Krwawa Barbara [tytuł roboczy]

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2124
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Krwawa Barbara [tytuł roboczy]

Postautor: RedHatMeg » 02 sty 2014, 20:32

Tytuł: Krwawa Barbara (nadal szukam lepszego)
Rating: 16+
Ostrzeżenia: Może zdarzyć się krew tu i tam.
Gatunek: Fantastyka
Opis: W roku 1936 posterunkowy Karol Dziwaczny zostaje przemieniony w wampira. Wampiryzm bywa pomocny w rozwiązywaniu zagadek zbrodni, ale bywa też uciążliwy w życiu codziennym. Tymczasem w stolicy zaczynają dziać się dziwne rzeczy.

Prolog
Rok 1936
To wszystko było jak z jakiegoś sennego koszmaru. Chociaż może inaczej – nawet w jej najstraszliwszych koszmarach nie spodziewała się zobaczyć tego, co widziała teraz. Karol Dziwaczny – ten przemiły policjant, który odwiedzał ją często w kwiaciarni, który ją rozbawiał, przy którym czuła się znowu żywa – leżał w zaułku w kałuży własnej krwi i umierał. Jego owalna twarz była blada, usta też traciły kolor, a z niebieskich oczu powoli ulatywało życie. Domyślała się, co zaszło. Zanim tu przyszła, słyszała odgłosy szamotaniny, a potem widziała w oddali, jak jakiś zbir ucieka zaskakująco szybko. Teraz z piersi posterunkowego Dziwacznego spływał strumień krwi, w ciemnościach nocy całkiem czarnej. Gdyby w zaułku albo jego pobliżu znajdowała się jakaś latarnia, być może ciemnorude włosy Karola zlałyby się jakoś kolorystyczne z płynem wypływającym z jego rany.
Izabela wiedziała, że musiała coś zrobić. Nie mogła pozwolić mu tak po prostu umrzeć na ulicy, jak jakiś pies. Karol nie zasługiwał na taką śmierć – śmierć w samotności, śmierć przedwczesną, śmierć godną tylko jakiegoś oprycha. Problem polegał na tym, że Izabela nie była pewna, co powinna zrobić. Nawet gdyby ktokolwiek mógł przyjść i pomóc jej przywieźć policjanta do szpitala, prędzej Karol oddałby ducha, niż tam dotarł, a lekarze na pewno nie mogliby go ocalić.
Izabela podeszła, usiadła i pochyliła się nad nim. Karol chyba jej nie poznawał. Ledwo udawało mu się zachować przytomność. Wciąż zamykał i otwierał oczy, walcząc z sennością, ale Izabela domyślała się, że stracił tyle krwi, że dwoiło mu się w oczach. Dopiero kiedy przysiadła przy nim i chwyciła go za rękę, zdał sobie sprawę z tego, że ona tu jest. Rozpoznał jej krótko obcięte włosy okalające bladą, okrągłą twarz, oraz granatowy sweter, który jego znajoma kwiaciarka chętnie nosiła w tak chłodne, jesienne noce, jak dziś. Przez głowę przeszło mu, że może to halucynacje spowodowane utratą krwi i nadchodzącą śmiercią, jednak kiedy tylko chwyciła go za rękę, zrozumiał ostatecznie, że to prawda.
Izabela tu była. W tamtej chwili wydawała mu się aniołem, towarzyszącym mu w jego ostatnich chwilach życia i czekającym na to, aby zabrać jego duszę do Nieba.
- Karolu – odezwała się do niego. – Karolu, słyszysz mnie?
Przez chwilę milczał, przyglądając jej się zmęczonymi i sennymi oczyma. Co ona tu robiła? Przecież mogło jej się coś stać. Ta okolica nie była najlepszym miejscem dla bezbronnej kwiaciarki. Cieszył się, że nie będzie umierał sam, ale z drugiej strony obawiał się o bezpieczeństwo Izabeli.
- Niech panienka odejdzie. To nie jest najlepsza okolica.
- Posłuchaj mnie, Karolu – zaczęła, podwijając lewy rękaw – pomogę ci, ale musisz robić to, co ci każę.
Ledwo słyszał, co do niego mówiła. Jakaś jego część chciała, aby zamknął oczy i pogrążył się we śnie, ale starał się to zwalczyć. Wciąż przyglądał się swojemu aniołowi. Dobrze, że chociaż przed śmiercią będzie mógł na nią patrzeć. Jednak nagle senne powieki policjanta rozszerzyły się na niespodziewany i makabryczny widok. Bo oto Izabeli – tej drobnej, przemiłej kobiecie kochającej kwiaty, taniec i Adama Astona – wyrosły kły, które po chwili wbiła sobie w obnażone lewę ramię, kalecząc je. Następnie Izabela przytknęła ranę do ust Karola w taki sposób, aby kropli jej krwi spływały mu na język.
- Pij – nakazała.
- Ale… – zaczął.
- Pij! – powiedziała ostrzej. Zaraz jednak dodała łagodniej: – Proszę cię, Karolu, rób co mówię. To jedyny sposób, abyś przeżył.
Przez chwilę jeszcze przyglądał się jej obnażonym kłom. O co tu chodziło? Czyżby jednak miał zwidy? Przecież to niemożliwe, aby człowiekowi tak po prostu wyrastały kły. Ale przecież trzymał Izabelę za rękę i czuł jej obecność. Wiedział, że ona tu jest. Więc co się właściwie działo?
Potem dostrzegł zrozpaczony i zdesperowany wyraz jej twarzy. Nie wiedział, czy to, co się dzieje, to prawda, czy tylko wymysł jego wyobraźni, ale zaczął ssać krew z rany Izabeli, poddając się jej nakazom. Ona z kolei starała się trzymać ramię w taki sposób, aby Karol wypił jak najwięcej krwi. A z każdą kroplą robił się coraz silniejszy… i coraz żywszy. Czuł, jak wzbiera w nim energia, jak krew przestaje się sączyć z jego piersi, jak wszystko powraca na swoje miejsce. Karol nie wiedział, co się z nim dzieje. Wiedział tylko, że powraca do życia.
W pewnym momencie Izabela kazała mu przestać. Z żalem usłuchał, a wtedy ona spojrzała mu głęboko w oczy i od tamtej pory, aż do nagłego przebudzenia następnego dnia, nie wiedział, co się z nim działo.

Kiedy znów otworzył oczy, leżał już w jakimś obcym łóżku, w miejscu, którego nie poznawał. Okna były zasłonięte, przez co cały pokój przyjął na tę porę dnia lekko żółtawy kolor zasłon. Pomieszczenie było małe – komodę od łóżka dzieliło tylko kilka centymetrów. Zaledwie metr dalej znajdowały się drzwi. Aż dziw brał, że znalazło się jeszcze miejsce na dwudrzwiową szafę tuż obok nich. Drewniane panele podłogi, które nie zostały okryte niedużym, okrągłym dywanem, były porysowane i Karol nie zdziwiłby się, gdyby po bliższych oględzinach okazało się, że parę z nich się rusza. Tapeta miała tradycyjne kwiatowe wzory, ale przez światło padające przez zasłony nie mógł się zdecydować, czy jej tło miało odcień zielony, czy żółty.
Pokój raczej nie przypominał żadnego szpitala, do którego można by go zabrać po tym, co mu się przydarzyło poprzedniej nocy. Jeśli już, Karol znajdował się w jakiejś kamienicy.
Karol nadal czuł się chory. Bolała go dolna warga, kręciło mu się w głowie, strasznie ssało go w brzuchu. Co chwila atakowały jego nos kolejne, nadzwyczaj intensywne zapachy otoczenia, a słuch był tak czuły, że przelatująca nad policjantem mucha zdawała się bzyczeć w jego głowie. Do tego bolał go górny rząd zębów, zwłaszcza kły, które nagle przestały mieścić się w szczelinach między dwójką a czwórką, a reszta zębów próbowała się jakoś dopasować.
Nie wiedział, gdzie jest, ale kiedy zamykał oczy, migały mu niewyraźne wspomnienia z poprzedniej nocy. Gonił jakiegoś rzezimieszka, którego przyłapał na grożeniu staruszce nożem. Biegnąc za nim, myślał o tym, że miał szczęście – chłopaczek nie był jeszcze zbyt doświadczony i na jego widok wybrał ucieczkę zamiast wzięcie staruszki za zakładnika. Pogoń była kręta, ze dwa razy bandyta skręcił w prawo, a raz przeskoczył przez płot. Karol jednak nie dawał za wygraną, chociaż wkrótce odczuł narastające zmęczenie. Zobaczył jak jego cel skręca po raz trzeci, ale tym razem w lewo, i przyśpieszył kroku, aby niebawem znaleźć się w jakimś zaułku. Przez chwilę rozglądał się za swoim celem, lecz bez skutku. Złodziejaszek ulotnił się jak kamfora.
Zaraz jednak zeskoczył na Karola, rzucając go na ziemię. Uderzył kilka razy głową ofiary o bruk, a potem przebił nożem jego bok i podłubał nim trochę. Karol bronił się jak mógł, ale napastnik na nim siedział, a wcześniejszy uraz głowy kiepsko wpłynął na jego koordynację ruchową. Oczy młodego bandyty świeciły się na żółto w ciemności, jakby był jakimś demonem z czeluści piekieł. Jego usta uformowały się w szeroki, przerażający uśmiech szaleńca, kiedy nóż zagłębiał się coraz bardziej w ciele Karola, a krew powoli zmieniała się w kałużę. Przez głowę policjanta przeszło kilka myśli. Skąd ten chłopaczek się wziął? Najpierw jakby rozpłynął się w powietrzu, a potem pojawił się znikąd…
Karol nie pamiętał dokładnie, co się z nim działo. Umysł podsuwał mu nagle uciekającego z miejsca zbrodni przestępcę… a potem wyrywki, które mogły być halucynacją, ale wydawały się dziwnie realne. Zmartwiona twarz panny Izabeli, która pojawiła się znikąd. Panna Izabela pochylająca się nad nim, podwijająca rękaw i mówiąca do niego.
Pij…
Karol podniósł się i wtedy zdał sobie sprawę z tego, że ma na sobie błękitną piżamę. W pierwszej chwili cieszył się, że ją ma, bo była bardzo wygodna… a potem zdał sobie sprawę z tego, że ktoś musiał go w nią ubrać. Kto? Nie wiedział, ale miał nadzieję, że nie kobieta. Mimo wszystko czuł się jakoś nieswojo bez munduru.
Zdziwiło go, że nie odczuwał żadnego bólu w miejscu, gdzie poprzedniej nocy został pchnięty nożem. Ba – nie odczuwał nawet opatrunku. Chwycił za piżamę i podciągnął ją nieco, aby przyjrzeć się dobrze ranie, i zdumiał się, kiedy zobaczył, że po cięciu nie ma nawet śladu. To wszystko nie miało sensu. Nawet jeśli od pamiętnej nocy w zaułku minęło dużo czasu, a on go tutaj przespał, powinna być chociaż blizna. Pamiętał ostrze zagłębiające się w jego ciało i naruszające jego organy wewnętrzne. Pamiętał, że myślał wtedy, że nie przeżyje. Po czymś takim pozostają ślady. A jego skóra była tak samo gładka, jak podczas niedawnej kąpieli.
Opuścił piżamę z powrotem i podszedł do okna. Nie wiedział, gdzie jest. Jedyna nadzieja więc, że kiedy odsłoni zasłony, widok za oknem wyda mu się dość znajomy, aby mógł rozpoznać dzielnicę. Chwycił za brzegi zasłon i jednym, szybkim ruchem je odsunął.
A wtedy padło na niego słońce i poczuł palący ból najpierw w oczach, a potem na rękach, którymi zakrył oczy. Wydał z siebie krótki, acz donośny krzyk i szybko wycofał się do cienia, siadając na łóżku. Przetarł wciąż piekące oczy, a jego uszy wychwyciły dźwięk czyichś kroków, spotęgowany jeszcze w jego uszach, jakby ten ktoś nie szedł, a tupał. Wciąż nie otwierając oczu, zakrył uszy rękami, co tylko odrobinkę stłumiło hałas. Usłyszał, jak drzwi się otwierają, a ponieważ ból trochę już zelżał, podniósł wzrok na swojego gościa, którym okazała się być panna Izabela.
Podeszła do niego z wyrazem najszczerszego zmartwienia, ale zatrzymała się przy oknie, aby z powrotem zasunąć zasłony. Następnie usiadła obok Karola i popatrzyła na niego. Poczuł się trochę nieswojo, bo zdał sobie sprawę z tego, że siedział sobie tutaj koło niej, ubrany jedynie w piżamę. Jej usta uformowały się w łagodny uśmiech.
- Przez kilka pierwszych dni lepiej nie wychodzić – powiedziała. – Organizm musi się przyzwyczaić.
Karol miał masę pytań, ale nie wiedział, które zadać pierwsze. Tymczasem panna Izabela posmutniała i – ku jego wielkiemu zdumieniu – chwyciła go za rękę. Ten gest najpierw wywołał u niego dziwne uderzenie gorąca, a potem wprawił w zakłopotanie. Był w piżamie, sam na sam z kobietą, którą dotąd odwiedzał w mundurze i którą zwykle oddzielała od niego lada albo akurat trzymany przez Izabelę wazon z kwiatami. Są sytuacje, w których dama nie powinna widzieć mężczyzny, a Karol miał szczerą nadzieję, że to panna Izabela miała jakąś pomoc.
Spojrzał na nią i wtedy zdał sobie sprawę z tego, że ma mu do przekazania jakieś złe wieści i nie wiedziała jak zacząć. Znów przypomniał sobie to dziwne zdarzenie z poprzedniej nocy. Zdarzenie, które zdawało się być snem, przedśmiertną halucynacją.
W tym momencie, siedząc na łóżku z przebudzonym Karolem, Izabela żałowała swojego czynu. Prawda, wspaniale było widzieć go całego i zdrowego, ale miała wrażenie, że zrobiła mu straszną krzywdę. Wtedy najważniejsze było, aby go ocalić, a wszelkie konsekwencje tego ocalenia zostały zepchnięte na dalszy plan jej podświadomości. A teraz wychodziły na powierzchnię i dawały się odczuć. Izabela bała się tego, co miało się za chwilę stać. Najbardziej bała się reakcji Karola na wieści. Być może najpierw będzie się śmiał albo uzna ją za wariatkę, ale kiedy zrozumie, że to, co mu powiedziała, to prawda…
Ale musiała to zrobić. Było już za późno, aby się wycofać.
- Karolu – zaczęła i mimowolnie ścisnęła jeszcze mocnej jego rękę – ile pamiętasz z tego, co się wczoraj stało?
Powiedział jej – o bandycie, o zaułku, o ranie w brzuchu, a także o tym, że ją widział. Ale nie powiedział jej o halucynacjach. Nie wiedział, jakby przyjęła to, że wyobrażał ją sobie z kłami i do tego pojącą go swoją własną krwią.
Ale Izabela widziała, że nie mówi jej wszystkiego i że się waha, opowiadając tę historię. Dokładnie wiedziała o czym myślał. Swego czasu również przeżywała to samo. Dlatego postanowiła przejść do sedna.
- To, o czym teraz myślisz, naprawdę się wydarzyło – oświadczyła, sprawiając, że podniósł brew. Przez chwilę milczała, przyglądając się podłodze, a potem podniosła wzrok i popatrzyła na Karola. – Widziałam jak ten człowiek ucieka i pobiegłam do tamtego zaułka… i wtedy cię zobaczyłam.
Opisała całe wydarzenie ze swojej perspektywy, a im bardziej zagłębiała się w opowieść, tym bardziej nerwowe były wypowiadane jej zdania i Karol miał wrażenie, że Izabela zaraz się rozpłacze. Chciała, żeby wiedział, że zrobiła to, aby go uratować. Że wtedy tylko to się dla niej liczyło.
- Zmieniłam cię w wampira – oznajmiła pod koniec. – Wiem, że trudno w to uwierzyć, ale taka jest prawda.
- Wampira? – Popatrzył na nią z niedowierzaniem. – Takiego, jak hrabia Dracula?
- Nie do końca, ale tak – odparła Izabela.
Wstała i otworzyła jedną z szafek w komodzie, aby po chwili wyciągnąć z niej lustro. Podała je Karolowi, a on przyjrzał się swojemu odbiciu. Jego twarz tam była, ale o wiele bledsza, niemalże chorobliwie. Poza tym jego oczy miały głęboki odcień czerwieni, który kojarzył mu się z dojrzałymi wiśniami. Tym, co przykuło jego uwagę, były wystające spod górnej wargi kły. Karol otworzył szeroko usta i przyjrzał się z uwagą swoim nowym zębom. Dotknął ich nawet palcem, aby sprawdzić, czy są prawdziwe. Nie były ani doczepione, ani spiłowane. Wydawały się jakby wydłużoną wersją jego własnych kłów. Przyglądał się jeszcze przez jakiś czas twarzy, która jednocześnie należała i nie należała do niego. A potem coś sobie przypomniał i popatrzył na Izabelę.
- Podobno wampiry nie mają odbicia.
- To zależy od tego, jak zostały przemienione – wyjaśniła. – Jak by ci to wytłumaczyć… Brak odbicia oznacza brak duszy – zaczęła. – Niektóre wampiry zostają wampirami, bo pragną władzy. Może nawet traktują to jako pakt z diabłem: nieśmiertelność w zamian za wyrzeknięcie się człowieczeństwa. Wtedy na zawsze mogą pożegnać się z odbiciem w lustrze, bo ich dusza jest stracona. – Wyprostowała się i ciągnęła dalej: – Ale ty masz odbicie, bo nie chciałeś władzy. Nawet nie byłeś świadomy tego, co się dzieje. – Przez chwilę milczała, jakby o czymś myślała. Zaraz jednak odchrząknęła i dodała: – Co więcej, ja przemieniłam cię nie po to, abyś mi służył, ale dlatego, że… – Znów zamilkła, ale tym razem z zawstydzenia. Wkroczyła teraz na bardzo grząskie terytorium. To mogła na razie zostawić dla siebie. – Dlatego, żebyś przeżył.
- Czyli jeszcze mam duszę – podsumował Karol.
- Tak, jeszcze masz duszę – odparła Izabela. – I krucyfiksów też nie musisz się obawiać.
Karol się nie odzywał. Miał mętlik w głowie. Wierzył, a jednocześnie nie wierzył w to, co mówiła mu Izabela. Jeśli to było bardzo dziwne kłamstwo, to czemu miałoby służyć? Poza tym reakcja jego oczu na światło przekraczała normalne porażenie po długim przebywaniu w ciemnościach. Nigdy nie zdarzyło mu się, aby światło paliło go w oczy.
Popatrzył na Izabelę. Przyjrzał jej się od stóp do głów. A potem spojrzał na swoje oblicze w lustrze i znów podniósł wzrok na kwiaciarkę. Wyglądała normalnie. Jej oczy nie były czerwone, tylko piwne. Jej kły nie wystawały, zdradzając nadzwyczajną długość, a skóra – choć blada – nie sprawiała wrażenia chorowitej.
- Dlaczego wyglądam…? – zaczął, ale urwał, bo kły Izabeli nagle urosły, a jej oczy zmieniły kolor z piwnych na ciemnoczerwone. Uśmiechnęła się do niego lekko i oznajmiła:
- Niebawem wszystkiego się nauczysz.
Wstała i wyciągnęła do niego rękę.
- Chodź. Musisz być strasznie głodny.
- Ale… tak w piżamie?
Izabela otworzyła wielką szafę i podała mu szlafrok.
- Potem przygotuję ci inne ubranie. Na razie musisz dojść do siebie.
Bez słowa wstał i założył szlafrok. Potem z pomocą Izabeli zszedł na dół, wciąż odczuwając ból w zębach, atakujące go dźwięki i zapachy, a do tego mętlik w głowie. Był skonfundowany sytuacją, w jakiej się znalazł, ale czuł, że jest w dobrych rękach.
Ostatnio zmieniony 04 lut 2014, 09:21 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 2 razy.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1264
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Miryoku » 04 sty 2014, 15:49

Pierwszy fragment (do utraty przytomności przez Karola) niezbyt mi się podoba. Brakuje mi wiarygodności w zachowaniu bohaterów i opisie ich emocji, mam poczucie sztuczności. Moim zdaniem mogłaś sobie odpuścić tak szczegółowy opis Karola w takim momencie. Uważam też, że niepotrzebnie mieszałaś perspektywy, zwłaszcza że zmieniasz perspektywę także w obrębie jednego akapitu. Moim zdaniem lepiej by było napisać całość z perspektywy Karola albo pierwszy fragment z perspektywy Izabeli, a dalszy ciąg z perspektywy Karola. W drugim fragmencie zupełnie nie musiałaś pokazywać przeżyć wewnętrznych Izabeli - raz, że podajesz wszystko czytelnikowi na tacy, a dwa, że odbierasz jej tajemniczość, którą mogłaby się cechować. Oczywiście to tylko moje odczucia, nie trzeba się z nimi zgadzać.

Co do fabuły, trudno coś jeszcze powiedzieć. Tematyka wydaje mi się skrajnie nieoryginalna, choć może postacie trochę pomogą - podoba mi się nawet ta "staroświeckość" Karola, jego maniery itp. (choć mam wrażenie, że zachowuje się nieco jak Cerdric z MvH). Zobaczymy, jak będzie dalej... Pomysł z tym odbiciem w lustrze, zachowaniem duszy itd. całkiem niezły. Razi mnie natomiast nazwisko Karola - brzmi jak z Simsów.

Stylistycznie ładnie, językowo również, choć czasem zmieniłabym to i owo ze względu na powtórzenia. Interpunkcja niemal idealna. Ale jedno zdanie jest jak dla mnie okropne:
RedHatMeg pisze:Tapeta miała tradycyjne kwiatowe wzory, ale przez światło padające przez zasłony nie mógł się zdecydować, czy jej tło miało odcień groszkowy, czy serowy.
Samo to, że facet kmini, czy coś jest serowe, czy groszkowe, jest absurdem, a sytuacji, w jakiej się znalazł, jest to jeszcze durniejsze. Jak dla mnie zdanie absolutnie do wywalenia lub przerobienia.
Hyuu~!

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 612
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 15 sty 2014, 16:29

To 2 w moim życiu opowiadanie o wampirach, które czytam. Pierwsze było ficzem do Zmierzchu... Nieważne...

Przyznam, że spodziewałem się czegoś w stylu "młodzieżowego serialu", ale jednak nie. Zapowiada się coś innego :) Czyta się płynnie. Tekst jest zadbany, nie nudzi, ALE troszeczkę drażni mnie szczegółowość - chociażby pierwsza scena, leży chłop, a mimo to dokładnie analizuje wszystko co dzieje się dookoła. Ogólnie trochę zabrakło mi... żywszych... relacji (?), emocji(?). Ogólnie oceniam na 4+. Zobaczymy co dalej.

Co chwila atakowały jego nos kolejne, nadzwyczaj intensywne zapach otoczenia, a słuch był tak czuły, że przelatująca nad policjantem mucha zdawała się bzyczeć w jego głowie.
zapachy?
Gonił jakiegoś rzezimieszka, którego przyłapał na grożeniu staruszce nożem.
Toż to była pani Basia!
– Co więcej, ja przemieniłam cię nie po to, abyś mi służył, ale dlatego, że… –Znów zamilkła, ale tym razem z zawstydzenia.
Spacja
Obrazek

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 16 sty 2014, 18:12

Łe, no to chyba będę wyjątkowo oryginalna, bo opowiadanie podoba mi się bardzo bardzo i to bez żadnego ale. Tempo opisów/akcji na początku było dla mnie idealne (zresztą pogratulowalibyście Meg, że już się nie rozwodzi bez końca nad jednym szczegółem emocjonalnym, a nie!), później zresztą też. Wtórności niedostrzegam (może znowu to efekt mojego niedoinformowania, ale: urocza kwiaciarka zmieniająca znajomego policjanta w wampira?), w dodatku w takich mrocznych kontekstach te megowe fluffy, które się zapowiadają, będą miały taki kontekst jak nigdy dotąd. W dodatku dobrze zczytuję z opisu, że potem to ma iść w kierunku kryminału? Nie oglądałam w końcu tego Gdzie pachną stokrotki, ale coś mi mówi, że to będzie podobne :mrgreen: Poza tym (skąd może takie surowe oceny powyżej) przypomina mi to taką Holistyczną agencję czy Pana Samochodzika - nie będzie ognistych romansów i mrocznych zwrotów akcji, choć trochę przecież będzie. Myślę, że w taki fajny, łagodny styl celujesz i mnie się to podoba :)
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.

[center]^^^[/center]
Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2124
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 24 sty 2014, 18:12

Rozdział pierwszy, w którym to próbuję nie oblać testu Bechdel, ale nie jestem pewna, czy mi wyszło, czy nie.

Rozdział 1 - Ciało w bibliotece
Czasy obecne
Detektyw Maciej Zmiatacz zapukał dwa razy do drzwi i czekał. Z drugiej strony dochodziły go już aż nazbyt znajome dźwięki gramofonu. Mimo że słowa tanga były przytłumione, mężczyzna potrafił je wyrecytować z pamięci:
To ostatnia niedziela,
Dzisiaj się rozstaniemy,
Dzisiaj się rozejdziemy
Na wieczny czas.
To ostatnia niedziela,
Więc nie żałuj jej dla mnie,
Spojrzyj czule dziś na mnie
Ostatni raz.

Czasami Maciek zastanawiał się, czy jego partner nie ma już dość słuchania tak ponurych piosenek, nie mówiąc już o tym, że gramofony potrafiły łatwo niszczyć te jego cenne płyty. Ale cóż – nie była to najdziwniejsza rzecz w jego partnerze. Jeszcze kilka miesięcy temu nie uwierzyłby w połowę tego, czego się do tej pory zdążył dowiedzieć na temat swojego współpracownika.
Drzwi się otworzyły i stanął w nich dobrze znany Maćkowi rudy mężczyzna o bladej twarzy. Wyglądało na to, że kiedy Maciej zadzwonił, Karol właśnie wiązał krawat. Uśmiechnął się do partnera z zażenowaniem.
- Witaj, Maćku.
- Część, Karol – odparł beztrosko Maciek i wszedł do środka, aby tam poczekać na przyjaciela.
- Wołacz, Maćku. Pamiętaj o wołaczu – zwrócił mu uwagę rudzielec i powrócił do poprawiania krawatu.
Zawsze starał się mówić poprawną polszczyzną (chociaż zdarzało mu się też nieświadomie używać bardziej „nowoczesnych” form). Kolejna rzecz, którą można było zrzucić na karb jego staromodności.
Gramofon grał nadal To ostatnia niedziela, tymczasem Karol skończył majstrowanie przy krawacie i włożył marynarkę. Następnie przeczesał jeszcze ostatni raz włosy i wsunął za pasek odznakę i broń. Włożył płaszcz i kaszkiet na głowę, i w końcu zwrócił się do partnera:
- To co? Idziemy?
- Proszę bardzo, milordzie – zażartował Maciek i nawet otworzył Karolowi drzwi.
Zeszli na dół, do zaparkowanego na dole nieoznakowanego radiowozu. Maciek zasiadł za kierownicą, zapiął pasy i popatrzył na Karola. Teraz wyglądali jak dwaj faceci wyjęci z zupełnie innych bajek. Karol był szczupłym, bladym mężczyzną, który nawet jeśli by chciał, nie mógł zapuścić zarostu. Maciek był opalonym, postawnym chłopem z zarośniętymi, wielkimi jak bochny chleba rękami, i szczycił się bardzo swoimi brązowymi baczkami. Karol – o ile nie spodziewał się, że będzie padać albo śnieżyć – nosił garnitury, które tylko dopełniały jego wygląd dystyngowanego, młodego mężczyzny. Maciek ubierał się zwykle w znoszone dżinsy, koszulę i skórzaną kurtkę, która pamiętała lata osiemdziesiąte.
- Dlaczego tak na mnie patrzysz? – zapytał lekko zaniepokojony Karol. – Mam coś na twarzy?
- Nie, nie – odparł Maciek w taki sposób, jakby jego partner miał wielką plamę po dżemie na nosie. Spojrzał z powrotem na drogę i odpalił silnik.
Ruszyli. Przez kilka sekund trwała między nimi cisza, a potem Maciek odchrząknął i spoważniał.
- Słuchaj, kiedy do ciebie jechałem, dostałem zawiadomienie o znalezieniu zwłok.
- O – wyrzucił z siebie bez entuzjazmu Karol i spojrzał na Maćka. – Coś konkretnego?
- Zaczekaj, to ci się spodoba – powiedział Maciek, nagle znów się rozpogadzając. Jego uśmiech wydał się Karolowi cokolwiek upiorny.
- Skoro tak mówisz, to na pewno mi się nie spodoba – odrzekł Karol, odwracając wzrok na drogę.
- Otóż zwłoki znaleziono w Bibliotece Uniwersytetu Warszawskiego.
Karol rzucił partnerowi zdziwione spojrzenie. Maciek również łypnął na niego okiem i popatrzył znów na drogę. Jeszcze przez chwilę uśmiechał się, ale potem jego uśmiech zrzedł, aż w końcu mężczyzna stał się całkiem poważny.
- Co więcej – ciągnął – wygląda na to, że to robota Strzygoniów.
Brwi Karola podniosły się.
- Dlaczego tak myślisz? Widziałeś już miejsce zbrodni? Przesłali ci zdjęcia, czy coś?
- Nie, ale ze wstępnych opisów wynika, że ofiara została wyssana do ostatniej kropelki.
- To jeszcze o niczym nie świadczy. To może być każdy wampir, niekoniecznie związany ze Strzygoniami.
- No tak, ale nie każdy wampir potem wypisuje krwią na ścianie upiorne napisy w stylu: „Koniec jest bliski. Strzeżcie się, wrogowie Dziedzica.”
- Jesteś pewien, że tak właśnie napisali? Zwłaszcza to ostatnie? – zapytał Karol, spoglądając na Maćka.
- Na pewno coś w ten deseń. Nie zdziwiłbym się, gdyby się potem okazało, że napisała to jakaś zahipnotyzowana dziewczynka o imieniu Ginny.
- Lepiej wstrzymajmy się z teoriami, dopóki nie zobaczymy ciała – stwierdził poważnie Karol.
Na jakiś czas zapadła cisza i Karol się zamyślił. Osobiście wątpił, że Strzygonie mieli z tym cokolwiek wspólnego. Prawda, działali w podziemiu i czasami nie do końca zgodnie z prawem, ale nie można powiedzieć, że nie byli dyskretni i umiarkowani. W końcu w ich interesie leżało, aby nikt niepowołany nie dowiedział się o istnieniu wampirów.
Nagle samochód stanął na światłach. Znajdowali się właśnie na rozstaju dróg, dość blisko, aby wampir mógł dostrzec ów rozstaj, mimo kilku dzielących go od niego samochodów; ale na tyle daleko, aby nie być pewnym, którą stronę obierze jego kierowca. Karol poczuł, że kręci mu się w głowie, jakby był pijany albo odurzony. Światła zmieniły się na zielone i większości samochodów przed nimi udało się przejechać, oni jednak nie zdążyli. I tak oto Karol widział jak na dłoni rozstaj dróg. Ich samochód stał na prawym pasie, ale Maciek ani nie skręcił, kiedy świeciła się jeszcze zielona strzałka, ani nie włączył drogowskazu. Karolowi dwoiło się w oczach i miał wrażenie, że ulica wiruje.
Nie musiał się odwracać, aby wiedzieć, że jego partner uśmiecha się.
- To nie jest śmieszne, Maćku – powiedział Karol, z trudem zachowując jasność umysłu. – Przestało być śmieszne już za pierwszym razem.
- Nie wiem o czym mówisz, Karolu – odparł drugi z mężczyzn tonem niewiniątka. – To nie moja wina, że taka jest droga.
- Nie wierzę, że tym twoim nowomodnym ustrojstwem nie udało ci się wyznaczyć trasy, która nie przyprawiałaby mnie o zawroty głowy.
- Złóż zażalenie do wydziału dróg i autostrad. Na pewno uwzględnią potrzeby wampirów w planach na nowe dwupasmówki.
Światła się zmieniły, samochód ruszył przed siebie, a Karol poczuł jak jego organizm powoli wraca do normy. Kiedy wreszcie dotarli na miejsce, nie miał zawrotów głowy i mógł spokojnie przeprowadzić śledztwo.
Rok 1936
Kiedy szli po schodach i Karol mógł się trochę rozejrzeć, zdał sobie sprawę z tego, że jednak nie znajduje się w kamienicy, tylko w jakimś domku jednorodzinnym (zmylił go niewielki rozmiar jego pokoju, no i nie zdążył się dobrze przyjrzeć krajobrazowi za oknem, zanim oślepiło go słońce). W zasadzie wszystko dookoła przypominało mu coś pomiędzy wiejską chatką a folwarkiem rodem z Pana Tadeusza – schludne pokoiki, białe ściany tu i ówdzie urozmaicone obrazami i belkami wspornymi; a gdzie indziej pomieszczenia trochę większe, obłożone tapetą i umeblowane bardziej wytworne. Wszystkie okna były pozasłaniane. W każdym pokoju roznosiły się trochę inne zapachy. Koło kominka w jednym z większych pomieszczeń Karol wyczuł przypalone drewno, w łazience unosił się zapach mydeł, a w pokoju myśliwskim – skór, powywieszanych na ścianach i położonych na podłodze.
Izabela zaprowadziła go do jadalni, znajdującej się w bliskim sąsiedztwie kuchni. Tam, przy prostym, nieco już starym stole siedziała młoda kobieta z papierosem w ręce. Ona i Izabela stanowiły kompletne przeciwieństwa. Izabela miała krótkie blond włosy. Nieznajoma była brunetką o czarnych jak krucze skrzydło lokach, związanych w kok. Izabela była – z racji wampiryzmu – blada. Kobieta przy stole zdawała się reprezentować sobą latynoską urodę. Izabela miała na sobie jedną z tych swoich prostych spódnic, bluzkę i sweterek. Tajemnicza dama była ubrana w skórzaną kurtkę i otulona szalem, jakby dopiero co wróciła z przelotu samolotem.
Na widok obydwojga wampirów podniosła się z miejsca i rzuciła im zadziorny uśmieszek. Karol przystanął przy jednym z krzeseł i oparł się o nie, tymczasem Izabela poszła do kuchni. Wziął głęboki oddech, próbując nie wdychać dymu z papierosa, ale mimo wszystko nie potrafił go zignorować.
- A więc to jest ten twój słynny policjant. Rzeczywiście słodki – zawołała za Izabelą nieznajoma, po czym zwróciła się do Karola i wyciągnęła rękę w jego stronę: – Jestem Agnieszka. Witam w moich skromnych progach.
Karol bez słowa uścisnął jej rękę.
- Czy mogłaby pani nie palić? – wyrzucił z siebie na wydechu. Dalej mówił, starając się nie brzmieć nieuprzejmie: – Moje… zmysły są teraz wyczulone.
- O, przepraszam – odparła z uśmiechem Agnieszka i zgasiła papierosa w popielniczce na stole. – Dawno nie miałam do czynienia z przemienionym, więc zapomniałam o czułym powonieniu.
Następnie odstawiła popielniczkę nieco dalej, na parapet, po czym usiadła. Karol także spoczął. Nadal czuł ten zapach, ale teraz został on nieco przytłumiony przez inne zapachy, głównie silną woń surowego mięsa, dochodzącą z kuchni. Woń ta sprawiła, że Karol poczuł nagle głód, jakby nie jadł od kilku dni. Jego kły zaczęły go boleć, a umysł zdominowały myśli o krwi. Ale – o dziwo! – nie chciał się rzucić na Agnieszkę, jak podejrzewał przez sekundę. Było w niej coś odpychającego. A może po prostu bardziej zapatrywał się na mięso.
Postanowił oderwać się od myśli o jedzeniu. Przyszło mu to z trudem, ale udało mu się wyrzucić z siebie pytanie:
- Czy pani też jest wampirzycą?
Agnieszka prychnęła śmiechem. Tymczasem Karol coraz intensywniej odczuwał zapach mięsa, a co za tym idzie – był coraz bardziej głodny.
- Nie, ale znam kilkoro z was – Uśmiech Agnieszki pozostawała taki sam. – Ja akurat jestem wiedźmą.
- Wiedźmą? W jakim sensie? – zapytał Karol.
Próbował nie myśleć o mięsie i skupić się na tym, co powie Agnieszka. Jedna jego część była autentycznie zaciekawiona, kim jest kobieta, która udzieliła mu gościny, ale druga czekała ze zniecierpliwieniem na jedzenie.
- A no w takim sensie, posterunkowy Dziwaczny – zaczęła „wiedźma” – że wyrabiam mikstury, tak jak moja matka i jej matka przede mną. Pomagam również takim biedaczkom, jak ty, żyć normalnie wbrew tej małej niedogodności, jaką jest wampiryzm.
Karol starał się poskładać wszystko do kupy. Przed kilkoma minutami dowiedział się, że istnieją wampiry i że on stał się jednym z nich za sprawą kobiety, którą niedawno postrzegał głównie jako miłą kwiaciarkę z naprzeciwka. Teraz miał przed sobą kogoś, kto zdawał się być zwyczajnym człowiekiem, ale wiedzieć więcej o tym, co się dzieje.
Tymczasem „wiedźma” Agnieszka ciągnęła dalej:
- Podczas twojego pobytu tutaj, musisz zapamiętać kilka reguł. Po pierwsze – zaczęła wyliczać na palcach – ja i Izabela wiemy o wiele więcej niż ty, zwłaszcza, jeśli chodzi o wampiry. Tak więc cokolwiek każemy ci zrobić, musisz nas słuchać. Po drugie, zanim uznamy, że jesteś gotowy, aby powrócić do świata, nie możesz opuszczać terenu mojego dworku. Tak po prawdzie, to przez co najmniej trzy dni nie będziesz mógł nawet wyjść na zewnątrz, bo upieczesz się żywcem na słońcu. Po trzecie, nie wolno ci wchodzić do mojej pracowni. Jest tam wiele delikatnych instrumentów i wolałabym nie znaleźć ich pewnego dnia popsutych, bo coś tam majstrowałeś.
- Rozumiem – odparł Karol. – Proszę się nie obawiać.
- Po czwarte – twarz Agnieszki stężała – jesteś moim gościem, ponieważ Izabela to moja przyjaciółka. Ale jeżeli dowiem się, że narozrabiałeś; że kogoś pogryzłeś albo, nie daj Boże, zabiłeś, będziesz musiał się stąd wynieść. – Podniosła się z krzesła, oparła ręce na stole i pochyliła się nad policjantem, rzucając mu najchłodniejsze spojrzenie, jakie kiedykolwiek widział. – Nie będę tolerować pod moim dachem mordercy.
Przez chwilę Karol nie wiedział, co odpowiedzieć. Na początku poczuł się nieco urażony sugestią, że mógłby kogoś zabić. Nigdy nikogo nie skrzywdził, poniekąd dlatego zgłosił się do pracy w policji, aby zapobiec krzywdom innych. Ale potem pomyślał, że skąd miał wiedzieć, czy to, co go spotkało, nie zmieni go diametralnie? Słyszał o wampirach, jak był mały, i oglądał kiedyś w kinie Nosferatu – symfonię grozy. Raczej nie były to miłe stworzonka. Zaraz jednak przypomniał sobie, że ma odbicie w lustrze. Właściwie nie powinien zakładać, że wszystko, co dotąd słyszał o wampirach, to prawda.
Popatrzył na Agnieszkę.
- Nie zamierzam nikogo skrzywdzić i proszę mi wierzyć, dołożę starań, aby nie sprawiać kłopotów.
Wiedźma milczała przez chwilę, a potem uśmiechnęła się szeroko.
- Już ja się postaram, abyś ty nie sprawiał kłopotów.
Karol odetchnął z ulgą, kiedy Izabela przyniosła wielki stek i położyła go przed nim. Mężczyzna zapomniał przez chwilę o manierach i wbił zęby w stek. Wyssał z mięsa całą krew, pogrążając się w metalicznym smaku, który wydawał mu się nadzwyczaj słodki. Przez tych kilka minut istniał dla niego tylko ten dziwny posiłek, który napełniał go nowymi siłami i sprawiał, że wszystko stawało się jaśniejsze. Również zęby bolały go jakby mniej. Niebawem poczuł, jak głód mija. Nic więcej nie chciał jeść, nic więcej nie chciał pić. Wystarczyło mu tylko te kilka kropel krwi z mięsa, które (a poznał to po smaku) było kawałkiem wieprzowiny, surowym i soczystym.
Tymczasem Agnieszka poprosiła na stronę Izabelę i obie kobiety wyszły na zewnątrz. Tam szeptem zaczęły ze sobą rozmawiać.
- Gratuluję – odparła Agnieszka. – Twój pierwszy przemieniony. Jakie to uczucie być wreszcie czyjąś starszą?
- Osobliwe – wyznała Izabela, spuszczając wzrok. Zaraz znów spojrzała na Agnieszkę. – To wszystko stało się tak szybko…
- Powiem ci szczerze, że kiedy mi o tym opowiedziałaś, nie mogłam uwierzyć. Może jestem trochę staroświecka…
- Ty, staroświecka? – Izabela prychnęła śmiechem. – Od kiedy to latanie samolotem i pisanie obscenicznych rzeczy na niebie jest staroświeckie?
- Mówiłam przecież, że jestem trochę staroświecka – odparła nonszalancko Agnieszka i nagle spoważniała. – Wiesz dobrze, o co mi chodzi, Izo. Za moich czasów kobiety raczej nie zostawały starszymi. To raczej one były przemieniane. Poza tym nie jestem pewna, czy Strzygoniom spodoba się to, że jakiś wampir samowolnie kogoś przemienił.
Izabela milczała przez chwilę, zbierając myśli.
Rozmyślała o tym przez większość poprzedniej nocy. Może niekoniecznie o tym, że jest jedną z nielicznych wampirzyc, które stały się starszymi, ale na pewno o tym, co pomyślą Strzygonie odnośnie Karola. Jak tylko się o nim dowiedzą, zadecydują o tym, czy może chodzić sobie po świecie, czy też powinien jak najszybciej zniknąć. Niebawem zostanie wezwana przed oblicze Strzygoniów i będzie musiała się tłumaczyć. Potrzebowała planu, jakiejś strategii, która mogłaby się sprawdzić wobec tak niebezpiecznego przeciwnika.
Na razie Izabela miała tylko pustkę w głowie.
- Twój kochaś chyba już zjadł śniadanko – odezwała się nagle Agnieszka, zaglądając do domu przez okno. Izabeli nie spodobał się sposób, w jaki wiedźma to powiedziała, ale odparła tylko:
- W takim razie chodźmy.
Czasy obecne
Kiedy już przeszli przez wejście pomiędzy zieloną ścianą po lewej i różową po prawej, tuż obok części budynku porośniętej bluszczem i zwieńczoną zaokrąglonym dachem; kiedy znaleźli się w przepastnym hollu o oszklonym dachu z licznymi sklepami i kawiarenkami; kiedy minęli człowieka sprzedającego stare książki i pokazali odznaki ochroniarzom stojącym przed długimi, białymi schodami – wtedy mieli jakąś minutę, aby napatrzeć się na Bibliotekę Uniwersytetu Warszawskiego. BUW – jak ją nazywają – był miejscem porażającym swoim ogromem. Światło pochodziło ze szklanej kopuły na górze i wielkich okien naprzeciwko schodów. Nadawało powszechnej bieli w środkowej części biblioteki (przeznaczonej na szafki i komputery) dodatkowej jasności. Najwięcej jednak działo się po bokach. Z lewej i prawej ciągnęły się rzędy regałów z książkami, które sięgały więcej jak dziesięć metrów, a każdy dział opisany był wielką tabliczką z nazwą dziedziny. Co więcej – biblioteka miała dwa piętra, do których prowadziły spiralne schody. Całość zapierała dech w piersiach każdego, kto przychodził do BUW-u po raz pierwszy i nigdy wcześniej go nie widział.
- Czuję się jak w Hogwarcie – oświadczył Maciek.
- Akurat wielki gotycki zamek z ruchomymi schodami i mówiącymi obrazami nie jest tym, co przychodzi mi do głowy, kiedy myślę o BUW-ie – stwierdził Karol, spoglądając na partnera.
- Ale popatrz tylko na tę skalę, stary. – Maciek rozwarł szeroko ramiona. – Parę zaklęć i na suficie można by rozwiesić wyrąbiste dekoracje.
- Jeszcze raz wspomnisz o czymś związanym z Harry’m Potterem na miejscu zbrodni, a cię walnę. I nie zaczyna się zdania od „ale”.
- Od „i” również, ale nie robię z tego powodu problemów.
Szybkim krokiem podeszła do nich niska kobieta z beżową opaską na krótkich włosach. To była sierżant Laura Anders, ich stała współpracowniczka. Od razu rzuciła im nieprzychylne spojrzenie, ale starała się zachować profesjonalizm.
- Proszę za mną, panowie – powiedziała i ruszyła ku najbliższym schodom.
Zaprowadziła ich do sekcji poświęconej naukom społecznym. Od razu jak weszli po trzęsących się lekko, blaszanych stopniach na górę, dojrzeli miejsce zbrodni. Policjanci, którzy przybyli wcześniej wraz z sierżant Anders, starannie ogrodzili je żółtą taśmą. Ze ściany, naprzeciwko schodów, od razu rzucały się w oczy wielkie czerwone litery: „Strzygi, strzygi, strzygi!”, a pod nimi, na podłodze, znajdowało się ciało.
Ostatnio zmieniony 16 cze 2014, 14:34 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 3 razy.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 612
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 25 sty 2014, 12:19

Pierwszy!!!!11111oneoneone

Zacznijmy od historii. Epizod jest znacznie ciekawszy od poprzedniego. Dzieje się coś, pojawiają się nowi bohaterowie i zarys wątków. Fajnie, że stawiasz na retrospekcje (też zawsze je wrzucam) i na przemian pokazujesz pierwsze chwile przemiany oraz czasy obecne. Czego mi zabrakło to trochę mocniejszy akcent współczesności tzn. dobrze opisujesz przeszłość i Karola, który jest "staromodny", ale brakuje mi takiego samego akcentu dla współczesności - liczę, że w przyszłych rozdziałach to się pojawi. Teraz sprawy inne - nadużywasz imion bohaterów, od czasu do czasu stosuj nazwiska czy jakieś epitety, bo Karol/Maciej pojawia się zdecydowanie za często.
Zeszli na dół, do zaparkowanego na dole nieoznakowanego radiowozu.
Obrazek

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2124
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 12 lut 2014, 20:08

Rozdział 2 -Napis na ścianie
Karol przykucnął przy ciele. Od razu zrozumiał, dlaczego zgłoszenie wspominało o wyssaniu. Ofiara wyglądała, jakby nie tylko wyssano z niej całą krew, ale i tłuszcz i wodę. Leżały przed nim wysuszone zwłoki, które tylko różowawym kolorem skóry, dobrze zachowaną fryzurą, otwartymi, niebieskimi oczami i wąsikiem zdawało się różnić od mumii. To był mężczyzna – Karol poznał to po wełnianej kamizelce, białej koszuli i dżinsach, a także po lekkim zaroście na wyrażającej strach twarzy. Ręce były powykrzywiane, nogi zgięte w kolanach i leżały na prawym boku. Na szyi znajdował się ślad po zębach wampira.
- Mówiłem, że to robota Strzygoniów – odezwał się stojący tuż obok Karola Maciek. Jednak nie mówił o ciele, tylko o napisie na ścianie, w który wpatrywał się od chwili, kiedy go pierwszy raz zobaczył.
- To jeszcze o niczym nie świadczy – odparł Karol, spoglądając w tę samą stronę. Następnie podniósł się na równe nogi i zwrócił się do sierżant Anders: – Kim była ofiara?
Pani sierżant wyjęła z kieszeni kartę biblioteczną i przeczytała:
- Paweł Mogucki. – Popatrzyła na Karola i podała mu kartę. – Według większości ludzi tutaj był doktorantem na wydziale germanistyki. Podobno był tak dobry, że wybrano go do pomocy jakiemuś profesorowi z Niemiec, który przybył w odwiedziny.
Dziwaczny słuchał uważnie, co Laura do niego mówiła, ale jednocześnie przyglądał się zdjęciu na karcie bibliotecznej. Mogucki miał pucołowatą twarz i wyglądał na 29-30 lat. Miał życie przed sobą, być może nawet świetlaną przyszłość. Być może był także nieprawdopodobną świnią, która wszystkich innych uważa za miernoty, idzie po trupach do celu i zapomina wysłać mamie życzenia na Dzień Matki, ale to nie miało znaczenia. W tej chwili był tylko wyssaną do czysta ofiarą wampira. Ale coś było nie tak.
Karol oddał kartę biblioteczną pani sierżant i podszedł do ściany, aby przyjrzeć się dobrze napisowi. Przybliżył nos do ściany i powąchał jedną z czerwonych liter. Zapach i specyficzny odcień czerwieni potwierdzały to, czego wszyscy się już domyślali. Napis został wykonany krwią.
Zaraz stanął przy nim Maciek wyraźnie zaniepokojony.
- Hej, Karol – szepnął – a ty te swoje ziółka już dzisiaj wziąłeś?
- Zawsze biorę – odparł równie cicho Karol, zerkając na partnera kątem oka. Po chwili dodał nieco poważniej: – Czy jest jakiś szczególny powód, dla którego postanowiłeś bojkotować wołacza? Jeśli nie, to przeproście się i zacznij go używać, bo zwariuję.
- Może po prostu lubię patrzeć, jak się złościsz, moja ty mordeczko – powiedział z uśmiechem Maciek i nawet uszczypnął Karola w policzek, jak starszawa krewna.
Wampir westchnął i odepchnął jego rękę. Następnie popatrzył jeszcze raz na wysuszoną jak rodzynka ofiarę, a konkretnie na jej ręce. Palce nie były ani zranione, ani umaczane we krwi. Z szyi nie wypływała kałuża.
- Skąd się wzięła krew na ścianie? – powiedział głośno.
Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydawała się prosta, ale zgromadzeni na miejscu zbrodni policjanci zaraz doszli do tych samych wniosków, co Karol i żaden z nich się nie odezwał.
Karol przeniósł wzrok z ofiary na korytarz pomiędzy półkami, prowadzący do schodów, i nagle oczy wampira dostrzegły coś, na co wcześniej nie zwrócił uwagi. Kilka metrów od Moguckiego, pod regałem leżała książka. Natychmiast ruszył ku niej, ale szybko wyprzedził go Maciek i podniósł ją. Wszyscy spojrzeli na niego. Przez chwilę mężczyzna przyglądał się z zainteresowaniem książce ładnie oprawionej w zielony materiał ze złotymi zdobieniami i napisami; z biletem ZTM jako zakładką. Powoli przejrzał kilka starych, pożółkłych stronic, przesuwając palcem po kartkach.
- Ktoś chyba zabłądził – zawołał do reszty i spojrzał w ich stronę. – Ta książka z całą pewnością nie należy do działu o naukach społecznych.
Zamknął książkę i podniósł ją tak, żeby wszyscy mogli zobaczyć tytuł: Duchy i straszydła w polskim folklorze. Karol podszedł do swojego partnera i odebrał od niego znalezisko. Od razu, kiedy otworzył na stronie z założoną zakładką, zauważył, że podkreślony był duży fragment, przedstawiający definicję strzygi.
Obaj policjanci na siebie spojrzeli.
- Co o tym myślisz? Ja wiem, że to wygląda dziwnie prosto, ale nadal twierdzisz, że to nie Strzygonie? – zapytał Maciek.
- Słyszałeś o miejscowości Strzygi? – odpowiedział pytaniem na pytanie Karol.
- Jest taka? – Jego partner podniósł sceptycznie brwi.
- Powiat brodnicki, województwo kujawsko-pomorskie. Znajduje się tam całkiem ładny kościółek pod wezwaniem świętego Stanisława – wyrecytował wampir, po czym odwrócił się i zaczął iść znów w stronę ściany, mówiąc nieco głośniej: – Nas interesuje jednak legenda, która krąży o tej wsi. – Wszyscy nastawili uszu, choć wielu wydało z siebie westchnienie zażenowania. – W telegraficznym skrócie: we wsi Strzygi żył kiedyś ród, który miał pewien szczególny okrzyk wojenny. Okrzyk ten był tak specyficzny, że nie można go było wypowiadać, chyba że w naprawdę opłakanej sytuacji. – Zatrzymał się przed napisem i ciągnął dalej: – Kiedy bowiem ktoś z rodu zrobił to podczas bitwy, z pomocą przychodziły mu piekielne istoty, które wybijały w pień wszystkich wrogów, ale zabijały także tego, który wydał okrzyk bojowy.
- I jaki to ma związek ze sprawą? – zapytała z ukrytą irytacją Laura. – Poza, oczywiście, tym, że nazwa wsi została napisana na ścianie trzy razy.
- Po pierwsze – zaczął Karol, spoglądając na nią – ród z legendy nosił nazwisko Strzygoni, od wsi. Po drugie, owymi istotami piekielnymi, które przybywały na zawołanie owego rodu, były, jak łatwo się domyślić, strzygi. Wiecie, te wampiry, które zawsze zamieniają się w sowy. Po trzecie, okrzyk bojowy Strzygoniów, który zapewniał zwycięstwo, ale i śmierć temu, kto go wypowiedział – Karol przeniósł wzrok na napis – brzmiał: „Strzygi, strzygi, strzygi.”
Przez chwilę trwała cisza, a potem odezwała się sierżant Anders:
- Czyli myślisz, że co się stało? Ten facet zginął, bo napadło go stado strzyg?
- Raczej chodzi mi o to, że ktoś wysyła nam wiadomość – oświadczył Karol, wciąż przyglądając się napisowi. – Dla nas albo dla kogoś innego.
- A ci Strzygonie z legendy – zaczął jakiś młody posterunkowy – mają związek z naszymi Strzygoniami?
- O, tak – odparł Karol z lekkim uśmiechem i popatrzył na młodzieńca. – „Nasi” Strzygoni wzięli swoją nazwę od tamtych. Uważają, że to bardzo patriotyczne.
Rok 1936
- Co to jest? – zapytał Karol przyglądając się z lekkim niepokojem fiolce, którą postawiła mu na talerzu Agnieszka.
- Nazywa się Mleko Ziemi – odparła wiedźma – ale tak naprawdę jest to zbiór ziół, wzmocniony czarami, który ma ci pomóc poskromić apetyt i sprawić, że będziesz mógł się obyć bez krwi.
- Naprawdę? – zdziwił się policjant. – Myślałem, że wampiry potrzebują krwi.
- Od tysięcy lat każdy wampir radzi sobie z uzależnieniem od krwi w inny sposób – oświadczyła Izabela. – Jedne atakują ludzi, inne polują na zwierzęta, jeszcze inne mają stałych żywicieli, którzy pozwalają im napić się swojej krwi w zamian za jakieś wymierne korzyści. – Spojrzała Karolowi w oczy, po czym położyła rękę na jego dłoni. – A ja i kilka moich znajomych wolimy napić się Mleka Ziemi, które stępia nasz apetyt, ale pozwala żyć bez potrzeby wysysania czegokolwiek i kogokolwiek.
- Czy to mnie w żaden sposób nie osłabi? – To pytanie nasunęło mu się pierwsze.
Był w domu Agnieszki już tydzień. W tym czasie jego zmysły przestały być tak czułe, jak pierwszego ranka, słońce z każdym dniem stawało się coraz mniej zabójcze dla jego oczu, zęby już go nie bolały, a on nauczył się całkiem sporo na temat wampiryzmu. Po pierwsze – dzięki Izabeli dowiedział się jak kontrolować intensywność zmysłów, jak sprawiać, że jego wygląd był bardziej normalny, a także jak zmienić się w nietoperza, wilka albo ćmę. Odkrył też, że jest silny niemal jak Herkules i potrafi szybko przemieścić się z jednego miejsca w domu na drugie, co wydawało mu się w pierwszej chwili trochę przerażające, ale potem okazało się nawet intrygujące. Po drugie – obie kobiety dostarczały mu ważnych informacji dotyczących wampirów. Wiedział, czego i kogo ma się wystrzegać i co go czeka. Dowiedział się też o Strzygoniach i wiedza ta sprawiała, że był trochę zaniepokojony.
Chłonął te informacje bez zastrzeżeń, ale miał wrażenie, że jego stare życie zostało w tyle, a to, które prowadził teraz, było jakby zawieszone w próżni, w odcięciu od zewnętrznego świata. Miało to swoje uroki – było proste i pozwalało mu odnaleźć spokój, a jego nauczycielki były wobec niego bardzo miłe.
Cieszył się zwłaszcza z tego, że on i panna Izabela stali się sobie nagle bliżsi. Łączyło ich więcej niż tylko kilka wspólnych zainteresowań. Byli teraz ulepieni z tej samej gliny, a ponieważ to Izabela go przemieniła, na niej spoczywała odpowiedzialność za to, czy poradzi sobie w nowej rzeczywistości. Dlatego wiele razy mógł wyczuć w Izabeli pewien niepokój, jakby się czegoś obawiała, i Karol nie mógł powiedzieć, że nie miał pojęcia, co jest powodem jej zmartwień, bo się tego doskonale domyślał.
Z drugiej strony – nie wiedział, czy chce tak dalej żyć i czy nie zwariuje, jeżeli będzie zbyt długo przebywać w zamknięciu. Czy Izabela i Agnieszka pozwolą mu odejść, gdy nie będzie można go już niczego więcej nauczyć?
Na razie jednak wiedział, że jego szkolenie się jeszcze nie skończyło i z każdym dniem miał wrażenie, że daleko mu jeszcze do doskonałości. Była też kwestia tego, że się bał – żółtych ślepi napastnika, który rozszarpywał go noc w noc w jego koszmarach; Strzygoniów i tego, co mogliby z nim zrobić, ale również samego siebie. Złapał się wielokrotnie na tym, że czując głód, schodził do piwnic w poszukiwaniu choćby kawałka mięsa, choćby małego szczurka, z którego mógłby wyssać krew. Każde większe stworzenie, które mogłoby zaspokoić jego apetyt (nawet człowiek, który regularnie przynosił Agnieszce swoje jajka), wydawało się w takich chwilach tylko zbiorem pulsujących żył, wołających go, aby je wyssał do czysta, pozostawiając tylko wysuszone szczątki.
Kiedy już tak po kryjomu nasycał głód, zaczynał się zastanawiać, co by się stało, gdyby głód ten dopadł go na środku ulicy. Czy zacząłby szukać w pośpiechu jakiegoś zwierzątka, czy może zaatakowałby jakiegoś przechodnia? Czy zdołałby zapanować nad swoją nową naturą, czy stałby się od razu drapieżnikiem?
Poza tym, zawsze podczas tych tajnych posiłków wyglądał żałośnie – z zakrwawionym ubraniem i twarzą umazaną, jak u małego dziecka. Czy tym się właśnie stawał w chwilach głodu? Dzikim zwierzęciem nie dbającym o higienę i maniery, o godności nie wspominając?
Może więc te zioła nie były złym pomysłem.
- Wręcz przeciwnie, Mleko Ziemi da ci pewną przewagę – odpowiedziała na jego pytanie Izabela. – Nie tylko zapach krwi nie będzie doprowadzał cię do szału, ale będziesz też odporny na czosnek we wszystkich jego formach, dzięki czemu zmniejszy się ryzyko wpadki.
Zapach czosnku i jego kwiatów sprawiał, że iluzja normalności znikała. Oczy znów stawały się czerwone, a kły wydłużały się, i nie było możliwości, aby natychmiast to naprawić. Zapobiegnięcie takim sytuacjom było zawsze jakimś plusem.
- Skoro Mleko Ziemi daje takie korzyści, czemu wszyscy go nie piją? – zapytał Karol.
- Z jednej strony to kwestia dostępności – odparła Agnieszka. – Nie w każdym miejscu znajdą się wiedźmy, które warzą ten eliksir, bo nie tylko pewne składniki występują tylko w określonym czasie, ale też coraz trudniej je znaleźć.
- Z drugiej strony wiele wampirów uważa, że to tylko farmakologiczne tłumienie instynktów – dodała Izabela – i że prawdziwy wampir powinien pić krew, bo inaczej przytępią mu się zmysły i będzie słabszy.
- Co jest kompletną bzdurą, bo kiedyś Izabela powaliła dwóch takich, co chcieli ją wykorzystać – odparła Agnieszka, wprawiając Karola w zdumienie – i bardzo się zdziwili, kiedy rzuciła w jednego drugim. A wtedy już od kilku lat brała Mleko.
Wciąż pod wrażeniem wiadomości, że ktoś niepokoił pannę Izabelę w taki sposób, Karol spojrzał na kwiaciarkę, która nadal trzymała go za rękę. Niemal instynktownie uśmiechnęła się do niego łagodnie, a on pomyślał, że naprawdę niewiele wiedział o swojej starszej i te wszystkie razy, kiedy wyobrażał ją sobie tylko jako miłą i delikatną kwiaciarkę i z tego powodu czuł wewnętrzną potrzebę, aby ją chronić, wydawały mu się teraz bardzo śmieszne.
Również uśmiechnął się do Izabeli, po czym spoważniał i przeniósł wzrok z powrotem na Agnieszkę.
- Czy powoduje jakieś skutki uboczne? – zapytał po chwili.
- Pierwszego dnia mogą się pojawić nudności, ale potem organizm się przyzwyczaja i możesz funkcjonować normalnie – oświadczyła wiedźma. – Ale decyzja należy do ciebie. Zawsze możesz wrócić do wysysania szczurów.
Izabela odsunęła ręce i oparła je na kolanie. Obie kobiety zaczęły obserwować Karola, który wziął w rękę fiolkę i przyjrzał się mętnemu płynowi w środku. Sama buteleczka miała kolor zielony, więc nie mógł określić, jakiej barwy było samo Mleko. Jakaś jego część nie chciała tego pić, podejrzewając podstęp albo truciznę, ale zbył tę myśl, przypominając sobie wszystkie uczucia lęku, a nawet obrzydzenia samym sobą. Nie zaszkodzi spróbować. Jak dotąd nie został oszukany, zresztą nie wierzył w to, aby panna Izabela mogła go oszukać, skoro uratowała mu życie.
Odkorkował fiolkę i spojrzał na Agnieszkę.
- Dwie krople na język – odpowiedziała na niezadane pytanie. – Łyka się codziennie rano, przed posiłkiem i wystarczy na całą dobę.
Wystawił język i ostrożnie zaaplikował sobie zalecaną dawkę. Przełknął Mleko Ziemi i zamknął fiolkę. Przez chwilę nic się nie działo, a potem poczuł, jak jego żołądek przewraca się.
Czasy obecne
Kiedy wszystkie ślady zostały już zabezpieczone, a ciało przeniesiono do kostnicy, Maciek oddalił się od miejsca zbrodni, aby pomyśleć. Oparł ręce na barierce i z piętra rozejrzał się po bibliotece, która dopiero przed chwilą została otwarta dla pracowników i użytkowników. Po schodach zaczęli wchodzić studenci zainteresowani napisem na ścianie, kilka osób na dole rozmawiało między sobą, a detektyw wiedział, że przynajmniej połowa z tych rozmów dotyczyła morderstwa Pawła Moguckiego. Z całą pewnością Laura podjęła wszelkie środki ostrożności i bibliotekarka, która odkryła ciało i zadzwoniła na policję, została przekonana siłą hipnozy, że zmarły doktorant nie był wysuszonymi zwłokami, jak jej się tego ranka wydawało, tylko był po prostu martwy (jakkolwiek dziwnie to zdanie by nie brzmiało).
Najważniejsze było to, żeby ukryć przed całą Polską, że istnieją zjawiska nadprzyrodzone. Maciej Zmiatacz w pełni to rozumiał. Czasami miał wrażenie, że żyje w jakimś filmie albo serialu fantasy. Właściwie wszystko było na swoich miejscu. W naszym normalnym, nowoczesnym świecie istnieje magia, duchy i istoty rodem z legend i horrorów? Odhaczone, i nadal Maciek miał trudności z przystosowaniem się do tej myśli. Sam Zmiatacz zna wiele z tychże istot, które żyją sobie spokojnie, udając ludzi? Odhaczone – jego partner był wampirem, który miał za farmaceutkę czarownicę, a jednym z ich stałych informatorów był duch z kryzysem wieku średniego. Tajna agencja zajmująca się strzeżeniem porządku, kiedy stwory nie z tego świata zaczęły rozrabiać? Odhaczone, chociaż tak po prawdzie byli właściwe tylko tajnym wydziałem policji do spraw nadprzyrodzonych, podobnym do większości takich wydziałów na całym świecie. Brakowało tylko jakiegoś maga albo demona z manią wielkości i z armią ciemności do dyspozycji, który chciałby zdobyć władzę nad światem za pomocą Starożytnego Artefaktu Zagłady, ale wszystko się może zdarzyć, gdy głowa pełna marzeń.
Więcej jak połowa współczesnej ludzkości wolała widzieć duchy, wampiry i czarownice tylko na kartach powieści albo w filmach, a nie w prawdziwym życiu. Dzisiejszy świat pragnął być racjonalny i pozbawiony przesądów. Zresztą nie chodziło tylko o to, bo Maciek wiedział z własnego doświadczenia, że jeżeli ktoś zobaczy ducha, wampira albo czarownicę i spędzi z nimi trochę czasu, jego sceptycyzm musi w końcu runąć. Problem stanowiło to, co mogłoby się stać, gdyby cała ludzkość zaakceptowała istnienie „stworzeń nie z tego świata” i zechciała coś z nimi zrobić – od ciemnych interesów po czystki. Same „stworzenia” wolały pozostać w cieniu właśnie przez to, co mogliby zrobić zwykli śmiertelnicy, gdyby się o nich dowiedzieli.
Maciek zastanawiał się czasem, dlaczego przeniesiono go do wydziału do spraw nadprzyrodzonych. W porównaniu z wieloma jego kolegami był całkiem zwyczajny. Nie chodziło nawet o to, że paru funkcjonariuszy wydziału do spraw nadprzyrodzonych była wampirami, czarownicami, czy (w dużo mniejszej skali) medium; ale wielu z nich posiadało ogromną wiedzę na temat tego, co się działo. Swego czasu byli to wszelkiego rodzaju łowcy duchów, parapsycholodzy i poszukiwacze nieznanego. Doświadczenie tych ludzi, a także tych policjantów, którzy z racji wampiryzmu, magii albo innego cholerstwa mieli bezpośredni dostęp do pewnych środowisk – to wszystko sprawiało, że wiedzieli, z czym mieli do czynienia i czego się spodziewać.
I tutaj pojawiał się on – Maciej Zmiatacz – zwyczajny człowiek, bez żadnych mocy, dojść ani wiedzy. Dlaczego się tutaj znalazł? Czyżby chodziło o jakiś ukryty potencjał, o którym nie miał pojęcia? A może po prostu chcieli mieć dla odmiany jakiegoś normalnego gościa w tłumie straszydeł i nadludzi. Co prawda, był całkiem sprawny i osiągał niezłe wyniki, kiedy był detektywem z wydziału zabójstw (nie mówiąc już o tym, że nie był jakimś tam miernym uczniem w akademii policyjnej), może więc potrzebowali normalności, która magię zna tylko z książek urban fantasy, ale za to potrafi dać niezłego kopa. Być może potrzebowali kogoś, kto na demony wybiera się ze starym dobrym karabinem.
Karol stanął obok niego i oparł się o barierkę.
- Nad czymś myślisz? – spytał.
- Nad… różnymi rzeczami – odparł Maciek, a potem spojrzał na wampira. – Co teraz robimy?
- Nic więcej tutaj nie wskóramy – oświadczył Karol i poklepał partnera po ramieniu. – Musimy kontynuować śledztwo.
- Przepytamy znajomych ofiary? – zapytał domyślnie Maciek.
- Przecież Laura już to zrobiła – odrzekł rudzielec i dodał: – Możemy przepytać profesora, którego pomocnikiem był Mogucki, ale podobno jest teraz poza Polską.
- Możemy też spytać Strzygoniów, czy czasem nie zachciało im się ostatnio czegoś wypożyczyć.
Karol westchnął ze zrezygnowaniem.
- Nadal upierasz się, że to sprawka Strzygoni?
- Tak czy inaczej ta sprawa ich dotyczy. – Maciek znów popatrzył na niego. – Warto by się rozejrzeć, wywiedzieć, czy czasem chłopaki nie mieli ostatnio jakiegoś zatargu z innymi gangami. Przy okazji ich ostrzeżemy.
- Jest to jakiś plan – stwierdził Karol i przestał się opierać o barierkę. – Dobrze, zrobimy po twojemu. Ale ja będę mówić – dodał, kiedy Maciek się uśmiechnął pod nosem. – Jak znam życie, jeszcze ich czymś obrazisz.
Rok 1936
Izabela przyglądała się trzymanej w rękach kopercie, a odciśnięta na niej pieczątka z sową również zdawała się świdrować wzrokiem kwiaciarkę. Wampirzyca bała się otworzyć list. Wiedziała, z czym do niej pisano, ale nie była pewna, czy było to zaproszenie do siedziby Strzygoniów, czy też wiadomość o tym, że na Karola wydano wyrok.
Przez te siedem dni Izabela starała się poradzić sobie z rolą starszej. Próbowała przygotować Karola najlepiej jak mogła – każdego dnia ćwiczyli niestrudzenie, aby młodzieniec nabrał wprawy i przyzwyczaił się do swoich nowych umiejętności; a przy tym przekazywała mu wiedzę o tym, czego ma się wystrzegać i jak ukrywać swoją drugą naturę. Jak tylko miał jakieś pytania, ona albo Agnieszka odpowiadały na nie. Po tygodniu mógł już spokojnie przechadzać się po podwórzu, choć wciąż miał trudności z kontrolą siły.
Izabela bardzo cieszyła się, że mogli przebywać tutaj, z dala od reszty świata. Sprawiało to, że jej praca jako starszej była trzy razy łatwiejsza. Wampirzyca musiała teraz tylko zadbać o to, aby jej podopieczny mógł powrócić do normalnego życia. Napisała na posterunek policji, w którym pracował Karol, że leczy on złamaną nogę u ciotki na wsi i prosi o zwolnienie. Zwolnienie zostało mu udzielone, tak więc w razie czego mógłby wrócić do pracy, gdyby miał taką ochotę. Izabela przeczuwała, że prędzej czy później tak się stanie. Ostatecznie przed przemianą Karol kochał bycie policjantem.
To odcięcie od świata sprzyjało ćwiczeniom, ale też sprawiało, że życie przypominało sielankę. Były takie chwile, w których myślała, że istnieje tylko ten domek, Agnieszka, Karol i ona. Już wcześniej dużo rozmawiali z Karolem na miłe i niezobowiązujące tematy, ale wtedy mieli dla siebie czas tylko rano albo w chwilach, kiedy posterunkowy akurat nie miał nic do roboty. Teraz mogli rozmawiać ze sobą przy posiłku, po ćwiczeniach, rano, w południe, wieczorem, a czasem nawet w nocy. Czasami musiała sama siebie doprowadzać do porządku i przypominać sobie, że ma konkretne zadanie do spełnienia i że nie jest już tylko przyjaciółką Karola, ale też jego przewodniczką w nowym życiu.
Relacje między wampirem a jego starszym zawsze należą do szczególnych, ale Izabela znała je tylko z perspektywy kochanki, kogoś przemienionego tylko po to, aby zasiliła szeregi haremu egoisty. Nienawidziła tamtego okresu w życiu. Miała wtedy wrażenie, że jest zabawką i że na zawsze nią pozostanie. Nigdy nie wyobrażała sobie, że wydostanie się spod władzy swojego starszego, nie mówiąc już o tym, że sama zostanie starszą. Dlatego starała się nie być taka jak on. Brała odpowiedzialność za swojego podopiecznego i robiła wszystko, aby Karol nie czuł się wyobcowany z powodu swojej sytuacji. Ale już dawno odkryła, że relacje między nią a posterunkowym Dziwacznym są zupełnie inne od relacji z jej starszym.
Tak czy inaczej, już prawie zapomniała o Strzygoniach i o tym, co mogli zrobić jej i Karolowi, ale sowa na kopercie, którą właśnie trzymała w ręku, szybko przypomniała Izabeli o tym, że nie powinna czuć się bezpieczna, przynajmniej do chwili, aż Strzygonie nie zdecydują, co zrobić z nagle przemienionym bez ich zgody posterunkowym.
- Po prostu otwórz ten cholerny list – powiedziała Agnieszka, która chodziła w tę i z powrotem.
Izabela podniosła na nią wzrok i rzuciła jej karcące spojrzenie. Wiedźma zatrzymała się i dodała:
- Będę się wysławiać, jak mi się żywnie podoba. To mój dom. – Odchrząknęła i powróciła do poprzedniego tematu: – Otworzysz wreszcie ten list, czy nadal będziesz się mu przyglądać?
Wampirzyca westchnęła i wzięła leżący opodal nóż do masła.
- Masz rację, Agnieszko. Siedzenie i myślenie o tym, co jest w liście, nie ma sensu.
Izabela otworzyła nożem kopertę, a następnie odłożyła ostrze z powrotem na miejsce i wyciągnęła list. Jej oczy przebiegły po literach, powoli i uważnie. Wampirzyca w milczeniu i niemal z pokerową twarzą czytała zapisany staranną kursywą tekst i tylko jej ręce zdradzały jakiekolwiek zdenerwowanie. Kiedy już skończyła, położyła list na stole i przez chwilę jeszcze przyglądała się w ciszy przestrzeni przed sobą. Widok ten sprawił, że Agnieszka poczuła irytację, ale też niepokój.
- I co tam napisali? – zapytała w końcu.
Izabela powoli przeniosła na nią wzrok i przez chwilę Agnieszka miała wrażenie, że stało się najgorsze. Z łatwością mogła wyczytać lęk w oczach przyjaciółki.
- Tylko mi nie mów, że ci dranie… – zaczęła wiedźma, ale wampirzyca przerwała jej lekko drżącym głosem:
- Mamy się stawić jutro. Ona chce… chce mu się przyjrzeć osobiście.
- Naprawdę? – zdziwiła się Agnieszka. – Ona?
Izabela przytaknęła głową.
- Tak. Krwawa Barbara chce obejrzeć Karola.
Ostatnio zmieniony 10 maja 2014, 15:32 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 2 razy.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Re: Krwawa Barbara [tytuł roboczy]

Postautor: Astroni » 15 lut 2014, 23:43

Oooojej. Ojej. Powiem tyle - jestem zachwycona :) Podoba mi się wszystko - począwszy od fabuły i ogólnej akcji (choć generalnie unikam kryminałów) oraz szczegóły, przez rysy postaci, po język. I podobnie jak przy Tysiącu żywotach aż ciężko mi uwierzyć, że napisała to ta sama osoba, co wcześniejsze smutne i przeciągnięte rozkminy z Holmesami i Emmettem :-P

RedHatMeg pisze:Rozdział pierwszy, w którym to próbuję nie oblać testu Bechdel, ale nie jestem pewna, czy mi wyszło, czy nie.

O, a co za test? <sprawdza> Czy dwójka kobiet potrafi gadać o czymś więcej niż mężczyzna? Niii, chyba przeszłaś, w końcu one nie mówią o Karolu w tym sensie :p

Jak tak sobie myślę, to podobają mi się jednakowo oba nowe rozdziały, choć pierwszy raczej pod względem tego, co się tam działo (mnóstwo nowych informacji i postaci, rozmowy między Karolem a Izabelą i Agnieszką, no i Biblioteka, w krórej byłam :p), natomiast drugi od strony tego, jak został napisany, zwłaszcza dzięki przyciągającej uwagę ironii
Mogucki miał pucołowatą twarz i wyglądał na 29-30 lat. Miał życie przed sobą, być może nawet świetlaną przyszłość. Być może był także nieprawdopodobną świnią, która wszystkich innych uważa za miernoty, idzie po trupach do celu i zapomina wysłać mamie życzenia na Dzień Matki, ale to nie miało znaczenia.

Ale i fragmenty, w której jej nie ma lub nie powinno być, opisy wyglądu (na przykład to porównanie do mumii na początku) czy przemyśleń Izabeli i Karola też są ładne. Mam wrażenie, że się rozkręcasz :)

Na pierwszy rzut oka odpowiedź wydawała się prosta, ale zgromadzeni na miejscu zbrodni policjanci zaraz doszli do tych samych wniosków, co Karol i żaden z nich się nie odezwał.

To było świetne - to naprawdę początkowo wydaje się oczywiste, że to musiałabyć krew zabitego, ale przecież po co niby wampir miałby ją marnować? Dopiero kiedy zwrócić na to uwagę, okazuje się to być absurdalne. Nie łatwo wymyślić taką rzecz, więc dodatkowy plus. Mam nadzieję, że czasem nie zapomnisz o tym wątku ;)

Kiedy szli po schodach i Karol mógł się trochę rozejrzeć, zdał sobie sprawę z tego, że jednak nie znajduje się w kamienicy, tylko w jakimś domku jednorodzinnym (zmylił go niewielki rozmiar jego pokoju, no i nie zdążył się dobrze przyjrzeć krajobrazowi za oknem, zanim oślepiło go słońce).

Teraz mi głupio, bo jak mi to pokazywałaś na PW, to nie zajarzyłam, że to retrospekcja, tymczasem kiedy się już wie (bo przecież jest zaznaczone datą), a zwłaszcza czyta ciurkiem zaraz po poprzednim rozdziale, to naprawdę się już można domyślić, tymczasem ten nawias naprawdę nie wygląda tu dobrze.

Próbowała przygotować Karola najlepiej jak mogła – każdego dnia ćwiczyli niestrudzenie, aby młodzieniec nabrał wprawy i przyzwyczaił się do swoich nowych umiejętności

Tu jeszcze mam uwagę - dwa razy w tekście pojawia się słowo ćwiczenia, sugestia co do jakichś działań rozwijających panowanie nad wampirzą naturą. Ale... co to konkretnie są za działania? Coś związane z psychiką (medytacje?), fizycznością (praca nad chowaniem zębów?) czy może jakieś sprawdziany z wiedzy na temat tego, na co powinien uważać i jak reagować na różne rzeczy?

- Tak. Krwawa Barbara chce obejrzeć Karola.

A to było super! Udało ci się wreszcie znaleźć miejsce dla tytułowej Barbary i to jakie!

Nie mam się też chyba już co martwić co do retrospekcji - nie pojawiają się od rzeczy (zawsze jakieś skojarzeniowe zakotwiczenie jest), nie są przeciągnięte ani przegadane. Jak dla mnie, jeśli utrzymasz poziom, to będziesz mogła to potem nawet wydać.

Obrazek
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.


[center]^^^[/center]

Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 612
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 03 kwie 2014, 20:28

Rozdział z mnóstwem informacji i najważniejsze pada imię z tytułu, czyli najbliższe rozdziały pewnie przyśpieszą. Fajnie, że każdy ma swoje pięć minut i nie zmuszasz nikogo do śledzenia wyłącznie jednej i najważniejszej postaci. Jak już jestem przy postaciach - nie wiem, ale bardziej podobają mi się osoby z retrospekcji, niż czasów współczesnych. Co do samego świata - podoba mi się - bardzo ładnie wprowadzasz "wszystko c magiczne" do tej szarej rzeczywistości. Ogólnie, podoba mi się bardziej narracja - myśli bohaterów od ich dialogów. Doczepiłbym się do biblioteki, która była miejscem zbrodni, a mimo to tego samego dnia wpuszczono tam studentów i pracowników. Czy to nie za szybko?

we wsi Strzygi żył kiedyś pewien ród, który miał pewien szczególny okrzyk wojenny.
Wyrzuciłbym jedno pewien i inaczej skonstruował.
- Po pierwsze – zaczął Karol, spoglądając na nią – ród z legendy nosił nazwisk Strzygoni, od wsi.
Nazwisko
Każde większe stworzenie, które mogłoby zaspokoić jego apetyt (nawet człowiek, który regularnie przynosił Agnieszce swoje jajka)
:D
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2567
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 23 lis 2014, 17:31

Naszła mnie wena na przeczytanie czegoś forumowego, więc wybrałam to, bo wydało mi się najbardziej intrygujące. Ten główny bohater to trochę Seta przypomina. Obaj rudzi, obaj nieśmiertelni... Ty chyba lubisz rudych, co ;-) ? I popełniłaś błąd logiczny, bo napisałaś, że Karol ma duszę, a on nie może mieć duszy, bo jest rudy :-P Ale skupmy się na fabule. Generalnie realia i pomysł są okej, chociaż liczyłam na to, że całość będzie się dziać w latach trzydziestych, byłam ciekawa jak przedstawisz te czasy, ale spoko, może być. Tylko niestety przedstawiasz wampiry w taki sposób, jak ja nie lubię. Dobre wampiry nie pijące krwi! Toż to zaprzeczenie wampiryzmu. Tzn. ja nie mówię, że to błąd, ludzie różnie przedstawiają wampiry w książkach i filmach, ale ja akurat przywiązana jestem do tej klasycznej wersji wampira. Właśnie dla mnie cała fajność w wampirach polega na tym, że nie są jak ludzie, że są socjopatyczne, bezduszne, że poddają się instynktom. Oczywiście mogą mieć w sobie jakąś głębię, emocje, rozterki itp. ale generalnie dla mnie wampir co nie zabija i nie pije krwi to zakała dla wampirzego rodu. Więc pewnie dlatego bardziej przypadła mi do gustu postać Maćka, a nie Karola i o nim chciałabym się czegoś więcej dowiedzieć. Przy czym mam pewne zastrzeżenie, co do sposobu przedstawiania postaci. Mam wrażenie, że chciałabyś za jednym razem jak najwięcej o postaci powiedzieć, przez co wychodzą czasem trochę przydługie, nudnawe wywody na ich temat. A fajnie by było, jakby te różne fakty na ich temat wychodziły po trochu, przy różnych okazjach. Chociażby poprzez interakcję z innymi postaciami, o czym dziś wspominałam. Ale możliwe, że to tylko moje prywatne upodobania. Zresztą uważam, że generalnie to jest dobrze napisane. Oczywiście, jakby ci ktoś betował, to byłoby jeszcze lepiej, ale znam twoje podejście do tego, więc się czepiać nie będę. Fabuła idzie w ciekawą stronę, postacie mają potencjał, chcę przeczytać więcej. Rzekłam.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2124
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 25 lis 2014, 23:13

Astroni pisze:Chyba nie masz akurat nic innego (w sensie powieści, a nie bloga) na głowie, więc proszę mi tu nie szukać usprawiedliwień!

Wiesz, jest jeszcze sprawa tego konkursu na debiut, więc żyję trochę w stresie, bo jak nie zdołam niczego napisać do kwietnia, pozostanie mi wysłanie MvH.

A następny rozdział Baśki został napoczęty, ale idzie mi topornie.
Ostatnio zmieniony 26 lis 2014, 11:38 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 1 raz.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2567
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 26 lis 2014, 09:56

A nie możesz na konkurs wysłać tego? Teraz powinnaś mieć motywację do pisania.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2124
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 26 lis 2014, 11:40

Vampircia pisze:A nie możesz na konkurs wysłać tego? Teraz powinnaś mieć motywację do pisania.

Wiesz, jest jeszcze taki problem, że to piszę trochę w ciemno. Nie mam jakiejś określonej wizji tego, jakie ma być rozwiązanie zagadki. Więc cienko to widzę.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2567
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 26 lis 2014, 11:44

Masz wystarczająco czasu, żeby wizja ci się skrystalizowała. Nie podchodź do tego konkursu, jakby to była twoja jedyna szansa w życiu. Wyjdzie to wyjdzie, nie wyjdzie to wyjdzie innym razem.
Shoot first. Think never.


Wróć do „Fantastyka”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość