[Team Fortress 2] ''Brak Wsparcia''

Tutaj wrzucamy fanfiki do gier wszelkiej maści.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
pokemonka
pisarz
Posty: 159
Rejestracja: 29 kwie 2012, 17:34
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

[Team Fortress 2] ''Brak Wsparcia''

Postautor: pokemonka » 10 lip 2014, 20:47

Okej, więc muszę na wstępie nadmienić: NIE, osobiście nie grałam w tą grę, ale jestem nią niezwykle zaaferowana. Przeczytałam wszystkie komiksy do których miałam dostęp, obejrzałam wszystkie filmiki i przeglądnęłam chyba całą wiki. Najbardziej zakochałam się w postaciach Medyka i Żołnierza, a że jestem z natury dziwakiem i uwielbiam analizować proces cierpienia moich ulubionych bohaterów (oraz ich charaktery, motywacje i przemyślenia) i wręcz jara mnie sam fakt tego że cierpią to znowu skupiam się na tym aspekcie. Nie wiem czy mi wyszło, w sumie to nigdy nie byłam umierająca, nie wiem co taka osoba czuje, co myśli więc pewnie zawaliłam... cóż. Chciałam by było choć trochę smutne, ale z tym materiałem to chyba ciężko... pewnie też nie wyszło, ale co mi tam.

Tytuł: "Brak Wsparcia" (jeśli ktoś wpadnie na coś lepszego, to błagam o info, bo ten tytuł to tak roboczo i wiem, że jest wybitnie słaby, ale nie miałam innego pomysłu)
Fandom: TF2
Kategoria: 12 + (?) [trochę krwi, przemoc ale nic więcej więc nie mam pewności, czy nie dać bez ograniczeń]
Opis: Przemyślenia rannego Medyka.
Ostrzeżenia: mniej luźne podejście do przemocy i śmierci niż w grze: Darker and Edgier. Poważniejsze, nie dla tych co chcą się pośmiać.

[center],,Brak Wsparcia''
[/center]

Medyk zamrugał. Świat dokoła był rozmazany, prawdopodobnie przez to, że mężczyzna zgubił gdzieś okulary. Z daleka dobiegały go odgłosy walki, krzyki i nawoływania kolegów. Wydawały się jednak z każdą chwilą coraz bardziej oddalać. Dokoła widział wiele czerwonych plam. Siedział za jedną z ogromnych, drewnianych skrzyń. Chował się, to w końcu było jego zadaniem: unikać obrażeń, chować się, nie wchodzić na linię ognia, jedynie leczyć pozostałych. Zazwyczaj wychodziło mu to świetnie, ale nie dziś. Dziś był inny dzień. Dziś to on potrzebował leczenia. Z jego piersi wystawała gruba strzała, z niebieskimi lotkami. Z początku, miejsce, w które się wbiła, bolało jak diabli, ale z czasem przestawało. Teraz nie miał siły się ruszyć, ledwo dawał radę oddychać. W głowie mu dudniło, a obraz rozmazywał się bardziej niż powinien, gdy doktor pozbawiony był szkieł korekcyjnych. Więc to tak jest gdy się umiera? Fascynujące. Wiele razy zastanawiał się, co czują jego ofiary, czy pacjenci gdy ich kroił. W oddali ktoś go zawołał, chyba Scout, potrzebował pomocy. Medyk zerknął w stronę miejsca, gdzie ostatnio widział swój medigun. Tylko on umiał go obsługiwać, był to w końcu jego wynalazek. Poczuł ukłucie dumy w sercu, a nie… to jednak nie była duma, a ból. Spróbował wziąć głębszy oddech, ale nie wyszło mu to najlepiej. ,,Lekarz z powołania’’. Phi. Nie lubił pomagać ludziom. Jedyne czym był kierowany, ratując tych żołnierzy, była jego własna, egoistyczna ambicja. Ambicja naukowca. To nie byli jego przyjaciele, a obiekty. Obiekty, na których eksperymentował i które musiał utrzymywać przy życiu by nie stracić materiałów do badań. Darmowych i chętnych. Z byle najemników, tworzył nad ludzi, stworzenia silniejsze i odporniejsze. Czuł się prawie bogiem. Prawie. Szczególnie teraz prawie. Czy aby na pewno tak było? Czy aby na pewno zależało mu tylko na wynikach eksperymentów? Po części tak, jak najbardziej. Jednak gdzieś w głębi duszy, Medyk czuł do nich coś więcej niż naukową ciekawość. Coś, jakby… sympatię. Jasne, byli irytujący niczym wrzody, ale byli… i to byli dzięki niemu, a on dzięki nim. Chronili go, by chronić siebie. Żyli razem w symbiozie. Nie raz go zasłaniali, czy umożliwiali ucieczkę z linii ognia, własnym kosztem. A nawet nie przedstawił im się z imienia. Choć przecież nigdy nie było potrzeby by wiedzieli jak się nazywa! Skarcił się w myślach. Przecież ich wszystkich imion też nie znał. Nie chciał znać. Nie musiał. Skąd mu się nagle wzięły takie myśli? Był naukowcem, podchodził do wszystkiego na chłodno i profesjonalnie. Tak do życia jak i do śmierci. Robiło mu się coraz słabiej, nad jego głową świsnął przelatujący pocisk, po czym wybuchł gdzieś poza jego zasięgiem. Medyk czuł zimno, ból i coś jeszcze, czego nigdy wcześniej nie doświadczał. Coś jakby… brak czegoś, ale czego? Usłyszał kolejne krzyki, ktoś miotał przekleństwami, ktoś inny rozkazami, a jeszcze ktoś, ciągle go wołał. Medyk zrozumiał co to za uczucie. Bezradność. Nie był w stanie zrobić nic. Nie miał na nic wpływu. Jedyne, do czego miał teraz prawo, to leżenie w miejscu i wykrwawianie się. Był też sam. Nikogo kto by mu pomógł… Nikogo nawet kto by go dobił! Nagle usłyszał, jakby stłumione łopotanie skrzydeł. Coś małego i miękkiego wylądowało na jego kolanach. Doktor spojrzał w dół i zobaczył biały, rozmazany kształt.
- Archimedes? - szepnął ochrypłym głosem. Odpowiedziało mu ciche gruchanie. Gołąb trzymał coś w dziobie. Medyk wziął to od niego drżącą ręką. Były to jego okulary. Uśmiechnął się słabo, po czym niezgrabnie założył je na nos. Wtedy jego ręka opadła bezwładnie. Nawet na jej ponowne uniesienie nie miał już sił. Biały ptak poderwał się, by zasiąść na jego prawym ramieniu.
- Danke mein Freund - szepnął Medyk, czując ciepłą, pierzastą główkę, wtulającą się w jego policzek. - Danke…
Ktoś w oddali nadal go wołał.
Ostatnio zmieniony 18 sie 2014, 14:32 przez pokemonka, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 15 sie 2014, 21:33

No to, Pokemonka, masz pecha, będę komentować ;)
Na początek, gry nie znam, owszem, coś się słyszało, że jest taki tytuł, jakiś fragment filmiku się przewinął, ale nic poza tym... I postanowiłam nie nadrabiać tego, bo jakoś nie przeszkadzało to w czytaniu. Z oczywistych powodów nie mogę określić, jak to się by prezentowało z punktu widzenia osoby dobrze obeznanej z materiałem źródłowym, w każdym razie jako laik nie stwierdziłam ani nadmiaru informacji, ani ich niedoboru (jeśli chodzi o przemyślenia postaci) więc to na plus :)

Tytuł... Jak tytuł. Się nie przejmuj, też nigdy nie mogę nic wymyślić i ostatecznie staje na roboczym. Jeśli nie jest na tyle odstraszający, żeby z grupy docelowej nikt po to nie sięgnął, to jest dobrze ;)

No i co z tym brakiem pewności siebie? Owszem, łatwiej się pisze o tym, co się zna, ale w pisaniu bez wyobraźni daleko się nie zajedzie. Wszyscy mają czasem wątpliwości, czy im dobrze wychodzi. No i przecież nie każda osoba umierając (lub myśląc, że umiera, czy tam inne stany pokrewne) będzie myśleć o tym samym i tak samo, tutaj też jest wiele czynników, począwszy na charakterze postaci, a na jej prawdziwym stanie kończąc. W pisaniu pełno spekulacji i nie ma co za to przepraszać (zwłaszcza, że Ci całkiem dobrze wyszło, jakbyś nie wspomniała, to nawet bym nie pomyślała, że akurat tym byś się tu mogła niepokoić)

Ale się czepiać miałam. *wyjmuje czerwony mazak* Czyli co mnie w tekście raziło:

Medyk zamrugał oczami.

„Oczami” zbędne.
Z jego piersi wystawała gruba strzała, przyozdobiona niebieskimi piórami.

O ile ktoś piórek nie podoklejał dla dodatkowych doznań estetycznych, to one się nazywają lotki i służą do stabilizowania lotu, więc nie można powiedzieć, by strzała była nimi 'przyozdobiona” bardziej, niż na przykład łuk cięciwą, czy komputer klawiaturą.
Z początku, miejsce, w które się wbiła, bolało jak diabli, ale z czasem przestawało, lecz nie przeszkadzało mu to obficie krwawić. Zanim Niemiec spostrzegł, że został trafiony, zdążył nią nieco poruszać, w czasie wspomagania innych najemników RED.

Widzę tu pewną sprzeczność. Najpierw piszesz, że z początku rana bardzo bolała, potem, że najpierw Medyk w ogóle jej nie zauważył... (Swoją drogą, coś takiego chyba ciężko przeoczyć...Chyba, że właśnie o to chodzi i miało to być elementem komediowym, ale napisane w ten sposób takiej roli nie spełnia.) No i czym poruszał, strzałą?
W głowie mu dudniło, a obraz rozmazywał się bardziej niż zazwyczaj, gdy doktor pozbawiony był szkieł korekcyjnych.

Rozumiem, że chodzi o to, że obraz rozmazywał się bardziej niż wtedy, gdy Doktor nie miał założonych szkieł, ale tak wyjmując zdanie z kontekstu nie da się domyślić, o co w nim naprawdę chodzi (a raczej wychodzi zupełnie co innego, niż, zakładam, zostało zamierzone)
Wydaje mi się, że „zazwyczaj” nie może zostać użyte w ten sposób dla wyrażenia tego znaczenia.
Tak przy okazji:
Więc to tak jest gdy się umiera? Fascynujące.

Tu (między innymi) fajnie przedstawiłaś cechy postaci poprzez jej sposób myślenia :) Właśnie takie drobiazgi sprawiają, że postać się „czuje”.
Poczuł ukłucie dumy w sercu, a nie… to jednak nie była duma, a ból.

Tutaj właściwie byłoby to zabawne, gdyby nie to, że poza tym zdaniem narracja jest poważna i nie próbuje nawet udawać komedii (i dobrze.)
Doktor westchnął.

Wydaje mi się, że ciężko westchnąć, gdy problemy sprawia wzięcie głębszego oddechu.
Nie chciał znać. Nie musiał. Spróbował podciągnąć się wyżej, ale nie mógł. Miał złamaną lewą rękę i postrzeloną nogę. Skąd mu się nagle wzięły takie myśli?

Problem z „ciągłością”. Kiedy i jak złamana została jego ręka? Postrzelony w nogę? Niby mogło się to stać już po tym, jak oberwał w klatkę piersiową, ale w tekście pojawia się to nie wiadomo skąd i nie współgra z wrażeniem, które tworzy opis na początku fika. Moim zdaniem lepiej w ogóle pominąć tę wzmiankę, zwłaszcza, że dzieli ciąg myśli bohatera na dwie części.
Medyk czuł zimno, ból i coś jeszcze, czego nigdy wcześniej nie doświadczał. Coś jakby… brak czegoś, ale czego? Usłyszał kolejne krzyki, ktoś miotał przekleństwami, ktoś inny rozkazami, a jeszcze ktoś, ciągle go wołał. Medyk zrozumiał co to za uczucie. Bezradność.

Nie, tutaj się przerywnika nie czepiam, bo jakaś pauza w myślach tu była potrzebna. Za to po raz kolejny podkreślam, że akurat przemyślenia/odczucia postaci Ci wyszły świetnie.
Niestety samej końcówki się przyczepię, bo nie do końca wiem, co się stało. Medyk umarł? Stracił przytomność? Leżał i gapił się w sufit? Wołali go, bo był potrzebny, czy ktoś w końcu zauważył, że oberwał?
Aha, jeszcze jedno:
Wtedy jego ręka opadła bezwiednie.

Nie miałaś na myśli „bezwładnie”?
OC-holic

Awatar użytkownika
pokemonka
pisarz
Posty: 159
Rejestracja: 29 kwie 2012, 17:34
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Postautor: pokemonka » 18 sie 2014, 14:38

Już myślałam, że nikt nie przeczyta :D

Pozwoliłam sobie poprawić większość wytkniętych błędów, dziękuję za ich wskazanie, (teraz wydają się takie oczywiste xD)Dziękuję również bardzo za pochwały :3

Codo końcówki: niestety ja bardzo lubię zostawiać taki niedosyt dla odbiorcy, żeby się zastanawiał, co się stało dalej, o co chodzi, taki mam nawyk (za dużo siedzę na zajęciach w teatrze, haha xD).
Z tym wołaniem, to już trzeba znać odrobinę grę. Postaci wołają medyka bez przerwy jak tylko się zranią, co chwila, wszystkie naraz, nie zważając na jego bezpieczeństwo czy to co mu się dzieje, Medyk wybuchł - nadal go wołamy. Zaczęłam ostatnio grać w tę grę właśnie ów postacią i po kilku rundach, w uszach bez przerwy mi rozbrzmiewa: MEDYK!!! Na 8 głosów. Żadna postać nigdy też nie podziękuje. NIGDY. Chciałam nawiązać do tego uporczywego, trochę rozpaczliwego, ciągłego wołania właśnie...
Obrazek


Wróć do „Gry”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość