[Doctor Who] Magiel

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
An-Nah
noblista
Posty: 523
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: Sam środek Czarnej Dziury
Kontaktowanie:

Postautor: An-Nah » 03 maja 2010, 12:57

To może być chromosom Y, to może być kwestia problemów z produkcją testosteronu w populacji - jedno i drugie możliwe, ale takie zaburzenia IMHO raczej będą się też wiązać z większą ilością "zaburzeń" i osobników wymykających się poza stereotypy płciowe. Jeśli by to był problem z testosteronem, to mężczyźni mieliby go mało, więc mieliby więcej cech stereotypowo kobiecych, a mniej - stereotypowo męskich.
Z drugiej strony, gdyby był to problem z testosteronem, to niewiele byłoby w tej populacji kobiet o stereotypowo męskich cechach charakteru, więc, na zdrowy rozsądek, mniej byłoby wojen i agresji.

Ja wiem, że szukanie naukowych podstaw przy ficu z tak umownego i jadącego po konwencji serialu to nadużycie, ale to są akurat kwestie, które mnie interesują XD
No Savior Vivre guidances explained how you should behave when you are kind of stuck with an evil alien leader whom you tried to assassinate

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2567
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 03 maja 2010, 14:04

A mi się wydawało, że napisałam gdzieś, że chodziło o degenerację chromosomu Y, ale może mi się coś pochrzaniło. Ja wiem, że tu może być sporo nieścisłości, ale serio, w Dr Who jest więcej fiction czy science ;-) ? Co do ratingu to zamierzam się trzymać tego nieszczęsnego 13+, bo chcę udowodnić, że umiem też pisać rzeczy bez erotyki, ale nie ukrywam, że ostatnio mam ochotę na FemDom z Doktorem :-P
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2567
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 15 maja 2010, 18:18

Rozdział V

Nikita nie zamierzał tak łatwo dać za wygraną. Skoro z królową się nie udało, liczył, że chociaż z Mikele pójdzie lepiej. W końcu jej brat również został pojmany. Ta jednak sprawiała wrażenie równie zrezygnowanej, co władczyni.
- Już nic nie można zrobić – westchnęła, zbyt zmęczona by płakać.
Na to Nikita zmierzył ją surowym spojrzeniem i skrzyżował ręce na piersi.
- Nie rozumiem was, ludzie! Nie ma w was za grosz ducha walki! - rzekł podniesionym głosem.
- Powiedziałabym raczej, że to racjonalne podejście.
- Nie przeraża cię fakt, że twój brat jest zdany na łaskę tych dzikusek?
- Oczywiście, że przeraża, ale co niby mam zrobić? Sama stawić czoła całej armii?
- Nie sama, masz jeszcze mnie.
Słowa Nikity uznała za niesmaczny żart, powstrzymała się jednak od komentarza. Chłopak jednak sprawiał wrażenie śmiertelnie poważnego.
- Kiedyś na tej planecie żyła wysoko rozwinięta cywilizacja, prawda? - spytał niespodziewanie.
- Tak, przed Wielką Wojną – mruknęła Mikele, nie rozumiejąc, po co Nikita w ogóle porusza ten temat.
- Na pewno coś po sobie pozostawili, nie mogło tak po prostu wszystko obrócić się w pył.
- Dwa dni drogi stąd na północ rozciągają się ruiny wielkiego miasta, ale od wieków nikt się tam nie zapuszcza – wyjaśniła dziewczyna.
- Dlaczego?
- Bo ci co wracali, zapadali na chorobę i umierali.
- Jaką chorobę?
Nikita do głupich nie należał, całkiem nieźle umiał kojarzyć fakty, dlatego, gdy Mikele opowiedziała mu szczegóły, wszystko stało się dla niego jasne.
- No tak, promieniowanie! - ucieszył się, że do czegoś doszedł. - Ludzie umierali, bo zostali napromieniowani, ale to było kilkaset lat temu, teraz powinno już być bezpiecznie!
- Nie rozumiem do czego zmierzasz.
- Udamy się do ruin i poszukamy zaawansowanej technologicznie broni. Wtedy bez problemu rozprawimy się z barbarzyńcami.
- To szaleństwo! - zaprotestowała Mikele.
- Szaleństwo to moja specjalność. - Nikita wyszczerzył zęby w uśmiechu.


Zostali zaprowadzeni do sporego namiotu i przez chwilę Doktor brał pod uwagę możliwość ucieczki, ale ponieważ otaczały ich uzbrojone wojowniczki, stwierdził, że to nie najlepszy pomysł, zwłaszcza, że widział je w akcji. Postanowił poczekać na dogodniejszy moment.
Mikelis cały się trząsł, jednocześnie czując wzbierającą w nim wściekłość. Nie spowodowała jej bynajmniej sama sytuacja, tylko fakt, że nie umiał stawić jej czoła z dumnie podniesioną głową. Kojące słowa, które szeptał mu Doktor, niezbyt pomagały.
- Rozebrać się! - rozkazała generał donośnym głosem.
Mikelis nerwowo przełknął ślinę i przez chwilę stał nieruchomo.
- Lepiej zrobić, co mówią – powiedział mu Pan Czasu.
Sam nie za bardzo cieszył się na myśl o zdjęciu odzieży przed grupą obcych kobiet, zwłaszcza, że był bardzo przywiązany do swojego ubrania. Miał nadzieję, że chociaż nie zostanie mu odebrane.
Szkoda, że cię tu nie ma, Jack. Spodobałoby ci się – pomyślał, zdejmując koszulę i składając ją z namaszczeniem w zgrabną kostkę.
Nie miał pojęcia co stanie się dalej i nie chciał nawet się nad tym zastanawiać. Przeżył już wiele, ale wszechświat nie przestawał go zaskakiwać.
- Szybciej! - pogoniła go generał, na co posłał jej znudzone spojrzenie. Czy nie zauważyła, że miał na sobie więcej garderoby niż pozostali?
Po chwili ręce jeńców zostały przywiązane do poziomego pala znajdującego się nad ich głowami, pozostawiając ich całkowicie bezbronnymi. Choć Doktor przywykł do wielu dziwnych sytuacji, sam zaczynał odczuwać strach. Wraz z ubraniem został pozbawiony pewności siebie. Sądził, że wyzbył się tego typu odruchów, ale najwyraźniej w podświadomości tkwił u niego podobny lęk przed wyeksponowaniem, co u ludzi.
- Zaraz przybędzie tu sama wódz Rashida! Nie odzywajcie się, chyba, że zostaniecie o to poproszeni! - oznajmiła generał.
Minutę później do namiotu weszła kobieta w długiej, fioletowej pelerynie przytwierdzonej do zbroi. Wyglądała na trochę młodszą od królowej Sidiki. Jej czarne oczy błyszczały jak onyksy, a równie ciemne włosy spięte były wysoko srebrną klamrą. Nie powiedziała nic, tylko zmierzyła wzrokiem wszystkich mężczyzn. W pierwszej kolejności podeszła do Mikelisa, który był już na tyle sparaliżowany strachem, by nie zareagować. Wódz chwyciła go za podbródek i dokładnie mu się przyjrzała.
- Jak masz na imię? - spytała.
Zamiast cokolwiek powiedzieć, chłopak jedynie gapił się przed siebie.
- Ktoś odciął ci język? Odpowiadaj! - huknęła kobieta.
- Mikelis – wydusił wreszcie z siebie przerażony młodzieniec.
- Ile masz lat, chłopczyku?
- Pię... piętnaście.
- Więc, jesteś w wiek mojej córki. Zakładam, że żadna cię jeszcze nie miała? - Rumieniec na twarzy Mikelisa mówił sam za siebie. - I dobrze, masz na to jeszcze czas. Na razie zostaniesz przydzielony jako pomoc kuchenna. Masz szczęście, to lekka praca.
Po chwili wódz przeniosła wzrok na Pana Czasu i gdy tylko znalazła się przed nim, spojrzała mu prosto w oczy, co w gruncie rzeczy mu odpowiadało. Zdecydowanie wolał by patrzyła mu prosto w oczy niż gdziekolwiek indziej.
- A ciebie jak zwą? - Od razu skierowała do niego pytanie.
- Doktor.
- Nie jesteś stąd, prawda? - Władczyni ucieszyła się na myśl, że może mieć do czynienia z egzotyką.
- Nie, nie jestem.
- Więc skąd?
- Z TARDIS – odparł bez zastanowienia Doktor.
- Czy to kraina za pasmem górskim?
- Można tak powiedzieć.
W tym momencie Pan Czasu żałował, że nie pociągnął rozmowy nieco dłużej, bo wódz przestała mu patrzeć prosto w oczy. Starał się uciec myślami gdzieś daleko i pokazać, że umie sobie radzić z tak prymitywnymi odruchami jak uczucie wstydu, ale niestety, jemu również zdarzały się chwile słabości.
- Będziesz idealny – powiedziała kobieta, a Doktor uniósł brwi i rozszerzył oczy, nie wiedząc, czy ma się cieszyć, czy bać.
- Przepraszam, że odzywam się nieproszony, ale do czego będę idealny? - spytał, już czując, że tego pożałuje.
- Za dwa dni moja córka ma urodziny. Postanowiłam sprawić jej wyjątkowy prezent. Zostaniesz jej pierwszym partnerem.
Zgodnie z przypuszczeniem Doktor pożałował, że spytał. Jego wyraz twarzy wyglądał tak, jak przeciętnego Japończyka, kiedy nadchodziła Godzilla.
- Zaraz, zaraz, zaraz... powiedziałaś, że twoja córka ma lat... ile? Z całym szacunkiem... myślę, że nie jestem do tego odpowiednią osobą... sugerowałbym kogoś młodszego... Mam więcej lat niż wyglądam... - Doktor za wszelką cenę próbował się wybronić, co nie spodobało się generał.
- Jak śmiesz pouczać wódz?! Zostaniesz ukarany! - krzyknęła i sięgnęła po bat, który miała przypięty do pasa.
Zamachnęła się, ale Rashida powstrzymała ją przed uderzeniem.
- Nie wolno ci go uszkodzić – oznajmiła stanowczo.
- Przepraszam, pani.
Wódz przeniosła wzrok z powrotem na Doktora. Widać było, że ją również zdenerwował.
- Na twoim miejscu bym uważała. Surowo karzemy za każde przewinienie i zapewniam cię, że nie jesteś nietykalny. - Jej ton głosu wskazywał, że nie żartuje. - Powinieneś być mi wdzięczny, bo spotkał cię największy zaszczyt. Możesz żyć w przepychu, okaż jedynie należyty szacunek.
Doktor postanowił już się nie odzywać. Miał jeszcze dwa dni na opracowanie planu, powinno wystarczyć.
- Tych dwóch chcę w moim haremie. - Rashida wskazała na pozostałych mężczyzn. - I wykąpcie ich wszystkich, nawet niewolnik winien być zadbany.


Pomysł Nikity nie przypadł do gustu królowej. Jasno dała do zrozumienia, że zamierza wszystkie siły skoncentrować na odbudowie miasta i nic jej nie przekona, by wyruszyć śladem barbarzyńców. Jednak chłopak postanowił, że bez względu na wszystko nie da za wygraną. Jeśli nie mógł liczyć na pomoc Sidiki, musiał jej szukać gdzie indziej. Wciąż tliła się w nim nadzieja, że uda mu się przekonać Mikele do swego planu.
- I tak tam pójdę, nic mnie tu nie trzyma – wyjaśnił stanowczo. - Jeśli uda mi się wyzwolić twojego brata, przyprowadzę go tutaj, ale w dwójkę miałybyśmy większe szanse.
- Większe szanse? Przeciwko im wszystkim?
- Czasem dwie osoby mogą zdziałać więcej niż cały legion. To nie musi być otwarta walka, możemy użyć podstępu. No i kto wie, co znajdziemy w tych ruinach?
Dla Mikele pomysł Nikity wciąż zdawał się szaleństwem, ale chłopak sprawiał wrażenie bardzo pewnego siebie. Niestety ona nie podzielała tej pewności.
- A jeśli się mylisz i promieniowanie wciąż tam jest?
- To wtedy Doktor coś wymyśli, żeby nam pomóc. Ale jestem prawie przekonany, że spadło do niegroźnego poziomu.
- Ale pewna być nie możesz.
Dyskusja zaczynała powoli denerwować Nikitę. Postanowił doprowadzić ją do końca, a resztę pozostawić losowi.
- W porządku, nie będę już cię na siłę przekonywać – powiedział spokojnie. - Ja już postanowiłam, ruszam im na ratunek i wszyscy mogą mi naskoczyć. Królowa nie ma prawa mnie tu trzymać siłą, zwłaszcza, że tu nie należę. Czasem w życiu trzeba podjąć ryzyko, postawić wszystko na jedną kartę. Nigdy nie ma gwarancji, że się uda, ale jeśli jest chociaż cień nadziei, trzeba spróbować. Wiem, że gdyby role się odwróciły, Doktor by mnie nie zostawił, poszedłby po mnie, choć dopiero co się poznaliśmy. A co zrobiłby twój brat, gdybyś znalazła się na jego miejscu, jak myślisz? Gdy przybyły wrogie wojska, mógł się schronić, a jednak wybrał walkę, choć wiedział, co go może czekać.
- Mój brat jest lekkomyślny, nie sądzę, by w ogóle zdawał sobie sprawę z konsekwencji – powiedziała Mikele, podpierając się rękami o blat stołu, i zamknęła oczy, by nie dopuścić do napływu łez.
- Rób jak chcesz – odparł krótko Nikita i powrócił do jedzenia obiadu. - Ja wyruszam jeszcze dzisiaj.
Ostatnio zmieniony 29 maja 2010, 16:52 przez Vampircia, łącznie zmieniany 1 raz.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 17 maja 2010, 15:14

Zdecydowanie za krótki ten odcinek. Chcę więcej :)
No i trzymam kciuki za Nikitę.
OC-holic

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2567
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 17 maja 2010, 17:07

Masz rację, za krótki. Muszę się następnym razem bardziej wysilić.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Lady Makbeth
debiutant
Posty: 68
Rejestracja: 02 sty 2010, 18:58
Lokalizacja: Marcepanowo
Kontaktowanie:

Postautor: Lady Makbeth » 26 maja 2010, 21:11

Jak zwykle mój mózg wyłapuje te, nic nie znaczące szczegóły, jak Doktor składający ubranie w kostkę. On jest taki... zachowawczy :mrgreen:
Pięknie opisałaś te 'wojownicze baby' ;-) Aż żałuję, że mnie nie tam nie ma, albo, że nie jestem córką Rashidy :-D W tym momencie żałuję również, że ten fik nie ma 'adult rating', byłoby co czytać :mrgreen:
"What's wrong about wanting a man to hold another man's beads?"

Awatar użytkownika
An-Nah
noblista
Posty: 523
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: Sam środek Czarnej Dziury
Kontaktowanie:

Postautor: An-Nah » 28 maja 2010, 20:27

To ciekawe - cała masa wojowniczych bab, a najwięcej jaj ma crossdresser :) Aż się dziwię, że z takim podejściem kobiety Sidiki nie zostały już dawno zmiecione wraz z całym miastem...
Biedny Doktor. Tak, porównanie do Japończyka widzącego nadchodzącą Godzillę było tak trafne, jak piękne :) Oj, inicjacja królewskiej córki będzie zabawna, choć nie sądzę, by do skutku doszła, nie z Doktorem na pewno (Ciekawe, co on sobie myśli? "Ranyboskie, moja wnuczka była w tym wieku..."?).
Widzę, że nie mogłaś się powstrzymać przed przemyceniem sugestii ulubionego pairingu? Czy może Doktorowi chodziło raczej o to, że Jack byłby szczęśliwy, gdyby znalazł się w otoczeniu tak wielu pięknych i chętnych kobiet? XD
No Savior Vivre guidances explained how you should behave when you are kind of stuck with an evil alien leader whom you tried to assassinate

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2567
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 28 maja 2010, 20:50

An-Nah pisze:Czy może Doktorowi chodziło raczej o to, że Jack byłby szczęśliwy, gdyby znalazł się w otoczeniu tak wielu pięknych i chętnych kobiet?

Dokładnie o to mi chodziło:] Szczerze. Plus fakt, że lubi chwalić się swoim ciałem.
An-Nah pisze:Tak, porównanie do Japończyka widzącego nadchodzącą Godzillę było tak trafne, jak piękne

Mąż mi podpowiedział ten tekst.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2567
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 26 cze 2010, 13:59

Starałam się, żeby tym razem rozdział był dłuższy.


Rozdział VI

Słowa Nikity nie okazały się puste. Zrobił dokładnie tak, jak powiedział – wyruszył jeszcze tego samego dnia, nie zamierzał czekać do rana. Nie wziął nic prócz prowiantu i kija, nie miał pojęcia na co się porywa, ale czuł, że postępuje słusznie. Gdy dotarł do bram miasta, usłyszał za plecami głos Mikele.
- Zaczekaj na mnie! Zaczekaj!
Dziewczyna niosła na plecach worek i była w pełni uzbrojona. Widząc ją, Nikita domyślił się, że nie przyszła go powstrzymać, uśmiechnął się więc szeroko.
- Wciąż uważam, że to szaleństwo, ale jeśli jest jakakolwiek szansa, żeby ocalić Mikelisa… - jej głos zadrżał i urwała. – Lepiej, żeby twój plan się powiódł.
Gdy opuścili bramy miasta, Nikita podjął rozmowę.
- Królowa pozwoliła ci wyruszyć?
- Zostawiłam jej tylko list.
Wyczyn Mikele praktycznie równał się dezercji, więc za pewne była naprawdę zdesperowana. Prawdopodobnie pogodziła się z myślą, że nigdy nie wróci. Musiała naprawdę kochać brata. Możliwe też, że po części czuła się odpowiedzialna za Nikitę i nie chciała zostawić go samego. Jej odwaga zaimponowała młodemu mężczyźnie.
- Możesz mi zaufać – zapewnił. – Uda się nam.


W obozie koczowników świętowano zwycięstwo. Praktycznie wszyscy niewolnicy zostali przydzieleni do pomocy w uczcie. Podczas, gdy Mikelis „podawał do stołu” i miał okazję zobaczyć, jak lud się bawi, Doktor został zaprzęgnięty do wyjątkowo nudnej i męczącej pracy, jaką było rąbanie drzewa. Nie pozwolono mu nawet zbliżać się do królewskiego namiotu, gdyż tradycja nakazywała, że księżniczka może go ujrzeć dopiero w pierwszą noc. Noc, która miała nastąpić już jutro i Doktor za wszelką cenę chciał przed nią uciec.
- Widziałem księżniczkę, jest bardzo ładna – oznajmił Mikelis, gdy wrócił z pustymi tacami. – Przyznam szczerze, zaczynam ci trochę zazdrościć – zarumienił się.
- Nie chodzi o to, jak wygląda, tylko ile ma lat. Tam, skąd pochodzę, za coś takiego można iść do więzienia – wyjaśnił Doktor i usiadł, by trochę odpocząć.
Przez cały dzień próbował opracować plan ucieczki, ale obozowisko było ściśle strzeżone i praktycznie nie spuszczano jeńców z oczu. Mógł jedynie czekać na dogodny moment, jeśli taki miał w ogóle nastąpić.
- Nie obijać się! Pójdziemy po wodę! – Przybyła jedna z oficerów i rzuciła Doktorowi dwa spore wiadra.
Pan Czasu zdał sobie sprawę, że to szansa, która może się nie powtórzyć.
- Z całym szacunkiem, te wiadra są ogromne – powiedział spokojnie. – Może Mikelis by mi pomógł? Jutro mam ważną noc i wolałbym nie dostać przepukliny.
Oficer się skrzywiła w gniewie, ale poświęciła chwilę na zastanowienie.
- W porządku – parsknęła i skinęła na obu jeńców.
Pozwoliła im iść przodem, w niewielkiej odległości od niej. W jednej ręce trzymała pochodnię, drugą dłoń na rękojeści miecza, tak na wszelki wypadek. Dotarli nad brzeg rzeki, która znajdowała się niedaleko od obozowiska. Doktor nachylił się by zaczerpnąć wody i uznał, że musi działać, bo drugiej szansy nie będzie. Szybko chlusnął kobiecie w twarz, przy okazji gasząc pochodnię i chwycił Mikelisa za ramię.
- Uciekaj! - krzyknął i pobiegł przed siebie, ciągnąc zdezorientowanego chłopaka za sobą.
Wojowniczka chwyciła róg, który nosiła przypięty do pasa, i zadęła w niego, sygnalizując wszystkim, że jeńcy zbiegli. Bez pochodni nie mogła wiele zdziałać, ale widziała, że w ciągu kilku minut nadejdą posiłki i mężczyźni nie zdołają daleko uciec.
Na szczęście Doktor widział w ciemności odrobinę lepiej niż ludzie, więc mógł mniej więcej rozeznać się w terenie, ale to nie wystarczało by bezpiecznie wydostać się z zasięgu wroga. Musieli znaleźć kryjówkę.
- Idealnie – szepnął Pan Czasu.
Znaleźli się naprzeciwko wodospadu, który, po dokładnych oględzinach, okazał się skrywać za sobą jaskinię. Była niewielka szansa by w nocy ktoś ich tam odnalazł, więc obaj uciekinierzy wspięli się po mokrych skałach, Mikelis z niewielką pomocą Doktora, po czym po omacku wpełzli do niewielkiej pieczary. W środku panowały kompletne ciemności, słyszeli jedynie grzmot spadającej wody. Było to chłodne i niezbyt przyjemne miejsce, ale musieli w nim jakoś wytrzymać do świtu.
- Jest mi tak bardzo wstyd – wyznał chłopak głosem przepełnionym bólem.
- Dlaczego?
- Chciałem być waleczny, jak moja siostra, ale zamiast znosić wszystko z godnością, ciągle tylko się mażę.
- Jesteś bardzo waleczny, wziąłeś udział w bitwie, choć nie musiałeś.
- Gdybym wiedział, że tak to się skończy... Tak bardzo się boję... - Mikelis pociągnął nosem.
- To naturalne. Ja również się boję, choć przyznaję, bywałem już w gorszych sytuacjach.
- Nawet jeśli się boisz, to tego nie okazujesz. Chciałbym być taki, jak ty.
- Uwierz mi, nie chciałbyś – westchnął Doktor i zamilkł.
Jednak chłopak nie chciał siedzieć w ciszy, bo to go przytłaczało i sprawiało, że bał się jeszcze bardziej.
- Opowiedz mi coś o sobie – poprosił nieśmiało.
- Co chcesz wiedzieć?
- Kim tak właściwie jesteś? Wiem, że nie pochodzisz z tego kraju, ale coś podpowiada mi, że nie jesteś też z tego świata. Mam rację?
Choć ludzie zamieszkujący Cydonię zdawali się prymitywni, wcale nie byli głupi, co Mikelis właśnie udowodnił. Przypomniała mu się pierwsza rozmowa z Doktorem i już wtedy domyślił się, że nie ma do czynienia ze zwykłymi podróżnikami.
- Masz rację – odparł beznamiętnie Pan Czasu, jakby rozmowa go ani trochę nie interesowała, ale też nie denerwowała.
- Jak daleko znajduje się twoja planeta?
- Moja planeta nie istnieje. Już nie.
Odpowiedź Doktora nie zniechęciła Mikelisa do zadawania dalszych pytań, wprost przeciwnie, poczuł się jeszcze bardziej zaciekawiony. I tak nie mieli nic lepszego do roboty, więc Pan Czasu opowiedział o swoim świecie i swoim życiu. Posypało się coraz więcej pytań i każde z nich doczekało się odpowiedzi, przez co czas zdawał się płynąć szybciej. W ten sposób minęło kilka godzin i minęłoby nawet więcej, ale okazało się, że uciekinierzy wcale nie znaleźli dobrego miejsca na kryjówkę.
Usłyszeli jakiś szelest, potem pomruk. Wstrzymali na chwilę oddech, chcąc sprawdzić, czy aby uszy ich nie mylą. Gdy usłyszeli warknięcie, Doktor się dłużej nie zastanawiał.
- W nogi! - krzyknął i zerwali się jak oparzeni.
W ciemności i pośpiechu zejście ze śliskich skał nie należało do łatwych zadań, więc obaj spektakularnie spadli na ziemię, na szczęście unikając poważniejszych stłuczeń. Najważniejsze, że ominęła ich konfrontacja z dzikim zwierzęciem, które wkrótce okazało się nie być ich największym zmartwieniem. Gdy unieśli głowy, ujrzeli otaczające ich wojowniczki z pochodniami.


Nie było możliwości by przejść całą drogę bez zatrzymania się na noc, więc Nikita i Mikele przystanęli nad brzegiem niewielkiego jeziora. Rozpalili ognisko i przyszykowali prowizoryczne posłania. Na szczęście było ciepło, mimo że słońce już dawno zaszło, a Cydonia zdawał się planetą wolną od komarów. Najwyraźniej ludzie przy terraformacji dokonali paru udoskonaleń.
- Czy grasują tu jakieś niebezpieczne zwierzęta, gotowe rzucić się nam do gardeł i rozszarpać na strzępy? - spytał chłopak, jedząc prowiant.
- Raczej nie. Są wilki, ale o tej porze roku nie powinny stanowić zagrożenia, bo nie są wygłodniałe.
- Szkoda.
Mikele nie sądziła, że Nikita aż tak łaknie mocnych wrażeń, ale zignorowała jego komentarz. Ku jego zaskoczeniu zaczęła się rozbierać.
- Hej, co ty robisz? - zaniepokoił się chłopak.
Choć większość osób wzięłoby go za geja, bynajmniej nie były mu obojętne kobiece wdzięki. Uważał się za biseksualistę, ale w tej chwili wolałby być homo.
- Chcę się wykąpać – odparła Mikele, potwierdzając, że pochodziła ze społeczeństwa dbającego o higienę.
Nie chodziło o zażenowanie, Nikita generalnie nie miał nic przeciwko nagości i nie uważał, żeby gapienie się na ciało kobiety było rzeczą niewłaściwą. Przejmował się czymś zupełnie innym. Ponieważ Mikele zdążyła rozebrać się przed nim do rosołu, chcąc nie chcąc się podniecił. Nie mógł pozwolić by to zauważyła.
- A ty nie chcesz się odświeżyć? - zasugerowała.
- Nie – stęknął Nikita, zasłaniając dłońmi okolice krocza.
- Dlaczego nie? Musiałaś się nieźle spocić w tym upale.
- Nie lubię zimnej wody.
Chłopak nie zabrzmiał zbyt przekonująco, do tego odruchowo się cofnął, gdy Mikele do niego podeszła.
- Ty coś ukrywasz – dziewczyna zmarszczyła brwi i dokładnie zmierzyła „towarzyszkę” wzrokiem.
Nikita czuł, że to koniec maskarady. I tak był zdziwiony, że wcześniej nikt go nie przejrzał.
- Zaraz, ty... - Mikele powiedziała tak, jakby nagle uświadomiła sobie coś szokującego. - Bardzo mi przykro.
Nie takiej reakcji spodziewał się Nikita. Oczekiwał raczej gniewu, zdecydowanie nie współczucia.
- Ej, to nie jest aż taki powód do zmartwień – powiedział z lekkim oburzeniem.
- Wiem, ale mimo wszystko rozumiem, jak się musisz czuć.
- Serio?
Tym razem Nikita zgłupiał. Coś zdecydowanie nie pasowało mu w tej rozmowie i odnosił wrażenie, że doszło do jednego, wielkiego nieporozumienia.
- Moja matka też miała rozległe blizny po bitwie i nie chciała się pokazywać w publicznych łaźniach – wyjaśniła wreszcie Mikele. - No nic, ja teraz pójdę się popluskać, a ty możesz iść później.
Niewiele brakowało, a Nikita parsknąłby śmiechem. Silniejsze jednak było uczucie ulgi.


Zarówno Mikelis, jak i Doktor klęczeli przed wódz, niczym modlący się muzułmanie, z twarzami pochylonymi tak nisko, że prawie dotykały podłoża. Nie był to ich pomysł, generał kazał im korzyć się przed władczynią, a że zdążyli już nawarzyć sobie piwa, woleli nie pogarszać swojej sytuacji niepotrzebnym buntem. Doktor jak zwykle skutecznie ukrywał swój strach, Mikelis też starał się za wszelką cenę nie płakać, gdyż miał dosyć bycia tchórzem.
- Wymierzyć mu dziesięć batów. - Rashida wskazała na chłopaka, a ten zadrżał, z trudem zachowując spokój.
- Z całym szacunkiem, wasza wysokość, on niczym nie zawinił. Jestem w pełni odpowiedzialny za to, co zaszło. Pociągnąłem go za sobą, nawet nie pytając o zdanie – wyjaśnił Doktor, wciąż z twarzą blisko podłoża.
- Jak to dokładnie było? - Wódz zmierzyła surowym wzrokiem wojowniczkę, która odprowadzała jeńców nad rzekę.
Ta odruchowo odwróciła spojrzenie, wstydząc się, że dała się zaskoczyć dwójce niewolników.
- Mniej więcej tak – mruknęła z wahaniem.
Rashida przeniosła wzrok z powrotem na Mikelisa, zastanawiając się, co z nim zrobić. Była władczynią surową, ale sprawiedliwą i zawsze starała się by wymierzać kary odpowiednie do przewinienia.
- Ograniczcie mu na tydzień racje – zarządziła. - A teraz zejdź mi z oczu, chłopczyku – warknęła, na co Mikelis szybko uciekł do namiotu niewolników, by się już nie narażać. - Co zaś do ciebie... - zmierzyła Doktora przenikliwym spojrzeniem.
Decyzja nie należała do łatwych. Pan Czasu wiedział, że wódz nie może pozwolić, by na następny dzień na jego ciele było znać jakieś ślady, więc wszelkie formy bicia, czy przypalania nie wchodziły w grę.
- Poprzytapiajcie go trochę – rozkazała. - To go nauczy szacunku, ale w żaden sposób nie uszkodzi.
- Jesteś nader łaskawa, pani – rzucił Doktor, udając pokornego.
Czuł, że tym razem mu się upiekło. Wiedział, że jako Pan Czasu z łatwością poradzi sobie z taką karą. Bardziej przejmował się faktem, że został mu tylko dzień na opracowanie skutecznego planu ucieczki.


Wojowniczki o tym nie wiedziały, ale Doktor umiał wstrzymać oddech naprawdę długo, więc tortury nie zrobiły na nim większego wrażenia. Jedyny problem stanowił fakt, że jego oczy był równie wrażliwe, co ludzkie, więc stały się całe czerwone od ciągłego zanurzania mu głowy w kuble z wodą. Dobrze, że chociaż nie przydzielili go do żadnych prac przed sądną nocą i mógł odpocząć.
- Dziś wieczorem masz to założyć. - Do namiotu niewolników weszła generał i rzuciła Doktorowi czerwone sukno, wyszywane złotymi nićmi.
Pan Czasu już miał ochotę powiedzieć coś dosadnego, ale się powstrzymał.
- Co to takiego? - spytał z lekkim niesmakiem.
- Całun miłosny. Każdy partner członkini królewskiego rodu, tuż przed pierwszą nocą zakłada go tak, by nie było widać jego twarzy. Dopiero oblubienica może go zdjąć – wyjaśniła ze spokojem kobieta. - Wieczorem przyjdą po ciebie służące jej wysokości, więc masz go już wtedy na sobie mieć – z tymi słowy odmaszerowała.
Żadne słowa nie były w stanie wyrazić tego, co Doktor czuł. Rozdziawił jedynie usta i spojrzał na sukno, które trzymał. Czuł się jak dziewica w arabskim haremie, z taniego filmu pornograficznego. Czuł niesmak i obrzydzenie. Czuł się odarty z wszelkiej godności.
- Ale jestem zmęczony. - Nagle do namiotu wszedł Mikelis i od razu się położył. - A wieczorem ma przyjść po mnie jakiś babsztyl i zabrać mnie do pomocy przy wyplataniu koszy. Nie masz wcale tak źle.
Na chwilę Doktor zapomniał o uczuciu poniżenia i wlepił wzrok w materiał, który cały czas dzierżył w dłoniach. Jego mina wskazywała, że nad czymś intensywnie rozmyśla. Nie wyglądał już na tak zdegustowanego, jak przed paroma sekundami. Widać było, że w jego głowie zaświtał jakiś pomysł.
- Ta baba od koszy nigdy cię nie widziała, prawda? - spytał niespodziewanie, wciąż zamyślony.
- Nie sądzę. - Mikelis popatrzył na Doktora podejrzliwie.
Pan Czasu wziął głęboki wdech, jakby miał coś bardzo trudnego do zakomunikowania.
- Wiem, że nie powinienem cię o to prosić, wiem, że to niegodne i niemoralne, ale lepszego rozwiązania nie znalazłem, więc muszę wybrać mniejsze zło. Dziś wieczorem zamieńmy się miejscami – oznajmił jednym tchem.
- Co?!
Trudno było oczekiwać innej reakcji.
- Założysz ten całun i pozwolisz by służące przyprowadziły cię księżniczce zamiast mnie. Ja natomiast poczekam na babę od koszy i zajmę twoje miejsce. Nikt się nie połapie. Tak sądzę. - Doktor nie był w pełni przekonany do swojego planu, ale tym razem musiał postawić wszystko na jedną kartę.
- Chcesz powiedzieć, że ja i księżniczka mamy... - Mikelis rozdziawił usta z niedowierzania.
- Powiedziałeś, że ci się podoba, więc uznałem, że nie będzie to takie straszne.
- Nie o to chodzi. Nawet jeśli uda mi się ją zadowolić, w końcu i tak wyjdzie na jaw, że zamieniliśmy się miejscami. Wiesz co nam wtedy zrobią?
- Wiem i przepraszam. Naprawdę mi przykro, ale nie widzę innego wyjścia. Tak przynajmniej zyskam na czasie i będę mógł opracować plan ucieczki.
Patrząc w oczy Doktora Mikelis widział jak bardzo jest zdesperowany. Osoba, którą podziwiał i która wybroniła go poprzedniej nocy teraz naprawdę go potrzebowała. Jeśli chłopak by odmówił, poczułby się jak najgorszy rodzaj tchórza, stałby się wszystkim tym, czym gardzi.
- W porządku – odparł i wziął całun.
Ostatnio zmieniony 28 cze 2010, 10:03 przez Vampircia, łącznie zmieniany 1 raz.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 27 cze 2010, 10:05

No ciekawe, co z tego wyniknie... Lubisz kończyć rozdział w takich momentach, prawda? :D
Poza tym przez chwilę myślałam, że Mikele wzięła Nikitę za hermafrodytę, tych blizn się nie spodziewałam.
OC-holic

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1267
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Miryoku » 28 cze 2010, 01:21

Doktor jest wredny. Choć można uznać, że zrobił chłopakowi przysługę :D

Bardzo sympatyczny fik, miło się go czyta. Chyba by mnie szlag trafił, gdybym trafiła na planetę, gdzie są same laski. Biedne kobiety, muszą sobie kupować facetów. Do czego to doszło...

Nikita jest świetny. Ma chłop jaja :D Dziwi mnie, że tak szybko przywiązał się do Doktora, ale z drugiej strony w serialu jest podobnie z jego towarzyszami.

Popraw w ostatnim rozdziale jeden błąd ortograficzny:
Vampircia pisze:Nie był to ich pomysł, generał kazał im korzyć się przed władczynią, a że zdążyli już naważyć sobie piwa, woleli nie pogarszać swojej sytuacji niepotrzebnym buntem.
Powinno być: nawarzyć.
Hyuu~!

Awatar użytkownika
An-Nah
noblista
Posty: 523
Rejestracja: 02 sty 2010, 20:26
Lokalizacja: Sam środek Czarnej Dziury
Kontaktowanie:

Postautor: An-Nah » 30 cze 2010, 13:49

Ja dziś prosto: proszę łądnie o więcej, bo jestem ciekawa, jak się sytuacja rozwinie. To znaczy, spodziewam się, że Mikelis rozdziewiczy księżniczkę a potem oboje będą żyli długo i szczęśliwie, zaprowadzając pokój na planecie, ale i tak skończywszy rozdział miałam w głowie "Dalej!" :)
No Savior Vivre guidances explained how you should behave when you are kind of stuck with an evil alien leader whom you tried to assassinate

Awatar użytkownika
Vampircia
administrator
Posty: 2567
Rejestracja: 28 gru 2009, 10:40
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Vampircia » 02 sie 2010, 20:07

To już ostatni rozdział. Przepraszam, że tak długo na niego czekaliście.


Rozdział VII

Na horyzoncie majaczyły strzeliste wieże dawnego miasta. Była spora szansa na dotarcie tam przed zachodem słońca, ale zdecydowali się na chwilę przystanąć.
- Jesteś pewna, że tego chcesz? - spytała przezornie Mikele. - Jeszcze możemy zawrócić.
- Idziemy dalej – zadecydował Nikita. - Teraz nie możemy się poddać. To miasto jest naszą ostatnią szansą.
Zgodnie z przypuszczeniem było jeszcze widno, gdy wkroczyli do ruin. Choć wiele budowli zostało zniszczonych wieki temu, widok miasta zapierał dech w piersiach i Nikita poczuł się wręcz zahipnotyzowany. Metropolia musiała liczyć kilka milionów ludzi. Niektóre budynki wznosiły się bardzo wysoko, niczym biurowce na Manhatanie. Teraz zostały z nich jedynie metalowe szkielety, ale i tak robiły wrażenie.
Część zabudowy została kompletnie zniszczona, ale ostało się kilka nietkniętych obiektów, jak choćby sklep, w którym można było znaleźć nawet konserwy sprzed stuleci. Nie żeby chcieli je próbować. Nie znaleźli żadnych trupów, ale możliwe, że pod wpływem wysokiego promieniowania nawet kości się rozłożyły. Gdzieniegdzie na ulicach znajdowały się jeszcze wraki pojazdów, niektóre w całkiem dobrym stanie, ale bez żadnych walorów użytkowych. Musieli znaleźć broń, a w tym celu należało szukać obiektów militarnych.
Gdy słońce zachodziło, natknęli się na wielki bunkier. Nikita z wielkim podekscytowaniem wszedł do środka, a kiedy zobaczył, co się tam znajduje, aż westchnął z zachwytu. Stało przed nim coś będące albo samolotem, albo małym statkiem kosmicznym. Ewentualnie jednym i drugim.
- Czaaaadzior! - wykrzyknął chłopak i wszedł do środka.
Usiadł w przestronnym kokpicie i zaprosił Mikele na miejsce obok. Pojazd zdawał się być w perfekcyjnym stanie.
- Co to takiego? - spytała zdumiona dziewczyna.
- To jest, moja droga, maszyna latająca – odparł Nikita z zadowoleniem i włączył kontrolki.
Ponieważ miał już wcześniej do czynienia z samolotami, wiedział co mniej więcej do czego służy. Nacisnął jeden z guzików i dwa pociski wystrzeliły z pojazdu, rozwalając znajdującą się przed nimi ścianę.
- To jest uzbrojone! Super! - Ucieszył się. - Teraz tylko rozpracować jak to działa i żadne plemię nam nie podskoczy.


Mikelis był sam w namiocie, gdy usłyszał zbliżające się kroki. Wiedział, że nie ma już odwrotu, więc szybko założył całun. Dwie służące nakazały mu wstać i udać się ich śladem. Nie odezwał się ani słowem, podążył za kobietami, ignorując spojrzenia ludzi.
Został zaprowadzony do namiotu księżniczki i pozostawiony z nią sam na sam. Dziewczyna wyglądała jeszcze piękniej niż w dniu, w którym zobaczył ją po raz pierwszy. Miała na sobie prostą, złotą suknię i równie złote spinki zdobiące czarne włosy. Mikelis myślał, że skoro księżniczka mu się podoba, będzie miał ułatwioną sprawę, ale okazało się, że obleciał go jeszcze większy strach. Gdy dziewczyna zdjęła mu całun, zamarł. Czuł, że zdziwienie malujące się na jej twarzy nie wróży nic dobrego.
- Ile ty masz lat? - spytała podejrzliwie.
- Wystarczająco, by cię zadowolić, pani – palnął Mikelis, próbując ratować sytuację.
Dziewczyna przez chwilę wpatrywała się w niego w milczeniu badawczym wzrokiem.
- Jeśli moja matka cię wybrała, musisz mieć potencjał – przyznała, a chłopak odetchnął z ulgą. - Jak ci na imię?
- Mikelis, pani.
- Zatem, Mikelisie, pokłoń się przed swą panią, księżniczką Shadiyą.
Chłopak uczynił tak, jak mu nakazano, po czym zaczął wpatrywać się w partnerkę w milczeniu, czekając na jej kolejny ruch. Czuł, że nogi się pod nim uginają i zaraz popełni jakąś gafę.
- Czy ty w ogóle wiesz co robić? - spytała księżniczka z jeszcze większą podejrzliwością niż na początku.
Wtedy zadziałał impuls. Mikelis doszedł do wniosku, ze słowami nic nie wskóra, więc musiał przejść do czynów. Nie zastanawiał się dłużej tylko chwycił dziewczynę w ramiona i należycie pocałował.


Większość nocy Doktor spędził na wyplataniu koszy, nie sądząc, że tak monotonna czynność może przysporzyć mu tyle radość. Radość oczywiście wynikała z poczucia ulgi. Jednak jego plan powiódł się tylko połowicznie. Wszędzie kręciły się straże i nie było wręcz mowy o ucieczce.
Rano, po niezbyt długim śnie, Doktor został odprowadzony do swojego namiotu i pech chciał, że natknął się na Rashidę.
- Co tu się u licha dzieje? Nie powinieneś teraz być z moją córką? - spytała zdenerwowana wódz.
Pan Czasu zdał sobie sprawę, że znalazł się w sytuacji, z której nie będzie łatwo wybrnąć. Nawet się nie odezwał, gdy skonsternowane strażniczki składały wyjaśnienia. Co prawda usilnie myślał, ale teraz nawet jego niesamowita inteligencja na wiele się nie przydała. Kiedy wódz zdała sobie sprawę z oszustwa, krew się w niej zagotowała.
- Na ziemię z nim! - huknęła dobywając bicza.
Doktor został pchnięty twarzą w trawę, a kiedy poczuł, że jego ubranie jest rozdzierane na plecach nożem, powiedział to, co większość ludzi mówi w takich sytuacjach.
- Mogę wyjaśnić! - W jego głosie słychać było desperację.
Rashida nie chciała wysłuchiwać jego argumentów.
- Zaraz będziesz mnie błagał o szybką śmierć, psie! - krzyknęła i wymierzyła pierwszy cios.
Nawet doświadczony życiowo Doktor miał ochotę skulić się i jęczeć, ale wziął się w garść i nie wydał z siebie żadnego dźwięku. Przy drugim uderzeniu przygryzł wargę. Wódz naprawdę używała całej swojej siły. Na szczęście trzeci cios nigdy nie nadszedł.
- Mamo, dlaczego bijesz tego nieszczęśnika? - zainteresowała się księżniczka, która akurat przechodziła obok, trzymając się za ręce z Mikelisem. - A tak w ogóle to dziękuję ci za niego, jest cudowny – dodała zadowolona i pocałowała partnera w policzek. Chłopak uśmiechnął się i mimowolnie zarumienił.
Wódz dosłownie zatkało. Otworzyła usta i spojrzała na parę, cały czas trzymając wysoko uniesiony bicz. Wyglądała tak komicznie, że gdyby Doktor nie zwijał się z bólu, pewnie by się zaśmiał. Zapanowało ogólne milczenie i wyglądało na to, że Rashida usilnie próbuje znaleźć wyjście z kompromitującej sytuacji.
- Moje gratulacje z okazji wejścia w dorosłość – wymamrotała w końcu i przypięła bicz do pasa.
Wtem uwagę wszystkich przykuł obiekt szybujący po niebie.


- Hahaha, rządzę! - cieszył się Nikita, zataczając koła nad obozowiskiem koczowników.
Całą noc zajęło mu rozszyfrowanie jak działa maszyna, ale czekanie się opłaciło. Gdy wznieśli się po raz pierwszy, Mikele wyglądała na przerażoną, ale szybko przywykła do nowej sytuacji i teraz zachwycała się widokiem, którego nigdy wcześniej nie mogła podziwiać.
- Podlecę bliżej i oddam strzał ostrzegawczy. To powinno ich nieźle nastraszyć – stwierdził Nikita z triumfalnym uśmiechem.
Ruszył sterami, nakierowując pojazd niżej i wkrótce wyraz zadowolenia znikł z jego twarzy.
- Co? - odezwała się Mikele, zaniepokojona jego miną.
- Zapomniałem sprawdzić jednej, jedynej rzeczy: czy nam wystarczy paliwa!
Koczownicy mieli okazję być świadkami ciekawego zjawiska. Oto latająca maszyna zatoczyła parę kółek nad obozem, co raz niżej, co raz niżej, aż runęła nieopodal. Wojowniczki przez chwilę gapiły się na miejsce wypadku, a potem pobiegły sprawdzić, czym jest tajemniczy obiekt. Nie trudno się domyślić, że Nikita i Mikele nie zostali gorąco przywitani.
Doktor doznał prawdziwego szoku, gdy zobaczył kto jest prowadzony przed oblicze Rashidy. Zapomniał nawet o bólu i krwi ściekającej z dwóch rozcięć na jego plecach.
- Przybyłem z pomocą! - krzyknął Nikita na widok kompana.
- Taa... Świetnie ci idzie – wymamrotał Pan Czasu obserwując poczynania kobiet.
- Nie wiem czym jest do diabelskie ustrojstwo, w którym przybyłyście, ale uznaję to za akt agresji! - oznajmiła wódz.- Nie potrzebujemy więcej jeńców, zostaniecie ścięte!
Koczowniczki musiały być przygotowane na taką ewentualność, bo topór i pieniek znalazły się bardzo szybko. Nikita nie mógł zbyt wiele zdziałać mając ręce związane na plecach. Jakaś kobieta chwyciła go i zaprowadziła na sam środek obozowiska, który stanowił miejsce egzekucji. Całe plemię przyszło ją obserwować. Widział przerażone spojrzenia Doktora i Mikelisa, którzy nie mogli w żaden sposób im pomóc. Nikita znowu przekonał się czym jest prawdziwy strach.
Gdy jego głowa została przyparta do pnia, a topór uniesiony, zrozumiał, że może już zrobić tylko jedno.
- Czekajcie! Nie możecie mnie zabić! - krzyknął z desperacją.
- Podaj mi logiczny powód – rzekła drwiąco Rashida.
- Jestem mężczyzną!
Słowa Nikity wywołały ogólną konsternację, na chwilę zapadła wręcz grobowa cisza. Wódz skinęła na kobietę, która przytrzymywała głowę chłopaka, by sprawdziła, czy ten mówi prawdę. Nikita nie za bardzo miał ochotę być publicznie macanym po genitaliach, ale jeśli w grę chodziło jego życie, był gotów zrobić wszystko. Gdy kobieta wsunęła mu rękę pod szatę, na chwilę zastygła w szoku.
- Mówi prawdę – wymamrotała, zwracając się do wódz.
Nastała kolejna chwila ciszy. Nawet Mikele na moment zapomniała o strachu i wpatrywała się w Nikitę ze zdziwieniem.
- Skoro tak sprawy się mają, zostaniesz wzięty do niewoli – zadecydowała Rashida, a chłopak odetchnął z ulgą. - Kobieta jednak ma zostać stracona – wskazała na jego towarzyszkę.
- Nie! Ona może wam się przydać!
Nikita próbował ocalić dziewczynę, ale nikt go już nie słuchał i został odciągnięty z miejsca egzekucji. Wydawało się, że wszelka nadzieja przepadła, ale jednej możliwości nie wzięli pod uwagę. Nagle rozległ się dźwięk rogu, sygnalizujący, że coś się stało. Zamieszanie wywołane pojawieniem się latającej maszyny uśpiło czujność koczowniczek i nim się obejrzały, zostały otoczone przez wrogą armię. Armię, którą Mikele dobrze znała.
- Królowa Sidika... - wyszeptała wzruszona.
Nie sądziła, że jej lud będzie miał w sobie tyle odwagi. Nie opuścili jej, nikogo nie opuścili. Całkiem możliwe, że to ona zmotywowała królową do działania.
- Oddajcie naszych ludzi, a odejdziemy w pokoju! - oznajmiła przywódczyni.
Zarówno Doktor, jak i Mikelis uśmiechnęli się, czując jak radość ich rozpiera.
- Będziemy walczyć! - Rashida uniosła miecz, a pozostałe wojowniczki poszły za jej przykładem.
Pan Czasu czuł, że musi interweniować. Nadarzyła się niepowtarzalna szansa, by załatwić wszystko bez rozlewu krwi. Nie mógł jej zaprzepaścić.
- Powinnaś to przemyśleć, wasza wysokość – zwrócił się do wódz. - W walce możesz stracić wiele osób. Zdecydowanie więcej niż masz jeńców. Czy to jest tego warte?
Odpowiedział mu gromki śmiech, nie tylko Rashidy, ale też wielu innych wojowniczek.
- A czemuż miałabym słuchać rad niewolnika? - parsknęła. - Do broni!
- Nie, czekajcie!
Tym razem to księżniczka zabrała głos. Ku zdumieniu wszystkich wyszła między dwie wrogie armie, trzymając Mikelisa za rękę. Chłopak zdawał się wiedzieć co robi jego partnerka, bo wyglądał na pewnego siebie.
- Zgodnie z naszym prawem, po pierwszej nocy mogę sama za siebie decydować. Postanowiłam pojąć mego partnera za męża, a to oznacza pokój między naszymi ludami – wyjaśniła spokojnie Shadiya.
- Bzdura! - oburzyła się Rashida. - Musiałby być z królewskiego rodu.
- W takim razie adoptuję tego chłopca – wtrąciła niespodziewanie Sidika.
Nawet wrogie, koczownicze ludy respektowały święte prawa ustanowione przez ich prababki, więc wódz nie śmiała się odezwać. Wszyscy zostali na swoich miejscach, ale zapanowała cisza, nikt nie ruszył do ataku.
Mikelis uśmiechnął się i spojrzał na swą przyszłą żonę, czując, że w końcu dokonał czegoś ważnego. Wszakże od samego początku był to jego pomysł.


Nastał czas pożegnań, najtrudniejsza część każdej podróży. Gdyby nie to, że otaczały go prawie same kobiety, Nikita poczułby się jak w jednej z historii o Asterixie. Wyszli zwycięsko z opresji, wszystko dobrze się skończyło i załapali się nawet na ucztę u samej królowej. Mikelis wyglądał na przeszczęśliwego, w przeciwieństwie do swej przyszłej teściowej, która potrzebowała czasu, by zaakceptować przymierze pomiędzy dwoma ludami.
Odwaga Nikity sprawiła, że kwestia jego płci nie stanowiła dla tubylców takiego problemu, jak przypuszczał, choć Mikele wciąż czuła się w jego towarzystwie trochę zawstydzona. Ilekroć przypominała sobie, że rozebrała się na jego oczach, dostawała wypieków.
W drodze powrotnej do TARDIS chłopak wiele myślał. Zastanawiał się czy stare miasto zostanie na nowo zasiedlone, skoro było już wiadomo, że promieniowanie zniknęło. Zastanawiał się też, czy obu ludom uda się utrzymać pokój. Miał nadzieję, że Mikelis o to zadba, nawet jeśli nie bezpośrednio.
- Powiedz, gdzie mieszkasz. Podrzucę cię – rzekł Doktor, odpalając silniki TARDIS.
Wtedy Nikita uświadomił sobie, że nie tak, jego zdaniem, powinno wyglądać dobre zakończenie.
- Ale ja nie chcę wracać... - powiedział błagalnym tonem. - Proszę, pozwól mi zostać. Właśnie takiego życia pragnę.
Doktor popatrzył na niego ze współczuciem.
- Obiecałem sobie, że już więcej nikogo nie narażę. Przykro mi.
- Czy to dlatego, że jestem facetem? O to chodzi?
- Nie, oczywiście, że nie. Gdybym poznał cię jeszcze kilka lat temu, inaczej by się to potoczyło, ale po tym, czego doświadczyłem... nie mogę.
Fala żalu i wściekłości zalała duszę chłopaka. Miał wrażenie, że po prostu nikt go nigdzie nie chciał.
- Dla ciebie to jest proste, masz swój wehikuł, możesz udać się wszędzie. Ale ja będę zakazany na życie w tym zapyziałym świecie, w którym czuję się bardziej jak kosmita, niż człowiek. To nie jest świat dla mnie!
- Nawet nie wiesz, jak bardzo się mylisz. Świat potrzebuje ludzi, takich jak ty, żeby mógł stać się lepszy. Jeśli uważasz, że jest zły, to go zmień. Możesz wszystko, przecież właśnie to udowodniłeś. – W przemowie Doktora nie było słychać sarkazmu, czy ironii, mówił szczerze, do tego się uśmiechał.
Nikita nie czuł się w pełni przekonany, ale po dłuższym namyśle w końcu się poddał i wymamrotał swój adres. Nie dało się wygrać z Doktorem.
Kiedy opuścił statek, przystanął i spojrzał na Pana Czasu, jakby mając nadzieję, że ten jeszcze zmieni zdanie.
- Nieźle gotuję i umiem robić świetny masaż stóp – powiedział, chociaż nie sądził, że to przekona Doktora.
- Uwierz mi, tu możesz dokonać znacznie więcej. Mógłbyś zostać działaczem społecznym, szerzyć tolerancję i swobodę obyczajów, zainspirować wiele osób i zmienić świat.
Nikita uśmiechnął się, choć myśl o rozstaniu wciąż bolała.
- Na mnie już czas – oznajmił Doktor.
Zamiast powiedzieć standardowe „do widzenia” i pomachać ręką, chłopak wybrał inną formę pożegnania. Podszedł do Pana Czasu i bez ostrzeżenia pocałował go w usta. Widok miny wielce zmieszanego Doktora bardzo go rozbawił. Uśmiechnął się i dopiero wtedy rzucił krótkim „cześć”.
- Żegnaj, Nikito Ochocki. To była prawdziwa przyjemność cię poznać – powiedział Pan Czasu, gdy się zreflektował.
- Zaraz... skąd znasz moje nazwisko?
Chłopak pobiegł z powrotem do TARDIS, ale nie zdążył. Doktor uruchomił już pojazd, a ten po chwili zniknął. Nikita został sam na pustej ulicy.
- Może któregoś dnia się dowiem... - rzekł do siebie i udał się w stronę domu.
Shoot first. Think never.

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1267
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Miryoku » 08 sie 2010, 15:54

Sorki, że dopiero teraz piszę Ci komentarz. Kwestia lenistwa, z którym nawet nie chce mi się walczyć.

Ogólne wrażenie: no fajnie się skończyło, słodko i uroczo... ale czemu tak szybko? Ja chcę więcej! Nie zachciałoby Ci się przypadkiem napisać jeszcze czegoś z Nikitą? Może być nawet bez Doktora. Nikita to na tyle ciekawa postać, że chętnie poczytałabym jakieś side story z nim. Zwłaszcza po tym dość intrygującym zakończeniu. Z drugiej strony wiem, że masz teraz dużo rzeczy do pisania i nie chcę Ci dokładać nowych.

Ten rozdział był po prostu świetny. Chyba najbardziej rozwaliła mnie scena z biczowaniem Doktora i to, co się zdarzyło później. Ciekawie to wyszło. Cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło, szkoda tylko, że Doktor nie zabrał jednak Nikity ze sobą.

Vampircia pisze:- Czaaaadzior! - wykrzyknął chłopak i wszedł do środka.

Czyżbym za bardzo się wczuła w EG? Bo ten okrzyk momentalnie skojarzył mi się z Gwyneddem :D
Hyuu~!

Awatar użytkownika
coolness
amator
Posty: 12
Rejestracja: 23 lip 2010, 22:24
Kontaktowanie:

Postautor: coolness » 15 sie 2010, 20:42

Z jednej strony fik (ha, wreszcie nie popełniam błędu ;)) mi się podobał, z drugiej trochę mniej (ale to normalne, zawsze coś mi nie pasuje ;D), ale ogólnie cała historia jest moim zdaniem bardzo dobrze napisana. Postać N. spodobała mi się, i polubiłam go. Natomiast niebardzo przypasowała mi końcówka, jeśli chodzi o akcję nie-w-XXIw.-na-planecie-Ziemia. Jakaś zbyt bardzo fluffowa, jak dla mnie (rety, coś jest ze mną nie tak, że mam aż taki wstręt do fluffu?). Historię w moich oczach ratuje fakt, że Dr nie zabrał ze sobą N., jako towarzysza. Ha, przynajmniej nie podróżują razem szczęśliwi etc. (Przepraszam, zbyt dużo fluffu kończy się tym, że nie lubię kiedy na koniec główni bohaterowie lądują gdzieś razem) Ale ogólnie końcówka urocza - pocałunek na pożegnanie. I ta znajomość nazwiska N. przez Dr, intrygujące. W sumie, podobało mi się. Przyjemna historia do pzeczytania w letni sierpniowy wieczór. Ale mimo wszystko wolę w Twoim wykonaniu "To nie koniec" i jego sequel. (Wspomniałam już, że jesteś zUa? Od ponownego przeczytania "To nie koniec" chodzi mi po głowie pomysł na mprega. Rety, świat się kończy, ja i mpreg *wali głową w stół*)
Życzę weny na kolejne fiki, bo naprawdę dobrze Ci one wychodzą.

Pozdrawiam,
ness


Wróć do „Doctor Who”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości