[Doktor Strange] Bratnia dusza

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2072
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

[Doktor Strange] Bratnia dusza

Postautor: RedHatMeg » 15 mar 2019, 17:48

Ostatnio naszło mnie na wspominanie Doktora Strange'a, więc postanowiłam przetłumaczyć moje dwa fiki do tego fandomu. Pierwszy jest o Pelerynie Lewitacji, a drugi - o ejdetycznej pamięci Doktora i jego wspomnieniach z Mrocznego wymiaru.

Tytuł: Bratnia dusza
Rating: 16+
Opis: "W końcu Relikt nie chciał spocząć na nieodpowiednich ramionach. Nie chciał dać daru latania nieodpowiedniej osobie." Czyli dlaczego Peleryna Lewitacji wybrała Stephena Strange'a.

Peleryna Lewitacji była Reliktem. Przeto miała prawo wybrać tego, który powinien jej używać.
I serio, kto nie chciałby zostać wybranym przez Relikt, który pozwoliłby mu latać? Ludzkość pragnęła latać od wieków. Ludzkość była tak zdesperowana, aby latać, że spędziła dekady budując maszyny, które by jej na to pozwoliły. Latanie było dla ludzi jak definicja wolności.
Czarownicy również chcieli latać. Tak więc stawali przed gablotą Peleryny, żywiąc nadzieję, że ich wybierze. Lecz Peleryna nie uważała większości z nich za godnych.
Relikty wybierały swojego użytkownika podług pewnych charakterystyk. Opierając się na tych charakterystykach, Relikty wiedziały, że ich przyszły Właściciel będzie ich używał w sposób, w jakich chciały być używane. Ostatecznie między Reliktem a jego użytkownikiem powinno być partnerstwo. Ale nie chodziło tylko o to. Czarownik i Relikt powinni być bratnimi duszami.
Peleryna Lewitacji szybko się nudziła. Lubiła psocić. Lubiła zabawę. Lubiła być wolna. I lubiła łamać zasady. Peleryna święcie wierzyła w to, że zasady są po to, aby je łamać (no dobrze, może nie wszystkie; przecież nie chciała nikogo skrzywdzić)… Lubiła też umysły, które myślały nieszablonowo. Mimo wszystko Peleryna Lewitacji lubiła, kiedy ludzie byli niekonwencjonalni.
O, Peleryna miała Właścicieli. Niektórzy byli dobrymi ludźmi, ale większość z nich okazała się… nieco mniej dobra. Wszyscy byli w stanie odejść od wytartych schematów i czynić niesamowite rzeczy. Przecież to, w czym ludzkość była dobra, to innowacja. Jednakże ta sama innowacja mogła być użyta zarówno do dobra, jak i do zła – sprawić, że ludzkość poleci, i sprawić, że upadnie. A po paru stuleciach Peleryna podniosła swoje standardy co do swoich przyszłych użytkowników.
I właśnie dlatego stała się wybredna względem swoich kolejnych Właścicieli. I tak oto doszło do sytuacji, w której mijały miesiące, lata, dekady i stulecia, a Peleryna Lewitacji nie wybrała użytkownika. Wszystkie dusze, które badała przez cały ten czas, wydawały się albo dobre, lecz nudne, albo ekscytujące, ale posiadające niebezpieczną iskierkę ciemności. W końcu wszyscy ludzie mieli w sobie ciemność, ale Peleryna potrzebowała kogoś o wolnym duchu i bystrym umyśle… ale świadomego niebezpieczeństw.
Tymczasem czarownicy zaczęli nazywać ją płochą. Płochą! Tak jakby wybór następnego Właściciela był czymś łatwym dla Reliktu! Po tych wszystkich latach, po tych wszystkich złych wyborach, Peleryna musiała być wybredna. Nawet gdyby miała czekać eony na właściwego użytkownika, wiedziała, że było warto. W końcu Relikt nie chciał spocząć na nieodpowiednich ramionach. Nie chciał dać daru latania nieodpowiedniej osobie.
Czas mijał. Starożytna zdecydowała, że Peleryna Lewitacji powinna zostać przeniesiona do Sanctum w Nowym Jorku. Być może był to tylko przypadek… a być może było przeznaczenie. Ostatecznie Peleryna nie wiedziała, bo Starożytna była, przez większość czasu, niemożliwa do odczytania, nawet dla Reliktu takiego jak Peleryna. Mimo wszystko okazała się to być bardzo znacząca decyzja.
Przedostatni strażnik Sanctum w Nowym Jorku był cholernie nudny. Sztywno trzymał się reguł i, oczywiście, bardzo czuł się zaszczycony tym, że powierzono mu tak ważne stanowisko, tak więc Peleryna wiedziała, że nie powinna nawet zawracać sobie nim głowy.
Ale tak się złożyło, że wkrótce do Sanctum w Nowym Jorku zawitał inny czarownik. Niespodziewany gość z ranami od walki, z której właśnie udało mu się uciec. Krzątał się po Sanctum bez celu, oglądał wszystko z wyrazem lekkiej ciekawości. A kiedy tylko ten nowy czarownik zatrzymał się przed przy jej gablocie, Peleryna Lewitacja mogła przyjrzeć mu się lepiej. I naprawdę podobało jej się to, co zobaczyła.
Peleryna zobaczyła człowieka pysznego. Kiedyś był uzdrowicielem, dokonującym niesamowitych czynów, czasami nawet dokonującym niemożliwego. Dzięki swojej karierze zdobył fortunę i prestiż. Lecz Peleryna wyczuła, że to nie chciwość ani nie duma motywowały go do tego, aby być najlepszym lekarzem na świecie. To było coś innego. Coś głęboko wewnątrz niego. Źródło strasznego smutku z przeszłości… tragedia, której nie mógł zapobiec. Zaszczepiła w nim determinację, aby nigdy nie zawodzić. Bo w jego świecie porażka oznaczała śmierć.
Następnie Peleryna zobaczyła wypadek. Okrutne zrządzenie losu ściągnięte na tego człowieka przez jego własną lekkomyślność. Jego ręce zostały mu odebrane. Te wspaniałe, ratujące życie ręce stały się bezużyteczne w przeciągu jednej nocy. Był prawie tak bezsilny jak dziecko i zaczął desperacko szukać lekarstwa. Przepuścił swoją fortunę, aby sprawić, żeby jego ręce mogły się poruszać, choćby troszeczkę. Wykorzystał swój prestiż do tego, aby poprosić swoich kolegów po fachu o pomoc. Ale ostatecznie uzdrowiciel nie mógł już dokonywać swoich niesamowitych czynów, gdyż inni uzdrowiciele nie byli w stanie dokonać na nim jednego cudu. Człowiek był załamany i wściekły, i powiedział wiele niepotrzebnych słów komuś, kto tylko chciał pomóc. Niepotrzebnych słów, których potem bardzo żałował.
Ale Peleryna zobaczyła nadzieję. Cud, który ostatecznie zaprowadził człowieka do Kamal-Taj i zabrał go do Starożytnej. Lecz człowiek szybko zdał sobie sprawę z tego, że to nie było to, czego szukał. Jego materialistyczny, skupiony na nauce umysł nie potrafił pojąć prawdy słów Najwyższej Czarodziejki, dopóki nie pokazała mu jak bardzo się mylił i jak wąskie były jego horyzonty. Miało to odpowiedni na niego wpływ, bo od tamtego momentu człowiek zdecydował się uczyć magii. Jednakże Starożytna odmówiła jego prośby.
Peleryna zobaczyła jak człowiek spędził parę dni na ganku Kamal-Taj, dopóki Najwyższa Czarodziejka nie została przekonana przez Mordo, aby go wpuścić. Na początku mężczyzna nie był za dobrym uczniem, miał kilka mentalnych blokad, które uniemożliwiały mu postęp. Przeto Starożytna musiała zastosować swoją ostateczną metodę – zmusiła człowieka do tego, aby użył magii do uratowania sobie życia. Dość powiedzieć, że to podziałało. I właśnie wtedy zaczęła się prawdziwa zabawa. Z każdym dniem człowiek stawał się coraz lepszy w magii. Uczył się zaawansowanych technik i używał magii w kreatywny sposób. Peleryna była pod wrażeniem innowacji tego człowieka.
A w końcu Peleryna Lewitacji zobaczyła mężczyznę biorącego Oko Agamotto i używającego go do odtworzenia brakującej strony w księdze Najwyższej Czarodziejki i dowiedzenia się czego szukał Kaecilius, kiedy zaatakował Kamal-Taj. Człowiek został ostrzeżony o niebezpieczeństwach swoich działań, ale nadal zadawał pytania. Było bardziej niż pewne, że ten człowiek nie lubił grać według reguł… ale nie był na tyle szalony, aby marzyć o nieśmiertelności i podboju świata.
Ostatecznie Peleryna czuła, że wreszcie znalazła kogoś, kto spełniał jej wysokie standardy. Przed jej gablotą stał Stephen Strange – człowiek, który upadł, niedoskonała istota ludzka z ogromnym ego i lękiem przed porażką… lecz także człowiek, który robił to, co chciał, a chciał wiedzieć więcej. I w swoim poszukiwaniu wiedzy był gotów złamać kilka zasad i sprzeciwić się autorytetom.
Peleryna Lewitacja wreszcie znalazła swoją bratnią duszę. I tak oto postanowiła sprawić, że Stephen Strange będzie latał.

Awatar użytkownika
Zaczarowana
amator
Posty: 24
Rejestracja: 16 mar 2019, 19:19

Re: [Doktor Strange] Bratnia dusza

Postautor: Zaczarowana » 30 mar 2019, 23:38

Tak, zdecydowanie lepiej czytać fiki do filmu, który się widziało. Miniatura mi się podobała. W ciekawy sposób opisałaś odczucia peleryny i jej oczekiwania względem potencjalnego właściciela.
Ciekawie się czytało o tym, jak peleryna starała się znaleźć kogoś godnego siebie, o podobnych poglądach na pewne sprawy. Fajnie opisany wgląd w duszę Strange'a.

Weny i czasu na pisanie kolejnych tekstów :)
"Bądź tym kim jesteś i mów to, co czujesz, ponieważ ci, którzy mają z tym problem nie są ważni, a ci, którzy są ważni, nie mają z tym problemu."
- Fritz Perls -


»ao3«»Mirriel«»ff.net«


Wróć do „Avengers”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 1 gość