Spełniona przepowiednia

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Ignis
amator
Posty: 20
Rejestracja: 06 sie 2012, 00:25

Spełniona przepowiednia

Postautor: Ignis » 13 wrz 2012, 14:30

tytuł: "Spełniona przepowiednia"
fandom: Harry Potter
kategoria: b/o
ostrzeżenia (edytowane): AU
znajomość fandomu: wskazana
status: niezakończone

N/O Opowiadanie ma dwie autorki - hermi i mnie. Niezależnie od tego, która z nas wstawia rozdział, są one naszą wspólną własnością, chyba, że zostanie napisane inaczej.


[center]SPEŁNIONA PRZEPOWIEDNIA[/center]



„Wierzę w braterskiej dłoni uścisk i zachętę (...)
Wierzę w siłę, co stapia czyny i ofiary”
Fragment „Credo” M. Konopnickiej

ROZDZIAŁ PIERWSZY

Znikający Znak i Zakazany Las

[center] *~*~*~*~*~*~*[/center]

Lucjusz Malfoy siedział przy żonie i synu. Wiedział, że przegrał. Całe swoje dorosłe życie służył wiernie Czarnemu Panu, bez wahania. Aż do dnia, w którym zażądał on tego, co było dla Lucjusza najważniejsze - jego syna.
Ostatnie dwa lata były czasem ciągłego niepokoju. Najpierw, trafiając do Azkabanu, stracił pozycję i szacunek w świecie czarodziejów. Dementorzy uwolnili go na rozkaz Czarnego Pana, ale później… później nastał czas kary. Draco miał zabić Dumbledore’a. Dumbledore’ a, który dorównywał mocą samemu lordowi Voldemortowi! To już nawet nie było szaleństwo - to była pewna śmierć. Gdyby Narcyza nie wybłagała u Severusa opieki nad Draconem...
Nie chciał nawet o tym myśleć. Po ostatniej rozmowie Pottera z Czarnym Panem, wszystko stało się dla Lucjusza jasne. Dumbledore chronił Dracona, podczas, gdy ten, któremu Malfoy służył przez połowę swego życia, zamierzał zabić jego syna. Oczy otworzyły mu się nagle i nie było to przyjemne uczucie. Miał wrażenie, że zmarnował nie tylko swoje życie, ale też i najbliższych.
Teraz, siedząc obok Dracona i Narcyzy zastanawiał się, kiedy ktoś z obrońców zamku zda sobie sprawę, że nie tutaj jest jego miejsce, że powinien być pomiędzy więźniami czekającymi na przetransportowanie do Azkabanu. Gdyby tylko on… przeżyłby to. Ale Narcyza była wśród śmierciożerców, gdy Potter się poddał, widział ją tam. Draco ma na ramieniu Mroczny Znak, niezbity dowód, gdyby ktoś potrzebował innego, niż słowa Wybrańca. Lucjusz Malfoy sądził, że było to raczej wątpliwe. Widział reakcję tłumu... Tłum ma zmienne nastroje, ale w najbliższym czasie to Potter był jego niezaprzeczalnym liderem. Nawet ci, którzy nie brali udziału w bitwie, wkrótce złączą się pod jednym sztandarem.
– Przepraszam. – Obok stanęła dziewczyna z burzą brązowych włosów na głowie. Lucjusz prawie zadrżał. Miała na szyi ledwie widoczną bliznę, a śmierciożerca wiedział skąd... to się stało w jego domu! Poznał przyjaciółkę Pottera, widział ją kilkakrotnie, zawsze w nieprzyjemnych sytuacjach. Hermiona Granger. Szlama. – Harry chce pana widzieć – mówiła cichym głosem, ale i tak kilka głów odwróciło się w jej stronę, a jednocześnie w stronę Malfoyów. Na ucieczkę było już dawno za późno. Naturalnie, życzenie Wybrańca było dziś rozkazem! Właściwie czuł, że nie ma wyboru¬ ¬– gdyby odmówił, sto różdżek zaciągnęłoby go do Pottera. Zrezygnowany, wstał z miejsca.
– Nie! – wychrypiał, bo Draco i Narcyza poszli w jego ślady. – Zostańcie tutaj.
Narcyza pokręciła nieznacznie głową. Spojrzał na nią ze zdziwieniem - przecież nigdy mu się nie sprzeciwiała! Świat stanął na głowie. Granger prowadziła ich między stołami. Opuścili Wielką Salę, a Lucjusz zaczął się domyślać, dokąd zmierzają, gdy zaczęli wspinać się po marmurowych schodach. Gabinetu dyrektora Hogwartu strzegł gargulec, który sprawiał wrażenie lekko oszołomionego. Weszli na spiralne schody, które ruszyły powoli w górę. Szlama pchnęła drzwi na szczycie. W fotelu za biurkiem siedział Potter, przed nim leżała różdżka, ta sama, która miała go zabić, a nie zabiła. Tuż za nim wisiał portret Dumbledore’a. Pozostałe ramy były puste. Stary czarodziej przyglądał się wchodzącym przez okulary - połówki.
– Draco, Narcyza i Lucjusz. Miło mi widzieć was w dobrym zdrowiu.
Lucjusz zesztywniał, ale szybko się opanował – skłonił się lekko człowiekowi w ramach. Po chwili przeniósł wzrok na Pottera – ten wyglądał na zmęczonego i zarazem zdecydowanego. Zielone oczy patrzyły beznamiętnie na Malfoyów, co zaniepokoiło Lucjusza bardziej, niż cokolwiek do tej pory. Jeśli jego rodzinie miało stać się coś złego, to wolałby, żeby Potter był wściekły lub okazał pogardę. Czarny Pan bywał najniebezpieczniejszy wtedy, gdy wyglądał najspokojniej.
Potter bez słowa wstał i sięgnął po różdżkę.
Lucjusz poczuł obok ruch i zrozumiał, że to Draco wyciąga różdżkę Narcyzy. Głupi chłopak! Potter miał najpotężniejszą różdżkę na świecie i tłumy zwolenników. Lucjusz uważał, że to mało prawdopodobne, aby Potter chciał rzucić Cruciatus lub w inny sposób go torturować, nie zgadzało się to z jego charakterem. Chociaż, znajdowali się wystarczająco daleko od Wielkiej Sali i nikt nie usłyszałby krzyku...
– Expelliarmus!
Przy drzwiach stał rudzielec, bez wątpienia jeden z Weasleyów, złapał różdżkę, która wyleciała przed chwilą z dłoni Dracona i uśmiechnął się szyderczo. Granger stała z boku uważnie obserwując rozwój sytuacji, podobnie jak Dumbledore w swoich ramach.
– To było bezsensowne zagranie, Malfoy – Potter podsumował chłodno wyczyn Dracona. – Nie zamierzam rzucić żadnej klątwy, jeśli tego się obawiasz. Mamy drobny problem i sądzę , że ty i twój ojciec możecie mi pomóc go rozwiązać.
– Niby dlaczego mielibyśmy w czymkolwiek ci pomagać?! – rzucił wyzywająco Dracon.
Lucjusz jęknął w duchu. Wiedział, że Potter i Draco są wrogami, ale jego syn powinien wiedzieć, że w obecnej sytuacji nie stać ich na pogardę wobec Wybrańca. Na sprzeciw – gdy stoją przed nim, nieuzbrojeni – tym bardziej nie.
– Tak się przypadkowo składa, że macie wypalony Mroczny Znak – Potter położył nacisk na słowie „przypadkowo”, co nadało całej wypowiedzi niemalże szyderczy ton. – Wygląda na to, że po śmierci Voldemorta – większość zebranych w pokoju wzdrygnęła się na dźwięk tego imienia – Znak zaczyna znikać. Tobie – spojrzał prosto na Dracona – i twojej rodzinie to nie pomoże. Za dużo jest innych dowodów. Choćby to, że w waszym domu byli przetrzymywani więźniowie. Nie mówiąc już o twoich próbach zabicia Dumbledore’a, co dla dwóch osób o mało nie zakończyło się śmiercią. – Mimowolnie przeniósł spojrzenie na Weasleya, który był jedną z przypadkowych ofiar nieudolności Dracona.
– Jeśli Znak zniknie zupełnie, trudno będzie odróżnić śmierciożerców od ludzi, na których rzucono klątwę Imperius. Wyłgają się jakoś. Gdybyście zgodzili się mi pomóc, mógłbym zeznać, jak było naprawdę – powiedzieć o groźbach Voldemorta wobec twojej rodziny, znaleźć inne okoliczności łagodzące.
– Jesteś nam to winny. Uratowałam ci życie! – powiedziała Narcyza. Głos lekko jej się trząsł, ale starała się nad sobą panować. Zielone oczy Pottera zatrzymały się na niej.
– Chciałaś odnaleźć syna. Dlatego skłamałaś Voldemortowi. Nie zrobiłaś niczego ze względu na mnie, ale muszę przyznać, że to jeden z powodów, dla których teraz proszę o pomoc. Potrzebuję śmierciożercy. Niekoniecznie chętnego do współpracy, ale taka pomoc z własnej woli stałaby się kolejną okolicznością łagodzącą, jak sądzę.
Nareszcie Lucjusz zrozumiał. Potter chciał uratować ich od Azkabanu. Choć, najwyraźniej, nie zamierzał dla nich kłamać. A sam najlepiej wiedział, jak bardzo przydałyby im się okoliczności łagodzące… jakiekolwiek.
– Co mam zrobić? – Zapytał, podejmując decyzję.
– Po prostu podwiń lewy rękaw.
Nie zadając już żadnych pytań, Lucjusz Malfoy podwinął rękaw szaty. Oczom zebranych w gabinecie ukazał się Mroczny Znak. Ludzka czaszka z której wyłaniał się wąż znikała. Na razie powoli. Migotała i zmieniała się. Była bledsza, niż za czasów reżimu.
– Tak było po pierwszym upadku Voldemorta?
Malfoy skinął głową, patrząc Potterowi w oczy – krótko, ale jednak.
Faktycznie, dla niego to nie miało już znaczenia... To tylko jeden z dowodów, które świadczyły przeciwko niemu – jego zniknięcie i tak mu nic nie da.
Potter dotknął końcem różdżki z czarnego bzu Mrocznego Znaku. Nic się nie stało, ale młody czarodziej nie wydawał się zaskoczony. Odłożył różdżkę i dotknął Znaku prawą dłonią.
Lucjusz Malfoy poczuł ból, jakby jego ramienia dotknęło rozpalone żelazo. Zacisnął zęby, powstrzymując krzyk, ale kątem oka zobaczył, że Draco wylądował na kolanach, i że po jego policzkach spływają łzy, a prawa dłoń zaciska się kurczowo w miejscu, gdzie znajdował się u niego Mroczny Znak.
Wybraniec cofnął dłoń. Znak przestał migotać. Był wyraźny.
Potter spojrzał z niemym pytaniem w oczach na Dracona.
Ten wstał z podłogi i oddychając z trudem, podwinął lewy rękaw. Jego Znak był tak samo widoczny, jak u jego ojca.
Harry uśmiechnął się z ulgą. Śmierciożercy się nie ukryją.
– Jak to możliwe?! – Lucjusz Malfoy nie ukrywał, że jest wstrząśnięty.
– „A choć Czarny Pan naznaczy go jako równego sobie, będzie on miał moc, jakiej Czarny Pan nie zna” – Potter zacytował spokojnie. – To fragment przepowiedni. „Równego sobie”. Rozumiesz? Więź między mną a Voldemortem była silniejsza, niż sądził.
– Tak silna więź, nawet zerwana, musiała pozostawić po sobie jakiś ślad – dodał Dumbledore z portretu. – Więź pomiędzy Voldemortem a śmierciożercami, była dużo słabsza. Harry zajął puste miejsce w strukturze zaklęcia, aby nie dopuścić do zniknięcia Mrocznego Znaku.
– Co oznacza, że mamy wszystkich śmierciożerców jak na talerzu. Oznakowanych i gotowych do wywózki do Azkabanu – powiedział złośliwie Ron .
– Nie ciesz się tak. Są jeszcze szmalcownicy – ostudziła jego zapał Hermiona. – I wilkołaki. Nie mówiąc o dementorach, olbrzymach i zwykłych zdrajcach.
– Nie będzie dożywotniego zamykania w Azkabanie bez procesów– przerwał jej wywód Harry, komentując wypowiedź Rona. Mówił cichym, stanowczym głosem.
Lucjusz pomyślał, że Potter pamięta los Syriusza Blacka, swojego ojca chrzestnego, który spędził dwanaście lat w Azkabanie, chociaż był niewinny. Hermiona już otwierała usta żeby coś powiedzieć, kiedy ktoś pchnął drzwi. Stanęła w nich Molly Weasley. Miała zaczerwienione oczy. Zmierzyła spojrzeniem Malfoyów, a potem przeniosła je na troje młodych czarodziejów, którzy w mgnieniu oka z trójki pewnych siebie konspiratorów, zmienili się w troje zwykłych nastolatków.
– Więc tu się ukryliście. Zejdźcie na dół. Musicie coś zjeść. I powinniście odpocząć – dodała, bo Ron właśnie szeroko ziewnął.
– Już idziemy, mamo – zapewnił ją szybko Ron. Pani Weasley zeszła po schodach. Hermiona i Ron podążyli za nią, a za nimi Malfoyowie. Harry wyszedł na końcu zamykając za sobą drzwi i rzucając pożegnalne spojrzenie Dumbledorowi.

[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Leżąc w łóżku, przypomniał sobie wcześniejszą rozmowę z dyrektorem. Pytanie, które padło, ugodziło w Harry’ego z siłą zaklęcia – i musiał przyznać, że nie było mu łatwo odpowiedzieć dyrektorowi – nawet, jeśli rozmawiał z portretem.
– Czy rzucałeś kiedykolwiek któreś z Zaklęć Niewybaczalnych?
– Tak. Imperius w Banku Gringotta na goblina i śmierciożercę. I Cruciatus na Carrowa. Obraził profesor McGonagall !
– Czy kiedykolwiek rzuciłeś Avadę? Albo chciałeś to zrobić?
Harry nie rozumiał powodów tego przesłuchania. Nad ostatnim pytaniem musiał się zastanowić. Czy chciał kiedyś zabić?
– Chciałem zabić Bellatriks... ale nie wypowiedziałem formuły... próbowałem rzucić na nią Cruciatus... zwaliło ją tylko z nóg... I... Syriusza, kiedy sądziłem, że to on zdradził moich rodziców... wycelowałem różdżkę w jego serce, ale nie mogłem rzucić zaklęcia!
Dumbledore kiwnął głową jakby wszystko było już dla niego jasne.
– Sytuacja, w której w jednym ciele przebywają dwie dusze, lub choćby jedna i jedna ósma... nie jest normalna. Człowiek to ciało, umysł i dusza. Komplet złożony z trzech pojedynczych elementów. Gdy pozwoliłeś Voldemortowi się zabić, tak naprawdę pozwoliłeś mu zniszczyć ten fragment duszy, który nie należał do ciebie. Ty zdecydowałeś się wrócić, żeby powstrzymać Voldemorta. Przez całe lata byłeś jego horkruksem, wasze losy były ze sobą powiązane. Fragment duszy Voldemorta umarł, sądzę jednak, że pozostawił po sobie... coś w rodzaju magicznego osadu. Tak silna więź, nawet zerwana, musiała pozostawić po sobie jakiś ślad.
– Co mają z tym wspólnego Zaklęcia Niewybaczalne?
– Poznałeś dobrze Toma Riddla. On lubił zabijać, sprawiać ból i panować nad innymi. Był mściwy. W chwilach w których kontrolę nad tobą przejmowała nienawiść, obie dusze miały jeden cel i były sobie najbliższe. Śmierciożercy byli związani z Voldemortem o wiele słabszą więzią. Czy nadal potrafisz rozmawiać z wężami?
– Nie wiem. Nie próbowałem tego od czasu śmierci Voldemorta.
– Spróbuj teraz!
Harry rozejrzał się po gabinecie, ale niczego podobnego do węża, choćby w najmniejszym stopniu nie znalazł. Wyciągnął swoją różdżkę z piórem feniksa.
– Serpensortia!
Z końca różdżki wystrzelił błysk, a potem czarny wąż utkwił wzrok w Harrym. Harry zdał sobie sprawę, że nie boi się gada. Był on przecież jego własnym zaklęciem. Może to dlatego?
Z jego ust wydostał się cichy syk. Wąż odwrócił się gwałtownie. Harry cofnął zaklęcie. Wąż zamienił się w dym.
Dumbledore i inne portrety przyglądały się całej scenie uważnie.
– Czy ten... osad jest niebezpieczny?
– Jeśli chodzi ci o to czy ta pozostałość może opętać, to nie. Nie ciebie. Masz silną duszę i umysł. Nie może cię skrzywdzić, ale najwyraźniej wystarczy, abyś zachował zdolności Voldemorta. Może to i dobrze. Mogą ci się jeszcze przydać.
I przydały się. Na myśl, że część śmierciożerców mogłaby się ukryć pośród tych na których rzucono Imperius, Harry wrzał gniewem. Zasłużyli na Azkaban! Jeszcze nie wiadomo co stanie się z dementorami... Hermiona miała rację: śmierciożercy stanowili czubek góry lodowej.
Wiedząc, że pomimo zmęczenia i tak nie zaśnie, Harry wstał z łóżka.



[center]*~*~*~*~*~*~*[/center]

Harry wyszedł z zamku w pelerynie niewidce.
Przeszedł obok chatki Hagrida i wszedł do Zakazanego Lasu. Gdy tu wchodził poprzednim razem, sądził, że ma niewiele czasu. Teraz wiedział, że tak naprawdę ma wieczność.
„Ja żyję, jeśli on żyje? Myślałem, że obaj musimy umrzeć. Chyba, że to jedno i to samo..”.
Jedno i to samo. Nie poszedł dalej nie z powodu obawy. Musiał to zrobić. Voldemorta należało powstrzymać. Nie można było czekać aż wąż i czarnoksiężnik umrą śmiercią naturalną. Dziesięciolecia rządów Voldemorta... Sama myśl była straszna. Poza tym, Voldemort nadal czepiałby się życia wszystkimi sposobami. Krew jednorożca, kolejne morderstwa... Wszystko, co mogłoby powstrzymać śmierć chociaż na chwilę.
Ciągłe polowania na mugoli i mugolaków. Aresztowania. Porwania. Tortury. I ta chora filozofia: „ Magia to potęga”! Ten rok był straszny, i trudno będzie przywrócić wszystko do normy. Nawet Zakazany Las wydawał mu się w tej chwili piękny, wiatr zdawał się pieścić łagodnym dotykiem liście drzew, szum łączył się z ptasimi trelami. Wszystkie te dźwięki brzmiały jak hymn radości śpiewany przez samą naturę. Mieli powód do radości.
Odzyskali wolność! Voldemort już im nie zagrozi!
Zginęło pięćdziesiąt osób. Fred, Lupin, Tonks... ale pozostali żyją.
Przypomniały mu się słowa Dumbledorea
„Nie żałuj umarłych. Żałuj żywych, a przede wszystkim tych, którzy żyją bez miłości.” Niektórzy są ranni, oszołomieni, zrozpaczeni stratą, ale odzyskają nadzieję na lepsze jutro. Harry w to wierzył. Pomyślał o dziecku Remusa i Toks, małym Teddym, którego jedyną rodziną jest teraz Andromeda. Ted Lupin będzie miał jego, swojego ojca chrzestnego, jeśli jego babcia zgodzi się na to. Wiedział, że nie zastąpi mu to rodziców, ale Ted będzie miał szczęśliwsze dzieciństwo od niego, nie będzie całkiem sam, będzie miał przyjaciół. Będzie otaczać go miłość. Będzie bezpieczny. A jeśli okaże się, że to wilkołak... cóż, kilka zasad zmieni się zanim on dorośnie. Hary nie zamierzał pozwolić, aby Teddy został odizolowany od społeczeństwa czarodziejów, jak stało się z Lupinem. Jeśli to będzie od niego zależało, chłopiec będzie miał normalne dzieciństwo. Na tyle, na ile jest to możliwe w tych okolicznościach.
– Harry Potter.
Harry wyrwał się z zamyślenia. Odwrócił się gwałtownie. Stał przed nim centaur. Do pasa mężczyzna z czarnymi włosami i brodą, od pasa kasztanowy koń. Harry rozpoznał jego dumną twarz, chociaż widział ją tylko dwa razy. I trzeci raz w ferworze walki.
– Magorian – wyszeptał, chowając różdżkę, którą przed chwilą wyciągnął. Nie wiedział, jaki obecnie jest stosunek centaurów do ludzi. Były dumne i uważały się za inteligentniejsze od czarodziejów. Wiedziały wiele o przyszłości, ale przysięgły swojej wiedzy nie przekazywać innym. Nie chciały nawet słyszeć o możliwości pomagania czarodziejom… ale przecież pomogły. Ich strzały siały popłoch w armii śmierciożerców, raniły i zabijały. – Mars jasno dziś płonął. Niezwykle jasno – powiedział Harry, wreszcie rozumiejąc.
– Jesteśmy starożytną rasą. Nie pomagamy ludziom. Trzymamy się od was z daleka. Znamy wyroki nieba i nie sprzeciwimy się im.
– Chroniliście siebie.
– Jak sądzisz jaka byłaby przyszłość bez nadziei? – powiedział Magorian. – W ciągłym niebezpieczeństwie. To była jedna z dróg. Gdybyś umarł... sądziliśmy, że to się stało, że już nic nie można zmienić.
– I właśnie wtedy ruszyliście do walki? – Harry mógł to zrozumieć. Jak często walczył bez nadziei na zwycięstwo? Tylko po to, by – jak mu się zdawało – umrzeć z honorem. Teraz wiedział, że równie wielkiej odwagi wymagało ciche pójście na śmierć. Jak wielu się to udało? Ilu trafiło do Azkabanu bez jęków protestu? Ilu nie przeklinało swych katów? – Czy wypełniłem swoje przeznaczenie?
– Czy sądzisz, że śmierć Voldemorta wypełniła twoje przeznaczenie? Tak nie jest! Twoje przeznaczenie wypełnia się w każdej chwili twojego życia. W ciągu wieków niewielu było ludzi, których narodziny zostały zapowiedziane przez gwiazdy. Jesteś ważny dla wszechświata. Wojowniczy Mars świecił jasno każdego dnia, w którym twoje życie było zagrożone. I będzie tak do dnia twojej śmierci! – Oznajmił niespodziewanie gwałtownie centaur. Wydawało się, że wstydzi się swego wybuchu, ale nie mógł już cofnąć wypowiedzianych słów.
– Voldemort został na zawsze przeklęty – odezwał się Harry po chwili milczenia.
– To prawda. Na zawsze.
Magorian wyciągnął zaciśniętą dłoń. Gdy rozwarł ją, oczom Harry’ego ukazał się Kamień Wskrzeszenia.
– Powinieneś to zabrać, Harry Potterze. Nie można jego losu powierzyć przypadkowi. To potężna siła.
– Ja go nie chcę – powiedział młody czarodziej, cofając się o krok.
– Więc ukryj go gdzieś, a nie zostawiaj w miejscu, gdzie każdy może go znaleźć.
– Las jest Zakazany.
– Mówisz tak, jakby którykolwiek z uczniów przejmował się zakazami.
– Dobrze, ukryję go – powiedział biorąc do ręki Insygnium. – Dziękuję.
Centaur przyglądał się czarodziejowi bez wrogości. Potrząsnął głową, a czarne włosy zafalowały.
– Jesteś niezwykłym czarodziejem, Harry Potterze.
– Tak, ktoś już mi to mówił – wyszeptał w zamyśleniu Harry. Zastanawiał się, czy się uda? Czuł, że lepszej okazji na pewno nie znajdzie, więc w końcu zapytał. – Czy przyjmiecie Firenza z powrotem do stada? On czuje się bardzo samotny wśród ludzi. Tylko pomógł Dumbledorowi. Nigdy nie zdradził waszych sekretów. Jeśli czegoś uczył, to tego, że żadna wiedza nie jest całkowicie pewna.
– Żadna wiedza – potwierdził Magorian, uśmiechając się zagadkowo. Popatrzył na niebo. Był już dzień i nie widać było gwiazd. Niebo było niezwykle błękitne. – Któż wie, jakie będą wyroki nieba?
Ostatnio zmieniony 14 wrz 2012, 02:11 przez Ignis, łącznie zmieniany 1 raz.

Awatar użytkownika
Orcrest
pomocnik
Posty: 386
Rejestracja: 13 maja 2011, 10:37
Lokalizacja: Koziegłowy, Poznań

Postautor: Orcrest » 13 wrz 2012, 15:40

Miłoby było, gdyby opis określał okres czasowy dzieła, to jest, w czasie której książki, lub między którymi ma miejsce. To tylko uwaga, nie krytyka. Ta poniżej.

Uuuuuuuu... naprawdę nie lubię, gdy dzieło rozpoczyna się cytatem, zwłaszcza jeśli okaże się nieuzasadniony. Problem w tym, że ten jest tak ogólnikowy, że można go wsadzić gdzie się chce...

I kolejny cytat PO notatce autora... Dajcie notatkę pod lub nawet lepiej nad oboma cytatami, bo to głupio wygląda. Źle się zapowiad, zwłaszcza że ten drugi cytat jest kompletnie ble.

ignisvespers pisze:¬-

Co to za znaczek?

ignisvespers pisze:Gabinetu dyrektora Hogwartu strzegł gargulec, który sprawiał wrażenie lekko oszołomionego.


wiem, że to w zasadzie rzecz nieistotna, ale dlaczego gargulec był oszołomiony?

ignisvespers pisze:Pozostałe ramy były puste


I znowu - dlaczego? Zwykle portrety śpią, nieprawda?

Powinniście dodać AU do strzeżeń, jeśli Harry używa Czarnej rożdżki:
"W książce Harry używa Czarnej Różdżki do naprawy swojej, a potem zostaje ona włożona z powrotem do grobowca Dumbledore'a. W filmie natomiast Harry przełamuje Czarną Różdżkę na dwie części i wyrzuca je." - http://pl.harrypotter.wikia.com/wiki/Cz ... Cd%C5%BCka

Draco, w mojej opinii, zaqchowuje się OOC - Malfoy to mięczak, który kiedyś sądził, żę może robić co mu się podoba, ze względu na swoją pozycję społeczną. Jeśli nie mógł zrobić czegoś tak, by mu uszło na sucho, obgadywał ludzi za ich plecami. Dlaczego miałby się zachowywać niegrzecznie wobec dyrektora Hogwartu? Draco to tchórz.

ignisvespers pisze:Wygląda na to, że po śmierci Voldemorta – większość zebranych w pokoju wzdrygnęła się na dźwięk tego imienia – Znak zaczyna znikać.

Znak z małej litery.

Sorry, ale nie wierzę, żeby Malfoye byli jedynymi, którym nie udałoby się wyłgać ze śmierciożerstwa. W końcu już raz to zrobili.

Harry aktywuje czarny zanak - nie kupuję tego, chociaz przyznaję, ze nie mam dobrego argumentu przeciw. Poza jednym - SKĄD HARRY WIE *JAK* TO ZROBIĆ?!

ignisvespers pisze:którzy w mgnieniu oka z trójki pewnych siebie konspiratorów, zmienili się w troje zwykłych nastolatków.

Zaraz zaraz, To Harry jest dyrektorem I nastolatkiem? Mam nadzieję, że to była tylko przenośnia, bo jak nie to - CO?!?!?!

ignisvespers pisze:Masz silną duszę i umysł.


Moim zdaniem, lekcje Harrego ze Snape'em udowadniają, że Harry to akurat wolę ma słabą. Ale to tylko moja interpretacja.

ignisvespers pisze:Magorian wyciągnął zaciśniętą dłoń. Gdy rozwarł ją, oczom Harry’ego ukazał się Kamień Wskrzeszenia.
–[...] ukryj go gdzieś, a nie zostawiaj w miejscu, gdzie każdy może go znaleźć.


Bzdura! Idea zostawienia go w lesie była taka, że jest to miejsce losowe, w którym nikt nie będzie szukał - bo to zakazany las i i tak nikt nie wie o tym, że został tam porzucony. Poza tym, to jest maleńki kamyczek, którego znalezienie w runie leśnym graniczy z cudem.

I dlaczego w ogóle Harry poszedł do lasu?

No tak, czyli jak widzicie tekst mi sie nie podoba. Błędy logiczne mnie drażnią, postaci są OOC i Harry jest dziwnie demonizowany. Ale hej, przynajmniej nie widzę błędów ortograficznych!
Jednak dalej czytać już nie będę, przykro mi.
1/3

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 13 wrz 2012, 16:23

Co prawda to Ignis wstawiała, ale ja odpowiem.
Orcrest pisze:Miłoby było, gdyby opis określał okres czasowy dzieła, to jest, w czasie której książki, lub między którymi ma miejsce.

Po siódmym tomie, nie licząc epilogu. Sądziłam, że to da się wywnioskować natychmiast z fabuły.
Orcrest pisze:Uuuuuuuu... naprawdę nie lubię, gdy dzieło rozpoczyna się cytatem, zwłaszcza jeśli okaże się nieuzasadniony. Problem w tym, że ten jest tak ogólnikowy, że można go wsadzić gdzie się chce.

Cytat jest obecnie jeden. To było poprawione, zanim wstawiłeś komentarz. Gdzie masz dwa cytaty?
Orcrest pisze:I znowu - dlaczego? Zwykle portrety śpią, nieprawda?

Prawda, ale zwykle w Hogwarcie nie odbywa się bitwa.
Orcrest pisze:wiem, że to w zasadzie rzecz nieistotna, ale dlaczego gargulec był oszołomiony?

Bo był? W siódmym tomie.
Orcrest pisze:"W książce Harry używa Czarnej Różdżki do naprawy swojej, a potem zostaje ona włożona z powrotem do grobowca Dumbledore'a. W filmie natomiast Harry przełamuje Czarną Różdżkę na dwie części i wyrzuca je." - http://pl.harrypotter.wik...%C5%BCd%C5%BCka

Nie, miał zamiar ją włożyć, ale nie było tego w Insygniach Śmierci. Fik jest w dziale „Książki” i dotyczy książek.
Orcrest pisze:Poza tym, to jest maleńki kamyczek, którego znalezienie w runie leśnym graniczy z cudem.

Magię widać. Co prawda tylko potężni czarodzieje to potrafią, ale dla nich magia jest jak latarnia.
Orcrest pisze:Zaraz zaraz, To Harry jest dyrektorem I nastolatkiem? Mam nadzieję, że to była tylko przenośnia, bo jak nie to - CO?!?!?!

Uspokoję Cię, to przenośnia. I dotyczy „konspiratorów” nie „dyrektorów”, a że jestem stara to dla mnie siedemnastolatek/ osiemnastolatek to po prostu nastolatek.
Orcrest pisze:Znak z małej litery.

Mroczny Znak pisany jest w książce z dużej litery.


Informacja o lekkim AU jest w podtytule, ale z pewnością poproszę Ignis, żeby ją dodała też w ostrzeżeniach.

Dziękuję za komentarz, bo skoro do pozostałych nie mam natychmiastowej odpowiedzi, to pewnie naprawdę jest coś nie tak.
Nie będę jak liść porwany przez wiatr
Nie będę także jak ocean bez fal
Nie będę się bała upadać by wstać
Być światłem wschodzącego dnia
Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
Orcrest
pomocnik
Posty: 386
Rejestracja: 13 maja 2011, 10:37
Lokalizacja: Koziegłowy, Poznań

Postautor: Orcrest » 13 wrz 2012, 16:54

hermi pisze:Cytat jest obecnie jeden. To było poprawione, zanim wstawiłeś komentarz. Gdzie masz dwa cytaty?

Zanim wstawiłem komentarz nie odświeżyłem strony i czytając przed notatkami autora był cytat z Platona.

hermi pisze:Po siódmym tomie, nie licząc epilogu. Sądziłam, że to da się wywnioskować natychmiast z fabuły.

Wiem, że się da, ja miałem na myśli, że ta informacja byłaby przydatna w spisie treści.

hermi pisze:Prawda, ale zwykle w Hogwarcie nie odbywa się bitwa

Tyle że snioskując z tekstu, myślałem, że bitwa się dawno skończyła. A obrazy nie są znane z bycia dobrymi budowniczymi.

hermi pisze:Bo był? W siódmym tomie.

Ok, moja wina. Przepraszam.

hermi pisze:Nie, miał zamiar ją włożyć, ale nie było tego w Insygniach Śmierci. Fik jest w dziale „Książki” i dotyczy książek.

By to potwierdzić sprawdzałem w sieci, ale jeśli jest jak mówisz, to zajrzę na dniach do książki i się upewnię.

Awatar użytkownika
Ignis
amator
Posty: 20
Rejestracja: 06 sie 2012, 00:25

Postautor: Ignis » 14 wrz 2012, 02:33

Ha, za to ja mam natychmiastowe odpowiedzi ^^

Mam nadzieję, że dyskusja na temat fanficka w komentarzach jest dozwolona ;) jeśli tak, to będę korzystać z tego prawa, bo po prostu uwielbiam to robić.

1. Znaczek mi się wykrzaczył przy wklejaniu, już poprawione ;) dzięki, bo widać, że nie wszystko wyłapałam ;)
2. Gargulec wyjaśniony, portrety mogły chociażby zostać poproszone przez Dumbledore'a o opuszczenie gabinetu. Lub, faktycznie, były w ciekawszych miejscach :)
3. Ja przepraszam, ale kanon to kanon - czyli siedmioksiąg, "Baśnie...", "Quidditch przez wieki" i "Fantastyczne zwierzęta..." - chyba niczego nie pominęłam. Z wiadomości w wywiadach można, ale nie trzeba korzystać, według mnie nie są obligatoryjne ;) a wikipedia nie jest nieomylnym źródłem informacji.
4. Draco jest tchórzem, ale według mnie, jest też niezbyt mądry - i udowodnił, że jest w stanie robić głupie (i wymagające odwagi) rzeczy, by chronić rodzinę.
5. "Harry jest dyrektorem i nastolatkiem" - tu się autentycznie roześmiałam :D czy to oznacza, że jak mam dostęp do gabinetu lekarskiego, to jestem lekarzem? :D a przypominam, że gabinet dyrektora był już wcześniej używany do różnych celów - chociażby, po śmierci Dumbledore'a. Skoro Harry potrzebował spokojnego miejsca (i rozmowy z Dumbledorem), to chyba było wykonalne.
6. Znak wyjaśniony:)
7. Lekcje ze Snape'em to była porażka, ponieważ nauczyciel się wyżywał na uczniu, a uczeń nie stosował do rad nauczyciela. A Harry ma silną wolę - na litość, nie dał się opętać tej cząstce duszy Voldemorta^^
8. Według mnie, nie ryzykuje się zostawienia potężnego magicznego przedmiotu "gdzieś w lesie". To magia, nie zwyczajny kamyk. A jeśli ktoś, "przypadkiem" odnajdzie go za 300 lat i spowoduje tragedię? Tu chodzi o to, by zapobiegać, nawet, jeśli coś wydaje się nam mało prawdopodobne.
9. Harry poszedł na spacer :D

Od razu mówię - ja po prostu lubię dyskutować i nie ma w tym złej woli ;) i uważam, że zarzucanie błędów logicznych, gdzie logika ma być obiektywna, a opiera się swój sąd o własną opinię - siłą rzeczy, subiektywną, jest niewłaściwy ;)

Za bałagan w N/O i cytatach przepraszam, bo to moja wina, już poprawione :)

Aha, jeszcze - "skąd Harry wie jak to zrobić" - Harry widział, jak Voldemort przyzywa swoich śmierciożerców, więc per analogia... metodą doświadczalną :D każdy chyba tak ma, że jak nie wie dokładnie, co zrobić (np. z jakimś przedmiotem) to odtwarza sobie sytuacje, w których ten przedmiot był używany i stosuje się do tego ;)
Przy okazji - Harry demonizowany, naprawdę? Pytam najzupełniej poważnie, bo nie taki był zamysł.

Jeśli z treści na samym początku nie wynika, że czas akcji to "zaraz po bitwie", to również mój błąd w rozumowaniu, wydawało mi się, że jest wystarczająco czytelne ;) Zdawało mi się, że skoro Lucjusz z rodziną są jeszcze w Hogwarcie, w Wielkiej Sali, to nie mogło minąć dużo czasu - przecież nikt by im tak dłużej niż parę godzin nie pozwolił siedzieć ;) ale możliwe, że się mylę.

Pozdrawiam, Ignis :)

Awatar użytkownika
Orcrest
pomocnik
Posty: 386
Rejestracja: 13 maja 2011, 10:37
Lokalizacja: Koziegłowy, Poznań

Postautor: Orcrest » 14 wrz 2012, 14:40

ignisvespers pisze:5. "Harry jest dyrektorem i nastolatkiem" - tu się autentycznie roześmiałam :D czy to oznacza, że jak mam dostęp do gabinetu lekarskiego, to jestem lekarzem? :D a przypominam, że gabinet dyrektora był już wcześniej używany do różnych celów - chociażby, po śmierci Dumbledore'a. Skoro Harry potrzebował spokojnego miejsca (i rozmowy z Dumbledorem), to chyba było wykonalne.

Tekst był napisany w taki sposób, że zrozumiałem błędnie, że akcja ma miejsce długo po bitwie, i Harry został dyrem. Bo niby dlaczego Malfoyowie mieliby być na miejscu bezpośrednio po bitwie? Myślałem, że Harry został dyrem i zwołał do siebie ludzi. Okoliczności powinny być lepiej wyjaśnione, bo jak każesz czytelnikowi się domyślać, to może dojść do błędnych wniosków. Oczywiście, nie każdy przekombinowuje tak jak ja :P
ignisvespers pisze:7. Lekcje ze Snape'em to była porażka, ponieważ nauczyciel się wyżywał na uczniu, a uczeń nie stosował do rad nauczyciela. A Harry ma silną wolę - na litość, nie dał się opętać tej cząstce duszy Voldemorta^^

Nie wierzę, zeby Snape się wyżywał na Harrym - był taki jak jego imię, czyli surowy. A Harry nie lubił Snape'a więc nie słuchał go. W moich oczach wina jest po stronie Harrego. Co do imperiusa to może masz rację.
ignisvespers pisze:8. Według mnie, nie ryzykuje się zostawienia potężnego magicznego przedmiotu "gdzieś w lesie". To magia, nie zwyczajny kamyk. A jeśli ktoś, "przypadkiem" odnajdzie go za 300 lat i spowoduje tragedię? Tu chodzi o to, by zapobiegać, nawet, jeśli coś wydaje się nam mało prawdopodobne.

Ten temat już porzucę, bo w to już wchodzi różnica naszych opinii, a nie nic obiektywnego.
ignisvespers pisze:Aha, jeszcze - "skąd Harry wie jak to zrobić" - Harry widział, jak Voldemort przyzywa swoich śmierciożerców, więc per analogia... metodą doświadczalną :D każdy chyba tak ma, że jak nie wie dokładnie, co zrobić (np. z jakimś przedmiotem) to odtwarza sobie sytuacje, w których ten przedmiot był używany i stosuje się do tego ;)

Ale to sugeruje, że jedyne co musiał zrobić to dotknąć znaku. Nie potrzeba znajomości zaklęcia ani formuły ani zasady działania znaku. To jest tak proste? Dla mnie to bez sensu.
ignisvespers pisze:Przy okazji - Harry demonizowany, naprawdę? Pytam najzupełniej poważnie, bo nie taki był zamysł.

Nie potrafię określić dlaczego, może po prostu wyszło tak przypadkiem przez dobór słów, albo fakt, że zachowuje się OOC, ale na początku odniosłem wrażenie, że historia będzie o tym, jak wredny będzie straszny Harry wobec biednych, niezrozumiałych Malfoyów.

Awatar użytkownika
Pobe
amator
Posty: 23
Rejestracja: 14 maja 2010, 14:05
Lokalizacja: Glasgow, Szkocja
Kontaktowanie:

Postautor: Pobe » 15 wrz 2012, 00:16

Orcrest pisze:Nie wierzę, zeby Snape się wyżywał na Harrym

Moją reakcję musiałem skrócić:
"L(liczba O starczająca na wypełnienie Zakonu Feniksa)L"
Synu wróć jak przeczytasz ze zrozumieniem rozdziały "Utracona przepowiednia" z Zakonu Feniksa oraz "Opowieść Księcia" w Insygniach. I nie grzesz więcej.

Co do fiku: Nie podoba mi się ten Harry. OOC jak stąd do Warszawy (a jestem w Holandii). Jego zachowanie jest tu czymś pomiędzy Dumbledorem a Snapem więc zastanowiłbym się dokładniej co to za jedna ósma duszy w nim siedziała. Może po jednej szesnastej od obu?

Podoba mi się natomiast wplatanie portretu Dumbledore'a do rozmowy - to dla mnie najlepszy moment całego rozdziału :-)
Critical hits admirer.

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1207
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Miryoku » 01 paź 2012, 13:46

Przeczytałam już jakiś czas temu i w sumie do tej pory nie wiem, jak to skomentować. Mam mieszane uczucia. Z jednej strony ciekawa jestem, co będzie dalej, z drugiej - też mam wrażenie, że w Waszym fiku bohaterowie są OOC. Harry jest faktycznie dziwny. Czas akcji jak dla mnie też nie został jasno zaznaczony. Czytało mi się to troszkę dziwnie, ale nie mówię, że źle. Opinii sobie jeszcze nie wyrobiłam, chcę zobaczyć, co będzie dalej.

Sorki za krótki i mało treściwy komentarz, ale naprawdę nie wiem, co więcej napisać...
Hyuu~!

Awatar użytkownika
Zaczarowana
uczeń
Posty: 25
Rejestracja: 16 mar 2019, 19:19

Re: Spełniona przepowiednia

Postautor: Zaczarowana » 02 kwie 2019, 15:31

I kolejne odpowiadanie bez kontynuacji. No naprawdę, ja chyba mam jakiegoś pecha, że cały czas trafiam na dawno porzucone teksty, bez szans na ciąg dalszy. A szkoda, bo zapowiadało się świetnie. Mogłoby być fajnym uzupełnieniem kanonu. Czegoś takiego brakowało mi w Insygniach. Takiego czasu tuż po wojnie, kiedy ludzie dopiero zaczynali zdawać sobie sprawę, że pewnien etap w życiu mają już za sobą, i że zaczyna się teraz coś nowego.

Jak kiedyś jeszcze wrócicie do pisania tego opowiadania, to macie nową czytelniczkę ;)
"Bądź tym kim jesteś i mów to, co czujesz, ponieważ ci, którzy mają z tym problem nie są ważni, a ci, którzy są ważni, nie mają z tym problemu."
- Fritz Perls -


»ao3«»Mirriel«»ff.net«


Wróć do „Harry Potter”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość