[Merlin] Spotkanie po latach.

Tutaj wrzucamy fanfiki do filmów, seriali telewizyjnych, kreskówek itp.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

natajla
amator
Posty: 4
Rejestracja: 16 lut 2013, 18:18

[Merlin] Spotkanie po latach.

Postautor: natajla » 16 lut 2013, 19:51

Pomysł na to opowiadanie przyszedł już podczas oglądania "Merlina". Sir Gwaine to mój ulubiony rycerz Camelotu i to on miał być jego głównym bohaterem, jednak podczas pisania okazało się całkiem co innego. Wymyśliłam postać kobiecą, która "przejęła" opowiadanie. Jo wzorowałam luźno na postaci Izoldy z odcinków nr 12 i 13 sezonu 4. Mam nadzieję, że będzie się Wam podobać. Czekam na wszelkie uwagi i sugestie. Przepraszam, jeżeli mimo przeglądania tekstu sto razy wkradły się jakieś błędy. Miłego czytania :-)

Tytuł: Spotkanie po latach.
Fandom: Merlin
Opis: Jo przyjeżdża do Camelotu na spotkanie dawno nie widzianych przyjaciół.
Znajomość fandomu: wskazana



Ginewra wyjrzała przez okno i zobaczyła postać wjeżdżającą na koniu na dziedziniec. Postura jeźdźca podpowiedziała jej, że to jej przyjaciółka, której spodziewała się od kilku dni. Odeszła od okna, by wyjść na dziedziniec i powitać gościa.
- Ginewra! – dziewczyna zeskoczyła z konia i krzyknęła z radością gotowa uścisnąć przyjaciółkę, ale w ostatniej chwili się powstrzymała, ukłoniła się i powiedziała: - Ekhm, to znaczy… witaj moja królowo.
- Jo! – Ginewra wyprostowała przyjezdną – szczupłą, średniego wzrostu dziewczynę o kasztanowych, długich włosach, piwnych oczach, jasnej cerze i szerokim, serdecznym uśmiechu. Uścisnęła ją mocno i próbowała powstrzymać łzy napływające jej do oczu, ale czuła, że nie da rady.
- Oh Ginewra! Tyle lat! Ostatnio gdy się widziałyśmy zaczynałaś służbę na zamku, a teraz jesteś królową Camelotu. Pięknie wyglądasz – Jo spojrzała na królową w długiej czerwonej sukni, wykończonej złotymi kwiatami przy dekolcie i złotym paskiem podkreślającym wcięcie w talii i pomyślała, że Ginewra zawsze była piękna – potrzebowała tylko sukni takiej jak ta, która odpowiednio podkreśli jej niezwykłą urodę.
- Przestań już mi słodzić – musisz być zmęczona. Chodźmy na obiad. Stajenny zajmie się twoim koniem, a służący wezmą twoje bagaże.
- Czekaj… to znaczy, że będę nocować w zamku? – zapytała Jo.
- Oczywiście! Jesteś moim gościem! Myślałaś, że gdzie będziesz spać?
- Może mogłabym się ulokować w twoim starym domu? Będę się swobodniej czuła.
- Absolutnie się nie zgadzam. Jak by to świadczyło o mnie?
- Dobrze – niech Ci będzie – jakoś przeżyję te luksusy – z niechęcią zgodziła się Jo.

Weszły do zamku i Ginewra – idąc przodem – prowadziła je do jadalni. Idąc długimi korytarzami Jo myślała, że bez przewodnika na pewno się tu zgubi. W pewnym momencie minęły grupkę rycerzy, który ukłonili się królowej. Ginewra zatrzymała się, a Jo napotkała wzrok jednego z mężczyzn. Był on wysoki, miał ciemne, opadające na twarz, dłuższe niż reszta rycerzy włosy, brązowe, przenikliwe oczy i wyraźnie zarysowaną szczękę. Zarost na twarzy dodawał jego wizerunkowi zawadiackiego charakteru.
- Jo, to są najmężniejsi rycerze Camelotu – Ginewra zaczęła wymieniać ich z imienia. – To Sir Leon, Sir Percival, Sir Lancelot i Sir Gwaine. A to moja przyjaciółka z czasów dziecięcych – Josephine.
- Bardzo mi miło. Proszę – tylko nie Josephine. Wszyscy mówią mi Jo.
Wszyscy rycerze – poza Gwainem – który wpatrywał się w oczy dziewczyny – skłonili głowy.
- A gdzie Elyan? – zapytała Ginewra.
- Tutaj – zawołał chłopak z końca korytarza.
Jego głos wybudził Jo i Gwaina z katatonii, w jaką wpadli wpatrując się nawzajem w swoje oczy.
- Elyan? To Ty? Nigdy bym Cię nie poznała w tym rycerskim wdzianku – powiedziała Jo z uśmiechem na twarzy i wpadła w objęcia Elyana, który podniósł ją wysoko.
- A niech mnie Jo! Ale wyładniałaś! Gdybym nie wiedział, że to ty, pewnie bym cię próbował poderwać – i mrugnął do dziewczyny.
- Ty? Nie miałbyś najmniejszych szans! – mówiąc to odwzajemniła „oczko”.
Podczas całej rozmowy dziewczyny z Elyanem Gwaine nie spuszczał Jo z oka. Percival zauważył to i szeptem spytał:
- Co się tak gapisz? Dziewczyny w życiu nie widziałeś?
- Jest w niej coś takiego, że… sam nie wiem…
Percival zdziwił się, bo Gwaine zazwyczaj inaczej zachowywał się przy kobietach – był elokwentny i pewny siebie. Teraz jednak po prostu się gapił nie mówiąc ani słowa.

Kobiety pożegnały rycerzy. Jo i Gwaine jeszcze raz spojrzeli sobie w oczy i obie grupy ruszyły w przeciwnych kierunkach.
- Co z tobą? – zapytała Ginewra.
- Co masz na myśli?
- Wpatrywałaś się w Gwaina jakbyś pierwszy raz na oczy mężczyznę widziała.
- Nie wiem o czym mówisz – ucięła temat Jo. – Daleko jeszcze do jadalni? Zrobiłam się głodna.
- Nagle zrobiłaś się głodna? Dobrze, teraz Ci daruję, ale wrócimy do tego – odpowiedziała z lekkim uśmieszkiem Ginewra.
Wreszcie trafiły do wielkiej komnaty z ogromnym stołem i zasiadły do obiadu.
- A gdzie twój mąż? – zapytała Jo. – Podobno jest najprzystojniejszy w całym królestwie – chciałabym zweryfikować te informacje.
- Pojechał ze swoim służącym Merlinem wypełnić pewne zadanie.
- Wypełnić zadanie? To brzmi trochę… tajemniczo – powiedziała Jo, choć pomyślała „niebezpiecznie”.
- Tak, nawet ja nie wiem na czym ono polega. Trochę mnie też martwi fakt, że nie zabrał żadnego z rycerzy – nawet jednego. Ale z drugiej strony – skoro zabrał tylko Merlina to nie może to być nic niebezpiecznego prawda? – zapytała Ginewra
- Też tak myślę. Na pewno nie narażałby się niepotrzebnie – jest przecież królem. Po prostu nie chciał Cię martwić. Na pewno nie jest głupi – w końcu wyszłaś za niego za mąż – to mi wystarczy, żeby tak myśleć – odpowiedziała z serdecznym uśmiechem Jo.
- Ty zawsze wiesz co powiedzieć. Strasznie mi Cię brakowało przez te wszystkie lata – szczególnie na ślubie. Pięknie byś wyglądała w sukni druhny – rozmarzyła się Ginewra.
- Cieszę się, że tu jesteś – będę się czuła mniej samotna.
Dziewczyny uścisnęły się jeszcze raz, a Jo pomyślała, że z jednej strony żałuje, że nie było jej na ślubie Ginewry i Artura. Z drugiej zaś, gdy wyobraziła sobie siebie w sukni druhny panny młodej skrzywiła się nieco – nie nosiła sukien. Dziś zrobiła wyjątek tylko dlatego, że jej najlepsza przyjaciółka to królowa Camelotu. Gdyby Ginewra nadal byłaby służącą, przyjechałaby ubrana tak, jak chodzi ubrana na co dzień – w obcisłych spodniach i koszuli – w gorące dni były to zwykłe spodnie z materiału i luźna koszulka na ramiączkach. Czuła się w takim stroju swobodnie, bo nie krępował on ruchów. Od samego widoku tych wszystkich gorsetowych sukien robiło się Jo duszno i miała wrażenie, że wciska się je na kobiety na siłę.

Po skończonym posiłku Ginewra zaprowadziła Jo do jej komnaty i zostawiła samą, żeby ta mogła się zdrzemnąć. Dziewczyna padła na wielkie łoże i zamknęła oczy, ale nie potrafiła zasnąć. Przypomniała sobie Gwaina – jego oczy. Co z tymi oczami? Co one mają takiego w sobie? Widziała wielu mężczyzn – rycerzy nawet, ale żaden jeszcze nie zrobił na niej takiego wrażenia. Co z tymi oczami?
Jej myśli przerwało pukanie do drzwi.
- Proszę – zawołała dziewczyna.
- To ja – do jej pokoju wszedł Elyan. – Przepraszam – nie chciałem Ci przeszkadzać. Pewnie chciałaś się zdrzemnąć. Już sobie idę.
- Nie, nie idź. I tak nie umiałam zasnąć – zbyt dużo wrażeń jak na jeden dzień. Wiedzieć, że Ginewra jest królową, a ty rycerzem to jedno, a widzieć to na własne oczy to drugie. Coś się stało?
- Nie, tylko pomyślałem, że może będziesz chciała się trochę rozerwać.
- Co masz na myśli?
- Za 15 minut mamy trening. Pamiętam, że w pojedynkach na miecze byłaś całkiem niezła jak na dziewczynę.
- Jak na dziewczynę? Łoiłam ci tyłek niezliczoną ilość razy! Ale nie martw się – nie wygadam się twoim kumplom.
- To jak? Przyłączysz się do rycerzy Camelotu czy strach Cię obleciał?
- Za 15 minut będę gotowa.
- Dobra. Przyjdę po Ciebie. Do zobaczenia.
Elyan wyszedł, a dziewczyna zaczęła się przygotowywać – przebrała się w spodnie i obcisłą bluzkę na ramiączkach. Związała też włosy i wyjęła swój miecz z torby. Po jakimś czasie znów rozległo się pukanie do drzwi.
- Wejdź Elyan – zawołała Jo.
Chłopak wszedł i zobaczywszy ją oniemiał.
- Kurcze. Wyglądasz… wow! – Elyan nie wiedział co powiedzieć. – Chłopaków zatka jak Cię zobaczą.
- Myślałeś, że będę walczyć w sukni? Nie rozśmieszaj mnie. Wiesz, że nienawidzę chodzić w sukniach. To dobre dla królowych – Jo puściła oczko.
- Dobra. Chodźmy już.
Na miejscu rycerze już ćwiczyli. Gdy zauważyli Jo z Elyanem nagle wszyscy przestali robić to, co do tej pory robili i wbili w nich oczy. Dziewczyna czuła się trochę niepewnie, ale starała się to ukryć i iść dalej pewnym krokiem, tak jakby była tu już setny raz.
- Tym, którzy jeszcze jej nie znają przedstawiam Jo, która mieszkała kiedyś w Camelocie z rodzicami i wychowywała się razem z królową i ze mną – powiedział Elyan. – Przyjechała nas odwiedzić i zostanie na jakiś czas. Jo bardzo dobrze radzi sobie w walce na miecze.
Po tych słowach rycerze spojrzeli po sobie ze zdziwieniem, ale nikt się nie odezwał.
- Dzięki Elyan za to krótkie przedstawienie, ale czuję się trochę obrażona stwierdzeniem, że bardzo dobrze sobie radzę z mieczem. Uważam, że świetnie radzę sobie z mieczem. Albo nie doceniasz mnie, albo przeceniasz swoje możliwości przyjacielu – Jo powiedziała trochę zarozumiałym tonem.
Rycerze cicho się zaśmiali.
- Widzę, że twoi koledzy mi nie wierzą Elyan. Może ktoś chętny? – Jo, jakkolwiek pewna swych umiejętności, modliła się, żeby to nie był Sir Percival.
- Ja się zgłaszam – przed szereg wyszedł Sir Gwaine.
Jo z całej tej ekscytacji zapomniała o nim. Cholera! Akurat on! No dobra – pomyślała. Spokojnie, dam radę. Tylko muszę się skupić na walce.
- Jesteś naprawdę dzielny Sir Gwaine – prawie zaśmiała się Jo. No dobrze. To o co będziemy się bić?
- Chcesz się o coś bić Pani?
- Czyżby dzielny rycerz Camelotu bał się, że przegra?
Pozostali zaczęli się śmiać.
- Nie, po prostu boję się, że mogę zrobić ci krzywdę Pani – z zarozumiałym tonem w głosie odpowiedział Gwaine.
- Nie bój się – nie dam zrobić sobie krzywdy. To może… jeśli ja wygram Merlin dostanie tydzień wolnego, a ty zajmiesz jego miejsce.
- Niech będzie. Jeśli ja wygram... będziesz musiała mnie pocałować.
Wszyscy wokół zawyli z zachwytu i klaskali w ręce.
- W takim razie ja muszę podwyższyć stawkę do dwóch tygodni – powiedziała Jo i pomyślała, że tak czy inaczej jest wygrana.
Przybrali pozycje do walki, ale zanim któreś z nich zdążyło zaatakować, Jo zaczęła mówić:
- Widzisz Sir Gwaine – niezależnie od wyniku tej walki ja i tak już wygrałam.
- Co masz na myśli? – zapytał Gwaine.
- Jestem kobietą, a ty rycerzem. Jeśli ze mną wygrasz – cóż w tym niezwykłego? Ale jeżeli przegrasz… twoi koledzy nie pozwolą ci o tym zapomnieć. Prawda panowie?
Słychać było głośne „O nieee, nigdy”, a potem śmiechy.

Walka zakończyła się wygraną Sir Gwaina, ale Jo walczyła nie gorzej niż rycerz. W zasadzie rozstrzygnięcie padło na samym końcu, kiedy to Gwaine, po tym, jak Jo wytrąciła mu miecz z ręki, szybkim ruchem złapał jej miecz oburącz za ostrze i podrzucając go do góry sprawił, że ten obrócił się w powietrzu i wylądował rękojeścią w jego ręce. Jo nie pozostało nic innego jak się poddać.
Widownia była zachwycona – wszyscy gratulowali Gwainowi, ale jednocześnie byli pełni podziwu dla Jo, która zaskoczyła ich swoimi umiejętnościami.
- Muszę ci pogratulować Pani. Rzeczywiście Elyan nie oddał sprawiedliwości Twoim umiejętnościom. Walczysz nie gorzej niż rycerz Camelotu.
- Dziękuję bardzo Sir Gwaine. Również za to, że nie ułatwiałeś mi zadania.
- Dobra dobra. Co z wygraną Gwaina? – przypomniał Percival, a reszta obserwujących zaśmiała się.
- Ah tak. Oczywiście Sir Gwaine, wygrałeś walkę i należy Ci się wygrana, ale widzisz, stawiając mi warunek, że będę cię musiała pocałować, nie powiedziałeś kiedy i gdzie – spokojnie powiedziała Jo.
Wszyscy rycerze oprócz Gwaina głośno się zaśmiali.
- Pozwólcie więc Panowie, że was opuszczę. Jestem wyczerpana podróżą i walką z tym mężnym rycerzem. Do zobaczenia – odwróciła się i poszła. Rycerze wciąż się w nią wpatrywali i komentowali z podziwem jej umiejętności.
- Mówiłem ci, że coś w niej jest – powiedział Gwaine do Percivala.
- Żebyś wiedział bracie - Percival właśnie zorientował się, co wtedy, tam na korytarzu dostrzegł w niej Gwaine.
Natajla inc.

Zaczarowana
amator
Posty: 19
Rejestracja: 16 mar 2019, 19:19

Re: [Merlin] Spotkanie po latach.

Postautor: Zaczarowana » 22 mar 2019, 13:03

Przyjemny tekst. Nie mam nic przeciwko OC, o takich postaciach też się fajnie czyta. Zwłaszcza, jak są dobrze napisane. Twoja Jo jest. Fajnie wykreowana i ciekawa, ale nie przesadzona.

W zasadzie szkoda, że tekst tak krótki, bo chętnie bym przeczytała więcej na ten temat.
"Bądź tym kim jesteś i mów to, co czujesz, ponieważ ci, którzy mają z tym problem nie są ważni, a ci, którzy są ważni, nie mają z tym problemu."
- Fritz Perls -


Wróć do „Filmy/TV”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości