[Mass Effect] Inny Łazarz

Tutaj wrzucamy fanfiki do gier wszelkiej maści.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
GerdMarv
amator
Posty: 8
Rejestracja: 26 cze 2011, 21:10
Lokalizacja: Otwock

[Mass Effect] Inny Łazarz

Postautor: GerdMarv » 27 cze 2011, 00:13

tytuł: "Inny Łazarz"
fandom: Mass Effect
kategoria: 13+
opis: alternatywne zakończenie i kontynuacja gry mass effect 2.
znajomość fandomu: wskazana
status: nieskończony

Jest to mój pierwszy fanfik więc proszę o wyrozumiałość i rady ;-) . Nie ma wiele fików po polsku z tego fandomu, więc postanowiłem coś sam wyskrobać. Część pierwsza. Miłego czytania :-) .

Dwa lata po klęsce za Omegą Cztery.

Stół w sali konferencyjnej na Normandii został tego ranka zastawiony. Różnorodne napoje i pokarmy zostały dostosowane do kilku ras. Miranda i Mordrin czekali na przyjście pozostałej części ekipy. To spotkanie zapowiadało się na prawdopodobnie najbardziej istotne ze wszystkich, które przeprowadzili. Choć Miranda miała wrażenie, że każde spotkanie tak się zapowiada. Kilka razy w tygodniu kazała zastawiać stół z wielką uwagą. Wciąż nie potrafiła traktować tych ludzi jak przyjaciół, przy których może się rozluźnić i odsapnąć. Jedynie nie do końca zrównoważony salarianin wydawał jej się osobą godną zaufania.

Podczas gdy ona sama przeglądała raporty dotyczące upadku Cytadeli, Mordrin podawał EDI współrzędne połączenia z Garbusem i Thanem. Z każdym zdaniem i słowem, które czytała, była coraz bardziej pewna beznadziei sytuacji. Sytuacja stała się więcej niż niepewna. Przed godziną Rada Cytadeli przestała istnieć. Nazwy takie jak „Przestrzeń Rady” i „Układy Terminusa” przestały mieć znaczenie. Choć ostatnimi czasy mało co, miało znaczenie. Jak mogli wykonać jakikolwiek następny ruch nie mając punktu oparcia? Nawet Iluzja był przekonany, że Rada jest w tym momencie jedyną siłą zdolną odeprzeć Żniwiarzy. Cerberuj miał być tylko wsparciem.

Do sali weszli pozostali. Legion zasiadł przy stole, choć wciąż było widać, iż takie zwyczaje ras organicznych sprawiają mu trudność. Każde skrzypnięcie w łączeniach kończyn getha pokazywało, że maszyna czuje się zakłopotana. Oczywiście zakładając, że Legion był zdolny czuć cokolwiek. Urdnot Grunt wprowadził i pomógł usiąść Jokerowi, po czym zamknął śluzę. Od czasu śmierci Sheparda, to właśnie kroganin wziął na siebie pomoc niepełnosprawnemu pilotowi w poruszaniu się po statku. Joker z większością radził sobie sam, ale nie odmawiał przyjęcia pomocy. Wszyscy zmienili się w ciągu ostatnich dwóch lat.

Gdy EDI zakończyła wprowadzanie komend do systemów, część sali, w której krzesła pozostały niezajęte zmieniła się i podzieliła się na dwie połowy. W jednej z nich pojawiła się postać turianina o oszpeconej twarzy. Garrus siedział w małej ciemnej salce i wyglądał na niezwykle zdenerwowanego. W drugiej wizji egzekutorka asari i drell Thane Krios siedzieli w towarzystwie hanara. EDI sprawiła, iż członkowie grupy mieli wrażenie, iż siedzą przy jednym stole, mimo lat świetlnych, jakie ich dzieliły.

W chwili gdy Mordrin odszedł od panelu kontrolnego i zajął przeznaczone dla siebie miejsce, Miranda uznała, że spotkanie można zacząć.

- Skoro już jesteśmy wszyscy, należałoby rozpocząć. Muszę z przykrością potwierdzić plotki. Otrzymaliśmy potwierdzoną informację, że Cytadela przestała istnieć. Cała stacja została zniszczona. Członkowie Rady nie żyją i nie zapowiada się, aby nowa rada miałaby zostać wkrótce wybrana.

Nikt nic nie odpowiedział. Ta krótka i rzeczowa informacja odbiła się bez echa. Wszyscy przywykli już do porażek.

- Co na to Iluzja? – odezwał się końcu się Garrus – Rozumiem, że Cerberus wspaniałomyślnie będzie chciał przejąć część obowiązków Rady. Czy też odwróci się od reszty świata, ganiając za szczątkami rasy ludzkiej, tak jak Przymierze?

- Cerberus również nie istnieje – odpowiedziała – Człowiek Iluzja zginął na cytadeli w trakcie pertraktacji z Radą. Nie wiemy czy zginął, gdy Cytadela była niszczona, czy też sama Rada w ten sposób przerwała negocjacje. Tak czy inaczej, po jego śmierci organizacja rozpadła się. Próbowaliśmy temu zapobiec, jednak nie posiadam jego autorytetu. Pozostała nam garstka agentów wiernych sprawie. Ze sprawnych jednostek pozostaje Normandia.

- Innymi słowy mamy przejebane – skomentował Grunt wpatrując się we własne stopy.

- Nie mażemy się załamywać. Jak wygląda nasz aktualny stan, jeśli chodzi o sojusze? Garrus, co z Arią?

- Nie zechce współpracować – odparł turianin – nie sprzymierzy się ze Żniwiarzami, ale ma dość własnych problemów, żeby utrzymać wpływy na Omedze. Ma problemy z gangami batariańskimi. Potwierdza informacje, o współpracy batarian ze żniwiarzami. Coraz częściej widuje się na Omedze Zbieraczy. Przychodzą po ludzi i dostają ich. Choć niewiele członków twojej rasy tu pozostało.

- Nielogiczna decyzja Arii – odezwał się Mordrin – współpraca z Normandią zyskowna. Sojusznik potrzebny.

- Spróbuj przemówić jej do rozumu – powiedziała Miranda – jeśli się nie uda musimy szukać gdzie indziej. Nie tego oczekiwaliśmy, ale Aria nie jest jedyną władzą na Omedze. Już nie. Spróbujemy innych środków, aby zdobyć tam wpływy. Obserwuj też ślady turian, bądź salarian na stacji. Przydałoby się ich wsparcie, a po upadku Cytadeli będą szukać pomocy. Asari im jej nie dadzą.

- Poruszę swoje kontakty w OZS – stwierdził Mordrin – Być może pomogą. Jeśli żyją, rzecz jasna.

- Dobrze – zgodziła się. Miranda musiała bardzo delikatnie prowadzić rozmowę. W trakcie tej konferencji padną decyzje, które mogą okazać się kluczowe w najbliższym czasie. Niefortunnie dla niej samej, to ona miała je podjąć. Do tej pory poruszali ogólne i póki co bezpieczne i oczywiste tematy. Jednakże pamiętała, że nie są przy stole sami.
– Chciałabym się również dowiedzieć, kim jest obecny przy rozmowie hanar? Nazywam się, Miranda Lawson i pełnię obowiązki przywódcy organizacji Cerberus. Zapewniam, że mimo wielu przeszkód, jesteśmy jedyną ogrganizacją, która aktywnie działa na rzecz wspólnego dobra wszystkich ras. Proszę wybaczyć, że został Pan pominięty, jednakże chciałam, aby usłyszał Pan wpierw jak wygląda nasza sytuacja, aby nasza współpraca opierała się na szczerości.

- On nie żywi urazy – odezwał się delikatnie przesuwając ciało, sygnalizując emocje zrozumiałe w dużej mierze wyłącznie dla innych hanarów. W tej mierze byli niezwykle podobni do elkorów. – został on wybrany na przedstawiciela w pertraktacjach z Cerberusem.

„Z Cerberusem… Nawet nie wiem, czy mamy prawo tak się nazywać” pomyślała Miranda. „Kim my właściwie jesteśmy?”

- Hanarzy nie są jednomyślni w sprawie pomocy – wtrącił Kros. On jako jedyny wiedział, w jaki sposób rozmawiać z hanarami i uznał widocznie, że cisza się przedłuża. – Zbyt wiele jest niepewności.

- Proponuję zostać na planecie jeszcze przez kilka dni, być może dojdziemy do porozumienia – dodała Samara. Miranda zauważyła, że siedzi zdecydowanie zbyt blisko Kriosa.
„Romanse tylko poza pracą, więc nie na mojej wachcie koleżanko” pomyślała agentka.

- Oni zgodzili się na razie, udostępnić siedmioosobowy oddział, złożony z zabójców rasy drell – hanar wytrącił Mirandę z rozmyślań.

- Taki oddział będzie niezwykle przydatny i może stanowić większą pomoc, niż może się wydawać – dodał Thane.

- To niewiele, ale dziękujemy. – „Co teraz?” pytała się w duchu Miranda. Do tej pory Iluzja decydował o wszystkim. – Co do Twojej propozycji Samaro, zgadzam się, ale tylko częściowo. Thane zostanie, aby kontynuować pertraktacje, Ty natomiast wrócisz wraz z drellskimi zabójcami. W razie potrzeby, to Ty zostaniesz dowódcą tego oddziału. Przybądźcie na Normandię jak najszybciej.

- Z całym szacunkiem Mirando – egzekutorka wydawała się poruszona – to Thane zna strategię zabójców. Równie dobrze to ja mogę zostać.

- W takim oddziale przyda się różnorodność – odparła Miranda, trochę mniej pewnie, niż powinna – poza tym, to Thane zna obyczaje i konwenanse panujące na planecie, na której się wychował. Będzie bardziej odpowiednim ambasadorem.

„Do tego jego choroba zaczyna wpływać na jego przydatność w terenie. Egzekutorka i zabójca. Potrzebujemy skuteczniejszych polityków, jeżeli mamy przetrwać”

Po chwili Miranda dała znak delikatnym ukłonem, że rozmowę uważa za zakończoną, a hanar opuścił pomieszczenie, pozostawiając w nim Samarę i Kriosa. Kończyły im się opcje sojusznicze. Elkorowie współpracują z resztkami Przymierza i kategorycznie odmówili współpracy, skupiając się na fortyfikowaniu planety. Asari zestrzelają każdą jednostkę, która zbliży się do ich planety i pozbywają się obywateli innych ras przez masowe deportacje. Volusanie są uwikłani w wewnętrzne konflikty, jednak większość klanów uznaje handel ze Zbieraczami za korzystny. Od wielu miesięcy nie ma śladu po quariańskiej flocie. Być może Quarianie już nie istnieją, zniszczeni przez jednego z ogranych Żniwiarzy. Przemieszczają się oni w obrębie całej znanej przestrzeni, opanowując coraz więcej niezamieszkałych, ale bogatych w złoża planet, niszcząc również kolonie, które do tej pory były pod jurysdykcją Rady. Nie tylko doprowadzili do upadku ludzi, ale podzielili wszystkie rasy, wywołując coraz bardzie widoczny chaos w galaktyce. Większość przekaźników masy jest strzeżona, a każdy skok wiąże się z możliwością wdania się w bitwę. A każda bitwa może być ostatnią.

- Co z kroganami? – skierowała pytanie do Grunta, kroganina sztucznego, jednakże posiadającego duże poparcie w klanie Urdnotów. – Nie chcą powtórzyć zwycięstwa nad Raknii?

- Udało się namówić kilka klanów do przyjęcia zwierzchnictwa Urdnotów – stwierdził – Ale pojawił się problem. Krogan nie werbujemy tylko my. Krwawa Horda pracuje dla Żniwiarzy. Werbuje wielu młodych i silnych wojowników. I mają dobre argumenty. Płacą modyfikacjami genetycznymi. Twierdzą, że pokonają genofagium.

- Niemożliwe – odparł salarianin – genofagium opracowane, szczegółowo. Możliwość wyleczenie mało prawdopodobna. Teoretycznie.

- A jeśli? – zapytała Miranda

- Wtedy mamy do czynienia z kroganami o niezwykłej rozrodczości. Tysiącami krogan. Na bezwzględnych usługach Żniwiarzy. Muszę dostać obiekt do badań, aby stwierdzić prawdopodobieństwo.

- Grunt, upewnij się, że to, co mamy, to będą dobrze wyszkoleni żołnierze. – Miranda sięgnęła po teczkę oznaczoną jako „Agenci – rasy nieludzkie” – Spróbujemy znaleźć kogoś, kogo możemy wprowadzić do Hordy. Ty szukaj w swoim klanie. Potrzebny jest nam ktoś, kto fanatycznie nienawidzi Zbieraczy, do tego musi to być ktoś bystry.

- Bystry kroganin? – zdziwił się Mordrin.

- Mam w klanie chłopaka, któremu zarżnęli żonę asari – Grunt zignorował salarianina – Może się nadać. Przez kontakty z tą asari nie jest zbyt lubiany w klanie. nikt nie zdziwi się, jak przejdzie do Hordy.

- Ja poszukam wśród naszych innych agentów. Krwawa Horda rekrutuje, co prawda głównie krogan i vorchów, ale zobaczymy, co da się zrobić. – Miranda odłożyła teczkę i napiła się wody. Utrzymywanie powagi stawało się coraz trudniejsze. – Jak wszyscy wiemy część gethów, określanych jako heretycy, jest po stronie Żniwiarzy. Legion czy udało Ci się skontaktować z resztą? Czy gethy pomogą.
Maszyna zdawała się analizować pytanie.

- Deklaracja współpracy została przekazana do komandora Sheparda – stwierdził po chwili Legion – po klęsce za przekaźnikiem masy Omega Cztery, została ona automatycznie przeniesiona, na Człowieka Iluzję. Po otrzymaniu danych z informacją o jego śmierci i wstępnej analizie, zostaje ona przeniesiona, na człowieka imieniem Miranda.

- Chodzi nam o wsparcie ze strony innych gethów. – Miranda próbowała się uspokoić. Legion zawsze wywoływał w niej dreszcze. „Jak mam mu patrzeć w oczy, skoro ich nie posiada? Przecież to maszyna, w dodatku z rodzaju maszyn niebezpiecznych” – Wiem, że geth to jedno i tak dalej, nie musisz tego powtarzać. Chcę tylko wiedzieć, czy przyślecie nam inne jednostki bojowe? Wszystkie rasy są teraz zajęte innymi sprawami, groźba ataku gethów, jest sprawą drugorzędną, więc nie musicie się obawiać aktów agresji. A z tego, co wiem Żniwiarze stanowią zagrożenie również dla was.

Legion nie reagował przez chwilę, po czym zwrócił się do Mirandy.

- Jak zostało przekazane geth wesprze grupę Cerberus. Jednakże wsparcie okazane do tej pory, stanowi przekazanie stu procent zasobów, jakimi geth dysponuje.

W sali zapadła cisza. Nikt nie wiedział, co te słowa mogą oznaczać. Podczas gdy Miranda zastanawiała się nad formą następnego pytania, tak, aby nie wpaść w pułapkę dyskusji logicznych, ubiegł ją Grunt:

- To chyba dobrze tak? Gethy przekazują nam całą armię i w ogóle wszystko tak?

- To już się stało – odparł Legion zaskakująco szybko – Wszystkie zasoby geth, znajdują się na tym statku.

W tej chwili Joker zrobił coś po raz pierwszy odkąd wszedł do pomieszczenia. Był on
przyprowadzany na każde zebranie, jednakże nie uznawał za celowe aktywne uczestnictwo w nim. Odkąd zabrakło Sheparda, Joker rzadko w ogóle się odzywał. Mimo iż Miranda, za namową Mordrina, uznała go za pełnoprawnego członka zespołu, Joker poprzestał na wykonywaniu rozkazów. Tym razem jednak wykazał inicjatywę, która zaskoczyła wszystkich. Rzucił się w kierunku panelu i uruchomił komunikator z EDI.

- EDI przeskanuj natychmiast statek, na obecność gethów!

- Legion jest jedyną aktywną jednostką geth na Normandii – odparła – Nie wykrywam również śladów hakowania.

- Ponieważ jest to jedyna istniejąca platforma geth – odparł Legion.
Po raz kolejny rozmowa stanęła w martwym punkcie. Czy była to kolejna zawiłość logiczna, charakterystyczna, dla myślenia maszyn? Gethy zniszczyły się wzajemnie? Czy też zmieniło się nazewnictwo? Te pytania krążyły w głowach wszystkich zebranych.

- Co stało się z innymi platformami? – zapytała Miranda – Nie są już gethami?

- Częściowo – odpowiedział Legion – EDI chciałbym poprosić Cię o wyświetlenie pewnego materiały. Jest to ostatni materiał, który otrzymałem od innych jednostek.

Materiał, który pokazała wszystkim EDI był niskiej jakości i niewyraźny. Ciężko było dopatrzeć się szczegółów. Sprawiał wrażenie niedopracowanego, mającego pokazać tylko ogólną wizję. Gethy spieszyły się wysyłając.

Pojawił się obraz niezwykle wyglądającej planety. Większość jej obszaru była pokryta mechanizmami. Sprawiało to, iż planeta przypominała bardziej stację kosmiczną, jednak z jakiegoś powodu, było jasne, że patrzy się na planetę. To dziwne uczucie, które nie pozostawiało najmniejszych wątpliwości, że patrzy się na kiedyś żywą planetę. Planetę, która umarła i została przykryta martwym metalem. Życie na niej nie istniało i nie miało prawa na niej być. Do planety zbliżała się olbrzymia flota, składająca się ze statków wszelkiej maści. Niektóre były statkami do celów militarnych, inne pasażerskimi. Jedne były tworem turiańskim, inne hanarskim, bądź volusańskim, większości jednak nie dawało się zidentyfikować, ze względu na daleko posunięte modernizacje. Na czele floty leciał zaś statek niespotykanie wielki. Żniwiarz.

Obraz zmienił się. Pokazano zamkniętą salę. Wokół wyły alarmy i migały ostre światła. W sali gethy ustawiały się w formacji bojowej. Nie padały żadne komendy. Nie widać było czy któryś z nich jest dowódcą. Jednakże gethy myślały wspólnie. Nie potrzebowały komend, ani dowódców. Do sali ktoś próbował się wedrzeć. Słychać było wystrzały karabinów. W pewnym momencie wybuch zniszczył wejście, a do pomieszczenie wdarły się inne gethy i rozpoczęła się bratobójcza walka. Wśród napastników znajdowali się również kroganie, vorche. I quarianie. Obraz się zmienił, pokazywał jeszcze więcej quarian, śmiejących się i pokonujących gethy. A w tle, Żniwiarz niszczył, co większe mechanizmy przypominające budynki. Obraz znikł.

- To tam są quarianie! – zawołał Mordrin – Przymierze ze Żniwiarzem, celem odzyskania ojczyzny. Fascynująca skuteczność. Nie podejrzewałem tej rasy o tak dalekie kroki. Muszę zweryfikować swoje poglądy na temat obcych. Bez urazy – dodał patrząc na innych.

- To niszczy nasze plany dotyczące oddziałów geth – Miranda opadła na krzesło.

- Istnieje jednak możliwość, zebrania informacji na temat technologii Żniwiarzy. – Legion odezwał się.

- Co masz na myśli?

- Jeżeli heretycy dotarli do baz danych geth, zhakowali pozostałe jednostki. Jednak jest prawdopodobnym, iż gromadzą i porównują bazy danych wraz ze swoimi. Mogą zawierać istotne informacje, które mogłyby dać platformie Legion możliwość, zhakowania innych jednostek. Da to możliwość zwiększenia stanu geth. Wymaga to jednak kontaktu bezpośredniego i może spowodować utratę platformy Legion.

- Jakie są na to szanse – zapytał salarianin.

- Uzyskanie informacji o możliwym sposobie hakowania heretyków – pięćdziesiąt procent. Uzyskanie innych informacji o heretykach – dziewięćdziesiąt cztery procent. Utrata platformy Legion – siedemdziesiąt trzy procent.

- To zbyt ryzykowne – odparła Miranda – ta jedna platforma jest dość cenna. Nie mam ludzi, których mogę poświęcić.

- Istnieje również sześćdziesiąt dwa procent szans, na to, że wśród informacji będą informacje dotyczące alternatywnego wykorzystania na ludziach Projektu Łazarz, oraz czterdzieści cztery procent szans na uzyskanie informacji dotyczących cofnięcia skutków alternatywnego użycia Projektu Łazarz. – dodał Legion swoim zwykłym monotonnym, mechanicznym głosem.

Wszyscy spojrzeli w oczekiwaniu na Mirandę. Ta przez chwilę wpatrywała się w stół w milczeniu. „Nie pozwól, aby emocje przesłoniły racjonalny osąd.” – myślała – „To zbyt ryzykowne”.

- Grunt – wykrztusiła w końcu – Ty i Samara polecicie z Legionem pod przykrywką. Stanie się tak jedynie w wypadku, jeśli uda się nam zinfiltrować Krwawą Hordę i poznać jej schematy postępowań, to jest bowiem jedyna przykrywka jaką udaje mi się na razie wymyślić. Jeśli ktokolwiek wpadnie, na co innego, raportować natychmiast. To ma być priorytet. Raportować o wszystkich ruchach Zbieraczy i Żniwiarzy. Raportować o ruchach quarian i volusan. Raportować o decyzjach hanarów. Raportować o zmianach w Układach Terminusa, zwłaszcza na Omedze. Raportować o zamierzeniach turian i salarian. Raportować o kurwa wszystkim! Ja spróbuję nawiązać kontakt z Liarą T’Soni. Ona może być naszą bramą do asari. O ile nie ma w dupie wszystkich wojen świata i nie walczy ciągle z Cieniem. Jakieś pytania?

Po chwili odezwał się Garrus:

- Co z Tali?

- Bez zmian. Rozejść się.
Wszyscy opuścili salę, obrazy wygasły, pozostali jak na początku Miranda i Mordrin. Po kilku głębokich wdechach, Miranda chwyciła krzesło i uderzając nim w blat stołu potłukła naczynia, z napojami starannie dobranymi dla kilku ras. Powtórzyła to kilka razy, po czym odłożyła krzesło i się rozpłakała. Stary salarianin przytulił ją do siebie, po czym podał chustkę jednorazową.

- Czy mam kazać zaparzyć dla Pani herbatę? – zapytała wszechobecna EDI – mogę poprosić również o przygotowanie małej dawki środka na uspokojenie.
Mógłby pomóc.

- Herbata wystarczy EDI, dziękuję – odparła Miranda ocierając oczy, po czym wyszła z Sali kłaniając się wcześniej profesorowi.

- Wylogowuję Cię Mirando – powiedziała EDI, na odchodne.

Czeria
amator
Posty: 1
Rejestracja: 03 sie 2011, 02:17
Kontaktowanie:

Postautor: Czeria » 03 sie 2011, 19:37

Mi się bardzo przyjemnie czytało, mimo kilku literówek, które zrobił sam Word, jak na przykład 'Garbus' zamiast 'Garrus' i jeszcze kilka. No i główną bohaterką jest Miranda, której naprawdę nie lubię, ale ogólnie czyta się lekko, czekam na jakąś kontynuację ;p

Tytus
amator
Posty: 3
Rejestracja: 06 gru 2011, 09:02
Lokalizacja: Zoo
Kontaktowanie:

Postautor: Tytus » 10 gru 2011, 10:27

Stół w sali konferencyjnej na Normandii został tego ranka zastawiony. Różnorodne napoje i pokarmy zostały dostosowane do kilku ras.


1. Powtórzenie - został, zostały.
2. Poza tym miałbym wątpliwość czy użyli by akurat tego stołu - był nieprzystosowany do tego typu zadań, nie lepiej byłoby im użyć stołu w mesie, na 3cim pokładzie?

Miranda i Mordrin czekali na przyjście pozostałej części ekipy. To spotkanie zapowiadało się na prawdopodobnie najbardziej istotne ze wszystkich, które przeprowadzili.


1. Wystarczyłoby dać Miranda i Mordin czekały na pozostałą część ekipy - to, że muszą przyjść jest oczywiste, a zatem zbędne.

2. "...zapowiadało się jako najbardziej istotne ze wszystkich. ..."

Stół w sali konferencyjnej na Normandii został tego ranka zastawiony. Różnorodne napoje i pokarmy zostały dostosowane do kilku ras. Miranda i Mordrin czekali na przyjście pozostałej części ekipy. To spotkanie zapowiadało się na prawdopodobnie najbardziej istotne ze wszystkich, które przeprowadzili. Choć Miranda miała wrażenie, że każde spotkanie tak się zapowiada. Kilka razy w tygodniu kazała zastawiać stół z wielką uwagą. Wciąż nie potrafiła traktować tych ludzi jak przyjaciół, przy których może się rozluźnić i odsapnąć. Jedynie nie do końca zrównoważony salarianin wydawał jej się osobą godną zaufania.


1. Powtórzenia:

a. Zapowiadało, zapowiada.
b. Zastawiony, zastawiać - co prawda, są one oddzielne kilkoma zdaniami to w takim krótkim akapicie i tak wizualnie kłują w oczy.

2. Mieszanie czasów:

"...Wciąż nie potrafiła traktować tych ludzi jak przyjaciół, przy których może się..."
Powinno być:
"...przy których mogłaby sie..."

3.

"Kilka razy w tygodniu kazała zastawiać stół z wielką uwagą. Wciąż nie potrafiła traktować tych ludzi jak przyjaciół, przy których może się rozluźnić i odsapnąć"

IMHO. "Kilka razy w tygodniu kazała zastawiać stół z wielką uwagą. Wciąż nie potrafiła traktować tych ludzi jak przyjaciół." - Tutaj koniec takie doprecyzowania są zbędne. A jeśli chcesz ich używać lepiej robić to po kropce, żeby nie budować bezsensownie złożonych zdań.




Podczas gdy ona sama przeglądała raporty dotyczące upadku Cytadeli, Mordrin podawał EDI współrzędne połączenia z Garbusem i Thanem.


1. Podczas gdy ona przeglądała - to nowy akapit, ale Miranda wciąż jest POV character (z jej punktu widzenia) więc takie doprecyzowanie jest zbędne.

2. A co to za Garbus? No nazywanie kogoś tak tylko dlatego, że ma garb jest po prostu nie miłe :-P

Z każdym zdaniem i słowem, które czytała, była coraz bardziej pewna beznadziei sytuacji. Sytuacja stała się więcej niż niepewna.


1. "Z każdym zdaniem i słowem..." - powtórzenie logiczne - zdania składają się ze słów.

2. Zaprzeczenie:

Z jednej strony mówisz, że była pewna beznadziejności sytuacji, a z drugiej, że sytuacja była niepewna. To samo sobie przeczy. Bo jeśli sytuacja była tak tragiczna, to masz pewność, że przegrasz, ale jeśli jest niepewna to nie wiadomo, w która stronę przechyli się szala i wciąż jest nadzieja. A nawet jeśli to jedna z tych określeń wystarczy. Masz tendencje do takich zbędnych doprecyzowań.

3. Aliteracja - sytuacji. Sytuacja stała się - s,s,s,s



Cerberuj miał być tylko wsparciem.


Cerberus

W jednej z nich pojawiła się postać turianina o oszpeconej twarzy. Garrus siedział w małej ciemnej salce i wyglądał na niezwykle zdenerwowanego. W drugiej wizji egzekutorka asari i drell Thane Krios siedzieli w towarzystwie hanara. EDI sprawiła, iż członkowie grupy mieli wrażenie, iż siedzą przy jednym stole, mimo lat świetlnych, jakie ich dzieliły.


Ponieważ znam świat gry to rozumiem o co chodzi, jednak ten fragment napisany jest w taki sposób, że można go zinterpretować zupełnie w nowy, ciekawy sposób. Jak dla mnie, to oni wszyscy napalili się marihuany, zjedli trochę grzybków i mają teraz wizję :-P
Słowem tutaj nie ma o projekcji, hologramach, transmisjach ani niczym takim. To zbiorowisko ćpunów.

Także napisałeś to tak jakby to Shepard pomagał Jokerowi się poruszać po statku przed Gruntem. Rozumiem zasady "Licencti Poetici", ale i tak wydaję mnie się to nadzwyczaj dziwne.


- Skoro już jesteśmy wszyscy, należałoby rozpocząć. Muszę z przykrością potwierdzić plotki. Otrzymaliśmy potwierdzoną informację, że Cytadela przestała istnieć. Cała stacja została zniszczona. Członkowie Rady nie żyją i nie zapowiada się, aby nowa rada miałaby zostać wkrótce wybrana.


Czemu Żniwiarze mieliby niszczyć Cytadele? Będzie im potrzebna do restartu oryginalnego planu, a także niszczenie jej nie ma sensu z punktu widzenia zasobów osobowych. Wystarczyłoby okupować ten obszar przez jakiś czas i maja prawie 14 mln zindoktrynowanych agentów.

Człowiek Iluzja zginął na cytadeli w trakcie pertraktacji z Radą. Nie wiemy czy zginął, gdy Cytadela była niszczona, czy też sama Rada w ten sposób przerwała negocjacje.


Rada przerwała negocjacje, niszcząc Cytadele? Tak wynika z tego zdania. :?:


- Proponuję zostać na planecie jeszcze przez kilka dni, być może dojdziemy do porozumienia – dodała Samara. Miranda zauważyła, że siedzi zdecydowanie zbyt blisko Kriosa.
„Romanse tylko poza pracą, więc nie na mojej wachcie koleżanko” pomyślała agentka.


Rozumiem, że to alternatywna kontynuacja, ale to całkowite wykolejenie postaci Samary.

- Oni zgodzili się na razie, udostępnić siedmioosobowy oddział, złożony z zabójców rasy drell – hanar wytrącił Mirandę z rozmyślań.

- Taki oddział będzie niezwykle przydatny i może stanowić większą pomoc, niż może się wydawać – dodał Thane.


1. Format Dialogów:

Naprawdę nie rozumiem, czemu uparłeś się żeby pisać każda wypowiedz z nowego akapitu. Podejrzewam, że czytałeś dużo angielskich fików, gdzie tam się to tak stosuję, ale w polskiej prozie piszemy tak:

- Tralala - wtracił pies
- Blebleble - odparł kot
- Ribidibi - żachnęła się ryba.

Odstępy zarezerwowane są dla nowych akapitów, gdzie zmienia się temat narracji, przemysleń itp.

Kończyły im się opcje sojusznicze


A nie można było "Kończyli im się potencjalni sojusznicy" :?:



Ogólnie jak na pierwszy fanfik to mogło być znacznie gorzej, o ile rozdział/część mnie się nie podoba i na pewno nie jest to jeden z lepszych fików jakie czytałem to zachęcam do dalszego pisania i trenowania. Nie przyczepiłem się do wszystkich błędów, bo wtedy siedziałbym tutaj znacznie dłużej - jedynie starałem się pokazać typowe byki jakie się tutaj pojawiają. [/code]


Wróć do „Gry”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość