[Minecraft] Cała prawda

Tutaj wrzucamy fanfiki do gier wszelkiej maści.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2522
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

[Minecraft] Cała prawda

Postautor: Vampircia » 03 lut 2013, 13:49

Dziś się rano obudziłam i fanficzka wymyśliłam. Krótki, komediowy.


tytuł: Cała prawda
autor: Vampircia
fandom: Minecraft
kategoria: b.o.
znajomość fandomu: wskazana
opis: Zastanawialiście się czasem, czemu endermany kradną klocki? Tutaj się dowiecie.


Cała prawda


Nareszcie – pomyślał Steve, aktywując portal do Enderu. Długo czekał na tę chwilę. W końcu będzie miał okazję zdobyć sto leveli za jednym zamachem. Przygotowanie się do tego przedsięwzięcia wymagało wiele trudu i cierpliwości, ale cały ten wysiłek już wkrótce miał zostać nagrodzony. Trzeba tylko było dać z siebie wszystko. Dlatego Steve dokładnie przygotował się do tej wyprawy. Wziął swoją najlepszą zbroję i każdy rodzaj broni, jaki posiadał. Oczywiście wszystko maksymalnie udoskonalone. Żaden enderman nie mógł mu podskoczyć. No dobrze, gdyby tak się rzucili wszyscy naraz, to mogli mu podskoczyć, ale Steve miał już opracowaną strategię i nie zamierzał do tego dopuścić. Na walkę ze smokiem też się przygotował. Wiedział, że będzie ciężko, ale nie aż tak, by miał sobie nie poradzić.
Wchodząc do portalu, oczami wyobraźni już widział tę mroczną pustą krainę i hordy endermanów gotowe rzucić mu się do gardła, gdy tylko spojrzy któremuś w oczy. Ale już kiedyś robił z takimi porządek, więc bez strachu wkroczył do innego wymiaru. I właściwie zaraz po tym zaczął się zastanawiać, czy nie pomylił portali. Było tu dość jasno, kolorowo i gwarno. Nie potrzebował wiele czasu, by zorientować się, że stoi na środku ulicy, a zewsząd otaczają go domki, ogrody i podwórka. Podwórka wypełnione panami endermanami, paniami endermanami, i dziećmi endermanikami. Może jednak nie pomylił portali? Ale nie spodziewał się ujrzeć tu tego wszystkiego. Życie w Enderze najwyraźniej kwitło i wcale nie było tak mrocznie. Ulice oświetlały latarnie, przy domkach rosły kwiaty i drzewa, a na jednej wielkiej posesji znajdował się nawet basen. Zaraz, basen? Przecież endermany bały się wody. Steve zgłupiał i kompletnie zapomniał o swojej strategii. Przypomniał sobie o niej dopiero wtedy, gdy wszystkie istoty oderwały się od swoich zajęć i wlepiły w niego swoje świecące ślepia. Przez chwilę Steve myślał, że to już koniec, ale stwory gapiły się na niego tylko przez kilka sekund, a gdy się już napatrzyły, zignorowały go, i wróciły do swoich zajęć. Nieopodal ktoś z powrotem kosił trawnik, gdzie indziej dzieci grały w piłkę, a jeszcze dalej jeden z endermanów malował sobie altankę na różowo. Steve odetchnął z ulgą, ale nie trwała ona długo, bo po chwili pojawiła się przed nim jedna z istot. Wojownik już zaciskał dłoń na rękojeści swego diamentowego miecza, gdy nagle stwór przemówił.
- Witaj, przybyszu. Jestem Pyk.
Steve'a zatkało. Jakim cudem enderman mówił po ludziowemu i nie rzucał się na niego pod wpływem jego wzroku?
- Pewnie zastanawiasz się jakim cudem mówię po ludziowemu i nie rzucam się na ciebie pod wpływem twojego wzroku. Widzisz... jako jedyny mówię tu po ludziowemu, bo wychowałem się wśród ludzi, ale to długa historia. No i nie musisz się obawiać, bo tu nikt się na ciebie nie rzuci. Tylu na jednego? To byłoby niehonorowe.
I to miało być jedyne wytłumaczenie? No cóż, dla Steve'a nawet dobrze się składało. Sęk w tym, że wciąż był zbyt zszokowany, by cokolwiek powiedzieć.
- Rzadko gościmy tu ludzi, więc na pewno wszyscy będą chcieli cię poznać. Dzisiaj mamy festiwal koła gospodyń. Będzie dużo dobrego jedzenia. Może zostaniesz? - spytał Pyk przyjacielsko.
- Uh... koło gospodyń? - wydukał Steve zdezorientowany.
- Tak, nasze panie są bardzo miłe i świetnie gotują, ale pewnie nigdy żadnej nie widziałeś. Żaden dżentelmen nie wysłałby swojej ukochanej do tego wszego niebezpiecznego świata po klocki.
- Klocki...
- Tak, zbieranie ich to droga przez mękę, ale nie ma wyjścia. Tu nie ma z czego zbudować domku i ogródka.
Teraz wszystko zaczynało nabierać sensu. Co prawda Steve wciąż się do końca nie otrząsnął ze wstępnego szoku, ale przynajmniej zaczynał dostrzegać rzeczy, których nie widział wcześniej. Także dosłownie. Zauważył, że na altance, którą właśnie malował jeden z endermanów widnieje czerwony napis „Steve&Ela forever” a pod spodem namalowane jest serce.
- Zaraz... - wydukał Steve, wskazując palcem na altankę. - To mój... Ja to napisałem. I się zastanawiałem, co się z tym stało...
- Och... - Pyk westchnął. - No i widzisz, w tym właśnie tkwi problem. Nigdy nie wiesz, co ma dla człowieka wymiar sentymentalny. Ale nie martw się, załatwię to.
Pyk teleportował się do altanki i przemówił w swym własnym języku do właściciela.
- Słuchaj, Kluciu, jest pewna sprawa. To podobno należy do tego miłego pana i jest dla niego ważne. - Wskazał na klocka.
- Ale ja już malować zacząłem.
- No ale to będzie nietaktowne tak to przemalować na jego oczach.
- No to niech je, cholera, zamknie.
- Kluć, weź nie pyskuj. Nie chcemy konfliktu międzynarodowego – rzekł groźnie Pyk.
W końcu Kluć dał za wygraną. Zaklął i wręczył Pykowi klocka.
- Załatwiasz mi nowy. I to za darmo. Ostatnio ledwo uszedłem z życiem – rzucił jeszcze właściciel altanki.
Pyk nie odpowiedział tylko oddał klocka Steve'owi, który znowu zgłupiał. Nie rozumiał, czemu ten stwór jest dla niego taki miły. Czyżby leżało to w ich naturze? A może bali się ludzi bardziej, niż ludzie bali się ich?
- Chodź, oprowadzę cię po naszym pięknym mieście – zaproponował Pyk wesoło.
Steve udał się za swym samozwańczym przewodnikiem i kiedy przechodzili obok basenu pełnego pluskających się endermanów, ze zdumieniem wskazał na niego palcem.
- No tak, pewnie wszyscy myślicie, że boimy się wody – zaśmiał się Pyk. - Waszej owszem. Jest zbyt zakamieniona, źle robi na skórę. Nie to, co nasza. Nasza jest dużo lepsza. Na Smoka, gdybyśmy bali się wody, to byśmy się nie myli i wtedy strasznie by tu śmierdziało.
Steve nie komentował, tylko szedł dalej. Widział endermany sprzedające warzywa, endermany wieszające pranie, endermany budujące domki i endermany handlujące klockami. Bez wątpienia było to niecodzienne doświadczenie. A na tym się nie zakończyło. Gdy dotarli do centrum miasteczka, ujrzał wielką zagrodę, w której znajdował się smok. Małe endermaniątka głaskały go i wchodziły mu na grzbiet, a on porykiwał radośnie i łasił się.
- To nasz kochany Smok. Dzieci go uwielbiają. Jest już stary, więc musimy się nim opiekować. Oj, nie wyobrażam sobie życia bez tego Smoka. Co byśmy bez niego zrobili? - Pykowi zakręciła się łezka w oku, więc ją wytarł. - A tak właściwie to po co tu przybyłeś? No i jak tego dokonałeś? To musiało być bardzo trudne dla człowieka.
Zapanowała krępująca cisza. Steve poczuł, jak przeszywa go fala gorąca, a serce zaczyna mu walić. Zrobił się cały czerwony i wlepił wzrok w podłoże. Potem zerknął na smoka, który ochoczo bawił się z dziećmi, następnie spojrzał na Pyka i znowu na podłoże. Sto leveli! Jego sto leveli właśnie stało obok, a on nie mógł się ruszyć. I te wszystkie endermany, które ubił. Od razu stanęły mu przed oczami. Ciekawe ile endermaniątek osierocił.
- Chyba zostanę na ten festiwal – wymamrotał, a Pyk uściskał go z radością.
- No to wtedy wszystko mi opowiesz! - wykrzyknął.
Steve już zaczynał żałować swojej decyzji.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Orcrest
pomocnik
Posty: 386
Rejestracja: 13 maja 2011, 10:37
Lokalizacja: Koziegłowy, Poznań

Postautor: Orcrest » 04 lut 2013, 13:03

Podobało mi się, mimo że koncept trochę oklepany. I jednej rzeczy wciąż nie wyjaśniono - czemu Endermany atakują na skutek kontaktu wzrokowego w "naszym" świecie? I czy będzie ciąg dalszy?

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2522
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 04 lut 2013, 15:18

Ciąg dalszy raczej nie. Ale planuję coś nieco większego i dużo bardziej poważnego w klimacie survival horror. Tylko nie mam jeszcze pomysłu na tytuł i imiona postaci:(
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Astroni
noblista
Posty: 507
Rejestracja: 27 lis 2011, 00:35
Lokalizacja: K-Pax
Kontaktowanie:

Postautor: Astroni » 14 mar 2013, 11:41

Dobra, najwyższa pora to przeczytać, w końcu od początku nie ciekawiło.

<po przeczytaniu>

Ej, ale dlaczego to jest śmieszniejsze od twojego suefika? :mrgreen: Pomysł absurdalny do granic, do tego wykonanie takie, że co chwilę łapałam się za głowę (Ale ja już malować zacząłem), a festiwal koła gospodyń i niemycia się mnie zmiotły. No genialne po prostu. No, może pomijając to, że Endermany (Endermani?) chyba nie traktowaliby ludzi tak serdecznie wiedząc, że co rusz ktoś z ich rodziny nie wraca z ich świata, ale przy takiej gęstości humoru to naprawdę szczegół.

Było trochę pomegować w ShoutBoxie, to bym szybciej się zabrała (a może i nie tylko ja).

Vampircia pisze:Ciąg dalszy raczej nie. Ale planuję coś nieco większego i dużo bardziej poważnego w klimacie survival horror. Tylko nie mam jeszcze pomysłu na tytuł i imiona postaci:(

No i skąd ta smutna minka, przecie to żaden problem nie jest :)
Nie ma "koniecznych" opisów i "mniej ciekawych" fragmentów - piszemy tak,
jakby każde zdanie było najważniejsze i jakby miało być naszą wizytówką.

[center]^^^[/center]
Mówi się, że Dukaj powiedział, że Tylko niewolników, szaleńców i samobójców nie obchodzi polityka. Mało kto wie jednak, że powiedział to ustami nie słynącej z mądrości postaci i to w świecie, w którym demokracja jest zarazą, a Słońce krąży dookoła Ziemi (naprawdę, nie tylko według astronomów!).

Awatar użytkownika
Zwierz Hienisty
pomocnik
Posty: 713
Rejestracja: 04 gru 2010, 13:09
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn
Kontaktowanie:

Postautor: Zwierz Hienisty » 27 cze 2013, 09:46

To "musiał tylko dać z siebie wszystko" zabrzmiało nam jakoś tak mangowato xD

Cały pierwszy akapit pełen jest krótkich, urywanych zdań. Może miało to jakiś cel, bo owe przytoczone myśli Steve'a brzmią bardzo prosto i naiwnie, ale chyba lepiej byłoby przynajmniej część tych zdań ze sobą jakoś połączyć. Później na szczęście się wciągnęliśmy, chociaż trudno mówić o wciąganiu się w komedyjkę, ale sama wizja endermanów malujących altanki na różowo była bardzo pocieszna. No i stary, miły smok. Ogólnie oparte na dość typowym schemacie, że coś, co uważa się za mroczniaste, okazuje się pełne brykających jednorożców, nie porywa jakoś wyjątkowo i zresztą chyba nie miało, ale w sumie czemu nie, miło się czyta. Było kilka elementów, które nas rozbawiły na tyle, by tego nie zapomnieć zaraz po przeczytaniu, jak choćby dramat osieroconych endermaniątek czy strach przed wodą szkodzącą na skórę. No i mówienie po ludziowemu <3

Poza tym jest krótkie, treściwe, tak do przeczytania na raz całkiem sympatyczne.
"…so that's why I'm trying to figure out if there is something I need to figure out and then figure that out before it's too late and all hope is lost."

Myszkomiks!


Wróć do „Gry”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość