprobatą.
– Dobrze. Zniknijcie mi z oczu, zanim zmienię zdanie!
Dwóch Inanitów skłoniło się przed Lordem i obaj wyszli z gabinetu. Dopiero teraz w stronę drzwi odwrócił się trzeci wampir i Rixa go rozpoznała.
– Offa? – wyjąkała z niedowierzaniem wampirzyca.
– Witamy w klubie, mała.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Offa starał się wyglądać na pewnego siebie, gdy prowadził ją do północnej części domu, ale nie udało mu się, co jakiś czas rzucał jej spojrzenia, które emanowały wręcz nieporadnością. Przez cały czas milczeli, dopiero, gdy wprowadził ja do jednego z pomieszczeń powiedział:
– To twój pokój, wszystkie mają identyczne rozmiary, więc tak naprawdę nie ma z czego wybierać. Nawet pokój Lorda nie jest większy, jedynie konferencyjna i sala monitoringu różnią się wielkością. Jeśli chodzi o wystrój, to panuje kompletna dowolność, to twoje prywatne terytorium. – Rixa milczała, zdawało się, że słowa Offy unoszą się gdzieś nad nią nie przechodząc przez nią wcale. – Wybacz, nie mogłem polecieć po ciebie, mieliśmy tu... pewne trudności. Szefowi był potrzebny każdy eks – renegat – sumitował się Offa niespokojnie. – Gdybym poprosił, zgodziłby się, ale...
Rixa znała go na tyle dobrze, żeby wiedzieć, kiedy kłamie. Teraz chociaż mówił ogólnikami, zrozumiała, że gdyby mógł, czekałby na nią w samolocie. Renegatka usiadła na łóżku.
– Wyjaśnij mi wszystko, co możesz. Sądziłam, że nie żyjesz, wszyscy tak sądziliśmy!
– Nie wszyscy. Lord Nex wie, wiedzą jego najbliżsi współpracownicy i oddział, który był w Rowokole, przed nimi nie dało się tego ukryć... wiedzą pozostali Lordowie i ich współpracownicy.
– A ja? Nie mogłeś powiadomić mnie? Wiesz jak się czułam, kiedy myślałam, że nie żyjesz?! – wybuchła renegatka.
– Mogę się domyślić.
Usiadł obok niej, szorstka dłoń Offy odszukała drobną dłoń kobiety. Rixa nie odepchnęła dłoni dawnego kochanka. Rozstali się na długo przed tym jak Offa dołączył do oddziału Mangust, ale pozostali przyjaciółmi, dlatego wiadomość o jego śmierci bardzo ją zabolała. Bardziej, niż chciałaby się do tego przyznać.
– Tamtego dnia nie zginęliśmy, po prostu poszliśmy za generałem Vesperem, dalej niż się spodziewaliśmy. Gdy wszedł do sypialni Ukrytego razem z Nexem sądziliśmy, że żaden z nich nie wróci. Lecz wrócili, obydwaj jako Lordowie i mieliśmy wybór... mogliśmy zostać w Rodzie Renegatów... – Offa urwał, czekając na reakcję.
– Jako zdrajcy, bo pomogliście nocarzom – powiedziała Rixa.
– Ukrytemu, nie nocarzom, ale tak, tak by wszyscy pomyśleli. Była też druga możliwość... Mogliśmy przyjąć propozycję Lorda Vespera i dołączyć do nowego Rodu, stworzyć jego trzon, zapoczątkować coś niezwykłego.
– I zgodziłeś się – dokończyła.
– Wszyscy się zgodziliśmy, wszyscy, którzy byliśmy pod jego komendą w walce z watykańskimi. Nocarze też. Wiesz, jako dowódca jest niezwykły. Kiedyś powiedział, że każdy z nas mógłby go rzucić na kolana, był wtedy jeszcze generałem... Bzdura! Każdy, kto pozna go bliżej musi, po prostu musi, czuć to samo. Pamiętasz historie z balu sylwestrowego, na którym niespodziewanie zaatakowali watykańscy?
– Nie zostałam zaproszona, w końcu bawiły się tam tylko wyższe szarże, ale słyszałam co nieco.
– Zostali ranni, On i Strix, nie mieli sił, żeby podlecieć do prześwitu, który mógł uratować nas wszystkich. Jak sądzisz co zrobił? – zrobił efektowną pauzę –Kazał mi i Resowi zostawić siebie i Pana Domów Krwi. Zostawić!
– Nie zrobiliście tego – stwierdziła renegatka.
– Jasne, że nie! Propozycja była idiotyczna. Może się wydawać w niektórych momentach szorstki, apodyktyczny, albo surowy, ale taki nie jest. Jest... – Offa szukał słów, w końcu je znalazł i dokończył: – Wiesz co się mówi o Ultorze, że jego osobowość budzi uwielbienie lub nienawiść, nigdy sympatię. Vesper jest inny, na pewno go polubisz.
– Jakoś mam wątpliwości.
– Wątpliwości ludzka rzecz, nie wampirza, poza tym... nie masz wyboru. Oficjalnie nie żyjesz. Nikt nie może uciec przed prawem Kapituły, albo mówiąc prawdę tylko Lord Nikt może.
Nie będę jak liść porwany przez wiatr

Nie będę także jak ocean bez fal

Nie będę się bała upadać by wstać

Być światłem wschodzącego dnia

Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
Lucyfer666
amator
Posty: 1
Rejestracja: 05 lip 2012, 21:19

Postautor: Lucyfer666 » 12 lip 2012, 22:36

Zabieram się w końcu za komentowanie tego tekstu. Pomysł jak najbardziej trafiony. Vesper mobilizujący swoją małą armię do której zaprasza same interesujące okazy. Weźmy na przykład Viatora nie wiem czemu ale polubiłam go od samego początku, a jego rozmowy z innymi członkami rodu istne perełki. Kolejną osobą, która mnie urzekła jest Rixa, wydaje się twarda i dumna, a jej stosunki z Offą mogą się okazać nad wyraz ciekawe. Vesper jest tak samo denerwujący jak w oryginale, nie wiem czy ten facet wykupił jakiś abonament na martyrologię. Rozumiem Nidora, on poświęcił przyjaciela, a w pewnym sensie dwóch dla dobra sprawy Lorda Kata, a wszystkie jego wyrzeczenia okazały się nic nie warte. Nie dziwię się dlaczego nie wybaczył Ultorowi. Ale Vesper przecież on tak naprawdę sam dokonał wyboru. Sam zrezygnował z Icty (swoja drogą twierdzę, że z Echisem jest jej lepiej, dla niego to ona była najważniejsza, aVesper miał swoje większe dobro). Poza tym ciekawe jaka mała wojna się szykuje, że ród Inanitów rozpoczął tak szeroko zakrojoną rekrutację. Dobra kończę swoje przemyślenia i czekam na kolejne rozdziały.
„Ostatecznie wszyscy mamy do opowiedzenia tylko jedną historię. Potrzeba całego życia, aby ją przeżyć, ale niekiedy można ją opowiedzieć w niespełna godzinę.”
Jonathan Carroll

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1211
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Miryoku » 14 lip 2012, 18:30

Na wstępie przepraszam, że komentarz wrzucam dopiero teraz. Tak już mam, że jak chcę napisać coś sensownego, to odkładam to i odkładam, a w końcu sobie muszę przypomnieć, co ja chciałam w tym komentarzu zawrzeć. Jakbyś chciała zapytać o coś konkretnego, czy mi się podobało, czy nie, to pytaj, bo coś mi mogło umknąć w komentarzu.

Nowi bohaterowie, nowe informacje o aktualnej działalności Vespera, nowe wieści z wampirzego świata, ogólnie jest bardzo ciekawie, a czytając, mam wrażenie, że to wcale nie fanfik, ale dalszy ciąg cyklu. Zastanawia mnie, co będzie napędzać fabułę, bo na razie to widzę takie przedstawienie postaci i sytuacji. Całość czyta się lekko i przyjemnie, dialogi są zabawne i pasują do postaci. Niektóre teksty po prostu miażdżą (trudne nocarskie dzieciństwo!). Cóż powiedzieć, jest naprawdę świetnie i chcę dalszy ciąg.

Tym razem mam malutkie zastrzeżenie, jeśli chodzi o narrację. W paru scenach robiłaś takie przeskoki między osobami, z których perspektywy piszesz. Przykład: jest scena, w której występują Avis, Viator, dwaj renegaci i Vesper. I na początku piszesz z perspektywy Avisa (wchodzisz w jego myśli), ale jednocześnie podajesz imiona wampirów, których Avis nie zna. Potem robisz wejście w psychikę Vespera (rozważania o Aranei itp.), potem znowu mały urywek myśli Viatora (o tym, że Vesper dużo czasu poświęca rekrutom). Takie mieszanie perspektyw w jednej scenie raczej nie jest wskazane. Nie razi mnie to jakoś bardzo, bo mimo wszystko nie mam wrażenia chaotyczności, można się bez problemu połapać, kto co myśli. Nie wiem, czy dobrze wyraziłam to, co chciałam, jakby co, to pytaj :) W sumie te wszystkie moje rozważania na temat narracji wzięły się z tego, że czytałam o tym w "Nowej Fantastyce" (jest tam taki cykl artykułów z radami dla piszących), inaczej pewnie bym nie zwróciła na to specjalnej uwagi.
Hyuu~!

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2522
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 14 lip 2012, 22:27

Nie sądzę, by moja opinia coś ci pomogła, bo trudno ocenia się fika do książki, której się nie zna. Nawet nie wiem co jest twoim wymysłem, a co jest zaczerpnięte z oryginału, więc mogę co najwyżej ocenić to jako opowiadanie. A i to będzie trudne, bo tematyka mi średnio podchodzi. Nie lubię wampirów, które nie zabijają, bo to dla mnie nie wampiry. Nie mogę jednak powiedzieć złego słowa o stylu. Od samego początku do końca fik napisany jest bez zarzutu. Naprawdę, nie ma się do czego doczepić. Początek czytało mi się bardzo dobrze, potem trochę gorzej, bo się pogubiłam. Ale to pewnie przez brak znajomości fandomu. Przykro mi, że nie mogę powiedzieć nic bardziej konstruktywnego.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 15 lip 2012, 08:09

Dziękuję za wszystkie komentarze, są mi naprawdę potrzebne. Byłabym wdzięczna za bardziej szczegółowe informacje o „miażdżących" fragmentach :-) . Dziękuję za wskazanie błędów. Ponieważ kilka następnych rozdziałów jest już napisanych, nie będę ich zmieniać, ale od tego, który piszę teraz, zwrócę szczególną uwagę na sposób narracji.




Betowała: Ignis

To ostatni rekrut :mrgreen:

„Wieczność to nic - tylko nuda i tyle
Bo nie ma początku, a koniec ma gdzieś.
Bo wciąż dzieje się tyle samo co zawsze
Bez lęku, bez euforii
Tylko głupia wieczna wieczność wciąż!”
„Wieczność” – „Taniec wampirów”

[center]
Rozdział czwarty
WINOROŚL
[/center]

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Winorośl przyjęła chłodno karesy człowieka. Idiota. Miał żonę, dwójkę dzieci i zabaw mu się zachciewało? Do tego próbował ją upić, nieświadom tego, że jego niedoszła kochanka jest wampirzycą i alkohol w ogóle na nią nie działa. Carmen najchętniej złamałaby mu rękę, którą z takim zapałem próbował wsunąć jej pod sukienkę. Przyjaźń wampirzo – ludzka odpowiadała jej tylko do pewnego stopnia, a tolerancja dla ludzkiej głupoty właśnie jej się kończyła.
Udając osobę na lekkim rauszu, przeprosiła swojego pijanego kompana i poszła do damskiej toalety, mijając znajomego barmana, który rzucił jej uśmiech pełen zrozumienia. Nie dał się nabrać na odrobinę chwiejny krok kobiety, doskonale znał jej wytrzymałość, bo mężczyzna siedzący przy barze nie był pierwszym, który próbował podobnego zagrania.
Takie gry nie z Winoroślami. Zadasz się z człowiekiem, przypadkiem złapie symbionta i już lądujesz w Kapitule za nielegalną rekrutację, do tego powstaje zombiak. Tylko Lordowie mieli prawo rekrutacji i nie bez powodu, ich krew zapewniała pełne wejście do Rodu. Carmen czasem żałowała, że nie jest inaczej, że ludzkie historie o wampirach są fikcją, bo jeśli kiedykolwiek zakochałaby się w człowieku, musiałaby prosić o jego rekrutację Lord Viticulę. Dlatego właśnie postanowiła, że nigdy się nie zakocha.
Carmen uśmiechnęła się kokieteryjnie do własnego odbicia w lustrze. Przeczesała dłonią rude włosy. Nigdy nie przytyje, nigdy się nie zestarzeje, jej twarzy nigdy nie oszpecą zmarszczki. Jej dłoń przesunęła się niżej od perfekcyjnych piersi w stronę uda. Była piękna i wieczna. Była Winoroślą. Nudziła się, straszliwie się nudziła, ale nie do takiego stopnia, żeby ryzykować życie swoje i człowieka. Idiota bo idiota, ale człowiek, do tego dzieci byłoby żal... Jej dłoń zacisnęła się w pięść.
Lustro niemiłosiernie odbiło nagły smutek w jej oczach. Dzieci... Nigdy nie będzie mieć własnych, nigdy nie poczuje drobnych dłoni łapiących ją za szyję, nigdy żadne usta nie wyszeptają „mama”. W zamian za to miała wieczność. Nudną wieczność, kolejną rzecz o której marzą ludzie, nie wiedząc jakie mają szczęście. Ich życie może i było krótkie, ale przez to pełniejsze.
Gniewnie wepchnęła takie myśli na dno umysłu. Była Winoroślą! Nie dla niej smutek i łzy. Była Winoroślą!
Pojedyncza łza - nie zważając na to, że niszczy perfekcyjny makijaż - spłynęła po policzku.

[center]
*~*~*~*~*~*~*[/center]

Zręcznie pozbyła się natrętnego faceta, który nie mógł się już nawet utrzymać na nogach, prosząc barmana o wezwanie dla niego taksówki. Podała adres, który odczytała z dowodu osobistego mężczyzny, ostatecznie wolała dobrać mu się do portfela niż do głowy. Domyślała się co tam może znaleźć w tej chwili. Erotoman. Nie ruszyła ani grosza z wypchanego portfela, pieniądze jej nie interesowały.
Barman podał jej kolejnego drinka, bez słowa wypiła. Spełniła dzisiaj dobry uczynek, tej nocy mężczyzna, którego odesłała właśnie do domu, nie zdradzi żony. Będą inne noce – szepnął w jej umyśle cyniczny głosik, czy to głos rozsądku czy jednak pesymizm?
Może powinna znaleźć sobie jakieś zajęcie? W ciągu ostatnich dwóch dziesięcioleci interesowało ją przelotnie wiele rzeczy, nic na długo. Może wrócić do śpiewu? To kiedyś przyciągnęło Lord Viticulę, głos Carmen...
– Mogę się dosiąść? – zapytał mężczyzna wskazując na miejsce obok niej. Nie musiała na niego patrzeć, żeby to poczuć. Swój, wampir w ludzkim lokalu.
– Proszę – Winorośl wzruszyła ramionami. W barze było kilkanaście wolnych miejsc, dzisiejsza noc nie ściągnęła wielu klientów.
– Chyba się nudzisz?
– Straszliwie, ale nie sądź, że szukam towarzystwa – zaznaczyła od razu, lepiej było postawić sprawę jasno.
– Nie mam żadnych niemoralnych zamiarów – zapewnił wampir poważnie.
Ciekawe z jakiego Rodu był? Naukowiec? Żywieniowiec? Wojownik? ... a może Renegat? Nie miało to większego znaczenia, nie miała zamiaru wdawać się w żadną dłuższą znajomość. Wampir zamówił tego samego drinka, który piła Carmen. To też nie miało znaczenia, miał takie same szanse jak ona żeby się nim upić – zerowe.
– Jak masz na imię?
– Carmen z Rodu Winorośli– odpowiedziała licząc na rewanż, ale typ to zlekceważył.
– Na pierwszy rzut oka widać z którego Rodu.
– Kiepski komplement.
– To nie komplement. Ciekawe czy są jakieś brzydkie Winorośle? Bo przecież odpowiadacie za rozrywkę prawda? Więc jeśli ktoś umie śpiewać a jest brzydki jak... – zawahał się, a Carmen zrozumiała, że bez względu na to z którego Rodu pochodzi jest stosunkowo młody. Zamierzał powiedzieć „jak noc”, a żadne Dziecko Nocy nie mogło tak tego sformułować. – Mniejsza o to, po prostu brzydki – dokończył nie mogąc znaleźć żadnego odpowiednika. – To jak? Są brzydkie Winorośle?
– Tak, tylko ze wstydu nie pokazują się na oczy innym wampirom – zakpiła.
Wojownik. Ten, wampir był bez wątpienia Wojownikiem. Dumnym, aroganckim Wojownikiem, miała ich dość. Ostatni Wojownik z którym się zadała rzucił ją dla Wojowniczki, nie zważając na to, że łamie jej serce. Miłość już jej nie groziła, uważała, że to uczucie jest zdecydowanie przereklamowane, a mężczyźni służą do zaspokajania potrzeb kobiet. I tak powinno być.
– A poważnie?
– Pewnie są, przecież nasz wygląd po Przemianie się nie zmienia, nie zyskujemy na urodzie, tylko zachowujemy swój wygląd. Jeśli ktoś ma przeciętny wygląd, to przeciętny pozostanie, oczywiście przeciętny fizycznie, to nie świadczy o uzyskanych darach, ani talencie muzycznym, prozatorskim czy jakimkolwiek innym.
– Yhm... Tylko przez wieki można go rozwijać.
– Na każdy talent czas i praca świetnie wpływają.
– Ciekawe czy to z tego powodu utarło się powiedzenie, że ci których bogowie kochają umierają młodo – zastanawiał się głośno.– Śmierć artystów, wojowników, naukowców...
– Pierwsza śmierć – kiwnęła głową Winorośl. – Lordowie nigdy nie obdarzyliby Darem Krwi starca, ani dziecka, ale ludzi w wieku... nie wiem jaki jest maksymalny wiek. Czterdzieści?
– Pewnie tak.
Milczeli przez chwilę, pijąc drinki. Carmen czuła się znudzona wszystkim, co ją otaczało.
– Nie chciałabyś być kimś innym, zajmować się czymś więcej niż rozrywką?
– Nocarze znowu potrzebują Winorośli? – spytała pogardliwie Carmen. – Do czego, do wywiadu?
– Nie nocarze – zaczął powoli mężczyzna.
– Renegaci? Dzięki, nie jestem zainteresowana, zabijanie ludzi to nie dla mnie.
– Nie, nie Renegaci – zaprzeczył mężczyzna.
– Więc kto zostaje? Przecież do pozostałych Rodów nie można dołączyć, a nocarze mają zwyczaj tylko wykorzystywać Winorośle do swoich zadań.
– Jest jeden Ród, do którego można dołączyć będąc wcześniej członkiem innego. Ród w którym wszyscy znajdują się na równych prawach.
Carmen zaparło dech. Wiedziała już o czym mówił wampir... ale to były tylko niesprawdzone plotki!
– Inanici? Mówisz o Inanitach, prawda? Oszalałeś!
– Jeśli chcesz, możesz się przekonać, ale masz na to tylko jedną szansę. Musisz zdecydować się teraz – wypił ostatni łyk alkoholu krzywiąc się lekko. Rozumiała go, sama chętnie napiłaby się w tej chwili krwi.
– Jeśli naprawdę jesteś Inanitą... to jak możesz dawać mi wybór? A jeśli się nie zgodzę?
– Jeśli się nie zgodzisz, to co? Rozmawiałaś z wampirem – wariatem o Rodzie, który nie istnieje? I co z tego wynika? Nic. Proszę, idź z tą wiadomością do najbliższej jednostki nocarzy... na pewno chętnie cię wysłuchają.
Winorośl zastanawiała się w milczeniu. Inanici byli bajką, niczym więcej. Nie mogli być rzeczywistością, Lord Ultor by na to nie pozwolił, ale... może nie miał wyboru? Nowy Ród stworzony przez Ukrytego... nowy Ród... nowe możliwości... ciekawa wieczność. A może coś więcej? Bo znała też kilka innych, niesprawdzonych dotąd plotek.
– Jakieś szczegóły? – zapytała, nie licząc na żadne nowe rewelacje.
– A zgadzasz się? – odpowiedział tak, jak się spodziewała.
– To kiedy mogę zacząć? – odparła z szerokim uśmiechem Carmen.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Powrót Celera został powitany westchnieniem ulgi Resa, który mógł oddać mu dowództwo nad Cieniami. W normalnych warunkach to Nidor byłby pełniącym obowiązki, ale on i Hirtus byli zajęci ludzkim rekrutem. Oddział Cieni, nazywany zazwyczaj po prostu Cieniami, był odpowiednikiem pretorianów u Wojowników – chronili Lorda. Celer osobiście stworzył ten oddział i szkolił go z zapałem. Na początku brakowało żołnierzy, lecz kiedy liczebność Rodu zwiększyła się na tyle, że mogli sobie na to pozwolić, Celer tak długo dręczył Vespera, że ten nie miał innego wyjścia, jak się zgodzić na pomysł byłego pretorianina. Celer podawał zresztą rozsądne argumenty: Ród nie może sobie pozwolić na stratę Lorda. Za każdym razem, gdy Vesper opuszczał Dom, towarzyszyło mu kilku żołnierzy. Inanici uważali za zaszczyt dołączenie do tego oddziału, chociaż Res wiedział, że żaden inna grupa nie jest szkolona z większym zapałem przez Celera, innymi słowy: dręczona ciągłymi ćwiczeniami. Musieli być najlepsi, jeśli chcieli pozostać w oddziale. Res ostrzegł drugiego pułkownika:
– Pozwolę sobie zacytować Nidora: „Jeśli Vesper spędzi jeszcze jeden dzień za tym biurkiem, to go szlag jasny trafi”. Lepiej bądź na to gotowy, Celer – dodał od siebie.
Vesper, Lord Inanitów, ich Pan i wampirzy dzieciak w jednym, niepowtarzalnym egzemplarzu. Dzięki Ukrytemu, że niepowtarzalnym, dwóch takich nie wytrzymałby wampirzy świat.
– Czyli w najbliższym czasie możemy się spodziewać wycieczki do Polski, a za tydzień jest spotkanie Kapituły – stwierdził spokojnie Celer. O spotkaniu Kapituły byli zawsze informowani na długo wcześniej, teraz miano Lordom przedstawić kolejnego kandydata na Przyjaciela, tym razem z inicjatywy Lord Viticuli, miała się odbyć także egzekucja dwóch wampirów. Wyjazdy do Polski były jednak nieprzewidywalne i Celer był informowany o nich w ostatniej chwili. Szybko nauczył się jednak rozpoznawać „drobne” oznaki nadchodzącej podróży: jeśli Lord rozstawiał wszystkich po kątach, Viator nagle unikał gabinetu i rozmów o pieniądzach, to znaczyło, że szef ochrony musi wybrać kilku spośród Cieni, bo podróż zbliża się nieuchronnie.


[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Rudowłosa piękność wkroczyła do jego gabinetu, Winorośl w każdym calu. Chciała opaść na kolana, ale Vesper powstrzymał ją szybko:
– Inanici klęczą tylko przed jednym Lordem, Lordem Latensem – powiedział wskazując jej krzesło.
– Więc jestem już traktowana jak Inanitka?
– Przyjęłaś propozycję, inaczej by cię tu nie było – stwierdził Lord.
Winorośl oceniła go szybkim spojrzeniem. Lord Vesper był młodszy niż się spodziewała, słuchając historii o generale Renegatów łatwo było zapomnieć o jego wieku, tym bardziej słuchając plotek o Lordzie Nikcie, który był podobno wampirem o nieprzeciętnym charakterze, zyskał przecież łaskę Lorda Latensa. Ciekawe, że te dwie postaci okazały się tą samą osobą.
– Wiesz, że twoje dossier jest bardzo interesujące? – zapytał wskazując teczkę leżącą na biurku.
– Mogę się tylko domyślać, nikt nigdy nie czyta własnych akt.
– Mi zdarzyło się czytać własne, ale nie warto – zapewnił ją. – Twoje wspominają o dwukrotnej pomocy udzielonej nocarzom w walce z handlem nielegalną krwią.
– Trzykrotnej – poprawiła machinalnie. Mogła się domyślić, że Ursus zataił jej udział w największej akcji, liczyła się dla niego kariera, a Winorośl była dla niego jednym ze środków do celu.
Lord Vesper pokiwał głową w myślach. W zakulisowych grach nocarsko – renegackich cierpieli także członkowie innych Rodów, rzadko jednak ktoś to zauważał.
– Komuś, kto zataja tego typu informacje nie można ufać i powierzać wiedzy o istnieniu Inanitów. Trzeba będzie coś z tym zrobić.
– Dowódcy jednostek wiedzą? – zdziwiła się.
– Mam w Rodzie byłych Renegatów, kontaktuję się za ich pomocą z Nexem, część mojego Rodu żywi się naturalną krwią... Jak sądzisz jak można odróżnić Inanitę – byłego Renegata od Renegata, zwłaszcza jeśli zostanie złapany przez nocarzy w towarzystwie prawdziwych Renegatów? – milczał przez chwilę, pozwalając jej zastanowić się nad pytaniem. – Nie da się, jedyne co ich różni to osoba, którą nazywają Panem. Dowódcy jednostek są poinformowani, mogą wyłapać sygnał i trzymać delikwenta z daleka od solarium. Miało być inaczej, nocarze mieli wyłapywać tylko tych Renegatów, których Nex uznał za szkodliwych dla wszystkich Rodów, włącznie z Renegatami, ale maszyny propagandy raz puszczonej w ruch nie da się tak łatwo zatrzymać. Oficjalnie ogłoszono, że Ukryty nadal uważa sztuczną krew za właściwe rozwiązanie, ale nie chce podejmować pochopnej decyzji i dlatego Renegaci otrzymali Lorda. To nieco przystopowało nocarzy, zwłaszcza, że Ultor sam wcześniej sabotował ich działania – Vesper uśmiechnął się chłodno.
– Sabotował?
– Zatajał informacje. Widzisz, on wie i, nawiasem mówiąc, zawsze wiedział gdzie przebywa Aranea, dlatego nigdy nie zapraszam jej tutaj.
– Lord Aranea żyje? – przerwała mu, zdumiona. – Słyszałam, że zginęła.
– Już nie Lord, ale tak, żyje. Zastąpił ją Lord Nex, a Aranea jest reprezentantem Inanitów przy Lordzie Ultorze.
– Nie boisz się zdrady, Panie? – zapytała Winorośl, analizując nowe fakty.
– Zdrady? Nie, Aranea nie jest głupia. Zdrada stanu pozostaje zdradą stanu a Ultor nie może z tym nic zrobić. Aranea może udawać Wojowniczkę, ale pozostaje Inanitką.
Carmen uporządkowała informacje. Tak, trzeba być głupcem, żeby zdradzić własnego Lorda. Tylko Prawo Kapituły ograniczało władzę Lorda wobec Rodu nad którym panował. Prawo Kapituły i nic więcej. Była to pozostałość z czasów monarchii absolutnych. Władza absolutna nie zapewnia jednak władcy automatycznie autorytetu, a mądry władca szybko zdaje sobie sprawę, że aby utrzymać panowanie, musi w jakiś sposób zdobyć autorytet. Niccolo Machiavelli był mądrym człowiekiem, przecież to on napisał w „Księciu”: „po stronie spiskowca jest tylko strach, zazdrość, obawa kary, która napawa go trwogą, natomiast po stronie księcia jest majestat władzy, prawo, obrona przyjaciół i rządu, co stanowi jego ochronę, tak że gdy dołączy się do tego wszystkiego jeszcze przychylność ludu, niemożliwym jest, by znalazł się ktoś na tyle lekkomyślny, aby spiskować.” Sytuacja w wampirzym świecie jest analogiczna.
Śmierć Atroxa była pierwszym złamaniem zasady nietykalności Lorda, ale za Atroxem nie stało już Prawo. Były Lord Wojownik znalazł się poza jego nawiasem. Lord Inanitów pozostawał legalnym Lordem i Prawo chroniło go równie mocno jak pozostałych Lordów. Kiedyś ludzie uważali, że władza pochodzi od Boga, teraz wierzyli w to, że jej źródłem jest społeczeństwo. Wampiry zaś miały pewność: władza nad Rodami pochodzi od Ukrytego.
Carmen zaniepokoił jednak koniec fragmentu, który jej się przypomniał: „na tyle lekkomyślny, aby spiskować.” Osób lekkomyślnych na świecie niestety nie brakowało, nawet wśród wampirów.
[center]
*~*~*~*~*~*~*[/center]

Inanitka opuściła jego gabinet razem z Fulgurem, który zgodził się pełnić rolę prowadzącego. Vesper westchnął, ogarnięty nagłym zmęczeniem. Czuł się tak, jakby był panem tego domu od kilku wieków, a nie kilkunastu miesięcy. Czy było warto?
To było jego miejsce, nie Emów, nie jedna z kwater Renegatów, ale ten dom i otaczające go wampiry. Mógł sam wybrać tych, których chciał tu zaprosić. Zamknął oczy, chłonąc przez chwilę atmosferę spokoju. Nie potrzebował daru psychometrii jaki posiadał Avis, żeby poczuć, że to miejsce jest dobre. Nigdy nie została przelana tu wampirza ani ludzka krew i chciał, żeby tak pozostało. Potrzebował chwili przerwy. Gdzieś tam, gromadziły się już burzowe chmury, ale Vesper był gotów walczyć o swoje miejsce, zbyt długo go szukał i zbyt wiele energii poświęcił na tworzenie go, żeby teraz pozwolić kilku niezadowolonym z sytuacji wampirom na zniszczenie wszystkiego co z takim trudem budował. Kilku? Jak wielu było świadomie zaangażowanych w spisek, a ilu spełniało tylko rozkazy? Nie mógł sobie pozwolić na błąd w ocenie.
Nie zamierzał poddawać się bez walki, co więcej, zamierzał to starcie wygrać.
To starcie, ta gra, nie miała wiele wspólnego z szachami. W szachach pionki nie mogą zmieniać kolorów, nie można ściągać nowych spoza planszy. W szachach liczba figur jest ograniczona, a gambit nie oznacza niczyjej śmierci. W życiu Vesper nie pozwalał sobie jednak na szafowanie pionkami, każdy z nich był cenny na swój sposób, każdy miał w sobie coś wartościowego.
Czy można jednak prowadzić grę w której nie chce się poświęcić żadnej z figur?
To nie gra – odpowiedział sobie. – To nie pionki.
Trzeba jednak wybrać właściwą strategię i wykorzystać fakt, że przeciwnik nie zdaje sobie sprawy z tego, że jego machinacje zostały odkryte. Na razie trzeba udawać Lorda Gówniarza nieświadomego zagrożenia. Polityka polega na udawaniu, a on miał w tym pewną wprawę. Spotkanie Kapituły zbliżało się milowymi krokami, ale najpierw Polska, najpierw... Icta.


[center]*~*~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~**~*~*~*~*~*~*[/center]

Betowała : Ignis

Odpowiedź na pytanie Carmen: w to samo co autorka tego ff. Wena to zło ;-) .

„Dawne, stracone, znowu zobaczę.
Oczy zasłonię ciężką powieką:
Indziej, inaczej, dawno, daleko, –
Wróci tęsknota, wróci niepokój,
Kroki znajome przejdą przez pokój."

W. Broniewski, „Chwile”

[center]Rozdział piąty
TĘSKNOTA I SZAROŚĆ[/center]

[center]*~*~*~*~*~*~*
[/center]
Wieczór był ciepły, więc syberian husky wykorzystał okazję. Stosując znaną wszystkim domowym ulubieńcom metodę „pies przy drzwiach”, dał znać państwu, że nie zamierza tej nocy spędzić w domu, śpiąc jak jakiś leniwy kocur. Pani pokręciła głową, ale z cichym westchnieniem otworzyła drzwi. Wybiegł natychmiast, jeszcze pani zmieni zdanie i zawoła!
Swobodnie przebiegł granice swojego terytorium. Tyle zapachów! Bieganie po terenie ograniczonym tak głupio przez ludzi szybko się mu znudziło. Zwierzę potrzebuje ruchu! Odwrócił łeb w stronę domu. Pani nie patrzy, a posłuszny pies nie oddali się bardziej niż poza zasięg głosu, więc... pobiegł, on akurat nigdy nie był posłusznym psem.
Wiatr przyniósł dziwny, ale znajomy zapach. Husky szczeknął krótko. Zobaczył istotę podobną do człowieka, ale doskonale wyczuwał, że to nie był człowiek. Zapach był inny. Nieludź zachowywał się jednak spokojnie, nie stanowił zagrożenia dla pani i pana. Czworonóg podszedł i trącił nosem jego dłoń. Minęły już czasy, kiedy odskakiwał ze strachem od tej dziwnej, przypominającej człowieka istoty. Nadal wyczuwał zapach drapieżnika, ale ten konkretny nie był zły. Można by nawet uznać, że był dobry. Nieludź pochylił się i podrapał psa za uszami. Zwierzę przyjęło dotyk z zadowoleniem, momentalnie zapominając o postawie pełnej godności, jaką powinien wykazywać i zapiszczał jak szczenię z protestem w głosie, gdy stworzenie zabrało dłoń.
– Jak tam? – zapytał nieludź tak, jakby oczekiwał odpowiedzi.
Pies ponownie szczeknął krótko, a istota wyglądająca jak człowiek odsłoniła zęby w uśmiechu, w tym ludzkim zwyczaju nie oznaczającym jak u zwierząt groźby, ale radość. Młody husky już dawno to zrozumiał: pan i pani nie posiadają ogonów, żeby nimi merdać, ta istota też nie, dlatego musi sobie radzić bez niego, gdy chce okazać uczucia.
– To miało oznaczać dobrze, czy źle? Sądząc po tym jak machasz ogonem, raczej dobrze.
Pies znów trącił nosem dłoń nieludzia, jego brązowe oczy patrzyły z rozżaleniem.
Głaskał go stanowczo zbyt krótko. Co to za zwyczaje? Pani głaszcze zdecydowanie dłużej...
Towarzysz najwyraźniej zrozumiał niemy przekaz, bo kucnął na wilgotnej trawie i pozwolił psu oprzeć łapy na swoich kolanach, a jego dłoń powędrowała na głowę czworonoga, aby go pogłaskać. Ten przymknął oczy z zadowoleniem. W tej samej chwili, wyczuwając więcej dziwnych istot, podniósł nagłym ruchem głowę,.
– Spokojnie, to moi – rzucił nieludź. Na psa podziałały jednak nie słowa, lecz spokojny ton. Pies nie zareagował więc, gdy obok nich stanął drugi „człowiek”.
– Dobrze, że tak reaguje na obecność wampirów – zauważył Celer. – Nie powinien się przyzwyczajać, to się może okazać przydatne.
– Inni trzymają się od nich z daleka. Nawet Strix. Nie mówiąc tym, że niewielu wie gdzie mieszkają – powiedział Vesper. Mówiąc „nich” miał na myśli Ictę i Echisa. Para byłych wampirów rozpoczęła wspólnie nowe życie. Szczęśliwe, z tego co wiedział o nim Lord Inanitów, a ostatecznie wiedział sporo.
– Zbyt dużo osób wie, że ci na niej zależy.
– W większości są to ci, którym ufam.
– W większości – zaznaczył Celer. – A ci którym nie ufasz? Poza tym... czy jesteś pewien, że powinieneś być tak ufny?
Icta! Wiem, że jesteś szczęśliwa. Echis naprawdę stara się przychylić ci nieba.
Spróbowałby nie! – warknął rozdrażniony głos we wnętrzu Vespera. - Rozdarłbym go na strzępy! I każdego, kto spróbowałby cię skrzywdzić!
Niestety, Celer miał rację. Każda z tych wizyt mogła stać się sygnałem, że Lord Inanitów nadal kocha byłą wampirzycę. Jakże łatwo byłoby ją wykorzystać jako kartę przetargową!
Icta była zwykłym człowiekiem, z perspektywy Lordów - mrówką niewartą nawet tego, żeby przed nimi klękała. Z punktu widzenia Vespera, Icta była wszystkim. Czy powinien ją narażać z tak błahej przyczyny jak tęsknota? Nie, ale nie umiał inaczej.
Pies wyczuł nagły smutek nieludzia, lekko machnął na próbę ogonem, ale nie przywołał uśmiechu na twarz istoty.
– Masz rację, to ostatnia wizyta, przynajmniej do czasu, gdy uporządkujemy najważniejsze sprawy – zadecydował Vesper. – Pozwól mi się nią nacieszyć.
Wampir, ku wielkiemu niezadowoleniu psa, wstał.
– Nie powinieneś się zadręczać. Sądzisz, że nie widzimy jak te podróże do Polski na ciebie wpływają? – zapytał były pretorianin. Wiedział, że nie powinien poruszać tego tematu. Może powinien to zrobić Nidor? Ale miał już dość oglądania Vespera w stanie dojmującego smutku. Tak nie mogło być dłużej! Nie mogli cofnąć przeszłości, a jedyny sposób, w jaki Vesper mógłby dołączyć do Icty, oznaczał zażycie przez niego antysymbionta. Ze względu na wszystkie Rody, było to wyjście najgorsze z możliwych. Na szczęście kobieta wydawała się szczęśliwa z byłym Łowcą. Celer wolał nie myśleć, co by było, gdyby Icta nie była żoną Echisa.
– Nie bój się, to nie ma wpływu na moją pracę – burknął Vesper.
– Nie ma? A kto...
– Dość – rozkazał Lord Nikt. Celer posłusznie zamilkł, znał ten ton. W tej chwili dalsza dyskusja traciła rację bytu, Vesper i tak by go nie posłuchał. – Zostaw mnie, pieprzę bezpieczeństwo.
Były pretorianin zacisnął zęby ze złością, ale pochylił kornie głowę. Vesper mógł zachowywać się jak gówniarz, nadal jednak był jego Lordem, a Celer był mu winny posłuszeństwo. Lord Inanitów został sam, ale wyczuwał obecność trójki swoich ochroniarzy; gdyby ich wezwał, zjawiliby się nieomal natychmiast.
Wiedział, że nie powinien traktować w ten sposób eks- pretorianina, ten przecież się o niego martwił, tak jak pozostali przyjaciele. Ilu go jednak rozumiało? Może tylko Nex, ale nawet on nie do końca. Aranea nigdy nie kochała swojego pierwszego generała. Aranea... była kochanka nie obchodziła obecnie Vespera. Nigdy jej nie kochał, tak jak ona nie kochała jego, a związek generał Inanitów z Lordem Wojowników nie budził w najmniejszym stopniu jego zazdrości. Byli szczęśliwi? Dobrze, Lord Nikt nie potrzebował dodatkowych komplikacji. Coraz częściej zastanawiał się, czy w tamtym śnie z Araneą w roli głównej nie zachwyciło go bardziej słońce niż kobieta. Ultor zagrał na jego pragnieniu zobaczenia znów tej najpiękniejszej gwiazdy. Może... może gdyby nie tamten sen i pożądanie jakie wywołał, dostrzegłby szybciej Ictę? Może był mu pisany ogród z chmur, a Ultor pchnął go w sztorm? Może... Może tak, może nie. Pewnie nawet Ukryty nie mógłby odpowiedzieć na to pytanie.
Vesper podążył drogą w stronę niewielkiego domu, pies natychmiast przypomniał sobie, że to on jest tu gospodarzem i wyprzedził swojego gościa. Vesper spojrzał na husky’ego z rozbawieniem. Pies miał wilcze ubarwienie, co było z pewnością pomysłem Echisa. Wilk zawsze się dogada z wilkiem, za to z psem... niekoniecznie.
Stanął w bezpiecznej odległości od domu, wampirzy wzrok bez problemu przebijał się przez ciemności. Icta… zaraz ją zobaczy, chociaż nie powinien się do niej w ogóle zbliżać.

[center] *~*~*~*~*~*~*[/center]

Dom był dwupiętrowy, w pobliżu znajdowało się kilka innych budynków. Żaden z nich nie był ogrodzony, nie było tu zwyczaju stawiania płotów, czy murów. Często okazywało się, że ścieżka, którą podąża nieświadomy tego turysta niespodziewanie przechodzi przez sam środek podwórka - pomiędzy zabudowaniami gospodarskimi a budynkiem mieszkalnym. I spacerujący człowiek uśmiechał się nieporadnie do gospodarza mrucząc ”dzień dobry” i nie wiedząc, czy powinien iść po prostu dalej, zawrócić czy stanąć i przeprosić właściciela posesji. Tylko za co? Za to, że szedł ścieżką?
Dziwna okolica.
Pies zaprowadził gościa do punktu z którego ten zawsze obserwował dom. Ciemność była przyjazna dla tej istoty, osłaniała ją skutecznie przed wzrokiem pana i pani, nawet, gdyby któreś z nich wyjrzało z okna.
Nieludź wbił spojrzenie w oświetlone od wewnątrz okno, tak, jakby chciał się znaleźć w środku. Husky nie rozumiał tego zachowania - wystarczyło, żeby „człowiek” podszedł do drzwi i ludzkim zwyczajem zapukał. Czworonóg mógł też podbiec do drzwi i zaszczekać, wtedy pani wpuściłaby ich obu. Nieludź był przecież dobry, a pani znała się nie gorzej od psa na ludziach - na nieludziu pewnie też by się poznała. Zamiast tego stali tutaj. Pies trochę żałował mijającej nocy, którą mógł spędzić na bieganiu po pagórkach, ale czuł wszystkimi psimi zmysłami, że nie powinien opuszczać dziwnej istoty. „Człowiek” nie powinien być teraz sam.

[center]
*~*~*~*~*~*~*[/center]

Vesper wbił tęskne spojrzenie w okno. Sporo widzi. Icta niedokładnie pozakręcała żaluzje - niewybaczalne niedbalstwo, które Echis pewnie szybko naprawi. Lecz w tej chwili Lord Inanitów mógł obserwować.
Icta siedziała w sypialni w koszuli nocnej, przed chwilą skończyła myć włosy, czesała je, jeszcze wilgotne, przed lustrem. Icta... Do sypialni wszedł Echis i tak jak się tego spodziewał Vesper, naprawił niedopatrzenie żony. Wcześniej jednak wyjrzał przez okno. Nie szkodzi, nie mógł go zobaczyć, nie miał już wampirzego wzroku. Mrok był nieprzenikniony.
Żaluzje miłosiernie odgrodziły zakochanego wampira od tego, co zapewne działo się w sypialni. Icta i Echis byli małżeństwem.
Icta... Vesper zamknął oczy, czując nagły ból. Nie zmieniła się wcale. Dzięki krótkiemu okresowi wampiryzmu nie musiała już nosić okularów. Była piękna. Kochał ją jednak nie za ciało, a za dobroć. Była jego aniołem.
Czas pewnie zniszczy to zewnętrzne piękno. Czas... mógł dać go umierającemu człowiekowi, a nie był w stanie ofiarować go osobie, którą kochał najbardziej na świecie. Los miał dziwne poczucie humoru. Icta miała przed sobą zwykłe, ludzkie życie - pięćdziesiąt lat, sześćdziesiąt, może nawet siedemdziesiąt? Antysymbiont pozostawił jej ciało całkowicie zdrowe. Albo, mówiąc precyzyjniej - symbiont pozbył się wszystkich wirusów i potencjalnie rozwijających się chorób a antysymbiont przywrócił ciału cechy ludzkie. Vesper wątpił jednak by spowolniło to starzenie się organizmu.
Lord Inanitów miał wieki, Icta dziesięciolecia, ale które z nich było szczęśliwsze?

Pies trącił nosem zaciśniętą w rozpaczy dłoń wampira. Gdyby mógł, powiedziałby „człowiekowi” o łzach, jakie wylewała pani przez kilka miesięcy. O tym, że wtedy tylko on sypiał z panią w jednym łóżku, mimo że mieszkał z nimi pan.
Ale zwierzęta przecież nie potrafią mówić.
[center]
*~*~*~*~*~*~*[/center]

W Kwaterze Głównej Inanitów...
[center]
*[/center]
– Szare? Dlaczego szare? Bo co: pomiędzy czernią a bielą? Dobrem a złem? – zapytał Rectus ciekaw, dlaczego ubiór Inanitów jest szary.
– Nie, po prostu Lord miał dosyć czarnych oddziałów. Nocarze w czarni, renegackie oddziały w czerni... Powiedział, że jeśli zobaczy Inanitów w czerni, to zacznie do nich strzelać. Nie chcieliśmy sprawdzać, czy dotrzyma słowa. – Nidor wyszczerzył zęby. – Zresztą, to nie do końca tak. Często korzystamy z nocarskich lub renegackich mundurów. W końcu, oficjalnie nie istniejemy! Ale nie tutaj. W domu? Po co? Tutaj nie musimy ukrywać tego, kim jesteśmy. A jesteśmy różnorodną bandą, którą łączy tylko jedno.
– Co?
– Raczej: kto? Lord – wyjaśnił Hirtus.

[center]
*[/center]
– Nie potrzebuję żadnego szkolenia, przeszedłem nocarskie! – powiedział stanowczo Avis patrząc na szary dres. Jego kolor mu nie przeszkadzał. Szary czy czarny, co za różnica? Byle był wygodny, bo nowy Inanita nie zamierzał rezygnować z ćwiczeń. Ale szkolenie? Co za idiotyzm?! Może ci, którzy zaczynali jako renegaci potrzebowali dodatkowych szkoleń, ale on się do nich nie zaliczał! Prawdopodobnie gorzej będzie ze zmianą munduru – zmienił temat rozmyślań. Do nocarskiego był przyzwyczajony. Z nowymi towarzyszami broni też może być problem, dobrze, że część stanowili byli nocarze, może nie będzie tak źle.
– To nie taki rodzaj szkolenia o jakim myślisz – odpowiedział jego prowadzący.
Avisowi wcale a wcale nie podobał się wyraz twarzy byłego Renegata – Inanity. Najlepiej myśleć o nim jak o Inanicie, ale nawet wtedy te szatańskie ogniki w oczach nie wróżyły dobrze rekrutowi.

[center]
*[/center]

– To kiedy zaczynamy ćwiczenia? – zapytała była Renegatka, gdy wyszła już z łazienki. Chciała jak najszybciej zmyć z siebie wszystkie ślady Bunkra. Wkładała bez skrępowania czystą bieliznę i szary dres, nie zwracając uwagi na zmieszanie Offy, który odwrócił się do niej plecami. Purytanin! Przecież wszystko już widział, a ona nie zmieniła się w ciągu tych miesięcy oddalenia. Co prawda nie lubiła dyscypliny, jaką reprezentowało jednakowe ubranie dla wszystkich, ale cóż... mogła się odrobinę poświęcić, a dres był czysty i wygodny.
– Nie „my”, mała. Nie mogę być twoim prowadzącym, nie ma takiego zwyczaju. Jak bardzo nie lubisz nocarzy? – zapytał z dziwną intonacją w głosie.
– Żartujesz?! – spojrzała na niego z ukosa, zdziwiona.
Ale czuła, że jednak nie żartował.

[center]*[/center]


– Szary dres? Nie noszę dresów! – powiedziała była Winorośl gniewnie.
– Od tej pory nosisz – zapowiedział Fulgur. – Chyba nie chcesz ćwiczyć w szpilkach i sukience? Chociaż ten wariant też będziemy musieli uwzględnić, ale to później, najpierw naucz się walczyć bez dodatkowych utrudnień.
– Walczyć? – zapytała oszołomiona Inanitka.
– Podstawowe szkolenie – potwierdził Fulgur. – Tylko błagam: nie rzucaj w instruktora, czyli we mnie, granatem, dość miałem takich przejść z Viatorem. A gdyby to nie była atrapa, tylko prawdziwy granat? Nadal nie mam pewności, czy nie zrobił tego specjalnie, żeby się wykręcić od dalszego szkolenia. Jeśli przyjdzie ci do głowy podobny pomysł, to lepiej od razu zrezygnuj z jego realizacji. Pułkownik Celer jest ostatnio bardzo zajęty, ale wydanie rekrutowi rozkazu robienia pompek nie zajmuje dużo czasu, a w przypadku mojej porażki, on przejmuje szkolenie – zakończył mściwie. Takiego obrotu spraw Viator się nie spodziewał! Mądrala. Okresu „podstawowego szkolenia” żaden z nich nie wspominał z rozrzewnieniem. Słowa: „totalna porażka” opisywały ten czas idealnie.
– Dres. Granat. Walka. Pompki. Szkolenie – wymieniła była Winorośl. – W co ja się wpakowałam?

[center] *~*~*~*~*~*~*[/center]
Nie będę jak liść porwany przez wiatr

Nie będę także jak ocean bez fal

Nie będę się bała upadać by wstać

Być światłem wschodzącego dnia

Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1211
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Miryoku » 19 lip 2012, 09:45

Tym razem postaram się o bardziej szczegółowy komentarz. Ale uprzedzam, będę się czepiać! W sumie zwykle im bardziej cenię autora, tym bardziej się czepiam, więc możesz to potraktować jako komplement.

Rozdział 4 trochę mnie zawiódł. Widzę tytuł, cieszę się, że mamy do czynienia z Winoroślą, a tu trafia się postać, która jakoś nie pasuje do moich oczekiwań. Oczywiście to tylko moje subiektywne odczucia, uzależnione od moich preferencji, więc nie musisz tego brać do serca. W każdym razie spodziewałam się rozrywkowej, wesołej dziewczyny, a tu trafiła się ponura kobieta, która sama nie wie, czego chce, bo wolałaby urodzić dziecko zamiast korzystać z uroków wiecznego życia. Nie zrozum mnie źle, jak najbardziej rozumiem kobiece potrzeby, ale takie coś po prostu nie pasuje mi do Winorośli. Jakieś kryteria przyjęcia do Rodu muszą być i nie wydaje mi się, żeby były to tylko uroda i ładny głos, ale też priorytety, jakie każdy ma w życiu. Poczucie nudy ok, ale z tą potrzebą macierzyństwa to chyba bardziej bym już zrozumiała, gdybyś zaszczepiła ją renegackiej rekrutce. Carmen mnie po prostu irytuje, a szkoda, bo Winorośle uważam za ciekawy Ród z dużym potencjałem. No ale dobra, może się do niej przekonam za jakiś czas.

Nie za bardzo podoba mi się też scena, w której Vesper rozmawia z Carmen już po przyjęciu jej do Rodu Inanitów (tak w ogóle to padanie na kolana w kontekście Winorośli dwuznacznie mi się skojarzyło, niedobrze jest ciągle myśleć o zboczeństwach). Po pierwsze, ich rozmowa jest skonstruowana na zasadzie: pytanie Carmen - długa odpowiedź Vespea, po drugie: tematyka ich rozmów wydaje mi się nieodpowiednia. Oba te czynniki sprawiają, że ten dialog jest średnio ciekawy (i konstrukcja i fakt, że czytelnik zna dużą część informacji, które Vesper podaje), a poza tym nie rozumiem, po cholerę Vesper opowiada świeżo zrekrutowanej Winorośli rzeczy, które powinny być tajemnicą. Nie pasuje mi to do charakteru postaci i ogólnie wydaje mi się trochę bezsensowne.

Rozdział 5 bardziej mi się podobał. Trochę smutny, dość nastrojowy. Brakuje mi jakiejś akcji, ale postaram się cierpliwie czekać, aż zacznie się dziać coś żywiołowego.

Perspektywa psa to ciekawy zabieg. Masz wielkiego plusa za określenie "nieludź" :) Zdziwiło mnie nieco, że Vesper nadal tak bardzo przeżywa Ictę i tak bardzo ją kocha, ale nie uważam tego za OOC. Choć z pewnością Vesper trochę się miota i wydaje się rozchwiany emocjonalnie. Podobało mi się to zdanie:
hermi pisze:Może był mu pisany ogród z chmur, a Ultor pchnął go w sztorm?
Ultor naprawdę nieźle musiał zamotać Vesperowi we łbie, żeby aż tak oszalał na punkcie laski, jak to było w przypadku Aranei. Podobały mi się też rozważania Vespera pod koniec wizyty i Icty, a zwłaszcza ostatnie zdanie:
hermi pisze:Lord Inanitów miał wieki, Icta dziesięciolecia, ale które z nich było szczęśliwsze?


Bardzo lubię też te wszystkie odniesienia do symboliki psa i wilka.

Doczepię się po raz kolejny.
hermi pisze:W Kwaterze Głównej Inanitów...
Nie lubię wprowadzania miejsca akcji w ten sposób. Lepiej by było rzucić jedno bądź kilka zdań opisu miejsca. Taka krótka informacja to pójście na łatwiznę. Co innego, jakbyś przed każdą sceną pisała miejsce akcji, wtedy przynajmniej byłoby konsekwentnie.

Rozmowy podwładnych Lorda Nikta jak zwykle bardzo fajne, naturalne i miło się je czyta.

Fragmenty z opisem reakcji rekrutów na trening oraz stroje - super sprawa, dobra okazja do scharakteryzowania postaci.

Mam jeszcze taką uwagę co do interpunkcji, bo to łatwa do poprawienia sprawa, a błąd się powtarza i rzuca w oczy. Albo sama zapamiętaj, albo poproś Betę, żeby pamiętała o tym. W języku polskim mamy coś takiego jak cofanie przecinka. W większości przypadków (nie zawsze, bo czasem zależy to od akcentu zdaniowego), kiedy spotykają się dwa spójniki, to nie rozdziela się ich przecinkiem. Przecinek idzie tylko przed pierwszym z nich, gdyż tylko w tym momencie wypowiadający robi przerwę. Są to połączenia spójników takie jak: mimo że, chyba że, po czym, zwłaszcza że, zwłaszcza gdy, pomimo to itp. Więc w takich sytuacjach

Pomimo wszystkich czepów fanfik nadal bardzo mi się podoba i czekam na dalszy ciąg.
Hyuu~!

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 22 lip 2012, 16:15

A co tam, troszeczkę z Wami podyskutuję, skoro mogę... :-)

Miryoku pisze:A Vesper bardzo vesperowaty.


Lucyfer666 pisze:Vesper jest tak samo denerwujący jak w oryginale, nie wiem czy ten facet wykupił jakiś abonament na martyrologię.


I pomyśleć, że bałam się, że spaczę mu charakter! Wygląda na to, że tych, których irytował nadal irytuje. To bardzo ważna informacja. Ja go lubię za jego "vesperowatość".

Miryoku pisze:Aha, nie wiem, jak będzie w późniejszych rozdziałach, ale jak na razie wyjaśniasz świetnie najważniejsze kwestie z książek, więc mam wrażenie, że znajomość fandomu nie jest konieczna. Może warto zmienić w opisie? Może ktoś jeszcze wtedy przeczyta? Fakt, że umkną mu pewne smaczki (Rekrut! :D ), ale czytać można.


Vampi wykazała, że nie da się tego czytać bez znajomości fandomu. Za bardzo lubię szczegóły w trylogii, żeby prowadzić za rączkę, kogoś, kto książek nie zna.

Lucyfer666 pisze:Poza tym ciekawe jaka mała wojna się szykuje, że ród Inanitów rozpoczął tak szeroko zakrojoną rekrutację.


Ja za to jestem bardzo ciekawa, kiedy w końcu zgadniecie. A zagrożenie ma swoje korzenienie w trylogii...

Miryoku pisze: Jakieś kryteria przyjęcia do Rodu muszą być i nie wydaje mi się, żeby były to tylko uroda i ładny głos, ale też priorytety, jakie każdy ma w życiu.


Tak, ale zapominasz o jednym... Wampiry mają mnóstwo czasu na to, żeby priorytety im się zmieniły. Pamiętasz Dapsa? Carmen to jego winoroślowata wersja. Daps nie wierzył w Pojednanie, a był nocarzem. Winorośle w trylogii mnie irytują, bo zajmują się tam tylko obsługą w barach i … seksem. Renegaci nie uważają nawet tych, które piją prawdziwą krew, za renegatów. W „Renegacie” są nazywane „renegackimi Winoroślami”, a nie „renegatkami”. Artystów sprowadzono do roli symboli seksu, a kiedy jedna z Winorośli ginie zabita przez watykańskich, nocarze nie zauważają zagrożenia dla wampirzych Rodów. Takiemu podejściu do Winorośli mówię stanowcze NIE! Pamiętaj, że Carmen, wie o tym wszystkim, przecież jest Winoroślą. Z czego ma się cieszyć? Jej Ród jest najmniej szanowany.
Jeszcze jedno: wampir, któremu dobrze we własnym Rodzie, nie będzie chciał go zmienić, a ja nie chciałam, żeby Vesper musiał rekrutować na siłę.

Miryoku pisze:Poczucie nudy ok, ale z tą potrzebą macierzyństwa to chyba bardziej bym już zrozumiała, gdybyś zaszczepiła ją renegackiej rekrutce.


Rixa i instynkt macierzyński? Wybacz, Mir ...Obrazek

Jeszcze raz dziękuję za wskazanie błędów i mocnych stron.
Nie będę jak liść porwany przez wiatr

Nie będę także jak ocean bez fal

Nie będę się bała upadać by wstać

Być światłem wschodzącego dnia

Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 22 lip 2012, 23:38

Część rozdziału nawiązuje do zmian jakie miały nastąpić w sposobie walki z hakerami:

http://www.tvn24.pl/wiadomosci-ze-swiat ... 73031.html



Betowała : Ignis


„Im więcej potu na ćwiczeniach, tym mniej krwi w boju...”
Przysłowie wojskowe

[center]
Rozdział szósty

ŁATWO BYĆ ŻOŁNIERZEM?
[/center]

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Rectus stał przed lustrem. Z niedowierzaniem wpatrywał się we własne odbicie. Jego błękitne tęczówki zmieniły barwę na jasnoszarą, co było podobno zwykłym objawem wampiryzmu. Lekarz od dawna nie czuł się tak dobrze. Miał też okazję przekonać się o swoich nowych możliwościach – wczoraj Nidor i Hirtus pokazali mu całą gamę uniwersalnych wampirzych zdolności: telepatię, telekinezę i latanie. Tylko, że w tej chwili, każdy z obecnych w budynku wampirów był w tym od niego kilka razy lepszy. Jak by to było latać? Hirtus i Nidor robili to tak, jakby to było zupełnie naturalne.
– Na latanie jest dla ciebie jeszcze o wiele za wcześnie – mówił Nidor. –
Najpierw musisz opanować poruszanie przedmiotami, na początku
małymi, potem coraz większymi. Latanie – twierdził – to forma telekinezy.
Jakby tego było mało, okazało się, że jest bardziej odporny i wytrzymały niż wtedy, gdy miał dwadzieścia lat! Dla sprawdzenia zrobił kilka przysiadów. Kilkanaście miesięcy temu już by się zasapał, kilka miesięcy temu nie mógł wstać z łóżka, teraz przysiady wyszły mu szybko i sprawnie. Nie miał na co narzekać. Wydawało się, że wampiryzm miał same plusy! Komu potrzebne słońce, gdy ma się życie?!
Znów spojrzał w lustro. Bardzo schudł w czasie choroby, a symbiont nie przywrócił mu odpowiedniej masy ciała. Wyglądało to tak, jakby zatrzymał się na etapie pośrednim. – Może to i dobrze? – zamyślił się na moment. Nie wyglądał jak kościotrup, raczej jak bardzo szczupły mężczyzna w średnim wieku. Włosy pozostały mysie, nijakie. Uśmiechnął się do lustra. Skoro w ogóle rozważa takie głupstwa, to znaczy, że już wszystko jest w porządku... do czasu, aż Nidor i Hirtus się nim zajmą. Bądź co bądź – zauważył ponuro – słowo „szkolenie” nie brzmiało ani trochę optymistycznie.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Była Winorośl założyła szary dres i adidasy. Kiedy ostatni raz miała na sobie spodnie? Nie pamiętała. Chyba jakieś dziesięć lat temu. A strój sportowy? Ostatnio we wczesnej podstawówce. Gdy była jeszcze człowiekiem, miała świetną przemianę materii – nie tyła, bez względu na to co i w jakich ilościach jadła. Z tego powodu patrzyła z rozbawieniem na koleżanki, które zawzięcie odchudzały się i biegały, chcąc spalić zbędne kilogramy.
Carmen związała gumką włosy. Spojrzała w lustro, upewniając się, że żaden kosmyk nie wystaje niesfornie. Podejrzewała, że Fulgur mógłby kazać jej skrócić włosy, gdyby uznał, że przeszkadzają w ćwiczeniach. Do tego nie najlepiej czuła się w dresie. Żeby chociaż miał inny kolor, ale nie, musi być akurat szary! Ze wszystkich barw i odcieni musiał trafić się akurat ten.
– Jak się nie ma co się lubi, to się lubi co się ma – mruknęła filozoficznie, okręcając się powoli przed lustrem. – Nic więcej nie da się z tym zrobić – stwierdziła z rezygnacją. Kobieca intuicja podpowiadała jej, by zrezygnować dzisiaj z makijażu. Jeśli Fulgur zamierzał wycisnąć z niej siódme poty, to lepiej, żeby nie spływały razem z kosmetykami.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Budynek miał kilka podziemnych pięter – znajdowały się tam laboratoria, sale ćwiczeń, strzelnice i repliki pomieszczeń domowych do treningów z bronią, a także replika sypialni Ukrytego.
– Sypialnie Ukrytego zostały wybudowane według jednego planu. Więc nawet nie wiedząc, gdzie dokładnie obecnie znajduje się nasz Pan, możemy ćwiczyć przygotowując się do jego ochrony – wyjaśnił Nidor oprowadzając rekruta.
Nidor nie powiedział Rectusowi, że Inanici doskonale wiedzą, gdzie obecnie zasnął Lord Latens. Ukryty powiedział to tylko Vesperowi – pozostali Lordowie wiedzą tylko, w jakim kraju znajduje się sypialnia, ale nie znają jej dokładnej lokalizacji. Kolejny punkt dla Inanitów. Takie drobiazgi były bardzo ważne – Vesper potrzebował wszystkiego, co mogło zwiększyć jego przewagę nad Kapitułą. Pozostali Lordowie traktowali go z dziwną mieszaniną lekceważenia z powodu jego wieku i ostrożności, wynikającej z prerogatyw wydanych przez Ukrytego.
– Oni mają nad tobą przewagę. – Powiedział Nidor do Rectusa, wskazując mu ćwiczących żołnierzy. – Zarówno nocarze jak i Renegaci to Wojownicy. Są szkoleni do walki od Przebudzenia. Gdy dołączają do Inanitów, ich szkolenie polega przede wszystkim na wyrobieniu w nich poczucia wspólnego celu i umiejętności współpracy. Gdybyś miał możliwość przyjrzeć się wewnętrznej pracy Renegatów, natychmiast zauważyłbyś, że są mniej zdyscyplinowani od nocarzy. To nie jest propaganda, to fakt – dodał Nidor, w odpowiedzi na podejrzliwe spojrzenie rekruta.
– To prawda – potwierdził Hirtus. – Z kolei nocarze są zdyscyplinowani... aż za bardzo, w ocenie Lorda Vespera. Są sytuację kiedy nie ma czasu na dyskusję i rozkaz trzeba wykonać natychmiast, wtedy to się przydaje. Ale oni i tak nie próbują zastanawiać się nad rozkazem, nawet w warunkach, gdy taka możliwość istnieje.
– To źle? Może po prostu ufają przełożonym? Chyba nie wyznaczacie na dowódców niekompetentnych idiotów?
– Oczywiście, że nie – parsknął Nidor. – Tu nie chodzi o zaufanie. Inanici mają uosabiać model pośredni, dyscyplinę zrównoważoną poczuciem własnej wartości. Lord wybiera wampiry, które mają pewne predyspozycje. Możesz mi wierzyć, że ich akta są bardzo dokładnie czytane i badane pod różnym kątem. Każda wątpliwość powoduje, że kandydatura jest odrzucana.
– Jak jest właściwie z hierarchią? Gdzie w tym wszystkim miejsce Viatora i innych wampirów nie – Wojowników? – zapytał Rectus. Odkąd zdał sobie sprawę, że większość otaczających go wampirów to wojskowi, był zaintrygowany całym inanickim porządkiem.
– Teoretycznie Viator stoi wysoko, ale doskonale zna swoje umiejętności wojskowe, albo mówiąc dokładniej, ich brak. W sytuacji zagrożenia nawet nie próbowałby wydawać rozkazów dowolnemu porucznikowi, ale jeśli chodzi o sprzęt, programy, wirusy, zdobywanie informacji, manipulowanie nimi, lub po prostu ich niszczenie – jest w tym mistrzem. Właściwie od dłuższego czasu pełni rolę nieoficjalnego radcy. Nie mamy oficjalnej Rady, która wspierałaby Lorda w podejmowaniu decyzji.
– A gdzie jest w tym moje miejsce?
– Poruczniku, rugać możesz pacjentów, czyli nas wszystkich, ale tylko wtedy, gdy leżymy ranni i nie mamy siły się bronić! – rzucił Hirtus ze śmiechem.
– Dotyczy to nawet Lorda – dodał Nidor. – Jest potwornym pacjentem. Już jako porucznika nie można go było utrzymać w łóżku, a sądzę, że teraz byłaby potrzebna moc całej Kapituły.
– Gdyby oczywiście interesowali się jego zdrowiem – dodał Hirtus z cierpkim uśmiechem. – Chętnie by się go pozbyli, jeśli znaleźliby sposób, w jaki uszłoby im to na sucho.
Nidor wyjątkowo nie skomentował wypowiedzi byłego Renegata.
– Masz szczęście, do Inanitów dołączyła właśnie osoba nie mająca bladego pojęcia o wojskowości.
– Pod tym względem jest tak zielona jak ty – westchnął Hirtus.
– Jej umiejętności wykorzystywania mocy są większe, niż twoje – powiedział Nidor. – Ale nie martw się tym, wszystkiego się nauczysz
– My cię nauczymy, choćby miało cię to zabić – Hirtus uśmiechnął się paskudnie.
– Nie bój się, on żartuje, ale przygotuj się na ciężką pracę, pot i siniaki – „pocieszył” go pułkownik z uśmiechem dużo bardziej przyjemnym niż uśmiech eks – Renegata. – Jak już mówiłem do naszego Rodu dołączyła...
– Była Winorośl – wtrącił Hirtus niecierpliwie. – Co pamiętasz o Rodzie Winorośli z naszego wykładu?
– Winorośle, towarzystwo rozrywkowo – artystyczne, do Rodu rekrutowani są ludzie posiadający talenty artystyczne, władczynią Rodu jest Lord Viticula – odpowiedział Rectus.
– Zgadza się – potwierdził Nidor. – Posłuchaj, obaj jesteśmy twoimi prowadzącymi , ale jednocześnie mamy inne obowiązki, nie ma sensu, żebyśmy stali nad tobą we dwóch. Do tego kapitan Fulgur dostał rozkaz zapoznania Carmen – tak ma na imię rekrutka – z podstawami walki wręcz i strzelania.
– Innymi słowy, z tym, czego musisz nauczyć się i ty.
– Zamierzacie podzielić się obowiązkami? – zgadywał Rectus.
– Tak, rywalizacja ci się przyda. Hirtus weźmie na siebie zapoznanie cię z podstawami posługiwania się mocą, ja z używaniem broni palnej, a Fulgur –z walką wręcz.
– Daj znać, gdyby to towarzystwo próbowało przeciągnąć cię na jasną stronę Nocy – rozkazał Hirtus.
– A istnieje jakaś jasna strona? – zdziwił się Rectus. Hirtus spojrzał na niego z zastanowieniem; tym razem to on nic nie odpowiedział.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]
Rekruci stali przed Fulgurem, który z zapałem im tłumaczył:
– Popracujemy nad waszą sprawnością fizyczną. Musicie być szybcy, silni i wytrzymali. Oboje przewyższacie tymi cechami ludzi, ale daleko wam do tych, którzy szkolenie już przeszli, nie mówiąc już nawet o nocarzach, czy Renegatach.
– Jaki sens ma to szkolenie? Przecież chyba nie zamierzacie nas wysłać do walki? To bez sensu! Ja się tak nie bawię! – wyrzuciła z siebie gniewnie Carmen.
– To nie zabawa – wyjaśnił Fulgur wściekłej Inanitce.– Istnieje niewielkie prawdopodobieństwo, że będziesz potrzebowała broni. Zwykle będziecie w otoczeniu żołnierzy. Jeśli zostaną zaatakowani i będą niezdolni do walki, to mało prawdopodobne, że poradzicie sobie sami z czymś, czemu udało się ich wyeliminować, ale... – Fulgur przerwał, sprawdzając, czy Winorośl słucha. Słuchała, chociaż nadal była nadąsana – Może się zdarzyć też tak, że będziesz sama, zaatakuje cię jeden lub kilku... musisz umieć się bronić. Co byś zrobiła gdyby zaatakował cię człowiek?
– Wylądowałby na kolanach zanim by mi zagroził! – zapewniła buńczucznie.
– A gdyby był odporny na tę sztuczkę?
– Watykańscy? – zapytała pokonana Carmen.
– Watykańscy – potwierdził Fulgur. – Nie bój się, jeszcze przez długi czas nie dostaniesz broni do ręki. – To jest Teddy – wskazał manekina, stojącego pod ścianą. Manekin był tej samej wielkości i kształtów, co człowiek średniej budowy ciała.
– Dlaczego Teddy? – zdziwiła się była Winorośl.
– Viator go ochrzcił i tak zostało. Jak sądzicie, jakie słabe punkty ma Teddy?
– Jest mało ruchliwy – osądziła od razu Carmen.
– Chodziło mi o wrażliwe punkty na ciele – sprostował swoje pytanie Fulgur. – Wyobraźcie sobie, że Teddy jest człowiekiem lub wampirem. Jakie ma wrażliwe miejsca? Carmen?
– Krocze, w końcu to mężczyzna, sądząc po imieniu... – wypaliła od razu, po czym zamilkła, zastanawiając się nad dalszą częścią odpowiedzi. – Oczy.
– Wy, kobiety zazwyczaj atakujecie te dwie części ciała. Rectus, ty jesteś lekarzem, więc powiedz, jakie skutki może mieć atak na oczy?
– Może spowodować utratę wzroku, czasową lub trwałą, a przy silnym ciosie nawet zgon – niemal wyrecytował odpowiedź. Carmen spojrzała na niego z zazdrością. Wyglądało na to, że nawet w towarzystwie nieopierzonego jeszcze wampirka będzie jej ciężko.
Fulgur skinął poważnie głową.
– Poprawna odpowiedź. A krocze? Carmen?
– Sądząc po reakcjach – Carmen drgnęły wargi – ból.
– Nie tylko. Rectus?
– Efektem może być też utrata przytomności.
– Jakie wskazałbyś inne wrażliwe punkty?
Rectus podszedł do manekina. Przyjrzał mu się uważnie przechylając głowę.
– Skroń, uszy, podstawa czaszki, okolice szyi – wymieniał i wskazywał ręką właściwe części manekina.
– Innymi strefami jest tułów, okolice stawów i goleni. Zaatakowanie ich zagraża mniej życiu przeciwnika – dodał Fulgur. –Wskaż je.
– Dobrze – stwierdził kapitan, gdy Rectus wykonał polecenie. – Macie je zapamiętać. Zanim nauczycie się zadawać ciosy, musicie nauczyć się padać...

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Carmen opadła na łóżko, nie miała już sił. Oprawca. Zwykły dręczyciel. Jeśli miałaby dawne kontakty, upewniłaby się, że żadna Winorośl nie spojrzałaby już na niego życzliwie! Ciekawe, jak by mu się to spodobało? Skoro jednak informatyk przeżył z tym... żołnierzem, to i ona przeżyje, prawda? Miała siniaki na całym ciele, mimo materacy i tego, że zaczynali od pozycji końcowej, czyli na ziemi. Podnoszenie się i tak było męczące. Miała pewną przewagę nad Rectusem, biedak nie radził sobie jeszcze z telekinezą, więc nie mógł sobie pomóc wampirzymi zdolnościami, ale nie miała poczucia wyższości, bo Fulgur natychmiast zmusił ją do dwa razy większego wysiłku. Kat jeden.
Carmen, delikatnie mówiąc, nie podobało się szkolenie, jakie miała przejść. Szlag by trafił tego dręczyciela i jego zwariowane pomysły. Nadal nie mogła pojąć, po co jej to wszystko.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Zez rozejrzał się uważnie po terytorium informatyka. Zez miał ciemne, krótkie włosy i budowę ciała sugerującą, że żelazne sploty mięśni nie powstały w czasie ćwiczeń na siłowni. Żaden człowiek nie byłby w stanie domyślić się jednak tego, że były Renegat jako dziecko walczył mieczem i naciągał łuk. Był wojownikiem przez całe swoje ludzkie życie, po pierwszej śmierci także nie było mu dane odpocząć. Był ambitny i dokładny, zatem ciągłe zmiany w uzbrojeniu zmuszały go do regularnych ćwiczeń.
Mało kto pamiętał, jakie było prawdziwe imię byłego Renegata – gdy pewnego razu na strzelnicy trafił „ósemkę”, zamiast standardowych dla siebie „dziewiątek” i „dziesiątek”, przez tydzień żalił się wszystkim, że „chyba ma zeza”. Ksywka szybko się przyjęła.
Informatyk był najwyraźniej bardziej zajęty niż zwykle, bo w ogóle nie zauważył, że ktoś wszedł do pomieszczenia. Nagle zmrużył gniewnie oczy.
– Odmowa dostępu? Ja ci dam odmowa dostępu – wymruczał Viator, z rozdrażnieniem patrząc na monitor.
Po chwili na jego twarzy znów pojawił się uśmiech.
– I po co było się stawiać? Ze mną nie wygrasz!
– Uważaj! – wrzasnął Inanita do ucha informatyka.
– Co? – zdumiał się komputerowiec, odrywając szybkim ruchem głowy wzrok od monitora.
– Zmieniają się przepisy. Mogą wysłać przeciwko tobie siły zbrojne.
– A, o to ci chodzi – Viator nie wydawał się zaniepokojony. – To jeszcze nic pewnego, a jeśli jakimś cudem mnie namierzą, to chyba mnie obronicie?
– Kapitan Fulgur z uśmiechem na ustach odda cię im przewiązanego czerwoną wstążeczką.
– Jak to dobrze, że nie on tu rządzi – odparł Viator z sardonicznym uśmiechem.
– A Lord będzie się temu spokojnie przyglądać, jeśli ściągniesz nam na głowę ludzi – dokończył Zez.
– Z chłopcami od wuja Sama nie zadzieram – zgasił go komputerowiec. – Pewnie przyszedłeś po te informacje o psychometrii, które miałem zebrać? – Żołnierz tylko kiwnął głową. – Poczekaj chwilę, najpierw muszę zapisać te dane.
Zez cierpliwie przyglądał się szybkiej pracy Viatora, ale wyraz jego twarzy zmienił się na nieco zszokowany, kiedy na biurku wylądował gruby segregator.
– To wszystko o psychometrii? Żartujesz?
– Nie żartuję, to wszystko na interesujący cię temat.
– A możesz mi powiedzieć kiedy mam to przeczytać? Potrzebuję tego natychmiast. Nie mógłbyś mi przedstawić w telegraficznym skrócie?
– Spójrz na cztery ostatnie strony – usłużnie podpowiedział Viator.
Zez odetchnął z ulgą widząc streszczenie.
– Nie mogłeś powiedzieć od razu?
– Nie byłoby zabawy – odparował informatyk z uśmiechem.
– Ktoś cię kiedyś zastrzeli.
– Wątpię. Gdzie znajdziecie drugiego takiego jak ja?
– Pewnie nigdzie – skonstatował żołnierz. – Mógłbyś postarać się o jakieś krzesło – dodał rozglądając się za jakimś, na którym mógłby usiąść. Bezskutecznie.
– Rzadko miewam gości, jeśli jeszcze nie zauważyłeś. Wszyscy przebiegają tędy, jakby się paliło. Słuchaj i nie gadaj, to oszczędzę ci części lektury.
Były Renegat wymruczał coś co brzmiało jak „ z całą pewnością ktoś cię zastrzeli”, na co Viator uśmiechnął się słodko.
– Marzenia dobra rzecz, ale nie radzę próbować. Przedmioty i miejsca są „świadkami” zdarzeń – zaczął Viator błyskawicznie zaimprowizowany wykład. – Psychometria wiąże się często ze zdolnością widzenia osób, bądź przedmiotów związanych ze „świadkiem”, którym dysponuje osoba posiadająca dar. Im zdarzenia były przyjemniejsze lub im bardziej traumatyczne, tym silniejszy „świadek”. Na przykład trzymając w ręku list, można zobaczyć jak wygląda osoba, która go napisała, dowiedzieć się co czuła w tym momencie. Może też stwierdzić, jakie ma cechy osobowościowe, problemy, co ją zaprząta. Zależy to od siły „świadka” i siły badacza.
– Ciekawy dar – zauważył Zez.
– Czasami sądzę, że nasz Ród składa się z samych ciekawych przypadków– informatyk przypomniał sobie innych Inanitów. Niektórzy byli przyjmowani ze względu na umiejętności w posługiwaniu się mocą, inni imponowali umiejętnościami strzeleckimi.
– A ty? Jesteś wyjątkiem potwierdzającym regułę? Prawdziwa krew mogłaby zwiększyć twoją moc – dorzucił widząc, że w oczach Viatora błysnęła złość. Komputerowiec nie lubił, gdy przypominało mu się o tym mankamencie, mimo, że zazwyczaj dobrze sobie radził ze świadomością, jak niewielkim poziomem mocy dysponuje.
– W niewielkim stopniu – przypomniał sucho informatyk. – Nie mam żadnego niezwykłego daru, tylko zestaw podstawowy: telepatię i telekinezę. Telepatię spokojnie mogę zastąpić tym – dotknął klawiatury – a telekinezę mam opanowaną w wystarczającym stopniu.
– Jak sądzisz, jaki jest poziom mocy Avisa? – Zez zmienił szybko temat na bezpieczniejszy.
– Sądzę, że nie da się tego określić bez prób, w jego dokumentacji nie ma o darze ani słowa.
– Czeka mnie trudne zadanie.
– Też tak sądzę. Wiesz, że nawet niektórzy ludzie mają ten szczątkowy dar? Gdy nigdy wcześniej nie widziane miejsce napełnia ich nieprzyjemnym drżeniem albo wywołuje na twarzy natychmiastowy uśmiech, wtedy właśnie mamy do czynienia z psychometrią.
Viator wyciągnął z szuflady biurka solidnie wyglądającą skrzyneczkę i podał ją Zezowi.
– Zebrałem kilka historycznych cacek, masz też ich opis. Uważaj na nie. To mała fortuna, nie zgub.
Zez natychmiast otworzył kasetkę i zaczął w niej szperać.
– Biżuteria, monety, a to co za paskudztwo? – dwoma palcami wyciągnął jeden z przedmiotów.
– Sztylet... ofiarny – do głosu Viatora zakradła się nuta obrzydzenia.
– Ile z tych przedmiotów wiąże się z przyjemnymi doświadczeniami? – zaniepokoił się Zez dotykając sztyletu z odrobiną fascynacji.
– Ponad połowa. Wiem, co robię. Nie bój się. Tylko pamiętaj, na razie maksymalnie jedna taka sesja dziennie i stopniowo. Lord twierdzi, że Avis niezbyt dobrze je znosi, a nie znamy osobistej siły tych „świadków”, możemy się tylko domyślać, po okresie, w jakim były używane i celu użycia.
– To coś zostawię mu na koniec. Używali go ludzie?
– Przecież nie wampiry.
Zez kiwnął głową w zamyśleniu. Tak, ludzie zabijali się przez wieki. Obserwowanie ich nie było przyjemne.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Kiedy z nadejściem świtu zamknęli się w jednym z domów wynajętych na taką okazję, Vesper przesłał Celerowi:
– Przepraszam – w tym jednym słowie brzmiały tony skruchy, których nigdy nie doczekał się Ultor.
– Nie musisz – odpowiedział były pretorianin.
– Chcę i powinienem. Miałeś rację. Nie powinienem się tu pojawiać. To... niepotrzebne.
– Co się właściwie dzieje? Bo przecież widzę, że coś się szykuje – zagadnął Celer. Najstarsi Inanici wyczuwali napięcie, chociaż nie mogli odgadnąć jego przyczyny.
– Powiem wam – zapewnił Vesper – ale jeszcze nie teraz. Najpierw muszę uzyskać pewność.
– Pewność co do czego?
Vesper nie odpowiedział.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]
Nie będę jak liść porwany przez wiatr

Nie będę także jak ocean bez fal

Nie będę się bała upadać by wstać

Być światłem wschodzącego dnia

Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
Astela
amator
Posty: 4
Rejestracja: 26 lip 2012, 11:53
Lokalizacja: Szafa
Kontaktowanie:

Postautor: Astela » 26 lip 2012, 14:06

Ciekawa kontynuacja trylogii. Tak, jak to zostało już wspomniane, właściwie brak różnicy między oryginałem, a fanfikiem. Tu i ówdzie są problemy z przecinkami, ale te małe dranie zawsze są kapryśne i wykwitają tam, gdzie czasem ich sobie nie życzymy.

Mam nadzieję, że wkrótce nastąpi akcja właściwa - wstęp napisałaś naprawdę dobrze, momentami spadałam z krzesła ze śmiechu ("A ty chciałbyś ciągnąć za sobą rozkładające się zwłoki przez stulecia?"... taaak, ciekawe od kogo Vesper się tego nauczył?). Jeżeli jednak pociągniesz to zbyt długo, opowiadanie stanie się nudne. Przedstawiłaś już nowych członków Inanitów, nastawienie starej, "książkowej" kadry do obecnej sytuacji, rozterki Vespera oraz nastrój, jaki panuje w tajnym rodzie. Co dalej? Tego jestem najbardziej ciekawa. Ze swoich doświadczeń pisarskich wiem, że początki są najłatwiejsze - niechaj wena Ci sprzyja i nie opuszcza aż do zakończenia fanfiku.

Zakończę tradycyjnym pytaniem: kiedy ciąg dalszy?
Obrazek

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1211
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Miryoku » 26 lip 2012, 21:49

Jak zwykle piszę komentarz w iście ekspresowym tempie (ironia). Zastanawiałam się parę dni, co by sensownego napisać, ale nic nie wymyśliłam, więc będzie krótko.

Rozdział ok. Na pewno nie był zły, ale też nie był porywający. Zgadzam się z poprzednim komentarzem, że na razie dalej mamy wstęp. Choć są przynajmniej przesłanki, czego możemy się spodziewać w następnych rozdziałach. Carmen dalej mnie wkurza (ale Twoje argumenty w sprawie rodu Winorośli jak najbardziej przyjmuję i cieszę się, że wyjaśniłaś swój punkt widzenia :) ), lecz nie uważam ją za źle skonstruowaną postać. Po prostu typ osoby, która mnie drażni. Podoba mi się Zez, a najbardziej wyjaśnienie jego ksywy. Takie rzeczy naprawdę urozmaicają opowiadanie.

Jak zwykle czekam na dalszy ciąg.
Hyuu~!

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 30 lip 2012, 20:20

Dobra, postaram się w dziewiątym rozdziale obudzić czytelników, bo czy uda mi się teraz nie wiem.
Ostrzeżenie do rozdziału ósmego: kto nie zauważył w trzecim rozdziale teraz nie będzie miał wątpliwości, że nie lubię Ultora. Jeśli jesteś proultorska/i lepiej nie czytaj dalej, chociaż to nie Ultor jest zagrożeniem.



“Nocarz i Renegat w parze nie chodzą,
połączeni kłopoty rodzą”

Rymowanka znana w inanickim kręgu, o autorstwo podejrzewany jest Tiro.

[center]
Rozdział siódmy
Vis-à-vis
[/center]

Prowadzący wymienili porozumiewawcze spojrzenia, kiedy weszli do jednej z sal ćwiczeń na niższym piętrze. Rixa i Avis stali na dwóch przeciwnych końcach sali i każde z nich udawało, że drugie nie istnieje.
– Jak dzieci – przesłał rozbawiony Zez do kolegi.
Prowadzącym Rixy został, jak to było w inanickim zwyczaju, były Wojownik. Nix był jedną z tych osób, które na życzenie potrafiły wyrecytować dowolnie wybrany punkt nocarskiego regulaminu, co niezmiernie irytowało Zeza; (w tych rzadkich chwilach, gdy miał czas się nad tym zastanowić). Zez nigdy nie mógł zrozumieć, jakim cudem udało się Lordowi ściągnąć takiego formalistę do Rodu Inanitów. Nix potrafił być zimny jak śnieg, od którego imię otrzymał. Rixa na szczęście nie wyglądała na taką, która by się tym przejęła.
– Widzę, że już się poznaliście –rzucił Nix do rekrutów neutralnym tonem.
– Niezupełnie... – burknęła była Renegatka.
– Cóż: Rixa, Avis – przedstawił ich sobie szybko prowadzący Rixy.
– Zakładamy, że oboje potraficie strzelać i tym podobne – Zez uśmiechnął się pokrzepiająco do byłych nocarza i Renegatki.
– Podejrzewamy, że będziecie mieć problem z przystosowaniem się do zespołu – dodał Nix.
– Potrafię... – zaczęli jednocześnie rekruci, po czym posłali sobie wściekłe spojrzenia i zamilkli.
– Nie, nie potraficie. Bo to nie zespół nocarski czy renegacki, a inanicki, czyli mieszany. Będziecie musieli pracować zarówno z byłymi nocarzami jak i Renegatami. Znacie już główną zasadę? – upewnił się instruktor.
– Inanita Inanicie przyjaciel, kolega i brat. „Żadnych gróźb, obelg tudzież wymachiwania sobie bronią przed nosem”*– wyrecytowali zaniepokojeni rekruci. Ostatniego punktu łatwo było przestrzegać, bo nie dano im jeszcze broni do ręki, ale obelgi i groźby? Spojrzeli na siebie. Oboje pamiętali zacięty wyraz twarzy Lorda w chwili, gdy im to mówił, nie sądzili więc, żeby odpuścił w razie złamania reguły. Rixa pamiętała też tamtych dwóch z gabinetu - byli naprawdę uradowani darowaniem kary, więc... Co groziło za złamanie głównej zasady Inanitów?
– Seksistowskie. Nie uwzględnia kobiet – zauważyła Rixa.
– Początkowo ich nie było. Zażalenia nie do mnie. Masz się zachowywać tak, jakby ta reguła dotyczyła i ciebie, darujemy sobie kwestie gramatyczne.
– Dopóki się nie zaaklimatyzujecie, będziecie ćwiczyć razem – wtrącił Zez podejrzewając, że dydaktyzm kolegi - jeśli natychmiast się nie zakończy - może mieć skutek odwrotny do zamierzonego.


Avis zerknął dyskretnie na Rixę. Najwyraźniej - sądząc po minie - jej te słowa nie podobały się tak samo, jak jemu. Jedyna dobra strona sytuacji to taka, że Renegatka będzie miała od tej pory tak samo ciężko jak...
– Wróć! – zrugał siebie w myślach były nocarz. – Jeśli będziesz myślał o niej jako o Renegacie, to już teraz możesz iść do Lorda i zażądać jakiejś wymyślnej kary, bo od słowa „renegat” niedaleko do słowa „morderca”, a później niejedno określenie może wpaść do głowy...
– Co grozi za posunięcie się dalej niż „machanie bronią przed nosem”? – zapytała Rixa.
– Masz na myśli zranienie towarzysza broni? – sprecyzował Nix.
– Nie...
– Tym właśnie byłoby zranienie innego Inanity – przerwał jej stanowczo Nix. – I tak też zostałoby to potraktowane. Co grozi? Nie wiem, bo żaden Inanita nigdy tego nie zrobił, ale nie sądzę, żeby Lord okazał w takim przypadku łaskę. Zapewniam, że potrafi się spektakularnie wściec.
– Najpierw sprawdzimy, co potraficie – Zez uratował sytuację. – Strzelnica czeka.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Strzelnica, którą zobaczyli rekruci była niewielka, miała zaledwie cztery stanowiska strzeleckie. Jak wyjaśnił Zez, było jeszcze kilka większych sal. Strzelnica była zmechanizowana, po każdym strzale można było uruchomić wyciąg, a podwieszona tarcza podjeżdżała w stronę strzelającego.
Nix odsunął dwie tarcze na maksymalną odległość.
Strzelnica była ulubionym miejscem Zeza. Skupiając się na prostej czynności – trafianiu do celu, mógł zapomnieć o wszystkim innym. Teraz obserwował uważnie rekrutów. Śmiało mógł zgadywać, jaki będzie wynik tego pojedynku. Jego inanicka część, z obowiązku, kibicowała Avisowi, a renegacka pozostałość – nie taka znowu mała – trzymała mocno kciuki za Rixę.
Nix zadbał o to, by rekruci dostali taką samą broń, identyczną ilość naboi i żeby wszystko odbywało się według zasad fair play. Patrzył, jak Rixa i Avis przybrali postawę strzelecką, czekając na sygnał do strzału.
Obserwując, spokojnie czekał na wynik.
Ten nie okazał się dla nikogo zaskoczeniem.


[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]


Nix wyciągnął w stronę rekrutów gumowe atrapy noży.
– Ochraniacze i gogle sobie darujemy, ale... – przerwał. – Pamiętajcie o jednym: w tym starciu wszystkie chwyty są dozwolone oprócz tych, które powodują trwałe lub długotrwałe okaleczenia przeciwnika.
– Walka będzie trwać do chwili, gdy któryś z nas ją przerwie – dodał Zez.
– Gumową atrapą można wampirowi co najwyżej nabić siniaki! – stwierdził Avis buńczucznie.
– Dlatego zrezygnowaliśmy z osłon – wyjaśnił instruktor. – O okaleczeniu wspomnieliśmy tylko dlatego, żebyście wiedzieli co wam wolno, a czego nie. Nie powinno być żadnych niejasności.
–Jeśli zamierzacie powiedzieć sobie coś… złośliwego, to informuję was, że ja i kolega na czas walki ogłuchniemy. Skoro powiedzieliśmy, że wszystkie chwyty dozwolone, to wszystkie.
Avis i Rixa zrozumieli. Rozmowa mogła zdekoncentrować, albo rozzłościć przeciwnika, a to daje przewagę.
– A kamery? – Renegatka wskazała urządzenia monitorujące.
– Przydadzą się, jeśli będą wątpliwości co do wyniku – wyjaśnił Nix.
– Zwykle nie ma wątpliwości – zadowolenie w głosie byłego Renegata powiedziało wszystkim obecnym, kto zazwyczaj wygrywa. Avis to zlekceważył. Jego przeciwniczka nie była jedną ze starych wampirzyc, nie miała kilkuset lat, a tylko wtedy byłaby naprawdę niebezpieczna.
Na znak Zeza rozpoczęli walkę.
– Rzeźnicki chwyt – powiedział pogardliwie Avis robiąc unik, dzięki któremu ledwie uniknął ostrza. Trzeba jej przyznać: była szybka.
– Potrzebujesz kolegów do pomocy? – wycedziła eks - Renegatka, wyraźnie sugerując, że zna metody aresztowań, jakie stosowali nocarze.
Na dalsze rozmowy nie mieli czasu. Avis błyskawicznie zadał kopnięcie, Renegatka starała się osłabić rozmach ciosu wykonując przewrót. Udało się, ale zamiast wylądować na kolanach i ponownie zaatakować, kobieta wydała z siebie bolesny jęk i upadła.

Przecież jego cios nie był aż tak silny! - Avis spojrzał szybko na instruktorów. Żaden z nich nie przerwał walki! Co jest? Czekają aż „dobije” przeciwniczkę? Podszedł bliżej, zamierzając pomóc byłej renegatce wstać. „Błąd” – pomyślał Zez, obserwując sytuację. „Niepotrzebnie zmniejszył dystans”. Inanitka, korzystając z nieuwagi współzawodnika pchnęła go atrapą noża pod żebra.
– Dość! – zawołali niemal jednocześnie prowadzący.
– To było nieuczciwe! – zaprotestował Avis natychmiast.
– Nie słuchałeś tego, co mówili na początku? W tym starciu wszystkie chwyty były dozwolone oprócz trwałego lub długotrwałego okaleczenia, a walka miała trwać do chwili, gdy któryś z nich ją przerwie – przypomniała Renegatka spokojnie. – Co twoim zdaniem było nieuczciwe?
– Ma rację – bezwstydnie potwierdził jego prowadzący. Prowadzący byłej Renegatki patrzył na rekruta ze współczuciem, ale nie protestował.
– Przynajmniej wygrałeś w zawodach strzeleckich – pocieszył Avisa.
– W tym nocarze zwykle wygrywają. Macie lepsze szkolenie – zbagatelizował prowadzący Avisa.
– Za to wy macie mniej skrupułów.
– Yhm... – chrząknął Zez wyraźnie czekając na ciąg dalszy.
– Dobrze, już dobrze – Nix teatralnie podniósł ręce do góry, w uniwersalnym geście poddania. – Nie o skrupuły chodzi, ale o przewidywalność. Renegaci są nieprzewidywalni. Pasuje? – zapytał opuszczając dłonie.
– A jak nie?
– To... – były nocarz urwał gwałtownie. – Idźcie już, bo jeszcze chwila a dam wam zły przykład – powiedział do rekrutów, machając ręką w stronę drzwi.
– Zapomniałeś o wniosku, do jakiego mieli dojść po tych zajęciach – zauważył eks-Renegat, gdy rekruci wyszli.
– Nie są głupi, sami do niego dojdą, tylko potrzebują czasu.
– Nauczą się – potwierdził drugi Inanita. – Każdy z nas szybko się tego uczy. – Sądziłem, że wpadną na to, że mogą używać mocy – zauważył Zez, rzucając spojrzenie na drzwi, za którymi zniknęli ich podopieczni. Moc była prawdziwym powodem, dla którego wspomnieli o okaleczeniu przeciwnika - do tej pory zdarzyło się kilkakrotnie, że rekruci odrzucali atrapy noży, (przecież nikt tak naprawdę nie kazał im ich używać!) i starcie zmieniało się w próbę mocy, którą wygrywali najczęściej Renegaci. Na szczęście zwykle pamiętali, że to po prostu sparring. Żaden z instruktorów wolał jednak nie ryzykować, że któryś z walczących się zapomni. Bo jak niby wyjaśnić to później Lordowi Vesperowi?
– Pomysł mojej podopiecznej był niezły – pochwalił Nix z dumą, jakby sam, osobiście ją tego nauczył.
– Avis to dżentelmen, ale drugi raz nie da się nabrać w ten sposób – bronił byłego nocarza eks Renegat – Straciła przewagę wynikającą z płci.
– Zobaczymy – parsknął były nocarz.
– Chcesz się założyć?
Nix potrząsnął tylko głową.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Gdy tylko drzwi się zamknęły i znikli z oczu prowadzącym, Avis natychmiast naskoczył na Rixę:
– Wygrałbym, gdybyś nie stosowała nieuczciwych metod.
– Zapewniam cię, że jeśli będę miała okazję, przekonasz się na własnej skórze, że nie jestem tak delikatna jak myślisz – rzuciła Rixa zaczepnym tonem. - Już zacznij szukać dentysty, by wstawił ci implanty kłów, gdy do tego dojdzie. Chociaż tobie pewnie niepotrzebne? Bo jaki z nich robisz użytek? Otwierasz nimi torebki tego sztucznego świństwa, które krwią nazywają chyba tylko przez pomyłkę?
Avis zatrząsł się ze złości. Już miał odpowiedzieć ostro, kiedy nagle zainteresowało go coś innego:
– Co byś zrobiła, gdybym nie okazał się dżentelmenem? Gdybym cię trafił?
– Zignorowałabym to, że nasi prowadzący przerywają starcie, czego ty, jako były nocarz byś nie zrobił, i kopnęła cię w słabiznę. Niektórych mężczyzn trzeba uczyć siłą właściwego zachowania wobec kobiet – wyjaśniła Rixa.
Mrówki przebiegły po wspomnianej części ciała Avisa. „Aua” – pomyślał nocarz. Niemalże poczuł ten ból. Czyli co, powinien się cieszyć, że zachował się po rycersku? Następnym razem poprosić o ochraniacze? W tej chwili wydały mu się one niezbędną częścią wyposażenia.
Rixa nie mówiąc już ani słowa odwróciła się i odeszła w stronę swojego pokoju.
Chodząca, gibka hardość.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Niełatwe jest życie cywila wśród żołnierzy, oj, niełatwe. Czasami bywa jednak ciekawe.
Viator zerknął na monitor z obrazem z sali w której ćwiczyli rekruci. Wynik zawodów strzeleckich go nie zaskoczył, ale uśmiechnął się, gdy atrapa noża Rixy dotknęła Avisa. Nagrał całą scenę, zamierzając pokazać ją Lordowi. Ciekawe, jak on ją oceni?

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Dom, wynajęty na fałszywe nazwisko, musiał spełniać wysokie wymagania bezpieczeństwa Celera. Pobyt w Polsce oznaczał odcięcie przynajmniej od mniej ważnych spraw, więc Vesper bezlitośnie zrzucił je na przyjaciół.
– Nie może być luk w dowodzeniu. Przed najbliższym spotkaniem Kapituły awansuję Hirtusa, Offę i Fulgura na majorów. Powinienem to zrobić dawno temu – powiedział do pułkownika. W dzień nie zamierzał opuszczać budynku. Wyjście na słońce byłoby niepotrzebną udręką dla Cieni, nawet jesienna szaruga nie dawała zbytniej ulgi wampirom.
– Nie było powodu – przypomniał Celer. – Przy poprzednim stanie osobowym to nie miało znaczenia. A co z Tiro?
– Kapitan Tiro – powiedział Vesper. Właściwie dlaczego nie? „Bo wiek, bo brak doświadczenia, bo ...” – podpowiadał usłużnie chochlik, lecz nie było mu dane dokończyć. Został natychmiast przegoniony na dno umysłu, gdzie jego miejsce. – Kapitan Tiro – powtórzył pewniej.
– Jest elastyczny, może się przydać w akcjach wymagających tej cechy, ale nie wiem czy poradzi sobie z dowodzeniem.
– Przekonamy się o tym, prawda?
Celer nie zapytał o generalstwo za co Vesper był mu wdzięczny... ale Lord Inanitów wiedział, że musi zadecydować.
Res. Celer. Nidor.
Nidor. Res. Celer.
Celer. Nidor. Res.
Musi zadecydować przed spotkaniem Kapituły. Musi. W tej chwili nie był pewien własnej mocy. Prekoginacja była najbardziej niepewnym z darów, do tego bardzo rzadkim. Nadal nie rozumiał do końca, na jakiej zasadzie czuł przyszłość. Nie opierało się to na żadnych racjonalnych przesłankach. Informacje, które posiadał, nie napawały optymizmem. Równie dobrze ten dar mógł go zawieść w najmniej odpowiednim momencie.
Wyczuwał niebezpieczeństwo z wyprzedzeniem – ostatecznie, w walce nawet kilka sekund było cennych - ale czy powinien postawić na szali los własnego Rodu? Może pomylił się w ocenie czasu? Co, jeśli już następne spotkanie Kapituły miało zapoczątkować przewrót? Możliwe, że powinien wysłać wiadomość, że z jakiegoś inanickiego - a więc tajnego - powodu, nie może być obecny? Nawet gdyby planowali coś teraz, to chwilowo zrezygnowaliby z akcji… ale mogliby zacząć się domyślać, że on wie. Nie zaryzykują pozostawienia choćby jednego Lorda przy życiu. Ich operacja musiała być przeprowadzona precyzyjnie, albo spiskowcy staną oko w oko z wściekłym, niewyspanym Ukrytym. Na pewno tego nie chcieli. A może któryś z członków Kapituły też był zamieszany? Vesper nie był pewny.
Jak przedstawiało się zagrożenie po renegackiej stronie? Nex też musiał być w niebezpieczeństwie. Nie miałoby sensu usuwanie Kapituły, jeśli pozostałby ktoś, kto obudzi Lorda Latensa.
Inanicka akcja musiała być równie dobrze przemyślana. Zagrożenie musiało zostać usunięte na wszystkich frontach jednocześnie, bo jeśli opuści chociaż jedno ogniwo, będzie musiał tłumaczyć się ze śmierci któregoś z Lordów.
„Może już lepiej byłoby obudzić Ukrytego teraz, niż odpowiadać przed nim później”? – przemknęło Vesperowi przez myśl.
Jeśli w ogóle będzie dla niego jakieś później.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

* Słowa Vespera „Nikt” str. 131.







„Polityka jest sprawą zbyt poważną, aby powierzać ją politykom.”
Charles de Gaulle - odpowiedź na krytykę, że jest dobrym żołnierzem, a kiepskim politykiem; parafraza powiedzenia: "Wojna jest sprawą zbyt poważną, aby powierzać ją generałom"

[center]Rozdział ósmy
KAPITUŁA
[/center]

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]
Ultor nie wypytywał zbyt często Vespera o poczynania Inanitów. Nie lubił słuchać uzasadnień, których Lord Inanitów miał gotowy pełny wachlarz – od niewielkich wymówek do starannie przemyślanych, wielkich wykrętów. Lord Wojownik nie zapominał, że nie rozmawia już z podwładnym, bo żaden z podległych mu wampirów nie zachowywał się w ten sposób.
Vesper siedział przed nim w swobodnej pozie, nie zamierzając nawet udawać zakłopotania zachowaniem swoich podkomendnych, które do tego spotkania doprowadziło.
– Podobno miałeś mi coś wyjaśnić – zaczął Ultor neutralnym tonem.
– Rixa dołączyła do mojego Rodu.
Ultor czekał na ciąg dalszy. Vesper widząc, że nie obejdzie się bez dłuższych wyjaśnień, miał szczerą ochotę przypomnieć: nie było jej na liście Nexa. Zamiast tego, Lord Nikt przybrał ton, jaki przybierał zawsze w rozmowach z którymkolwiek z członków Kapituły. Szacunek, nie pozbawiony poczucia własnej wartości.
– Jeden z moich oficerów znał ją z renegackich czasów. Poprosił o rekrutację. Nie widziałem powodów, żeby odmówić – rzucił krótkim wyjaśnieniem.
– Nepotyzm, jak widzę, kwitnie – powiedział Ultor. – A kłamstwa w oficjalnych dokumentach to nie powód, żeby odmówić? Wiesz, ile trzeba będzie w nich namieszać, żeby ukryć fakt, że wampirzyca, która złamała Prawo i została złapana przez nocarzy, jednak żyje?
– Z pewnością sobie z tym poradzisz.
„A jeśli nie, to powinieneś rzucić posadę Lorda” – miał na końcu języka Vesper. Nie wypowiedział jednak tej opinii, nie przekazał w żaden inny sposób, tylko zachował ją dla siebie.
– Prawdopodobnie powinienem się cieszyć, że nie wysadziłeś bunkra?
„Żebyś wiedział, jak trudno było przed tym powstrzymać Offę. Gdyby nie to, że takie działania zaszkodziłyby Rixie, mielibyśmy przyspieszony Armagedon.”
– I oczywiście, nie zamierzasz przeprosić?
„Mógłbym to zrobić, ale przeprosiny byłyby nieszczere.”
– Ta twoja banda postępuje bez zachowania podstawowego szacunku wobec Lorda.
„Na szacunek trzeba sobie zasłużyć. Ja niewiele mam im do zarzucenia. Może czasem ten i ów powinien ugryźć się w język, ale dopóki wypełniają swoje obowiązki, nie widzę powodów do narzekania.”
– Nie powinieneś przysyłać Nidora. Mam wrażenie, że chętnie rzuciłby mi się do gardła.
„Jak połowa mojego Rodu. Może chcesz ich poznać? Tylko nie miałbyś podczas tego spotkania miecza”.
– Powiesz coś?
– Przepraszam – powiedział w końcu Vesper.
Ultor przytaknął swoim myślom.
– Spodziewałem się tego.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

To samo pomieszczenie, w którym on i Nidor stanęli przed Lordami, by czekać na niezrozumiały dla siebie wyrok, wyglądało teraz zupełnie inaczej. Współpracownicy Lordów nazywali tę komnatę Salą Luster. W świat poszła fama o fanaberii Viticuli, która tupnęła kształtną nóżką, żeby przeprowadzić w Kapitule generalny remont, a zmiany dotknęły nawet serce Nocy – miejsca, gdzie podejmowano wszystkie najważniejsze dla Rodów decyzje.
Sala Luster była bardzo pasującą do nowego wizerunku komnaty, nazwą. Gigantyczne lustra rozlokowano tak, żeby odbijały się w nich twarze Lordów. Na delikwenta stojącego przed Kapitułą patrzyło teraz nie kilka, lecz kilkanaście par jasnych wampirzych oczu. Efekt mroził krew w żyłach.
– Ciekawe na czyje kaprysy zwalalibyście winę, gdyby mnie tu nie było? – oburzyła się głośno Lord Viticula, gdy byli sami.
– Na kaprys Aristy – odpowiedział poważnie Candor. – Przecież nikt nie uwierzyłby, że ja, Ultor lub Mercator przejmujemy się takimi głupstwami.
Arista rzuciła mu zgorszone spojrzenie.
– Tak sobie myślę, że przydałaby się wam dieta. Może wtedy docenilibyście moją pracę.
– Ależ, moja droga, doceniamy – zapewnił Mercertor pospiesznie.
– Wynik tej przebudowy jest świetny. Nie tylko ukrywa obecność dodatkowego Lorda, ale wspaniale wygląda – zauważyła Viticula, nieco spokojniej rozglądając się po sali.
– Tak, wspaniale – odpowiedziała Arista, zaciskając usta w wąską linię.

[center] *~*~*~*~*~*~*[/center]

Jedno z luster było lustrem fenickim*. Za nim znajdowało się ciężkie krzesło, identyczne jak te, stojące wokół okrągłego stołu pokrytego czarnym aksamitem. Ustawione było tak, że petent znajdował się idealnie w polu widzenia, Vesper mógł obserwować wyraz jego twarzy i mowę ciała podczas rozmowy. Słyszał też każde słowo, jakie padło. To, w połączeniu z wcześniej uzyskanymi informacjami, pozwalało mu ocenić kandydata na Przyjaciela.
Muzyk przedstawiony Kapitule przez Viticulę był stosunkowo prosty w ocenie.
„Przyjęty” – przesłał Vesper rozpromienionej Viticuli, gdy pozostali Lordowie wyrazili swoje zdanie.
Kiedy rockman opuścił pomieszczenie, Vesper wyszedł zza ukrytych drzwi i poczekał, aż pretorianin, który wszedł do sali, ustawi krzesło przy okrągłym stole. Prawdopodobnie poradziłby sobie z tym szybciej niż on, ale tytuł mu na to nie pozwalał, zwłaszcza w obecności pozostałych Lordów. Etykieta z pewnością zabraniała noszenia krzeseł, ostatecznie od czegoś byli podwładni.
„Dziękuję” – przesłał do Wojownika, gdy krzesło stanęło pomiędzy krzesłami Lord Viticuli i Lorda Ultora.
Cień uśmiechu przemknął po ustach pretorianina, szybko pochylił głowę przed Lordami, żeby go ukryć i wyszedł z pomieszczenia, by na powrót stanąć przy mahoniowych drzwiach oddzielających władców Nocy od ich dworów.
– Nie pożałujecie tej decyzji. On naprawdę jest zdolny – zapewniła jeszcze raz Lord Viticula.
– Gdybym miał sądzić po wyglądzie, to już by nie żył – wycedził zniesmaczony Candor.
– Potrzebujemy takich jak on – przypomniała Viticula. – Obecny public relations nie jest dobry dla Pojednania. Jeśli teraz nie zaczniemy promować w sztuce właściwego wizerunku wampirów, to w dniu Ujawnienia okaże się, że ludzie nie chcą dawać krwi na pożywienie.
– A to będzie oznaczać powrót do starego porządku – podchwyciła Arista.
– Czego nikt z nas nie chce – podkreślił Mercertor. – Nadmiar przemocy szkodzi interesom.
– I nauce – dodał Candor.
– Nadmiar przemocy wobec ludzi szkodzi wszystkim Rodom – przerwał wyliczankę Ultor.
– Możemy zająć się kolejnym punktem spotkania? – wtrącił Vesper.
– Vesper jak zwykle chce już uciekać – rzuciła do pozostałych Lordów Viticula. – Mógłbyś zostać dłużej, chociaż raz – powiedziała do Vespera, kładąc mu zalotnie drobną dłoń na ramieniu.
– Obowiązki wzywają – usprawiedliwił się Vesper, nie próbując strącić dłoni Lord Winorośli. Viticula jednak wyczuła pod palcami zesztywniałe nagle mięśnie, i sama zabrała dłoń.
– Mógłbyś przenieść dwór tutaj – spróbowała jeszcze. – Nawet Ultora widujemy częściej niż ciebie.
– Chyba, że zamyka się w sypialni z przedstawicielką Inanitów – dodał Mercertor. – Może powinniśmy pomyśleć o uregulowaniu kwestii przedstawicieli? Nie miałbym nic przeciwko, gdyby to Viticula wysyłała swoje przedstawicielki do każdego Rodu.
– Bez wątpienia nie miałbyś – zauważyła Viticula, prostując się z godnością. – Nie widzę jednak takiej potrzeby.
– Ani ja – poparła ją Arista, w przejawie rzadkiej lordowskiej solidarności kobiet.
Dalsza część spotkania Kapituły przebiegła zwykłym torem.
Ludzie do eliminacji. Wampiry do zabicia. Dostawy krwi. Wydatki.
Tylko o mózg Vespera odbijało się ostrzegawcze „Wkrótce! To stanie się wkrótce!”
Jego instynkt wręcz wył.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Dwóch Cieni stało na baczność przy drzwiach, prowadzących do apartamentów Vespera w Kapitule. Vesper nienawidził tego miejsca, sztywnej etykiety, wielkiej sypialni i kontaktów ze współpracownikami pozostałych Lordów. Każda z tych rzeczy osobno była po prostu denerwująca, wspólnie wręcz nie do wytrzymania.
Współpracownicy Lordów traktowali go z szacunkiem, jak podejrzewał – na pokaz. Był dużo młodszy od większości z nich.
Kapituła odcięła się jeszcze bardziej niż wcześniej od wampirzego świata. Dwory Lordów nadal były zamkniętymi enklawami, do których trudno się było dostać z zewnątrz.
Obrzucił gniewnym spojrzeniem gigantyczne biurko i cały pokój. Całe piętro zostało przebudowane. Chciał tego czy nie, był Lordem i w granicach, w których to było możliwe bez ujawnienia jego istnienia szerszej publice, musieli zachować pozory.
Wyczuł pod drzwiami Araneę. Przesłał do Cieni:
„Wpuśćcie ją.”
Aranea weszła do jego gabinetu w Kapitule. W odróżnieniu od jego odpowiednika w Kwaterze Głównej, panował tu wręcz wzorowy porządek. Za to krzesła były niewygodne, nie miał czasu ich zmienić.
– Doprowadziłeś Ultora do ataku szału – powiedziała Aranea bez żadnych wstępów. Jak były Lord do obecnego. Vesper spojrzał jej prosto w oczy. Nowe imię pasowało do Aranei. Veris. Wiosna, którą zobaczył w jej oczach tamtego dnia, gdy dołączyła do Inanitów. Wiosna spowodowana powrotem do Ultora. Może jednak pomylił się pod tym względem. Możliwe, że w oczach pozostał ślad dawnego sztormu. Sztorm mógł przejść, lecz burze zostawiają za sobą zniszczenia. Czy tym razem też tak było?
– Mam nadzieję, że nie wyładował gniewu na pretorianach. – Była to raczej płonna nadzieja, bo Ultor nie miał zwyczaju atakować silniejszych, lub przynajmniej sobie równych.– Viticula znowu próbowała swoich sztuczek – poskarżył się.
– Jest Lordem, ale też kobietą. Pamiętaj, że związki w przypadku Lorda są ryzykowne. Jeśli chcesz związać się z kimś sobie równym, masz ograniczony wybór, jeśli zaś myślisz o poddanej, efekt może być jeszcze gorszy. Niektórzy twierdzą, że gdyby Viticula nadal była związana z Atroxem, Ultor nie miałby żadnych szans w przegłosowaniu nowego Prawa.
– To byłyby dwa głosy przeciwko trzem. Chociaż podejrzewam, kto jeszcze mógłby głosować przeciw.
Podejrzewał? Jego instynkt oznajmiał mu to w sposób bardzo skuteczny. Wiele wysiłku kosztowało go utrzymanie normalnej postawy w czasie spotkania Kapituły. Cały czas musiał się mieć na baczności, żeby nie zdradzić się z nagłą pewnością, jaka go ogarnęła.
– Czy sądzisz, że Atrox nienawidził Nexa tylko z powodu zwykłej zazdrości? Wiele się jeszcze musisz nauczyć o polityce – ton Aranei nabrał odrobinę protekcjonalnego zabarwienia. – Viticula może i ma inteligencję blondynki z dowcipów, ale ma prawo głosu. Jest częścią Kapituły. I w każdej chwili może przechylić szale, albo przynajmniej nimi zachwiać.
– Wiem – przyznał Vesper.– Tylko dlatego nie powiedziałem jej ostrego „nie”, ale udawanie, że nie zauważam jej karesów, jest trudne.
– Viticula jest piękna. To nie byłoby raczej wielkie poświęcenie z twojej strony, gdybyś...
Aranea gwałtownie zamilkła. W oczach Lorda Inanitów płonęła czysta furia. Tak wielka, że Aranea postanowiła przemyśleć każde następne słowo. Uznała, że nie da się tej propozycji złagodzić, ubrać w gładkie słówka o poświęceniu dla większej sprawy. Vesper był już na to odporny.
Jesteś z nami albo przeciwko nam? Tak. Ale Vesper wiedział już, że Ultor nie jest synonimem Sprawy. Co więcej wiedział, że żadna sprawa nie jest warta nieodwołalnego poświęcenia. Viticula była piękna, związek z nią dałby mu dodatkowy głos w Kapitule, ale jednocześnie byłby zdradą wobec miłości jaką nadal darzył Ictę. Miłość lub Sprawa. Sytuacja Ultora była świadectwem tego, że czasami trzeba wybierać. Wybór był może nie łatwy, ale możliwy. Często po prostu trzeba było wybrać i podążać tą ścieżką, aż do końca, bez względu na to, dokąd prowadziła. Ultor próbował kluczyć, co musiało się skończyć nieszczęściem dla wszystkich zainteresowanych.
– Nawet mowy nie ma – uciął dyskusję Vesper.
Nie zawsze najłatwiejsze rozwiązanie było rozwiązaniem najlepszym. Kula w łeb wampirowi lub człowiekowi, który nieświadomie stanie na drodze do spełnienia lordowskich zamierzeń, bez względu na to, czy to ofiara Renegatów, biznesmen przeszkadzający Bankierom, czy Renegat w rażący sposób łamiący nowe zasady. Takie były prawidła lordowskiej polityki. Nie dało się tego uniknąć. Vesper nie chciał jednak poświęcać więcej, niż musiał. Mógł szukać swoich rozwiązań, innych, być może trudniejszych, ale jednak własnych.
Mógł nadal udawać, że nie zauważa prób Viticuli. Lord Winorośli była zbyt dumna, żeby złożyć bezpośrednią propozycję, a dopóki tego nie zrobiła, nie było powodu do przejmowania się sytuacją.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Ardens przeklinał w myślach niechcianą powinność; ponieważ w jego papierach była mowa o przeniesieniu, spokojnie mógł stanąć przy krześle jednego z Przyjaciół i obserwować egzekucję.
Był to obowiązek, którego żaden z Inanitów nie lubił, choć niewątpliwie, był dowodem zaufania. Choć, jeśli się zastanowić – sama przynależność do Inanitów to wielki dowód zaufania ze strony Lorda Vespera.
Niestety, Lord nie mógł zasiąść na należnym mu prawnie tronie. Na sali było zbyt wiele obcych wampirów, a i Przyjaciele nie powinni zdawać sobie sprawy z istnienia dodatkowego Lorda. Zamiast tego, jeden z Inanitów zawsze zajmował miejsce obok któregoś z Przyjaciół. Dziś wypadło na Ardensa.
Jasne oczy wampira zatrzymały się na skazanych. Wiedział, że nie podporządkowując się nowym zasadom Lorda Nexa, zasłużyli na egzekucję. Stanowili zagrożenie dla kruchej równowagi. Groźba przedwczesnego ujawnienia wampirzego świata odsunęła się w czasie, choć z pewnością nie zniknęła. Nie potrafił nie poczuć niczego, gdy patrzył na klęczących, niegdyś dumnych Renegatów. Cała procedura tych egzekucji wzbudzała w nim wewnętrzny opór – zimne, beznamiętne szlachtowanie. Sprawiedliwość, pozbawiona jakichkolwiek uczuć.
Dwa ruchy miecza zakończyły dwa wampirze żywoty.
Śpijcie spokojnie, bracia – wyszeptał cichutko w myślach.
Cień wraz z jednym z pretorianów odprowadził Przyjaciela, potem poszedł złożyć raport.


[center]
*~*~*~*~*~*~*[/center]


* lustro fenickie to poprawna nazwa odmiany lustra, które odbija część światła, a część przepuszcza; mylnie nazywane lustrem weneckim
Nie będę jak liść porwany przez wiatr

Nie będę także jak ocean bez fal

Nie będę się bała upadać by wstać

Być światłem wschodzącego dnia

Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
Astela
amator
Posty: 4
Rejestracja: 26 lip 2012, 11:53
Lokalizacja: Szafa
Kontaktowanie:

Postautor: Astela » 03 sie 2012, 22:28

Akcja powoli się rozkręca. Pozwolę sobie nawet na parafrazę popularnego obecnie hasła rodowego: The storm is coming!

Tradycyjnie przyczepię się nieco do interpunkcji; tak to bywa ze mną, że bez wytknięcia czegokolwiek czuję się niespełniona ;P
Vesper wydaje się nieco mdły: dobry, praworządny i nieszczęśliwie zakochany. Początkowo można było znaleźć zabawne fragmenty, nadające mu charakter, teraz jednak skupiłaś się na jego obowiązkach i owym zawodzie miłosnym, nic poza tym.

Reszta postaci wydaje się realna, można wręcz rzecz: z krwi (a jakże!) i kości. Cieszą oko przypisy, które robisz: albo udowadniasz, że znasz książki, na podstawie których piszesz swoje opowiadanie, albo tłumaczysz coś, co leniwy czytelnik pominąłby i przeszedł nad tym do porządku dziennego.
Pomysł z przebudowaniem sali w Kapitule - genialny. Masz fantazję :)
Obrazek

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1211
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Miryoku » 30 sie 2012, 20:17

Zacznę od imienia Nix, żebym później nie zapomniała. Niezbyt podoba mi się wybór tego imienia. Tzn znaczenie ma ładne i ładnie brzmi, ale za bardzo przypomina słowo "Nex". Sama w pierwszym odruchu tak to przeczytałam i przez chwilę nie wiedziałam, o co chodzi. Niby uciążliwe to jakoś nie jest, ale uważam, że tyle ładnych łacińskich słów jest, że można było wybrać takie, które nie będzie się mieszać.

Podoba mi się opis treningu. Przebieg walki na noże też ciekawy, choć wynik niezaskakujący. Renegaci rządzą! :) Bardzo fajny jest sposób, że tak naturalnie pokazujesz charaktery postaci - przez zachowanie, przez dialogi, przez to, jak patrzą na nie inne osoby.

Co do Vespera, to zgadzam się z Astelą, mnie też wydaje się ciut nudnawy. Choć może ma to swoje wytłumaczenie - tak się zajął pracą Lorda, że już nie ma czasu i sił być ciekawy i zabawny :P Mam nadzieję, że w następnych rozdziałach wróci dawny Vesper, zanim pozostałe (bardzo dobre) postaci go przytłoczą swoją osobowością.

Świetny pomysł z nowym wystrojem Kapituły. Naprawdę dbasz o szczegóły. Ciekawa jestem, co będzie dalej z Vesperem i Viticulą.

Mam nadzieję, że w kolejnym rozdziale będzie już jakaś konkretna akcja, niebezpieczeństwo itp. Życzę weny :)
Hyuu~!


Wróć do „Nocarz/ Renegat/ Nikt”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość