[Życie i Czasy Sknerusa McKwacza] Dream Angus

Tutaj wrzucamy fanfiki do innych dzieł literackich lub pół-literackich (jak komiksy).

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2115
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

[Życie i Czasy Sknerusa McKwacza] Dream Angus

Postautor: RedHatMeg » 13 kwie 2020, 00:02

Lubię sobie czasem posłuchać piosenek z różnych stron świata, a czasami zdarza się, że powstają z tego songfiki (albo chociaż rozdziały większych całości, gdzie owe kołysanki pełnią ważną rolę). Tak po prawdzie te różne one-shoty z kołysankami można potraktować jako taką serię jednoczęściówek, a Dream Angus porusza podobny problem jak Jego dziedzictwo do Powrotu do przyszłości - opowiada o tym jak postać zatraca swoje korzenie. Z tym, że o ile tam mamy kwestię zawirowań historycznych i prześladowań mniejszości niemieckiej, o tyle tutaj mamy... no sami zobaczycie.

Oto wersja piosenki, którą się posiłkowałam przy tym songfiku: https://www.youtube.com/watch?v=hQLngC-Tqas

Tytuł: Dream Angus
Rating: 12+
Ostrzeżenia: Znajomość Życia i Czasów Sknerusa McKwacza wskazana. Lepiej też znać wersję polską, bo przy tłumaczeniu korzystałam z polskiego wydania tego komiksu.
Opis: "Przybyłeś tutaj, aby się wzbogacić i coś osiągnąć. Ameryka ma to do siebie, że może sprawić, iż ludzie zapomną o swoich korzeniach. Pamiętaj o tym, młody." Link do oryginału: https://www.fanfiction.net/s/12701938/1/Dream-Angus

Glasgow, 1877
- No dalej, dzieci. Pora iść spać – Downy McKwacz zawołała za swoimi starszymi dziećmi, Sknerusem i Matyldą. Najmłodsze dziecko, Hortensję, trzymała na rękach.
- Nie chce mi się spać! – marudził Sknerus. – Wcale nie jestem zmęczony!
- Sknerusku – odrzekł jego ojciec, Fargus – słuchaj swojej matki. Musimy jutro wcześnie wstać do pracy. Tak więc o ile nie chcesz zasnąć podczas polerowania butów, powinieneś iść już do łóżka.
Sknerus musiał przyznać, że była logika w tym stwierdzeniu. Tak więc niechętnie poszedł do łóżka, gdzie już leżała Matylda. Downy włożyła Hortensję do kołyski i spojrzała na syna z szerokim uśmiechem.
- Mój mały mężczyzna… zarabiający swoje pierwsze pieniądze – powiedziała zaraz potem. – Jestem z ciebie taka dumna.
Kiedy wszystkie jej dzieci leżały już swoich łóżkach, gotowe do snu, Downy okryła kołdrą najpierw Hortensję, a potem Sknerusa i Matyldę. Dopiero kiedy rozluźniły się w słabym świetle świec, zaczęła śpiewać:

Can you no hush your weepin'?
All the wee lambs are sleepin'.
Birdies are nestlin', nestlin' taegether,
Dream Angus is hurtlin' through the heather.


Sknerus uważał, że był stanowczo za stary na tę kołysankę. Jego siostry, no cóż, były dzieciakami. Musiano im śpiewać kołysankę, bo inaczej marudziłyby rano. On z kolei miał już dziesięć lat, przeto umiał spać bez niej.

Dreams to sell, fine dreams to sell,
Angus is here with dreams to sell.
Hush now wee bairnie and sleep without fear,
For Angus will bring you a dream, my dear.


Sknerus ziewnął i uśmiechnął się do swoich myśli. Ta część kołysanki przypominała mu zawsze o Angusie McKwaczu, który pojechał do Ameryki. Tak po prawdzie to kiedyś (kiedy był młodszy i trochę głupiutki) chłopiec zapytał tatę o to, czy ta piosenka była o stryju Angusie. Fergus zaśmiał się na to i powiedział mu, że ta piosenka jest o wiele, wiele starsza niż jego brat i dlatego odnosiła się do innego Angusa.
Kiedy zapytano go kim zatem jest Angus z piosenki, Fergus odparł, że nie wie, bo to stara kołysanka.

Sweet the lavrock sings at morn,
Heraldin' in a bright new dawn.
Wee lambs, they coorie doon taegether
Alang with their ewies in the heather.


Może Sknerus nie był tak silny jak mu się wydawało. Bo kiedy Downy przeszła do tej części, miękkość poduszki, kojący głos matki i jego własne zmęczenie dopadły go i wkrótce jego powieki się zamknęły.

Dreams to sell, fine dreams to sell,
Angus is here with dreams to sell.
Hush now wee bairnie and sleep without fear,
For Angus will bring you a dream, my dear.


Downy skończyła śpiewać i spojrzała z uśmiechem na swoje śpiące kaczątka. Potem pochyliła się nad Hortensją i pocałowała ją w czoło. Następnie zrobiła to samo z pozostałą dwójką dzieci. Kiedy tylko ucałowała syna, odgarnęła trochę jego włosów i powiedziała:
- Jestem z ciebie taka dumna… ale, proszę, nie dorastaj zbyt wcześnie, Sknerusku.

Louisville, 1880
W porcie była późna noc. Sknerus wykonał wszystkie prace, jakie dał mu jego stryj Bulaj, i kierował się w stronę „Zielonego Dolara”, gdzie – w kotłowni – miał miejsce do spania… kiedy nagle jego uszy uchwyciły dziwny dźwięk. Ktoś nucił delikatną melodię, a ponieważ zadokowali „Zielonego Dolara” w miejscu z dala od tawern i głośnych marynarzy, cisza sprawiała, że łatwo było ją usłyszeć. Co więcej – owa melodia wydawała się chłopcu znana z jakiegoś powodu, ale nie był pewien skąd.
Zaintrygowany, młodzieniec powoli wszedł na pokład „Zielonego Dolara” i niebawem zlokalizował źródło dziwnie znajomej melodii. Ponieważ nucenie pochodziło ze statku parowego wujka Angusa, a Newtoniusz robił coś w kotłowni (i nie byłby słyszalny, chyba że by krzyczał), były tylko dwie możliwości co do tego, kto śpiewał: albo ktoś włamał się i podjął głupią decyzję, aby sobie pośpiewać podczas rabowania „Zielonego Dolara”, albo Bulaj McKwacz nie spał.
Tak więc Sknerus znalazł stryja patrzącego się na nocną rzekę i nucącego mimowolnie. Chłopiec mu nie przeszkadzał. Nawet nie podszedł bliżej. Po prostu oparł się o najbliższą ścianę i słuchał z uwagą melancholijnej, prawie sennej melodii. Wydawała się relaksująca i spokojna… I zanim Sknerus się zorientował, usłyszał jak Angus śpiewa:

Dreams to sell, fine dreams to sell,
Angus is here with dreams to sell.
Hush now wee bairnie and sleep without fear,
For Angus will bring you a dream, my dear.


Jak tylko chłopiec uchwycił pierwszą zwrotkę, coś w jego umyśle zaskoczyło. Tak, znał tę piosenkę. Jak mógł ją zapomnieć? Jego matka śpiewała ją prawie każdej nocy w Szkocji. A mimo to po kilku tygodniach w Ameryce, w jakiś sposób ta melodia mu umknęła.
Stryjek Angus przestał śpiewać i – wciąż wpatrując się w przestrzeń przed nim – zapytał:
- Powiedz mi, młody, tęsknisz za starym krajem?
Sknerus potrzebował chwili, aby zastanowić się nad odpowiedzią.
- Nie, zupełnie nie – powiedział w końcu. – Tak, tęsknię za rodziną, ale nie za Szkocją.
Angus odwrócił się do niego. Jego oczy były pełne smutku, którego Sknerus nigdy wcześniej nie widział u swojego stryja. Starszy mężczyzna dał mu znak, aby podszedł bliżej. Chłopiec to zrobił i wkrótce obaj stali przy burcie i obserwowali widok przed sobą.
- Będziesz za nią tęsknił, młody – powiedział Bulaj i spojrzał na bratanka smutno. – Musisz tylko zostać tu na trochę dłużej i poznać to miejsce lepiej. – Powrócił do oglądania rzeki.
Jeszcze przez chwilę milczał, a potem…
- Wiesz – zaczął, spoglądając na Sknerusa z lekkim uśmiechem – kiedy jestem sam, patrząc na tę mętną rzekę, przypominają mi się nasze jeziora otoczone przez zielone wzgórza. – Posmutniał i popatrzył na nocne niebo przed sobą, dodając cichym głosem: – Prawie mogę je zobaczyć przed swoimi oczami. – Zaśmiał się smutno. – Czasem jest tam także nasz rodzinny zamek… Aczkolwiek jestem pewien, że Zamek McKwaczów znajdował się w zupełnie innej scenerii…
Nagle Bulaj McKwacz spoważniał i zaczął znów śpiewać:

Dreams to sell, fine dreams to sell,
Angus is here with dreams to sell…


Raptownie przerwał i zaśmiał się jeszcze bardziej.
- To naprawdę zabawna piosenka. – Jego uśmiech osłabł, kiedy Angus dodał: – Wszyscy wiedzą, że sny są za darmo. To ich realizacja może kosztować fortunę. – Spojrzał na Sknerusa. – Przybyłeś tutaj, aby się wzbogacić i coś osiągnąć. Ameryka ma to do siebie, że może sprawić, iż ludzie zapomną o swoich korzeniach. Pamiętaj o tym, młody.
Sknerus tylko przytaknął.
Przez chwilę opierali się tylko w milczeniu o burtę. Noc była ciepła i spokojna, i Sknerus czuł się dziwnie melancholijnie z jakiegoś powodu. Pomyślał o domu; o tym, że od jakiegoś czasu nie napisał do rodziny ani nie dostał od nich żadnej poczty. Nagle zapragnął ich zobaczyć; uścisnąć siostry, pocałować matkę w policzki… Ale oddzielał ich od niego Ocean Atlantycki. Poza tym nie miał pieniędzy na bilet do Glasgow…
Ach tak, Glasgow. Zabiegane, zatłoczone Glasgow, pełne życia i starych budynków. Czasami Sknerus śnił o tym, że szedł przez jego ulice w nowych ubraniach, a ludzie spoglądali na niego z podziwem. Ale przede wszystkim mógł wtedy odetchnąć jego powietrzem jako bogacz. Obiecał sobie, że kiedyś wróci. Jak mógłby nie wrócić do Glasgow? Tam przebywała jego rodzina.
I wtedy Sknerus zrozumiał. Nie tęsknił za Szkocją, ale tęsknił za Glasgow.
Zanim się zorientował, stryjek Angus zaczął śpiewać kołysankę od nowa… i Sknerus mu zawtórował.

1885, Zamek McKwaczów
W końcu się dowiedział, kim był Angus z piosenki.
Jak tylko pozbył się Whiskerville’ów i spłacił dług, spędził resztę nocy w Zamku McKwaczów. Miał czas przejść się po rodzinnej siedzibie i oddać się refleksji. To nie był pierwszy ani drugi raz, kiedy był w tym miejscu; i nie pierwszy raz spotkał tutaj ducha. Ale tym razem nie widział tylko Sir Kwaksteriera, ale całe pokolenia McKwaczy grających w golfa w zaświatach i łajających Skenrusa za bycie nędznym (nomen omen) biznesmenem. Nadal nie był pewien czy to się naprawdę zdarzyło, czy może był to tylko sen, ale i tak sprawiło, że dużo myślał o przeszłości.
Zamek był ciemny i zimny, i pachniał starym drewnem. Był też pełen pustych zbroi, gobelinów i mebli z czasów na długo przed narodzinami Sknerusa. Ostatnim razem Sknerus był tu jako dziecko, jednakże nawet teraz, w wieku dwudziestu jeden lat czuł się taki mały, będąc otoczony monumentalnymi, grubymi ścianami… ale jeszcze bardziej, będąc otoczonym przez historię.
W przeciwieństwie do Stanów Zjednoczonych Ameryki, które miały trzy, może cztery stulecia, Szkocja była starsza, o wiele, wiele starsza… Zaczęła się od grupki celtyckich plemion, którym udało się odeprzeć Imperium Rzymskie i zjednoczyć się w jeden naród. Przez wieki zbudowali swoją narodowość, swoją tożsamość. Kilt stał się tradycyjnym strojem ich górali. Dudy stały się ich narodowym instrumentem. Mieli też swój własny, zupełnie odrębny język – gaelicki. A potem, po unii z Anglią poprzez Jakuba VI dziedziczącego tron, Szkocja stała się częścią Zjednoczonego Królestwa. A kiedy zakończyła się angielska wojna domowa; kiedy Karol II dostał przyzwolenie, aby wrócić do wygnania, nadeszły złe czasy dla Szkocji i jej ludzi.
Fergus McKwacz opowiedział synowi tę historię – tę historię o przegranej bitwie pod Culloden, zakończonej reformami, które miały złamać szkockiego ducha. Nie mogli już nosić kiltów, grać na dudach ani mówić w swoim języku – nie, jeśli chcieli uniknąć więzienia. Niektórzy z nich stali się niewolnikami za morzem, inni byli zabijani. Tak czy inaczej, byli karani za swoją narodową dumę.
Kiedy Sknerus kroczył tymi ciemnymi korytarzami, czuł się tak jakby oddychał tym samym powietrzem, którym oddychali jego przodkowie. McKwacze nie mogli już nosić kiltów (do diaska, Sknerus nie był nawet pewien jak wyglądał ich tartan!) ani nie znali nawet słowa po gaelicku, ale nigdy nie zapomnieli o tym, że byli Szkotami – dumnymi, hardymi, ciężko pracującymi i oszczędnymi. A ich zamek pamiętał wszystkie ciężkie czasy, przez które przeszła Szkocja. I tak jak Szkocja, McKwacze mieli swoje wzloty i upadki.
Teraz on – Sknerus McKwacz – był nadzieją ich klanu na lepszą przyszłość. Musiał coś osiągnąć. Będąc w tym miejscu – siedzibie swoich przodków – czuł na sobie wzrok tychże pokoleń, oczekujących na jego następny ruch. Nie chciał tak szybko opuszczać rodziny… ale z drugiej strony wiedział, że musiał zdobyć fortunę, a nie mógł tego zrobić tutaj.
Sknerus wszedł na wieżę i oparł się o blanki, aby przyjrzeć się nocnemu niebu. W oddali mógł dostrzec cmentarz, bagna i drogę do Glasgow. Zamek był otoczony wzgórzami, które wydawały się nieprzyjazne nikomu, kto chciał przez nie przejść. Ale było coś pięknego w tym krajobrazie. Przypomniał on Sknerusowi suche ziemie Montany – szerokie, nieprzyjazne, okiełznane tylko przez najtwardszych. Sknerus przypomniał sobie wszystkie te noce spędzone nad niebem zachodnich Stanów; i wszystkie te razy, kiedy myślał o domu. I zanim się spostrzegł, zaczął nucić:

Dreams to sell, fine dreams to sell,
Angus is here with dreams to sell…


Sir Kwaksterier zmaterializował się tuż obok Sknerusa i przyłączył się.

Hush now wee bairnie and sleep without fear,
For Angus will bring you a dream, my dear.


Stali tak przez jakiś czas, a potem duch się odezwał:
- Był pogańskim bogiem, wiesz? – Kiedy młodzieniec spojrzał na niego ze zdziwieniem, Sir Kwaksterier uśmiechnął się i wyjaśnił: – Śniący Angus. Był celtyckim bogiem snów, miłości, młodości i piękna. Łagodnym duchem, któremu śpiewały ptaki i któremu dzikie psy były posłuszne. Według legend, przychodzi w nocy i sprowadza na śpiących sny.
- Heh… – odparł Sknerus i zaraz zapytał: – A skąd ty wiesz tyle o pogańskich bóstwach?
- W zamku jest nudno. Duchy ze sobą rozmawiają – odrzekł Sir Kwaksterier. Zaraz potem posmutniał i spojrzał na widok przed sobą. – Musisz odejść i odnaleźć swoje szczęście… ale może powinieneś przyjechać tutaj raz na jakiś czas? Zamek McKwaczów nie powinien być pozostawiony bez dziedziców.
- Moi rodzice i siostry będą odtąd tutaj rezydować – powiedział Sknerus.
- Tak, wiem… ale nie powinieneś być ostatnim z klanu McKwaczów. Znajdź sobie miłe dziewczę i miej dzieci, które przedłużą linię. Nie pozwól, aby nazwisko rodu McKwaczów zniknęło.
Sknerus nic nie odpowiedział. Duch i tak nie oczekiwał, że odpowie, bo przyglądał się słońcu powoli wschodzącemu ponad surowe wzgórza. Młodzieniec zrobił to samo i pozwolił myślom błądzić. Może powinien znaleźć sobie żonę… ale tylko wtedy, kiedy zdobędzie fortunę. Kiedy ich sytuacja finansowa będzie stabilna, będzie czas na założenie rodziny.
Kiedy tylko nadszedł ranek; kiedy Sir Kwaksterier opuścił Sknerusa i Fergus McKwacz spotkał się z synem, młodzieniec od razu postanowił, że wyjedzie.

1897, Klondike
- Co znów mruczysz pod nosem? – zapytała nagle Złotka O’Glit.
Sknerus przerwał poszukiwania złota w strumyku i zamrugał ze zdziwienia.
- Niczego nie mruczę. Wracaj do pracy – odparł lekceważąco.
Ale Złotka nie dawała za wygraną.
- Nie, nuciłeś tę piosenkę wczoraj w nocy i nucisz ją wciąż od rana.
- To nie twój interes. – Odwrócił się do niej plecami i wrócił do przepłukiwania złota. Ale po chwili milczenia powiedział: – Pewnie i tak ci się nie spodoba. To szkocka kołysanka, a nie jedna z tych twoich barowych piosenek.
- Ach tak? A jak ona tak właściwie leci? – dopytywała się Złotka.
Sknerus zatrzymał się i spojrzał na nią. Uśmiechnęła się do niego. Przez chwilę zamierzał zapytać: „A dlaczego chcesz wiedzieć?” i powrócić do płukania… Ale było coś takiego w sposobie, w jaki na niego patrzyła…
Być może w głębi duszy chciał komuś zaśpiewać. Być może był zmęczony samotnością i chciał zaśpiewać komuś, kto będzie słuchał. Wszak to była piękna kołysanka i służyła do tego, aby śpiewano ją innym.
I tak oto Sknerus McKwacz zaśpiewał Dream Angus miłości swojego życia. Ona z kolei słuchała go z uwagą. Kiedy skończył, milczała przez chwilę, a potem znów się uśmiechnęła.
- Myślałeś kiedyś o karierze w show biznesie? – zapytała nagle.
- Nie, zupełnie nie – odrzekł Sknerus. – Nie wyobrażam sobie, aby to było zyskowne.
- Jaka szkoda. Byłbyś zjawiskowy – odparła i wzięła sito. – Wracajmy do pracy.
- Tak – przytaknął poszukiwacz złota i oboje zaczęli znów płukać.

1902, Zamek McKwaczów
Już tu nie pasował.
Powrócił do Szkocji i wszystko – od oczu ludności po jego własne uczucia – mówiło mu, że po tylu przygodach w odległych krainach był obcym we własnej ojczyźnie. Jego rodzina wciąż go uznawała, ale ich sąsiedzi widzieli w nim tylko ważniaka, który zapomniał o swoich korzeniach. I w pewnym sensie mieli rację.
Może Szkocja, o której myślał, była tylko czymś, co wymyślił sobie, kiedy śpiewał tę głupią piosenkę. A może to nie Szkocji mu brakowało przez te wszystkie lata, ale jego rodziny. Tak czy inaczej, to nie był jego dom, nie całkiem, nie po tym jak żył poza nią tak długo i uczynił dom z dziczy.
I tak oto on i jego siostry opuścili Glasgow, aby osiedlić się w Ameryce. Kiedy spoglądał na Zamek McKwaczów malejący w oddali, Sknerus postanowił zanucić Dream Angus po raz ostatni.

Czasy współczesne, Kaczogród
Wiele się wydarzyło przez te lata. Zbudował finansowe imperium i osiągnął swoje życiowe marzenie zostania najbogatszym kaczorem na świecie… ale w głupim napadzie złości wyrzucił rodzinę ze swojego życia. Przez następne dwie dekady żył samotnie w swojej posiadłości, dopóki nie pojawili się jego siostrzeńcy i przypomnieli mu jak smakuje przygoda.
I od tamtego pamiętnego Bożego Narodzenia znów miał rodzinę. To było takie odświeżające uczucie mieć przy sobie Hyzia, Dyzia, Zyzia – a nawet Donalda! Sknerus zdobył nawet kilku przyjaciół. Wiedział, że nie osiągnąłby tego, gdyby nie wpuścił do swojego życia siostrzeńców.
I tak oto akurat spędzał wieczór w domu Donalda, opowiadając chłopcom o swoich przygodach, kiedy jego najstarszy siostrzeniec spojrzał na zegar i nagle powiedział:
- Dzieci, czas iść spać.
- Ale wujku Donaldzie! – zawołał Hyzio. – Chcemy posłuchać opowieści wujka Sknerusa!
- Nie będziemy w stanie zasnąć! – dodał Dyzio.
- Tak! Jesteśmy tacy pobudzeni! – zakończył Zyzio.
Sknerus zaśmiał się. Te maluchy były zbyt urocze. Lubił ich.
Donald rzucił mu chłodne spojrzenie.
- Popatrz co narobiłeś! Mają jutro szkołę, a teraz nie położą się do łóżek z powodu twoich głupich historyjek.
Donald z kolei był trudnym kaczorem do życia. Ale Sknerus cały czas starał się pamiętać, że to chłopak Hortensji. I tak jak jego młodsza siostra, Donald udowodnił, że jest energicznym młodzieńcem. I cóż, bardzo się starał wychować tę trójkę dzieciaków zaraz po tym jak jego siostra bliźniaczka zostawiła ich pod jego opieką.
Dziwna myśl przeszła przez umysł Sknerusa. Powstał ze swojego fotela i powiedział do Donalda:
- Pozwól mi położyć ich spać, siostrzeńcze.
Donald prychnął.
- Ach tak? Co zrobisz, starcze?
- Zaśpiewam im kołysankę – odparł Sknerus, nie wahając się ani chwili.
Chłopak Hortensji spojrzał na niego sceptycznie, mimo to jednak, odparł:
- W takim razie proszę bardzo.
Wkrótce Sknerus wstąpił do sypialni chłopców, gdzie Hyzio, Dyzio i Zyzio – teraz już umyci i pod kołdrami – czekali na niego. Stary kaczor usiadł na stołku przygotowanym dla niego specjalnie na tę okazję. Mógł odczuć obecność Donalda za sobą. Chłopak Hortensji prawdopodobnie stał we framudze drzwi i obserwował swojego starego wuja z lekkim zainteresowaniem, gotowy z niego szydzić, gdyby miliarderowi nie udało się uśpić Hyzia, Dyzia i Zyzia.
Sknerus uśmiechnął się do siebie. Donald też musiał usłyszeć tę piosenkę.
I tak oto, bez większej zwłoki, Sknerus zaczął śpiewać kołysankę, której nie śpiewał od czasu, kiedy on i jego siostry opuścili Szkocję.

Can you no hush your weepin'?
All the wee lambs are sleepin'.


Spojrzał na trzech młodzieńców, podczas gdy oni patrzyli na niego tymi zadziwionymi oczami… i nie mógł przestać myśleć o czasach, kiedy był w ich wieku i jego matka śpiewała mu Dream Angus.

Birdies are nestlin', nestlin' taegether,
Dream Angus is hurtlin' through the heather.


Zaczął się zastanawiać czy ich matka, Della, śpiewała im tę piosenkę… a potem zastanawiał się czy Hortensja śpiewała tę kołysankę swoim dzieciom. Jak bardzo Donald i Della byli świadomi swojego szkockiego dziedzictwa?

Dreams to sell, fine dreams to sell,
Angus is here with dreams to sell


A potem naszła go smutna myśl: Donald był wychowywany przez Babcię Kaczkę, na farmie. A Della zniknęła, kiedy Hyzio, Dyzio i Zyzio byli jeszcze niemowlętami. Dlatego było bardzo prawdopodobne, że cała czwórka słyszała teraz Dream Angus po raz pierwszy w życiu.

Hush now wee bairnie and sleep without fear,
For Angus will bring you a dream, my dear.


Nie powinieneś być ostatnim z klanu McKwaczów. Znajdź sobie miłe dziewczę i miej dzieci, które przedłużą linię. Nie pozwól, aby nazwisko rodu McKwaczów zniknęło… – słowa Sir Kwaksteriera zabrzmiały w pamięci Sknerusa. W tym momencie jego życia, Donald był najbliższą, co Sknerus mógł nazwać potomkiem. A tym trzem maluchom spoglądającym na niego zaspanymi oczami było najbliżej do bycia jego wnukami.

Sweet the lavrock sings at morn,
Heraldin' in a bright new dawn.


Uśmiechnął się do nich lekko i z czułością pogłaskał ich po główkach. I wtedy Sknerus pomyślał o tym, co stryj Bulaj mu kiedyś powiedział: że kiedy spoglądał na mętną wodę rzeki Ohio, mógł ujrzeć Zamek McKwaczów otoczony wzgórzami.

Wee lambs, they coorie doon taegether
Alang with their ewies in the heather.


W tej chwili, śpiewając tę starą piosenkę Hyziowi, Dyziowi i Zyziowi, Sknerus również myślał o swoim starym zamku; o historii setek pokoleń McKwaczy rozsianej wewnątrz tych kamiennych murów; o przyjaznym duchu Sir Kwaksteriera, który pomógł mu dwa razy pokonać Whisperville’ów; i o tej chwili, kiedy Sknerus opuścił zarówno ducha, jak i zamek, bo utracił więź ze swoją ojczyzną.

Dreams to sell, fine dreams to sell,
Angus is here with dreams to sell.


A potem Sknerus przypomniał sobie o tych wszystkich razach, kiedy śpiewał tę kołysankę – świadomie i niekoniecznie świadomie – i ten jeden moment, kiedy zaśpiewał ją Złotce. I przypomniał sobie co jeszcze powiedział Sir Kwaksterier tego dnia, w 1885: że Śniący Angus był celtyckim bogiem miłości i młodości.
I Sknerus wiedział, że zostawił swoją miłość w Klondike i spędził swoją młodość, robiąc pieniądze. Czuł się stary, tak bardzo, bardzo stary… Czuł też łzy napływające mu do oczu.

Hush now wee bairnie and sleep without fear,
For Angus will bring you a dream, my dear.


Załamującym się głosem Sknerus zakończył śpiew i miał ochotę płakać – płakać nad faktem, że jest ostatnim z klanu McKwaczy; że nigdy nie związał się ze Złotką; że stracił kontakt ze swoją ojczyzną dawno temu; i że Donald i chłopcy prawdopodobnie nie znali swojego szkockiego dziedzictwa.
Hyzio, Dyzio i Zyzio albo nie zauważyli dziwnego nastroju wuja, albo udawali, że nie widzą, bo wydawali się już zasypiać. Sknerus uśmiechnął się i ostatni raz pogłaskał ich po głowach, zanim wstał ze stołka i, ostrożnie, aby nie obudzić chłopców, opuścił pokój. W korytarzu spotkał Donalda, opierającego się o ścianę, i przez chwilę dwa kaczory przyglądały się sobie nawzajem.
- To dla ciebie typowe, śpiewać o sprzedawaniu snów – powiedział Donald z gorzkim uśmiechem, ale w jego oczach było coś, co nie do końca chciało szydzić z chciwego wuja.
Sknerus uśmiechnął się również i odparł:
- Wszyscy wiedzą, że sny są za darmo. To ich realizacja może kosztować fortunę. Ameryka ma to do siebie, że może sprawić, iż ludzie zapomną o swoich korzeniach. – Spojrzał na Donalda smutno i odwrócił się do drzwi do pokoju chłopców, zanim nie zwrócił się znów do siostrzeńca. – Pewnego dnia pokażę ci Szkocję.
Uśmiech Donalda przyjął bardziej przyjazny wyraz, kiedy kaczor powiedział:
- W którymś momencie tam dotrzemy, starcze.
- Myślę, że masz rację, siostrzeńcze.
Sknerus i Donald skierowali się w stronę schodów, aby dać chłopcom spać spokojnie. Kiedy zaczęli schodzić w dół, Sknerus usłyszał, jak Donald nuci znaną melodię. Stary kaczor nie wiedział, czy jego siostrzeniec robił to świadomie czy nie, ale to sprawiło, że Sknerus się uśmiechnął.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
CynicznaCecylia
uczeń
Posty: 32
Rejestracja: 08 gru 2019, 16:10
Kontaktowanie:

Re: [Życie i Czasy Sknerusa McKwacza] Dream Angus

Postautor: CynicznaCecylia » 07 maja 2020, 19:08

Ładne, malownicze i sentymentalne. Taka opowieść o poszukiwaniu własnej przyszłości i własnego gniazda od zawsze zderzającym się z tęsknotą do tego co kiedyś było. I gdybaniu. Co gdybym nie zatracił korzeni, co gdybym ożenił się ze Złotką, co gdybym przedłużył ród... Jednak, jak powiedziała Babcia Wetherfax, podobne gdybanie nie ma sensu, bo owszem, mogłoby być pięknie, ale też inny, "lepszy" wybór mógłby zaprowadzić nas do tragicznego końca. Jednak to normalne, że człowiek się zastanawia. I tęskni, a zarazem ciągle szuka czegoś nowego... A i m starszy tym bardziej i częściej o tym wszystkim myśli, bo z wiekiem bywamy coraz bardziej refleksyjni... No, chyba, że dopada nas demencja/altzheimer.

W teście pięknie użyty motyw piosenki, podkreślający obydwa wymienione przeze mnie elementy. Można by powiedzieć, że zarówno ona jak i opowieść właściwa oddziałują na siebie, tworząc pieśń o snach o przyszłości, a później o snach o domu rodzinnym. ładne są też opisy. Niezbyt szeroko rozbudowane, ale malownicze i podkreślające klimat tekstu. Jednak dopatrzyłam się paru niedociągnięć głównie ze strony technicznej:

- podwójny błąd logiczny (?) w akapicie z usypianiem kaczorków. Po pierwsze powinno być zaznaczone bardziej, że Sknerusowi, jako starszemu uwłaczało śpiewanie, bo go nie potrzebował, a nie ze go po prostu nie potrzebował. Podkreślić ten dziecięcy wstyd wobec chcącego być już "dorosłym chłopcem" kaczorka, a troskliwością matki. No i jego siostry - tu nie o to chodziło, ze będą rano marudzić. Tu chodziło o to, ze będą z wieczora marudzić, bo nie ma kołysanki, później zasną, a rano będą półprzytomne i jeszcze bardziej marudne.

- czasami zjedzone przecinki, aczkolwiek to najmniejszy problem - ani razu nie było to tak dotkliwe, aby zmieniło sens zdania (plus wszyscy mają z tym jakieś problemy). W każdym razie skrajności czyli nagminny zapominacz przecinkowy/przecinkowiec batalistyczny ciebie nie dotyczą. ale doszlifować można... W sumie ja też mogłabym. I 90% piszących, nie licząc korektorów :D

- B Y Ć - tyle tu tego, co wiosną po śnieżnej zimie psich kupek na trawniku. To twoja największa Nemezis, więc lej ją dziewczyno, a to mocno. Albo choroba - bycioza - więc lecz się z tego. Właściwie to mam nawet pomysła <miejsce na śmiech Ferdka Kiepskiego> na kurację: po napisaniu tekstu boldnij sobie wszystkie formy być użyte w tekście, zostaw na dwa dni, a potem kombinuj jak je polikwidować.
Ze swojej strony podaje przykład byciów bezpośrednio sąsiadujących w tekście i tego jak można pięknie oba zlikwidować (tylko jedno wytłuszczenie, musiałam się natrudzic, żeby leniem przydusić wewnętrzną pseudokorektorkę, doceń to)
Zamek był otoczony wzgórzami, które wydawały się nieprzyjazne nikomu, kto chciał przez nie przejść. Ale było coś pięknego w tym krajobrazie.

Werszjon mine
"Zamek otaczały wzgórza sprawiające wrażenie wrogich ("nieprzyjazne" masz w zdaniu następnym, ew zachować tu "nieprzyjazne", a w następnym zdaniu dać "pierwotne") wszystkim, którzy chcieliby przez nie przejść. Jednak surowy krajobraz miał w sobie ukryte piękno."
<kłania się, chociaż w tle nie rozbrzmiewa burza oklasków> Swego czasu miałam problemy z byciozą, teraz walczę z zaimkozą <"walcz, walcz jak te słonie z Władcy Pierścieni"> i wytykam to wszystkim! Bo niestety jedno i drugie wydaje się pierdołą, ale niestety utrudnia odbiór tekstu. wiem, że trudno, czasami, żeby pozbyć się bycia trzeba na około albo mocno zmienić brzmienie zdania, ale warto. Plus dzięki temu można poznać magię strony biernej <miejsce na brokat>
Generalnie duzy potencjał, tekst dobry, ale strona techniczna do doszlifowania.


Wróć do „Książki/Komiksy”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości