Slasher 3. Mordercze lato

Tutaj zamieszczamy własne opowiadania i powieści.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 548
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher 3. Mordercze lato

Postautor: Skorpion » 20 paź 2019, 16:42

Rozdział 7
Czy boisz się ciemności, Artem?


Piotr, Zosia i Natalia dotarli na posterunek policji w rekordowym czasie. Komendant natychmiast rozdzielił zadania pomiędzy podwładnych, a sam poszedł do swojego gabinetu, aby odsapnąć choć na moment. Było blisko. Nie było wątpliwości, że tym razem Złowrogi przyszykował zasadzkę na niego. Po chwili zreflektował się - nie mógł wykluczyć przypadku. Ofiarą miał być Modest, a on i te dwie dziewczyny znaleźli się tam w złej godzinie. Z trudem przekonał siebie do uwierzenia w taką wersję, a teraz musiał sprawić, aby inni również w nią uwierzyli.
- Jechać na działkę Modesta szukać śladów, robić obławę - grzmiał do słuchawki telefonu. - Kurwa jasna! To już przekracza granice!
W międzyczasie Alicja ściągnęła na komisariat Iwonę i Konrada oszczędzając im makabrycznych szczegółów. Trójka świadków oraz ich bliscy trafili do pokoju przesłuchań i wtedy nastąpił chaos.
Najpierw trajkotała Natalia, a potem Iwona. Konrad wysnuł teorię o zemście, na kim i w jakim celu, nie potrafił wyjaśnić. Zwrócił też uwagę, że ciotka i bratanica są do siebie bardzo podobne, jeśli chodzi o słowotok występujący w stresowych sytuacjach. Zosia nie mówiła nic. Piotr łapał się za głowę, a Alicja rozważała przejęcie artykułów piśmienniczych na swoją stronę biurka dopóki funkcjonariusz Karaś przebywał na plebanii.
Jedyną dobrą rzeczą była możliwość odrzucenia wersji księdza o tym, iż strach na wróble atakuje ludzi przebywających na dawnych ziemiach Złowrogiego. Śmierć Modesta na działce wyłamała się ze wzoru i ostatecznie potwierdziła nieprawdziwość teorii. Alicja z żalem spojrzała na ukochane biurko pod oknem. Przehandlowała je za hipotezę, która dziś okazała się bzdurą.
- Ta sprawa jest bezsensu - stwierdził chłodno Konrad.
- Dlaczego tak uważasz?
- Bo żaden trop nie łączy się z pozostałymi - fuknął poirytowany. - przypadkowe morderstwa, ataki na obóz, cytat z Biblii. A podejrzani? Wszyscy i nikt!
Zapadła cisza.
- Czego szukaliście u Modesta? - zabrała głos Iwona.
Piotr i Natalia spojrzeli po sobie. Policjant nie miał zamiaru tłumaczyć się ze swoich działań, a na samą myśl o powtórce rozmowy jaką odbył z Natalią przed domem wujka cierpła mu skóra.
- No... - ponaglił delikatnie Konrad.
Niespodziewanie sekret uratowała Zosia.
- To wszystko wasza wina! - ryknęła rozgoryczona.
- Jak to moja? - obruszyła się Natalia.
- Idiotka! Mówiłam, żebyśmy wzięły ze sobą jakąś broń! A ty nie lepszy - spojrzała na Czyża. - Kto cię uczył strzelać?! Trzy razy chybiłeś! Nie dziwota, że jakiś wariat morduje ludzi, jeśli każdy tutaj prezentuje koncertowy poziom nieudolności!
Temat spotkania z Modestem nieświadomie zszedł na dalszy plan na rzecz nieudolności. Trudno było powiedzieć na ile świadomie Zosia odwiodła grupę od właściwego tematu. Rzekomy romans policjanta z pocztową nie obchodził jej. Irytował zaś fakt, że nie udało jej się dorwać Złowrogiego, a tylko dlatego fatygowała się z Natalią do Modesta.

***


W międzyczasie obóz Glonojadów żył własnym życiem. Jowita i Leszek oddelegowali młodych obozowiczów do domków A3 i B1 jako tych w najbliższym sąsiedztwie z chatką opiekunów, w której zamierzali czekać na jakiekolwiek wiadomości od Iwony. Po telefonie od Bielak, pani Pawlicka rzuciła wszystko, wsiadła w samochód i odjechała w pośpiechu. Ze strzępkami informacji przybył Adrian Korba. O sprawie wiedział tylko tyle, że chodziło o Zosię, a Konrad miał natychmiast stawić się na komisariacie w Staraszewie. Dominika zaparzyła herbatę, a następnie usiadła w oknie, spoglądając na sąsiedni domek.
- Dzisiaj nie zmrużę oka - powiedziała. - Co jak te wariat właśnie atakuje dzieciaki?
- Jest za cicho.
- Długo ich nie ma - mruknął Adrian. - Weź, spróbuj zadzwonić raz jeszcze - nakazał, szturchając Leszka.
- Co cię łączy z Artemem? - spytała nagle Dominika.
Jowita, aż podskoczyła na dźwięk jego imienia.
- My... jesteśmy przyjaciółmi.
- Nie chcę być złośliwy, ale mam wrażenie, że za tym wszystkim stoi właśnie Artem - zaopiniował Leszek, ukradkiem obserwując reakcję dziewczyny.
Reakcja była żadna.
- Za morderstwami? - wolał upewnić się Adrian.
W Staraszewie działo się wiele. Najważniejszym tematem były morderstwa, okazjonalnie wspominano włamanie na obóz Glonojadów, nieśmiało plotkowano o romansie komendanta i pocztowej, coraz mniej mówiono o kradzieży strachów na wróble z pola Korczaków.
Leszek przytaknął.
- To nie on.
I na potwierdzenie również żadne opowiedziała o zaginionej siostrze Artema. Historii jednak nikt nie potrafił potwierdzić.
- Mam szalony koncept - powiedziała rozweselona Dominika. - A co jeśli Daria jest naszym mordercą? Może na przykład, mści się za coś.
Adrian pokręcił głową.
- Za co? Zresztą to bezsens... Zniknęła kilka miesięcy temu i powróciła?
- Konrad przytoczyłby przykład Jasona Voorheesa - zaopiniował Leszek w obronie swojej dziewczyny.
Jowita zmarszczyła brwi.
- Chyba widziałam ten film - przyznała ostrożnie. - To tam, gdzie morduje chłopiec porzucony w lesie?
- To niekoniecznie głupia myśl - kontynuowała zupełnie poważnie Dominika. - Mogła potrzebować czasu na przygotowanie się do zbrodni.
Korba machnął ręką.
- Jowita, a pamiętasz broń jaką cię zaatakował? - wyrwało się Leszkowi.
- Widły, ale krótkie.
- Trzymał w ręku?
Pokiwała głową.
- A co się pytasz? - zainteresował się Adrian.
Matuszewicz wzruszył ramionami.
- Tak tylko pytam z ciekawości.

***


- Komendancie - zaczęła niepewnie Iwona po wyjściu z pokoju przesłuchań. - Mam do pana ogromną prośbę.
Piotr przystanął w drzwiach i intuicyjnie odczekał, aż Konrad, Zosia i Natalia oddalą się.
- Słucham.
- Jeśli coś mi się stanie... - głos kobiety złamał się.
- Nic pani się nie stanie - powiedział to odruchowo.
W rzeczywistości już dawno stracił panowanie nad czymkolwiek. Przekonywał się, że jest inaczej, że prowadzi śledztwo, a morderca już wkrótce przestanie komukolwiek zagrażać, ale nie miał pewności.
- Tego pan nie wie - mówiła jakby czytając w jego myślach. - Ten potwór już celował w obóz, a jeśli coś mi się przytrafi chciałabym, aby moja córka była bezpieczna. Niech pan mi obieca, że za wszelką cenę ochroni Jowitę.
Co mógł odpowiedzieć? Przytaknął bezmyślnie, a potem odprowadził ją do wzrokiem do samochodu.
- Gdzie jest Karaś? - spytała rozgniewana Alicja.
- Nie wiem, a na co ci on?
Bielak wzruszyła ramionami. Wtedy tchnęło ją pytanie, które miała mu zamiar zadać już dawno temu.
- Pamięta pan komendant Noc złowrogiego czynu?
Tym razem to on wzruszył ramionami.
- Miał pan wtedy dyżur na komisariacie - przypomniała pośpiesznie. - Potem zadzwonił pan po mnie od lekarza, że przywieźli młodą Pawlicką.
- Do rzeczy.
- Gdzie pan wtedy był?
Czyż jakby przebudzony z letargu spojrzał na Bielak.
- Jak to gdzie byłem? - warknął poirytowany. - Z Jowitą i tą dwójką dzieciaków w szpitalu!
Alicja poczuła się nieswojo. Nadal nie uzyskała odpowiedzi na swoje pytanie. Czuła, że nie chce i nie powinna drążyć dalej, ale pewna sytuacja, o której zdążyła zapomnieć powracała do niej ze wzmożoną siłą.
- Chodzi mi o to, gdzie pan był wcześniej - odparła i nie dając sobie przerwać kontynuowała. - Miał pan dyżur, a ja zapomniałam mojego notesiku z biurka, no wie pan... tego z Hello Kitty - chociaż teraz nie miała pewności, czy przypadkiem nie chodziło o notesik ze Snoopym - wróciłam, a pana nie było. Gdzie był pan podczas dokonania zbrodni?
Piotr spojrzał na nią litościwie.
- Z Grażynką - odparł bez zastanowienia. - Tak, teraz to już żadna tajemnica i tak wszystkie dzieciaki w okolicy wmawiają sobie, że miałem romans z ofiarą!
- Ja nie...
- Ty nie, ale inni tak. Jak chcesz to mnie aresztuj - odparł trywialnie. - Święty nie jestem, ale zabić jeszcze nikogo nie zabiłem.
Powiedziawszy to wrócił do gabinetu. Alicja jeszcze przez moment zastanawiała się nad jego słowami. Nie zabił nikogo, ale do cholery, co ma z tym wszystkim wspólnego pocztowa?

***


Budynek, w którym mieszkał miał cztery kondygnacje. Była to stara, przedwojenna kamienica o szarych ścianach, dużych oknach i drewnianych drzwiach, zimą wpuszczających chłód na klatkę schodową. Wtedy miasto nosiło inną nazwę. Jako dorosły człowiek był potem w tamtej okolicy może ze dwa razy, ale nigdy nawet nie pomyślał o tym, aby zobaczyć dom, w którym spędził najmłodsze lata. Ciemność przyszła, kiedy zniknął ojciec. Najpierw nieśmiało otoczyła budynek i jego mieszkańców, aby po śmierci babki ostatecznie pożreć pozostałych.
Wizytę u matki przekładał od kilku dni. Gdy ponownie zadzwoniła z prośbą o spotkanie nie mógł dłużej zwlekać, chociaż wątpił w jakiekolwiek rewelacje, w których posiadaniu rzekomo była. Późnym popołudniem przyjechał do domu pochłoniętego przez mrok. Na powrót czuł duszność i atakującą go zewsząd ciemność.
Gdy ojciec odszedł miał około trzynastu lat. Jeszcze go pamiętał w przeciwieństwie do Darii. Ona była malutka. Chyba tylko dzięki temu skrawkowi w pamięci nie pozwolił pożreć się ciemności. Inaczej było z ich matką. Zniknięcie męża przeżyła bardzo mocno, a jej serce z dnia nadzień zaczęło przybierać formę ohydnego kamienia o ostrych krawędziach i chropowatej powierzchni. Gorycz odepchnęła od niej Artema już na zawsze, zle to samo uczucie sprawiło, że Darię pokochała nad życie.
I dobrze. Mała dziewczynka potrzebuje matki, a ja jestem prawie dorosły - tłumaczył sobie.
Poza tym była jeszcze babcia. Mimo osiemdziesiątki energiczna kobieta z dnia na dzień przejęła rolę ojca i matki, a co najważniejsze przysposobiła Artema do dorosłego życia.
Skończył szkołę, poszedł do pracy, ale co najważniejsze opuścił ciemność spowijającą jego rodzinny dom.
Z siostrą nie miał najlepszego kontaktu, co można było tłumaczyć dzielącą ich różnicą wieku oraz tym, że Daria nadal mieszkała u matki. Spotykali się sporadycznie, aż do stycznia 2009 roku, kiedy to ich więź nabrała nowej, nigdy wcześniej nieznanej siły.
- A ty Artemka, pamiętasz tatę? - spytała któregoś razu.
- Słabo - odparł nie chcąc kontynuować rozmowy.
Nie lubił opowiadać o ojcu. Daria miała matkę, a on jedynie wspomnienie ojca, z którym nie chciał się dzielić z siostrą.
- Czy mama była inna zanim umarł tata?
- On nie umarł - pokręcił głową. - Zostawił nas.
Daria nie odezwała się, a Artem kontynuował:
- Dzieciom nie mówi się takich rzeczy, ale on zostawił matkę.
Oczywiście, wiedziała o jego odejściu, a także o tym, że już nigdy nie kontaktował się z rodziną. Chociaż, może pisał do Artema albo dzwonił do żony, ale ona nigdy im o tym nie mówiła. Może ciemność, która otaczała ich rodzinę nie pozwalała mu powrócić do domu? Wtedy w dziewczynie zakiełkowała pewna myśl. A co, gdyby odnalazła tego człowieka? Wkrótce poszukiwania ojca miały stać się jej obsesją, z której zwierzała się wyłącznie bratu.
Artem skończył trzydzieści cztery lata, gdy Daria opowiedziała mu o swoich planach na przyszłość.
- Wyjeżdżam na studia do Polski.
- Do Polski? - zdziwił się. - A co z Uniwersytetem Medycznym?
- W Katowicach też mogę studiować medycynę.
Brat zmarszczył brwi.
- Dlaczego akurat w Polsce?
Początkowo nie chciała odpowiedzieć, ale pod ciężarem jego wzroku wydusiła z siebie prawdziwy powód: - nasz tata jest w Polsce.
- I co? Chcesz go odszukać?
- Tak.
- Zwariowałaś! - rzucił niespokojny. - Ty nie znasz tego człowieka! Jak chcesz go szukać?! Bzdura jakaś!
- Wiem, że to szaleństwo, ale natrafiłam na ślad i...
- Jaki ślad?!
- Nie mogę tego wyjaśnić, ale to tak jakby ktoś mi wręczył kartkę z adresem - mówiła, nie przejmując się bratem. - Pojadę do Katowic i porozmawiam z nim osobiście.
Artem poczuł nieprzyjemne ukłucie w sercu. Do tej pory żył jedynie wspomnieniem ojca, ale było ono jego wspomnieniem, do którego Daria nie miała dostępu. Teraz jednak, bez względu na wszystko, siostra mogła poznać ich ojca, co oznaczało, że wspomnienie Artema już nigdy nie będzie tylko jego wspomnieniem.
- I co? Liczysz, że wróci z tobą na Ukrainę? - zabrzmiał okropnie złośliwie i pożałował, że nie ugryzł się w język.
- Nie... nie wiem... - zawahała się, naiwnie licząc na bajkowy zwrot akcji, w którym dobry król powraca i rozpędza ciemność wokół królowej. - Chcę tylko zapytać, dlaczego nas opuścił.
- A co na to matka?
- Mama popiera moje studia w Polsce.
- A o twoich poszukiwaniach ojca nie wie, co?
- Artemka - wyszeptała, łapiąc brata za rękę. - Pojadę tam bez względu na wszystko, ale... ale będę czuła się lepiej, jeśli będziesz mnie popierał.
Wzruszył ramionami. Nie potrafił szczerze powiedzieć, co o tym wszystkim myśli.
Po tej rozmowie Daria przestała odwiedzać brata w jego mieszkaniu. Raz, czy dwa minęli się gdzieś w mieście. Na kilka dni przed wylotem do Polski, Artem zadzwonił do siostry życząc udanej podróży. Od tej pory dziewczyna kontaktowała się wyłącznie z matką. Z początkiem roku 2010 kontakt ograniczył się do obowiązkowych telefonów i chłodnych informacji. Potem zabrakło nawet takich rozmów. Daria nie telefonowała, nie pisała. Przestała chodzić na zajęcia, a w końcu wykreślono ją z listy studentów. Po prostu zniknęła. Poszukiwania władz polskich i ukraińskich nie przyniosły żadnych efektów.

***


Natalia nie odwołała treningu. Na ten moment była już tak zdeterminowana i zawzięta, iż powstrzymać Glonojadki przed udziałem w turnieju gminnym mogłoby jedynie wymordowanie wszystkich zawodniczek. Leszek i Konrad z uwagą przypatrywali się treningowi dziewcząt z trybun, od czasu do czasu wymieniając uwagi na temat Adriana w roli trenera przeplatające się z opisem wczorajszych zdarzeń.
- I wtedy moja siostra powiedziała, że to ich wina.
- W sensie Natalii i policjanta? - dopytał ostrożnie Leszek.
Konrad pokiwał głową. Na komisariacie siedzieli do drugiej w nocy. Potem Iwona odwiozła ich na obóz i pozwoliła przenocować w domu opiekunów.
- Dobra, wiem, że nic nie wiem.
- To już jakiś początek,
- Ale kto zabija? -
Konrad zamyślił się, ale nie od razu odpowiedział.
- Jowita! - rozległo się.
Na trybuny jednym susem wskoczyła Paulina zajmując miejsce nad chłopakami.
- Wszystko zaczęło się właśnie od niej!
- No... nie wiem...
- Myślę, że to prędzej matka Jowity - stwierdził Konrad.
- Iwona? - zawołali równo z niedowierzaniem.
Konrad na chwilę zamilkł dając sobie czas na zebranie myśli, a im na przetrawienie kandydatury.
- Pomyślcie sami, chciała otworzyć ten cały ośrodek wypoczynkowy.
- Chciała i nie otworzy - dopowiedział Lech. - Utopiła kasę.
- Zgoda, ale co z ubezpieczeniem? - nie dawał za wygraną Konrad. - Pewności nie mam, ale całkiem możliwe, że ubezpieczyła obóz na wypadek czegoś takiego jak...
- Jak morderca? - Leszek nie krył sceptycyzmu.
Paulina milczała ostentacyjnie.
Wszyscy w Staraszewie wiedzieli o jej planach związanych z odbudową obozu i bez względu na sympatie i antypatie kibicowali kobiecie. Obóz Glonojadów miał ożywić miasteczko. Jednak teraz, ale w obecnej sytuacji, zamknięcie wydawało się jedynym rozsądnym działaniem. A odszkodowanie? Każdy człowiek liczy pieniądze. Paulina nie widziała w tym nic podejrzanego. Zresztą już postanowiła mordercą najpewniej jest Leszek albo Konrad. Zabije ich, a potem wszystko wróci do normy.
- Dlaczego akurat Jowita przeżyła spotkanie ze Złowrogim? - Konrad nie dawał za wygraną. - Bo jej córka była doskonałym świadkiem.
- Ale to jednak ciotka Natalii - Leszek nie był już taki pewny swego.
- Każdy wariat jest czyimś krewnym - rzuciła od niechcenia Paulina. - Wiedzieliście, że... - wyszeptała konspiracyjnie - ojciec Jowity jest jakimś tam pra pra wnukiem Floriana Złowrogiego?
"Jakimś tam" nie do końca przekonało Konrada. Leszek wahał się z racji odbytej rozmowy z Rafałem, w której ten wspomniał o szaleństwie dziedziczonym w genach.
- Modest mógł coś wiedzieć i dlatego zginął - powiedział mimowolnie Leszek, chociaż na myśli miał szalonego Rafała.
- Dlaczego akurat on?
- Bo morderca go zabił.
- I kilka osób przed nim.
- Przestańcie! - nakazała Paulina. - Szczerze, uważam, że zabijacie albo wy...
- My? - Konrad poczuł się wyraźnie dotknięty oskarżeniem.
- No, któreś z przyjezdnych - sprecyzowała - albo glonozjeb. Nie wiem, gdzie szukać dowodów na potwierdzenie moich podejrzeń, ale skoro mówisz, że wuj Modest coś wiedział to pójdziemy tam - zarządziła.
- Dopiero kręciła się u niego policja? - przypomniał Leszek. - Ktoś może uznać, że zacieramy ślady.
- Miejscowy wymiar sprawiedliwości reprezentują idioci - stwierdziła gorzko. - Nikt nic nie uzna.
- To prawda! - przytaknął Konrad mający w pamięci idiotyczne przesłuchanie prowadzone przez Bielak. - Poza tym - dodał z zadowoleniem - to żadne włamanie, a jedynie wizyta.
Paulina spojrzała na przedmówcę z uznaniem. W jednej chwili bardzo jej się spodobał.
- Niech wam będzie - dał za wygraną Leszek. - Paulina stoi na czatach, a my wyjdziemy.
- Nic z tego! Chcę brać czynny udział w poszukiwaniach!
Innego rozwiązania nie brała pod uwagę. Pójdą razem i odkryją tożsamość mordercy, a jeśli nie to przynajmniej spróbuje zabić chłopaków z Lipek.
Z końcem przerwy Paulina wróciła na boisko, gdzie od razu zaczęła wyzywać się z Natalią Kozłowską. Konrad i Leszek odprowadzili ją wzrokiem.
- Co myślisz? - spytał Leszek.
- Chyba mi się podoba - odparł. - Może nawet na równi z Olą.

***


Konrad obszedł dom Modesta. Włamanie, a właściwie wizyta w domu nieboszczyka nie mogła stanowić wielkiego wyzwania.
Działkę otaczał niewysoki druciany płotek, a idąc wzdłuż niego można było dotrzeć do miejsca, w którym stykał on się ze ścianą budynku.Okno na tamtej ścianie, jak mu się zdawało, łazienkowe, było nieznacznie uchylone. Wystarczyło wdrapać się na ogrodzenie i bezpośrednio przejść z niego do okna.
Banalne. Ciekawe, czy tak samo uważały Natalia i Zośka? Nie, one zostały zaskoczone. Konrad pomyślał o swoim samochodzie. Mógłby zaparkować po drugiej stronie ulicy i prowadzić stamtąd obserwacje. Misja szpiegowska wywołała w nim ekscytację, a zaraz po ogromny żal spowodowany brakiem auta.
W końcu wrócił do przyjaciół czekających przed bramą.
- I jak?
- Mogliśmy przyjechać moim samochodem - odparł niezadowolony zwiadowca.
- Od razu rzucilibyśmy się w oczy jakiemuś wścibskiemu sąsiadowi - stwierdził Leszek ostrożnie łapiąc za klamkę od furtki. - Zresztą nie o to pytałem.
- Pusto.
Paulina wspięła się na niewysokie ogrodzenie licząc, że dojrzy coś więcej na podwórku. Jednak nie zauważyła niczego poza szpargałami zdobiącymi przestrzeń i ścieżką prowadzącą do domu. Na myśl o tym, że spogląda na świeże miejsce morderstwa zrobiło jej się nieprzyjemnie.
- Jest bezpiecznie - odparł pocieszająco Konrad.
- Główne drzwi są otwarte - usłyszeli.
Z naprzeciwka nadszedł Artem.
- Co tu robisz? - zapytał mimowolnie Leszek.
- Konrad wspominał, że szukacie u Modesta jakichś dowodów.
Leszek momentalnie spiorunował kolegę wzrokiem. Brzęcki wzruszył ramionami jakby mówiąc: tak jakoś wyszło.
- Chcę wam pomóc - dodał zdecydowanie Artem.
Biła od niego determinacja. Musiał poznać prawdę, co przytrafiło się Darii. W głowie miał mroczny scenariusz, w którym dziewczyna spotkała się z ich ojcem, a ten w jakiś niezrozumiały sposób połączył jej los ze złowieszczym strachem na wróble. Zbyt wiele osób zginęło, aby mógł wierzyć, że Darii nie przytrafiło się nic złego.
- Moja siostra. Przyjechałem odnaleźć siostrę - rzucił i nie było już odwrotu.
Ponownie opowiedział o Darii kolejny raz przy tym omijając wątek poszukiwań ojca.

***


Dom wujka Modesta był o tyle niekłopotliwy, że składał się z czterech pomieszczeń; salonu oraz sypialni przedzielonych meblościanką, kuchni i niewielkiej łazienki. O ile podwórze tonęło w chaosie, tak wnętrze domu zachowywało pedantyczny porządek. Grupa rozpoczęła od salonu trącącego czymś w rodzaju biura. Konrad zaczął przeszukiwać biurko, zaś Paulina rząd trzech regałów nieznacznie odsuniętych od ściany, za którymi na upartego można było ukryć jakieś ważne dokumenty, jak zasugerował Brzęcki. Leszek i Artem ostrożnie zaczęli ściągać z meblościanki segregatory. Modest z pewnością należał do najbardziej pedantycznych osób jakie kiedykolwiek spotkali. Pierwszy segregator przeglądany przez Artema zawierał rachunki za prąd i wodę, niektóre liczyły ponad dziesięć lat.
- I ustaliłeś coś w sprawie siostry? - zagaił Leszek, pobieżnie przeglądając jakieś papiery.
- Nie wiele - odparł. - Zaczęła się ta cała sprawa ze Złowrogim, a ja nie miałem, gdzie szukać - odłożył segregator na miejsce i usiadł. - Nie wiedziałem gdzie szukać tego chłopaka Darii.
- Właściwie to nie wiadomo, czy ta jej koleżanka mówiła prawdę odnośnie chłopaka - zauważył Leszek.
- Jowita uważa, że jestem tu jedynym Ukraińcem.
- Tu ma rację - przyznała Paulina. - Miasto jest małe i raczej każda nowa osoba od razu rzuca się w oczy.
- Coraz bardziej podobają mi się te wakacje - stwierdził z odrazą Leszek odkładając na półkę kolejny segregator. - Prześladuje mnie morderca, a teraz włamałem się do nieboszczyka.
- Mam coś... - powiedział ostrożnie Konrad przechylając nieznacznie kosz na śmieci.
Wewnątrz znajdowało się mnóstwo pomiętych kartek papieru. Chłopak wyciągnął kilka i zaczął rozwijać je na biurku, a potem kłaść obok wcześniej odnalezionych notatek.
- Pisał listy?
Konrad ostrożnie sięgnął po jedną z kartek.
- "Lepiej skończ, bo to to źle się dla Ciebie skończy" - odłożył i przeczytał kolejną: - "Wiem, co robisz i kategorycznie żądam zaprzestania, bo inaczej..."
- Wujek szantażował mordercę? - wydusiła z siebie Paulina.
Teraz całą czwórka pochylała się nad notatkami szukając chociaż jednej bardziej precyzującej żądanie lub odbiorcę. Wszystkie były równie krótkie i idiotyczne.
Zaniepokojony Leszek wrócił do segregatorów. Z Artemem i Pauliną przejrzeli już ponad połowę i przerywać w tym momencie byłoby nierozsądne. Kolejne dwie pozycje katalogowe wydały się dużo ciekawsze. Pierwsza zawierała wycinki z miejscowej gazety podzielone na dwie podgrupy: artykuły o miasteczku ogólnie i odnoszące się w jakiś sposób do Modesta. Druga była czymś w rodzaju dziennika komentującego wydarzenia w Staraszewie. Modest pisał o żniwach i nowym traktorze Korczaków, według niego strasznej chale.
Artem uśmiechnął się na widok komentarza, gdyż miał nieprzyjemność zaglądania do silnika ów maszyny.
Na końcu wpisu był odnośnik do prasowej notatki o żniwach z poprzedniego sezonu, który Leszek odnalazł błyskawicznie. Chłopak przewertował dziennik i przeczytał pierwszy akapit nowej strony:
- "Krzychu chce zostać burmistrzem. Niepojęte, że człowiek bez silnego kręgosłupa moralnego ubiega się o tak poważne stanowisko!".
Na końcu znajdował się odnośnik do informacji o przegranej Wojtkowiaka w wyborach. Na jednej z ostatnich stron znajdował się wpis zachwalający urodę i charakter kuzyneczki Natalki, przypisu brak. Leszek podniósł fotografię wetkniętą pomiędzy strony.
Artem przyjrzał się młodej parze ze zdjęcia i na moment zaniemówił.
- Daria... Skąd?
Konrad i Paulina niczym wygłodniałe sępy rzucili się na fotografię.
- Dostał je ode mnie - powiedział najzwyklej w świecie Brzęcki. - Znalazłem je pod fotelem mojego samochodu - zaczął się tłumaczyć. - Myślałem, że to jacyś krewni Modesta i...
- Nigdy wcześniej jej nie widziałam - przyznała Paulina, gdy wreszcie dostała się do zdjęcia - ale ten chłopak z nią to Mikołaj.
- Chwila... - przerwał Leszek. - Mikołaj? Chłopak Jowity? Ten, który został zabity przez Złowrogiego?
- Żaden chłopak - zaznaczyła Paulina. - Zaprosił glonozjeba na dyskotekę, ale z obowiązku. Co do reszty, zgadza się.
Leszek milczał. Złowrogi, szantaż Modesta, zaginiona dziewczyna, zamordowany nastolatek, samochód. Wszystko nagle z nieokiełznaną siłą zaczęło wirować pomiędzy szalonymi teoriami. Matuszewicz przycisnął do piersi segregator z artykułami.
Nagle spiorunował uch dźwięk otwierających się drzwi domu. Kimkolwiek była ta osoba należało schować się.
Konrad pociągnął za sobą Paulinę w kierunku regałów pod ścianą. Dziewczyna niemal kopnęła opartą o mebel deskę, aby w ostatniej chwili ostrożnie odsunąć przedmiot. Konrad ruszył za nią. Szpara pomiędzy ścianą, a regałem stała się ich punktem obserwacyjnym na fragment drzwi i część biurka.
- Jezu, tam zostały te kartki - wymamrotała Paulina.
Leszek stanął za drzwiami do pokoju cały czas ściskając kurczowo segregator, zaś Artem przeszedł za grubą, zieloną kotarę. Gdyby tamten zorientował się, że ktoś za nią stoi mógłby wyskoczyć oknem.
Wtedy do gabinetu wszedł wysoki mężczyzna. Pomieszczenie wypełnił zapach krwi, potu i słomy.
Leszek nieznacznie pchnął drzwi, aby móc lepiej przyjrzeć się postaci. Wtedy pożałował swojej akcji. Plecami do niego stał Złowrogi. Wystarczyło, że obróciłby się, a stanęliby ze sobą twarzą w twarz.
Morderca podszedł do biurka mrucząc coś pod nosem. Zachłannie zebrał wszystkie anonimy umieszczając je w kieszeni. Matuszewicz złapał za klamkę próbując przyciągnąć drzwi możliwie jak najbliżej siebie.
No to jestem ugotowany - pomyślał Leszek. - Zobaczy mnie jak nic.
Wtedy Artem z pełną premedytacją uchylił okno. Rama okienna uderzyła o ścianę, a do pokoju dostał się powiew świeżego powietrza. Złowrogi momentalnie rzucił się do okna przez które wyskoczył Artem. Leszek wykorzystał szansę na przejście za regał.
Zapadła cisza. Cała trójka jeszcze przez moment siedziała w ukryciu. Pierwszy poruszył się Konrad.
- Poszedł?
- Nie ma go - ogłosił zasapany głos Artema.
Paulina, Leszek i Konrad zaczęli bardzo powoli wychodzić z kryjówki. Mechanik zaglądał do pomieszczenia przez okno, którym chwilę wcześniej wyskoczył.
- Gonił cię?
- Tylko do furtki.
- Dzięki - powiedział z uznaniem Leszek.
Po chwili dotarło do niego, że Złowrogi zabrał o wiele ważniejsze od segregatora rzeczy: anonimy oraz fotografię.
- Co teraz? Idziemy na policję? - spytał Konrad, chociaż znał odpowiedź. - Mogliby zacząć szukać twojej siostry.
- Zabrał zdjęcie - rzucił Leszek. - Anonimy i.... - dziennik z uwagami Modesta również zniknął.
W jednej chwili poczuł ogromną frustrację. Dokonali ważnego odkrycia, a Złowrogi przyszedł i wydarł im znalezisko z rąk. Nie mieli niczego poza niepopartymi niczym tropami.
- Policja zrobi jeszcze większy syf niż my - odparł ponuro. - Zamiast przeszukać dom zostawili wszystko nietknięte, aby Złowrogi mógł sobie po prostu wrócić i zabrać co tam tu było potrzebne - głos Matuszewicza nabierał złości. - Zastanawiam się, czy Czyż i Bielak w ogóle chcą rozwiązać sprawę?!
- Ma rację - zgodził się Artem.
- Czyli lipa - mruknęła Paulina. - Wracam do domu, a wyróbcie co chcecie.
Konrad spojrzał w niebo. Popołudniowe słońce znikało za groźnymi chmurami.
- Pogoda slaszeryczna - mruknął.
- Jaka? - nie zrozumiał Artem.
- Znaczy... deszczowa - wyjaśnił. - W slasherach to idealna pora na atak mordercy. Lepiej wracajmy...

***


Tego dnia Artem odwiedził matkę. Kobieta siedziała w fotelu pod oknem i piła poobiednią herbatę. Mężczyzna usiadł w drugim fotelu i chwilę spoglądał przez okno. Ulica była pusta.
- Skontaktowała się ze mną koleżanka Darii - powiedziała, odstawiając kubek na parapet.
Artem zmarszczył brwi pytająco.
- Musisz jechać do Polski.
- Znaleźli ją?
- Nie.
- W takim razie po co?
- Daj mi wytłumaczyć - matka mówiła ze spokojem. - Ta jej koleżanka wygadała się o Darii. Nie chciała robić sobie i Darii kłopotów, bo ta ją prosiła o milczenie. Chodzi o to, że Daria poznała jakiegoś chłopca - kobieta ciężko podniosła się z fotela i przeszła do komody, na której leżał otwarty list.
Podała kopertę synowi. List od koleżanki zajmował niecałą stronę. Czcionka była prosta i staranna, ale sprawia nieco kłopotów Artemowi.
- Tu wszystko wyjaśniła - dodała matka ponownie siadając na fotelu.
Artem przeczytał pierwszy akapit. Były tam przeprosiny, ogólne wyrażenie niepokoju o przyjaciółkę, prośba ze strony Darii, aby nikomu nie zdradzała miejsca swojego pobytu oraz to, że zamieszka z chłopakiem w jego rodzinnej miejscowości, kochają się i nikt nie powinien wtrącać się do ich życia. Nikt i nigdy.
- Staraz... Stara... sze... wo... Staraszewo - odczytał.
Artem przypomniał sobie ostatnią rozmowę z siostrą na kilka dni przed wyjazdem. Życzył jej miłej podróży, a ona poprosiła, aby za żadne skarby świata nie zdradzał jej prawdziwych powodów. Nikomu i nigdy. Zgodził się zaskoczony, ale nie kwestionował ostatnich słów siostry. Obietnicy zamierzał dotrzymać. Teraz, gdy jednak znikąd pojawił się chłopak, a wraz z nim rzekoma miłość, Darię pochłonęła ciemność.
- Sama pojechałabym, ale zdrowie mi nie pozwala - wzięła do drżącej ręki kubek. - Jedź do tej miejscowości i odszukaj siostrę - nakazała, a potem jakby łagodniej dodała: - ty znasz język. Poradzisz sobie. Przywieź moją córkę z powrotem. Proszę.

***


Noc złowrogiego czynu

Wybudzony z niespokojnego snu Artem rozejrzał się dookoła. Siedział w busiku. Przez krótką chwilę wydawało mu się, że wszystko, co do tej pory go spotkało było koszmarem, ale nie... Siedział w busiku, a nad nim stał tęgi kierowca.
- Kolego, ostatni przystanek.
Artem wyjrzał przez okno. Była noc. Żółty księżyc zwisał na czarnym niebie. Bus stał zaparkowany obok wysepki, na której znajdowała się jedynie ceglana zabudowa rozświetlana mdłym światłem lampy. Kilka metrów od niej szosa krzyżowała się z główną ulicą prowadzącą wzdłuż pól, a dalej lasów.
Jeśli istnieje koniec świata to właśnie do niego dotarłem - pomyślał, wysiadając.
- Staraszewo - rzucił hasło w stronę kierowcy.
- Przespałeś przystanek - odparł kierowca.
- Jak dojadę?
- Powrotnym. Za pięć godzin - pokazał na palcach.
Zupełnie niepotrzebnie, bo Artem zrozumiał każde słowo.
- Daleko?
Kierowca wskazał szosę wchodzącą w las.
- Jesteśmy właściwie na obrzeżach Staraszewa - powiedział pokrzepiająco.
Do miasta kursowały dwie linie; jedna przejeżdżała przez centrum, a druga, pechowo Artem skorzystał właśnie z niej, zatrzymywała się wyłącznie na granicy z miastem, a potem wycofywała do pobliskiej Górki.
Podziękował za informację i ruszył przed siebie.
Jak teraz potrąci mnie samochód to będę miał za swoje - pomyślał, idąc poboczem. - Chociaż lepsze to od dzikiego zwierzęcia.
Wtedy szosę rozświetliły dwa reflektory. Z naprzeciwka nadjechała Kia. Na widok kierowcy samochód zwolnił, a ostatecznie stanął na kilka metrów przed pieszym. Gdy Artem podszedł kierowca Kii uchylił okno.
- Dokąd pan idzie o tej porze? - pytanie z pewnością nie było przyjacielskie.
- Do Staraszewa.
- Nie jest pan stąd, co? - kierowca poświecił mu w oczy. - Proszę przygotować jakiś dokument.
Dopiero wtedy Artem zorientował się, że ma do czynienia z policjantem w nieoznakowanym radiowozie. Nerwowo zaczął przetrząsać torbę w poszukiwaniu portfela z wizą.
- Mamy zgłoszenie - rozbrzmiało z wnętrza auta. - Morderstwo i próba morderstwa. Dziewczyna, która przeżyła jest właśnie w szpitalu w Staraszewie.
Informacja spiorunowała Czyża, ale mimo to zachował pozorny spokój.
- Już tam jadę - odparł do radia.
Policjant okazał jeszcze sekundę zawahania.
- Lepiej, żebym pana nie spotkał ponownie - zapowiedział, ruszając.
Szosa wyprowadziła Artema z lasu. Już świtało, gdy przechodził obok zaniedbanego podwórza Korczaków. Jak miał szukać Darii? Od czego zacząć? Pukać od drzwi do drzwi? Idiotyzm. Może, gdyby zatrudnił się u jakiegoś gospodarza? Miałby na utrzymanie i mógłby poznać ludzi.
Drzwi otworzyła mu Barbara Korczak.
- Słucham.
- Szukam roboty.

***


Pechowe popołudnie musiało nastrojem wpasować się w kulejące szczęście Iwony Pawlickiej. Piątek trzynastego stał się bowiem pierwszym deszczowym dniem tego lata, a zarazem początkiem kolonii na obozie. Rzęsistej ulewie towarzyszył chłodny wiatr, a całość kontrastowała z popołudniową szarugą. Nie było mowy o zabawie lub chociażby spacerze. Dzieciaki wraz z Natalią i Dominiką oglądały jakiś program telewizyjny. Jowita z kolei poszła do kuchni zrobić prowizoryczną obiadokolację. Talentu kucharskiego nie posiadała, ale czy był on potrzebny do zrobienia kilku kanapek?
Wtedy rozległo się agresywne łomotanie. Dziewczyna złapała przedmiot znajdujący się pod ręką - była to chochla - podeszła do drzwi i ostrożnie ściągnęła zasuwkę. Wtedy nastąpiły dwa cudy. Pierwszy, że Jowita nie krzyknęła na widok postaci w szarej kurtce z kapturem, a drugi, że nie zdzieliła jej chochlą w łeb.
- Biała Kasia?
- Tak! - odparła wpychając się niemal siłą do środka. - Leje jak z cebra!
Pawlicka zgodziła się odnośnie pogody. Nie miała jednak sprecyzowanego zdania na temat długiego, rzeźnickiego noża, z którym przyszła koleżanka.
- Po co przyszłaś? - zapytała delikatnie cały czas spoglądając na ściskany przez Kasię nóż.
- Chciałam pogadać.
- Zdejmij kurtkę, usiądź, a ja od razu zaniosę ten nóż do kuchni i przy okazji zrobię herbatę.
Kasia nie spełniła żadnej z tych próśb. Szybkim krokiem podeszła do drzwi odcinając Jowicie jedyną drogę ucieczki.
- Długo zastanawiałam się, pod jaką, kurwa, szczęśliwą gwiazdą musiałaś się urodzić? - rzuciła. - Pochodzisz z bogatej rodziny. Zostajesz kapitanem Glonojadek. Uciekasz Złowrogiemu i wszyscy o tobie mówią - wyliczyła sfrustrowana. - Dlaczego ja nie mogłam być kapitanem?
- Bo jesteś libero.
- I co z tego?!
- Takie są zasady... Nie moja wina... - zaczęła tłumaczyć się. Mocno zdenerwowana byłaby gotowa oddać białej Kasi pałeczkę kapitana, gdyby nie regulamin.
- Sram na takie zasady! - powiedziała, mierząc do Jowity nożem. - Wiem, że ty i twoja matka jesteście morderczyniami! Pora zginąć!
Napastniczka ruszyła kuc galopem w stronę przerażonej Jowity. Wtedy nastąpił trzeci cud. Do chatki wbiegł strach na wróble. Jednym zdecydowanym ruchem odebrał życie wściekłej napastniczce. Pawlicka nie wiedziała, czy ma mu dziękować za ratunek, czy zwyzywać za morderstwo kolejnej Glonojadki.Sprawę rozwiązał Złowrogi rzucając się na nią.
Pawlicka uciekła do kuchni, a stamtąd z powrotem do drzwi wyjściowych. Ucieczka na zewnątrz była znacznie trudniejsza niż wewnątrz domu. Biegła prawie po omacku z trudem utrzymując równowagę na śliskiej i błotnistej ścieżce.
Ostatkiem sił dotarła do domku C2. Poślizgnąwszy się w progu weszła za próg zatrzaskując za sobą drzwi. Opiekunki oraz dzieci dotychczas tępo oglądające film ożywiły się.
- Co ci się stało? - zawołała przerażona matka.
- Zło... Złowrogi! - zawołała, usiłując złapać oddech.
- Czy to krew? - spytała Dominika, wybierając numer na policję.
Dopiero przy świetle lampy Jowita mogła spojrzeć na siebie. Bluzka była rozdarta, a dumny napis "dajonolg" zakrywało błoto i odpryski krwi. Kolana miała posiniaczone, prawdopodobnie, od upadku, którego teraz nie potrafiła sobie przypomnieć.
Zresztą nie było na to czasu. Poczuła potrzebę zabicia tego gnoja choćby chochlą, którą z jakiegoś powodu nadal dzierżyła w dłoni. Mogła go dobić jak w filmiku o zabijaniu łyżką - pomyślała.
- Policja zaraz przyjedzie - oznajmiła Rychlewska.
Wtem dobiegło ich delikatne skrobanie, które przerodziło się w koszmarny łomot. Złowrogi wyważył drzwi. Iwona i Jowita odruchowo odskoczyły, ale strach na wróble zdążył złapać dziewczynę za włosy. Dominika rzuciła w napastnika tym co akurat miała w ręku, nieszczęśliwie był to telefon. Jowita wyszarpnęła się, a matka zaatakowała. Morderca wbił widły w brzuch kobiety. Iwona bezwładnie osunęła się na ziemię.
Dzieci spoglądały na Złowrogiego z bezmyślnym strachem. Dominika i Natalia usiłowały zatamować krwawienie. Jowita na przemian krzyczała i płakała nad ciałem matki. Jedynie śmieszki Adaś i Franek wymieniały się poglądami.
- Co teraz? - spytał Adaś niedoświadczony w byciu slasherową ofiarą.
- Jesteśmy martwym mięsem - odparł beznadziejnie Franek.
Złowrogi wycofał się. Było psychopatycznym mordercą, ale nie świnią do tego stopnia, żeby mordować nieletnich. Postanowił dać im jeszcze z pięć, osiem lat, aż staną się głośnymi i głupimi nastolatkami. Wtedy pomorduje, a póki co wystarczą mu trupy białej i Pawlickiej.

***


Mimo ulewy policja, świadkowie oraz gapie stali na zewnątrz tłocząc się przy dwóch radiowozach i karetce.
- Mówiłem ci, że jeśli raz jeszcze cię zobaczę w mieście... - wrzeszczał czerwony na pysku Piotr Czyż. - Alicja! Zabierz go na przesłuchanie!
Bielak zaprosiła Artema Dotsenko do radiowozu nie szczędząc mu po drodze krytycznych opinii na temat okrutnego zmniejszenia populacji miasteczka. Mechanik nie protestował. Miał zamiar opowiedzieć o wszystkim; Darii, Mikołaju, mordercy i spinającym wszystko klamrą samochodzie. Żałował tylko, że nie zdążył porozmawiać z Jowitą. Miał nieoczywiste przeczucie, że widzą się po raz ostatni. W dalszej kolejności komendant podszedł do dzieciaków z Lipek.
- Artem był z nami... - tłumaczył Konrad.
Piotr przerwał mu gestem ręki.
- A kto powiedział, że wy jesteście wiarygodni? - nikt nie odpowiedział, a on mówił dalej, tym razem bezpośrednio do Leszka i Dominiki: - wy nie macie już czego tutaj szukać. Na jutro zorganizujemy autokar dla dzieci i was - po czym rzucił nieprzyjemne spojrzenie na Natalię. - Ty też możesz się zabrać.
- Nie zostawię kuzynki!- zaprotestowała.
- O Jowitę nie musisz się martwić - uciął. - Obiecałem Iwonie, że zajmę się nią. Jeszcze dzisiaj wywiozę Jowitę ze Staraszewa.

***


W przeciągu godziny Jowita była spakowana. Pożegnała kuzynkę oraz przyjaciół i wraz z Piotrem Czyżem pojechała do nieokreślonej kryjówki. Zdawało się, że początkowo jeżdżą w kółko mijając ulice Szkolną, Wiertniczą, Jeziorną, a potem znowu Szkolną. W końcu skręcili na Kolejową, a dalej przecięli tory. W oddali malował się niewyraźny kontur starego młyna. Był niczym ciemna góra wznosząca się nad szarą polaną. Od tej pory jechali bardzo wolno uważając na każdy wybój. Policjant zdobył się na minimum empatii dla dziewczyny i podał jej termos z herbatą. Zaproponował także herbatniki chomikowane w szufladce przez Bielak.
- Mogę cię o coś zapytać? - zagaił przyjacielsko policjant. - Dlaczego tamtego dnia pojechałaś z Mikołajem?
Nie miała ochoty odpowiadać. Mdliło ją.
- Zaprosił mnie.
- I pomyśleć, że tyle zachodu przez jedną ciebie - westchnął dziwnie spokojny. - Najważniejsze, że będziesz jego ostatnią ofiarą.
- Co było w tej herbacie?
Z pewnością nie dosłyszała odpowiedzi. Wszystko wirowało w zawrotnym tempie. Spała.
Radiowóz zatrzymał się przed zniszczałym budynkiem. Z wnętrza młynu wyszedł strach na wróble.
- Co tak długo?
- Sporo roboty miałem z tą obozową rzeźnią - wyjaśnił, wysiadając z samochodu. - Lepiej pomóż wnieść ją do środka. Mam nadzieję, że ona już naprawdę jest ostatnią ofiarą.
Złowrogi nie odpowiedział.
______________________________
Notka na koniec:
Czy mam jakąś ulubioną postać? Trudno wybrać, bo 80-90% bohaterów została powołana do życia w oparciu o prawdziwych ludzi oraz, chociaż w mniejszym stopniu, o bohaterów filmowych. Dlatego ciężko mi faworyzować kolegów, znajomych, przyjaciół i członków rodziny. Nie wszyscy przeżyją Slasher, ale wszystkich kocham równie mocno. Bardzo polubiłem Jowitę i taką samą sympatią darzę pannę M. będącą jej wzorem. I może kłócimy się o bzdury to optymizm panny M. bardzo mi pomógł w tworzeniu Jowity. Lubię Artema, ale i S. chłopaka z Ukrainy, który użyczył charakteru tej postaci.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2557
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Slasher 3. Mordercze lato

Postautor: Vampircia » 23 paź 2019, 18:52

Piątek 13, letni obóz... nie mogłeś się powstrzymać, co ;-) Może zacznę od błędów, żeby nie było, że tylko słodzę.
Czcionka była prosta i staranna, ale sprawia nieco kłopotów Artemowi.

Coś mi nie pasuje w tym zdaniu. Albo literówka, albo pomieszanie czasów.
Złowrogi wycofał się. Było psychopatycznym mordercą, ale nie świnią do tego stopnia, żeby mordować nieletnich.

Literówka w "było". A tak poza tym, to jest dobry przykład skakania po punktach widzenia, które mi trochę przeszkadza. Wcześniej pisałeś z punktu widzenia Jowity, teraz nagle mówisz o odczuciach mordercy. Myślę, że byłoby w tym wszystkim dużo więcej emocji, gdybyś trzymał się jednego punktu widzenia. Wtedy czytelnikowi łatwiej zrozumieć, co czuje dana postać. Ogólnie przydałyby się nieco bardziej rozbudowane opisy emocji bohaterów, bo jednak piszesz o drastycznych wydarzeniach. Ale też rozumiem, że nie jest to coś, co można od tak wypracować, bo ja też mam z tym problemy. Ale tak poza tym rozdział trzyma w napięciu i uważam go za jeden z lepszych. Też lubię Jowitę i Artema.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 548
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher 3. Mordercze lato

Postautor: Skorpion » 30 lis 2019, 18:36

Rozdział 8
Obóz podszyty strachem


- W porządku - zawołał funkcjonariusz Damian Karaś wpadając do pokoju przesłuchań, w którym siedzieli Alicja i Artem. - Który z nas będzie złym gliną?
- Żaden - odparła posępnie Bielak.
- Któryś musi.
- Teraz? - spytała wściekła. - Przesłuchuję go od kilku godzin, a ty... - zacięła się. - Po co w ogóle pytasz o takie rzeczy przy nim?
Święcie przekonany o tym, że Artem nie rozumie ani słowa po polsku ksiądz usiadł z obrażoną miną w kącie pokoju i chwilowo ani myślał zabierać głosu.
- Raz jeszcze... - westchnęła Bielak. - Gdzie byłeś w nocy z drugiego na trzeci lipca?
- To była noc złowrogiego czynu - uzupełnił Karaś.
- Przyjechałem do miasta.
- Ktoś może to potwierdzić?
Artem spojrzał w brzydki stół ze sklejki i wzruszył ramionami. Z tamtej nocy zapamiętał kierowcę busiku oraz policjanta. Nad ranem dotarł na farmę Korczaków, ale nie chciał robić problemów Barbarze. Była dla niego dobra, a więc mógł się odwdzięczyć i nie mieszać jej w sprawę bez konieczności.
- Wasz komendant.
- Ach, tak, a ja ci powiem jak było w rzeczywistości - przerwał mu Damian gotowy do odegrania roli złego gliny. - Tamtej nocy przypadkiem nakryłeś Pawlicką i Gorazdę na robieniu zbereźnych rzeczy i wtedy postanowiłeś ich zabić.
Artem głośno westchnął, rozkładając ręce.
- Z czoho wy zbyrajestesja mene obwynuwatyty?
Karaś przygotowany do kolejnej kwestii zamarł z otwartymi ustami. Ostrożnie spojrzał na przyglądającą mu się Bielak.
- Ukraiński?
- Kończyłeś tyle kursów - zaczęła ostrożnie policjantka. - Powiedz, że uczyłeś się także ukraińskiego.
- Jakoś... Jakoś tego nie miałem okazji - przyznał niechętnie.
Do tej pory Artem chętnie współpracował. Opowiedział o przyjeździe do Polski, dał na miary na koleżankę siostry, matkę, a także wyjaśnił, gdzie był kilka godzin wcześniej, gdy na obozie dochodziło do kolejnego ataku Złowrogiego. Liczył, że wykazując chęć pomocy organom władzy sam czegoś się dowie, a może odkryją nawet gdzie jest Daria? Jednak przede wszystkim chciał dowiedzieć się, dokad policjant zabrał Jowitę. Nawet nie wyobrażał sobie, co musiała czuć w tej chwili dziewczyna. Chciał do niej popędzić, objąć ją i powiedzieć, że jest najważniejsza na całym świecie. A niech go skażą, ba, przyzna się do czego tam chcą. Niech tylko Jowita będzie bezpieczna. Teraz jednak stracił resztkę nadziei na szczęśliwe zakończenie. Dla policji był głównym podejrzanym. W najlepszym przypadku czekały go kolejne godziny przesłuchań, może adwokat, może ambasada. Już sam nie wiedział. W jakimś nieuzasadnionym akcie bezradności postanowił nie odpowiadać na kolejne pytania.
- Ja ne budu widpowidaty na żodni pytannja.
Do pomieszczenia wpadł komendant Czyż. Artem energicznie poderwał się z miejsca, ale na znak Alicji bezwładnie opadł na siedzenie.
- Gdzie jest Jowita? - spytał Artem.
Piotr nie odpowiedział od razu. Przymknął drzwi pokoju i zrobił ostrożny krok w stronę Artema.
- W bezpiecznym miejscu - rzucił - ale to bez znaczenia.
Jego tembr głosu, mimika twarzy, każdy wyważony ruch sprawiały, iż Karaś zazdrościł mu doświadczenia w odgrywaniu złego gliny.
- Powiem ci jak będzie dalej - nie przerywał, stając za plecami Artema. - Ciebie też wywiozę. Prosto do Katowic. Wsiądziesz w pociąg i już nigdy więcej o tobie nie usłyszymy, wy ponimajcie?
Dotsenko chciał zaprotestować, ale zdał sobie sprawę z tego, że znajduje się na przegranej pozycji.
- Nie chce komendant - wtrąciła Bielak.- Chcę żeby on zniknął ze Staraszewa. Chyba, że przyznał się do zabójstwa Iwony i tej małej - w nerwach zapomniał nazwiska Białej.
- Mamy świadków, z którymi spędził popołudnie i...
- Nie obchodzą mnie zeznania gówniarzy z obozu! Jutro... Właściwie to już dziś - spojrzał na zegarek. - Ma ich tutaj nie być.
Na więcej opieszałości miejsca nie było. Piotr zaciągnął Artema do radiowozu, a potem z piskiem opon odjechał sprzed komendy. Alicja i Damian odprowadzili ich wzrokiem.
- Wiesz co jest najśmieszniejsze? - spytał po chwili milczenia Karaś. - Uważam, że dzisiejsze działania nie zakończą krwawych żniw.
Mogła jedynie zgodzić się z nim w pełni.

***


Autokar przyjechał kilka minut po trzynastej. Opiekun wręczył Dominice jak uprzednio jakiś świstek do podpisania. Zorganizował przed busem szybką zbiórkę, policzył dzieciaki przed wejściem do busa, a potem drugi raz, gdy już wszystkie zajmowały swoje miejsca. W szczegóły morderczego lata opiekun nie miał zamiaru się zagłębiać. Możliwe, że przełożeni nawet nie poinformowali go o przyczynach skrócenia kolonii.
W każdym razie Rychlewska poczuła ulgę, iż zdecydowali nie zabierać się autokarem z dzieciakami. Wspólnie z Natalią postanowili opuścić przeklęty obóz dzień później. Raz, Kozłowska miała sporo bagaży i prawdopodobnie będzie trzeba zabrać Pusię, a dwa, Leszek nie miał zamiaru porzucać tu samochodu.
Zbiórka trwała około półgodziny. Rychlewska odprowadziła wzrokiem autobus, a potem wróciła do domku. Leszek od rana ślęczał nad dokumentami Modesta i nawet wejście Dominiki nie oderwało go od zajęcia.
- No to dzieciaki odjechały - westchnęła, siadając przy stoliku obok swojego chłopaka.
- Ehe.
- Właściwie to odleciały.
- No...
- Opiekun przyleciał na miotle, a resztę wakacji spędzą w Hogwardzie.
- Gdzie? - nie dosłyszał ostatniego słowa.
Dominika uśmiechnęła się.
- Masz już coś?
- Tak sobie myślę... To głupie, ale co jeśli motywem Artema była zazdrość? - spytał, oczekując jakiejś reakcji. - Może jego i Darię łączyło jakieś większe uczucie. Może był cholernie zaborczym bratem i nie chciał, aby ona tu przyjeżdżała. Wpadł w szał, gdy okazało się, że jego młodsza siostra spotyka się z Mikołajem i zabił ich oboje.
- Fajna teoria - przyznała Rychlewska. - Tylko co to ma wspólnego z anonimami Modesta, cytatem z Biblii, pozostałymi ofiarami - mogła jeszcze długo wyliczać.
- A, dzwoniła Natalia - przypomniała sobie wstając od stolika. - Pytała się, kiedy przyjedziemy?
Leszek z niechęcią spojrzał na walizki i stertę pogniecionych ubrań.
Na prośbę Kozłowskiej ostatnią noc mieli spędzić wspólnie w domu Pawlickich. Natalia nie chciała zostawać sama w pustym domostwie, zaś Leszek i Dominika nawet nie starali się już ukrywać odrazy do obozowych domków.

***

Po południu - już w komplecie - Natalia, Dominika i Leszek wybrali się do osiedlowego sklepiku. W planach mięli zrobić większe zakupy przed jutrzejszą podróżą do domu. Początkowo chcieli zrobić sobie wycieczkę do Katowic, ale potem zgodnie stwierdzili, że lepiej nie oddalać się od Staraszewa na wypadek powrotu Jowity.
- Byłam na komendzie, ale niczego się nie dowiedziałam. Komendant wywiózł Jowitę za miasto, a ten jego zastępca Bielak nie wie lub nie chce powiedzieć dokąd - skończyła relację Kozłowska.
- Podobno Artema też zwolniono - zagadnęła Dominika.
- Jeśli okaże się, że ten Ukrainiec jest Złowrogim... - zrobiła pauzę - przysięgam! Jeśli mojej kuzynce chociaż włos z głowy spadnie to osobiście go zatłukę!
Początkowo trwała w przekonaniu, że nie będzie potrafiła dogadać się z Jowitą. Ona fashionistka i kuzynka glonofan. Zbliżyły ich do siebie siatkówka oraz morderstwa. Przez ułamek sekundy odczuwała wdzięczność do stracha na wróble za makabrę, którą wtarabanił do miasteczka.
Byłoby zabawnie, gdyby zbrodnie zaplanowała Jowita, aby zbliżyć się do niej - pomyślała i uśmiechnęła się w duchu.
Na parkingu przed sklepem parkował Renault Clio. Przed samochodem stała Korczakowa i paliła papierosa. Jej wzrok utknięty był w pustą szosę biegnącą w stronę miasteczka.
Leszek przypomniał sobie o kupnie zapalniczki. Mógł też poprosić o ogień Barbarę, a przy okazji zapytać o Artema. Nie zrobił tego. Mechanicznie skinął kobiecie głową na dzień dobry i za dziewczynami podszedł do drzwi sklepu, przed którym stał jej synuś.
- Ty! Pyza! - rozległo się.
Leszek, aż podskoczył. Ostatni raz ktoś nazwał go tak na obozie Glonojadów.
- Pamiętam cię - przyznał z satysfakcją Maciuś Korczak. - Byłeś na tamtych koloniach! Ty i dwójka innych bachorów - mówiąc to spoglądał na dziewczyny. - Pyza, Szczypior i Beksa - dokonał identyfikacji, co gorsza poprawnej. - Ale was nie znosiłem - zachichotał.
Pozostałym nie trzeba było tłumaczyć. Maciuś był na tych samych koloniach i wyraźnie nie przepadał za Pyzą... znaczy Leszkiem.
Dominika i Natalia w napięciu wyczekiwały dalszego rozwoju wypadków. Maciuś zakończył jednak na poprawnej identyfikacji Pyzy po czym ruszył do auta matki. Trwała konsternacja.
- Pyza... - wymamrotała Dominika.
- Tak, byłem dzieckiem większym gabarytowo.
Natalia potwierdziła.
Leszek mógł jedynie dziękować, że przezwisko nadane mu na koloniach w Staraszewie nie pociągnęło się za nim do Lipek, a skisło w obozowym zarodku.
- To o to chodziło? - zapytała dla pewności Rychlewska. - To dlatego tak nie lubisz obozu? Przez tego matoła?
Chłopak poczuł ogromne zażenowanie.
- Nie... Nie chodzi konkretnie o niego... - tłumaczył, czując, że zaraz zapadnie się pod ziemię. - Nie pamiętałem, że akurat on był na tym obozie, ale właśnie przez takich jak on było nam ciężko.
- Wam było ciężko? - zirytowała się Natalia. - Weź się w garść! Od przeszło roku moje życie jest terroryzowane przez wariatów ganiających z ostrymi przedmiotami i jakoś nikt mi nie współczuje!
- Wszyscy jesteśmy podenerwowani - przyznała Rychlewska.
- Wiem co uspokoi Leszka! Po południu pójdzie z Pusią na spacer! Niech się trochę zmęczy przed wyjazdem.

***


Leszek przeglądał artykuły uparcie doszukując się jakiegoś wiążącego ich w całość motywu. Kolejne strony oferowały coraz to bardziej kuriozalne, w odczuciu chłopaka, treści jak bal seniora, zagubiony strój zawodniczki Glonojadek, taniec emerytowanej nauczycielki z kimś tam na imprezie charytatywnej. Matuszewicz odczuwał coraz większe zmęczenie i rosnącą chęć rzucenia segregatora w kąt. Potem nadeszła złość i przypływ nowej energii.
Jak to możliwe, że to cholerne miasteczko i cały obóz Glonojadów stoją mu ością w gardle? Pyza! Coś podobnego! Znowu ma wyjechać stąd w poczuciu przegranej? W życiu nie! Był pewny, że nie chodziło o niego jako o niego. Jasne, ktoś włamał się do ich domku, może nawet to był Rafał, pełna zgoda, ale dlaczego Złowrogi usiłował go zabić. Czegoś szukał? Co mogło być, aż tak ważne?
- Złoto, biżuteria, narkotyki - wymamrotał, spoglądając na artykuł o kontrabandzie.
Czynność logicznego myślenia zainicjowała się samoistnie. Odpowiedź spadła na niego jak grom z jasnego nieba. Jak opętany rzucił się do telefonu. Próbując uspokoić drżącą rękę wybrał numer. Po trzech sygnałach odebrał brat.
- Cześć, Sławek. Mam sprawę.
I wtedy wszystko stało się jasne.

***


Początkowo Paulina Wojtkowiak planowała wymordować dzieciaki z Lipek w przekonaniu, że ma do czynienia ze zorganizowaną grupą morderców. Po wizycie u wuja Modesta straciła zapał, a część jej poczuła ogromną i co ważniejsze wzajemną sympatię do Konrada. Z chęcią słuchała wywodu Brzęckiego na temat skomplikowanych ról bohaterów slasherów z lat osiemdziesiątych.
- To mówisz - usiłowała zrozumieć koncepcję - że Jowita jest "final girl"?
- Jowita ma przetrwać do końca i stawić czoła mordercy.
Dziewczyna pokręciła głową z niedowierzaniem.
- To jakiś absurd. Skoro Złowrogi ustawia sobie plan i finałowa dziewczyna, czy glonozjeb nie jest przypadkowy to dlaczego na koniec podkłada się? Trzeba być idiotą.
- No, bo on... - zawahał się - nie ma świadomości, że przegra i...
- Chwila - znowu mu przerwała. - Nazywa mnie "mean girl", glonozjeba "final girl" i niby robi to nieświadomie? Nie ma rozumu, czy jak?
- Nie! - zaprzeczył. - To ja was w ten sposób określiłem dla ukazania schematu.
- Myślisz, że łatwo jest być "mean girl"? - obruszyła się. - Ktoś musi trzymać ten cały pierdolinik w ryzach. Myślisz, że cholerna Pawlicka dałaby sobie z tym radę?
Śliczna jest gdy tak się złości - pomyślał Konrad.
- Gdybym to ja była Złowrogim zabiłabym wtedy Jowitę, a nie Mikołaja.
- Ja tam cię lubię - wymamrotał i szybko zmienił temat rozmowy. - Naprawdę nie wiedziałaś, że ten cały Mikołaj spotykał się z siostrą Artema?
Wojtkowiak na moment stanęła.
- Wierz mi, że byłam w szoku. Niby mój dobry przyjaciel, a nie wiedziałam, że miał... dziewczynę? Paulinie trudno było określić stopień zażyłości pomiędzy Mikołajem, a Darią. Fotografia sugerowała pewną bliskość, ale co poza tym ich łączyło?
- Byłam przekonana, że znamy się bardzo dobrze, ale jak widać niewiele o nim wiedziałam - uśmiechnęła się melancholijnie. - Nadal nie rozumiem, dlaczego wtedy zabrał Jowitę na dyskotekę, a potem za miasto.
- Co masz na myśli?
- On jej nigdy nie lubił - rzuciła pośpiesznie. - Została nowym kapitanem, rozumiem, będzie musiał z nią współpracować, ale taka zmiana? Wcześniej wspólnie się z niej nabijaliśmy. Wierz mi lub nie, ale to on wymyślił "glonozjeba".
- Może robił to, bo przyjaźnił się z tobą i... - Konrad zdecydowanie lepiej radził sobie analizując postawę Pameli Voorhees niż pocieszając dziewczynę - w ten sposób popierał cię.
Resztę drogi nie mówili już nic. Chłopak odprowadził ją pod same drzwi domu.
- Ja też bardzo cię lubię - odpowiedziała.
I wtedy Konrad był pewien, że spotkał kolejną miłość swojego życia.

***


Od spaceru z Pusią można było dostać co najwyżej zadyszki. Chcąc utrzymać smycz Leszek musiał owinąć ją wokół prawego nadgarstka, czego potem miał żałować, zaś lewą uchwycił bliżej obroży. Pies sapał, z ogromną siłą, prąc do przodu. Chłopak nawet nie skupiał się na drodze, a na utrzymaniu bernardyna. W końcu minęli ogrody działkowe. Przed nimi otwierała się szeroka droga na łąkę. Dopiero tam Pusia zrobiła przystanek na obwąchiwanie kępy krzaków. W odległości kilkunastu metrów od nich stał dom Ernesta, a jeszcze dalej młyn.
- A więc to tutaj - powiedział do siebie Leszek.
Pusia zakwiliła, ale nie odstąpiła od nogi chłopaka nawet na krok. Jakby rozdarta między chęcią ruszenia dalej, a potrzebą postoju przy człowieku, szczeknęła nerwowo.
- O co chodzi? Czujesz coś?
Pusia szarpnęła do przodu. Matuszewicz postanowił zdać się na psa. Przeszli jeszcze kawałek i przystanęli w bezpiecznej odległości od obu budynków. W małym, brudnym oknie młyna tliło się światło. Wszystko wskazywało na to, że ktoś tam był. Pusia popiskiwała. Chłopak pociągnął ją za sobą w stronę domu Ernesta. Działka, podobnie jak młyn, była zaniedbana, ale nie sprawiała wrażenia opuszczonej.
Byłoby głupio wpaść teraz na Złowrogiego i dać się zabić - pomyślał.
Złe przeczucia wypełniły go na widok zaparkowanego za posesją samochodu Czyża. Kierowcy nie było widać.
Leszek zawahał się. To był ostatni moment na odwrót. Zdrowy rozsądek zagłuszyła nieracjonalna ciekawość.
Mimowolnie przywiązał smycz do lichego płoty nachodzącego na murek otaczający posesję.
- Zostań tu - wydał komendę Pusi.
Przeskoczywszy zrujnowane ogrodzenie zniknął w ciemnościach.

***


Wewnątrz domu dokonał mrożącego krew w żyłach odkrycia. Do wewnętrznej strony drzwi wejściowych przybity był trup. Leszek otworzył usta, ale opanował struny głosowe i nie wrzasnął. Uniósł drżącą rękę chcąc oświetlić telefonem twarz denata, a w tym wypadku denatki. To była Emilia Piekarz. Odruchowo zrobił krok w tył i wszedł na człowieka stojącego tuż za nim. W nerwach wydał z siebie zduszony krzyk.
- Aaaa...
- Nie krzycz, bo jeszcze nas usłyszy - wyszeptał Piotr Czyż. - Jak tu trafiłeś?
Matuszewicz zignorował pytanie. Teraz najważniejsze było zadzwonić na policję. W końcu znalazł zwłoki w zdaje się opuszczonym domu, a w dodatku w sprawę zamieszany był komendant. Należało zatelefonować po kogokolwiek.
Komendant sięgnął do kabury w możliwie najbardziej pokazowy sposób. To było jak ostrzeżenie. On nie zadzwoni do nikogo, a w zamian policjant nie zastrzeli go. Leszek spokojnie schował telefon do kieszeni.
- Gdzie jest Jowita?
- W młynie. Chodźmy do niej.
Chłopak okazał niewielkie zawahanie. Istniały dwa rozwiązania. Mógł zażądać kategorycznego zawezwania posiłków, lub grać głupka, który przypadkowo trafił w okolice młyna.
- To Artem Dotsenko - powiedział Czyż. - On jest Złowrogim - kontynuował. - Miałem odwieźć go na peron, ale zaatakował mnie i uciekł.
Dopiero teraz zwrócił uwagę na niechlujny wygląd policjanta zdradzający, że wcześniej lał się z kimś po mordzie.
- Rano wezwę Bielak, ale póki on gdzieś tam jest nikomu z nas nie wolno ruszać się z młyna, zrozumiano?
Przytaknął mechanicznie. Takiego wała, że nie spróbuje uciec i skontaktować się z Dominiką. Bez względu na to, czy policjant był związany ze Złowrogim, czy nie, miał na sumieniu czyny, do których ujawnienia nie chciał dopuścić.
Drogę do młyna przeszli w grobowej ciszy. Nastolatek miał setki pytań, ale przezornie gryzł się w język.
Przekraczając próg zauważył nadciągającego w ich stronę stracha na wróble. Potem zapadła ciemność.

***


Leszek ocknął się na przegniłej podłodze. Zdrowy rozsądek ustrzegł go przed gwałtownym ruchem. W tle słyszał dwa męskie głosy, z których jeden z pewnością należał do Czyża, drugiego nie potrafił zidentyfikować. Ostrożnie poruszył nogami. Były związane. Na całe szczęście ręce miał swobodne. Ze spokojem rozejrzał się po pokoju. Na środku znajdowało toporne urządzenie do mielenia zboża, a tuż obok krzesło, do którego przywiązali dziewczynę. Jej głowa bezwładnie opadała w dół, a włosy przykrywały twarz. Mimo to bez problemu rozpoznał w niej Jowitę.
Pod ścianą stała komoda rozświetlana przez lampę naftową. W jej bladym świetle widział sylwetki tych, którzy rozpętali mordercze lato.
- Jowita... Jowita... - wyszeptał w nadziei, że zbiry go nie usłyszą.
Dziewczyna uniosła głowę. Piotr wstał z miejsca i spokojnym krokiem podszedł do leżącego na ziemi chłopaka. - Długo oboje spaliście - zauważył.
Ukucnął nad Matuszewiczem i zdecydowanym szarpnięciem poprawił supeł na jego nogach. Złowrogi w dalszym ciągu nie zmieniał pozycji ostrząc ostrza przymocowane do ręki.
- Czego od nas chcecie? - zadała pytanie Jowita.
- Chodzi o kontrabandę, prawda? - odpowiedział pogardliwie Leszek. - Ty, Daria, Grażyna i Mikołaj zajmowaliście się szmuglerką przez granicę. Wyrąbałeś pozostałych z nowym wspólnikiem - spojrzał na stracha na wróble.
Nie miał zamiaru dłużej ukrywać swojej wiedzy. Pozostawało im grać na zwłokę.
- A więc jednak miałeś ten list - westchnął Piotr. - To już bez znaczenia - machnął ręką.
Złowrogi podszedł do Jowity. Z największą delikatnością pogładził dziewczynę po policzku po lewym policzku, zaś dłonią przysposobioną w broń, tak bardzo nasuwającą skojarzenie ze szponami Freda Kruegera przycisnął do jej ramienia. Nie chciał jej jeszcze zabijać. Najpierw musiała poznać prawdę.
Zaczął odpinać maskę. Szara, workowata twarz spadła na ziemię ujawniając tożsamość mordercy.
Dziewczyna usiadłaby z wrażenia, gdyby już nie siedziała.
- No co tak się gapisz? - spytał z rozbawieniem Złowrogi. - Wyglądasz jakbyś zobaczyła ducha.
Istotnie. Stał przed nią duch Mikołaja Gorazdy.
- Wtedy widziałaś tylko to, co chcieliśmy ci pokazać - Piotr udzielił pokrętnej odpowiedzi.
Jowita po raz kolejny wróciła pamięcią do nocy złowrogiego czynu. Widziała jak Mikołaj walczy z napastnikiem, potem uciekła. Nie widziała już jak ofiara wstaje, jej miejsce zajmują zmasakrowane zwłoki Ernesta, a w końcu jak Piotr zmienia kostium mordercy na mundur.
- Jako pierwsza ofiara Złowrogiego byłem poza wszelkimi podejrzeniami - wyjaśnił. - Mogłem zabijać kolejne osoby, a w razie jakichś obsuw Piotrek zawsze mógł sprowadzić śledztwo na manowce.
- Tylko po co? - odezwał się Leszek, który zdążył przemienić pozycję z leżącej na siedzącą.
- Dla odwrócenia uwagi - wyjaśnił Gorazda. - Grażynka chciała się wycofać, a więc należało ją wyeliminować z układu.
- Z tym, że to mała miejscowość i ktoś od razu powiązałby nas z jej śmiercią.
- Dlaczego akurat ja?
- Mówiłem prawdę - przyznał. - Uważam cię za wyjątkowo ważną i chciałem, abyś to ty stanęła na świeczniku. Studiując historię Staraszewa dowiedziałem się kilku ciekawostek. Twoim pradziadkiem był Florian Złowrogi, a moim chłopak, którego zamordował. Pomyśl o tym szalonym zwrocie akcji - mówił z fascynacją. - Potomek ofiary zabija wnuczkę mordercy.
- Prosty scenariusz trochę się pokomplikował - przyznał Czyż. - Rusek miał przyznać się do bycia Złowrogim w odwecie za śmierć siostry. Miał zamordować Pawlicką, a następnie miał zginąć z mojej ręki. Tym samym zostałbym bohaterem, a krwawe żniwa zostałyby ukrócone. Niestety chwilowo uciekł i potrzebujemy nowego planu.
- Darię też zabiliście?
- To był wypadek - przyznał Mikołaj. - Bo wiecie... Ja i ona spotykaliśmy się ze sobą. Daria nam pomagała, ale w pewnym momencie postanowiła odejść, gadała coś o ojcu, a ja nie mam cierpliwości do takich bredni i udusiłem ją.
Po tych słowach o pomieszczenia wpadł Artem. Wykorzystując kilka sekund przewagi nad zaskoczonymi mordercami powalił policjanta na ziemię. Mikołaj z rozbawieniem spoglądał na walczących i wszystko wskazywało na to, że nie ma zamiaru interweniować. Leszek rozpoczął rozwiązywanie sznura. Był już wolny, gdy wystrzeliła broń.
Czyż użył resztek sił, aby zepchnąć z siebie Artema. Mechanik zachwiał się i upadł na plecy tuż obok Jowity. Nie było więcej czasu. Matuszewicz zerwał się na równe nogi.
- Wrócę z pomocą - krzyknął do Jowity i popędził do drzwi.
Piotr usiłował wstać, ale nie mógł. Kurczowo ściskał brzuch, a spod rąk wyciekała krew.
- Do cholery! On ucieka! - wrzasnął przez zęby.
Mikołaj z najwyższym spokojem wymierzył wspólnikowi cios widłami. Ostre szpony przeszyły jego szyję na wylot. Policjant przestał ściskać ranę. Bezwładne ciało opadło na ziemię.
- Już cię nie potrzebuję - stwierdził Złowrogi i ruszył za uciekinierem.

***


Leszek wybiegł z młyna. Intuicyjnie uznał za dobry pomysł schować się i odczekać chwilę, niż biec prosto do samochodu Czyża. Spokojnym krokiem obszedł młyn klejąc się do ścian. Wtedy z mroku wyłonił się Mikołaj. Gdyby nie przeraźliwy krzyk prawdopodobnie dopadłby ofiarę bez problemu. Leszek gwałtownie skoczył do tyłu, poślizgnął się na trawie i upadł na kolana. Tuż nad jego głową przeleciało ostrze. Nie tracąc czasu na wstawanie zaczął brnąć do przodu po czworakach. W pewnym momencie jego dłoń ugrzęzła w błotnistym stawku. To był koniec drogi. Przed nim rozpościerało się błotniste bagno, a za nim szedł Mikołaj.
Mógł zaryzykować, rzucić się na Złowrogiego albo spróbować przeprawy przez ohydne, szlamowe jeziorko.
- Zdechniesz na tym obozie! - powiedział ze satysfakcją Mikołaj. - Jakie jest twoje ostatnie słowo? Bądź bardziej oryginalny od swoich poprzedników!
Matuszewicz zamilkł, najwyraźniej obmyślając ostatnie słowo.
- Pusia - wyszeptał.
- Co tam pieprzysz?
- Pusia! Pusia, do nogi!
Dwa razy nie musiał tego powtarzać. Wielkie monstrum uwiązane do lichego płotu zerwało się. Sto kilogramów żywego szczęścia pędziło w kierunku Leszka nie zważając na fakt, że w linii prostej stał Złowrogi. Uradowana widokiem kija do aportowania (tak postrzegała broń uniesioną do góry) wyskoczyła do góry. Bernardynka złapała za rękę i mocno szarpnęła do dołu.
Mikołaj zawył z bólu czując jak szczęki rozrywają kruchą dłoń. Wyrwawszy się z uścisku skoczył do przodu i tracąc równowagę zanurkował w bagnie. Zachłystując się brudną wodą zniknął z tego świata po raz drugi. Tym razem na zawsze.
Przeszczęśliwa Pusia polizała Leszka, a potem dostojnie wdreptała do młyna, gdzie czekali Jowita i Artem.

***


Pod wieczór następnego dnia udało się zgromadzić wszystkich zainteresowanych morderczym latem w domu Pawlickich. Pusia jako bohaterka wyciągnęła się na honorowym miejscu na kanapie. Jowita nie miała serca zganiać psa. Sama bernardynka nie rozumiała zamieszania wokół własnego jestestwa, ale z zadowoleniem przyjmowała pochwały od każdej przychodzącej w gości osoby.
Barbara z synem usiadła z synem przy stoliku do kawy, obok księdza Karasia. Oboje mimo śmiertelnego pogniewania z czasem zaczęli wymieniać się spostrzeżeniami na temat krwawych wydarzeń. Korczakowa wysunęła propozycję likwidacji policji i zastąpienia jej strażą sąsiedzką, zaś proboszcz przyznał, nie chwaląc się, iż od początku podejrzewał komendanta Czyża oraz martwego Mikołaja.
Obolały Artem został usadowiony przez Jowitę w fotelu, zaś ona sama usiadła na ramieniu fotela, co jakiś czas upewniając się, czy Artemowi jest wygodnie. Kasia i Mela dopiero po dłuższej chwili zauważyły, że trzymają się za ręce.
Spotkanie opóźniło się o kwadrans przez Zosię, Konrada, Adriana i ciecia.
- Coraz mniej podoba mi się ten samochód - stwierdził na wstępie Brzęcki zajmując miejsce przy stole obok Pauliny i jej ojca.
- Od razu mówiłam, że to gruchot! - nastroszyła się siostra.
Korba wykorzystał moment nieuwagi i wślizgnął się za stół pomiędzy Alicję i ciecia. Zosi pozostało jedyne wolne miejsce obok Debezeta.
- Zaczekaj, aż się dowiesz kilku szczegółów - odparła obiecująco Dominika.
Konrad spojrzał pytająco na Paulinę. Dziewczyna tylko wzruszyła ramionami. Do staraszewian dotarły szczątkowe informacje większość wzięła za głupi żart. Mikołaj Gorazda, pierwsza ofiara morderczego lata, miał zmartwychwstać. Na następny dzień plotki przybrały na sile; pojawiła się osoba komendanta uwikłanego w aferę oraz Złowrogi.
- Wszystko wyjaśnię - obiecał Leszek. - Niech tylko wszyscy się zbiorą w domu Jowity.
- Artem - zagaiła Natalia. - A ty wracasz na Ukrainę?
- Muszę jechać, porozmawiać z matką, ale wkrótce wrócę - zapewnił.
Natalia przyjrzała mu się badawczo. Nieusatysfakcjonowana odpowiedzią była gotowa drążyć dalej, gdyby nie Dominika:
- Zostaw ich. Oni świata nie widzą poza sobą.
- Czy możemy wreszcie porozmawiać o tej aferze? - wtrąciła zniecierpliwiona Alicja. - Wiele rzeczy nie daje mi... nam - rozejrzała się po salonie - spokoju, a mam wrażenie, że ty rozwiązałeś zagadkę.
Leszek wyjął łyżeczkę z kawy. Chciał filozoficznie westchnąć, ale zamiast tego uśmiechnął się szeroko i pokiwał głową.
- Zaczęło się od grupy przemytników, do której należeli Grażyna, Piotr i Mikołaj. Szajka przewoziła narkotyki z Polski na Ukrainę i z powrotem. Początkowo przewozili je w skradzionym samochodzie
- Krysia? - wymamrotał Konrad.
Leszek przytaknął. Fakt pierwszy został przedstawiony.
- Nie wiem dlaczego, ale zmienili sposób przekazywania towaru - kontynuował - któreś z nich ukrywało narkotyki w strachach na wróble Korczaków. Potem przychodził kurier i zabierał jego zawartość, często z całą kukłą.
- Ha! Mówiłem, że nie ja kradłem i niszczyłem te twoje głupie strachy! - zawołał z satysfakcją Krzysztof. - Teraz powinienem ci proces wytoczyć o zniesławienie!
Barbara zagrzała się w środku, ale za prośbą księdza nie odpowiedziała.
- W czerwcu zginął ostatni strach na wróble, a więc wtedy poszła ostatnia partia narkotyków - przypomniała sobie Bielak.
Maciuś pokiwał głową na potwierdzenie.
- Dlaczego akurat strachy na wróble? - spytał zaintrygowany Adrian.
Na pytanie nie znaleźli jednoznacznej odpowiedzi. Według Pauliny Mikołaj miał obsesję na punkcie historii miasteczka, a brutalna legenda Złowrogiego mogła mu posłużyć za wzór. Jednak większość uczestników dyskusji opowiedziała się za praktycznymi aspektami kryjówki na widoku będącej poza wszelkimi podejrzeniami.
- Interes kwitnął, aż do przyjazdu Darii - mówił i w tym miejscu pałeczkę przejęła Jowita:
- Ona zakochała się w Mikołaju i zaczęła mu pomagać. Dokładnie nie wiemy na czym ta pomoc polegała, ale...
- Chwila! - przerwała Bielak. - W pierwszej kolejności, skąd ona się tu wzięła? Rozumiem, że szukała waszego ojca - spojrzała na Artema - ale jakim sposobem dotarła właśnie tutaj!
Wywołany do tablicy Dotsenko podjął wątek:
- Nasz ojciec był, tak myślę, poważnym elementem tej grupy, dawno. Był kierowcą, ale zarabiał bardzo dużo. W tamtych czasach nigdy nam niczego nie brakowało. Możliwe, że Daria odkryła prawdę i chcąc go odszukać przyłączyła się do tej grupy. Nie wiem, czy tak było... Mogę przypuszczać.
- W pewnym momencie Daria postanowiła odejść - kontynuował Leszek. - Napisała list do matki, w którym wyjaśniła wszystkie okoliczności, o których opowiedziałem.
- Ale ten list nie dotarł - przypomniał Artem.
Leszek wyjął z kieszeni złożoną na pół kopertę, a następnie podał ją Artemowi. Ukrainiec ścisnął ją w dłoni, ale nie odważył się otwierać jej przy wszystkich. Jeszcze nie teraz. Może lepiej po prostu przekaże go matce.
- Daria nie miała pojęcia, że Grażynka jest częścią grupy. Pocztowa przekazała list Mikołajowi, a ten napadzie szału zabił dziewczynę.
- Dobra! To jedno morderstwo sprzed roku, a co z resztą? - przerwał mu Adrian.
- Grażyna wiedząc o morderstwie dokonanym przez Mikołaja postanowiła przyznać się do wszystkiego - opowiadał Matuszewicz. - Dlatego panowie postanowili pozbyć się także jej, ale nie mogli zrobić tego od tak sobie, bo ktoś od razu powiązałby ich z jej śmiercią, a może i kontrabandą. Wszystko, co nastąpiło potem było częścią ich teatrzyku; Jowita miała być świadkiem zabójstwa Mikołaja, potem ginęły kolejne osoby i śmierć pocztowej stała się numerkiem w statystyce zgonów.
- Idioci - skomentowała gorzko Natalia.
- A cytat z Biblii? - dopytał Karaś.
- Kolejne odwrócenie uwagi - machnęła ręką Zosia.
- Czyli Piotr przebrał się za Złowrogiego i zabił Mikołaja na niby, a potem podłożyli zwłoki Ernesta? - podsumowała Barbara. Z uznaniem wymieszanym z trwogą spojrzała na księdza.
- Przyznam, że coś mi nie spasowało w pewnym momencie - Leszek postanowił podzielić się z grupą swoją największą wątpliwością. - Podczas ataku na mnie Złowrogi miał broń przymocowaną do dłoni za pomocą jakiegoś drutu. Ubranie tego musiało zajmować sporo czasu. Czyż nie miał czasu na takie ceregiele i w noc złowrogiego czynu trzymał broń w ręku - tłumaczył. - Albo Jowita kłamała, albo musiało być ich dwóch. I wybacz, Artem, myślałem, że jednym z nich jesteś ty.
Niespecjalnie przejęty podejrzeniami mechanik pojednawczo skinął głową.
- Bezsensowny plan - zaopiniował Konrad. - W tym miejscu Mikołaj był już trupem i nie mógł cudownie wrócić do życia.
- A kto powiedział, że chciał? Z pewnością swoje zarobił na szmuglerce.
- Ważne, że wszystko skończyło się dobrze - westchnęła Mela.
- Chciałabym jeszcze wiedzieć, jak znalazłeś się w posiadaniu listu Darii - przypomniała Dominika. - I czy to miało związek z włamaniem na obóz?
Po prawdzie Leszek liczył, że uda mu się przemilczeć dowód własnego, bezdennego idiotyzmu, który w tak piękny sposób ustawił go na celowniku Złowrogiego.
- Ludzie roztargnieni - rzucił hasło.
Widząc, że to nie wystarczy jako tłumaczenie postanowił rozwinąć wątek:
- List Darii był cały czas na poczcie. Grażyna, nie wiem dlaczego, ale trzymała go na wierzchu. Omyłkowo sprzedała mi list wraz z kopertami, a ja... - zaciął się - no, nie zwróciłem uwagi i wysłałem go do brata.
Zapadło milczenie.
- Lechu - odezwał się Konrad. - Nie chcę nic mówić, ale przez ciebie znowu czepiał się nas morderca.
- Posłuchajcie dalej - powiedział zachęcająco - Grażyna zorientowała się w swojej pomyłce i powiedziała o tym Piotrowi.
- Ja! Ja! To ja ich na tym przyłapałem! - ożywił się Debezet.
- Złowrogi pozbył się Grażyny, ale pojawił się kolejny problem czyli szantażysta. Łatwo było domyślić się, że anonimowe listy do Czyża wysyłałem ja, bo kto inny mógł znać ich sekret? Najpierw włamali się do nas w poszukiwaniu listu, a potem postanowili usunąć mnie raz na zawsze.
- A tymczasem za anonimowe wiadomości był odpowiedzialny wuj Modest - skwitowała Natalia.
- Szkoda, że nie znalazłem tego listu wcześniej - przyznał. - Chętnie zabawiłbym się w szantażystę dla zabicia czasu i zawsze to jakaś rekompensata za próby uśmiercenia mnie.
- Czego byś zażądał?
- Darmowych znaczków - odparł z powagą.
- Skąd Modest dowiedział się o tym gangu? - zapytała Paulina.
- Czy w ogóle posiadał jakieś sensowne informacje? - wtrąciła Kozłowska.
- Tego już się nie dowiemy - westchnął Leszek. - Te anonimy były o kant dupy potłuc, "proszę zaprzestać działań" - zacytował. - To mogło tyczyć się wszystkiego, ale spanikowani mordercy uznali, że ktoś odkrył ich sekret.
- Mógł faktycznie coś wiedzieć - przerwał Konrad. - Pod siedzeniem Krysi znalazłem fotografię. Myślałem, że para ze zdjęcia to jakaś rodzina wujka, dlatego mu ją oddałem. Być może - teoretyzował - powiązał Mikołaja i Darię z większą aferą.
Spotkanie przedłużyło się do późnych godzin nocnych. Ostatni goście wyszli nad ranem.

***


Mordercze lato dobiegło końca. Reszta sierpnia upłynęła spokojnie. Mieszkańcy miasteczka z czasem pchną w niepamięć zbrodnie dokonane przez Złowrogiego. Zaczną cieszyć się codziennością i przypominać sobie te dobre rzeczy. Jednak gdzieś tam na w cieniu zawsze będzie istniał nieuzasadniony lęk przed potworem. Staraszewo, tak jak wcześniej Lipki i Bursztynowo, zostało naznaczone ciężką zbrodnią i już zawsze w ustach będzie czuło posmak krwi.
Alicja Bielak została nowym komendantem policji, zaś ksiądz Karaś awansował na starszego posterunkowego, co sam ogłosił na niedzielnej mszy. Korczakowa i Wojtkowiak zaczęli spoglądać na siebie przychylniej i chociaż co jakiś czas nieposkromiona natura pani Barbary domagała się kłótni, zgoda wracała szybko. Artem wyjechał na Ukrainę, ale już po kilku tygodniach wrócił do Polski, za pracą jak potem mawiał. Nie musiał więcej obawiać się ciemności, bo ta zniknęła bezpowrotnie. Kochał Jowitę, a ona jego.
Drużyna Glonojadek nie odpuściła. Brakującą, szóstą, zawodniczkę w ostatniej chwili zastąpiła Natalia. Cel Jowity został spełniony - siatkarki wygrały turniej gminny.
- Do boju, Glonojadki! - zawołała Jowita. - W przyszłym roku sięgniemy po puchar powiatu!

Koniec


________________
Notatka na koniec:
Uff, co to była za podróż? W pewnych momentach nie wierzyłem, że uda mi się dobrnąć z opowiadaniem do mety. Teraz jestem wyczerpany, ale także bardzo szczęśliwy. Dziękuję czytelnikom i komentującym za słowa wsparcia, za zainteresowanie, no po prostu cieszę się, że "przeżyliście" to opowiadanie razem ze mną. Mam nadzieję, że spotkamy się przy okazji kolejnego opowiadania. Dzięki.
Obrazek

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2557
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Re: Slasher 3. Mordercze lato

Postautor: Vampircia » 04 gru 2019, 16:32

Gratulacje, że udało Ci się doprowadzić opowi do końca. Tak czekałam, kiedy wreszcie Pusia odegra kluczową rolę i się nie zawiodłam :mrgreen: Po niektórych postaciach spodziewałam się, że mogą mieć coś za uszami, po niektórych nie, ogólnie rzecz biorąc plot twist się udał, a umotywowanie tego, co się działo, było moim zdaniem pomysłowe. To co, ciąg dalszy już obmyślony?
Barbara z synem usiadła z synem przy stoliku do kawy

Powtórzenie.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 548
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher 3. Mordercze lato

Postautor: Skorpion » 04 gru 2019, 19:27

Tak, obmyślony, a przynajmniej w ogólnym zarysie. Już nawet są pierwsze zdania. Błędy będę poprawiał z czasem, bo chcę delikatnie zeedytować całe opowiadanie.
Obrazek

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 548
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Re: Slasher 3. Mordercze lato

Postautor: Skorpion » 05 gru 2019, 08:10

Aby tradycji stało się zadość kilka informacji o kolejnym Slasherze:
- czwarta część będzie nosiła tytuł Slasher 4. Ostatni rozdział i jak nazwa wskazuje będzie stanowił zamknięcie historii
- akcja będzie rozgrywała się dziesięć lat po wydarzeniach z pierwszej części
- będzie dwóch niezależnie działających od siebie morderców; pierwszy będzie nazywał się Furiat (wzorowany na tej masce), zaś drugi będzie naśladowcą Kapturnika
- opowiadanie nawiąże do Halloween, To, Omen, Zdjęcia Ginger i czegoś tam jeszcze
- jak wyżej wspomniałem to już ostatnie opowiadanie z głównej serii, nie wykluczam jakichś historyjek podobcznych (mam już dwa pomysły), ale Paweł, Adrian, Konrad i Leszek ostatni raz są pierwszoplanowymi bohaterami
- poza wymienioną czwórką ponownie pojawią się m.in. Jowita, Artem, Natalia, Andrzej Burski
- z nowych pojawią się uczniowie klasy 3de (nowe pokolenie) oraz nowa sympatia Adriana
Obrazek


Wróć do „Proza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości