[Jazz Jackrabbit] Rozwolnienie Kosmicznych Maszyn

Tutaj wrzucamy fanfiki do gier wszelkiej maści.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
kociara81
moderator
Posty: 358
Rejestracja: 17 lut 2012, 22:32
Lokalizacja: Carrotus
Kontaktowanie:

[Jazz Jackrabbit] Rozwolnienie Kosmicznych Maszyn

Postautor: kociara81 » 08 cze 2013, 11:54

Tytuł: Rozwolnienie Kosmicznych Maszyn
Fandom: Jazz Jackrabbit
Kategoria: Tradycyjnie początek niewinny od części drugiej +16
Znajomość fandomu: Minimalna
Status: Nieskończony
Uwagi: Jedna MS, jedna typowa OC, logika tu wpadnie do /dev/null, chaos i ogólna rozpierducha. Przed przeczytanie zalecamy schować mózg do bezpiecznego miejsca, gdyż jest duże ryzyko jego uszkodzenia lub straty.

Lepiej nie pytajcie jakim cudem wpadłam, na taki durny tytuł.

Moje spóźnione dzieło na konkurs na parodię MS. Wedle moich planów budowa tego opowiadania ma być jak jazda na rollercoasterze. Na początku coś niemrawo lecz gdy się wszystko rozpędzi to będzie ostre rycie bani :P.

Otóż Cyfraza postanowiła się z wami podzielić historią ze swojego życia. A dzieje się ona miesiąc przed wydarzeniami z trzeciej części „Przebudzenia”. Myślałam że mogę tą skromną postać do czegoś wykorzystać. Może jest OC, ale Mary Sue poznacie dopiero w następnej części.

Ogólnie życzę miłego czytania i mam nadzieję że się wam spodoba.

---------

Achievement Unlocked!

Robienie parodii parodii

Bo to dobry element z zestawu "Małego Pisarza Fanfków MS"

Żyję w świecie w którym rządzi Devan, a Galaktyczne Zające walczą o odzyskanie wolności. Nasz ukochany prawowity król zaginął w nieznanych okolicznościach. Ale nadal nie tracimy nadziei i czekamy. aż on wróci i razem z nami pokona tyrana. Nie wiem, kiedy ten dzień nastąpi, ale czuję, że to nadejdzie niedługo. Ale z pewnością nie przeczytacie o tym w tym opowiadaniu.

Witajcie wszyscy. Mam na imię Cyfraza. Jestem skromną szarą galaktyczną zajęczycą z krótkimi brązowymi włosami ściętymi na boba. . Może Jackrabbitowe mają ciekawsze przygody, ale czemu ja nie mogę się podzielić swoimi? Opowiem wam, co mi się przytrafiło jakiś miesiąc temu przed wydarzeniami z „Przebudzenia”.

Siedziałam sobie na pokładzie swego statku kosmicznego na orbicie Carrotus i hakowałam sobie na moim laptopie. Jakbyście nie wiedzieli, seeki to jeden z rodzajów nabojów, rakietek samonaprowadzających. Lubią one śledzić przeciwnika, tylko szkoda, że są takie powolne i łatwo je oszukać. Akurat byłam już bliska tego, aby seeki miały lepszy algorytm śledzenia ofiary. To zajęcie aż tak mnie wciągnęło, że zapomniałam sprawdzić system zabezpieczeń mego statku! Okazało się, że od trzech dni alarm krzyczy, że system maskowania jest uszkodzony. Jak mogłam to zaniedbać! Przeklinam w myślach moją nieodpowiedzialność. Teraz z pewnością na mój trop trafi armia Galaktycznych Żółwi - porażka, porażka. Zostało mi tylko przygotować się na ich przylot, bo z pewnością ich radary mnie dawno wykryły. Postanowiłam po tych trzech dniach wziąć prysznic i się przebrać, gdyż, emm, niezbyt ładnie pachniałam. Ale po co miałam marnować czas przez te dni na takie rzeczy jak mycie? Byłam przecież bliska stworzenia udoskonalonych seeków! Ale jednak wypada raz na jakiś czas o siebie zadbać.

Przejrzałam szafę i postanowiłam ubrać moją ulubioną niebieską flanelową koszulkę w kratkę i jeansy. Strasznie uwielbiam tą koszulę. Ma na sobie sporo śladów użytkowania jak otarcia na łokciach, które są wynikiem mych wielogodzinnych maratonów przed monitorem. Gdzieniegdzie widać ślady łat, które ukrywają dziury po nabojach. Jest ona strasznie wygodna. Moi przyjaciele wciąż się dziwią, dlaczego jej nie wyrzuciłam, skoro ledwo się to trzyma w całości. Może to przez nostalgię?! Cóż, ten skromny kawał zszytego materiału może opowiedzieć sporo historii z mego życia, jak to np. w niej wstąpiłam do Ruchu Oporu Przeciw Devanowi. A potem dołączyła do nas reszta Haxemy. Oj, długa to historia. Albo nosząc ją nie raz uniknęłam śmierci podczas akcji w terenie.

A tych jeansów szukałam wiele godzin. Nienawidzę chodzić na zakupy. To było jeszcze za czasów kiedy Król Jazz rządził Carrotus. Weszłam do działu z spodniami, a tam wszędzie jeansy. Jeansy i jeansy! Wszystkie podobne do siebie. Nie sposób się zdecydować. Aż gdzieś z dolnej półki wygrzebałam jakby jeansy idealne. Jasne, dobrze dopasowane, z przyjemnym w dotyku materiałem, prostym krojem. Zapytałam sprzedawcę, czy mają takich więcej. A oni, że są to ostanie. Cóż trzeba się cieszyć tym, co mam. I po wyjściu ze sklepu od razu pobiegłam je włożyć do domu, następnie poszłam na moją lubioną górę, z której widok na zamek był niesamowity. Wiele zajęcy zarzuca mi kiepski gust i niechlujstwo. Bo ja mam inne porytety niż inni. Po prostu potrzebuję wygodnej i wytrzymałej odzierzy. Spróbujcie kiedyś uciekać przed kimś i do tego jednoczenie strzelać w długiej sukni i szpilkach. Ten powszechny elegancki styl Carrotus nie pasuję do mego trybu życia. Do trybu życia powstańca. Wybaczcie strasznie się rozgadałam.

Po zjedzeniu szybkiego śniadania, niespodziewanie radary zaczęły wyć jak szalone. Dwa duże bojowe statki kosmiczne. Wspaniale, no to przynajmniej problem szukania "beta testerów" moich seeków został rozwiązany! Pobiegłam po swój LFG 4281 i czekałam na dalszy rozwój wydarzeń. Powinno zająć im jakieś dwie godziny przebijanie się przez tar......Aaaaaaaaaaaa! Oni już tu za chwilę będą! Jakim cudem?! Popatrzyłam na wskazania. Nosz, tak jak maskowanie nie działa, to i tarcze też. Wejście do statku otworzyło się z hukiem i do środka weszły trzy Schazenguardy. Pięknie, zablokowali wyjście. Jedyną opcją jest walka. A po moim ciele tańcowały radośnie trzy laserowe punkciki.

- Poddaj się! - wrzasnął pierwszy.

- Nie masz żadnych szans! - odezwał się drugi.

- I tak przed nami nie uciekniesz! - uśmiechnął się złośliwie trzeci.

- Naprawdę? - parsknęłam wtedy śmiechem - Byście chcieli! Słyszałam że jesteście głodni.

- Ale my nie jesteśmy głodni - powiedział pierwszy Schazenguard.

- Devan daje nam najlepsze jedzenie - dorzucił drugi.

A trzeci miał taką minę, jakby chciał za chwilę krzyknąć "Jak ja nienawidzę tej roboty!". Ech, te Schazenguardy. Duże mięśnie, mały móżdżek. Tak samo głupie jak klony Devana.

- Dziś jest wasz szczęśliwy dzień - uśmiechnęłam się lekko.

- Ale dlaczego? - zdziwił się pierwszy.

- Bo posmakujecie moich nowych seeków! Muhahahaha! - i aż z radości wyszczerzyłam zęby.

Żółwie naładowały swą broń i zaczęły we mnie strzelać. Zwinnymi ruchami ominęłam ich strzały. W międzyczasie wystrzeliłam dwie rakietki. Wprost idealnie wycelowały w dwójkę upatrzonych żółwi i ich unieszkodliwiły. Cóż, to niesamowite! Mimo tego, że robili spory slalom między meblami i ścianami seeki ich dopadły. To działa! Moje nowe seeki działają! Kolejna rzecz, która ułatwi życie Ruchowi Oporu. Do pokonania został jeden wróg i będę mogła uciec wyjściem. To wszystko wydawało się zbyt proste. Strzeliłam seekiem w ostatniego wroga. Lecz stała się rzecz dziwna. Będąc w połowie drogi seek dziwne błysnął, odwrócił się i zaczął ścigać mnie! „A niech to!” przywołałam Prawa Murphego - nie trzeba było krzyczeć "To działa!". A teraz został plan B. Krzyczeć jak mała dziewczynka i uciekać! AAAAAAAAAaaaa! A w oddali żółw się temu przyglądał i widocznie czekał na chwilę, aż mój własny wynalazek mnie wykończy. Nie łatwo jest teraz je oszukać. Po pierwsze ma teraz większy zasięg. Po drugie dwa razy silniejsze niż zwykłe ulepszone seeki. Po trzecie stare sztuczki nie działają. Slalomy, ukrywanie się za ścianą, odejście na duża odległość już nie działa. Pobiegłam jak najszybciej po mopa do kuchni. Wzięłam go w dłoń i czekałam na seeka. Sekundy nagle zaczęły ciągnąć się tak długo jak minuty. No, chodź maleńki do mamusi. Gdy zostały zaledwie dwa metry do mej autodestrukcji, uniosłam mop do góry i robiąc wymach od tyłu trafiłam w tego małego gnojka. Zmienił on tor ruchu. Ale nie na długo. Przeleciał parę metrów starym torem, a potem się odwrócił i wrócił do ścigania mnie. Że ja musiałam i przed tym go zabezpieczyć. Wrrrr... Zostało ostanie wyjście. Panikować! Aaaaaaa! Postanowiłam się schować do skrytki na szczotki. Nic nie mogę zrobić. Skuliłam się, przytuliłam się do swoich kolan i zaczęłam się kiwać. Zostało mi tylko czekać na śmierć. Ech, epicka śmierć. Pfffhahha, umrzeć od swego wynalazku. W istocie lepszej rzeczy nie mogłam sobie sprawić w prezencie. W tym czasie umilałam sobie czas myśląc, co będą wypisywać w The Daily Carrot. "Cyfraza F. z klanu Haxema , która umarła od swego nieudanego wynalazku" albo "Haxema pogrążony w głębokiej żałobie, a w Carrotce tańcząca i śpiewająca zabawkowa marchew już za 6,66", albo może być tak, że Haxema napisze w nekrologu "Cyfraza, będziemy za tobą tęsknić [*]", "Wczoraj doszło do niechlubnej śmierci Cyfrazy Frangogriphus . I tak mało was to obchodzi, bo nowe koszulki z napisem I <3 Devan podbijają rekord sprzedaży!". Ech, szkoda mi ich wszystkich zostawić. Zwłaszcza Rimenizza. Ja nie chcę umierać! Nie chcę ich zostawić. Nie chcę zostawić Ruchu Oporu. Nie chcę zostawiać mego klanu. Chociaż bym se kupiła taką tańczącą marchew. Jak się znudzi, to się najwyżej na coś przerobi. Tyle rzeczy mam do zrobienia, a tu mam już ginąć. Mam już tego dosyć! Być może są już to moje...ostanie słowa? Aghhhhhhhh! Dlaszego?! Śmiało! Chodź tutaj seeku! Dobij mnie, zanim tutaj oszaleję!

Nagle odniosłam wrażenie, że czas stanął. A znikąd zaczął do mnie dochodzić pewien bardzo popularny motyw dźwiękowy który początek można jakoby przedstawić za pomocą słów „Dum Dum„.. Ejj, ale przecież nie ma rekinów w kosmosie! Dlaczego musieli wybrać ten kiczowaty podkład muzyczny. Hmmm… A zresztą co za różnica, przecież już niedługo po mnie. Z każda sekundą narastał we mnie niepokój. Nastąpiło kolejne „dum dum dum”. A więc co mnie zaatakuje? Seeko-rekin?! Buhaha, głupie rzeczy się myśli przed śmiercią. Utwór się zakończył. A wroga ani śladu. Aż nagle z wielkim hukiem został rozwalony szyb wentylacyjny. A z niego, jak się można było domyślać, wyskoczył seek. Lub cokolwiek innego, co ma mnie ochotę zamordować. Instynkt mówił: „Uciekaj!”, umysł natomiast: "I tak nie uciekniesz. Twój wynalazek jest aż za dobry, wcześniej czy później umrzesz". Lecz instynkt samozachowawczy wziął górę i otworzyłam drzwi. Spojrzałam za siebie i rzeczywiście, ścigał mnie mój przeklęty wynalazek. Chciałam uciec, ale na drodze stanął ten Schazenguard, który miał być zabity przez seeka, który mnie ściga.

Wtedy wpadłam na genialny pomysł! Ten żółw to jak wygrana na loterii. Wiem, jak się pozbyć seeka. Gdy seek był już wystarczająco blisko mnie, padałam na ziemie. Żółw zrobił zdziwioną minę. A wtedy ta wredna rakietka trafiła w tego, który powinien ten szmelc trafić już wcześniej, przy tym efektownie go rozwalając!

Cudownie, teraz nic mi nie stało na drodze, by móc stąd uciec. Przecież na ostatnim wskazaniu radarów były zaledwie trzy stateczki. A w międzyczasie się włączy autodestrukcję statku i będzie efektowny "pokaz fajerwerków" z żółwiami w roli głównej. Więc spokojnie, bez problemów, wzięłam deskę latającą i otworzyłam drzwi. Lecz widok mnie zamurował. Ogromna armia otoczyła mój statek. Ech, gdybym była taka jak Jazzrabbitowie. Nagle ktoś z tyłu mnie złapał i pociągnął do siebie łapiąc za rękę. Gdy chciałam kopnąć tę osobę w czułe miejsce, zauważyłam, że skuł mi nogi i ręce. Odwróciłam się i zobaczyłam żółwia w stroju policjanta

- Pani idzie z nami. Zapraszamy panią do naszego przytulnego statku - powiedział ze złośliwością.

- Ale… za co, panie władzo? Ja nic nie zrobiłam złego! - zrobiłam przy tym niewinną minę.

- Nielegalne jest opuszczanie Carrotus przez Galaktyczne Zające.

- Ale ja tak naprawdę w pełni Carrotusa nie opuściłam! Cały czas latam tylko po orbicie Carrotusa.

- To też jest zakazane.

- Jak to? Przecież jest legalne!

- Od niedawna nie jest. Nieznajomość prawa nie jest dobrym wytłumaczeniem

- A mogę prosić tylko mandacik?

- Prawo tego nie przewiduje. Za taki wybryk byśmy tylko publicznie rozstrzelali. Ale panienka ma szczęście, bo ostatnio potrzebne są zające do eksperymentów. A król by nie pogardził takim okazem.

Niestety ale musimy przerwać ciągłość tego fanfika małym ogłoszeniem

Ogłoszenie!

Z powodu nowych roszczeń Ministerstwa od Spraw Trucia Tyłka, każdy fanfik zobowiązany jest aby posiadać minimum jedną reklamę na część! Dziękuję.


Czas na Reklamę!

Chaos Fabularny w tym fanfiku jest sponsorowany jest przez Stevena Moffata!

Koniec reklamy!

To teraz wracamy do fanfika.


- Tylko nie laboratorium! To już lepiej mnie rozstrzelajcie!

- Niestety, ale mamy rozkaz dostarczyć najlepiej żywą do Laboratorium.

A niech to kompilator mnie trzaśnie! Z deszczu wpadłam pod rynnę.

Awatar użytkownika
Zwierz Hienisty
pomocnik
Posty: 713
Rejestracja: 04 gru 2010, 13:09
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn
Kontaktowanie:

Postautor: Zwierz Hienisty » 27 cze 2013, 17:57

Okej. Hien zabiera się za czytanie, bo wisi komcia już od dawna. Po pierwsze: interpunkcja. Ona prosi o zmiłowanie. Rozumiemy, że parodia MS to parodia MS i choćby Vampi zrezygnowała z poprawności w celu lepszego naśladowania, ale ślepia nas bolą na przykład od braku przecinka przed "w którym" czy odzieży napisanej przez rz. Mamy nadzieję, że te błędy są bardziej celowe niż wynikające z niechlujności.

Jeśli zaś chodzi o samą treść, to nie wierzymy, że jeszcze MS się nie pojawiła. Cyfraza zachowuje się tak głupio, a i tak wszystko (no dobra, prawie xD) jej się udaje, że trudno nie zauważyć, w jakiej konwencji jest fik. Przypominało nam to trochę Szklanką po łapkach albo Ściąganego z Lesliem Nielsenem (chyba to drugie, ale oglądaliśmy oba tak dawno, że nie pamiętamy, który) - zwłaszcza scenka z seekiem, który przelazł przez rurę wentylacyjną przypominała tę, jak Nielsena gonił pociąg i w tym celu nawet zjechał z torów i ukrył się za głazem. Uwielbiamy takie absurdalne rozwiązania, a przygody Cyfrazy wydają się w tym samym klimacie. Będziemy więc czekać na ciąg dalszy, chociaż inne twoje nadal czeka w kolejce na komcia. Ale to nam się podoba, jest głupie, absurdalne w takim fajnym, wariackim stylu.

Ale niestety nie rozróżniamy nazw fryzur, więc rozumiemy ino, że Cyfraza ma krótkie włosy.
"…so that's why I'm trying to figure out if there is something I need to figure out and then figure that out before it's too late and all hope is lost."

Myszkomiks!

Awatar użytkownika
kociara81
moderator
Posty: 358
Rejestracja: 17 lut 2012, 22:32
Lokalizacja: Carrotus
Kontaktowanie:

Postautor: kociara81 » 27 cze 2013, 22:58

Literówki i interpunkcja to raczej rzecz która zostały przez przypadek pominięte. Bo technicznie opowiadanie miało być dobre, a bety z góry przyjęły że jak parodia MS to lepiej to ignorować.

Konwencja humoru raczej lekko zbliżona do Conker's Bad Fur Day. Ale cóż tak śmierdzi tez lekko parodiami filmowymi.

Bob jest krótką fryzurą. Wpisz w google grafika "bob haircut" a ją zobaczysz

Cyfraza nie jest MS. I nie jest głupia, ale sytuacja zmusiła ją do głupiego zachowania. To typowa OC z zestawem zalet i wad. Po prostu wpadała sama w wir głupich wydarzeń poprzez swój tajemny talent do wpadanie w nie. Głównie przez swoje nie ogarniecie się. Oraz w niektórych sytuacjach dała się zbyt mocno ponieść emocją. I nie raz miała jak to to Galaktyczne Zające zbyt duża pewność siebie. I w ramach czysto dla fun kazałam jej opisać siebie prawie jak MS. Gdyby była MS to by dała nudną listę tego co ubiera. A ona opisuję pewne wspomnienia związane z tymi przedmiotami.

Czyli jednym słowem w tej części parodia to absurdalno-głupowaty humor z tym że typowa OC została opisana jak MS.

Motyw z gazetami pożyczyłam sobie od Charyjusza Chakiera, ale przerobiłam na realia Jazzuniwersum.

Mary Sue zostawiałam sobie na drugą część. Tymczasem część druga ma 3,5 strony. I stoję na tym by wymyślić gagi na linii Cyfraza-Devan. I pomyśleć nad opisami Violitte Drakish i jakim sposobem ona przejmie narracje.

Że Meg teraz chcę abym wróciła do Przebudzenia. Zobaczę jak wena dopisze.

Awatar użytkownika
Zwierz Hienisty
pomocnik
Posty: 713
Rejestracja: 04 gru 2010, 13:09
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn
Kontaktowanie:

Postautor: Zwierz Hienisty » 28 cze 2013, 09:52

Aj, aj, chodziło nam właśnie o to, że tutaj opisana jest wyjątkowo komediowo. Plan B polegający na panikowaniu na przykład. Przecież nie mówimy o całokształcie Cyfrazy, tylko o tym, jak tutaj jest przedstawiona. A przyznałaś, że dla funu opisałaś ją w konwencji MS. Chcieliśmy tylko rzec, że to się udało. Przecież napisaliśmy takiego entuzjastycznego komcia, o niewdzięczna :<
"…so that's why I'm trying to figure out if there is something I need to figure out and then figure that out before it's too late and all hope is lost."

Myszkomiks!

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 529
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Postautor: Skorpion » 16 mar 2014, 11:27

Jak obiecałem to komentuję i to w zasadzie wcześniej, niż tego się spodziewałem. Zacznę od wstępu od autorskiego, który zapowiadał straszne straszności, a wyszło lekko i sympatycznie. A sama końcówka zachęca do rzucenia okiem na część drugą. Co mi się nie podobało? Kurde, błędy, które bardziej z biorą się chyba z pośpiechu, niż niewiedzy i jeśli masz czas, albo brak weny to możesz przejrzeć rozdział i poprawić takie rzeczy jak:
Ale nadal nie tracimy nadziei i czekamy. aż on wróci i razem z nami pokona tyrana.
lub literówki, których też by się znalazło kilka. I nie łapię dlaczego oddzielasz dialogi wolną linijką. A tak ogólnie to fajnie opowiadanie.
Obrazek


Wróć do „Gry”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość