Slasher. Pierwsza krew

Tutaj zamieszczamy własne opowiadania i powieści.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 574
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Slasher. Pierwsza krew

Postautor: Skorpion » 17 sty 2020, 08:05

tytuł: Slasher. Pierwsza krew
opis: Historia pierwszego slasherowego mordercy.
gatunek: komedia czarna
status: zakończone

Bohaterowie:
Stasia Złowroga
- romantyczka, pierwsza final girl.
Wanda i Florian Złowrodzy – rodzice Stanisławy.
Bolek – parobek i miłość życia Stanisławy.
Bernadetta – służąca Złowrogich.
Ilona – córka Bernadetty.
Waciakowa, Korczakowa – staraszewskie pierduśnice.
Mela, Paulina i Mikołaj – współczesna młodzież.

Nocy z 8 na 9 sierpnia roku 1876 w Staraszewie rozegrały się dwie tragedie o różnych siłach natężenia emocjonalnego i fizycznego, które zyskały niechlubne miano Nocy złowrogiego czynu.
Pierwsza dotyczyła Stasi, córki Floriana Złowrogiego. Hrabianka Stanisława ogłosiła przy kolacji, iż kocha parobka, planuje z nim ślub, a tak w ogóle to spodziewa się dziecka. Wszystko wbrew woli ojca, ma się rozumieć. Wyznanie zszokowało tatusia, mamusię i panią Bernadettę. Służka zamilkła, mamusia zapowietrzyła się, a przed oczyma tatusia pociemniało. I wszystko to przyłożyło się do późniejszych, krwawych zdarzeń.
Hrabia Florian wpierw poczerwieniał na pysku, potem zmienił barwę na granatową, aż wreszcie na siną. I utrzymując się już w tej kolorystyce wpadł w szał. Powiedział wiele słów odnośnie kawalera, któremu osobiście urwie to, co mu między nogami dynda, Stasi, że głupia, a bękart, że niepotrzebny.
Matka z odpowiednim obie spokojem spytała, jak przyszłość swoją i dziecka wyobraża sobie Stasia. Dziewczę niezbyt przejęte szalejącym ojcem odparło, że bez zmian. Z tym, że teraz weźmie ślub z Bolkiem. A, i zamieszkają w dużym, wolnym pokoju, bo jej jest stanowczo za mały. Dziecko, czy jak tatuś woli – mówiąc to spojrzała na ojca z dezaprobatą – bękart będzie kimał u pani Bernadetty.
Kontakt z rzeczywistością okazał się mniej przyjemny. Wanda Złowroga oświadczyła, że i ona, i Boluś i dziecko, czy jak Florian woli – spojrzała przy tym troskliwie na męża – bękart wstępu do domu nie mają i skoro Stasia potrafiła dla parobka rozum stracić to w domu rodzinnym nie ma już czego szukać.
Stanisława informację o wydziedziczeniu przyjęła źle. Rzuciła talerzem w matkę, ojca przeklęła, aby finalnie w pełnej dramaturgii histerii wybiec z pałacyku.
Drugą tragedią tamtej nocy była śmierć Bolusia, która nadała ton i powagę legendzie Złowrogiego. Pogrążony w amoku Florian odwiedził parobka. Wywiązała się walka między niedoszłymi, teściem, a zięciem. Dokładny przebieg pojedynku nie był znany i dzieli zagorzałych badaczy historii slasherycznych na dwie grupy. Pierwsza uważa, że morderstwo zostało dokonane w afekcie, a szaleństwo naszło potem. Druga przypuszczała, że Florian zwariował po atrakcjach zaserwowanych przy kolacji przez córkę. Tak czy inaczej hrabia złapał za leżący na stole nóż i dźgnął dziecioroba w brzuch. Ten zwinął się ze świata w przeciągu kilku chwil. Złowrogi w amoku wywlókł ciało amanta na pole kukurydzy. Tam zaczęła się cała staraszewska masakra za pomocą nożyka. Morderca rozpruł ofierze brzuch, a następnie umieścił w nim kamienie. Następnie zawiesił denata na palu pośród kukurydzy.
- No… Przynajmniej po śmierci się do czegoś nadasz! Będziesz odstraszał ptaki z pola! - zawołał, zanosząc się śmiechem godnym czubka.
Będąc w dalszym ciągu w morderczym nastroju Florian wrócił do swojego pałacyku. Zabił żonę oraz panią Bernadettę. W jakiejś niezrozumiałej sekwencji zdarzeń usiłował odebrać życie również córce, aby ostatecznie samemu wyskoczyć przez okno i zginąć. Stasia została pierwszą w historii staraszewską final girl.

***


Dworek Złowrogich górował nad malutkim miasteczkiem niczym baśniowy zamek nad królestwem. W przeciwieństwie do bajkowego odpowiednika nie magia wprawiała go w ruch, ale ludzie pracujący wokół. Rodzina zatrudniała służbę, z czego jedynie Bernadetta była stałą pomocą, oraz miejscowych chłopów przy gospodarstwie. W okresie żniw liczba zatrudnionych wzrastała nawet kilkukrotnie. Pan Florian dorobił się majątku podczas zagranicznych wyjazdów. Nawet ci, którzy za nim nie przepadali musieli mu oddać, iż był człowiekiem pracowitym, a majątek dzielnie pomnażał, zmieniając miasteczko w prywatny folwark.
- A to prawda, że Florian i Wanda będą wydawać córkę za mąż? – spytała Waciakowa na powitanie.
- Nic mi nie wiadomo – ucięła Bernadetta.
- Mój Janeczek wspominał, że Florian i Wanda zapraszają w gości jakichś młodzieńców – ciągnęła.
Bernadetta lubiła plotki, można powiedzieć, że dbała o przebieg informacji pomiędzy dworkiem Złowrogich, a kulącym się pod jego stopami miasteczkiem z niemal zawodową precyzją. Nie przepadała jednak za Waciakową. Było to babsko z kategorii bezwstydnych plotkar, które łapie ciężki oddech wyłącznie w przerwach między mieleniem ozorem.
- Ciekawe, czy w interesach czy na swaty – rzuciła zachęcająco.
- Na jedno wychodzi! – przerwała jej Wiesia Korczakowa. – Złowrodzy nie wydadzą córki za byle burka ze Staraszewa. Wanda zięcia z bajki wyciągnie choćby z podziemi.
Bernadetta uśmiechnęła się do przedmówczyni. Były sąsiadkami zza płotu, miały dzieci w podobnym wieku i żywiły równą niechęć do Waciakowej. W obecności Wiesi postanowiła uchylić rąbka tajemnicy:
- Szukają jej kawalera, ale takiego… - zawahała się – dystyngowanego.
- Też mi coś! – wzgardziła Waciakowa. – Przecież Stasia jest głupia, nierobotna, nieciekawa. Gdzie jej kogoś dystyngowanego!?
- Za to ta twoja to szczyt dystyngowania! - odburknęła Korczakowa, po czym zwróciła się do Bernadetty:
- A co na to Stasia?
- Jeszcze o niczym nie wie. Temat wyszedł wczoraj. Dlatego proszę, abyście nie roznosiły pierdołów – spojrzała na Waciakową.
- Ja nie chodzę z pierdołami! – odparła zagniewana. – Pierdoły to są jak ktoś głupoty gada, a ja mówię samą prawdę!
- Prawda objawiona! – przeżegnała się Wiesia.
- A może nie? Stasia to nawet dzień dobry nie potrafi odpowiedzieć. Łapię ją ostatnio i mówię, dzień dobry wać panno, a ona idzie dalej bez słowa! Potraktowała mnie jak powietrze!
- Dzień dobry! – do starych plotkar dołączyła córka Bernadetty.
- O, Ilonka! – wyszczerzyła zęby Waciakowa. – Właśnie rozmawiamy z twoją mamą o Stasi! A wiesz, że będzie ślubować? A ty co? Nadal nie masz żadnego chłopca? Taka ładna, a nie masz żadnego chłopca. Taka sprawiedliwość!
Bernadetta poważnie zastanawiała się nad uduszeniem Waciakowej. Ewentualnie stuknięciem jej w łeb czymś ciężkim.
- Nie – odpowiedziała Ilona.
Wścibskie babsko zauważyło oznaki speszenia u dziewczyny i postanowiło ciągnąć dalej:
- A może jednak masz jakiegoś chłopca, co? Bernadetta mogłaby wreszcie pomóc w odchowaniu własnych wnuków, a nie cudzych.
Bernadetta zaczęła rozglądać się za jakimś kamieniem.

***


Stasia spoglądała na pola ciągnące się wzdłuż drogi. Złote łany zlewały się w żółty ocean rozbijający się dopiero o szare pnie drzew w oddali. Gdzieś na granicy pola z lasem po raz pierwszy spotkała Bolusia. Zadrżała wewnątrz na myśl o miłości swojego życia.
Podobnie jak dzisiaj i wtedy przyjechała z ojcem. Florian rozmawiał z pracownikami, nie zwracając uwagi na znudzoną córkę. Stasia zeskoczyła z wozu i ruszyła ścieżką wzdłuż pola. Mijała parobków myśląc, dlaczego wszyscy są tacy smutni? Ani jeden nie potrafił odwzajemnić jej uśmiechu, życzyć miłego dnia albo przyjaźnie skinąć głową na powitanie. Możliwe, że to z biedy – pomyślała.
Znużona wycieczką postanowiła przycupnąć na końcu ścieżki skąd miała widok na kukurydzę. Błogi spokój zakłócił okropny, chropowaty dźwięk przypominający…
- To brzmi jak wóz z gnojem zjeżdżający z góry – dokonała identyfikacji dźwięku.
Z flegmatyzmem godnym hrabianki spojrzała w stronę, z której napływał, coraz głośniejszy hałas. Ku niej mknął rozpędzony wóz z gnojem. Stanisławę sparaliżował strach. W ułamku sekundy wóz wykoleił się, a jego zawartość wystrzeliła w niebo. W tej samej chwili pojawił się Bolek. Chłopak zdecydowanym ruchem objął dziewczynę w pasie i pociągnął do tyłu. Obornik spadł w miejsce, w którym stała przed chwilą. Kilka centymetrów dzieliło ją od tragedii, a wszystko dzięki młodzianowi.
- Czy to ty? – spytała drżącym głosem. – Zatrzymałeś bryczkę ręką?
- E, sama się przewróciła – odparł zwyczajnie. – Ja tylko panienkę odciągnąłem.
- Uratowałeś mi życie – jej głos nabrał melodramatyzmu.
- E, kurze gówno nie zabija.
Kilka dni później miała ponownie spotkać Bolusia. Wtedy jej uczucia do niego – nieopisane, niezwykłe i potężne – miały wybuchnąć ze wzmożoną siłą. Czekała na niego na leśnej polanie, gdy zjawił się, opanowała ją dziwna niemoc.
- Jesteś niemożliwie szybki i silny, a twoja skóra jest spieczona od słońca – przemówiła. – Czasem mówisz jakbyś był z innej warstwy społecznej. Nie widziałam, abyś pił wino.
- Nigdy nie piję wina – powiedział z transylwańskim akcentem.
- Ile masz lat?
- Dwadzieścia.
- Od jak dawna? – głos Stasi drżał niczym galaretka truskawkowa.
- Skończyłem dwadzieścia lat dwa miesiące temu – dał jej chwilę, aby oswoiła się z myślą, iż zakochała się w starszym o trzy lata chłopaku, po czym przeszedł do najważniejszej części rozmowy: - wiesz kim jestem. Powiedz to głośno. Mów!
- Parobkiem.
- Boisz się?
- Nie – odparła, a nim ten zdążył coś odpowiedzieć rzuciła mu się w ramiona.
Od chwili ich pierwszego spotkania mijały właśnie cztery miesiące, a od jakichś dwóch towarzyszył im problem dzieciaka.
- Twoi rodzice nie pozwolą nam się pobrać – oznajmił krytycznie Bolek.
- Kochamy się, a oni tego nie zmienią!
- Mnie wygnają ze Staraszewa, a ciebie zamkną w jakimś klasztorze do czasu porodu.
Sceptycyzm Bolusia zaczynał ją męczyć. Co takiego mogło się wydarzyć? No najwyżej ojciec wygna chłopaka ze wsi, chociaż to mało prawdopodobne.
- Mój ojciec – zaczęła bezrefleksyjnie. – Trzyma w swoim gabinecie rodzinne klejnoty. W razie czego moglibyśmy sprzedać je i rozpocząć życie w innym mieście – realia były Stasi zupełnie obce, ale nie przejmowała się tym faktem.
Zagadnienie ojcowskich kosztowności, kiedyś mających przejść w jej posag, rzuciła wyłącznie dla uspokojenie chłopaka.
- Dobry pomysł – ożywił się Bolek. – Zrobimy tak… - w jednej chwili w oczach Stasieńki chłopak stał się bardzo władczy i jeszcze wspanialszy niż dnia, w którym uratował ją przed kurzym gównem. – Nie wspominaj rodzicom o mnie i dziecku. Wróć do domu, zabierz klejnoty, a potem uciekniemy razem ze Staraszewa.
Stasia okazała drobne zawahanie, ale ostatecznie przystała na plan ukochanego.

***


- Kto by chciał wychowywać bachora na tym klepowisku? – spytała rozzłoszczona Ilona. Nie czekając na odpowiedź dodała: - Nie chcę być jak moja matka i jej koleżanki, których jedyną rozrywką jest poranne mielenie ozorem na rynku!
- Bardzo musiała cię ta Waciakowa zdenerwować – zaśmiał się.
- Męczy mnie po prostu to ukrywanie naszego związku. I co gdyby nawet o nas wiedzieli?
- Mogłoby dotrzeć jakoś do Stasi – wyjaśnił ostrożnie Bolek – i byłaby awantura na całą wieś.
Ilona wzruszyła ramionami. W zaistniałej sytuacji autentycznie chciało jej się beczeć.
- Zaufaj mi – powiedział, przytulając dziewczynę. – Córka Złowrogiego przyniesie mi dzisiaj jakieś pieniądze ojca i będziemy mogli uciekać stąd. Tylko ty, ja i nasze dziecko.
- Ona dla ciebie nic nie znaczy, prawda?
Dla Bolka niewiele rzeczy miało jakiekolwiek znaczenie. Ilona, Stasia, jedno dziecko, drugie dziecko. Tak naprawdę chciał opuścić wieś, zamieszkać w Katowicach, dorobić się. W tym planie nie było miejsca na nikogo poza nim samym.
- Nie – odparł chmurnie. – Tylko ty, ja i nasze dziecko.

***


Stasia wybiegła z domu do piersi przyciskając sakiewkę z klejnotami. Biegła na oślep z nieuzasadnionym uczuciem, że ojciec już wie o jej przewinieniu. Pewnie właśnie wyruszył za nią pościg! Och, odbiorą jej kosztowności, wygnają Bolusia, a ją wsadzą do więzienia. Zatrzymała się na końcu długiej kamienistej drogi i po raz ostatni spojrzała na dom rodzinny niknący w oddali.
Może powinna wrócić i przeprosić ojca? Nie! On niczego nie zrozumie! – tego była pewna.
Zeszła na ścieżkę prowadzącą między rzędami kukurydzy. Za dnia złociste rośliny, nocą przybierały upiorny brudno-żółty odcień. Każdy szelest wiatru pomiędzy ich liśćmi był jak szyderczy chichot.
W końcu stanęła przed domem Bolka. Bolały ją nogi, z trudnością łapała oddech, a policzki płonęły od emocji. Intuicyjnie czuła, że z fryzurą również zadziało się coś niedobrego. Wszystko wszystkim, ale nie mogła tak pokazać się miłości swojego życia. Przed wejściem postanowiła doprowadzić się do porządku i wtedy usłyszała:
- Córka Złowrogiego przyniesie mi dzisiaj jakieś pieniądze ojca i będziemy mogli uciekać stąd. Tylko ty, ja i nasze dziecko.
- Ona dla ciebie nic nie znaczy, prawda?
- Nie.
Po tych słowach jakaś obca dziewucha opuściła dom Bolka. Stasia jeszcze przez chwilę zastanawiała się, co miało znaczyć to wyznanie. No jakby go nie interpretowała stawiało ukochanego w złym świetle.
Niewiele myśląc wpadła do domu robiąc Bolkowi awanturę jakiej w Staraszewie jeszcze nie widziano. W trakcie kłótni Stasia złapała za nóż i niczym bogini zemsty rozpruła nim brzuch niewiernego kochanka.
Trup leżał jakieś półgodziny, ale jego obecność wcale nie poprawiała nastroju Stasi. Procesy szaleńcze, niezwykle kreatywne, podsunęły dziewczynce makabryczny dodatek do zbrodni. Skradzione klejnoty postanowiła wepchać do brzucha chłopaka. Tak przyszykowane zwłoki wyniosła na pole.
W późniejszych legendach wspominano o tym, iż Złowrogi swoją ofiarę zawiesił na tyczce, aby imitowała stracha na wróble, ale w dużej mierze były to bzdury. Ciało było zbyt ciężkie, aby zawisnąć na lichej konstrukcji, a więc Stasia wyłącznie oparła denata o strzegącą pola kukłę. Ostatnim elementem wizualnym był worek, który założyła mu na niewierny łeb.
- No… Przynajmniej po śmierci się do czegoś nadasz! Będziesz odstraszał ptaki z pola! - zawołała, zanosząc się śmiechem godnym wariatki.

***


Mimo późnej godziny żaden z domowników nie mógł zasnąć. Florian i Wanda debatowali na temat przyszłości córki i jej wybranka. Hrabia chodził po sypialni kręcąc głową i przeklinając parobka. Jego żona powoli oswajająca się z myślą o stasiowej głupocie nazwała nawet jeden raz bękarta wnukiem. Z kolei Bernadetta wytrwale stała pod drzwiami podsłuchując. Była pewna, że nazajutrz w Staraszewie nastąpi eksplozja, chociaż nie wiedziała, że do ów eksplozji przyłożą się trupy.
Niezauważona przez nikogo Stasia wróciła do domu. Na całe szczęście dla niej podczas zażartej awantury nikt nie zwrócił uwagi na skradzione kosztowości. Mogła je odłożyć na miejsce, potem po cichu wrócić do pokoju, a Bolek niech idzie do diabła!
Oprzytomniała dopiero w ojcowskim gabinecie. Klejnoty spoczywały w brzuchu stracha na wróble i nic nie wskazywało na to, że zmienią one swoje miejsce pobytu. Tego co się stało już nikt nie cofnie. Bolek, ta świnia zdradził ją i oszukał.
Jak mógł? Po tym wszystkim, co przeżyliśmy razem? Lepiej byłoby dla wszystkich, gdybym wtedy zginęła pod wozem z gnojem – pomyślała.
Po tych słowach wyciągnęła z sejfu rewolwer Floriana. Zaśmiała się.
- Dzień porządków!
W szaleńczym pośpiechu dyktowanym zapewne utratą reszty rozumu wbiegła na korytarz, gdzie pierwsza napatoczyła jej się podsłuchująca pod drzwiami Bernadetta.
- Wywóz śmieci! – zachichotała, strzelając służącej w głowę.
Huk wywabił z sypialni Wandę. Kobieta nie zdążyła zareagować. Stasia strzeliła jej między oczy, a potem wbiegła do pokoju. Ojciec stał w oknie balkonowym w dość dziwnej pozycji. Szybko dotarło do Stanisławy, że w przeciwieństwie do matki, ojciec chciał uciekać przez balkon.
Widok kochanego taty na moment oprzytomnił ją. Z kolei Stasia w rozdartej sukience, rękoma do łokci zabarwionymi na czerwono, umorusaną twarzą i bajzlem na głowie przystopowała jego zamiary.
- Co się stało? Czyja to krew? – pytał, łapiąc córkę za nadgarstki.
Dziewczyna wypuściła z ręki broń.
- Zabiłam go… Tego chłopaka – wymamrotała. – Bolek… On…
- Nieważne – powiedział Florian. – Wszystkim się zajmę. Teraz najważniejsze jest, abyś wyjechała na jakiś czas.
- Chcesz mnie oddać?
- Nie. Musimy tylko uważać, żeby nikt nie dowiedział się, że ty i ten chłopak.
- Jesteś taki sam! – krzyknęła.
Szaleństwo na nowo owładnęło umysł Stasieńki. W amoku pchnęła ojca, a ten straciwszy równowagę wypadł za balustradę, aby finalnie zahaczyć głową o ostre pręty ogrodzenia. Stasia przez chwilę w ciszy przypatrywała się Florianowi pokracznie zwisającemu z płotu. Krew spływała na chodniczek barwiąc go na czerwono. Zaśmiała się. Po chwili chichot przeszedł w rozpaczliwy jęk.
- Ratunku! Ratunku! Mój tatuś morduje!
Rano Stanisława Złowroga opowiedziała o zdarzeniach mających miejsce nocą na ich dworku. Po tym jak ojciec dowiedział się o związku córki z parobkiem pojechał gdzieś na kilka godzin. Tu dziewczyna zaznaczyła, że obawia się o życie Boleczka. I zgodnie z jej przeczuciami miejscowe władze dokonały makabrycznego odkrycia na polu kukurydzy.
Po powrocie do domu ojciec zastrzelił panią Bernadettę, mamusię, a potem próbował odebrać życie córce, która w akcie desperacji wypchnęła go przez okno.
Z dnia na dzień na Stasię Złowrogą spadły obowiązki, z którymi wcześniej nie miała styczności. Lata mijały, a wspaniały dworek fragment po fragmencie zniszczał, a ziemie należące do jej rodziny szponami wyrywało jej Staraszewo. Jednym co zostało po Złowrogich było wspomnienie okrutnego mordercy i jego ofiary, które nosiły nazwę Nocy złowrogiego czynu.
- Złowrogi wypełnił żołądek chłopaka słomą i kamieniami, a następnie powiesił go na polu jak stracha na wróble. Legenda głosi, że podczas żniw duch jego pierwszej ofiary opuszcza ciało kukły, w której jest więziony i szuka sprawiedliwości – skończył opowiadać Mikołaj Gorazda.
Mela i Paulina jeszcze przez chwilę milczały spoglądając na kolegę. W końcu przemówiła ta pierwsza:
- A wiecie, że Złowrogi jest przodkiem Jowity Pawlickiej?
Paulina wstrzymała się z komentarzem.
- Nic dziwnego – wzruszył ramionami chłopak. – Tutaj każdy jest spokrewniony z każdym.
- Podobno Dagmara – zaczęła nowy wątek – chce mianować Jowitę kapitanem Glonojadek.
- Bzdura! – wrzasnęła Paulina. – Mi obiecała kapitaństwo jako mvp.
- No nie wiem… Ostatnio na treningach bardzo chwali Jowitę.
- Przysięgam! – zaczęła się odgrażać. – Jak kapitanem zostanie glonozjeb to rozpętam piekło.
Wyobraź sbie, że w tym miejscu jest najfajniejsza sygnaturka świata. Ok, wyobraziłeś sobie? Super. A teraz powiedz, kto ma najfajniejszą sygnaturkę świata.

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2101
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Re: Slasher. Pierwsza krew

Postautor: RedHatMeg » 17 sty 2020, 09:13

Wciąż mam zaległość w trzecim Slasherze, ale z ciekawości przeczytałam tę jednoczęściówkę i powiem ci, Skorpion, że coraz bardziej podoba mi się Slasherversum, które budujesz. A ta historia jest fajnie opowiedziana, aby zawrzeć wszystkie plot twisty.

Rozwaliło mnie pierwsze spotkanie Bolka i Stasi (zwłaszcza to nawiązanie do Zmierzchu), oraz odniesienie do "Garbage Day!" Pikne
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 574
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher. Pierwsza krew

Postautor: Skorpion » 17 sty 2020, 13:18

RedHatMeg pisze:coraz bardziej podoba mi się Slasherversum,
Podoba mi się to słowo <3

RedHatMeg pisze:Rozwaliło mnie pierwsze spotkanie Bolka i Stasi (zwłaszcza to nawiązanie do Zmierzchu), oraz odniesienie do "Garbage Day!" Pikne
Trochę się bałem, że nawiązanie do Silent Night, Deadly Night, które właśnie oglądam, gdzieś ucieknie.
Wyobraź sbie, że w tym miejscu jest najfajniejsza sygnaturka świata. Ok, wyobraziłeś sobie? Super. A teraz powiedz, kto ma najfajniejszą sygnaturkę świata.

Awatar użytkownika
Preity
moderator
Posty: 197
Rejestracja: 14 sie 2012, 20:44
Lokalizacja: Marsjańskie odmęty
Kontaktowanie:

Re: Slasher. Pierwsza krew

Postautor: Preity » 17 sty 2020, 13:55

Jestem zupełnie poza tematem, ale skusił mnie ukończony status. Wstęp mnie rozbroił, a pierwsze spotkanie Stasi z ukochanym dopełniło dzieła i kazało doczytać do końca. I nie żałuję, bo chociaż nie znam kontekstu, to bawiłam się przednio. Chyba trza będzie nadrobić pozostałe części, ale to już jak sobie wersję czytnikową zrobię, bo za leniwa na czytanie na komputerze jestem
Nagi wyszedłem z łona matki
i nagi tam wrócę.
Dał Pan i zabrał Pan.
Niech będzie imię Pańskie błogosławione!

Hi 1, 21

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 574
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher. Pierwsza krew

Postautor: Skorpion » 17 sty 2020, 15:38

Preity u mnie, ale niespodzianka ;)
Cieszę się, że spodobało ci się opowiadanie. Kontekstu nie trzeba znać, chociaż jest to poniekąd prequel Morderczego lata, starałem się zawrzeć w nim wszystkie potrzebne informacje bez spoilerów, tak, aby można było czytać bez potrzeby znajomości wcześniejszych opowiadań. W zasadzie to oddzielne opowiadanie, którego historia jest wyłacznie wspominana w Slasherze jako "ogniskowa legenda". No i zapraszam do Morderczego lata, nieskromnie napiszę, że to moja ulubiona część, i pozostałych opowiadań, do wyboru do koloru.
Wyobraź sbie, że w tym miejscu jest najfajniejsza sygnaturka świata. Ok, wyobraziłeś sobie? Super. A teraz powiedz, kto ma najfajniejszą sygnaturkę świata.


Wróć do „Proza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość