[Harry Potter] Dobry wybór?

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Przeytaj i powiedz, jak Ci sie podoba?

Jest znakomite!
0
Brak głosów
Jak na swój wiek masz bardzo dobry styl Podoba mi się.
1
25%
Hm... Całkiem, całkiem.
3
75%
Nie jest źle, ale musisz popracować.
0
Brak głosów
Normalne. Jak każde inne.
0
Brak głosów
Nie pisiała tego jakaś pięciolatka przypadkiem?! ;O
0
Brak głosów
 
Liczba głosów: 4

dreams_music
amator
Posty: 3
Rejestracja: 27 sty 2010, 14:49

[Harry Potter] Dobry wybór?

Postautor: dreams_music » 27 sty 2010, 14:57

Jest mojej własne opowiadanie, o dziewczynie, wymyślonej przeze mnie i o bohaterach również moich. Mam nadzieję, że źle nie będzie. Pisałam to na pojedynek, ale wasza ocena też się przyda ;) Z góry dziękuję.
Chciałam coś jeszcze dodać, ale nie wiem co... Och, trudno.

tytuł: "Dobry wybór?"
fandom: tak jaby HP
kategoria: dla wszystkich
opis: To miłość czy zauroczenie?
ostrzeżenia: brak
status: skończony

[center]Dobry wybór?[/center]

Nastał maj. Dni stawały się o wiele dłuższe, cieplejsze. Szłam po hogwardzkich błoniach z torbą na ramieniu. Chciałam iść w moje ulubione miejsce, w stronę dużego kamienia, za którym mogłam się ukryć przed innymi, pouczyć się w spokoju lub najzwyklej w świecie popatrzeć na jezioro. Byłam już w pobliżu. Widziałam taflę wody, w której odbijało się słońce. Podeszłam bliżej, aż dojrzałam kamień. Z powiewającą torbą i książką w ręku pobiegłam do niego. Usiadłam na ziemi i oparłam się plecami o zimną, chropowatą powierzchnię głazu. Podkuliłam nogi, otaczając je rękoma. Było tu tak przyjemnie, tak cicho. Byłam z dala od zmartwień, z dala od innych ludzi, z dala od hałasu. Odpowiadało mi to.
Położyłam torbę na bok, jednak tak, aby nie było jej widać, i otworzyłam trzymany w reku podręcznik do ONMS na stronie sto szóstej. Naszym ostatnim tematem, który omawialiśmy na lekcjach, były feniksy. Profesor Layla Lailere, bardzo dokładnie opowiedziała nam o tych ptakach. Po chwili, zamiast czytać, pogrążyłam się w marzeniach, jak przyjemnie byłoby posiadać takie stworzenie. Potrząsnęłam głową. Miałam się uczyć, aby pomyślnie zdać egzamin. Pomarzę sobie kiedy indziej. Zatopiłam się w słowach książki i ani się obejrzałam, a dochodziła pora kolacji. Robiło się coraz zimniej. Mimo soczyście zielonej bluzy, którą na sobie miałam i czarnych, dżinsowych rurek drżałam. Podniosłam się z ziemi, otrzepałam spodnie z piachu i postanowiłam przejść obok jeziora. Nie byłam głodna. Ostatnio w ogóle mało jadam. Skierowałam się bliżej wody. Tam na chwilę się zatrzymałam, kucnęłam i dotknęłam ręką tafli. Była zimna, a moja dłoń natychmiast zrobiła się czerwona. Zawiał silniejszy wiatr. Westchnęłam, idąc dalej. Obeszłam już całe jezioro. Patrzyłam, jak zachodzi słońce, jak zniża się ku wodzie. Westchnęłam, kierując się ku zamkowi.
Niestety, zamyśliłam się i to bardzo. Okazało się, że wpadłam na jakiegoś chłopaka. Przewróciliśmy się. Niestety to on wylądował na ziemi, a ja na nim. Speszyłam się, ale wstałam. Przeprosiłam, chcąc odejść. Owy uczeń jednak chwycił mnie delikatnie za nadgarstek i nie pozwolił pójść dalej. Niechętnie spojrzałam w górę. Nastolatek był ode mnie wyższy i z pewnością starszy. Od razu spojrzałam w jego duże, błękitne oczy. Nie można było ich pominąć. Kiedy był pewny, że nie ucieknę, puścił moją rękę.
- Zgubiłaś coś- odezwał się.
Jego głos był jak muzyka dla moich uszu… Zaraz! O czym ja myślę! Przepraszam, a więc jego głos był taki przyjemny, taki ciepły… Stop! Pomińmy to. Wręczył mi podręcznik, który czytałam uprzednio nad jeziorem.
- Dzięki- powiedziałam z lekkim drżeniem głosu. Nie wiem, dlaczego on tak na mnie działał.
Wzięłam zgubę. Okazało się, że kilka stron jest w błocie, a ja, nie znałam żadnego zaklęcia, które mogłoby mi pomóc. A przecież to była książka z biblioteki.
- Daj- ten sam nastolatek, na którego wpadłam, wyciągnął różdżkę. Zaklęciem oczyścił pobrudzone kartki i teraz, książka wyglądała jak nowa.
- Dzięki.
- Nie ma sprawy. Jak się nazywasz?- zapytał. Poczułam motylki w brzuchu.
- Rose Stuner.
Kiedy to mówiłam, serce skoczyło mi do gardła. Zwariowałam, przeszło mi przez myśl.
- Jestem Chris. Chris Reed.
- Miło mi- wydukałam. Co się ze mną dzieje! Cholera!
- Jesteś puchonką, prawda?- uśmiechnął się szeroko, szczerze.
- Tak- odpowiedziałam. Dziwnie się czułam w jego obecności.- Przepraszam, muszę już iść. Spieszę się- udało mi się powiedzieć.
Chris nie trzymał mnie już, więc bez większych przeszkód mogłam pójść dalej. Z podręcznikiem w reku i torbą, ledwo trzymającą się na ramieniu, biegłam przez błonia. Wpadłam do Wielkiej Sali. Była prawie pusta. Przy stole puchonów zobaczyłam siedzącą Nathalie, moją przyjaciółkę. Podeszłam do niej i zajęłam miejsce obok.
- Co tak późno?- zagadnęła, przełykając kęs kanapki.
- Zaczytałam się- odparłam.
Spojrzała na mnie podejrzliwie, ale nic nie powiedziała. Nadal jadła kanapkę, którą niedawno sobie zrobiła. Poszłam w jej ślady. Podniosłam ze stołu miseczkę z jakąś sałatką. Trzy łyżki stanowczo mi starczyły. Zaczęłam jeść. Przynajmniej tak mi się zdawało, bo gdy tylko zobaczyłam, jak do sali wchodzi Chris, ten chłopak, którego poznałam na błoniach, dłubałam już bezmyślnie w talerzu. Siadał do stołu krukonów. Nathalie wbiła mi łokcia w żebro. Jęknęłam.
- Co?- właśnie masowałam obolałe miejsce.
- Na kogo tak patrzysz?- zapytała.
- Na nikogo- odpowiedziałam. Czy muszę mówić?
- Nie kłam, chyba widzę. Krukon, czyż nie?- uniosła głowę znad talerze, aby patrzeć tam, gdzie ja.
Zbyłam ją milczeniem. Jakoś nie miałam ochoty rozmawiać z nią na ten temat.
- Który to?- drążyła.
- Chris Reed, zadowolona?!- warknęłam. Podniosłam się od stołu i chciałam wyjść. Powstrzymał mnie głos Nathalie.
- On? Ten głupek.
- Nie nazywaj go tak- żachnęłam się.- On jest bardzo miły, a Ty masz uprzedzenia.
- Jeszcze przypomnisz sobie moje słowa…- pokręciła głową.
Zjadłam szybko kolację. Nie miałam zamiaru siedzieć tu i słuchać uwag Nathalie, dotyczących Chrisa. Pożegnałam się z nią i wyszłam. Kierunek- dormitorium. Zeszłam do lochów, a stamtąd do Pokoju Wspólnego. Był prawie pusty. Jedynie jakiś uczeń z trzeciej klasy siedział wygodnie w fotelu i pisał zawzięcie na pergaminie. Zignorowałam go, idąc do swojego pokoju. Natychmiast skierowałam się do kufra. Wyjęłam z niego książki, które były nierozłączną częścią mnie, i zaczęłam je czytać. Przestałam, kiedy w dormitorium pojawiła się Patricia.
- Co tu robisz?- otworzyła szeroko oczy, kiedy na mnie spojrzała.
- Czytam?- zasugerowałam.
- Na trzecim piętrze, w Izbie Pamięci, walczą ze sobą- wytłumaczyła.
- Kto?- teraz to ja byłam zdziwiona. O co jej chodziło?
- No ten Chris z Ravenclawu i jakiś Ślizgon. Chyba Gray, czy jakoś tak.
Natychmiast odłożyłam książkę, grzbietem do góry i wybiegłam z dormitorium zostawiając Patricie samą. Tam był Reed! O matko, a jak mu się coś stanie? Natychmiast znalazłam się na miejscu. Sama nie mogłam uwierzyć, że w tak krótkim czasie przebyłam całą drogę.
- Expelliarmus!- usłyszałam czyjś głos, a raczej krzyk.
Weszła przez otwarte drzwi od Izby Pamięci. Na środku stało dwóch chłopków. Jeden szatyn, o błękitnych oczach- Chris, drugi jasny blondyn, o intensywnie zielonych, głębokich oczach- pewnie ten Gray. Stałam przez chwilę i byłam biernym obserwatorem. Dopiero po chwili, kiedy mój Chris… zaraz! Powiedziałam MÓJ?! Nie no, na prawdę ze mną jest źle i to bardzo… STOP! Dopiero po chwili, kiedy Chris oberwał zaklęciem, wkroczyłam do akcji.
- Zostaw go!- warknęłam.
Blondyn spojrzał na mnie jakoś tak… dziwnie. Jednak nic nie powiedział. Odszedł. Odszedł jak gdyby nigdy nic. Podeszłam do Chris’a. Nic mu się było. Widocznie nie używali zaklęć z wyższych klas, tylko parę podstawowych.
- Nic Ci nie jest?- zapytałam jednak, aby się upewnić.
- Nie, nie martw się- uśmiechnął się ciepło. Wyszliśmy.
- Masz ochotę na spacer po błoniach?- zaproponował. Ucieszyłam się. Być tylko z nim. Sam na sam. Na błoniach, w nocy, przy blasku księżyca. Tak romantycznie…
- Chętnie.
Chłopak otoczył mnie ramieniem. Od razu robiło mi się ciepło na sercu. Chodziliśmy przy jeziorze. Tam, gdzie się spotkaliśmy. Chwycił moją rękę i pociągnął mnie w stronę Wielkiego Dębu. Minęliśmy go, idąc dalej. Nie wiem gdzie doszliśmy, ile chodziliśmy. Było mi z nim tak dobrze.
Wreszcie jednak musiałam wrócić do zamku. Było późno. Pożegnaliśmy się w Sali Wejściowej. Ja poszłam do lochów, on natomiast do wieży krukonów. Byłam szczęśliwa. Tak, jak najbardziej przeszczęśliwa.

Następny dzień zaczął się tym, że zaspałam na lekcje. W pośpiechu zbierałam podręczniki do torby i wyszłam. Aktualnie miałam Mugoloznawstwo. Musiałam wejść kilka pięter wyżej, a więc chwilę mi się zeszło. Po drodze wpadłam, jak zawsze, na kogoś. Na szczęście rzeczy miałam w torbie i nic nie się nie wysypało. Spojrzałam na osobę, na którą wpadłam. O nie… To był Gray! Ślizgon! Mimowolnie jęknęłam. Ku memu zaskoczeniu, chłopak odezwał się.
- Przepraszam.
On, ślizgon, mnie przeprasza? To jest niesamowite… Pomógł mi wstać, a ja, aż się zdziwiłam, przyjęłam jego pomoc bez protestów. Stałam na nogach otrzepując szatę. Patrzyłam głęboko w jego zielone oczy… Co się ze mną dzieje?! Czemu myślę o nich wszystkich w taki sposób?!
- Nie szkodzi- mruknęłam.
- Co powiesz, na spacer po błoniach?- zamurowało mnie. Powiedziała to tak… normalnie. Bez zająknięcia, jakby znał mnie od dawna.- Nie zdążysz już na lekcję. Zostało dziesięć minut. Opłaca Ci się?
- A czemu nie?- podniosłam jedną brew do góry.
- Rose, czemu jesteś taka szorstka? Czy coś Ci zrobiłem?- spojrzał na mnie. Z jego twarzy odczytałam ból i… i rozczarowanie?
- Za to, że w taki, a nie inny sposób potraktowałeś Chrisa?- podsunęłam mu odpowiedź.
- Nawet Cię przy tym nie było- żachnął się.
- Ale wiem, co się wydarzyło!- krzyknęłam tak głośno, że moje echo rozniosło się po korytarzu.
- Właśnie, że nie wiesz. Poznałaś tylko wersję wydarzeń jednej osoby i nie wiadomo czy była prawdziwa. Dlaczego mnie nie wysłuchasz?
- Bo nie mam ochoty. Zaatakowałeś go!- powiedziałam dobitnie.
- Twierdź jak chcesz. Chciałem po prostu porozmawiać, ale skoro tak zaciekle go bronisz, to nie ma sensu. Widać, że go lubisz, a nawet bardzo lubisz- wzruszył ramionami.
- Ja go kocham…- wyszeptałam.
- Na pewno? Czy aby na pewno czujesz do niego miłość? A może to coś innego?- odezwał się. Nie chciał odejść.
- T-tak!- zająknęłam się.
- Nie wierzę Ci. To nie jest to, o czym myślisz, ale to coś podobnego- spojrzałam na niego spode łba. Skąd może wiedzieć, co ja czuję do Chris’a?!
- Czy oddałabyś za niego życie?- kontynuował.
- Tak!- powiedziałam stanowczo.
- Czy to z nim chciałabyś spędzić całe swoje życie? Być z nim do końca?- jego pytania były coraz bardziej irytujące.
- Tak! Po co te idiotyczne pytania?! Nie powinieneś się wtrącać w moje życie prywatne! Nie jesteś moim ojcem, ani starszym bratem!- wrzasnęłam.
- Może i nie jestem, ale mam powody, aby się wtrącić.
Bez ostrzeżenia chwycił mój podbródek. Delikatnie, a jednak poczułam ból, próbując się wyszarpać. Wtedy on, zachłannie, wpił się w moje usta. Nie wiem czemu, ale sama nie chciałam przerywać tej chwili. Było mi dobrze, dobrze z nim. Sama, nie wiem kiedy, zaczęłam oddawać pocałunki. Chłopak, widząc, ze nie stawiam oporu, puścił mnie, a jego pocałunek stał się delikatniejszy. Przymknęła oczy. Nie chciałam kończyć tej przyjemnej chwili, ale w duchu karciłam się. Kocham przecież Chrisa, a nie tego blondyna. Nie potrafię określić, jak długo staliśmy na korytarzu, złączeni w pocałunku.
- Co tu się dzieje?!- to była profesor Harriet Rainin. Nauczycielka wróżbiarstwa w Hogwarcie.
Natychmiast odskoczyłam od niego. Posłałam mu złowrogie spojrzenie, ale w głęboko siebie nie byłam na niego zła. Byłam mu za to… wdzięczna?
- My… nic- odpowiedziałam.
- Właśnie widzę- pokiwała głową, a jej usta wygięły się w delikatny uśmiech.- Co tu robicie?
- Właśnie szłam na Mugoloznawstwo…
- Lekcje prawie się kończą. Radzę zejść na śniadanie, albo iść na następną lekcję. A pan, panie…
- William Gray- przedstawił się.
- Ze Slytherinu? A co pan tu robi?
- Wracam z Starożytnych Run. Zaspałem i nie chciałem przerywać w trakcie lekcji…
- Już. Dosyć. Uciekajcie mi stąd. Słychać Was pewnie w klasie- powiedziała, a ja, nie czekając, aby powtórzyła zbiegłam na dół. Za mną poszedł ten ślizgon.
Schodziłam po dwa schodni naraz. Profesor miała rację. Powinnam iść na śniadanie. Po drodze minęłam kilku znajomych. Dziwnie na mnie patrzyli, widząc idącego za mną ślizgona. Zatrzymałam się przed wejściem do Wielkiej Sali. Odetchnęłam głęboko.
- Czemu za mną chodzisz?- siliłam się na spokój.
- Aby zapytać się, czy nie zmieniłaś zdania- odparł.
- Jakiego zdania?- na prawdę byłam jakaś rozkojarzona.
- Co powiesz, na spacer po błoniach?- zapytał ponownie. Moje zachowanie w ogóle go nie raziło.
- Nie, nie i jeszcze raz nie! Odczep się wreszcie!- wrzasnęłam, a połowa Wielkiej Sali, która nie miała jeszcze lekcji, spojrzał w kierunku drzwi.- Widzisz co narobiłeś?- prychnęłam.
- To nie ja krzyczę- odpowiedział spokojnie.
Nastała cisza. Nie miałam odwagi się ruszyć. Coś mnie tu trzymało, jednak nie wiem co… On? Ten chłopak? Owszem, był przystojny, niczego sobie…Nie! Nie mogę tak o nim myśleć.
- Jeśli to jest Twoja ostateczna decyzja… Nie będę Cię zmuszać- po tych słowach uznałam, że powinnam już iść.
Otworzyłam drzwi i poszłam. Usłyszałam jeszcze ostatnie słowa Will’a.
- Codziennie, po kolacji, pod Wielkim Dębem.
Potrząsnęłam głową. Po co mi to? Podeszłam do stołu puchonów. Mogę przyznać, że nasiadaniu było całkiem dużo osób. Połowa stołu była zajęta. Na szczęście nie było Nathalie. Zaraz by wypytywała, dlaczego nie ma mnie na lekcjach. A no tak, przecież teraz miała Starożytne Runy… Zajęłam swoje miejsce. Byłam głodna. Na talerz nałożyłam sobie tosta i posmarowałam dżemem brzoskwiniowym.
- Cześć.
Prawie udławiłam się tostem. Chris.
- Cześć- odpowiedziałam.- Usiądziesz?- zaproponowałam.
- Nie, mam czasu. Muszę iść na lekcje. Chciałem tylko powiedzieć, że wieczorem, jeśli masz czas, to spotkajmy się pod Wielkim Dębem. Około dwudziestej, okey?
Zamyśliłam się. Nie, nie miałam żadnych planów.
- Będę- obiecałam, a on wtedy mnie pocałował.
Nie poczułam jednak tego samego, co ze ślizgonem. Można powiedzieć, że byłam tu bierna. On mnie całował, a ja poddawałam się temu. Nie chciałam go odtrącić. Nie chciałam robić przykrości. Oderwał się ode mnie.
- Idę. Mam Obronę Przed Czarną Magią. Nie mogę się spóźnić. To do wieczora- pomachał mi i odszedł. Zostałam sama, z plątaniną myśli.
Dojadłam tosta. Został mi jeszcze kwadrans wolnego. Nie miałam co robić. Miałam ze sobą podręczniki na następną lekcję, Transmutację, więc nie miałam po co wracać do dormitorium. Oparłam znużona twarz na dłoniach. Usłyszałam pohukiwanie. To była moja sowa śnieżna- Zoe. Z gracją leciała do mnie i wylądowała przede mną na stole. Po niej, przez okno wleciała druga sowa. Zoe, miała przywiązany do nóżki list, od rodziców, a druga trzymała nowe wydanie Proroka Codziennego. Całkiem zapomniałam, że rodzice zamówili prenumeraty, na cały rok. Włożyłam do sakiewki pięć knutów, a sowa odleciała. Odwiązałam również liścik od nogi mojej sowy śnieżnej. Ta również od razu poderwała się do lotu i zniknęła mi z zasięgu wzroku. Odłożyłam Proroka na bok i chwyciłam list od rodziców.

Kochana Rose!
Co tam u Ciebie? Wcale do nas nie piszesz. Twoi bracia odwiedzą nas w najbliższy weekend. Mike, jak już wiesz, wraz z swoją dziewczyną przeprowadził się do Francji. A Matt, poszedł do pracy w Szkocji. Och, oboje tak daleko od domu… Chociaż Ty nas nie zostawiaj. Rebecca bardzo chciałaby się z Tobą zobaczyć.
Jeśli się zgadzasz, odpisz, a list daj opiekunowi Twojego domu, albo dyrektorowi.

Pozdrawiamy
Tata, mama i Rebaecca!

Natychmiast poznałam pismo mamy. Wyjęłam z torby pióro i pergamin odpisując:

Oczywiście, że się zgadzam! Jeszcze dziś dam to opiekunowi domu. Na pewno mnie puszczą.
Całuje Rose!

Chciałam przywiązać liścik sowie, ale jej nie było! No tak, cała Zoe! Wstałam i wyszłam. Skierowałam się do sowiarni. Pewnie tam ją znajdę. Kiedy się tam znalazłam, nie było jej. Prychnęłam niezadowolona i poszłam na lekcje.
Dzisiejsza Transmutacja była dla mnie najnudniejszą lekcją w całym roku szkolnym. Profesor tłumaczył nam, jakie zaklęcia musimy umieć, aby zdać testy. Po co mi to? Chyba jak się nauczę, to będę wiedziała, czyż nie? Nareszcie dzwonek. Coś, o czym marzyłam całą lekcję. OPCM i ONMS minęły dosyć szybko, a ja zauważyłam, że czas do kolacji leci bardzo szybko.
Na obiedzie spotkałam Nathalie. Porozmawiałyśmy trochę, a potem obie spieszyłyśmy się na Eliksiry. Ważyłyśmy eliksir Postarzający. Dostaliśmy 10 punktów dla domu.
Kolacja. Zaraz po niej, musiałam wymknąć się ze szkoły. Nie byłoby problemu, gdyby nie Nathalie. Już zaczęła coś podejrzewać, bo zadawała dziwne pytania.
- Czemu nie idziesz?
- Muszę iść do biblioteki jeszcze. Nie czekaj na mnie. Zejdzie mi się trochę- próbowałam się jej pozbyć.
- Dobra, skoro chcesz zostać sama i coś ukrywasz to powiedz! Nie musisz mnie oszukiwać!- wstała. Głowy uczniów zwrócone były w jej stronę.
- Nie musisz krzyczeć- powiedziałam mało uprzejmie.
Pięknie, znowu się pokłóciłam. Czy dzisiaj jest dzień kłótni?! Zostałam sama. Nie mając nic lepszego do roboty poszłam w wyznaczone miejsce. Było zimno. Dziwne. Ostatnie noce były bardzo ciepłe, a tu nagle jedna, inna. Wyszłam Hogwartu. Szłam szybko i po chwili znalazłam się pod drzewem. Usiadłam pod nim, opierając głowę na pniu. Czekałam, bo nic innego mi nie pozostało.
- Jesteś…- mruknął ktoś, a ja natychmiast się podniosłam.
- Will?- powiedziałam zdezorientowana.
- Spodziewasz się kogoś?
- Nie, to znaczy tak… byłam umówiona. Co tu robisz?
- Przychodzę tu codziennie, po kolacji. Mówiłem Ci…- posmutniał.- Skoro jednak czekasz na kogoś, to pójdę gdzie indziej.
Odszedł. Zostawił mnie samą, a ja poczułam pustkę. Dopiero teraz zrozumiałam sens jego dzisiejszych słów. Chciałam za nim pobiec, zatrzymać go. Nie zrobiłam tego. Czekam. Na co, na kogo? Po co, dlaczego? Nie wiedziałam. Byłam w rozterce. Po jednej stronie był Will, po drugiej Chris. Do nich obydwu czuła to samo. Prawie. Właśnie teraz, kiedy byłam sama, zauważyłam różnicę, której chyba nie chciałam dostrzec. Owszem, czułam do Chrisa miłość. Inną, ale jednak prawdziwą.
- Cześć!- krzyknął z daleka. Pytacie kto? Chris.
- Cześć- odpowiedziałam mało przekonująco.
- Coś się stało?- patrzył na mnie wyczekująco. Musiałam mu to powiedzieć. Nie wiem jak, ale musiałam.
- Chris… Ja…- zaczęłam. Jednak sama nie mogłam siebie zrozumieć. Chciałam powiedzieć to inaczej. Tylko jak?
Przytulił mnie mocno.
- Słucham Cię.
Zebrałam w sobie całą odwagę, na jaka było mnie stać. Nie było sensu dalej go okłamywać.
- To było zauroczenie- wypaliłam.- To nie jest miłość… Przynajmniej taka normalna, chociaż nie mogę powiedzieć, że nie prawdziwa. Moje serce należy do kogoś innego. Nie do Ciebie. Próbowałam sama siebie przekonać, że Cię kocham. Nie mogłam jednak ukrywać tego sama przed sobą. Nie chciałam robić Ci przykrości. Próbowałam to uczucie w sobie stłamsić, aby móc przyznać, bez kłamstwa i obłudy, że Cię kocham. To uczucie było jednak silniejsze ode mnie. Dopiero dziś to wszystko do mnie dotarło- spuściłam wzrok. Nie miałam zamiaru patrzeć na jego zawiedzioną twarz.
- Czyli, czyli to co było… to było nic? Nic już do mnie nie czujesz?- on miał na tyle odwagi, że na mnie patrzył. Więc i ja podniosłam głowę.
- Nie. Okazałeś mi tyle ciepła. Jako jedyny w szkole. Myślałam, że jesteś tym jedynym, tym, którego kocham. Pomyliłam się. Powiem szczerze. Nie kocham Cię jako chłopaka. Kocham Cię jako brata. Brata, którego nie mam tu, w szkole. Brata, którego mi brakuje.
Myślałam, że na mnie nawrzeszczy i odejdzie. On jednak tego nie zrobił. Przytulił mnie jeszcze bardziej do siebie.
- Może masz rację. Będę Cię traktował jako moja młodszą siostrę. Zgoda?- uśmiechnął się. Cieszyłam się jego reakcją.
- Zgoda- rozpromieniłam się. Część kamienia, który ciążył mi na sercu, spadła. Były mi już lżej. Patrzyłam jednak z utęsknieniem w miejsce, gdzie zniknął Will.
- To jego kochasz?- zapytał.
- Kogo?- zamyśliłam się.
- Tego ślizgona z którym walczyłem.
- Tak, sądzę, że tak. To on uświadomił mnie, co do moich uczuć- westchnęłam.
- To idź za nim. Nie przepuść takiej okazji, która może się już więcej nie powtórzyć. Ważne, abyś była szczęśliwa.
Nie zastanawiając się dłużej pobiegłam przez błonia. Nie wiem gdzie był Will. Może nad jeziorem, może w Zakazanym Lesie, może na Boisku Quidditcha? Nie wiedziałam. Miałam jednak nadzieję, że jeszcze dziś go spotkam. Wyjaśnię wszystko. Tak. Teraz byłam pewna. To jest prawdziwa miłość. Tamto, to było zauroczenie.
Ostatnio zmieniony 27 sty 2010, 18:57 przez dreams_music, łącznie zmieniany 1 raz.
Wybierzesz śmierć czy życie, które i tak prowadzi do śmierci?

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2497
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 27 sty 2010, 18:59

Przeniosłam ten temat do działu "Książki/komiksy" i zaznaczyłam, że to fanfik do HP, bo jakby na to nie patrzeć, to jednak fanfik, nawet jeśli postacie są wymyślone przez ciebie. Mam nadzieję, że nie masz mi za złe.

Myślę, że piszesz całkiem dobrze, biorąc pod uwagę twój wiek. Co prawda fabularnie mnie to nie pociąga, ale to dlatego, że nie interesuję się HP. Mam taką małą uwagę, wiem, że to drobiazg, ale warto wiedzieć na przyszłość, zawsze dajemy spację przed myślnikiem.
Obrazek

dreams_music
amator
Posty: 3
Rejestracja: 27 sty 2010, 14:49

Postautor: dreams_music » 27 sty 2010, 19:05

Ja jakoś tego odstępu nie robię. Z przyzwyczajenia ;p. Ale wiem o tym, ze powinien być.
Nie, nie mam Ci tego za złe. Sama nie wiedziałam gdzie to umieścić.
Wybierzesz śmierć czy życie, które i tak prowadzi do śmierci?

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2074
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 27 sty 2010, 19:55

Nagle naszłą mnie ochota na fandom HP... ale raczej nic nie napiszę.

Całkiem sympatyczny fik. Podoba mi sie, że ona kocha kogoś ze Slytherinu. Ten dom ma taką reputację, że potrzebuje wiecej miłości z zewnątrz. Poza tym Will wydaje sie być całkiem fajny, a ślizgoni są postrzegani jako takie małe łajzy. Podoba mi się też, że są tu głównie OC.

Awatar użytkownika
Najuch
debiutant
Posty: 84
Rejestracja: 02 sty 2010, 21:25
Lokalizacja: Olsztyn

Postautor: Najuch » 27 sty 2010, 23:04

Tak, popieram Meg, to doskonały pomysł zrobić "W porządku Ślizgona", łamie to pewne standardy.

Ogólnie fabularnie kupy się to nie trzyma, te miłostki dopadają ich za szybko, postaci momentami zachowują się bezsensownie, nie ma zbyt wielkich wzmianek o ich charakterach (kiedy ten Ślizgon zdążył ją poznać, zabujać się itp.)... Wszystko takie jakby się rozpaść miało.

Zważywszy jednak na Twój wiek i ogólnie na ciepło bijące z tego opowiadania jest fajnie! Miło przeczytać coś takiego co humor poprawia. Pocieszne to to takie. Ćwicz i pisz dużo, a na pewno wiele przed Tobą!


P.S. Posłuchaj Vampi i dawaj spację przed myślnikiem, naprawdę. To taka podstawowa zasada.
...bo jeden wieśniak walczący za coś znaczy więcej niż armia walcząca za nic...

Zano, Kyo, Shin, Mariko, Shurai, Shigeko... Forever.

Chcesz posłuchać jak gram i śpiewam?:P
www.myspace.com/lukaszjedrys

Pijawka
amator
Posty: 1
Rejestracja: 25 sty 2010, 14:58

Postautor: Pijawka » 21 lut 2010, 21:11

Naprawdę nieźle. Ale trochę musisz jeszcze poćwiczyć nad fabułą i przedstawianiem postaci. Gdy czytam opowiadanie chcę poznać postacie o, których pisze autor. Jeżeli pisałabyś o postaciach znanych z książek to owszem mogłabyś nie wspominać tyle o ich cechach charakteru. I jeszcze te miłostki dopadające bohaterkę dosłownie co chwila. Tak na przyszłość proponowałabym tego typu wydarzenia rozmieścić w trochę większym czasie. Wyszłoby to bardziej realistycznie.
Pisz dalej i jak najwięcej. Ćwiczenie czyni mistrza :-D
Pozdrawiam i życzę weny :!:

dreams_music
amator
Posty: 3
Rejestracja: 27 sty 2010, 14:49

Postautor: dreams_music » 13 mar 2010, 01:48

Skomentuje to tak:
Pisałam to na pojedynek i była określona długość, określony temat i na dodatek byłam choraxd. Wiem że są niedociągnięcia. Na pewno dużo, a co do szybkości akcji. Musiała taka być.

Jednak dziękuje za szczere opinie. Wole takie fora niż np.: mirriel. ;]
Za chwilę dodam inne opowiadanie, a raczej pierwszy rozdział nowej książki.
Wybierzesz śmierć czy życie, które i tak prowadzi do śmierci?

Awatar użytkownika
Pobe
amator
Posty: 23
Rejestracja: 14 maja 2010, 14:05
Lokalizacja: Glasgow, Szkocja
Kontaktowanie:

Postautor: Pobe » 20 maja 2010, 22:46

Z całym moim uwielbieniem do narracji pierwszoosobowej nie mogłem znieść jeżdżenia kolejką górską uczuć (nie kocham, kocham tego, kocham tamtego, kocham obu...) tej dziewczyny, ale o tym potem. Czasami zdarza Ci się gubić literki, co sprawia że nagle widzę narrację trzecioosobową. Spacje przed pauzami po prostu musisz wprowadzić. Nie używaj skrótowców: OPCM, ONMS - Ja z trudem je rozczytuję, a znam fandom, którego do tego opowiadania w ogóle nie trzeba wcale znać. Nie musisz tego ludziom dodatkowo utrudniać. Poza tym wyglądają one trochę nieestetycznie.

Piszecie o "ślizgonie, który był w porządku" jednak ja go nie widzę - widzę naprawdę cieniutko zarysowaną osobę, która pojawia się nie wiadomo skąd i nie wiadomo z jakiego powodu. Z wszystkiego o nim zapamiętałem jedynie to, że miał zielone oczy.

Co śmieszne moim zdaniem najbardziej udała Ci się postać Katherine. No chyba, że to ja tylko widzę, że postacie które nie są zbyt emocjonalne są odrobinę lepiej zarysowane.

Pracuj, pracuj, pracuj nad fabułą. Proszę.
Critical hits admirer.

ULAS J1120+0641
amator
Posty: 1
Rejestracja: 11 wrz 2015, 12:38

Re: [Harry Potter] Dobry wybór?

Postautor: ULAS J1120+0641 » 11 wrz 2015, 21:52

Powyższy utwór jest na podstawie cyklu powieściowego. Mam wątpliwości tylko co do tego, czy jest to jego adaptacja, czy też, z uwagi na fakt, iż autor odwołuje się tylko do miejsca akcji. Zasadniczy czas akcji (w trakcie sagi, przed nią, czy za nią) jest nie jasny,wiec nie można określić typu tekstu (jego charakteru), to jest tego, czy mamy do czynienia z kontynuacją, czy nie jak na razie. Być może wraz z publikacją kolejnej części tego utworu jego rzeczywisty charakter się wyjaśni.


Wróć do „Harry Potter”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość