TOMB RAIDER - THE OTHER SIDE

Tutaj wrzucamy fanfiki do gier wszelkiej maści.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Szogun
uczeń
Posty: 29
Rejestracja: 05 lut 2010, 01:27
Lokalizacja: z dalek
Kontaktowanie:

TOMB RAIDER - THE OTHER SIDE

Postautor: Szogun » 10 kwie 2010, 04:10

Z góry ostrzegam, to nie jedno częściówka ani opowiadanie o jakichś rozterkach sercowych Lary i jej problemach miłosnych oraz emocjonalnych. Przynajmniej na razie. To czysta przygodówka z elementami walki, historii, zarówno prawdziwej jak i własnej, z ciężkimi nazwami miejsc, które istnieją lub istniały, oraz fantastyką. Jednak staram sie jak najbardziej oddać klimat Tomb Ridera i nadać mu tą kapkę realizmu i niezwykłego klimatu antycznych ruin z wielką aferą w tle. Hmm jako że opieram swoją grę zarówno na pierwszych częściach Gry jak i ostatnich kontynuacjach, wykorzystuję postaci z obydwu kanonów które lekko się różnią. Dlatego też chciałbym ostrzec tych, którzy jeszcze nie grali w Underworlda iż mogą natrafić na nieprzyjemny spoiler. Okey już nie straszę i zapraszam do czytania. Enjoy.

PS. Jeżeli będziecie chcieli dodam potem mniej więcej opisy tych ruin o których wspomina Zip i etc.

Prolog (1)

Kambodżańska dżungla wyglądała pięknie. Deszcz delikatnie siekał drobne listowie kauczukowca, na którym drzemał wielki pyton tygrysi. Pierwsze promienie słońca przedarły się przez gęsty gąszcz oświetlając błotnistą drogę, pooraną różnymi pnączami i korzeniami potężnych figowców. Droga ciągnęła się ciasno, od południa, poprzez zarośla w kierunku mniej więcej północnym. Wiszące wszędzie gałęzie na pewno utrudniały drogę. Zwłaszcza motocyklowi marki Triumph i jego kierowcy, który zmagał się z grząską nawierzchnią. Co chwila zwalniał omijając większe kałuże błota. Potem przyśpieszał na pagórkach. Kierownica podrygiwała na korzeniach, co jeszcze bardziej przeszkadzało w prowadzeniu angielskiego motocyklu. Przednie światło już prawie wcale nie przebijało się przez warstwę błota osiadłą na szybce. Dżungla jeszcze bardziej zgęstniała, a droga stała się jeszcze gorsza. Deszcz i wiatr wzmogły się do granic swych możliwości. Drzewa bujały się we wszystkich kierunkach trąc o siebie nawzajem. Wszędzie dookoła leżały połamane gałęzie i poprzewracane pomniejsze drzewka sandałowe. Przez drogę przebiegło stadko małych makaków. Przystanęły na chwilę, a kiedy reflektor je oświetlił umknęły w pobliski gąszcz. Kierowca zmagał się jeszcze jakiś czas z drogą, lawirując pomiędzy gałęziami. Niebo przesłoniły ciemne i gęste monsunowe chmury. Po chwili między nimi przedarła się błyskawica, oświetlając na moment dżungle. Dwa kilometry dalej, gąszcz się rozrzedził i ustąpił. Ukazała się wydeptana pustka w środku dziczy. Kierowca zahamował, i zgasił motocykl. Zsiadł z niego, odpiął z tyłu mały plecaczek turystyczny. Z postury można było wywnioskować że jest to kobieta. Zgrabna i pociągła sylwetka, długie ciemne włosy wystające spod kasku spięte w luźny kucyk. Miała na sobie obcisłe czarne wycieruchy, wysokie buty na rzepy z grubą podeszwą, a na plecach czarną kurtkę z czerwonymi lampasami. Dłonie były okryte skórzanymi rękawiczkami bez palców. U pasa wisiały dwie beretty 9 mm. Kobieta podniosła szybkę od kasku. Miała duże brązowe oczy i gęste brwi. Rozejrzała się uważnie, deszcz utrudniał widoczność. Wyciągnęła z bocznej naszywanej kieszeni małego palmtopa. Wcisnęła boczny guzik. W kasku dało się słyszeć męski głos.
- Tak moja droga?
- Zip. Coś tutaj nie gra. Powinnam mieć przed sobą ruiny świątyni Khmerów. Tymczasem nie ma nic.
W słuchawkach chwilkę coś trzaskało, po chwili mężczyzna odezwał się.
- Jesteś pewna, że przy Banteay Chhmar skręciłaś na zachód?
Lara westchnęła.
- A jak sądzisz?
- Wybacz. – odparł zmieszany głos, a po chwili dodał – Podaj mi swoją lokalizację.
Lara podniosła palmtopa i otworzyła go. Wystukała coś na klawiaturze i po chwili jej oczom na małym niebieskim ekraniku pojawiła się mapa, kompas i współrzędne.
- Jestem jakieś dwadzieścia kilometrów na północny zachód od ruin Banteay Chhmar.
Powoli ruszyła przed siebie mierząc wzrokiem uważnie otoczenie. Gdzieś w oddali dało się słyszeć odgłos bażanta. Słuchawki trzasnęły i Zip się odezwał.
- Przejrzałem jeszcze raz te zdjęcia od NATO. Rok temu DC-8 wyraźnie coś zarejestrowały. To musi być gdzieś tutaj. Ta anomalia znajduje się między 13°52' a 13°54'N oraz 104°13' a 104°15'E. To jest gdzieś w okolicy, musisz się dokładnie rozejrzeć. Może historia jest podobna do tej z Nokor Pheas? Może to jednak już ruiny rozsypane w drobny mak.
Lara zatrzymała się. Przyklękła i zerwała jakąś roślinę. Wydłubała małym scyzorykiem kawałek kamiennej płytki, z fragmentem płasko rzeźby. Lady Croft przyjrzała się jej uważnie. Znajdował się na niej fragment lewej dłoni trzymającej kwiat lotosu. Odłożyła ją z powrotem na ziemie.
- Ej jesteś tam?
- Przepraszam Zip, zamyśliłam się lekko. Chyba masz racje co do świątyni.
Ruszyła po woli w głąb wysokiej trawy sięgającej jej prawie do piersi. Stąpała po woli i ostrożnie, zawsze wcześniej sprawdzając stopą grunt. Kambodża słynęła ze swych bagien i ruchomych piasków, a możliwość ich wystąpienia wzmogła pora monsunowa. W końcu przedarła się na drugą stronę. Przed sobą miała kamienną polankę. Po chwili zauważyła, że podłoże nie jest naturalne. Składało się ze skał piaskowca, które w okolicy nie występowały. Lara dostrzegła kolejne zniszczone fragmenty płaskorzeźb, charakterystycznych dla pradawnych Khmerów. Uważnie przechadzała się przyglądając leżącym pod nogami gruzom. Po chwili przystanęła.
-Zip.
Chwila ciszy.
- Tak?
- Ktoś tu był. Niedawno. Możesz to sprawdzić?
- To zajmie chwilkę.
Pani archeolog przydeptała wilgotnego, nie wypalonego do końca papierosa. Zdjęła kask i rzuciła go na ziemię. Krople deszczu zaczęły siekać jej twarz. Sięgnęła do kabury. Wyciągnęła po woli dwie beretty i uniosła na wysokość głowy. Po chwili w słuchawkach znowu odezwał się Zip.
- Mam obraz dwóch dużych furgonetek zaparkowanych na wschód od twojego motoru. Zaraz… - Zip na chwilkę zamilkł – Jest jeszcze jedna. Właśnie podjeżdża do Triumpha. Schowaj się gdzieś.
Więcej Lara nie musiała wiedzieć, gdyż ryk wozu usłyszała już wcześniej. Zgrabnymi susami podbiegła do rozgałęzionego figowca. Schowała broń z powrotem. Chwyciła się oburącz dolnej gałęzi, naprężyła ciało i jednym zręcznym skokiem znalazła się wyżej. Odbiła się obiema nogami od pnia, lewą ręką chwyciła się kolejnej gałęzi. Podciągnęła się i w przykucniętej pozycji ukryta pod gęstymi liśćmi figowca spoglądała na grupkę żołnierzy brodzących w wysokiej trawie. Przyjrzała się im uważnie. Wykrzykiwali coś do siebie po Khmersku. Z drugiej strony nadeszło jeszcze kilku. Spotkali się w miejscu, w którym jeszcze przed chwilą przebywała Lara. Gestykulowali w kierunku motocyklu, po czym zaczęli się rozglądać. Zauważyli leżący kask co jeszcze bardziej najwyraźniej ich zaniepokoiło. Podzielili się na cztery grupy każda po pięciu i rozeszli w innych kierunkach. Lara spokojnie odczekała, aż żołnierze będą wystarczająco daleko. Wyszeptała.
- Zip?
- Kim oni są? – spytał mężczyzna po drugiej stronie – Jacyś znajomi?
- Wyglądają na żołnierzy, ale stawiam pięć do jednego, że zajmują się także kradzieżą płaskorzeźb.
W słuchawkach coś trzasnęło.
- Myślałem ,że UNESCO objęło ochroną cały teren ruin Angkor?
Lara się uśmiechnęła. Odczekała, aż tamta piątka zniknęła w gąszczu banianów. Opuściła się na rękach na niższą gałąź, po czym delikatnie zeskoczyła na ziemię.
- UNESCO nic nie może zrobić. – kontynuowała – To wojsko a nie jacyś rabusie, nikt im nie jest w stanie zarzucić czego kolwiek.
Gdzieś w pobliżu trzasnęła gałązka.
- Kończę.
Wyszeptała szybko, po czym odskoczyła w wysoką trawę. Po chwili, pojawiło się dwóch maruderów. Wracali szybko, najwyraźniej czymś ożywieni. Nie mieli więcej niż dziewiętnaście lat. Wojskowi z poboru. Lara przyjrzała się uważnie ich uzbrojeniu. Każdy z nich miał przy sobie AK-47. Standardowe wyposażenie wojska. Do tego mieli je źle zarzucone na ramiona co prawdopodobnie utrudniło by im szybkie przyłożenie się do strzału w razie potrzeby. Lady Croft nie miała zamiaru atakować, wolała się jednak upewnić z kim ma do czynienia. To byli z pewnością amatorzy. Na szczęście. Przeczekała, aż przebiegną obok niej z powrotem w kierunku Triumpha. Gdy tylko ich odgłosy ucichły, pani archeolog ruszyła ostrożnie dalej, ciągle sprawdzając na palmtopie swoją pozycję. Cały czas trzymała się obrzeża lasu, pilnując żeby nie zgubić śladu piaskowca. Dwa razy mijał ją patrol wojskowy, chodzili dwójkami. Nie przykładali się do swojej pracy. Utrudniali jednak pannie Croft wędrówkę. W końcu dotarła do dwóch wspomnianych przez Zipa ciężarówek. Jedna była już do połowy załadowana zrabowanymi zdobieniami… pochodzącymi z pobliskiego muru. Lara wyraźnie po zachowanych jeszcze płaskorzeźbach poznała wejście do świątyni Wisznu. Niestety ciągle krzątali się wokół żołnierze, rozbierając na kawałki starą bramę. Archeolog postanowiła okrążyć mur. Jakieś trzysta metrów dalej, mur skręcał o dziewięćdziesiąt stopni w bok. Lara przeszła jeszcze kawałek i ujrzała lekką wyrwę u góry. Zarzuciła hak, i gdy ten zablokował się, naprężyła linę i rozpoczęła wspinaczkę. Po woli wdrapała się na szczyt zabudowania. Potem ostrożnie opuściła się na dół po drugiej stronie. Przycisnęła pasek i hak zwolnił zaciski, a linka automatycznie się zwinęła. Była wewnątrz. Budowle niestety dawno już runęły pod naciskiem korzeni figowca, które przez lata drążyły kamienne fundamenty.
- Zip, Jestem w środku.
Czekała chwilę. W słuchawkach panowała grobowa cisza.
- Zip? Jesteś tam…
Znowu cisza, nikt nie odpowiadał. Lady Croft ogarnęło złe przeczucie. Co się mogło stać?
- Zip! Odezwij się!
W słuchawkach coś zatrzeszczało.
- Słucham?
Archeolog spadł kamień z serca.
- Gdzieś ty był?
- Wybacz, wyskoczyłem na kawkę?
- Co zrobiłeś?
Gdzieś po drugiej stronie dało się słyszeć śmiech.
- Wybacz. Nie odzywałaś się dość długo, więc poszukałem dokładnie wiadomości o stanie wiekowym tych ruin. Niestety nie Jestem tak dobry w te klocki jak Alister. Według mnie … Lara?
Kobieta nie odzywała się przez chwilkę. Zamyśliła się. Alister zginął ponad dwa lata temu, a pomimo tego wciąż nie mogła się pogodzić z jego śmiercią. Tym bardziej, że to wszystko była jej wina. To ona zawiniła.
- Lara? Wszystko w porządku?
Lady Croft z początku nie odezwała się, stała nie ruchomo wpatrzona gdzieś przed siebie. Siekający deszcz w końcu jednak ją obudził z zamyśleń.
- Tak?
- Wybacz nie chciałem.
Lara uśmiechnęła się do siebie.
- Nie możemy udawać, że nigdy nie istniał prawda?
Zip westchnął. Zapanowała niezręczna cisza. W końcu Archeolog kontynuowała.
- Jaki jest ich wiek?
- Według mnie to stara świątynia Wisznu, sprzed okresu Surja…- technik na chwilkę się zaciął, a po chwili dokończył nie pewnie - …warmana II?
Lara ruszyła po woli w kierunku ruin, sprawnie kryjąc się przed żołnierzami. Dotarła w końcu do ich centrum. Przyjrzała się uważnie wielkiemu posągowi czterorękiego mężczyzny, stojącego w szacie. W dłoniach trzymał buławę, kwiat lotosu, dysk i koncha. A u stup leżała prawdopodobnie jeszcze jedna figura. Teraz pozostał po niej tylko ślad. Na postumencie były wyryte jakieś khmerskie litery. Przyjrzała się im uważnie.
- Zip? Jakie masz informacje o Wisznu?
- Poczekaj chwilkę…
W głośniku dało się słyszeć odgłos przesuwanego krzesła i kroki. Cisza trwała dość długo więc Lara jeszcze raz przyjrzała się literom. Potem spojrzała z powrotem na pomnik czterorękiego mężczyzny. Starała sobie przypomnieć wszystko czego nauczyła się podczas wyprawy z Von Croyem. To był ponad dziesięć lat temu. Co on jej opowiadał o Wisznu? Co oznaczały przedmioty w jego dłoniach? Dotknęła jednej z liter. Rozpoznawała wszystkie, ale nie miały one najmniejszego sensu. W słuchawkach znowu dało się słyszeć Zipa.
- Hmm, mam coś, kurde naprawdę powinniśmy zatrudnić jakiegoś nowego historyka, ja się w tym nie łapie.
- Zip!
- Tak?
Lara westchnęła.
- Co tam masz o jego wizerunku? W sensie czy jest coś dokładnie opisane o danej formie, którą tutaj mam?
Teraz znowu Zip westchnął.
- No więc jest tego od groma. Może najlepiej by było zacząć od tego że Wisznu ma 24 formy Vinsu – murzyn co chwila się zacinał i nie był pewny poprawnej wymowy – a to, którą z nich przedstawia posąg można sprawdzić odczytując kolejność przedmiotów w dłoniach bóstwa. Zaczynasz od …
- Prawej dolnej ręki, potem górna, lewa górna i lewa dolna.
Lara uśmiechnęła się do siebie, a więc jednak nie zapomniała, potrzebowała tylko tej siły, która popchnie jej umysł do działania. Teraz mgła przesłaniająca wiedzę z przed dziesięciu lat rozwiała się nagle, odsłaniając oślepiający blask porównywalny do blasku słońca. Lady Croft jak natchniona podeszła do liter. Rozczytała z trudem stare zapiski i przyjrzała się posągowi. Prawa dolna ręka trzymała dysk. Lara spojrzała na zapiski i dotknęła wyrzeźbionych w kamieniu liter.
-Dysk czyli ćakra.
Wcisnęła powoli napis. Ten z lekkim zgrzytem potulnie wsunął się wewnątrz postumentu. Lara uśmiechnęła się do siebie. Spojrzała dalej, według odczytu awatara. Prawa górna dłoń trzymała kwiat lotosu. Kobieta spojrzała znów na pozostałe rzeźbienia.
- A więc padma.
Kamień wszedł tym razem gładko. Spojrzała dalej. Buława, a na samym końcu koncha.
- Gada i śankha.
Gdy ostatni z wyrazów został wciśnięty do środka, jakiś mechanizm zaskrzypiał i podłoże leciutko się zatrzęsło. Lady tak jak myślała, dostrzegła po woli wysuwającą się mniejszą figurkę wysuwającą się w pustym miejscu. Była to kolejna podobizna Wisznu tym razem przedstawiająca go w postaci awatara. Miał lwią głowę, reszta była identyczna, z tą różnicą, że szata zdobiona była półksiężycami i pół słońcami. Lara przyjrzała się pozostałym wyrazom, dobrze wiedziała czego szuka. Odnalazła po woli wyraz nara – człowiek, a po chwili sinha – lew. Wcisnęła je w kolejności ich odnalezienia. Spojrzała po woli na posąg i wyszeptała.
- Narasinha, zabójca Haranjakaśipu.
Słuchawka trzasnęła i odezwał się w niej Zip.
- Słucham?
Lara westchnęła, i zawiedziona spojrzała na brak reakcji, po rozwiązaniu łamigłówki. Zip beznadziejnie próbował powtórzyć imię demona, które wypowiedziała archeolog. Po chwili jednak dał sobie spokój, słysząc rozbawiony głos kobiety. Coś zgrzytnęło. Lara odskoczyła do tyłu, gdy pod jej nogami zaczęły powstawać małe wgłębienia. Po woli, fragmenty podłoża zaczęły się obsuwać tworząc schody prowadzące do kamiennych drzwiczek, które do nie dawna skrywała ziemia. Kobieta zeszła po nich delikatnie. Każdy jej krok obsuwał grudki zeschniętej ziemi i mieszaniny listowia. Dotarła po woli do półtorametrowych drzwi i po woli pchnęła je barkiem. Gdy te nie ustąpiły, użyła więcej siły. Drzwi zeskoczyły i spadły z rumorem w dół. Lara zajrzała do świeżo powstałej dziury. Za nią ziała mroczna pustka, a delikatny blask światła pokazywał, że kontakt z ziemią może być bolesny. Można było zauważyć ślady po obecności niegdyś mostu linowego. Teraz jednak nie pozostało po nim nic, niż paliki na podpory i kawałek zwietrzałego sznura. Lady Croft, włączyła latarkę na prawym barku. Oświetliła dokładnie całą przepaść, potem zbadała sufit i znalazła to czego szukała. Tuż nad samym stropem wystawał potężny korzeń figowca, który latami drążył ziemię w tym miejscu. Zaczynał się mniej więcej w połowie rozpadliny i znikał powrotem kawałek dalej. Widoczna jego część przywodziła na myśl literę U z lekko pochylonym przednim bokiem do środka. Pani archeolog zwolniła zaczep linki i chwyciła mocno w ręce hak. Opuściła go trochę niżej po czym pewnie złapała za linkę. Zamachnęła się nią dwa razy nad głową i jednym celnym rzutem posłała ją w kierunku korzenia. Po chwili hak mocno już wbił się nóżkami w korzeń. Lara sprawdziła czy aby lina wytrzyma i puściła się swobodnym lotem nad ziejącą rozpadliną. Gdy po chwili swobodnego lotu znów zaczynała się unosić jedną ręką złapała się za pasek z linką, a gdy jej nogi znalazły się nad drugim końcem półki skalnej zwolniła blokadę. Lina swobodnie się rozwinęła co sprawiło, że kobieta z gracją znalazła się powrotem na twardym gruncie. Po chwili uwolniła hak chowając zaczepy. Linka błyskawicznie zwinęła się z powrotem. Lady Croft ruszyła dalej. Droga prowadziła do kolejnego tunelu, ten schodził stromo w dół. Ktoś, bardzo dawno temu, wyrył w podłożu schody, które teraz już nie zapewniały bezpiecznej podróży. Z sufitu zwisały gęste pajęczyny splecione z korzeniami jakichś roślin. Na szczęście tunel nie był długi i po chwili zamienił się w wielką grotę. Nie była jednak dziełem natury, była świadectwem ciężkiej pracy ludzkich rąk. Zapewne niewolniczej, pomyślała archeolog. Ściany zdobiły wszelakiej maści napisy i zdobienia, zazwyczaj płaskorzeźby przedstawiające różne formy bóstwa Wisznu. Strop podtrzymywały dwa rządy kolumn, ciągnących się wzdłuż prostokątnej sali. Światło, choć blade wpadało do środka poprzez maleńkie szczeliny w suficie. Po prawej ukazało się zawalone gruzami przejście, z tego co wywnioskowała Lara musiało ono prowadzić do kwater kapłanów, którzy swego czasu pilnowali porządku tego miejsca i pełnili zapewne role medyków oraz boskich łączników. To by również pasowało do klucza, który odgadła na górze, mógł się wydawać prosty, jednak w tamtych czasach tylko najwyżsi rangą mogli chlubić się umiejętnościami pisania i czytania. Dalej sala kończyła się kamiennymi drzwiami. Nie było w nich żadnych otworów, żadnych napisów, ani żadnych łamigłówek. W słuchawkach zatrzeszczało. Odezwał się tak długo milczący Zip.
- Eee … kochana, dwie sprawy. Jeśli mogę przeszkodzi ci w kontemplacji i badaniu tego miejsca.
- Słucham cię.
Murzyn chwilkę potem odpowiedział.
- Pierwsza jest taka, że jak posuniesz się choć trochę dalej to mogę stracić z tobą łączność, co nie ułatwi nam zadania.
Lara westchnęła, wiedziała bowiem żeby dowiedzieć się reszty musiała spytać.
- A druga wiadomość?
Technik najwyraźniej spoważniał.
- Jak szybko nie wrócisz to podpieprzą ci Triumpha. Już załadowali go na wachę, mogą więc szykować się do odjazdu.
Lady Croft uśmiechnęła się tylko i ruszyła z powrotem. Do jej uszu jednak dotarło dziwne sapanie, które w miarę upływu czasu narastało. Zaczęło mu towarzyszyć człapanie czegoś ciężkie, które wzmagało echo rozchodzące się po sali. Panujący półmrok potęgował nie przyjemną atmosferę. Lara chwyciła za beretty i wyciągnęła je sprawnymi ruchami, przysuwając je do twarzy w swym nieodmiennym zwyczaju. Odgłosy na chwilę ustały i już całkiem blisko dało się słyszeć parsknięcie nozdrzami. Coś było przed nią i najwyraźniej zwietrzyło jej zapach. Jedno pytanie wciąż dręczyło umysł pani archeolog, jednak teraz nie miała czasu aby się nad nim skupić. Stała tak w ciszy skupiona i nasłuchiwała. Chwila wydawała się dłużyć w nieskończoność, gdy wtem przed nią rozbrzmiał ryk. Potężny i gardłowy, spotęgowany odbijającym się echem obudził nie pokój w sercu Brytyjki. Ta ostrożnie wycelowała jedną z broni przed siebie. Człapanie łap znowu dało znać o ruchu istoty, tym razem jednak było ono szybsze, bardziej gwałtowne. Świadczyło to o jednym, cokolwiek to było biegło w jej kierunku, a nieregularne parskanie i sapanie tylko utwierdzało tą tezę. Po chwili coś zamajaczyło w świetle, coś wielkiego i szybkiego.
Z ciemności niczym strzała wyskoczył niedźwiedź. Miał blisko dwóch metrów wzrostów i drugie tyle długości. Sierść miał czarną, lśniącą w blasku latarki. Łapy zakończone były wykrzywionymi pazurami, które służyły zapewne do wspinaczki po drzewach. Na podbrzuszu można było dostrzec żółtopomarańczową plamę. Drapieżnik z rykiem rzucił się na kobietę. Zamachnął się wielką łapą w jej kierunku. Lara wybiła się do tyłu, robiąc z gracją salto wylądowała w półprzysiadzie i wystrzeliła dwa razy w kierunku zwierzęcia. Kule ugodziły je w prawą łapę. Ku zdziwieniu Lady Croft niedźwiedź nawet na chwilę nie stracił zapału, nawet nie zląkł się wystrzałów. Co najgorsze jednak, wciąż poruszał się zwinnie i szybko, jak gdyby dwie kule w jego ciele znajdowały się tam od zawsze. Błysnęły białe kły, szczęka kłapnęła w powietrzu i ze wściekłością mogła stwierdzić brak ofiary. Tymczasem archeolog zwinnie przetoczyła się na bok i wystrzeliła po raz kolejny. Niestety pociski tylko musnęły skórę rozwścieczonego ssaka. Ten z furią odwrócił się i rzucił na kobietę z obydwiema przednimi łapami. Pazury minimalnie ominęły panią archeolog, ta szybkim ruchem kopnęła niedźwiedzia w podbródek, szybko postawiła stopę na jego pysku i wybiła się nią z całych sił do tyłu znów wykonując salto. Tym razem jednak nim zdążyła dotknąć ziemi wyciągnęła obydwie bronie w kierunku drapieżnika i wygięła się, aby lepiej wycelować. Zanim stopa dotknęła wapiennej posadzki dało się słyszeć kolejne trzy wystrzały. Dwie kule pomknęły ku boku niedźwiedzia i zatopiły się głęboko w jego ciele, a trzecia trafiła w tylną kończynę na wysokości kolana. Zwierzę zaryczało z bólu i na chwilkę zdawało się być oszołomione. Ku przerażeniu Brytyjki szybko jednak zaczynało odzyskiwać wcześniejszą świadomość. Kobieta odwróciła się na pięcie i pędem ruszył w kierunku tunelu, którym tutaj przybyła. W pełnym sprincie odwróciła na chwilę głowę, aby spojrzeć przez ramię. Stworzenie goniło ją z całą swą zawziętością wzmożoną zapewne przez rany. Wyraźnie jednak utykało na tylną kończynę i straciło swą niebywałą prędkości. Mimo to i tak jednak doganiało panią archeolog. Ta spojrzała przed siebie i zwróciła uwagę na lufcik, wpuszczający światło przez sufit. Schowała jedną berettę i wolną ręką pochwyciła za linkę. W pełnym biegu zarzuciła ją nad sobą i posłała w kierunku szczeliny. Hak idealnie w niej ugrzązł w momencie, w którym Lara go minęła. Niedźwiedź już sięgał w jej kierunku łapami, gdy jego ofiara nagle uniosła się w powietrzu. Linka naprężyła się, i z niezwykłą siłą porwała kobietę w górę, tuż przed sufitem, dziewczyna zwolniła zaczepy i hak puścił, a zwijająca linka pomogła jej w wykonaniu salta. Dziewczyna gdy już wyhamowała swój lot i zaczęła opadać nogami w dół zaczęła siekać w niedźwiedzia kulami. Grad pocisków spadł dosłownie na zaskoczone zwierze z góry, kule orały jego ciało. W końcu pani archeolog wylądowała z całą siłą na karku zwierzęcia, to spowodowało, że całe cielsko pochyliło się do przodu i runęło z głuchy łomotem. Lara spadła w momencie upadku zwierzęcia i uderzyła twarzą o wapienną posadzkę. Na chwilę ją to oszołomiło, jednak po woli wstała i na chwiejnych nogach podeszła do martwego korpusu. Dopiero po chwili dotarło do niej, że od początku pojedynku Zip jak oszalały krzyczy do niej pytając co się dzieje.
Lara odetchnęła i streściła mu całe zajście szturchając nogą martwy pysk aby się upewnić o nieszkodliwości zwierzęcia. Odetchnęła z ulgą, przeładowała bronie po czym je schowała. Z pasją rozmasowywała zbity policzek, który już zaczynał nie przyjemnie sinieć.
- Rany, nie wiedziałem że niedźwiedzie malajskie osiągają takie rozmiary!
Lara przykucnęła i przyjrzała się swojemu byłemu zagrożeniu.
- Bo nie osiągają. Wygląda jak niedźwiedź malajski, ma identyczne ubarwienie futra, budowę łap ułatwiających wspinaczkę, jednak jego rozmiary w ogóle nie pasują do jego gatunku.
Zip chwilkę milczał, w końcu jednak wybąkał coś podobnego do „ jak to? „.
- Niedźwiedzie malajskie są najmniejszymi ze swojego gatunku. Żywią się owadami, nektarem który zlizują i tym podobnymi. Podczas mojego pobytu z Von Croyem kilka lat temu, gdy ruszaliśmy w głąb dżungli przyłączyliśmy się do grupki kłusowników polujących na te zwierzęta dla Chińskich medyków. Wierz mi naoglądałam się już niedźwiedzi malajskich i to nie jest jeden z nich, choć przypomina jego większą wersję.
Dla murzyna jednak nie było jakiego kolwiek problemu, niedźwiedź był martwy, Lara cała, wyszeptał po cichu jakieś słowa współczucia dla jak to on określił „bezbronnego” zwierzęcia, które zabłądziło. Lara szybko mu przerwała i przypomniała sobie o gnębiącej ją zagadce. Mianowicie, skąd się tutaj wziął niedźwiedź? Przecież szła tutaj tą drogą i niespotkana go wcześniej nie mógł też wleźć za nią z powierzchni, gdyż przeszkodziła by mu rozpadlina. W sercu pani archeolog zapłonęła nowa nadzieja. To oznaczało, że musiała przeoczyć jakieś inne wejście, drogę lub coś w tym rodzaju. Wytężyła wszystkie zmysły i bacznie sprawdzała każdy podejrzany fragment ścian. Nagle poczuła na twarzy powiew świeżego powietrza. Chwilowy przeciąg, który już zniknął. Rozejrzała się uważnie, bez latarki było jej o wiele trudniej. Szybko jednak odnalazła odpowiedź. W mroku ujrzała, jak obok jednej z kolumn znajduje się wielka wyrwa w suficie. Prawdopodobnie po tej kolumnie musiał zleźć za nią niedźwiedź gdy tylko wywęszył jej zapach. Lara cicho naprężyła swe ciało i skoczyła na kolumnę. Jej palce znalazły zaparcie w szczelinie. Potem dziewczyna do połowy objęła grubą kolumnę nogami i wyszukując ręką odnalazła kolejne wgłębienie i pode pchała się stopami. Po chwili chwyciła się krawędzi stropu i podciągnęła na wyższy poziom. Tutaj było praktycznie ciemno. Tymczasem w słuchawkach znowu odezwał się Zip.
- No i dupa zbita, właśnie odjechali z twoim sprzęcikiem! Jak zamierzasz wrócić?
Dziewczyna uśmiechnęła się.
- Złapię stopa.
Ruszyła po woli do przodu oświetlając sobie ciemności słabym blaskiem ekranu palmtopa. Po chwili ciemności ustąpiły i Lady Croft znalazła się w wielkiej komnacie, urządzonej w podobnym stylu co sala na dole, jednak tym razem mniejszą z czterema kolumnami. Lara odetchnęła z ulgą gdy ujrzała, że przy żadnej nich nie ma szczeliny prowadzącej w górę. Niedźwiedź więc był tutaj uwięziony nie wiadomo od jak dawna, co tłumaczyło by agresję z jego strony, zapewne głód. Którędy jednak wlazł tutaj? Jedynym logicznym rozwiązaniem wydawało się zawalone przejście do kwater kapłan. W końcu nie wiadomo było kiedy się zawaliło ani czy, aby za nim nie było jakiegoś wyjścia na świat. W końcu problem drapieżnika częściowo się wyjaśnił. Lara ruszyła dalej. W prawym rogu znalazła coś co przeszło jej oczekiwania. Znajdowała się tam bowiem ludzka mumia. Zmumifikowane ciało obwiązano płótnami w pozycji embrionalnej. Jednak na jego powierzchni można było dostrzec ślady kłów. Znów zapewne niedźwiedź, który starał się poskromić głód. Wyschnięte zwłoki jednak okazały się być nie najlepszym wyjściem, a jak się domyślała Lara próba ich zjedzenia musiała być identyczna do próby zgryzienia wapiennej posadzki.
- I jak tam poszukiwania? Masz coś?
Lara odpowiedziała z wyraźnym zawodem.
- Nie, chodź znalazłam coś równie interesującego. – tutaj jej głos się rozweselił – Pobiorę próbki mumii i wyślę ci do domu. Dasz je do badań do mojego powrotu.
- Mumii?
Odpowiedzi jednak nie było, Lara podniosła głowę znad zwłok i schowała dwie fiolki do plecaczka.
- Czas się stąd zbierać, później najwyżej wrócę tu z Asajem. Coś czuje że powrót trochę mi zajmie czasu. Jakbyś był taki miły i mógł go o tym poinformować.
Zip westchnął.
- Będziesz miała nauczkę, aby nie zostawiać motocykli po środku dżungli.
Lara z żalem opuściła ruiny, zamykając za sobą przejście na dół.
Na wojnę ku*wa !!!

Awatar użytkownika
Najuch
debiutant
Posty: 84
Rejestracja: 02 sty 2010, 21:25
Lokalizacja: Olsztyn

Postautor: Najuch » 10 kwie 2010, 23:51

Grałem kiedyś w Tomb Ridera, fajna giera.

Co do fika, od razu wali po gałach przygotowanie merytoryczne i za to wielkie gratulacje. Chyba, że to wszystko zmyśliłeś jeżeli chodzi o te dziwadła hinduistyczne. Nie mam bladego pojęcia co z tego co napisałeś jest prawdą, a co Twoją wyobraźnią. Pot tym względem robota cudowna!

Zdziwiła mnie jedna rzecz. W sumie, czyta się średnio. Momentami opisy są za długie, za dokładne. Przynajmniej jak dla mnie. Najbardziej lubię kiedy w opisach starasz się pokazać nam wszystko. Jak dana postać odczuwa świat każdym z 5ciu zmysłów. Wtedy nie trzeba pisać tak niesamowicie dokładnych opisów, a bardziej ogólne ale z różnych stron ( co widziała, co słyszała, jaki zapach czuła itp... ).

Sama historia zapowiada się fajnie, dobrze, że dałeś jej tego typa na słuchawkę, bo gdyby nie to, brakowało by jakichkolwiek dialogów, co zabiło by ten tekst. Niemniej na rozwinięcie pomysłu przyjdzie nam jak mniemam sporo poczekać.
Bitwa z niedźwiedziem też była udana, choć to początek, cieszę się na myśl jakie akcje będą później. No i bardzo mnie ciekawi jaka będzie Twoja Lara.

Dobrze, że ruszyłeś dupsko i napisałeś coś w końcu.


Już załadowali go na wachę


Chyba miało być "na pakę". Wacha, to inaczej benzyna przecież.
...bo jeden wieśniak walczący za coś znaczy więcej niż armia walcząca za nic...

Zano, Kyo, Shin, Mariko, Shurai, Shigeko... Forever.

Chcesz posłuchać jak gram i śpiewam?:P
www.myspace.com/lukaszjedrys

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2564
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 17 kwie 2010, 13:01

W sumie to wolałabym rozterki emocjonalne i sercowe, ale wiem, że to nie twoja specjalność :-P Zawsze chwalę ludzi za rozbudowane opisy i ciebie też pochwalę, bo sama nie umiem ich robić. Było parę błędów, ale na tyle drobnych, że ich nie wypisywałam. Pamiętaj, że "archeolog" piszemy małą literą, bo to nazwa zawodu. Czasem pisałeś dobrze, czasem źle. Jednak nie wiem, czy będę czytać dalej, bo to zdecydowanie nie mój klimat.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Szogun
uczeń
Posty: 29
Rejestracja: 05 lut 2010, 01:27
Lokalizacja: z dalek
Kontaktowanie:

Postautor: Szogun » 18 kwie 2010, 15:23

Powiem może inaczej XD. Nie tyle specjalność, co po prostu nie chęć do fików które tylko opowiadają o rozterkach bohaterów XD. Nie mówię nie, że takich nie będzie, jednakowo nie będzie też tego dużo, TR zawsze był dla mnie serią przygodową, akcja, egzotyczne i antyczne miejsca, jednak wiadomo bohaterowie nie kamień, swoje uczucia mają. Cieszę się jednak, że przemogłaś się i przeczytałaś. Gracje.
Na wojnę ku*wa !!!

Awatar użytkownika
An-Nah
noblista
Posty: 515
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: Sam środek Czarnej Dziury
Kontaktowanie:

Postautor: An-Nah » 26 kwie 2010, 17:28

Dobre, widziałam, że mi się spodoba :) W TR nie grałam, ale dość dużo wiem, żeby się zorientować - a i ty opisałeś to tak, że się nie gubię, że nawet, gdybym pierwszy raz o Larze Croft usłyszała, nie miałabym problemu ze zrozumieniem, kim ona jest i co robi w Kambodży.
Widać też znakomite przygotowanie do pisania, obycie z realiami, które sprawia, że widzę przed oczyma konkretną dżunglę, konkretne ruiny, a nie coś wyrwanego z kontekstu. To jest Kambodża, a nie umowna dżungla gdzieśtam. To konkretne ruiny i konkretny Wisznu z właściwymi atrybutami, co mnie osobiście uradowało (choć osobiście preferuję śiwaizm, a nie wisznuizm :P). Przyjemnie poczytać dla odmiany właśnie nie rozterki uczuciowe, a porządny, mocny tekst przygodowy, zwłaszcza tak ładnie napisany, że widziałam dżunglę, czułam upał i odczuwałam emocje.
Jasne, zastrzeżenia są - raczej drobne uwagi. Akcja była opisana dobrze, ale mogłaby być lepiej, gdybyś rozbił ją na mniejsze, krótsze akapity - takie coś nadaje tekstowi dynamizmu, a to w takiej literaturze wskazane. Druga rzecz - opisu też są generalnie dobre, ale czasami ciążyły w stronę wyliczanki - przykładem może być opis wyglądu Lary na początku - krótkie zdania, po kolei inwentaryzujące, co Lara na sobie ma i co właśnie robi. Generalna rada jest taka: zróżnicuj tempo akcji. W statycznych opisach - więcej zdań złożonych, mniej wyliczanki. W scenach akcji - krótsze zdania, krótsze akapity. I będzie perfekt. Czekam na ciąg dalszy :)
No Savior Vivre guidances explained how you should behave when you are kind of stuck with an evil alien leader whom you tried to assassinate


Wróć do „Gry”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość