Slasher. Jak pozbyć się ciała?

Tutaj zamieszczamy własne opowiadania i powieści.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
Skorpion
noblista
Posty: 599
Rejestracja: 02 kwie 2013, 13:34
Lokalizacja: mój pokój
Kontaktowanie:

Slasher. Jak pozbyć się ciała?

Postautor: Skorpion » 22 maja 2020, 20:00

tytuł: Slasher. Jak pozbyć się ciała?
opis: Zamordowano człowieka. Znowu.
gatunek: horror, komedia, parodia, zagadka, oneshot
status: zakończone


Bardzo nieprzyjemna zaszłość bezdyskusyjnie sprowadziła mnie do stanu ostatecznego i nieodwracalnego. Uczucia mi towarzyszące określić można było jednoznacznie; beznadzieja, przygnębienie, poczucie pustki, aby nie filozofować, byłem wtedy wkurwionym człowiekiem, a co gorsza również martwym.
Trzy ciosy nożem sprawiły, że ja, Rajmund Najma, straciłem życie. Teraz leżałem z bebechami wywalonymi na wierzch i spoglądałem w sufit pokoju hotelowego, w którym to doszło do nieprzyjemnej konfrontacji z moim zabójcą.
Teraz dziad w masce nerwowo łaził po pokoju przeglądając moje dokumenty.
Ha, nic tam nie znajdziesz – tu pogratulowałem samemu sobie. Najważniejszy papierek spoczywał w bezpiecznym i cichym miejscu.
Odłożył dokumenty, pochwycił nóż, a następnie zamachnął się nim w moją stronę. Nie wiem, liczył, że powstanę jak zombie pożeracze mięsa? Jako weganin poczułem się urażony własną insynuacją i postanowiłem w martwej ciszy oczekiwać dalszego rozwoju wypadków.
- Że też musiałeś przyjechać! Akurat teraz jak wszystko zaczynało się układać! I po co?
Dziad rzucił nóż do napełnionej umywalki. Woda zabarwiła się na głęboką czerwień. Miałem ogromną nadzieję, że głupota zabójcy sprawi, iż pozostawi on nóż w wodzie i wpadnie w ręce policji. Przez większość życia pracowałem policją z czego tylko jeden był szalonym gliną. Reszta była normalna, zdrowa na umyśle, sercu i duszy. Gdy tak filozofowałem usłyszałem jakiś rumor.
Po chwili do pokoju wrócił morderca. Złapał mnie za nadgarstki i niczym tobół z ziemniakami spróbował unieść mnie. Operacja zakończyła się fiaskiem z dwóch powodów. Po pierwsze byłem ciężki, po drugie postanowiłem po złości zaprzeć się i wyszło koncertowo z racji stężenia pośmiertnego. Zagadką był brak martwicy mózgu. Na moment zmroził mnie fakt, że kontaktuję mimo śmierci. Czułem się jak w koszmarze z ulicy Wiązów.
Dziad dał za wygraną. Puścił moje nadgarstki, a ja twardo truchłem o ziemię. Coś śliskiego wypadło z otworu w brzuchu. Miałem nadzieję, że nie jest to moja wątroba. Nie chciałem zostać bez wątroby i jelit. Jelito mogłem, odżałować, ale utrata kolejnego narządu wydała mi się szalenie niesprawiedliwa.
- Piła – wyszeptał morderca. – W kawałkach łatwiej cię przeniosę.
Bezpieczeństwo pozostania z moją wątrobą w jednym i nierozerwalnym teamie zawisło na włosku niczym podział na dwie grupy w bandzie Scooby’ego. Wariat chciał mnie pociąć na kawałki! Trup zgoda, ale żeby zaraz tak radykalnie?! No bez przesady! Moja niechęć względem do zamaskowanego mordercy wzrosła znacząco.
Bandyta zaczął sprzątać pokój; zabrał nóż, dokumenty i głowy za to nie dam, z racji, że nie mogłem nią poruszać, ale chyba też zabrał moją czystą bieliznę upchaną na spód walizki. Nie żeby jeszcze kiedykolwiek miała mi być potrzebna. Mimo wszystko jej przywłaszczenie potraktowałem już jako personalny atak na moją martwą osobę. Zaparłszy się w sobie spróbowałem podnieść się z pozycji leżącej. Odchodząca nadzieja zmobilizowała mnie do poruszenia małym paluszkiem, a następnie całą nogą. Odzyskawszy panowanie nad chwiejnym ciałem postanowiłem zorganizować dziadowi świt żywych trupów, a co? Niech ma za swoje! W szaleńczym pędzie rzuciłem mu się do szyi i ugryzłem mięso jak nie ja! Ale miał minę, a ja satysfakcję…
Po chwili uświadomiłem sobie, że moja wyobraźnia działa nader dobrze. Nie poruszyłem się z miejsca, w którym leżałem od chwili zadania mi pierwszego ciosu, ale przynajmniej rozum jakoś pracował.
Morderca szybkim krokiem przeszedł z pokoju do łazienki i tyle go widziałem. Leżałem usiłując liczyć wyimaginowane, czarne owce na suficie, ale po doliczeniu do 1408 odechciało mi się.
Przed drzwiami do pokoju 23 usłyszałem jakiś rumor. Głosów nie rozpoznawałem, bo im dłużej pełniłem funkcję trupa w tej makabresce tym mniej rzeczy potrafiłem logicznie objąć rozumem. Do iście krwawego kurortu trafiłem. Po chwili dwójka facetów wyłamała drzwi. Rozległ się krzyk. Znaleźli trupa, brawo! Czułem jak ostatnie nie-trupie elementy mojej bytności, łącznie z wątrobą, opuszczają ciało. To był już koniec. I pomyśleć, że zmarłem mając na sobie krawat, którego tak nie znosiłem. Ech, bywa i tak.
Obrazek

Wróć do „Proza”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości