Slasher

Tutaj zamieszczamy własne opowiadania i powieści.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2567
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Slasher

Postautor: Vampircia » 29 gru 2016, 13:53

Dobra, nie trzymaj nas dłużej w napięciu:P Wrzucaj resztę. A potem wykasuj i wyślij do jakiegoś wydawnictwa.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 614
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher

Postautor: Skorpion » 29 gru 2016, 20:48

Ok, to wrzucam. Na opowi ludzie się skarżą, że nie rozumieją tego rozdziału, ale nie chcą mi powiedzieć, czego dokładnie nie rozumieją, a więc nie wiem co mam im dopowiedzieć/wyjaśnić/poprawić. A, i jest to pierwszy rozdział, który nie nawiązuje do żadnego horroru. I jeszcze jedno. Przy ostatnim rozdziale zacząłem zastanawiać się nad zapisem nazwy "Dekada zaginięć", nie jestem pewien, czy czasem "zaginięć" nie pisać z dużej. Kogo typujecie jako mordercę? A kogo jako bohatera, który utłucze Kapturnika?

Rozdział 7
Zbrodnia i kara


Wiadomość o kolejnym ataku Kapturnika obiegła Lipki w lotem błyskawicy. Przebrania i narzędzia zbrodni nie znaleziono, ale ponoć nawinął się podejrzany. Po dokonaniu czynu sprawca szybko ukrył dowody działania, a następnie oddalił się od miejsca czynu. I tu z pomocą przyszedł naoczny świadek morderstwa, Paweł Ostrowski.
- Chciał, żebym spotkał się z Adą na mostku – mówił rozgoryczony. - Tylko Leszek wiedział, że ona tam będzie na mnie czekała – ciągnął dalej. - Teraz jak sobie o tym pomyślę... On to zrobił z zazdrości.
- Z zazdrości? - dopytywał się Burski, wyraźnie zaciekawiony zeznaniami.
- Chciał mi dokuczyć.
Zaskoczonego podejrzanego udało się zgarnąć z szosy jakieś pięćset metrów od mostku.
- Mówiłem! - stał twardo przy swoim, chociaż miał momenty, w których głos nieznacznie mu się łamał. - Miałem spotkać się z Adą, ale po Pawle. Nie powiedział wam tego?
- Powiedział – przytaknął komendant ze spokojem. - Powiedział także, że tylko trzy osoby wiedziały o tej... - zastanowił się jak nazwać imprezę – randce. Ty, on i Ada, a więc skąd wziął się morderca?
- Ada musiała... - w tej chwili pierwszy raz dotarło do niego, że już jej nie zobaczy. Zrobiło mu się niedobrze, przełknąwszy ślinę kontynuował:
- Musiała komuś o tym powiedzieć albo Kapturnik znalazł się tam przypadkiem. Nie wiem...
Policjant westchnął głęboko. Dowodów na winę Matuszewicza jako takich nie posiadał. Brak siekiery, płaszcza, jedynie on pałętający się w pobliżu. Mógł być na mostku, zgadza się, mógł też zabić Woźnego, jakimś sposobem mógł znaleźć się na łące i załatwić Szczepana oraz Zuzę, ale nijak pasował do pierwszej zbrodni w nawiedzonym domu. Morderców było albo dwóch, albo Leszek nie był sprawcą. Jedno z dwóch czyli nic, znowu. Poza tym policjant czuł, że chłopak mówi prawdę, ale jakieś kroki trzeba było powziąć. Jedynym możliwym ruchem było zatrzymanie nastolatka na dłuższym przesłuchaniu w cichej nadziei, że w międzyczasie coś się rozjaśni.


- Jestem rozczarowana efektami twojej pracy – powiedziała na wstępie rozgniewania Natalia. - Kapturnik zamordował kolejną osobę, a ty?! Co zrobiłeś?
- Powiem szczerze – przerwał jej Konrad. - Nie radzę sobie z rolą cynicznego detektywa.
- Guzik mnie to obchodzi! - podniosła głos. - Dlaczego nie odbierasz telefonów?!
- Zapodziałem gdzieś komórkę – jęknął bezsilnie. - Nowy Samsung Omnia... - ponowił rozpaczliwy jęk na myśl o drogim telefonie. - Matka mnie zabije.
Przez ostatnie kilka dni próbował sobie przypomnieć, kiedy ostatni raz trzymał w ręku telefonu. Pamięć wysilał na próżno. Zostawił gdzieś? Jeśli tak, to gdzie? Lista miejsc w jakich się ostatnio szwendał przerosła jego oczekiwania. Sprawdzali rodziny zaginionych, organizowali spotkania, kolejno w domu każdego z nich, a jeszcze wcześniej był na osiemnastce Natalii. Doszedł wreszcie do wniosku, że telefon został skradziony, bo ilekroć dzwonił na własny numer, odpowiadała automatyczna sekretarka:
- Abonament czasowo niedostępny, wal się (ów "wal się" było jedynie jego komentarzem wewnętrznym, rozmówczyni była uprzejma za każdym razem).
- Następny! - zirytowała się. - Jak znowu dostanę jakieś sprośne telefony to idę na policję – ostrzegła.
Nie będący w temacie szczepanowych zalotów Konrad, nie zrozumiał przestrogi.
- Słuchaj! - przerwał jej monolog. - Złapię Kapturnika.
- Już go złapali! - wrzasnęła.
- Kogo?
Dziewczyna wstrzymała na moment oddech. Teraz mógł ją tylko szlag jasny trafić. Siedziała w biurze przerobionym z kantorka woźnego, a wynajęty przez nią prywatny detektyw zdawał się być jedyną osobą w całych Lipkach, która nie wiedziała, co się wydarzyło.
- Raper!
- Gucci Mane? - rzucił nieco bezmyślnie.
Tym razem Natalia wbiła paznokcie w poręcz fotela. Jakimś cudem opanowała złość wywołana tępotą umysłową rozmówcy i wymamrotała słabo:
- Leszek.
Detektyw mruknął coś pod nosem.
To oznaczałoby, że teoria Adriana o powiązaniu z Dekadą zaginięć jest nieprawdziwa. Założyli, że Kapturnikiem jest osoba powiązana z tamtymi wydarzeniami. I w ten sposób na szczyt listy podejrzanych wysuwali się Jędrusowa ze względu na siostrę i parszywy charakter oraz Adrian po przez ciotkę. No tak, była jeszcze sprawa fotografii. Jeśli Korba mówił prawdę, to kto i dlaczego wysłał mu zdjęcie Aldony? Coś mu tam nie pasowało, a po głowie kołatał się trzeci podejrzany.
Co robić? Przede wszystkim odprawić Natalię i zwinąć interes, bo ktoś życzliwy doniósł dyrektorowi o założeniu nielegalnego biura detektywistycznego na terenie szkoły.
A dalej? Postarać się o sojuszników i z ich pomocą zdobyć dowody niewinności Lecha. Adriana chwilowo wolał odpuścić, nie mając pewności, co do jego intencji. Postanowił tąpnąć się do Pawła i wspólnie ustalić jakieś konkretne działania.


Martyna wpadła na posterunek policji niczym trąba powietrzna. Ów tornado zapoczątkował telefon Burskiego z prośbą o stawienie się na komisariacie w roli świadka. Dla nikogo nie było tajemnicą, że ofiara przyjaźniła się z wróżką i być może powiedziała jej o spotkaniu na moście albo innym detalu mogącym mieć istotne znaczenie dla sprawy.
Gdyby Martynka stała za zbrodniami mielibyśmy genialny zwrot akcji – pomyślał Andrzej. - Lata temu ubzdurała sobie faceta z siekierą, a teraz sama biega za dzieciakami i morduje.
Uśmiech momentalnie zniknął z jego twarzy. Istniała taka możliwość. Nie! Postanowił nie komplikować sobie życia dodatkowymi wątkami i porozmawiać z Martyną wyłącznie o jej znajomości z Adrianną Lenart.
- Aresztowaliście niewłaściwego człowieka – powiedziała na wstępie rozgniewana wróżka.
- Nikogo jeszcze nie aresztowaliśmy.
- To mniej obciachu dla ciebie – westchnęła. - Ten chłopak nie jest Kapturnikiem.
- Matuszewicz? Skąd ta pewność?
- Ada mi o nim opowiadała.
- I co z tego?
- To chłopak, którego jej wywróżyłam. Książę z bajki nie może być czarnym charakterem.
- Doskonały argument – pochwalił złośliwie. - Jeśli dziewczyna miała gust jak ty, to wcale się nie dziwię...
- To było chamskie! - podniosła głos. - Już dawno wyleczyłam się z zauroczenia tobą. Poza tym gówniara byłam i miałam prawo się mylić. To cię nie upoważnia do wyśmiewania mnie!
- Ja cię wyśmiewam? - zdenerwował się. - Przez twoje "pomyłki" całe miasto wytykało nas palcami. Chcesz być wariatką, śmiało, ale mnie w ten obłęd nie ciśnij!
Martyna rozejrzała się po biurku Burskiego. W tej jednej chwili zapragnęła złapać za coś ciężkiego i rzucić w niego. Niestety poza dokumentami i monitorem komputerowym, którego było szkoda niszczyć, biurko było puste. Postanowiła przejść do ataku słownego:
- A jak wygląda twoje życie? Narzeczona zwiała ci sprzed ołtarza w towarzystwie drużby! I ciekawostka, że ów drużba był wujkiem Julii Kołacz, co czyni cię takim samym podejrzanym jak Leszka Matuszewicza!
Policjanta na moment zatkało. O pokrewieństwie złodzieja narzeczonej i Julii Kołacz wiedział, ale nie widział większego sensu w podejmowaniu tropu.
- A dwadzieścia lat temu? - kobieta rozkręcała się coraz bardziej i w żadnym razie nie miała zamiaru kończyć. - Może to ty ze mnie sobie zażartowałeś? O, głupia Martynka, pogonię ją z siekierą to może się odczepi! Nikt poza tobą nie wiedział, że będę tam czekała. Taka sama sytuacja jak z Adą!
W końcu zamilkła rozgniewana. Burski odczekał przezornie chwilę, gdyby jeszcze coś jej się przypominało, po czym powiedział głosem spokojnym, jakby nienależącym do niego:
- Nie wiem, czy faktycznie kogoś wtedy widziałaś, ale powinnaś przestać żyć tamtym wspomnieniem. Fajna z ciebie babka. Trochę pyskata i nerwowa, ale całkiem sympatyczna.
Wróżka milczała, zaskoczona wyznaniem. Andrzej skomplementował ją, oczywiście, najpierw skrytykował, ale liczyło się, że powiedział coś miłego na jej temat.
Policjant mówił szczerze. Od zawsze pociągały go władcze i pyskate baby, a nie jakieś mimozy bez wyrazu. Nagle wspomnienie jękliwej stokerki poszło w siną dal, ustępując głośnej kobiecie. W pewnej chwili zaczął obawiać się, czym te rozważania się zakończą. W miłości miał pecha. Najpierw upierdliwa Martynka, potem narzeczona, a teraz znowu Martynka? Niby dwa razy do tej samej rzeki nie powinno się wchodzić, ale... Rzeka była śliczna, gdy się złościła.
- Spotkajmy się w piątek – rzucił nagle. - Pójdziemy na kolację.
Wróżka spoglądała na niego jak ciele w malowane wrota. To było do niej? On chce się spotkać w sensie spotkania? Przełamawszy swoją tępotę umysłową odparła godnie:
- No nie wiem...
- Jak nie chcesz – trochę zwątpił.
- Chcę! - wyrwało jej się tak entuzjastycznie, że aż desperacko.
Postanowione. Martyna i Andrzej umówili się na piątek wieczór. Oczywiście, bez płonnych nadziei i wymuszania na kimś obietnic małżeńskich.
Na koniec raz jeszcze powrócili do tematu Leszka i Ady. Burski uspokoił ją:
- A co do tego chłopaka... Przemaglowałem go na wszystkie strony. Myślę, że to nie on. Daj mi dwie godziny i puszczę go wolno.


Paweł również zeznawał, ale wiele tego nie było. Miał się spotkać z Adą na mostku, a tam był Kapturnik. Koniec pieśni, cześć.
Potem doszło do sytuacji nieprzyjemnej, której nastolatek chciał za wszelką cenę uniknąć. Zadzwonił do Liwii i wyjaśnił jej całą sytuację. Opis zdarzeń, co jakiś czas przerywany głośnym wtrąceniem macochy, zakończył na prośbie o odebrania go z posterunku. Ojciec był ostatnią osobą, z którą miał ochotę przebywać w tej chwili. Cały czas mając przed oczyma obraz Edyty przeklinającej byłego męża. Jak na złość, zamiast Liwii, przyjechał Wojtek.
Droga do domu mijała im w nieznośniej ciszy. Paweł kilkakrotnie zbierał się w sobie, aby zagaić o pogodzie, podatkach, szkole, czymkolwiek. Wszytko było lepsze od cholernego milczenia. Ojciec w końcu rzucił coś o stolarni i dodatkowych zamówieniach.
- Muszę jeszcze odebrać fakturę – powiedział na zakończenie. - Zrobimy mały postój w stolarni.
- Wysadź mnie. Sam wrócę do domu.
Ostrowski spojrzał na syna lekceważąco.
- Nie powinieneś.
- Mniejsza o to – starał się zachować obojętność równą ojcowskiej. - Złapali sprawcę, koniec afery.
Wojtek uśmiechnął się szeroko.
- Nie chce mi się wierzyć, że Lechu ją kropnął. Wychowaliście się praktycznie razem i takie coś...
- Mam wątpliwości, czy to on.
- Jeśli tak, to mu ładną przygodę życia zafundowałeś – zachichotał.
Słowa ojca wydawały mu się okrutne. Zupełnie, jakby bawiła go cała sytuacja. Czy możliwe, że Wojtek był Kapturnikiem? Dłużej milczeć nie potrafił.
- Byłem u matki w szpitalu.
Wojtek domyślił się od razu o kogo chodzi.
- Chyba nie mówisz o Edycie? Bo ona nie jest twoją matką od chwili, w której próbowała cię zabić.
Znowu poczuł się nieswojo, ale postanowił nie dawać za wygraną i kontynuować:
- Dlaczego ona cię nienawidzi? I ważniejsze, co ja mam z tym wspólnego?
Tym razem nie odpowiedział od razu.
- Twoja matka obwiniała ciebie za moje romanse. Jesteś dorosły facet i tłumaczyć ci nie muszę. Miałem mnóstwo seksu przedmałżeńskiego i trochę po małżeńskiego, a ona nie potrafiła tego zaakceptować – mówił tak obojętnym głosem, że Pawła zamurowało.
Na twarzy ojca zagościł nerwowy uśmieszek.
- Problem w tym, że trzy z moich kochanek zaginęły, uwierzysz? Ona się dowiedziała się o nich i dodała sobie dwa do dwóch. Nie potrafiła docenić, że dla ciebie i dla niej przestałem to robić. Jej priorytetem stało się to, abyś nie był taki jak ja i jedynym sposobem jaki sobie wymyśliła była twoja śmierć.
- Zapytam cię o to tylko raz, a potem już do tego tematu nie wrócę więcej, obiecuję – odparł, otrząsnąwszy się z chwilowego otępienia - ale musisz być ze mną szczery, dobrze?
Wojtek nie przestawał się uśmiechać. Spodziewał się pytania i miał już gotową odpowiedź.
- Kapturnik i Dekada zaginięć łączą się ze sobą. Czy jesteś w to zamieszany?
- Ale w co?
- Czy jesteś mordercą odpowiedzialnym za Dekadę zaginięć?
- Sugerujesz, że kogoś zabiłem? Wtedy nie odnaleziono żadnego ciała. Gdybym był Kapturnikiem nikt by nie znalazł żadnego trupa. Morderca dobrze się bawi podrzucając ciała to tu, to tam. Uważaj, synek, bo naprawdę jeszcze na ciebie trafi.
Paweł chciał już tylko wysiąść z samochodu. Potrzebował postoju. Natychmiast albo się udusi. Samochód nieco zwolnił przed stacją benzynową.
Wtem z tylnego siedzenia wyłonił się Kapturnik. Paweł zaniemówił, zaskoczony Wojtek szarpnął za kierownicę, samochód zjechał na sąsiedni pas, ale to niepowstrzymało napastnika przed wbiciem noża w szyję kierowcy.
Paweł oprzytomniał momentalnie, a przynajmniej tak mu się zdawało. Zamknął oczy w chwili, gdy samochód zjechał na lewy pas. Potem auto wpadło do rowu i tam przekoziołkowało na dach. Ponownie otworzył oczy. Ojciec leżał na zabrudzonej krwią kierownicy. Na szyi miał ogromną dziurę po ranie kłutej. Chłopak przyglądał jej się jak zahipnotyzowany. Dopiero po chwili wybudził się z szoku, rozumiejąc, że na tylnym siedzeniu nadal znajduje się Kapturnik. Odpiął pasy i spróbował otworzyć drzwi. Nie dał rady. Coś musiało blokować je od zewnątrz. Sięgnął po telefon. Morderca poruszył się. Chłopak nerwowo zaczął szukać jakiejś broni. W schowku znajdowały się jedynie guma balonowa i nienaostrzony ołówek. Przygotował się na najgorsze. Tymczasem agresor najzwyczajniej w świecie zignorował jego starania defensywne i zajął się opuszczeniem pojazdu.
- Zaczekaj! - zawołał za nim. - Kim jesteś?
Kapturnik powoli się oddalił.
Późniejszych wydarzeń Paweł już nie pamiętał. Zadzwonił gdzieś, a może to ktoś ze stacji benzynowej wezwał pomoc? Nie umiał powiedzieć. Burski znowu go maglował. Do domu wrócił z Liwią. Musiał przyznać, że mimo utraty męża, trzymała się zaskakująco dobrze. Ostrowska to samo mogła powiedzieć o nim. Ostatnia doba przeleciała mu pod znakiem obłędu - dwa morderstwa i szarpanina z Lechem.


Leszek został wypuszczony z przesłuchania zaraz po najnowszym ataku Kapturnika. Na schodach przed komendą policji siedział Konrad. Trudno było stwierdzić, jak długo tam czekał. Na widok Matuszewicza zerwał się na równe nogi.
- Całe szczęście, że dali ci już spokój – powiedział na przywitanie. - Kapturnik zaatakował Wojtka Ostrowskiego. Może powinniśmy zajrzeć do Pawła?
Leszek wyjął z kieszeni papierosy, zapalił jednego i odparł obojętnie:
- Rób jak chcesz. Ja się do niego chwilowo nie wybieram.
- Bardzo jesteś wkurzony?
- Trudno, żebym nie był – odparł, wypuszczając z ust papierosowy dym. - Ładnie dojebał mi tymi zeznaniami.
- Na mnie też jesteś zły?
- A mam o co? - zapytał, po czym złagodniał. - Nie, nie jestem. Nic nie zrobiłeś.
- To źle zabrzmi, ale od kiedy pojawił się Kapturnik jest fajnie – przyznał z zawstydzeniem Brzęcki. - Wcześniej podpierałem w szkole ściany i nie odzywałem się do nikogo, a od czasu tej afery ja, ty, Paweł i Adrian ciągle coś robimy razem. Nie chcę, żeby coś was poróżniło. Nie wierzę, że zrobiłeś krzywdę komukolwiek i Paweł z pewnością też w to nie wierzy - mówił z pełnym przekonaniem. - Odkryję kim jest Kapturnik i spokój wróci, a póki co... Nie gniewaj się na Pawła.
Leszek uśmiechnął się. Słowa Konrada były bardzo pocieszne, aż poczuł spokój w sercu.
- Nie przejmuj się, ziom – odparł znacznie żywszym i serdeczniejszym tonem. - Potrzebuję chwili dla siebie, ale wszystko jest okej, nie masz czym się przejmować. Dobry z ciebie przyjaciel.
Konrad odpowiedział uśmiechem. Nie wracał więcej do tematu. Leszek zajmie się sobą, a on w międzyczasie zakończy sprawę morderstw. Był już czas najwyższy.


Martyna kończyła zmywać naczynia, gdy ktoś wlazł do jej domu. Określenie "wlazł" było najbardziej adekwatnym do zaistniałej sytuacji obok słowa "wtargnięcie". Włamanie nie oddałoby bezczelności postępku, a jedynie określiłoby cel niezapowiedzianej wizyty, który w czasie mógłby się nałożyć z jej nieobecnością. Tymczasem nieproszony gość wlazł pod obecność gospodyni. Chamstwo! Bez zaproszenia, bez pukania, bez drzwi. Jak? Ano, normalnie, wybił okno i wszedł do środka. Płaszcza też nie miał zamiaru zdejmować i odwieszać, nie mówiąc już o butach. To był Kapturnik w całej swojej okazałości.
Mająca doświadczenie w uciekaniu przed szaleńcami, Martyna, cisnęła w niego umyty przed momentem kubek. Morderca uchylił się. To dało jej kilka sekund przewagi. Przeskoczyła przez stół i do drzwi. Wybiegłszy przed dom, zatrzymała się w połowie drogi do furtki i tam obejrzała się za siebie. Po mordercy nie było śladu. Przez moment wpatrywała się w otwarte na oścież drzwi. Kiedy lata temu uciekała przed facetem z siekierą drzwi wyglądały tak samo.
Nic się nie zmieniło – pomyślała.
Wtem nastąpiła szybka refleksja. Dość uciekania! Już ona temu skurczysynowi pokaże!
Rozejrzała się w poszukiwaniu jakiejś broni. Pożałowała, że nie zdecydowała się na walkę w domu. Wtedy mogłaby użyć jakiejś patelni albo garnka i łatwo rozbić mu ten chory łeb. Pierwsze i zarazem za najskuteczniejsze narzędzie obronne uznała grubą gałąź złamaną przez wichurę. Pochwyciła broń i kuc galopem pobiegła w kierunku domu, wydając z siebie groźne okrzyki. W tej samej chwili Kapturnik wyleciał przed dom. Trudno stwierdzić, kto był bardziej zaskoczony. Morderca zamarł w bezruchu, a kobieta ostro wyhamowała, poślizgnąwszy się na mokrej trawie poturlała się na Kapturnika. Niczym kula do kręgli uderzyła w nogi zabójcy przewracając się na niego. Martyna ogarnęła się pierwsza. Odrzuciła na bok siekierę, do której czuła ogromne obrzydzenie i ściągnęła maskę napastnika. Pod białą maską ukrywała się Zuza Kubińska.
- Ty? - zdziwiła się.
Nastolatka uśmiechnęła się szyderczo.
- Ja i... on.
Martyna zdrętwiała. On stał tuż za nią i był znacznie silniejszy od swojej partnerki. Drugi Kapturnik pchnął wróżkę na ziemię i zamachnął się na nią siekierą. Martyna nie czuła strachu. Nie miała czego i w geście swojej odwagi pokazała mu środkowy palec. Potem oberwała.
Para morderców zbiegła z miejsca zbrodni, znikając gdzieś na polanie prowadzącej do lasku.
Martyna nie czuła się zbyt komfortowo. Trawa, na której leżała była mokra, a wnętrzności zachowywały się, jakby zaraz miały eksplodować. Nie miała siły poruszyć się. Na całe szczęście, któryś z sąsiadów zawiadomił pogotowie. Następne kilka dni przeleżała nieprzytomna w szpitalu. Obudziła się dopiero po zakończeniu afery i dopiero wtedy mogła skonfrontować swoje własne przeżycia z imprezą jaka nastąpiła nieco później w nawiedzonym domu...


Około dziewiętnastej Adrian kończył trening. Biegł przez godzinę wzdłuż szosy oplatającej niewielki sosnowy lasek. Kiedyś trenował z większym zaangażowaniem, ale od sprawy z ciotką i Kapturnikiem wszystko straciło swój priorytet. Liczył, że teraz na nowo uda mu się odzyskać spokój ducha. Z torby z ubraniami wyjął zwinięty niedbale płaszcz z kapturem, białą maskę oraz małą butelkę podpałki do grilla. Kostium zaczął płonąć.
- W porządku, ciociu – wyszeptał. - Zabiłem twojego mordercę.
Liczył, że teraz odzyska spokój. Wojtek Ostrowski poniósł zasłużoną karę, a jego zemstę najpewniej przypiszą Kapturnikowi. Co jednak najważniejsze, był przekonany, że tym samym pozbył się prawdziwego mordercy.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2567
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Slasher

Postautor: Vampircia » 30 gru 2016, 13:27

No to nieźle zamotałeś. Coraz więcej tych kapturników. W sensie, to dobrze. Rozkmina musi być. Widać, że miałeś duży wen pisząc to.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 614
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher

Postautor: Skorpion » 31 gru 2016, 23:01

Ostatni rozdział. Dziękuję za uwagę. Bardzo fajnie mi się pisało. Mam nadzieję, że finał nie rozczarowuje, że seria się podobała. Ostrzegam, że sceny nie są chronologicznie ułożone (celowy zabieg). Rozdział w oryginale nazywa się "Ocalony", ale specjalnie dla Vampi tytułuję go "Final Boys". I do zobaczenia w kontynuacji, na która nieśmiało rodzi się pomysł.

Rozdział 8
Final Boys


Chaos komunikacyjny rozpętał się na dobre pomiędzy jedenastą, a godziną duchów i żeby było śmieszniej wplątał w finał slasherowej afery więcej osób niż zakładał pierwotnie plan morderczego duetu, ale może to i lepiej? Lubili ryzyko i wszystkie ich działania, od pierwszej zbrodni, aż po najnowszą (nieudaną, ale o tym, wtedy, nie mogli wiedzieć), balansowały na krawędzi przepaści...
- Gdybym coś złego... - wymamrotał bez przekonania. - Gdybym zrobił coś złego – powtórzył głośniej - ale w dobrej wierze, kochałabyś mnie dalej?
Natalia spojrzała mu w oczy i przytaknęła bezrefleksyjnie. To była jedna z tych chwil, w których wolała nie rozmawiać. Adrian pożyczył samochód ojca, pojechali na późny piknik za miasto, zaczęli od pocałunków i to nie był czas na tego typu rozmowy. Widząc jednak, że chłopak będzie uparcie powracał do tematu, postanowiła zakończyć dyskusję raz na zawsze:
- Zdrady ci nie wybaczę. Reszta bez znaczenia.
Nie chodziło mu o zdradę. Westchnął ciężko, ale nic nie powiedział.
- Zamordować też chyba nikogo nie zamordowałeś? - spytała rozdrażniona, rozpięła guzik koszuli, po czym przysunęła się bliżej.
Fizycznie podobała mu się bardzo, ale rozmawiać z nią nie miał o czym. Natalia mówiła wyłącznie o ubraniach, imprezach oraz nielubianych koleżankach i tak w kółko. Jeszcze chwilę temu chciał zrzucić kamień z serca i zwierzyć się najbliższej osobie, ukochanej, ale teraz? Nie widział w tym żadnego sensu.
Zamordował Wojtka Ostrowskiego. Kupił płaszcz, maskę, nóż, ukrył się w samochodzie ofiary i w odpowiedniej chwili wbił mu ostrze w szyję. Miał dość dowodów na to, że Ostrowski był zabójcą Dekady Zaginięć i święcie wierzył w jego działalność kapturniczą. Jednak im więcej czasu od zbrodni mijało, tym gorzej czuł się ze swoim werdyktem. Najbardziej żałował tego, że swojego czynu dokonał w obecności Pawła. Jak mu teraz spojrzy w oczy? Czuł się potwornie i coraz intensywniej myślał o zgłoszeniu się na policję. Serce podskakiwało mu do gardła, a czyn nie dawał o sobie zapomnieć. Na moment oderwał go pocałunek Natalii.
- Nie martw się – powiedziała najspokojniej w świecie. - Cokolwiek cię gryzie, przestanie i zniknie, a ja zostanę.
Odwzajemnił jej pocałunek. Romantyczna atmosfera powróciła i utrzymała się do momentu, w którym zadzwonił telefon. Korba sięgnął po leżącą obok kurtki komórkę i spojrzał na wyświetlacz. Przyszła wiadomość od Konrada. Krótka, ale interesująca w treści:
Wiem, kto jest Kapturnikiem. Spotkajmy się za kwadrans w nawiedzonym domu.
Po odczytaniu smsa aż podskoczył z wrażenia. Z racji, że ich miłosna schadzka miała miejsce na tylnym siedzeniu Skody, głową wyrżnął w sufit. Zawył, łapiąc się za łeb i z grymasem bólu na twarzy podał telefon zaskoczonej partnerce.
Być może... Gdyby wtedy Natalia poświęciła chwilę czasu na jakąkolwiek refleksję, przypomniałaby sobie o zgubionym telefonie Brzęckiego. Jednak w tamtym momencie wolała oddać się huśtawce nastrojów. Na przemian błagała Adriana o zachowanie zdrowego rozsądku i nie włączanie się w sprawę, aby po chwili pomstować na Kapturnika i grozić mu własnoręcznym ukatrupieniem.
Korba nie słuchał jej. Przed oczyma stanęła mu scenka w samochodzie Ostrowskiego. Co, jeśli Wojtek nie był Kapturnikiem? Czyżby zabił niewinnego człowieka? Nie! Wojtek z pewnością odpowiadał za Dekadę Zaginięć. Niewinnemu się nie oberwało. O co mogło chodzić Konradowi? Trzeba tam pojechać i dowiedzieć się. Zanim ruszyli wysłał trzy wiadomości kolejno do Leszka, Pawła i Burskiego, w których poinformował ich o spotkaniu w nawiedzonym domu. W taki sposób ze sekretnego spotkania zaczęła robić się zacna impreza.


Skoda zaparkowała pod nawiedzonym domem. Przez chwilę siedzieli w bezruchu i milczeniu przy zgaszonym silniku, jakby nasłuchując odgłosów wydobywających się z wnętrza budynku. Panowała upiorna cisza.
- I co teraz? - odezwała się Natalia.
- Pójdę tam, a ty zamkniesz drzwi od auta – powiedział ostrożnie. - Nie otwieraj nikomu i spróbuj dodzwonić się na policję, gdyby coś... - wolał nie nazywać ów okazji po imieniu.
- Coś? Na przykład, co?
Zająknął się.
- Gdybyś usłyszała jakieś krzyki albo nie wracałbym długo.
Przez głowę przemknęła mu myśl, że to właśnie Konrad jest Kapturnikiem. Trzymał się ich śledztwa od początku, mógłby dowolnie mylić i mącić tropy, a przy tym pozostawać poza wszelkimi podejrzeniami. Rzucił okiem na nawiedzony dom raz jeszcze i ruszył.
- Konrad! Konrad! - wołał półszeptem.
Nikt nie odpowiadał. Złowroga cisza nasilała się. Zaczynało mu brakować odwagi, a przybywać zdrowego rozsądku. Po co właściwie tutaj przyjechali? Stał w pustej ruderze, gdzie kilka tygodni temu odnaleźli zwłoki koleżanki, nie miał broni, a w ciemnościach dostrzegał jedynie słabo malujące się kształty pozostałości po meblach. Najlepiej byłoby wrócić do auta, powiedzieć Natalii, że to był głupi żart i wrócić z nią do domu. Wtedy oberwał w głowę. Zamroczony upadł na ziemię.


Paweł odczytał wiadomość dwukrotnie i ze spokojem powiadomił Liwię:
- Muszę wyjść.
- Dokąd?! - krzyknęła z przerażeniem. - W mieście grasuje seryjny morderca! Właśnie zamordował twojego ojca, a ty chcesz gdzieś wychodzić?!
- Właśnie dlatego muszę wyjść – odpowiedział stanowczo.
Wcześniej Liwia okazywała względny spokój, ale teraz nerwy i gorycz wzięły nad nią górę, przemawiając z pełną energią:
- Nie! Nie zgadzam się! Masz zostać w domu! Jeszcze brakuje, żeby tobie gardło poderżnął!
- Nic mi nie zrobi! Miał co najmniej dwie okazje, aby mnie zabić i nic mi nie zrobił – odpyskował, po czym zelżał z tonu. - Pisze do mnie Adrian.
- Kto?
- Adrian Korba – powtórzył. - Chłopak z mojej klasy. Mieliśmy przygotowywać ten projekt o...
- Tak – przerwała mu, nie chcąc już słyszeć o nawiedzonym domu.
W jej umyśle utarło się przekonanie, całkiem słuszne, że wszelakie nieszczęścia zapoczątkowały się w tamtym miejscu.
- Chce ze mną porozmawiać o naszym projekcie.
To jej wcale nie uspokoiło.
- Już wieczór – spróbowała inaczej, delikatnie, ale nadal stanowczo. - Nie powinieneś wychodzić.
- Wrócę za godzinę, góra dwie.
- Będziesz u Adriana? - spytała, od razu dodając: - Nie chcę się potem zamartwiać.
Paweł zawahał się nad odpowiedzią. Korba wcale nie chciał się spotkać w sprawie projektu na lekcje. Praca domowa już dawno przestała mieć dla chłopców jakiekolwiek znaczenie. Łączył ich jedynie Kapturnik i chęć ściągnięcia mu maski z twarzy. Dzisiaj wszystko musiało się zakończyć.
- Tak... - odparł przeciągle – ale prawdopodobnie przejdziemy się do nawiedzonego domu.
Ostrowska zadrżała. Już otworzyła usta, aby coś powiedzieć, ale Paweł uprzedził ją beztroskim stwierdzeniem:
- Nie martw się. Wszystko będzie dobrze.
Wszystko będzie dobrze? Nie była przekonana, ale problemów nie robiła. Nie mogła zmusić go do pozostania w domu, zresztą, właśnie został zamordowany jej mąż i nie miała siły na dalsze dyskusje. Zaraz po wyjściu pasierba, zadzwoniła do znajomego policjanta, Tomasza Prusakiewicza. Mundurowy od razu zgodził się pojechać pod nawiedzony dom i w razie kłopotów rozgonić towarzystwo.


Leszek Matuszewicz wrócił do domu ze spuszczoną głową. Nie miał ochoty rozmawiać o przesłuchaniu. Bez słowa przemknął przez korytarz do swojego pokoju. Bał się spojrzeć w oczy rodzicom. Zastanawiał się, czy wierzą w jego niewinność, czy podobnie jak policja widzą w nim Kapturnika? Teraz nie miało to znaczenia. Potrzebował wyłącznie ciszy i spokoju. Na myśl o Adzie zachciało mu się beczeć. Nakrył głowę poduszką i jęknął w poczuciu złości mieszanej ze smutkiem.
Było chwilę po osiemnastej, gdy zmrużył oczy. Chciał przespać się z godzinę, ale gdy się obudził dochodziła północ. W telefonie miał jedno nieodebrane połączenie z godziny dziesiątej pięćdziesiąt sześć i sms z jedenastej dziewiętnaście od Adriana Korby:
Do nawiedzonego domu. Konrad zna Kapturnika.
Wiadomość rozbudziła go niemalże natychmiast. Wyskoczył z łóżka, narzucił kurtkę i pognał na miejsce spotkania.


- Jeżeli ta noc skończy się szczęśliwie – powtórzył do siebie Burski. - Oświadczę się Martynie. Nie, może nie tak zaraz... – dodał po namyśle. - Zobaczymy jak wypadnie nasza kolacja, a potem się okaże...
Wieczór na posterunku upływał spokojnie. Andrzej myślał wyłącznie o Martynie i nawet nie zwrócił uwagi na Tomka, który w pewnym momencie stwierdził, że on musi jechać, bo coś tam, gdzieś tam. Świat był piękny! Kapturnik siedział cicho, Martyna była prześliczna, a Tomek nie tak głupi jak zwykle. Całą kołomyję rozpoczął sms od Adriana Korby:
Ja i Natalia w nawiedzonym domu. Konrad zna mordercę. Szybko!
Pomimo niegramatyczności, wiadomość była w pełni zrozumiała. Burski zerwał się jak oparzony. W ferworze pośpiechu i emocji nawet nie zamknął za sobą komisariatu.
Pośpiech się opłacił. Pod nawiedzonym domem znalazł się jako pierwszy. Samochód zaparkował w nieznacznej odległości od budynku, aby nie rzucać się w oczy i ostrożnie obszedł ruderę. Jego zainteresowanie wzbudziła dobudówka przeznaczona na drewutnię. Zbliżył się do jej drzwi, gdzie usłyszał ciche wołanie o pomoc. Zamarł. Przez moment starał się skrystalizować głos i nadać go odpowiedniej osobie. Czy to było możliwe? Czyżby to była... Zuza Kubińska?
Zajrzał przez szparę pomiędzy drzwiami, a ścianą. Pod stosem drewna przykucała Zuzanna. Na jej widok policjant, aż pisnął ze szczęścia. Żyła! Chociaż jedną osobę uda mu się uratować spod siekiery Kapturnika! Odsunął rygiel i otworzył drzwi. Odnaleziona dziewczyna padła mu w ramiona. W tej samej chwili poczuł silne ukłucie w brzuchu. Ból stawał się coraz dotkliwszy, a dziękczynny szloch Kubińskiej przemieniał się w złośliwy chichot. Wyjmując nóż z jego ciała oznajmiła litościwie:
- Teraz już znasz połowę sekretu. Jestem jednym z dwóch morderców, a ty stałeś się moją trzecią ofiarą.
Andrzej osunął się po chropowatej ścianie na ziemię. Odpływał z poczuciem przegranej, a morderczyni spokojnym krokiem ruszyła w stronę domu.


Natalia siedziała jak na szpilkach. Każdy szelest, stukot, pukot czy inny dźwięk dobiegający z zewnątrz wywoływał u niej przerażenie. Kulminacją jej strachania było pojawienie się Konrada. Blady jak trup, spocony jak mysz kościelna, padł na maskę Skody i niemal maniacko zacząć dobijać się do drzwi.
- A ty tu czego?! - krzyknęła, zamachując się w niego telefonem.
- Śle... śledziłem... was... - wysapał.
- Co? Po co?
- Bo... Adrian to... Kapturnik i grozi ci niebezpieczeństwo – powiedział, łapiąc oddech.
- Nie! Wypraszam sobie! - huknęła gniewnie. - Nie spotykam się z psychopatą! To ty jesteś walnięty, bo nas tu sprowadziłeś!
- Ja? - obruszył się. - Niby jak? Przecież rowerem za wami tu przyjechałem! Wiesz jak trudno dogonić samochód na składaku?!
- Wysłałeś do Adriana smsa, żeby przyjechał tu, bo rzekomo znasz tożsamość Kapturnika!
- No znam, Adrian jest mordercą, ale nic do niego nie wysyłałem - bronił swego, a na koniec przypomniał z pretensją w głosie. - Mówiłem ci, że ktoś ukradł mój telefon.
Po tych słowach Natalia wyskoczyła z auta w wielkim szale. Doszło do niej, że ktokolwiek jest autorem wiadomości, jest także najpewniej samym Kapturnikiem.
- Idź po Adriana! - nakazała wściekle.
Chłopak spojrzał w stronę tonącego w mrokach domu. Ostatnią rzeczą na jaką miał ochotę był spacer w ciemnościach, który z jego szczęściem zakończyłby się zderzeniem z seryjnym mordercą. Wyraził niechęć wykonania tego polecenia, znajdując inne rozwiązanie:
- Po drodze mijałem samochód Tomka. Może pójdziemy po niego?
Dziewczyna odpuściła dalsze próby dodzwonienia się na policję. Brzęcki mógł mieć rację. Prusakiewicz miał broń i obowiązek chronienia obywateli. Niech strzela do mordercy, ich rola skończy się z zawezwaniem mundurowego.
Pośpiesznym krokiem popędzili w stronę radiowozu i tam rozpoczęła się wesoła makabreska. Tomek w aucie siedział, ale nie do końca zdolny do jakiejkolwiek reakcji. Jego ręce leżały na kierownicy, on sam przechylał się na lewą stronę, a rozpłatana na dwie połowy głowa brudziła krwią szybę.
Natalia z wrzaskiem wróciła do Skody, a Konrad, o dziwo, przytomniejszy umysłowo sięgnął po broń policjanta i kuc galopem pobiegł za Natalią, która zdążyła zabarykadować się w samochodzie, gdzie rozpoczęła prowadzić sama ze sobą jakiś szalony dialog pełen amoku, złości i przekleństw adresowanych na zmianę do Konrada, Adriana i Kapturnika. Tym razem Brzęcki nie dał rady jej uspokoić. Podjął szybką decyzję o wejściu do nawiedzonego domu.


Leszek wszedł do nawiedzonego domu rozświetlając sobie drogę latarką. Salon w większości oświetlała blada poświata księżyca wpadająca przez wyrwę w dachu. Reszta niknęła w mrokach. Na podłodze leżał związany Adrian. Matuszewski podszedł ostrożnie, przykucnął obok i upewnił się, że ten żyje. Korba zdawał się być nieco otępiały i pierwszą rzecz jaką wymamrotał była informacja o źle zaparkowanym samochodzie. Leszek przytaknął i rozpoczął rozwiązywanie supłów. Nie było to proste, gdyż lina była splątana z chaotyczną perfekcją, wywołującą frustrację.
Wtem z kuchni wyłonił się morderca.
- Kapturnik... - jęknął Korba.
Raper stanął na baczność. Adrian, któremu otępienie umysłowe przeminęło na widok mordercy, zaczął samodzielnie siłować się ze sznurem. Zabójca zrzucił kaptur i zdjął maskę z twarzy. Ich oczom ukazała się Zuza Kubińska.
- Ty?! - zawołali równocześnie.
- Ja - potwierdziła i dla pewności, że nie mylą jej z Marysią, pomachała dłonią pozbawioną dwóch palców.
- A więc to ty zabiłaś Adę... - wymamrotał Lechu.
- Adę, Julię i policjanta – podliczyła na trzech palcach. - Resztę zabił mój tygrysek – wyjaśniła, po czym zawołała. - Chodź, pokaż się kolegom.
Po schodach zaczął zbiegać drugi morderca. Podobnie jak Zuza miał na sobie płaszcz, maskę, a do tego siekierę, która ściekała jeszcze krwią Tomka Prusakiewicza. Nieśpiesznie poluzował kaptur i zrzucił go z głowy odsłaniając brązowe włosy. Stając na ostatnim stopniu odpiął maskę i rzucił ją na ziemię, ukazując swoje prawdziwe oblicze.
- I co? Zaskoczeni? - spytał wesoło.
Leszek wzruszył ramionami. Adrian spoglądał tępo w stronę pary morderców. Z trudem opanował zamroczenie umysłowe i wymamrotał:
- Paweł?
- We własnej osobie.
Zapadła cisza.
- Toście nam trochę szyki pokrzyżowali – westchnął Ostrowski. - Nasz plan zakładał jedynie obecność Adriana i teraz potrzebny nam nowy koncept.
Wolnym krokiem zbliżył się do kolegów i niewiele się zastanawiając, uderzył obuchem siekiery kolano Korby. Jeden raz, drugi, a potem jeszcze trzeci i czwarty. Kilka energicznych ciosów, aby upewnić się, że sportowiec nie wstanie z podłogi o własnych siłach.
Chłopak zawył z bólu łapiąc się za kolano. Leszek odruchowo uklęknął obok chcąc pomóc mu w jakikolwiek sposób. Powstrzymał się w ostatniej chwili na widok puchnącego miejsca.
- Oszalałeś! - wrzasnął na Pawła.
- Wreszcie zauważyłeś – stwierdził pogardliwie.
- Nie ruszać się!
Do domu wtarabanił się Konrad. Podbiegł do trójki nastolatków i bez skrupułów przystawił broń do głowy mordercy.
- Wiesz... Łatwiej byłoby ci, gdybyś ją odbezpieczył – zauważył Kapturnik.
Brzęcki strapił się. Tyle, mniej więcej, czasu potrzebował Paweł, aby zamachnąć się. Obuch siekiery, aż odgiął rękę chłopaka do tyłu. Konrad wrzasnął z bólu, a broń upadła na ziemię.
- Ojej, nic takiego ci nie zrobił, mazgaju – przerwała mu Zuza. - Zobacz na Adriana, kolano strzaskane w mak, a się nie uskarża – dodała, podnosząc pistolet.
Nastolatek zamilkł. Postanowił cierpieć z godnością w ciszy.
Leszek zaczął szacować szansę na przetrwanie tej hecy. Adrian nie nadawał się do walki z Kapturnikiem, Konrad był zbyt ciamajdowaty, został tylko on. Był pewien, że da radę powalić Pawła na ziemię, a przy tym może nawet uniknie ciosu siekierą. Dużo większy problem stanowiła Zuza z bronią w ręku. Sytuacja nie rysowała się najlepiej. Trzeba było grać na zwłokę.
- Jak? - wymamrotał wreszcie. - Jak zaczęliście to wszystko? O co tutaj chodzi?
- Zaczęło się od mojej nienormalnej siostry – odparła Kubińska. - Ubzdurała sobie, że musimy zacząć chodzić na terapię, bo tylko to może nam pomóc w dostrzeżeniu naszych indywidualnych osobowości. Dacie wiarę? - spytała, a ich milczenie traktowała jak potwierdzenie. - Zaczęłam z nią jeździć do psychiatry w Kowalikach – kontynuowała, wymachując pistoletem w powietrzu. - I tam poznałam Edytę.
Adrian i Leszek wymienili się ponurymi spojrzeniami. Paweł uśmiechnął się, odczytując ich reakcję.
- Zaczęłam jeździć do niej w odwiedziny i jakoś tak się zaprzyjaźniłyśmy – mówiła dalej. - Edyta dużo opowiadała o sobie i z czasem zaczęłam sobie wszystko układać. Okazało się, że ów pacjentka jest biologiczną matką Pawła.
- Zuza była na tyle miła, że przedstawiła nas sobie – wtrącił Ostrowski. - Zastanawiałem się, czy Edyta mówi prawdę.
- Prawdę? - zaciekawił się sztucznie Leszek.
- Powodem, dla którego chciała mnie utopić, a potem popełnić samobójstwo był sekret mojego ojca i miałeś rację, Adrian – zwrócił się bezpośrednio do Korby. - Mój staruszek był mordercą Dekady Zaginięć.
- Ty mi wysłałeś to zdjęcie?
Przytaknął.
- Uwierzycie, że Wojtuś przez te wszystkie lata ukrywał album ze zdjęciami swoich ofiar w nawiedzonym domu? Właśnie tu, pod podłogą – wyjaśnił, wskazując nogą poluzowaną deskę.
- Wspólne odkrywanie sekretu bardzo nas do siebie zbliżyło – dodała Kubińska całując Pawła w policzek. - Staliśmy się parą w sensie romantycznym i morderczym.
- Ja nadal nie rozumiem – przyznał Konrad.
- Przez lata czułem, że jestem inny – westchnął ciężko. - Matka wariatka, ojciec morderca, a ja miałem być normalny? Martyna miała rację – przypomniał sobie pierwsze spotkanie z wróżką. - Wszyscy uciekamy przed potworami, ale ja postanowiłem zmierzyć się z samym sobą i nie boję się powiedzieć tego głośno i wyraźnie. Jestem potworem jak mój ojciec.
- I tak postanowiliśmy tchnąć życie w nową legendę Lipek, Kapturnika.
- Nadal nie rozumiem. Dlaczego wysłałeś do mnie zdjęcie ciotki?
- Z tego samego powodu, dla którego zabrałem cię na spotkanie z Edytką do psychiatryka. Chciałem, żebyś zaczął interesować się sprawą.
- W myśl naszego planu mieliśmy ciebie wrobić w rolę Kapturnika – przyznała Zuza. - W ostatecznej rozgrywce, Paweł jako "final boy", miał zabić ciebie i uratować mnie.
- Niestety spierdoliłeś nasz plan koncertowo – uzupełnił Ostrowski. - Zabiłeś Wojtka i przez to z aresztu wypuścili Leszka, a potem ściągnąłeś ich tutaj.
- Ukradłeś mój telefon! - rzucił oskarżycielsko Konrad.
- Nie ukradłem! - warknął rozzłoszczony. - Sam go u mnie zostawiłeś! Głowy kiedyś nie zapomnij! W ogóle w całej tej kabale jesteś tak potrzebny jak dziura w drodze! Po jaką cholerę, żeś się przypałętał tutaj?
Brzęcki już nic nie odpowiedział.
- Ja zabiłem twojego ojca, a on moją ciotkę – stwierdził dumnie Korba. - Może uznamy to za remis i damy sobie spokój?
Paweł uśmiechnął się, wyczuwając sarkazm.
- Nie! Musimy dokończyć naszą zabawę - postanowił.
- Zabawę? Mordowanie nazywasz zabawą? - zapytał pogardliwie Matuszewski.
- Zawsze gadasz o naszej wielkiej och-ach przyjaźni, "ziom", a nawet nie zauważyłeś, że jestem walnięty? - rozdrażniony morderca gromił go wzrokiem.
- Zawsze wiedziałem... To znaczy... Nie uważałem, że jesteś walnięty - odparł na to ze spokojem. - Po prostu byłeś różny od reszty, czasem nieprzypasowany, trochę odsunięty, ale jako przyjaciel, lubiłem cię takiego jakim byłeś.
- Bo się popłaczę! - zawył teatralnie. - To teraz ja ci wyznam, jak to było z Adą.
Leszek przełknął ślinę.
- Zaraz po wyjściu z domu zadzwoniłem do Zuzy, aby zaczaiła się na mostku. Zasadzka wypadła doskonale, ale przyznam szczerze, Ada faktycznie wolała ciebie – zaśmiał się.
Gdyby nie Adrian kurczowo trzymający go za ramię prawdopodobnie ruszyłby na Pawła z zatłukł gołymi rękoma nie zważając na uzbrojenie przeciwników.
- I tu powinieneś docenić mój gest – mówił dalej Ostrowski. - Wskazałem ciebie jako potencjalnego mordercę, bo chciałem, abyś przesiedział kilka godzin bezpiecznie w areszcie.
- A my w międzyczasie zabilibyśmy horror-głupka, moją siostrę i Martynkę, zwalając całą winę na Korbę.
- Pech chciał, że Adrian postanowił zabić mojego ojca. I pewnie przez to straciłeś na wiarygodności jako podejrzany. Ponadto zdecydował się was zaprosić i mamy teraz trzy osoby do zabicia zamiast jednej! - obrzucił gniewnym spojrzeniem sportowca.
- Może wreszcie dowiem się, czym zasłużyłem sobie na ten zaszczyt zwalenia na mnie winy za dzieło Kapturnika?
- Tym, że cię, kurwa, nienawidzę. Raz, że utożsamiasz wszystko, co mnie denerwuje, wielki sportowiec, pan popularny, lepszy od reszty świata, a dwa, twoja ciotka była dziwką dającą żonatym facetom. Wystarczy! Kończmy to przedstawienie! Obiecałem Liwii, że wrócę za dwie godziny!
Kubińska wycelowała broń w głowę Konrada.
- Może w innym uniwersum może nawet lubiłabym cię, ale tu i teraz... zdechnij – powiedziała chłodno.
Już miała pociągnąć za spust, gdy rozległ się wystrzał. Huk wypełnił ściany nawiedzonego domu. Brzęcki nie miał odwagi spojrzeć w stronę lufy pistoletu. Cisza trwała. Wreszcie nieśmiało odwrócił głowę. Zuza stała w bezruchu z otwartymi oczami, ustami i dziurą w czole, również otwartą. Pokiwała się w obie strony i wreszcie upadła na ziemię. Za zamieszanie odpowiedzialny był Andrzej Burski. Ledwo stojący w progu nawiedzonego domu policjant, lewą ręką trzymał się za brzuch, próbując tamować krew, a prawą mierzył w drugiego z morderców. Jednak na kolejny strzał zabrakło mu siły. Upadł na ziemię i wypuścił broń z ręki. Paweł wpadł w furię. Zarzucił na głowę kaptur i ścisnąwszy z całej siły siekierę w dłoniach, ruszył na konającego policjanta. Stanął nad Burskim i wziął zamach.
To był moment, w którym apogeum złości dosięgnęło Natalię. Na widok Kapturnika poczuła ak wszystko w niej wrze. Usiadła za kierownicą wysłużonej Skody, zapaliła silnik i dodała gazu. Samochód z pełnym impetem wjechał do nawiedzonego domu. Tylko jakimś cudem wyminęła leżącego Andrzeja, uderzając w Pawła unoszącego nad głową policjanta siekierę. Morderca wyleciał w powietrze, po czym upadł na ziemię z głuchym łoskotem i przeturlał się tuż pod schody. Natalia wyskoczyła z auta niczym oparzona. Nieco skołowana rozejrzała się po pomieszczeniu.
- Skarbie! - zawołała, rzucając się Adrianowi na szyję. - Widziałam Kapturnika! Wyszedł przed dom i... Myślałam, że cię zabił.
- Dobrze zrobiłaś – pochwalił ją obolały.
- Wezwę karetkę – przejęła odważniej inicjatywę i już po chwili rozmawiała z jakąś nieżyczliwą babą z dyspozytorni. - Mamy trzech rannych – tłumaczyła. - Mój chłopak z roztrzaskanym kolanem, musicie coś z tym zrobić, bo trójbój trenuje, policjant z wyprutymi bebechami i morderca, którego przejechałam.
Nieżyczliwa baba z dyspozytorni obiecała wysłać karetkę. Natalia wybiegła na drogę, aby w razie problemów nawigować ekipę medyczną.
Leszek i Konrad pomogli wstać Adrianowi. Mimo potwornego bólu Korba starał się zachować pokerową minę i nie jęczeć. Podparty o kolegów wykuśtykał przed nawiedzony dom.
- Myślę, że to początek pięknej przyjaźni – stwierdził spokojnie Brzęcki.
Adrian uśmiechnął się na tyle, na ile pozwalał mu stan zdrowia. Teraz niczego bardziej nie pragnął od sporej dawki środków przeciwbólowych. Leszek z kolei myślał o Pawle.


Burski, najbardziej poturbowany, został wypisany ze szpitala po czterech tygodniach rekonwalescencji. Mniej więcej po takim samym czasie wypisano również Martynę. Dopiero wtedy mogli pójść na wspólną kolację. Ktoś gadał, że Andrzej planuje oświadczyny, ale kto tam wie, jak między nimi układa się naprawdę?
Paweł wylizał się szybko. Uderzenie samochodem nie było zbyt poważne. Obecnie znajdował się na obserwacji w szpitalu w Kowalikach. Po całej sprawie Leszek raz odwiedził Liwię, aby zapytać, co słychać u Pawła. Odpowiedziała mu niezbyt chętnie.
Kolano Adriana było w opłakanym stanie. Operacja, druty, rehabilitacja, wyłączenie z zajęć sportowych, ale wszystko to zeszło na dalszy, nieistotny plan. Korba uniknął odpowiedzialności za zabójstwo Wojtka Ostrowskiego. Paweł o okolicznościach śmierci ojca nie mówił nic, a Leszek i Konrad najzwyczajniej w świecie przemilczeli temat Dekady Zaginięć, Aldony i jakiegokolwiek związku ze sprawą Adriana. Oficjalnie Wojtek Ostrowski został uznany piątą ofiarą Pawła i Zuzy.
Kapturnik nikomu więcej nie zagrażał. Panowie w osłabionym składzie oddali referat o "Dziewiętnastowiecznych Lipkach". Żaden z nich nie miał ochoty i ambicji pisać o nawiedzonym domu, w którym tak wiele się wydarzyło w ciągu ostatnich tygodni. Po prostu chcieli zapomnieć o Kapturniku i jego zbrodniach. Nauczycielka oceniła pracę na cztery plus. Zaczynały się wakacje.
Adrian stał przed wejściem do klasy oparty o kule. Po chwili dołączyli do niego Leszek i Konrad. Wspólnie ruszyli szkolnym korytarzem do wyjścia.
- Koniec klasy trzeciej – westchnął wesoło Matuszewicz. - Za rok będziemy bawić się na balu maturalnym.
- Tylko bez Mary Lou – zaśmiał się Konrad, ale nikt poza nim nie zrozumiał żartu.
- Macie jakieś plany na wakacje?
- Miałem jechać na obóz sportowy, ale teraz figa z makiem i pasternakiem..
- Za rok pojedziesz.
- Oby! - przytaknął optymistycznie. - Będę już kuśtykał w swoją stronę - dodał, spoglądając w stronę szatni, gdzie czekała na niego Natalia.
- Trzymaj się!
- Hej!
Pozostali dwaj chłopcy ruszyli wolnym krokiem w stronę wyjścia ze szkoły. Konrada wyraźnie coś męczyło, chwilę się wahał i wreszcie zapytał:
- Zaskoczyła cię tożsamość mordercy?
- Zuza tak, Paweł mniej - odparł ponuro. - Po śmierci Ady przestałem mieć wątpliwości.
- A wcześniej? - dopytał się.
- Na urodzinach Natalii była taka sytuacja... - westchnął. - Wyszedłem na peta do ogrodu i wtedy zauważyłem pałętającego się tam Pawła. Miał na sobie kurtkę z kapturem, ale wtedy nie zwróciłem uwagi na jego ubiór. Zawsze wiedziałem, że sprawa z matką bardzo go boli, ale nie zdawałem sobie sprawy, że do tego stopnia. Zastanawiam się, czy był moment, w którym mogłem go powstrzymać od stania się Kapturnikiem?
Konrad nie potrafił udzielić odpowiedzi.
- Wesoło się zapowiadają wakacje. Mógłbym do ciebie wpadać od czasu do czasu?- zmienił temat na lżejszy.
- Jasne, że tak – odparł serdecznie Leszek. - Będzie mi miło.
- Moglibyśmy zorganizować jakiś maraton filmowy.
- Tylko żadnych horrorów!
Ostatecznie mógł pójść na ten kompromis. Nie samymi filmami grozy człowiek żyje. A kto wie, może i Adrian się przyłączy? To miało być spokojne lato.


Liwia co jakiś czas odwiedzała Pawła w szpitalu psychiatrycznym w Kowalikach. Bardziej robiła to z poczucia obowiązku niż szczerego przejęcia. Po aferze z Kapturnikiem zaczęły wypływać tajemnice Ostrowskich i dotarła do niej świadomość życia w kłamstwie. Kobieta podjęła decyzję o wyprowadzce z Lipek. Dzisiaj ostatni raz odwiedzała pasierba.
- Jest bardzo spokojny – mówił lekarz. - Mało się odzywa.
- Myślę, że trafił w dobre miejsce – odparła, zerkając na chłopaka. - Będzie blisko swojej matki.
Nastolatek siedział na składanym krzesełku. Otulony kocem spoglądał przed siebie i rozmyślał.
Będę sobie tu spokojnie siedzieć - powtarzał w głowie. - Na pewno mnie obserwują, a zresztą... Niech się sami przekonają, jaki jestem. Nie skrzywdzę nawet tej muchy – spojrzał na insekta spacerującego po jego dłoni. - Mam nadzieję, że to widzą. Sami się przekonają, a potem powiedzą "on nawet muchy nie skrzywdzi" – uśmiechnął się.
Obrazek

Gamerz31w
amator
Posty: 3
Rejestracja: 06 maja 2016, 16:06

Re: Slasher

Postautor: Gamerz31w » 15 sty 2017, 15:38

Czy to już koniec?Kapturnik ujawniony?

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 614
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher

Postautor: Skorpion » 15 sty 2017, 15:41

Jak przeczytasz to się dowiesz. ;-)
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2567
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Slasher

Postautor: Vampircia » 02 lut 2017, 16:50

Wreszcie sobie przypomniałam, że zostało mi coś do przeczytania. Widzę, że zostawiłeś sobie furtkę na dalszy ciąg. Podsumowując nie spodziewałam się po tobie takiej buby, ale fajnie, że to napisałeś;) To teraz wysyłaj.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 614
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher

Postautor: Skorpion » 02 lut 2017, 21:09

Vampircia pisze:Wreszcie sobie przypomniałam, że zostało mi coś do przeczytania.
<3

Dalszy ciąg się właśnie pisze i już nawet liczy sobie jeden rozdział.
Obrazek

Awatar użytkownika
Buchling
amator
Posty: 6
Rejestracja: 25 maja 2016, 22:15

Re: Slasher

Postautor: Buchling » 08 lip 2017, 22:22

*kontynuuje prace wykopaliskowe na terenie forum, wykopując zacne teksty i obdarzając je nieszczególnie treściwymi komentarzami*


Nigdy nie biorę się za horrory, bo jestem trzęsidupa i potem boję się sama latać po osiedlach, ale dopisek "parodia" i "komedia" mnie przekonały.
Chyba od razu przejdę do kapturnika/ów. Przyznam, że typowałam głupiego glinę, nie wiem czemu w sumie, nic na niego nie wskazywało, ale taki podejrzanie naiwny z niego koleś był. Rozwiązanie, że kapturnik był jeden oryginalny i dwóch naśladowców.... No nie wpadłabym na to. I o ile ten pierwszy nie zaskoczył, o tyle Paweł już tak, chociaż nie w stylu "o kurde!Co za zwrot akcji! Kto by się spodziewał! Rzeczywiście, to ma sens! Jak mogłam tego wcześniej nie zauważyć, przecież wszystko na niego wskazywało!", a bardziej w stylu "coooooooo...?" XD. Przypomniała mi się ta akcja z Agatą Christie, jak w "Zabójstwie Rogera Ackroyda" mordercą okazuje się sam narrator, tak tutaj kapturnik to chłopak najbardziej zachęcający do prowadzenia śledztwa. I właściwie uzasadnienie jego i Zuzy udziału w tych przestępstwach, ich motywacji jest nawet przekonujące. Co nie zmienia faktu, że strasznie kojarzy mi się z tymi zabawnymi momentami w niektórych anime, gdy parszywy charakter osobnika wychodzi niespodziewanie na jaw, i od razu zmienia mu się cała aparycja gęby, zaczyna się szaleńczo śmiać, wykrzywiać twarz w dziwnych grymasach i w ogóle nagle aniołek wygląda jak z piekła rodem. Polubiłam za ostatni rozdział Natalię, a to, że to ona załatwiła kapturnika było chyba najbardziej zaskakującym zwrotem akcji w całym tekście. Przykro mi też, ale nie zrozumiałam odniesień do horrorów i kryminałów, jako że nawet klasyki nie za bardzo znam. :oops: Parodiowość dało się czuć w podejściu bohaterów do kolejnych trupów na składziku(o, znowu kogoś ciachnął, co? wezwać jakąś policję bardziej zorganizowaną? dać ochroniarza do szkoły? nie no, nie przesadzajmy), no i oczywiście przejaskrawieniu charakterów, tych ich rozterkach, zabawach w detektywa, imprezach, niechcianych siostrach bliźniaczkach itd. Straszne to to nie było ani trochę, ale zabawne i zawierające zagadkę trudną do rozkminienia na pewno.


Byłbym zapomniała, uwielbiam Martynkę i Burskiego razem, cudna para :mrgreen:

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 614
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher

Postautor: Skorpion » 25 wrz 2017, 19:33

Pozwolę sobie na ten komentarz, aby trochę rozruszać siebie i prace nad kontynuacją. Pierwotnie planowałem premierę drugiej części na koniec października, gdy będę miał co najmniej sześć rozdziałów (mam 3,5 rozdziału na 8 planowanych). Prace stoją, ale liczę, że wrzucanie rozdziałów zmotywuje mnie do pisania kolejnych. Także premierę nowego Slashera zapowiadam na pierwszy weekend października. I dam kilka wiadomości, które być może zachęcą do czytania:
- kontynuacja będzie nosiła tytuł Slasher 2. Hotel
- miejsce akcji: okolice Trójmiasta
- czas akcji: styczeń 2010 roku, czyli jakieś pół roku po wydarzeniach z jedynki
- czarny charakter nazywa się Rypany Drań, wzorowałem się na takiej masce
- będę nawiązywał do horrorów takich jak Candyman, Piątek 13, W mroku pod schodami, Lśnienie, Koszmar minionego lata, a także legend miejskich
Tyle.
Ostatnio zmieniony 21 sie 2018, 18:23 przez Skorpion, łącznie zmieniany 1 raz.
Obrazek

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2124
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Re: Slasher

Postautor: RedHatMeg » 06 lis 2017, 19:09

Przeczytałam sobie Slashera w pracy.

Był całkiem interesujący, trzymał w napięciu, miał fajnie zarysowanych bohaterów i nawet przytoczyłam niektóre teksty koleżance z pracy.

Jednak Paweł jako Kapturnik mi się tak wydaje wzięty z czterech liter. Niby jest ten motyw z ojcem-psycholem, ale tak: wielokrotnie przedstawiałeś perspektywę Pawła i raczej nie było widać czegokolwiek, co wskazywałoby, choć bardzo subtelnie, że coś z nim jest nie tak. Wręcz piszesz go tak jak całą resztę nastolatków. No i ta scena w psychiatryku, w której jest powiedziane w narracji, że Paweł musiał wykrzyczeć matce: "Dlaczego chciałaś mnie zabić?" Jak dla mnie to wyszło tak jakbyś dopiero w ósmym rozdziale zdecydował, że Paweł to Kapturnik.

To jedyny przytyk jaki mam.

Niestety nie wychwyciłam wszystkich nawiązań do horrorów. Tylko do Ringu, Lśnienia, Krzyku i Koszmaru z Ulicy Wiązów.

No cóż, niedługo się wezmę za sequel.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 614
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher

Postautor: Skorpion » 06 lis 2017, 20:59

Dziękuję za komentarz.
Prawdę powiedziawszy to nie miałem zaplanowanego, kto zostanie mordercą. Na początku chciałem zrobić trzy różne zakończenia, w których mordercą byłby olejno każdy z głównych bohaterów, ale szybko zrezygnowałem z tego. Z drugiej nie chciałem, aby ktoś wpadł na rozwiązanie przed finałowym "zrzuceniem maski". I to trochę męczy mnie w kontynuacji, gdzie morderca wydaje mi się oczywisty ;/
Jeśli chodzi o nawiązania, znalazłaś sporo, były jeszcze:
"Szósty zmysł" Martynka mówiąca, że widzi martwych ludzi
"Teksańska masakra piłą mechaniczną" - wizyta w domu nauczycielki
"Psychoza" - scena finałowa z Pawłem i muchą
No i pojawiały się tytuły filmów: Piątek 13, Krwawy odwet, Bal maturalny
Obrazek

Awatar użytkownika
Lisbeth77
debiutant
Posty: 72
Rejestracja: 04 lis 2019, 21:47
Kontaktowanie:

Re: Slasher

Postautor: Lisbeth77 » 13 gru 2019, 13:04

Ufff, udało mi się dobrnąć do końca. Nie było łatwo, gdyż zdarzały się czasem błędy i powtórzenia, jakby tekst był pisany na szybko. To świadczy też o czymś innym, a mianowicie o tym, że musiałeś mieć wenę i mnóstwo pomysłów, a to też widać i to akurat miłe. Bohaterowie byli ciekawie rozrysowani i sympatyczni. Na początku miałam trudności z zapamiętaniem imion, ale bardzo pomagały przypomnienia na początkach rozdziału. Ciężko jednak było domyślić się, kto jest mordercą, aczkolwiek dawałeś podpowiedzi, że to mogą być dwie osoby. Zakończenie mi się podobało. Najbardziej podobały mi się jednak nawiązania do horrorów, jeśli chodzi o nie, to świetnie się bawiłam, rozpoznając znajome motywy:)

Jaki jest twój ulubiony horror? (...) Jestem w wypożyczalni...

Masz siedem dni (...) Został ci tydzień na odebranie biletów na koncert Radio Bagdad. Gratulacje! Wygrałeś w konkursie radiowym!

Albo bliźniaczki, stojące w bezruchu w korytarzu i szepczące:
Pomóż nam... Sprzątamy bez końca... Bez końca... Dołącz do nas...


To chyba moje ulubione, ale wszystkie nawiązania były bezcenne i wielki plus za to;)
“That’s the power of words: twenty-six letters can paint the whole universe.”
— Jay Kristoff, “Godsgrave


Wróć do „Proza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość