[Przygody Merlina] Wejście smoczka

Tutaj wrzucamy fanfiki do filmów, seriali telewizyjnych, kreskówek itp.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2077
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

[Przygody Merlina] Wejście smoczka

Postautor: RedHatMeg » 01 paź 2010, 16:09

Ten pomysł poddała mi Miryoku po przeczytaniu wykonanego przeze mnie do fandomu Merlina Villian meme. W pierwszym poleceniu mialam opisać jak wyglądało dzieciństwo paru postaci, a jedną z tych postaci był Wielki Smok. Miryoku napsiała mi, że chciałaby napisać coś o małym Kilgharze, a ja miałam jakiś zalążek pomysłu i postanowiłam go wykorzystać. To będzie na poły komedia, na poły dramat, bo lubię Kilgharrę. Nie przedłużajac...

Tytuł: Wejście smoczka (jeszcze może się zmienić, jak macie lepszy pomysł)
Rating: 12+
Ostrzeżenia: Dla wygody piszę imię smoka bez "h" na końcu. Poza tym używam zamiennie słów "smoczek" i smoczątko" (jak również "dziecko", "maleństwo" itd.). Warto też wiedzieć, że ten fik dzieje się w trakcie trzeciej serii, więc jest tam kilka spoilerów. A, i jeśli Merlin mówi kursywą, to znaczy, że zwraca się do smoka jako Władca Smoków.
Opis: Merlin jest świadkiem tego jak Morgause zamienia Kilgharrę w małe smoczątko. Teraz chłopak musi się nim zająć i odczynić urok. Czy uda mu się ochronić Kilgharrę przed Utherem i ludźmi, którzy chcą go wykorzystać? I jak mały Kilgharra zniesie myśl, że jest jedynym smokiem?

Część 1
Merlin szedł przez las, powoli oddalając się od Camelotu. Słyszał jedynie własne kroki i cykanie świerszczy, od czasu do czasu w ciemnościach nocy czuł jak jakaś gałązka ociera się o jego ciało. Spieszył na spotkanie z Kilgharrą i miał tylko nadzieję, że nic się nie stanie podczas jego nieobecności na zamku. Nie mogli spotkać się gdzie indziej, bo byłoby to zbyt ryzykowne. Wszak dla całego królestwa Wielki Smok zginął.
Te dziwaczne schadzki były pomysłem samego smoka. Kilgharra chciał wiedzieć, co dzieje się na zamku i czy są jakieś problemy. Merlin zgodził się na to, bo nigdy nie wiadomo, kiedy byłaby mu potrzebna rada smoka. Spotykali się zawsze w nocy, w tym samym miejscu, w którym Kilgharra odstawił Merlina przed atakiem Cenreda na Camelot. Na polanie otoczonej wysokimi drzewami; z której majaczyła w oddali baszta Camelotu. A przy tym obaj – mag i smok – byli bardzo ostrożni. Merlin rozglądał się za każdym razem, czy ktoś go nie widzi, a Kilgharra pojawiał się zawsze w momencie, kiedy w pobliżu nie było nikogo niepowołanego.
Merlin wreszcie dotarł na miejsce. Po raz ostatni rozejrzał się dookoła. Wydawało się, że był sam. Nie czuł na sobie niczyich oczu ani nie miał wrażenia, że coś się za nim skrada. W końcu wypowiedział kilka słów do samego smoka:
- Droga wolna. Nikogo nie ma.
Zawiał silny wiatr i Kilgharra wyłonił się z puszczy, która rozpościerała się przed Merlinem, a on zaraz wykonał dźwiękoszczelną barierę, tak na wszelki wypadek. Smok stanął kilka metrów przed magiem i uśmiechnął się lekko. Merlin również się rozpromienił, ale ogarnęło go zdziwienie, kiedy żółte oczy smoka powędrowały z prawej strony na lewą, jakby się czegoś spodziewał.
- Witaj, młody czarowniku – powiedział po chwili Kilgharra.
- Witaj, smoku – odparł Merlin. – Szukasz kogoś?
- Nie, to tylko… – urwał na moment i znów zaczął wodzić oczami. Kiedy skończył, dodał nieco nerwowo: – To pewnie tylko przeczucie.
- Przeczucie czego? – spytał Merlin, trochę skonfundowany słowami smoka.
- Mam niejasne wrażenie, że ktoś za mną podąża, i to od dłuższego czasu. Nie jestem pewien, kto, ale ten ktoś dotarł nawet do mojej kryjówki. Ten ktoś czai się ciągle w ukryciu, jakby szykował się do ataku.
- Myślisz, że ten ktoś to myśliwy?
- Możliwe. Ta osoba czegoś chce. Może mojej skóry, może czegoś innego. W każdym razie, młody czarowniku, teraz jesteśmy sami, ale to uczucie może zaraz wrócić. – Nagle popatrzył znów na Merlina i uśmiechnął się. – Mniejsza o to. Jak wygląda sytuacja w Camelocie?
- Na razie wszystko po staremu. Morgana zachowuje się normalnie, ale na nią uważam. Wciąż mydli Utherowi oczy, mam wrażenie, że coś kombinuje, ale nie wiem, co. A – dodał nieco mniej poważnym tonem. – i Artur nadal jest ćwokiem.
- Co robi Uther? – spytał beznamiętnie smok. – Mam na myśli politykę.
- Wiesz, nie wszystko mogę usłyszeć, ale król bardzo uważa na to, aby nie sprowokować wojny z Cenredem.
- Bardzo rozsądnie. Uther bywa głupcem, ale tym razem zachowuje się jak na króla przystało. A ty, Merlinie? – zapytał nagle Kilgharra. W jego oczach była jakaś dziwna sympatia. – Co u ciebie słychać?
- U mnie? – zdziwił się Merlin i aż poskrobał się po głowie. Zrobiło mu się nagle głupio. Co miał mu powiedzieć? Co właściwie chciał usłyszeć od niego Kilgharra. W końcu chłopak odparł: – Jakoś sobie radzę. Uczę się, służę Arturowi i uważam na wszystko, co robi Morgana. Wciąż nikt, poza Gajuszem, nie wie o moim darze, więc mój sekret jest bezpieczny.
- Dobrze – odrzekł Kilgharra i znów się uśmiechnął. Ale zaraz sposępniał, jakby coś się stało. – Odejdź, młody czarowniku – powiedział nagle.
- Dlaczego?
Zanim Merlin zdążył powiedzieć coś więcej, smok pochylił się nad nim tak nisko, że jego pysk znajdował się tuż przed twarzą chłopaka i obaj byli w stanie spojrzeć sobie w oczy.
- Nie mam czasu się z tobą kłócić, Merlinie. Odejdź, zanim zobaczy cię mój prześladowca.
Merlin nic nie odpowiedział. Ściągnął barierę i zniknął smokowi z oczu. Jednak zamiast wracać do Camelotu, ukrył się za którymś drzewem i zaczął obserwować. Kilgharra nadal znajdował się na swoim miejscu, praktycznie nie ruszał się z niego. Jedynie jego oczy znów przesunęły się z prawej na lewą. Merlin wiedział, że Kilgharra nasłuchuje uważnie. Pewnie już usłyszał coś, co wzbudziło jego podejrzenia. Merlin był gotów wkroczyć, jeśli tylko smok będzie potrzebował pomocy.
- Kimkolwiek jesteś, pokaż się! – rozkazał Kilgharra. – Wiem, że tu jesteś i podążasz za mną od jakiegoś czasu! Nie kryj się po krzak, jak byle skrytobójca!
- Jak sobie życzysz, Wielki Smoku – oświadczył po chwili spokojny, żeński głos, zbyt Merlinowi znajomy, aby pomylić go z jakimkolwiek innym.
Merlin usłyszał gdzieś w oddali czyjeś kroki. Nie widział osoby, która szła i miał nadzieję, że ta osoba też nie widzi jego. Powoli kroki stawały się coraz głośniejsze, aż Merlin zdał sobie sprawę, że ten ktoś idzie jakieś pięć metrów od niego, po czym znowu się oddala. Z zarośli wyszła i stanęła naprzeciw Kilgharry kobieca postać w czerwonej pelerynie i z burzą złotych loków opadających na ramiona. Choć Merlin nie widział jej twarzy, wiedział kim jest ta osoba. Wielki Smok z kolei podniósł brew i popatrzył na stojącą przed nim Morgause.
- A więc to ty mnie śledziłaś – oznajmił po chwili. – Słyszałem o tobie różne rzeczy, Morgause.
- Och, naprawdę? – spytała, śmiejąc się kokieteryjnie. – Cóż takiego o mnie słyszałeś, Wielki Smoku?
- Głównie to, że spiskujesz przeciwko Camelotowi. Że pokazałaś Arturowi jego matkę tyko po to, aby zabił własnego ojca. Że sprzymierzyłaś się z Cenredem, aby zaatakować Camelot. Czego jednak szukasz tutaj? Czego chcesz ode mnie?
- Przybyłam do ciebie, Wielki Smoku, aby złożyć ci propozycję. – Podeszła do niego bliżej. – Jesteś istotą mądrą, silną, pełną magii i godności. Istotą, która żyła na tym świecie, zanim pojawili się na nim ludzie. Jesteś jednak ostatni, a ten, który prześladował twoją szlachetną rasę, który ją wybił jak jakąś zwierzynę, a potem śmiał cię oszukać i uwięzić w jakimś zapyziałym lochu, nadal nie został należycie ukarany. Chodź ze mną, Wielki Smoku. Przyłącz się do mnie. Razem wymierzymy sprawiedliwość Utherowi Pendragonowi. Pozwolimy mu patrzeć, jak upada jego królestwo i jak umiera jego syn.
Merlinowi zrobiło się gorąco. Nie mógł oprzeć się wrażeniu, że Wielki Smok chce przystać na tę propozycję i zrobi to. Już raz zaatakował Camelot, aby się zemścić. Merlin nie chciał znów się z nim mierzyć. Nie chciał, ani aby przepadł Camelot, ani żeby Kilgharra zginął, a to mu obiecał Merlin, jeśli kiedykolwiek smok znów przypuści atak.
Kilgharra jednak zaśmiał się tylko cicho.
- To prawda. Chcę śmierci Uthera Pendragona. Nie darzę go niczym innym, jak tylko nienawiścią – odpowiedział spokojnie. Jednak zaraz potem dodał: – Ale nie mam nic do młodego Pendragona. Nie pomogę ci.
Merlin nie mógł się powstrzymać i uśmiechnął się lekko do swoich myśli. Kilgharra był po jego stronie.
- Zastanów się dobrze, Wielki Smoku – odpowiedziała Morgause. – Sojusz ze mną da ci upragnioną zemstę. Co cię obchodzi Artur Pendragon? Ten głupi chłopak nie potrafi myśleć za siebie. Wierzy w to, co mówi mu jego zwyrodniały ojciec. Co zyskasz, zostawiając go przy życiu? Co zyskasz, oszczędzając to bezwartościowe królestwo, jakim jest Camelot?
- A co zyskam, gdy je zniszczę? – zapytał smok. – Co zyskam, gdy się z tobą sprzymierzę? Czy twoja śmieszna, mała magia jest w stanie wskrzesić moją rasę? Nie, Morgause, nie jesteś w stanie nic mi zaoferować w zamian. – Podniósł nieco głowę i wyprostował się nieco. – Poza tym młody Pendragon nie jest tym, za kogo go uważasz. Jego przeznaczeniem jest zjednoczyć Albion i przywrócić magię. Jeśli chcesz zakończyć tę bezsensowną rzeź, radzę ci zostawić go w spokoju.
- Jesteś mądrym stworzeniem, smoku. Najmądrzejszym ze wszystkich. Dlaczego dajesz mi tak głupie rady?
- A dlaczego ty obrażasz mój intelekt, myśląc, że przyjmę tak bezsensowną propozycję? Nie masz tu czego szukać, Morgause.
- To twoja ostateczna decyzja, Wielki Smoku? Nie ma nic, czym mogłabym cię przekonać?
- Nie, Morgause. Sojusz polega na wymianie korzyści między dwoma sojusznikami. Ty nie masz nic, co mogłabyś mi dać w zamian za moją pomoc. Nie jestem też głupcem, aby przeciwstawiać się przeznaczeniu. Odejdź stąd, Morgause, i nie kłopocz mnie więcej.
- Szkoda. Myślałam, że dasz się przekonać po dobroci. – Na twarzy Morgause pojawił się diaboliczny uśmieszek. – Ale widocznie muszę zastosować inne środki.
Nagle wyciągnęła spod peleryny różdżkę z białego drewna, której czubek miał kształt jakby półotwartej dłoni, a w niej znajdował się szmaragd. Świecił się w ciemnościach nocy jak pochodnia. Stojący w oddali i widzący jedynie to zielone światło Merlin zamarł. Co Morgause chciała zrobić? Kiedy spojrzał na Kilgharrę, ujrzał coś, czego nigdy wcześniej u niego nie widział. Jego żółte oczy rozszerzyły się. To był lęk. Wielki Smok – ten przemądry, zawsze zdystansowany, zawsze rozsądny, ten nieustraszony Wielki Smok – bał się. Ale czego? Co było w tej różdżce, że Kilgharra się jej bał?
- Skoro nie mogłam pozyskać twojej pomocy poprzez pokojowe paktowania, uczynię cię swoim wychowankiem i pokażę ci właściwą ścieżkę.
Wypowiedziała słowa jakiegoś zaklęcia i światło zabłysło jeszcze mocniej, oślepiając Merlina. Chłopak nie wiedział, co się dzieje. Słyszał tylko krzyk Kilgharry:
- Nie będę twoim zwierzątkiem, Morgause!
Po chwili ten krzyk zamienił się w nic nieznaczący wrzask bólu. Merlin stał za drzewem i gorączkowo myślał. Musiał coś zrobić. Smok miał kłopoty, kto wie, co Morgause z nim teraz robiła. Merlin wziął głęboki oddech, wyszedł zza drzewa i wyciągnął wprzód rękę. Przed zamkniętymi oczami przywołał obraz, który jeszcze przed minutą widział – Morgause stojącą naprzeciw Kilgharry. Spróbował ustawić rękę tak, aby wskazywała czarownicę, a potem wypowiedział słowa zaklęcia powodującego utratę przytomności. Ledwie poczuł spadek mocy, a zielone światło osłabło na tyle, aby mógł otworzyć oczy. Zrobił to.
Na trawie leżała nieprzytomna Morgause, ale sam Wielki Smok zniknął. Merlin wybiegł od razu na polanę i rozejrzał się dookoła. Nigdzie nie było śladu Kilgharry. Czyżby Morgause zabiła ostatniego smoka? Merlinowi zrobiło się niedobrze. Ogarnął go potworny żal. Nie potrafił w to uwierzyć. Jeszcze kilka minut temu rozmawiał z Kilgharrą, a teraz ta wielka, irytująca swoimi zagadkami jaszczurka tak po prostu została zabita? To nie mogła być prawda. Przecież jego własna magia nie była w stanie zrobić Kilgharze krzywdy, a co dopiero magia Morgause?
Nagle zorientował się, że nie ma ciała. Dobrze. Więc jest nadzieja. Kilgharra przeżył i odleciał. Na pewno odleciał. Do swojej kryjówki. Tam, gdzie czuł się bezpiecznie. Merlin powoli się uspokajał. Tak, wszystko będzie z nim dobrze. Kilgharra da sobie radę.
Władco Smoków… – Ni stąd ni zowąd, w jego głowie odezwał się czyjś głos. Był to cieniutki głos, jakby należał do kobiety albo dziecka. Poza tym Merlin wyczuwał w nim przerażenie. – Słyszysz mnie, Władco Smoków?
Merlin nie wiedział, co myśleć. Kto do niego mówił? I skąd ten ktoś wiedział, że on jest Władcą Smoków?
Pomóż mi – powiedział głos. – Zgubiłem swoje gniazdo. Nie wiem, gdzie jestem. Boję się.
- Kim jesteś? – wyrzucił z siebie Merlin.
Jestem smokiem. Przysięgam, moje stado nie zrobi ci krzywdy. Proszę, pomóż mi.
- Jesteś smokiem? Ale przecież…
Nagle uderzyła go pewna myśl. Być może jakimś dziwnym zbiegiem okoliczności… Ale ten głos w żaden sposób nie przypominał poważnego głosu Kilgharry. Sama myśl była niedorzeczna. Czy więc możliwe było, że gdzieś tutaj był inny smok? Kilgharra znika i pojawia się jakiś inny jego pobratymiec – to było dziwne, bardzo dziwne.
Władco Smoków, proszę, nie zostawiaj mnie na pastwę istot większych ode mnie. Ledwie nauczyłem się latać. Nie chcę zostać pożarty.
Coś wewnątrz Merlina pękło. To było dziecko. Smoczątko, które wołało go o pomoc. W lesie jest mnóstwo drapieżników, które mogłyby wziąć je za jaszczurkę i upolować. Również, gdyby zobaczył je jakiś człowiek, nie miałoby szans. Merlin musiał mu pomóc.
- Gdzie jesteś, maleństwo? – zapytał w końcu. – Pomogę ci, ale się pokaż, skoro zdecydowałeś się mi zaufać.
Zza drzewa przed nim wychyliła się nagle mała główka, a potem całe ciało małego smoka. Merlin wziął dziecko na ręce i zaczął z nim iść w stronę Camelotu, byleby znaleźć się jak najdalej od Morgause, zanim czarownica zdąży się obudzić. Kiedy był dość daleko od niej, podniósł lewą rękę i utworzył w niej małą kulę światła, aby móc przyjrzeć się lepiej trzymanemu w ramionach smokowi. Ten smoczek przywodził Merlinowi na myśl Kilgharrę. Ten sam miedziany kolor łuski, te same bursztynowe oczy. Tylko wszystko maleńkie. Główka maleńka, łapki maleńkie, skrzydełka maleńkie… A przy tym to coś było bezbronne. Merlin czuł, jak smoczek wierci się i drży w jego ramionach. Wciąż nie mógł się oprzeć temu dziwnemu wrażeniu, że to jest…
Chłopak przystanął i popatrzył na smoczątko z zatroskaniem.
- Zimno ci? – spytał nagle.
- Tak – odezwało się, tym razem otwierając usta.
Merlin zgasił światło i zastanowił się przez chwilę. Nie wziął ze sobą żadnej torby ani tym bardziej koca. Nie dało rady. Merlin położył smoczka na ziemi, ściągnął z siebie kurtkę i otulił nią maleństwo.
- Już lepiej? – spytał, uśmiechając się lekko. Smoczątko spojrzało na niego wielkimi, żółtymi oczkami i również się uśmiechnęło.
- Tak – odparło. – Dziękuję, Władco Smoków.
- Jestem Merlin – oznajmił, wciąż promieniejąc. – Jak ty masz na imię, maluszku?
- Kilgharra.
Merlin nagle spoważniał. W pierwszej chwili miał wrażenie, że to nieprawda, że śni i zaraz się obudzi. A potem wszystko stało się jasne. W gruncie rzeczy nie było się nad czym zastanawiać. Przecież domyślał się, że sprawy obrały taki właśnie obrót. Po unieszkodliwieniu Morgause Kilgharra nie odleciał do swojego leża, a na jego miejscu nie pojawiło się to dziwne smoczątko. Morgause zamieniła tysiącletniego Kilgharrę w dziecko.
Tymczasem Kilgharra zaczął znów drżeć.
- Czy coś się stało, Merlinie? – spytał zaniepokojony.
- Nie, nic – uspokoił smoka mag.
W przeciągu kilku sekund Merlin wiedział już co ma zrobić.
- Nie wiem, gdzie jest twoje gniazdo a nawet, jeśli mi powiesz, gdzie ono jest, nie uda nam się tam dostać o tak późnej porze. Zabiorę cię do siebie i jutro pomyślimy, co zrobić dalej, dobrze?
- Ufam ci, Merlinie. Masz oczy dobrego człowieka. Chodźmy.

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 02 paź 2010, 03:36

Mały Kilharra jest taki słodki<3 Nie mogę się doczekać kolejnego rozdziału (głównie z tego powodu, ale nie tylko. Wybacz pokurczowaty komentarz (jak zwykle))
OC-holic

Awatar użytkownika
Miryoku
junior admin
Posty: 1206
Rejestracja: 18 mar 2010, 14:04
Lokalizacja: Kraków
Kontaktowanie:

Postautor: Miryoku » 02 paź 2010, 14:19

Ojeeeeeej! To jest niesamowite :D Kochane! Serio, strasznie mi się ten fik spodobał. Mały Kilgharrah jest po prostu cudowny. Taki słodki i bezbronny. Powinnaś wysłać to opowiadanie do BBC, bo oddałam wszystko, żeby zekranizowali Twojego fika.

Rozmowa na początku też bardzo mi się podobała. Cieszę się, że Wielki Smok tak troszczy się o Merlina.

Jestem bardzo ciekawa dalszego ciągu. Mam nadzieję, że nadejdzie szybko :)

A tytuł jest świetny i nie waż mi się go zmieniać!
Hyuu~!

Awatar użytkownika
zmora90
amator
Posty: 3
Rejestracja: 28 mar 2010, 17:40
Lokalizacja: Zgorzelec
Kontaktowanie:

Postautor: zmora90 » 16 paź 2010, 20:50

Kuuurczę!! Ale to słodkie! Aż mi lukier w zębach zgrzyta jak wyobrażam sobie tą wredną gadzinkę w miniaturowej wersji
Odmłodzony Kilghuś owinięty w kurtkę i niesiony na rękach?? Ja już nie mogę się doczekać kolejnych części!!

Crazy25
amator
Posty: 1
Rejestracja: 10 gru 2010, 20:16
Lokalizacja: Kartuzy

Postautor: Crazy25 » 10 gru 2010, 20:58

Zgadzam się z zmorą90. Mały Kigharra jest słodki. Kiedy kolejna część?

Awatar użytkownika
Hermi
noblista
Posty: 947
Rejestracja: 26 lut 2012, 16:42
Lokalizacja: Między Niebem a Piekłem
Kontaktowanie:

Postautor: Hermi » 12 lis 2012, 04:00

Tytuł świetnie pasuje. Nie zmieniaj go. Małe smoki są ogólnie słodkie :-) Można się spodziewać, że zakończysz kiedyś ten fanfik?
Nie będę jak liść porwany przez wiatr
Nie będę także jak ocean bez fal
Nie będę się bała upadać by wstać
Być światłem wschodzącego dnia
Autor Nieznany - Czarna noc (parafraza)

Awatar użytkownika
pokemonka
pisarz
Posty: 159
Rejestracja: 29 kwie 2012, 17:34
Lokalizacja: Gdynia
Kontaktowanie:

Postautor: pokemonka » 23 lis 2012, 20:15

Ojej, ojej, rozpływam się w morzu słodyczy!

Ach... ale ten fik przypomina mi, że mam jeszcze do oglądnięcia czwarty sezon... grrr...

A Fik jest wspaniały, po prostu uwielbiam twój styl pisania. Sam pomysł wydaje się banalny ale nikt jeszcze chyab na to nie wpadł i to jest właśnie genialne. Czekam na dalszą część i zastanawiam się czym Merlin będzie go karmił :D
Obrazek

Awatar użytkownika
Zaczarowana
uczeń
Posty: 25
Rejestracja: 16 mar 2019, 19:19

Re: [Przygody Merlina] Wejście smoczka

Postautor: Zaczarowana » 19 mar 2019, 12:26

Nie wiem, czy po dziewięciu latach od publikacji pierwszego rozdziału ten komentarz da Ci cokolwiek, ale naprawdę mi się podobało i po cichu liczę na to, że jednak jeszcze kiedyś wrócisz do twgo opowiadania i napiszesz ciąg dalszy.

Bardzo podoba mi się relacja Merlina i Kilgarraha. To, że smok martwi się o Merlina i nadal stara się mu pomóc, jest bardzo fajne. Cieszę się, że smok nie przyłączył się do Morgause. A z tym, że został przemieniony w smoczątko, Merlin jakoś sobie poradzi i zaopiekuje się maluchem.

Mimo wszystko nadal mam nadzieję, że jednak coś dopiszesz ;)
"Bądź tym kim jesteś i mów to, co czujesz, ponieważ ci, którzy mają z tym problem nie są ważni, a ci, którzy są ważni, nie mają z tym problemu."
- Fritz Perls -


»ao3«»Mirriel«»ff.net«


Wróć do „Filmy/TV”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości