[Herkules] Opowieści hermesowe

Tutaj wrzucamy fanfiki do filmów, seriali telewizyjnych, kreskówek itp.

Moderatorzy: Miryoku, kociara81, Preity

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2105
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

[Herkules] Opowieści hermesowe

Postautor: RedHatMeg » 24 sty 2010, 16:42

Zacznijmy od tego, że ten fik nawiązuje nie tylko do filmu, ale też do serialu telewizyjnego wypuszczonego przez Disneya. Serial dział się w czasach, kiedy Herkules trenował u Phila i jednocześnie uczęszczał do Akademii Prometeusza wraz z Kasandrą i Ikarem... Ale nie martwcie się. Fik dziać się będzie głównie na Olimpie, bo głównym bohaterem tutaj jest mój ulubiony (po cześci również dzięki "Herkulesowi") grecki bóg - Hermes.
Rating: +13
Ostrzeżenia: Niezgodnosć z mitami i realiami greckimi, nawiązania do współczesności, wstawki Muz (dokładnie dwóch, bo tylko dwie zidentyfikowałam) i narratora imieniem Bob.

Cz.1 Dzień wolny
Narrator: Olimp. Siedziba bogów greckiego Panteonu. To tutaj mieszkają: Hefajstos, boski kowal i jego żona, Afrodyta…
Hefajstos przerwał swoją pracę, kiedy tylko do jego pracowni wkroczyła Afrodyta. Spojrzał na żonę od stóp do głów i wydał z siebie pomruk zadowolenia, a być może nawet zalotności. Zaraz jednak zorientował się, że Afrodyta trzyma w rękach kilka zwojów i skrzywił się.
- Co? Znowu będziemy mieli gości? Nie masz już dość tych rodzinnych obiadków?
- No, przecież tu się można zanudzić – marudziła bogini miłości. – Ja nie mogę całe życie spędzić pod kloszem, bo Panu Kowalowi nie chce się ruszyć ze swojej szopy.
- To warsztat kowalski, kobieto – warknął Hefajstos.
Afrodyta nic nie odpowiedziała, tylko włożyła dwa palce do ust i gwizdnęła. Po chwili wleciał do środka Hermes. Gorąco warsztatu sprawiło, że na jego czole pojawiły się małe kropelki potu. Zaraz jednak zlokalizował boginię, która go wezwała, i podleciał do niej. A potem zmarkotniał, zobaczywszy ilość zwojów.
- W czym mogę służyć? – spytał.
Afrodyta podała (a właściwie prawie rzuciła) mu do rąk zwoje.
- Zanieś to wszystkim bogom – powiedziała, a kiedy Hermes zaczął się kierować w stronę wyjścia, dodała nagle: – Aha, i liczę na to, że też się pojawisz.
Hermes uśmiechnął się.
- Miło, że mnie zapraszasz, ale mam trochę pracy po południu.
Narrator: Apollo, bóg wszelkich sztuk i opiekun Muz…
- Hermesie! Hermesie! – odbijało się po całym pomieszczeniu.
To był Apollo. Hermes natychmiast przyleciał na wezwanie swojego brata, które graniczyło wręcz z lamentem. A to oznaczało tylko jedno i kiedy posłaniec bogów wreszcie się pojawił, zobaczył dokładnie to, czego się spodziewał – ten idiota, Apollo, znowu popsuł swoją lirę. A tak Hermes się namęczył, aby ją zrobić ze skorupy żółwia i cielęcych jelit… Ale kiedy tylko spojrzał w te wielkie, smutne oczka swojego brata, wiedział, że się nie wymiga.
Hermes tylko westchnął. Przełożył zwoje pod jedną pachę, a pod drugą umieścił lirę. Zębami wyciągnął zwój z zaproszeniem, który przeznaczony był dla Apolla. Gdy wreszcie bóg sztuki go odebrał, Hermes ruszył dalej.
Narrator: Dionizos, bóg wina…
Dionizos ledwo się obudził. Jego powieki zdawały się być opuchłe, głowa bolała go tak bardzo, że chciał poprosić Hefajstosa, aby ją rozbił; a wielka plama na podłodze jakiś metr dalej świadczyła o tym, że kolejna impreza była bardzo udana. Jedyne, czego teraz chciał, to święty spokój. Niestety nie było mu to dane.
Hermes podleciał znienacka tuż pod jego twarz i uśmiechnął się szeroko. Widząc jednak stan, w jakim był Dionizos, natychmiast się oddalił o dwa kroki. Niechcący upuścił lirę, a dźwięk instrumentu uderzającego o podłogę był dla skacowanego boga wina jak cholerne głośny trzask. Dionizos skrzywił się, chwycił pierwszą rzecz w zasięgu ręki, czyli złoty dzbanek, i rzucił z impetem w Hermesa, który zrobił szybki unik. Dzbanek trafił w kolumnę, co było odgłosem o wiele bardziej nieprzyjemnym. Posłaniec bogów położył więc szybko zwój dla Dionizosa na stole, podniósł lirę i dokonał taktycznego odwrotu, pochylając się przed miotanymi w jego stronę przedmiotami.
Narrator: Ares, bóg wojny, i Atena, bogini mądrości…
- A właśnie, że nie! – wrzasnął Ares.
- A właśnie, że tak! – odparła Atena.
- A właśnie, że nie, ty idiotko!
- A właśnie, że tak, ty ignorancie!
Tak mniej więcej zastał ich Hermes. Westchnął głęboko. Spróbował ustalić, która to kłótnia miedzy Ateną i Aresem w tym dniu, ale nie potrafił. Wisiał jakiś czas, myśląc o tym, czy powinien im przerwać i wręczyć im zaproszenia, czy też poczekać dłuższą chwilę, aż skończą. Ponieważ lira i zwoje mu strasznie ciążyły, położył je na bok. Wyciągnął zza pasa swoją laskę – kaduceusz – i postanowił po raz nie wiadomo który załagodzić ich spór.
- Dobra, o co poszło? – spytał zrezygnowanym tonem.
Oboje spojrzeli na niego piorunującymi wzrokami, ale się nie przejął. Pierwszy odezwał się Ares, wskazując Atenę palcem:
- Ta idiotka śmie twierdzić, że jest boginią wojny…
- Boginią sprawiedliwej wojny, kretynie.
- Nieważne. Ważne, że to ja jestem jedynym i niepowtarzalnym bogiem wojny. To moja fucha i nikogo innego.
- Posłuchaj, Aresie, jestem boginią mądrości i sprawiedliwej wojny, czy ci się to podoba, czy nie, więc bądź cicho. Hermesie, powiedz mu coś!
- Właściwie to ona ma rację – odparł Hermes. Ares wytrzeszczył na niego oczy.
- Co?! – wykrzyknął.
- Wiesz, Aresie, problem polega na tym, że czasem wchodzimy sobie w kompetencje. Na przykład Atena jest boginią mądrości, ale opiekunem Muz, w tym również patronki astronomii – Uranii, patronki historii – Klio, oraz patronki filozofii i retoryki, czyli Kalliope, jest Apollo. Z drugiej strony ja wynalazłem pismo, a nie muszę się zajmować tymi Muzami, które odpowiadają za dramaty i poezję. Afrodyta jest boginią miłości, ale to Hera zajmuje się małżeństwem. Ale nie łam się, stary – poklepał Aresa po plecach. – Atena jest boginią wojny sprawiedliwej, a nie są one zbyt liczne w dzisiejszych czasach.
Wydawali się być przekonani, bo milczeli. Hermes wyszukał wśród zwojów zaproszenia dla Aresa i Ateny i wręczył im je. Następnie wziął swój bagaż i ruszył dalej. Zmarnował już bardzo dużo czasu.
Narrator: A także Zeus, król bogów, i Hera, jego żona…
Hermes był już prawie u wszystkich bogów i pozostały mu do przekazania tylko trzy zwoje: dla Zeusa, Hery i Hadesa. Ponieważ ten ostatni zwój mógł przekazać później, kiedy będzie prowadził zmarłych do krainy umarłych, wolał najpierw zawitać do szefa i szefowej.
Wzniósł się w powietrze i podleciał na tyle blisko do Zeusa, aby spojrzeć mu w oczy. Będzie dobrze – powtarzał sobie. Przekaże szefostwu zaproszenia i będzie mógł wrócić do swoich spraw… O ile Zeus nie wpadnie na jakiś głupi, nierealny pomysł.
- Szefie, Afrodyta pragnie zaprosić ciebie i twoją szanowną małżonkę na obiad.
- Co? Znowu? – zdziwił się Zeus, odebrawszy zwój. – Przecież wczoraj też urządzała obiad. Robi to od ponad miesiąca.
- Kochanie, wypadałaby przyjść. Wiesz dobrze jak ona się stara…
- No, niech będzie. Przyjdziemy.
Hermes zaczął kierować się do Hadesu, rad, że wszystko poszło tak szybko, kiedy nagle usłyszał za sobą głos Zeusa:
- Aha, i jeszcze jedno, Hermesie.
Niech to…
- Tak, Zeusie? – westchnął Hermes i odwrócił się.
- Chcę, abyś przyniósł tę wiadomość Hadesowi.
Zeus wyciągnął z togi cienki, szarawy zwój. Hermes wzruszył ramionami, bez entuzjazmu podleciał do króla wszystkich bogów i wziął z jego ręki wiadomość. No trudno. Przynajmniej miał po drodze. Tylko najpierw odniesie do swojej siedziby lirę Apolla.
Narrator: Posejdon włada morzami, Hades światem umarłych…
Hermes policzył jeszcze raz wszystkie dusze tych, którzy tego dnia umarli, a po upewnieniu się, że żadnej nie brakuje i że każda miała obola dla Charona, otworzył bramę i wpuścił je do środka. Kiedy dusze ustawiły się w kolejce do rzeki Styks, on przeleciał nad nimi i szybko przedostał się do komnaty Hadesa. Po drodze zobaczył jak Ból i Panika obijali się tuż przed Wodą Zapomnienia, czekając zapewne na nowe rozkazy od swego pana. Król podziemnego świata właśnie oglądał w lustrze swoją jarzącą się niebieskim światłem płomienną fryzurę.
Posłaniec bogów wylądował tuż za Hadesem i poklepał go palcem w ramię, aby zwrócić na siebie jego uwagę. Twarz Hadesa w lustrze skrzywiła się i pan podziemi odwrócił się w stronę Hermesa.
- Czego? – warknął.
- Mam dla ciebie dwie wiadomości, Hadesie – odparł Hermes i wyciągnął oba zwoje. – Pierwsza to zaproszenie na obiad u Afrodyty, a drugi to list od Zeusa.
Hades bez słowa odebrał szarawy zwój, rozwinął go powoli i przeczytał. Z każdą chwilą jego twarz wyrażała coraz większe rozdrażnienie, które malowniczo odzwierciedlała zmiana koloru skóry z szaro-niebieskiej na ognisto-pomarańczową. Hermes zaczął się ostrożnie wycofywać, węsząc niebezpieczeństwo, ale ostatecznie nie zdążył umknąć z pola rażenia kiedy bóg zaświatów przerwał lekturę i rzucił zwój w jego stronę. Pocisk trafił w ścianę, ale rozjuszony Hades uformował w swoich rękach kule ognia, którymi począł miotać je w uciekającego Hermesa. Pierwsze dwa nie trafiły w cel, ale już następna kula przypaliła Hermesowi skrzydełka u sandałów.
- Zeus myśli, że jest taki wielki i wspaniały, bo jest królem bogów! – wrzasnął Hades, rzucając w stronę posłańca kolejne dwie ogniste kule. Hermes aż podskoczył, kiedy jedna z nich trafiła w jego siedzenie. – Ja mu pokażę! Dowie się, że nie wolno drwić z Hadesa!
Na szczęście Hermesowi udało się umknąć z komnaty, nim oberwał jeszcze bardziej. Oparł się o pobliską ścianę i odetchnął z ulgą. Ból i Panika natychmiast zwrócili na niego uwagę.
- Wasz szef jest naprawdę kopnięty – powiedział Hermes.
- Ty chociaż widujesz go raz na dzień – odparł Panika.
- My to mamy przez całą dobę – dodał Ból. – Czasem naprawdę ci zazdroszczę, Hermes.
- Nie musisz siedzieć całymi godzinami w jakiejś ciemnej dziurze i nie jesteś narażony na mobbing. Twoje warunki pracy są całkiem przyjemne. Założę się też, że wszyscy cię doceniają.
- Taaak – odrzekł Hermes, odwracając wzrok. A potem znów spojrzał na pomagierów Hadesa i odszedł od ściany. – Do jutro, chłopaki.
Narrator:Artemida była boginią łowów i lasów, Demeter – plonów, a Hestia – patronką domowego ogniska. Ci wspaniali bogowie…
Kalliope: Hej, Bob, nie zapomniałeś o kimś?
Narrator: Zobaczmy (dźwięk przewracanych kartek) Hefajstos, Afrodyta, Atena, Ares… (nieartykułowane szepty) Nie. Są wszyscy.
Melpomena: A Hermes? Jak mogłeś zapomnieć o Hermesie, Bob. To główny bohater tej opowieści!
Narrator: Ja… to znaczy… No, właśnie miałem do tego przejść.
Kallipe: To przechodź szybciej, Bob.
Narrator: Ekhm… (bardziej pewnie) Hermes, posłaniec bogów…
Hermes przeleciał przez kilka chmur w Olimpie, po czym wyciągnął z togi listę rzeczy do zrobienia. Mruknął pod nosem i usiadł na pobliskim obłoku, przeglądając zwój od góry do dołu.
- Zobaczmy… Przekazać Aresowi, żeby Spartanie nie zaczepiali Ateńczyków… – Ściągnął swój kapelusz i przyjrzał się mu. Strzała wystrzelona przez boga wojny nadal tkwiła w rondzie, niebezpiecznie blisko głowy. – Zrobione… – Wrócił do listy. – Przekazać Atenie, żeby Ateńczycy nie zaczepiali Spartan… Zrobione… Odebrać dla Dionizosa nowy lek na kaca Asklepiosa… Zrobione… Załatwić catering na obiad Afrodyty… Zrobione. Swoją drogą powinienem poprosić o jakąś refundację kosztów, bo Hestia zedrze ze mnie ostatnią togę.
Narrator: Patron podróżnych, wędrowców i złodziei. Odprowadza dusze zmarłych do Hadesu. Jego rola gońca na górze Olimp jest bardzo odpowiedzialna.
Melpomena: Święta prawda. Hermie ma opinię faceta, który potrafi załatwić wszystko. Tylko go wezwać i poprosić. Ale powróćmy do naszej historii.
Hermes powrócił do swojej siedziby bardzo późno. Opadł na szezlong, westchnął głęboko i ściągnął z nóg skrzydlate sandały, które zrobiły nad nim kilka okrążeń jak dwie wyjątkowo upierdliwe muchy. Rozdrażniony bóg pacnął je jednym ruchem otwartej dłoni i sandały zatrzymały się tuż przed nim.
- Jeszcze wy mnie musicie wkurzać?
Jego obuwie potulnie spoczęło na podłodze. Tymczasem Hermes ściągnął z nosa różowe okulary i postawił na pobliskiej kolumience. Położył się na szezlongu, złączył ręce i oparł je na brzuchu. Następnie wydał z siebie kolejne głębokie westchnienie.
Dzień w dzień to samo. Latanie z jednego końca Olimpu na drugi, prowadzenie dusz do Hadesu, naprawianie liry Apolla (no bo ten dzieciak, oczywiście, nie potrafił naprawić jej sam), czuwanie nad podróżnymi i złodziejami (Ares musiał, po prostu MUSIAŁ ustanowić zwyczaj, aby w Sparcie chłopaki musieli na próbę kraść lisy i dostawać wciry za każdym razem, kiedy zostali złapani i to głównie za to, że w ogóle dali się złapać)… Tak więc po załatwieniu wszystkich obowiązków Hermes był zbyt sterany i obolały, aby zająć się sobą. Ostatnio był dosyć rozdrażniony, lecz każdy byłby na jego miejscu. Stres, długie godziny pracy, a do tego częste znoszenie humorów bogów, kiedy tylko wiadomość była nie po ich myśli… Doprawdy, nie był człowiekiem, ale nie był też maszyną.
Jakże wspaniale byłoby pewnego dnia nie musieć nic robić. Gdyby miał jeden dzień tylko dla siebie, mógłby po prostu wylegiwać się do południa w łóżku albo wybrać się na plażę, albo zajrzeć do Phila i Herkulesa, albo poczytać, albo… Och, możliwości były nieskończone. Tylko jeden dzień. Chyba tyle wystarczyłoby, aby się rozluźnić. Potrzebował odpoczynku, to pewne. Potrzebował chociaż jednego wolnego dnia, bo inaczej zwariuje.
Hermes sięgnął po okulary i włożył je z powrotem na nos. Następnie pstryknął palcami i stworzył kamienną tabliczkę, młotek i dłuto. Usiadł przy pobliskim stole. Przez jakieś dwie minuty wyrył na tablicy napis: „Niniejszym ogłasza się, że bóg Hermes ma dzisiaj wolne, a więc nie załatwia żadnych spraw, nie reaguje na wezwania i nie przyjmuje zleceń. Za utrudnienia przepraszamy.” Następnie zawiesił tabliczkę na swoich drzwiach i poszedł spać.

Następnego dnia Hermes obudził się wcześnie rano. Rydwan Apolla najwyraźniej dopiero zaczynał swoją trasę, bowiem niebo było różowawe. Pierwsza myśl jaka przeszła przez głowę Hermesa było poczucie obowiązku. Zaraz jednak przypomniał sobie, że dzisiejszy dzień jest jego dniem wolnym, tak więc zamknął swoje ociężałe i zaspane oczy i zdrzemnął się jeszcze przez jakiś czas. I choć nic mu się nie śniło (Morfeusz ma przecież fajrant podczas dnia), cieszył się samym beztroskim wylegiwaniem się w ciepłym łóżku.
Niestety trwało to zaledwie do momentu, w którym niebo stało się niebieskie. Wtedy właśnie inni bogowie obudzili się ze swojego snu, pozjadali sute śniadania i przystąpili do swoich codziennych obowiązków, a co za tym idzie – Hermes mógł usłyszeć pierwsze wezwania – pogwizdywania, nawoływania, pstryknięcia palcami i inne wyjątkowo niesubtelne i niegrzeczne próby ściągnięcia go do siebie. Jakby nagle cały Olimp zapomniał o słówku „proszę”.
Hermes usiadł w łóżku i przetarł ręką zaspane oczy. Ale jeszcze nie wstawał, jeszcze nie zakładał skrzydlatych butów i jeszcze nie ruszał się ze swojego domu, aby zacząć swój zwyczajny dzień pracy. Na razie siedział tylko w łóżku i myślał, podczas gdy nawoływania bogów robiły się coraz głośniejsze i coraz bardziej niecierpliwe.
Cóż, mógł się tego spodziewać. Ostatecznie nie wszyscy musieli zatrzymać się przy jego drzwiach i nie wszyscy mieli sposobność zobaczyć tablicę z ogłoszeniem. Może powinien był im to powiedzieć osobiście? Ale Hermes wzruszył tylko ramionami i wstał. Jak będą dość wytrwali, przyjdą tutaj osobiście i zostaną oświeceni. Nic nie miało prawa zakłócić jego wolnego dnia. Choćby nawet sam Zeus miał tutaj przyjść, Hermes nie zamierzał robić dzisiaj nic, co jest związane z pracą.
Posłaniec bogów usiadł przy stole i pstryknął palcami. Po chwili pojawił się przed nim półmisek owoców, dzbanek mleka i pusta czarka. Kiedy nalewał do niej mleko, poczuł nagłe kopnięcie w nogę. Zdziwiony spojrzał na dół i natychmiast zorientował się, że pod stołem stoją jego skrzydlate sandały, trzepocząc niecierpliwie. Uśmiechnął się tylko złośliwie.
- Nie wiecie, chłopaki? Mamy dzisiaj wolne.
Mimo to same weszły na jego stopy i same się zawiązały.
- Zapomnijcie. Nie ruszam się stąd.
Całe szczęście, że nie wpadły na pomysł, aby go zaciągnąć do roboty siłą. Zresztą, pewnie pomysł wolnego dnia podobał im się równie bardzo, co Hermesowi. W trakcie spożywania śniadania i olewania (z trudem, bo z trudem, ale jednak) nawoływań innych bogów, Hermes zastanawiał się jak spożytkować cały ten wolny czas. Po chwili pstryknął palcami, gdyż przyszła mu do głowy pewna myśl.
Kilka minut później szedł po ulicach Aten, ubrany w długą tunikę z kapturem (na szczęście była dość długa, aby zakryć fakt, że nie szedł tylko lewitował kilka centymetrów nad ziemią). Przebranie działało. Żaden śmiertelnik nie rozpoznał go. Dziwnie się czuł, chodząc tak pośród zwykłych ludzi, jednak starał się poszukać czegoś ciekawego do roboty, bo jarmarczne widowiska go nie interesowały (kiedy widziałeś całe dnie jak fryzura Hadesa wybucha niebieskim płomieniem, połykacz ognia nie wydawał ci się już taki twardy). Świeże powietrze byłoby nawet miłe, gdyby nie to, że było tutaj tak głośno, że głowa Hermesa bolała go, jakby stado harpii wrzeszczało mu do uszu.
Przeszedł się nieśpiesznie po rynku, podziwiając wielkie i piękne budynki (Perykles naprawdę się spisał), oraz sunące po jezdniach rydwany. Od czasu do czasu zatrzymywał się przy jakiejś świątyni i oglądał zamieszczone na nich ornamenty, jednak nie wchodzi do środka na wypadek, gdyby posągi w nich będące nagle nie ożyły i nie stały się prawdziwymi bogami. Czasem udawało mu się zauważyć jakąś interesującą scenę, na przykład jakiś knypek w łachmanach chciał okraść jakiegoś bogato wyglądającego dziadygę. Hermes nie pomógł małemu, ale obserwował jak złodziejaszek zręcznym ruchem podprowadza starcowi sakiewkę, wiszącą tuż koło uda ofiary. Staruszek nawet się nie zorientował…
Ten spacerek zajął Hermesowi jakieś dwie godziny. Niebawem na horyzoncie zaczął piętrzyć się gmach teatru i Hermes ożywił się. Ostatnio widział jakąś sztukę na Festiwalu Sztuk. Jakieś katharsis podczas tragedii albo trochę pozytywnej energii podczas komedii, byłoby nawet przyjemne. Przyśpieszył, ale po chwili zdał sobie sprawę z tego, że może się tym łatwo zdradzić, więc postawił nogi na ziemi i po prostu pobiegł do teatru jak zwykły śmiertelnik. Podszedł do kas. Kolejka nie była jakaś specjalnie duża, a więc bóg wziął się za oglądanie afiszy.
- „Przeminęło z Eolem”, „Tylko dla feniksów”, „Wojny punickie: Imperium kontratakuje”, „Piraci z Krety: Na krańcu świata”… – mruczał pod nosem Hermes, czytając tytuły sztuk. – Hm… pewnie znowu jakieś wysokobudżetowe gnioty… A to co? – oczy boga rozszerzyły się, a usta nieświadomie ułożyły w radosny uśmiech. Po chwili wyrzucił z siebie szept, który brzmiał jak westchnienie: – „Antygona”.
I już wiedział na, co pójdzie. „Antygonę” widział kilka lat temu i bardzo mu się podobała. Czasem puszczali ją jeszcze raz na festiwalach, a Hermes zawsze ją oglądał przez co znał większość scen na pamięć. Kilka zdań szczególnie mu się podobało. Zresztą, sama historia go urzekła. Smutna, a jednocześnie bardzo prosta. Dlatego też właśnie na tę sztukę zamierzał się wybrać w swój wolny dzień posłaniec bogów. Kiedy wreszcie nadeszła jego kolej przy kasie, Hermes podał kasjerowi monetę i powiedział:
- Poproszę jeden na „Antygonę”.
Kasjer spojrzał na niego ze zdziwieniem, jakby znalazł w niej coś dziwnego.
- Cośty taki siny, chłopcze? – spytał po chwili.
„Chłopcze”? No wiadomo, że bogowie są wiecznie młodzi, ale Hermes miał kilka tysięcy lat. I dotąd był pewien, że wygląda raczej na faceta w średnim wieku.
Bez słowa odebrał od kasjera bilet i wszedł na teren teatru. Według informacji na afiszu i bilecie sztuka zaczynała się za jakieś pięć minut. Miejsce Hermesa znajdowało się bardzo daleko, ale to nawet dobrze, bo teraz akurat nie chciał rzucać się w oczy. Kupił jeszcze orzeszki i cały podekscytowany czekał na początek „Antygony”.
Narrator: Podczas, gdy posłaniec bogów, Hermes, cieszył się swoim wolnym dniem, cały Olimp pogrążył się w chaosie.
Zeus musiał przyznać, że był bezbronny. Stojący przed nim bogowie byli bardzo, ale to BARDZO zdenerwowani, i przekrzykiwali się ze swoimi pretensjami. Zeus patrzył tylko i próbował ogarnąć wszystko, co do niego mówili, w jakąś sensowną całość, jednak mówili jednocześnie i łapał tylko co drugie zdanie. Gdyby Hermes tu był, doprowadziłyby ich do porządku. W końcu Zeus nie wytrzymał.
- CIIIIIIIIIISZA! – wrzasnął i wszyscy się uciszyli. Zeus przeleciał chłodnym, wręcz piorunującym wzrokiem po ich twarzach, aż w końcu odezwał się znów: – Teraz wyjaśnijcie mi po kolei o co chodzi.
- Hermes nie pojawił się, kiedy go wezwałam – Afrodyta była pierwszą, która się odezwała.
- U mnie to samo – dodał Ares.
- W ogóle nie odpowiada na wezwania – wyjaśniła Atena. – Próbowaliśmy przeróżnych sposobów, ale on nie pojawił się nawet raz. Dzisiaj żadna wiadomość nie została dostarczona.
- Hermes nie odprowadził też do mnie dusz – wtrącił Hades. – Nie wiesz nawet, braciszku, jak bardzo moje obroty spadły.
- Myśleliśmy, że jest z tobą, Zeusie – Morfeusz wysunął się na przód. – Czyżbyś wysłał go z jakąś ważna misją?
- Nie, nie przypominam sobie czegoś takiego – odparł król bogów, drapiąc się po głowie. – Może powinniśmy pójść do niego i sprawdzić, czy wszystko dobrze.
Panteon, jak jeden mąż, przytaknął głową. Zeus poprowadził ich do siedziby Hermesa. Tuż przed drzwiami zatrzymał się, a reszta bogów razem z nim. Paru poobijało się o siebie i upadło. Jednak Zeus nie zwracał na to uwagi. Po prostu pochylił się nad przybitą do drzwi tabliczką i zaczął czytać na głos zamieszczony tam napis:
- „Niniejszym ogłasza się, że bóg Hermes ma dzisiaj wolne, a więc nie załatwia żadnych spraw, nie reaguje na wezwania i nie przyjmuje zleceń. Za utrudnienia przepraszamy.” Coś takiego…
W pierwszej chwili wszyscy milczeli i spoglądali na siebie nawzajem ze zdziwieniem. A potem gdzieś z tyłu odezwał się gniewny krzyk Posejdona:
- A więc to tak! Ten nieodpowiedzialny wałkoń postanowił zrobić sobie urlop kosztem swoich obowiązków!
- Już ja mu dam wolny dzień! Nabiję go na pal i wyrwę jego sandałom te durne skrzydełka! – wrzasnął Ares.
- Z radością się dołączę – odparł Hades.
- Zaczekajcie – powiedział Zeus, wciąż przyglądając się tablicy. – Najpierw go znajdźmy, a potem zdecydujmy, co z nim zrobić.
- Racja, Zeusie – Hera przytuliła się do ramienia męża. Następna odezwała się Atena:
- Wygląda jednak na to, że na Olimpie go nie ma. W Hadesie też nie, a więc pozostaje tylko jedna możliwość.
Zaraz jak tylko to powiedziała, wszyscy bogowie wykrzyknęli chórem:
- Świat śmiertelników!
Narrator: Jako, że bogowie nie mogli opuścić swoich stanowisk i zająć się całkowicie poszukiwaniem Hermesa…
Kalliope: Jak to nie? A…?
Narrator: Drogie panie, nie uprzedzajmy wypadków.
Melpomena: A tak, prawda. Mów dalej, Bob.
Narrator: A więc bogowie postanowili wysłać na ziemię swoich pomocników takich jak Nemezis…
Nemezis szła przez las i rozglądała się po okolicy z gniewnym wyrazem twarzy. W jej oczach można było doszukać się chęci mordu.
- Hermes, kiedy ja cię dorwę, nikt ci nie pomoże – warknęła cicho. Jej ręce zamieniły się w dwa topory i Nemezis zaczęła ciąć drzewa naokoło niej.
Narrator: Czy Ból i Panika…
Pomagierzy Hadesa szli przez pustą drogę przeprowadzoną między jednym greckim miastem a drugim. Słońce świeciło wysoko na pięknym, niebieskim niebie, ale Ból i Panika nie zwracali na to uwagi. Jedyne co teraz zaprzątało ich rogate głowy to niebieski facet w przykrótkiej, białej todze i w sandałach ze skrzydełkami. Jak na razie ich poszukiwania były bezowocne.
- Panika, patrz! – wykrzyknął nagle Ból i zatrzymał kompana.
Wskazał palcem na słupek zakończony rzeźbą głowy, która łudząco przypominała im obu uśmiechniętą makówkę Hermesa. Miała nawet jego kapelutek. Panika spojrzał na Ból z dezaprobatą i walnął go w potylicę.
- To herma, idioto.
- Co?
- Podobizna Hermesa, która stoi na drogach, aby podróżni się do niej modlili.
- A już myślałem, że go znaleźliśmy.
Narrator: Powróćmy jednak do Hermesa.
Dwóch aktorów – jeden grający Kreona, drugi Antygonę – stało na pustej scenie. Hermes doskonale ich słyszał, a każde słowo chwytał z bijącym sercem. Scena, w której Kreon przepytuje Antygonę w sprawie złamania jego dekretu, była ulubioną sceną posłańca bogów.
- A ty odpowiedz mi teraz w dwóch słowach,/Czyżeś wiedziała o moim zakazie?
- Wiedziałam dobrze. Wszakże nie był tajny.
- I śmiałaś wbrew tym stanowieniom działać?
- Przeczucie mnie nie myliło – Czyjś znajomy głos odwrócił uwagę boga od sceny.
Hermes odwrócił się w bok i spojrzał z niechęcią na siedzącego tuż obok niego Apolla, który również ubrany był tak, aby ukryć swoja boską tożsamość.
- Czego chcesz, Apollo? – spytał Hermes, odwracając wzrok znów na scenę. – Nie możesz poczekać, aż skończy się sztuka?
- Cały Olimp cię szuka…
- Ciii – przerwał mu Hermes. Jego twarz rozpromieniła się. – Teraz będzie najlepsze.
- Chceszli co więcej, czyli śmierć mi zadać?
- O nie! W tym jednym zawiera się wszystko.
- To „Król Edyp”, czy co? – spytał Apollo.
- Jak na boga sztuk słabo się orientujesz – skomentował Hermes. – To „Antygona”.
- Tyle tych dramatów ostatnio piszą… – próbował usprawiedliwić się Apollo.
- Sama tak sądzisz pośród Kadmejczyków. – Tubalny głos Kreona odbił się po całym teatrze.
- I ci tak sądzą, lecz stulają wargi.
- No, przecież widziałeś to tyle razy – marudził Apollo. – Wiesz, jak to się skończy. On ją zamknie w grobie, jego syn, który się w niej buja, popełni samobójstwo i Kreon będzie wiecznie nieszczęśliwy.
- Zamknij się i daj mi oglądać – odpowiedział Hermes.
- Nie był ci bratem ten, co poległ drugi?
- Z jednego ojca i matki zrodzonym.
- Wszyscy są na ciebie wściekli. Czemu właściwie to zrobiłeś? – Bóg sztuk nie potrafił usiedzieć cicho.
- Nie czytałeś tabliczki na drzwiach? – Ślady irytacji były dobrze widoczne w głosie Hermesa. – Mam dzisiaj wolne, czy wam się podoba, czy nie. A teraz się przymknij.
- OK. – odparł ze zrezygnowanie Apollo.
Obaj spojrzeli na scenę i zaczęli w milczeniu oglądać sztukę. Po coraz bardziej podekscytowanym wyrazie twarzy, zaciśniętych pięściach, trzymanych przy piersiach oraz szeroko otwartych oczach Apollo poznał, że jego brat właśnie natrafił na swoją ulubioną scenę.
- Dzielnemu równość ze złem nie przystoi.
- Któż wie, czy takie wśród zmarłych są prawa?
- Wróg i po śmierci nie stanie się miłym.
- Współkochać przyszłam, nie współnienawidzić.
- Jeśli chcesz kochać, kochaj ich w Hadesie./U mnie nie będzie przewodzić kobieta – powiedział Kreon, a usta Hermesa razem z nim, tylko po cichu, prawie bezdźwięcznie.
- Kocham tę sztukę – wyszeptał z wypiekami posłaniec bogów. – W takich momentach jestem szczęśliwy, że wynalazłem pismo.
- A propos Hadesu – zaczął znów Apollo. – pewien facet z jarającą się fryzurą jest naprawdę wściekły, bo nie przyprowadziłeś mu zmarłych.
- Mam czas. Poza tym Hades ma Ból i Panikę.
- Którzy cię teraz szukają. Nemezis zresztą też.
Hermes posmutniał, a potem schylił głowę. Dopiero teraz zrozumiał, że jak wróci na Olimp, czeka go niezła draka. Będzie musiał się tłumaczyć. Będzie musiał wyjaśniać swoje zachowanie. Zaraz potem przeszło mu przez myśl coś z goła innego – był ciekaw, czy może ta jego nieobecność dała reszcie bogów do myślenia. Być może zrozumieli, że on też ma swoją godność i że dotąd traktowali go niezbyt miło? Może teraz zaczną go doceniać?
- Naprawiłeś wreszcie moją lirę? – spytał ni stąd, ni zowąd Apollo.
Hermes wydał z siebie warknięcie tłumionej złości i wstał. Następnie zaczął kierować się dołem w stronę wyjścia. Apollo ruszył za nim i po jakimś czasie byli już na zewnątrz. O dziwo, ludzi było bardzo mało, ale boscy bracia i tak zaszli w wąską uliczkę, aby móc tam spokojnie porozmawiać. Zdenerwowany Hermes odwrócił się do brata.
- Lira. Tylko to ciebie obchodzi, tak?
- Chciałem się dowiedzieć co z nią.
- A nie wpadłeś na to, że mógłbyś ją sam naprawić?
- Nie umiem. Ty ją zrobiłeś, więc ty wiesz, jak to zrobić.
- Argh… Wy wszyscy jesteście niemożliwi – Hermes założył ramiona na piersiach.
Ściągnął tunikę, odwrócił się tyłem do brata i wzniósł bardzo wysoko w powietrze.
- Dokąd lecisz, Hermesie? – zawołał za nim Apollo.
- Gdzieś! – odparł Hermes. – Nie łaź za mną.
I tak Apollo nie mógłby go dogonić. Gdyby teraz ruszył po rydwan, Hermes byłby już bardzo daleko. Te skrzydełka na jego sandałach były naprawdę szybkie. Właśnie dlatego Hermes był tak dobrym posłańcem. No, może jeszcze dlatego, że był doskonały w załatwianiu różnych rzeczy. Niemniej jednak Apollo nie zamierzał go śledzić, tylko wodził za odlatującą sylwetką brata, póki nie zniknęła mu z oczu. Bóg sztuk martwił się tym, co się stanie, kiedy wreszcie Hermes powróci na Olimp.
Melpomena: Hej, nie sądzicie, że coś tutaj jest nie tak?
Narrator: To znaczy?
Kalliope: Już dziewiąta strona tekstu, a jeszcze nie pojawił się główny bohater.
Narrator: Jak to „nie”? Hermes jest prawie cały czas.
Melpomena: Mamy na myśli Herkulesa. Może uda nam się go pokazać chociaż jeden raz?
Narrator: Chciałem teraz do tego przejść.
Herkules wkroczył do świątyni Zeusa. Właśnie przyszedł czas na kolejną ojcowsko-synowską rozmowę z królem bogów. Chłopak stanął tuż przed wielgachnym posągiem swojego ojca i czekał na to, aż monument ożyje. Po chwili kamienne brwi zmarszczyły się, a rysy ułożyły grymas, który mógł oznaczać albo wielkie zmęczenie, albo tłumioną z trudem irytację. Entuzjazm, jaki malował się na twarzy Herkulesa, przerodził się w wyraz troski, która pogłębiła się jeszcze bardziej, kiedy król bogów przemówił, a raczej wymamrotał pod nosem:
- Niech to… To już późne popołudnie i żadnych efektów…
- Coś nie tak, tato?
Kamienny Zeus spojrzał na dół, zauważając swojego syna.
- Wybacz, Herkulesie. Mamy mały problem na Olimpie.
- Problem? – Herkules nagle się ożywił. – Może mógłby pomóc.
Zeus westchnął i oparł łokieć o bok tronu, a brodę o rękę.
- Doceniam twoją chęć pomocy, synu, ale nie sądzę, abyś mógł znaleźć Hermesa.
- Coś się stało z Hermesem?! – wykrzyknął heros. – Ma jakieś kłopoty?!
- Kłopoty to on dopiero będzie miał jak wróci! – Ten wybuch złości był co najmniej niespodziewany. Herkules poczuł się lekko zakłopotany.
- Spokojnie, tato. Opowiedz mi wszystko do początku.
- No, cóż. Nie zaszkodzi jak się dowiesz…
Zeus opowiedział synowi o zniknięciu Hermesa, o tabliczce na jego drzwiach i o chaosie jaki powstał z powodu jego nieobecności. Pod koniec opowieści Herkules był naprawdę skołowany. Fakt, że Hermes – ze wszystkich bogów właśnie Hermes – zachował się tak nieodpowiedzialnie, sprawił, że początkujący heros nie wiedział, co o nim myśleć. Co prawda, Hermes miał ten swój luzacki sposób bycia, ale dotąd wypełniał swoje obowiązki bardzo sumiennie. Nigdy w życiu Herkules nie podejrzewałby go o samowolne opuszczenie stanowiska, kiedy jego praca byłą tak ważna.
- Jeżeli go znajdziesz – zaczął Zeus, wyrywając syna z rozmyślań. – to powiedz mu, że ma wracać.
- Możesz być pewien, że tak zrobię – odpowiedział Herkules, a jego twarz przybrał wyraz determinacji.
- A teraz wybacz, chłopcze. Muszę wracać na Olimp.
- Pa, tato.
- Pa, synu.
Posąg znów był tylko martwym kamieniem. Herkules wyszedł ze świątyni. Pegaz pasł się na pobliskim trawniku, ale kiedy tylko zauważył swojego pana, podniósł głowę i ruszył w stronę herosa. Herkules bez słowa wsiadł na konia i powrócili na wyspę Phila. Przez całą drogę nurtowało chłopca to, co usłyszał od ojca. Złość na Hermesa nie pozwalała mu myśleć o niczym innym. W głowie Herkulesa plątało się wiele obelg, które tylko czekały, aby je wypowiedzieć pod adresem krnąbrnego boga. Chłopak powtarzał je w myślach jak mantrę i to tylko potęgowało w nim gniew do Hermesa.
W końcu dotarli do domu Phila. Herkules zszedł z Pegaza i ściągnął z jego pleców siodło. Koń spoczął na trawniku, jakby chciał się zdrzemnąć, tymczasem heros wszedł do środka, aby oznajmić swoje przybycie. To, co zobaczył, przeszło jego oczekiwania. Przy stole, pijąc z Philem wino, siedział Hermes. Kłębiące się w chłopaku uczucia wybuchły z nową siłą.
- Cześć, Herk! – przywitał się radośnie bóg, machając przy tym do niego. – Mam dziś wolne, więc postanowiłem wpaść.
- Ach tak? Szkoda tylko, że mój ojciec nie wie o tym, że masz wolne – Jego ton był bardzo opryskliwy, ale niezbyt gwałtowny.
Hermes spoważniał i odłożył na bok trzymany w ręku kufel. Następnie spojrzał na Herkulesa smutno.
- Tak więc rozmawiałeś już z szefem.
- Tak, rozmawiałem z Zeusem. Czy zdajesz sobie sprawę z tego, że…?
- Ty nie rozumiesz, chłopcze – wtrącił się Phil. – Hermes bardzo ciężko pracuje i chciał po prostu dzisiaj się odprężyć.
- Ale opuścić Olimp, nic nikomu nie mówiąc?!
- Herk, uspokój się – Hermes próbował go ugłaskać, ale to nic nie dało. Chyba nawet kaduceusz by mu teraz nie pomógł.
- Cały Olimp to teraz jeden wielki burdel, bo panu Hermesowi nie chciało się dzisiaj pracować! A co, jeśli zdarzy się coś złego i nie będzie posłańca, który przekaże wiadomość?! Co wtedy będzie?! Pomyślałeś o konsekwencjach swojego zachowania?! Nie! Nie, bo jedyne, o czym myślałeś, to ty sam! Wiesz kim jesteś, Hermesie?! Nieodpowiedzialnym samolubem!
Dotąd Hermes stał i przyjmował ciosy, ale ostatnie słowa młodzika go zdenerwowały. Teraz to Hermes był tym, w którym kipiała złość. Bóg powstał i podleciał do Herkulesa, zatrzymując się tuż przed jego twarzą. Teraz ukryte za różowymi okularami oczy Hermesa przyglądały się chłodno niebieskim oczom herosa. Herkules i Phil spodziewali się wybuchu złości równwgo takiemu, jaki zaprezentował wcześniej Herkules, ale było zupełnie inaczej. Posłaniec bogów przemówił spokojnym, cichym tonem, w którym jednak można było łatwo wyczytać irytację.
- Ach tak? Cóż, może czasem dobrze jest być samolubem.
Wtedy cofnął się trochę i minął Herkulesa, aby przedostać się do wyjścia.
- Do widzenia, Herkulesie. I tobie też Phil – powiedział, nawet się nie odwracając.
Melpomena: Auć! To musiało Hermiego boleć. Spodziewał się jakiegoś zrozumienia, a co dostał?
Kalliope: Ty mu współczujesz?
Melpomena: A czemu miałabym nie? To dobry chłopak. A ten urlop mu się należał.
Narrator: Drogie panie, proszę.
Melpomena: Sorry, Bob.
Narrator: Po opuszczeniu wyspy Phila, Hermes powrócił wreszcie na Olimp. Wtedy wszyscy bogowie zebrali się, aby osądzić jego zachowanie.
Bogowie siedzieli na tronach naokoło wielkiej, pustej przestrzeni. Hermes stał na środku. Czuł wiele rzeczy – od poczucia niezrozumienia i osamotnienia poprzez strach, a na żałowaniu swojego uczynku skończywszy. Wszyscy bogowie przyglądali mu się chłodno, wręcz gniewnie. Jedynie twarz Apollo wyrażała troskę. Hermes bał się. Bał się o to, co mogą z nim zrobić. Wygnać z Olimpu, wrzucić do Tartaru albo do bezdennej przepaści, kazać mu czyścić toaletę Dionizosa po każdej imprezie…
- Zaskoczyłeś mnie, Hermesie – Zeus był pierwszą osobą, która się odezwała. – Nie sądziłem, że jeszcze kiedyś odezwie się w tobie twoja dawna przekorność. I co ja teraz mam z tobą zrobić?
- Nie wiem, Zeusie – odparł posłaniec bogów. Nie miał odwagi ani siły, aby się bronić.
- Twój dzień wolny kosztował nas wiele niedostarczonych wiadomości… – zaczął znów król bogów, ale wtedy wtrącił się Hades:
- I strat w moim zaświatowym biznesie.
- Tak, czy inaczej, zachowałeś się skandalicznie i muszę cię ukarać. Nie mogę cię wygnać, ani zabić. To by było za wiele, a poza tym, jesteś nam tutaj potrzebny. Dlatego po głębszym namyśle doszedłem do wniosku, że najlepszą karą dla ciebie będzie nadrobienie teraz wszystkich dzisiejszych obowiązków do zachodu słońca.
Hermes nie wiedział, co myśleć. Z jednej strony czuł ulgę, że nie spotka go nic gorszego, a z drugiej – frustrację spowodowaną tym, że czeka go od cholery pracy. Nie mniej jednak przyjął wyrok z godnością. Wzbił się w powietrze do Zeusa i, wciąż lewitując, pokłonił się nisko.
- Dziękuję, szefie.
Narrator:Tak więc Hermes wykonał karę i wszystko wróciło do normy.
Melpomena: Ale to jeszcze nie jest koniec tej historii.
Narrator: Nie?
Kalliope: Pamiętacie wybuch złości Herkulesa? Następny rozdział będzie rozwinięciem tego wydarzenia.
Melpomena: Tak więc zostańcie z nami!
Ostatnio zmieniony 01 sty 1970, 01:00 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 11 razy.

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 24 sty 2010, 17:29

Przyjemne^^ Jedyna wada to to, że się za szybko skończyło -__^
OC-holic

Awatar użytkownika
Lady Makbeth
debiutant
Posty: 68
Rejestracja: 02 sty 2010, 18:58
Lokalizacja: Marcepanowo
Kontaktowanie:

Postautor: Lady Makbeth » 24 sty 2010, 18:45

Muszę przyznać, twój fik jest bodajże pierwszym z uniwersum bajek Disneya jaki czytałam. Podoba mi się forma opowieści ja generalnie całość jest bardzo ciekawa. Niektóre sceny mnie rozwaliły, jak np. scena z Aresem i Ateną.
Całkiem fajna postać, ten Hermes ;-)
Zauważyłam parę błędów w tekście, ale nic, coby miało utrudniać czytanie. Ogólnie to niezła robota :-)
"What's wrong about wanting a man to hold another man's beads?"

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2105
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 29 sty 2010, 15:16

Ale już w następnym rozdziale Hermes i Hades będą bardziej in character. W ogóle zacznie się od imprezy... (wiem, wiem, Naj - nie spoilerować własnego fika).

Cz.2 Ćwiczenie Herkulesa
Phil wkroczył pewnym krokiem do świątyni Zeusa, zostawiając za sobą różowo-fioletowe niebo. Przyleciał tutaj, kiedy tylko upewnił się, że Herkules zapadł w sen, sprawa, którą miał do króla bogów, wymagała bowiem pełnej dyskrecji. Phil wciąż nie mógł zapomnieć zajścia z popołudnia…

- Cały Olimp to teraz jeden wielki burdel, bo panu Hermesowi nie chciało się dzisiaj pracować! – Herkules wrzeszczał na Hermesa zupełnie jak rodzic na nastolatka, który właśnie rozbił po pełnej brawury jeździe pożyczony od starych rydwan. Tymczasem z boga promieniował stoicki wręcz spokój, co tylko wzbudziło w satyrze podziw. – A co, jeśli zdarzy się coś złego i nie będzie posłańca, który przekaże wiadomość?! Co wtedy będzie?! Pomyślałeś o konsekwencjach swojego zachowania?! Nie! Nie, bo jedyne, o czym myślałeś, to ty sam! Wiesz kim jesteś, Hermesie?! Nieodpowiedzialnym samolubem!
To stwierdzenie najwyraźniej przechyliło szalę goryczy. Na twarzy Hermesa pojawił się bowiem wyraz narastającego gniewu. Phil już miał coś powiedzieć Herkulesowi, kiedy nagle bóg podniósł się z krzesła i podleciał do chłopaka. Mierzyli się wzrokiem przez kilka sekund. Napięcie w pomieszczeniu narastało, Pegaz i Phil czekali, aż Hermes coś powie. Spodziewali się wściekłej tyrady, ale zamiast niej dostali tylko cichy, acz dobrze słyszalny szept:
- Ach tak? Cóż, może czasem dobrze jest być samolubem.
Wtedy Hermes – tak po prostu – skierował się do wyjścia. Nie odwróciwszy się nawet, rzucił: „Do widzenia, Herkulesie. I tobie też Phil.” i zniknął na zewnątrz. Zapanowała niezręczna cisza, podczas której Phil przyglądał się Herkulesowi chłodnym wzrokiem, próbując pokazać mu jak bardzo jest nim zawiedzony. Młodzieniec wydał z siebie poirytowane westchnienie, wzruszył ramionami i spytał:
- No co?! Nie możesz mi mieć za złe, że stoję po właściwej stronie, Phil! Wiesz dobrze, że Hermes zrobił źle! I jeszcze ten tekst: „Może czasem dobrze jest być samolubem…” Co on sobie myśli?!
- A zastanawiałeś się może jak to wygląda z jego perspektywy, młody? – zapytał Phil. – Czy też może postanowiłeś go osądzić bez możliwości obrony? Hermes przyszedł tutaj, bo uważał nas za przyjaciół, a przynajmniej za kogoś, kto go wysłucha i zrozumie. – Najpierw jego głos był tylko chłodny, potem stawał się coraz bardziej gwałtowny. – Tak, wiem, że zrobił źle! Wiem, że jego zachowanie spowodowało chaos na Olimpie, ale Hermes, do jasnej cholery, miał powód, aby zrobić to, co zrobił! A ty – Ton satyra był cichy, wręcz syczący, kiedy Phil wycelował oskarżycielski palec w swojego ucznia. – Ty nawet nie próbowałeś zapytać go o ten powód.
- Ciekawe jakiż to powód mógłby usprawiedliwić olanie boskich obowiązków?! – odparł Herkules podniesionym głosem, wymachując rękami w powietrzu.
- A zastanawiałeś się kiedyś jak to jest być posłańcem bogów?
- Wielki mi powód! Doręczenie kilku listów nie jest znowu takie trudne, Phil.
- A słyszałeś kiedyś zdanie: „zabij posłańca”?
- Przecież boga nie da się zabić! Poza tym – Herkules założył ręce na ramionach. – jestem synem Zeusa i uważam, że tata ma rację, będąc wściekłym na Hermesa.
Ramiona satyra opadły. Jego uczeń nie miał kompletnie pojęcia o tym, co codziennie przeżywał Hermes. Phil już miał wyliczyć wszystkie problemy posłańca bogów, kiedy nagle naszła go pewna myśl. Myśl, która momentalnie sprawiła, że twarz satyra złagodniała. Plan genialny w swej prostocie (no dobra, może nie był znowu taki prosty, bo wymagał zgody pewnego „wyższego organu”, ale to nie było niemożliwe do załatwienia). Jeśli ten plan by się powiódł, Phil upiekłby dwie pieczenie na jednym ogniu.
- Wiesz, młody – zaczął do niego Phil z udawaną rezygnacją. – Nie mówmy już o tym. Jutro czeka nas ciężka praca, więc lepiej idź spać.
W pierwszej chwili Herkules się zdziwił. Potem uśmiechnął się z wyższością i satyr od razu zrozumiał, że jego uczeń właśnie przeżywał chwile triumfu nad swoim trenerem. Potem młodzik skierował się do swojego hamaka. Kiedy tylko Phil upewnił się, że przyszły heros zasnął, wziął Pegaza i opuścił wyspę.


Phil stał przed posągiem Zeusa. Odchrząknął, wyprostował się i schował swoje poczucie godności osobistej do kieszeni. Do szefa trzeba delikatnie i z namaszczeniem. Zwłaszcza do szefa wszystkich bogów, który był w stanie rzucić w ciebie piorunem. Mimo, że Zeus miał łagodne usposobienie, zawsze lepiej być ostrożnym. Poza tym generalnie Phil nie był pewny, czy jego plan wypali. Już na starcie mogło się przecież okazać, że nie ma, co się starać.
- O Wielki Zeusie! – zaczął satyr. – Ja, satyr Filoktet[1], niegodny nawet, aby grać w bierki z kuzynem twojego dozorcy, wzywam cię w niecierpiącej zwłoki sprawie! Przybądź, o Wszechmocny Zeusie, gdyż to ma związek z treningiem twojego syna!
Klamka zapadła. Teraz na bank się pojawi.
Nie minęło dziesięć sekund, a posąg ożył, spoglądając z niepokojem na Phila, który uśmiechnął się z satysfakcją, ale szybko spoważniał. Po chwili Zeus pochylił się nad Philem i tubalny głos boga zabrzmiał w czterech kątach świątyni:
- Czy coś nie tak z moim chłopcem?
- Nie, Wielki Zeusie – odparł satyr odwracając wzrok. – Chciałem porozmawiać o pewnym szczególe treningu, w którym mógłbyś mi pomóc.
- Mów. Wszystko dla mojego maleństwa.
Oczy Phila powędrowały znów na boga. Tak, satyr Filoktet rządzi, jeśli chodzi o zdolność przekonywania.
- Zanim przejdę do sedna sprawy, chciałbym wiedzieć, co się stało z Hermesem. Bo, jak przypuszczam, już powrócił?
- Tak, powrócił. I został ukarany.
Przez skórę satyra przeszedł dreszcz. Skrzyżował z tyłu palce.
- Czy mogę wiedzieć, o wielki Zeusie, jak ukarany?
Proszę, proszę, proszę. Oby to nie było nic wielkiego…
- Musi nadrobić zaległości w pracy, to wszystko – odpowiedział spokojnie Zeus. – A dlaczego pytasz?
- Bo widzisz, Zeusie – Phil nagle zaczął mówić pewniej. Uśmiechnął się nawet. – Mam pomysł na ćwiczenie, które wymaga asysty twojego posłańca.
- Co masz na myśli, mówiąc: „asysty”?
I tak oto Phil wtajemniczył Zeusa w swój plan. Kiedy jednak król bogów zapytał o sens dziwnego (jego zdaniem) ćwiczenia, satyr powiedział tylko:
- Zobaczysz pod koniec dnia, Zeusie. Powiem tylko, że chcę nauczyć twego syna pewnej ważnej dla niego umiejętności.
- Ufam ci, Filoktecie, dlatego postaram się ci pomóc. Niech Herkules przybędzie tutaj rano po śniadaniu.
Phil pokłonił się z uśmiechem na twarzy.
- Dziękuję, o Wielki Zeusie.
Narrator: Tak więc następnego ranka Phil przyprowadził do świątyni Herkulesa.
Melpomena: No, nareszcie. Bob gdzieś ty się podziewał od rana?
Narrator: Niektórzy mają życie osobiste. Nie tylko praca, śpiew, praca, śpiew.
Kalliope: Sugerujesz, że nie mamy życia?
Phil: Później się pokłócicie. Rozdział czeka, aby go opowiedzieć.
Melpomena: A no tak, prawda…
Kalliope: Zaraz. Co ty tu robisz?
Phil: Nieważne. Po prostu idźcie dalej z historią.
Herkules zastanawiał się, czemu ojciec kazał mu tu przyjść tak wcześnie. Zwykle ich rozmowy odbywały się popołudniu albo wieczorem. Ale skoro Phil mówił, że jego boski rodzic chciał z nim pomówić, młodzieniec po prostu zjadł śniadanie, wsiadł na Pegaza i poleciał do świątyni, mimo, że normalnie trenowałby albo obijał się tego dnia (była sobota – zero lekcji na Akademii Prometeusza).
Nie musieli czekać zbyt długo. Kiedy tylko Herkules zbliżył się do posągu ojca, ten ożył.
- Witaj, synu.
- Cześć, tato. Czemu mnie wezwałeś?
- Twój dzisiejszy trening wymaga zmiany scenerii.
Zeus pstryknął palcami i Herkules, Phil i Pegaz znaleźli się na Olimpie. Przed nimi zaś siedział na tronie Zeus. Przez pierwsze pół minuty Herkules tylko rozglądał się po okolicy z głupawym uśmieszkiem. Tak rzadko bywał na Olimpie (właściwie zawsze tak mimochodem, tak iż nie miał czasu przyjrzeć się dobrze), że chłonął każdy detal niebiańskiej scenerii, dopóki Phil nie pociągnął go mocno za spodnie i nie wyrwał chłopaka z transu.
- Słuchaj, uważnie. Nie przyszedłeś tutaj, aby podziwiać krajobraz, tylko aby trenować.
- Trenować?! – wykrzyknął z niezadowoleniem Herkules.
- Tak, młody. Trenować. Chcesz zostać herosem, nie? – Phil podniósł brwi.
- Tak, jasne… – odparł nieśmiało młodzieniec, a jego oczy powędrowały na podłoże.
- To lepiej się przyłóż, bo dzisiejsza lekcja jest bardzo ważna – odpowiedział satyr. Na jego kwaśniej dotąd twarzy pojawił się przymilny uśmiech i Phil odwrócił się w stronę Zeusa: – Resztę zostawiam tobie, panie.
- Poczekajmy jeszcze na Hermesa – powiedział poważnie Zeus i rozejrzał się wokół. – Zaraz powinien się pojawić.
Jak tylko wypowiedział to zdanie, posłaniec bogów wyleciał z impetem z pobliskiej chmury i zatrzymał się tuż przy boku swojego pracodawcy. Na twarzy Hermesa tkwił jego zwyczajny uśmiech, bo Hermes postanowił po prostu przejść nad swoim nieudanym wolnym dniem do porządku dziennego i nie przejmować się tym, co zaszło. Któż mógł przypuszczać, że Mojry szykowały mu takiego figla…
- Wzywałeś, szefie? – spytał swoim zwyczajnym tonem.
- Tak, Hermesie. Mamy do ciebie bardzo ważną sprawę.
Hermes zdziwił się nad formą gramatyczną, użytą przez jego zwierzchnika, i powoli odwrócił wzrok w stronę niecodziennych gości. Na widok Herkulesa i na wspomnienie ich ostatniego spotkania, skrzywił się. Poczuł momentalnie jak jego krew zaczyna się gotować, jednak udało mu się tego nie okazać. Starał się stłumić tę nagłą niechęć do Herkulesa. Przecież to był całkiem dobry dzieciak, tylko stanął po stronie swojego ojca i nazwał Hermesa nieodpowiedzialnym samolubem, choć Hermes chciał jedynie odpocząć, bo całe dnie haruje jak wół, bez świadczeń dentystycznych ani ubezpieczenia, i nikt tego nie docenia… Co za cholerny smarkacz z tego Herkulesa… Może jednak złość na syna Zeusa nie przejdzie tak łatwo.
- Otóż – zaczął nagle Zeus. Hermes i Herkules spojrzeli na niego. – Filoktet poprosił mnie o pomoc w dzisiejszym ćwiczeniu dla ciebie, Herkulesie. Spędzisz dzisiaj cały dzień z Hermesem.
- Co?! – wykrzyknęli obaj niemal jednocześnie.
- Twoim jedynym zadaniem będzie, synu, uważna obserwacja jego pracy. Gdziekolwiek Hermes pójdzie, ty pójdziesz z nim, zwracając uwagę na wszystko, co będzie robić jako posłaniec. Pod koniec dnia opowiesz mi bowiem o wszystkim, co widziałeś.
- Chwilka, szefie – Hermes przeniósł się tuż przed oczy Zeusa. – to inspekcja, czy co?
Zeus zachichotał.
- Już mówiłem, że to tylko ćwiczenie. Nie martw się, Herkules nie będzie oceniał twojej pracy, tylko mi ją opisze. Po prostu rób swoje, Hermesie.
Hermes przeszedł na bok i tylko spojrzał kątem oka na chłopaka. Czuł się nieswojo. Myśl o tym, że miał być dzisiaj obserwowany i to jeszcze przez Herkulesa, sprawiała, że czuł zrozumiały niepokój. Ale skup się, Hermesie – mówił do siebie w myślach. – Nie masz nic do ukrycia, jesteś profesjonalistą. Poradzisz sobie, nie takie rzeczy miałeś na głowie jak jakiś smarkaty pół-bóg.
Phil złapał Herkulesa za ramie i przyciągnął w dół, aby móc szepnąć coś chłopakowi do ucha.
- Ja z kolei wymagam od ciebie, abyś również zwracał uwagę na to, co robią inni i co mówią. Chcę, abyś mi powiedział…
Resztę wyjaśnił Herkulesowi najdyskretniej jak mógł. Herkules tylko przytaknął i podszedł do swojego rumaka. Kiedy Hermes zaczął się już niecierpliwić, usłyszał nagle szept Zeusa, który wyciągnął w jego stronę kolejny szarawy zwój:
- Dostarcz to Hadesowi, kiedy do niego zajdziesz.
- Dobra, szefie – odpowiedział cicho Hermes, odbierając wiadomość.
Hermes cieszył się, że Zeus oszczędził mu głupich tekstów, typu: „Dbaj o mojego chłopca…” W końcu młodzieniec wsiadł na Pegaza i podleciał do boga, z którym miał spędzić cały dzień, i uśmiechnął się nerwowo. Posłaniec bogów tylko westchnął i odwrócił się do niego tyłem.
- Ruszajmy więc, Herkulesie – powiedział, zerkając jeszcze za siebie. – Mam dzisiaj sporo pracy.
I, nie czekając na odpowiedź chłopaka, wystartował przed siebie z impetem. Herkules ruszył tylko za nim. Przez chwilę widział tylko niebieski punkt pośród białych chmur, jednak szybko udało się Pegazowi go dogonić. Dalej lecieli już blisko siebie – Hermes na przedzie, a Herkules pół metra za nim. Cały czas panowało między nimi milczenie. Zarówno bóg, jak i heros nie chcieli jej przerywać, choć Herkulesowi zrobiło się po dwóch minutach ciszy nudno.
Olimp był otoczony żółtawymi chmurami jak wyspa. Czasem pośród tych chmur dało się znaleźć wiszący w powietrzu stały ląd – spory kawałek posadzki otoczony jońskimi kolumnami zwieńczonymi delikatnymi łukami (na podobnym wiszącym lądzie znajdowała się sala, w której Zeus przyjął syna). Kiedy indziej Herkules mijał wbudowane w skarpy wielkie pałace – siedziby bogów. Podobne do tych na ziemi, ale jednak wspanialsze i jedyne w swoim rodzaju, gdyż każdy z nich miał coś unikalnego tylko dla boga, który w niej zamieszkiwał.
Niebawem Hermes zatrzymał się przed jednym z pałaców. Pegaz spoczął na schodach, a Herkules zsiadł z niego, aby dołączyć do Hermesa. Kiedy już obaj byli przy drzwiach, otworzyły się szeroko i weszli (czy też raczej Herkules wszedł, bo Hermes wleciał) do środka, gdzie czekał już na nich Apollo. Stał w hollu i właśnie pochylał się nad jakimś pudłem z desek, kiedy na widok gości wyprostował się.
- Herkulesie, co za miła niespodzianka… – powiedział z uśmiechem i otwartymi ramionami. – Napijesz się czegoś?
- Wybacz, Apollo, ale mam trening – odparł grzecznie Herkules.
- O, jaka szkoda… – Bóg sztuki posmutniał i zwrócił się do Hermesa: – Naprawiłeś już moją lirę?
- Jak? Po wczorajszej karze byłem ledwo żywy – odpowiedział z irytacją posłaniec bogów. – Potem to już tylko przyszedł Morfeusz, a ja lu-lu.
- Wiesz, jak bardzo potrzebuję tej liry. Nie mogę być bogiem sztuki bez liry.
- Dobra, dobra, naprawię ją w wolnym czasie, obiecuję. Jeśli to wszystko, pozwól, że pójdziemy z Herkulesem dalej – I odwrócił się w stronę drzwi. Herkules jednak jeszcze nie szedł za nim.
- Właściwie – zaczął Apollo, zmuszając Hermesa do odwrócenia się do niego twarzą. – to wezwałem cię, bo… – Podniósł z ziemi pudło. – Bo chciałem, abyś dostarczył to Hefajstosowi.
- No, dobra – westchnął Hermes.
Podleciał do brata i odebrał od niego paczkę. Od razu zachwiał się w powietrzu z powodu jej ciężaru, ale jakoś udało mu się odzyskać równowagę. Skierował się w stronę drzwi i wyszedł, a Herkules za nim. Młodzieniec przyglądał się przez dłuższy czas jak mały i chuderlawy Hermes z trudem utrzymuje w rękach ciężką przesyłkę, od czasu do czasu wydając z siebie głębokie: „Uff”.
- Wiesz – odezwał się w końcu Herkules, dosiadając Pegaza. – mógłbym ci z tym pomóc.
Hermes spojrzał na niego, opierając policzek o pudło. Przez chwilę na jego twarzy malowało się zaskoczenie. Uśmiechnął się lekko. A jednak to dobry dzieciak…
- Poradzę sobie – odparł Hermes nadal się uśmiechając. – Takie przesyłki to dla mnie betka. Codziennie dostarczam przynajmniej jedną taką. A poza tym – spoważniał. – Ty mnie przecież miałeś tylko obserwować.
Mimo to Herkules podważył od dołu pudło, aby w ten sposób odciążyć chociaż odrobinę Hermesa. Posłaniec bogów uśmiechnął się tylko z wdzięcznością. Poczuł jak cała złość na Herkulesa wyparowuje z niego.
- Mówiłeś, że cię wczoraj ukarali. W jaki sposób? – spytał Herkules.
- Musiałem wykonać swoją pracę do zachodu słońca – wyjaśnił Hermes, po czym dodał: – Błagam, nie wspominaj więcej o tym, co się wczoraj stało. Nie chcę o tym pamiętać.
- No, dobra…
Szybko dotarli do siedziby Hefajstosa i dostarczyli mu przesyłkę od Apolla. Kiedy go o tym poinformowali, boski kowal tylko przytaknął, że zrozumiał, i kazał im zostawić pudło na podłodze, co zrobili (Hermes cieszył się, że tym razem Afrodyta nie organizowała żadnego obiadu). Po chwili Hefajstos przerwał pracę, a jego twarz przyjęła taki wyraz jakby kowal nagle coś sobie przypomniał.
- Hej, Hermes – odezwał się do posłańca, który właśnie kierował się do wyjścia. Hermes odwrócił się do niego.
- Taa?
- Powiedz Aresowi, że jego nowa broń będzie dopiero za dwa dni.
- Dobra.
Herkules przyglądał się Hefajstosowi, czekając aż bóg wypowie pewne słowa, jednak on tylko walił rytmicznie młotem w rozżarzoną stal. Hermes odchrząknął, aby zwrócić na siebie uwagę pół-boga. Herkules spojrzał na niego.
- Idziemy, Herk – powiedział tylko i ruszył w stronę wyjścia.
Heros poszedł za nim, jednak odwrócił się jeszcze i spojrzał na Hefajstosa, który całkowicie był pochłonięty swoją pracą. No, dalej – mówił do niego w myślach Herkules. – Możesz jeszcze powiedzieć te słowa. Powiedz je zanim Hermes wyjdzie… Jednak Hefajstos nawet na nich nie zerknął, tylko kuł stal. Nawet kiedy posłaniec bogów i heros wyszli na zewnątrz, nie zwrócił na nich najmniejszej uwagi.
Następnie udali się do Aresa. Hermes przekazał bogu wojny widomość od Hefajstosa. Ares tylko wymamrotał pod nosem coś, jakby przekleństwo, a potem kazał Hermesowi spytać Dionizosa, czy dzisiejsze wino jest jeszcze aktualne i czy Ares będzie musiał przynieść jakieś żarcie. Tak więc Hermes i Herkules poszybowali do boga wina, który potwierdził dzisiejsze wyjście i powiedział, że Ares nie musiał nic przynosić. Wracając do Aresa, Hermes został wezwany przez Hestię, która chciała, aby posłaniec bogów poszedł do podwodnego pałacu Posejdona i załatwił od króla mórz kilka małży. A więc kiedy tylko Hermes przekazał Aresowi widomość od Dionizosa, wraz z Herkulesem opuścili Olimp i odwiedzili Posejdona.
Król mórz ucieszył się bardzo, widząc bratanka.
- Herkulesie! Co za niespodzianka… Chodź, uściskaj wujka Po-Po[2] – Otworzył szeroko ramiona.
- Wybacz, wujku, ale nie przyszedłem tu z wizytą.
- Nie? – zdziwił się Posejdon.
- Nie, my właściwie przyszliśmy tutaj, aby zrobić Hestii przysługę – wtrącił Hermes.
Posejdon sposępniał.
- Niech zgadnę: ta baba znowu chce podać jakiś cholerny kawior? Ja nie mogę. Czy ona zdaje sobie sprawę z tego, że zmniejsza mi populację poddanych?
- Co nie zmienia faktu, że potrafi robić z nimi cuda – odparł wesoło Hermes. – I jest daleko lepszą kucharką niż Afrodyta.
- Tak, ale, do jasnej cholery, czy Hestia nie potrafi zrobić uczty BEZ ryb i owoców morza? Niedługo nie będę miał kim rządzić!
- Odwieczne prawo dżungli, stary: Zjedz albo zostaniesz zjedzony. No i dzięki temu zwalczasz za duży przyrost naturalny. Właściwie jedyne, czego Hestia chce, to kilka małży. No dalej, Po-Po. Jeżeli się zgodzisz, powiem Aresowi i Dionizosowi, że chcesz iść z nimi na wino.
Posejdon wybałuszył oczy.
- Ares i Dionizos idą na wino?! I ja nic o tym nie wiem?! Dobra – powiedział, a na jego twarzy pojawiła się determinacja. – Bierz ile chcesz tych małży, ale masz powiedzieć Aresowi i Dionizosowi, że idę z nimi!
- Wiedziałem, że dojdziemy do konsensusu – Hermes uśmiechnął się. – Chodź, Herk.
Wraz z Herkulesem nałapali kilkadziesiąt małży i zanieśli je Hestii do Olimpu. Uśmiechnęła się od ucha do ucha na widok dwóch worków pełnych skorupiaków. Kazała Herkulesowi i Hermesowi, aby położyli je w kuchni, a kiedy już to zrobili, wygoniła ich na zewnątrz, mówiąc: „Żadnego podglądania przed obiadem”.
- Czy takie rzeczy często się zdarzają? – spytał Herkules, kiedy lecieli znów do Aresa.
- Jakie rzeczy? – Hermes popatrzył na niego ze zdziwieniem.
- No, takie jak z Hestią i wujkiem Posejdonem? Często musisz załatwiać coś takiego?
- Mówisz jakbyś nie pamiętał swoich nieudanych Bachanaliów[3]. Wtedy musieliśmy załatwić Posejdonowi krem do oczu od Argusa, który z kolei chciał strzałę Kupidyna, któremu musieliśmy przynieść trochę Wody Zapomnienia, a Ból i Panika nie dali nam jej, dopóki nie wysępiliśmy od Hefajstosa ognioodpornych gaci. Przysługa za przysługę. Tak to działa, Herk. A ja pełnię rolę pośrednika między jedną przysługą a drugą. Czasami sami nie wiedzą jak coś zrobić i oczekują, że ja będę wiedział…
Nagle Hermes zdał sobie sprawę z tego, że zwierza się Herkulesowi, więc zamilkł. Herkules z kolei chciał coś powiedzieć, ale już dotarli do Aresa. Kiedy Hermes przekazywał Aresowi wiadomość od Posejdona, umysł Herkulesa pogrążył się w głębokiej zadumie. Inni bogowie beztrosko dawali Hermesowi polecenia, a on je wykonywał szybko i sprawnie. Wchodził odbierał wiadomość albo zlecenie „przysługi” i odlatywał, czasem nawet w morskie głębiny. Ale choć Herkules obserwował uważnie, nie usłyszał z ust żadnego z bogów słów, które chciał odeń usłyszeć. Po prostu kazali coś zrobić Hermesowi i wracali do swoich zajęć, jakby go nie było.
Na wieść o tym, że on i Hefajstos będą musieli zabrać ze sobą Posejdona, Ares zaczął ze złości skakać w miejscu. Zaraz jednak się opanował i tylko westchnął z rezygnacją. Tymczasem Hermes podleciał do Herkulesa.
- Chodźmy, Herk. Dusze czekają.
- Co takiego?
- Wyjaśnię ci po drodze.
Herkules był szczerze zaskoczony informacją o tym, że do obowiązków Hermesa należało również prowadzenie dusz do Hadesu. Wyglądało na to, że dotąd wiedział tylko o jednym, małym wycinku pracy Hermesa na Olimpie. Nagle wszystko kazało się być o wiele bardziej skomplikowane, niż myślał. Był ciekaw, czego jeszcze może się dzisiaj dowiedzieć.
Przez kilka godzin przelatywali z miejsca na miejsce, zbierając w jedną, zwartą grupę dusze osób, które tego dnia umarły. Przy odbieraniu jednej z nich Herkules zaobserwował u Hermesa nagłą zmianę wyrazu twarzy – z wyluzowanej wesołości na zdziwienie, a potem tak jakby żal. Duszą, która to spowodowała, należała do małego złodzieja, widzianego przez boga poprzedniego dnia.
Kiedy zebrali już wszystkie dusze i ustawili przy wejściu do krainy umarłych, Hermes zawisł nad nimi, zmaterializował w swoich rękach listę i zaczął sprawdzać, czy wszyscy są. Wyczytywał imiona wypisane na liście, a dusze na dole potwierdzały swoją obecność. Wyglądało na to, że nikogo nie brakowało. Hermes schował listę w togę.
- OK., ludzie. To teraz sprawdzę jeszcze, czy macie obola. Sorry za tę kontrolę, ale wiecie… Raz facet imieniem Syzyf kazał swojej żonie nie pochować go z obolem, i mieliśmy wtedy niezły burdel. Biedny Tanatos do dzisiaj ma skazę na psychice.
Hermes przeleciał powoli nad duszami. Pokazywały mu swoje obole, a on tylko przytakiwał ze zrozumieniem i swoim zwykłym uśmiechem. Ten uśmiech utrzymał się jednak do momentu, w którym Hermes nie natknął się znów na młodzieńca z wczoraj. Jego ręce były puste, a oczy spuszczone na ziemię, byle tylko nie patrzeć bogu w twarz. Hermes wylądował przy nim, w magiczny sposób wyjął obola z togi i podał ją chłopcu, który podniósł wzrok i popatrzył ze zdumieniem, najpierw na monetę, a potem na Hermesa. On uśmiechnął się tylko.
- Od razu widać, mały, że nie jesteś zbyt nadziany, a poza tym umarłeś bardzo wcześnie. Nie wiedziałeś, że niebawem zginiesz, więc nie miałeś czasu ukraść obola dla Charona.
- Co się ze mną stanie? – spytał chłopiec, nie spuszczając oczu z Hermesa. Posłaniec bogów zrazu sposępniał. – Boję się, Wielki Hermesie. Co mnie czeka w Hadesie?
Nie wiem – to chciał odpowiedzieć Hermes. Ta odpowiedź pierwsza cisnęła mu się na usta. Ale nie potrafił jej z siebie wydusić. Bo chciał też wymazać strach z tej niewinnej twarzy. Twarzy chłopca, którego widział poprzedniego dnia. Tak więc uśmiechnął się do niego w delikatny, przyjazny sposób.
- Głowa do góry. Teraz chociaż nie czujesz bólu ani głodu. No, i wobec śmierci wszyscy ludzie są sobie równi.
Chłopak wydawał się być nieco bardziej zbudowany tym faktem. To jedyne, co Hermes mógł zrobić.
Powrócił do sprawdzania reszty dusz, aż w końcu doszedł do ostatniej i wpuścił wszystkich zmarłych do Hadesu. Teraz czekało go zadanie, które przyprawiało go o ból żołądka i dreszcze. Musiał jednak dostarczyć Hadesowi ten zwój od szefa, choć wiedział, że pewnie będzie tego żałować. Nie to, że nie był przyzwyczajony do tego, że bogowie wyładowują na nim swój gniew, ale jednak nie lubił tego.
Włożył rękę w togę i natychmiast natrafił ręką na wiadomość dla pana podziemi. Kiedy dusze ułożyły się w kolejce do Charona, Hermes podskoczył w powietrze i wleciał do środka. Herkules szybko ruszył za nim.
- Gdzie idziemy? – spytał po chwili heros.
- Muszę dostarczyć Hadesowi wiadomość od szefa.
- Aha.
Dotarcie do komnaty Hadesa nie zajęła im zbyt wiele czasu. Nawet nie podążając za Hermesem, Herkules chodził po tych ciemnych korytarzach dość często, aby znać drogę do miejsca, gdzie jego kochany wuj knuł niecne plany, aby przejąć Olimp lub zrobić jakieś niecne kuku swojemu bratu albo bratankowi, albo przypiekał tyłki swoim dwóm niezbyt rozgarniętym podwładnym.
Melpomena: A skoro już mówimy o pomagierach Hadesa…
Ból i Panika siedzieli przy Wodzie Zapomnienia tak jak poprzedniego dnia. Kiedy ujrzeli wylatującego zza zakrętu Hermesa, uśmiechnęli się złośliwie.
- Co? Wolny dzień nie wyszedł? – spytał Panika.
- Żeś się wczoraj popisał, Hermes… – dodał Ból.
Po chwili zza tego samego zakrętu wyszedł Herkules i oba demony oniemiały, ale zaraz przeszedł pierwszy szok i Panika ze zrezygnowaniem odezwał się:
- Czego chcesz tym razem, Palantules[4] Myśmy nawet stąd nie wyszli.
- Właściwie to jestem z Hermesem – wyjaśnił Herkules.
- Zmarli już przybyli. Muszę tylko dostarczyć jeden zwój od mojego szefa dla waszego szefa i sobie pójdziemy – zwrócił się do Herkulesa: – Herk, zostań tutaj i poczekaj na mnie. To zajmie jakieś półtorej minuty.
- Ale przecież mam obserwować jak pracujesz. Na tym polega moje ćwiczenie.
Hermes spojrzał w jego oczy i już wiedział, że spieranie się z herosem nie będzie miało żadnego sensu. Poza tym heros mógł się przydać. Jeśli zareaguje dość szybko, może powstrzyma Hadesa. Dlatego Hermes tylko uśmiechnął się z ironią i powiedział:
- W takim razie, nie marnujmy czasu.
Weszli do komnaty. Hades siedział właśnie na swoim tronie, głęboko nad czymś zamyślony, gdy nagle jego oczy rozszerzyły się ze zdumienia na widok Herkulesa, ale zaraz jego twarz przybrała ponury wyraz. Hermes podleciał do Hadesa, wyjmując z togi szarawy zwój.
- Wiadomość od szefa – powiedział tylko, uśmiechając się, i wyciągnął rękę ze zwojem w stronę boga zaświatów.
Hades bez słowa wstał z tronu i odebrał wiadomość. Kiedy zaczął ją czytać, Hermes zaczął się cofać, ale (dosłownie) czerwieniejący się ze złości Hades od razu spalił zwój w rękach, a potem rzucił ognistą kulę dość szybko, aby Hermes nie zdążył przed nią uciec. Oczy stojącego z boku Herkulesa rozszerzyły się, kiedy kula uderzyła Hermesa prosto w brzuch i posłała posłańca bogów na pobliską ścianę.
- Ma tupet ten cholerny starzec! – wrzasnął Hades, formując kolejne kule. – Najpierw wysyła mnie do tego zadupia – rzucił w Hermesa pierwszą kulę. Posłaniec bogów tylko zakrył się rękami. – a potem przysyła wiadomości typu: „Pozdrowienia z Olimpu. Mam nadzieję, że pogoda ci dopisuje…”!
Druga kula nie trafiła w Hermesa, bo bóg zdążył podnieść się z ziemi, złapać Herkulesa za ramie i zwiać z komnaty. Przebiegli (no, Herkules przebiegł. Hermes przeleciał) jakiś kawałek podziemi, aż w końcu posłaniec się zatrzymał i oparł o pobliską ścianę. Dyszał ciężko, co było dla Herkulesa dziwne. Teoretycznie bóg nie powinien być zmęczony, i to nie tylko dlatego, że był bogiem, ale też dzięki swoim skrzydlatym sandałom. Po chwili oddech Hermesa wrócił do normy i bóg wyprostował się.
- Nienawidzę takich sytuacji.
Herkules przypomniał sobie scenę w komnacie Hadesa. Powoli dochodziło do niego, co właściwie ujrzał. I po chwili sposępniał. Jego wewnętrzne poczucie sprawiedliwości wydało z siebie wściekły ryk na wspomnienie leżącego na podłodze i atakowanego przez Hadesa przerażonego Hermesa.
- Wybacz – zaczął cicho heros. Hermes spojrzał na niego ze zdziwieniem, więc Herkules wyjaśnił: – Że nie zareagowałem.
Hermes uśmiechnął się przyjaźnie i poklepał chłopaka po ramieniu.
- Taa, mnie też zaskoczył. Choć powinienem od razu uciekać.
- To nie… to nie fair! – wykrzyknął z drżącym głosem Herkules. – Ty tylko dostarczyłeś wiadomość. Hades nie powinien się na tobie wyżywać!
Uśmiech na twarzy Hermesa osłabł i bóg posmutniał.
- Tak to czasem jest, Herk. Niektórzy zabijają posłańca, który przysyła złe wieści.
A słyszałeś kiedyś zdanie: „zabij posłańca”? – Słowa Phila zadudniły w pamięci herosa.
- Po prostu robię za piorunochron. Jestem najbliższą osobą, na której mogą się wyżyć po otrzymaniu wieści, która ich wkurzyła.
- To może nie dostarczaj ich – zasugerował Herkules. Hermes tylko spojrzał na niego smutno.
- A co, jeśli to coś złego i nie będzie posłańca, który przekaże tę wieść? Co wtedy będzie? – powiedział cicho.
Zdanie to zabrzmiało jak wyrzut, choć z całą pewnością nie było to intencją Hermesa. Po chwili bóg odszedł od ściany, otrzepał się z niewidocznego pyłu i z lekkim uśmiechem spojrzał na herosa za sobą.
- Chodźmy, Herk. Mój dzień pracy się zaraz kończy, a ty musisz opowiedzieć o nim szefowi.
Narrator: Wkrótce Herkules i Hermes powrócili na Olimp.
Melpomena: I spotkali się z szefem wszystkich szefów. Oczywiście Phil był również obecny.
- Mam małe pytanko, szefuniu – powiedział Hermes, kiedy obaj z Herkulesem stanęli przed Zeusem. – Czy ja mam sobie iść, czy zostać?
- Możesz iść – odpowiedział Zeus.
- W takim razie do widzenia, Herk, Phil – Hermes pożegnał się i wyszedł.
Jednak jak tylko przekroczył próg sali tronowej, schował się za kolumną. Ta rozmowa jego dotyczyła. Miał prawo wiedzieć, co Herkules o nim powie, a, będąc obecnym w komnacie, nie mógł mieć pewności, czy heros mówi prawdę, czy nie. Toteż Hermes schował się i nasłuchiwał z uwagą.
- Tak więc jak minął twój dzień z Hermesem, synu? – spytał Zeus.
- No cóż… Zaczęliśmy od tego, że dostarczyliśmy Hefajstosowi jedną bardzo ciężką paczkę od Apolla. Przy okazji Apollo spytał Hermesa, czy naprawił jego lirę.
- I naprawił?
- Nie, bo po wczorajszej karze był podobno zbyt zmęczony. Ale żebyś słyszał, tato, jakim tonem Apollo to powiedział…
- Dobra, dobra – zdenerwował się Phil. – Po prostu jedź dalej.
- Kiedy przekazaliśmy Hefajstosowi paczkę, on polecił Hermesowi powiedzieć Aresowi, że jego broń będzie za dwa dni. Ares z kolei kazał nam spytać Dionizosa, czy ich wspólny wypad na wino jest jeszcze aktualny. Potem Hestia wezwała Hermesa i kazała mu pójść do wujka Posejdona i załatwić dla niej kilka małży. Wujek Po-Po trochę się na początku stawiał, ale Hermes go przekonał i dostaliśmy te małże. Potem zaprowadziliśmy dusze zmarłych do Hadesu. Jedna z dusz nie miała obola, więc Hermes dał jej jednego. No, a potem…
Herkules urwał i ścisnął po kryjomu ręce na wspomnienie zdarzenia z Hadesem. Zeus i Phil zdziwili się tym zachowaniem młodzieńca. W końcu jednak Herkules wziął się w garść i spojrzał smutnym wzrokiem na swojego ojca.
- Co było we wiadomości, którą kazałeś Hermesowi dostarczyć Hadesowi?
- Nic nadzwyczajnego, tylko takie małe droczenie się z moim drogim bratem. Czemu pytasz?
- Bo po przeczytaniu tej wiadomości Hades ze złości zaatakował Hermesa. Tak po prostu wziął i rzucił w niego ognistą kulę.
Oczy Zeusa rozszerzyły się, a potem zmarszczył brwi. Po chwili ciszy odezwał się Phil:
- A co z moim pytaniem, młody? Ilu klientów Hermesa powiedziało mu „dziękuję”?
Z niewiadomych przyczyn po plecach Hermesa przeszedł dreszcz. Tymczasem Herkules spojrzał na swojego trenera.
- Żaden – odpowiedział. – Ani Hefajstos, ani Hestia, ani Ares, ani Apollo. Czekałem aż wypowiedzą to słowo, ale nie padło ono z ich ust ani razu – Herkules spojrzał znów na Zeusa i oświadczył: – Dzisiaj dowiedziałem się o Hermesie wielu rzeczy, o których w ogóle nie miałem pojęcia. Jego praca jest ciężka, bo musi latać na duże odległości; niewdzięczna, bo nikt mu za nią nie dziękuje, tylko każdy coś od niego chce; a czasem nawet niebezpieczna, bo jako posłaniec, który dostarcza złe wiadomości, jest najbliższą osobą, na której inni mogą się wyżyć. Teraz już wiem, co miał na myśli, mówiąc, że czasem dobrze jest być samolubem. I nie dziwię się, że chciał zrobić sobie jednego dnia wolne. Jeszcze dzisiaj rano myślałem, że jego wczorajszy wyczyn był nieodpowiedzialny i głupi. Teraz jednak go rozumiem.
Ukryty za kolumną Hermes nie mógł uwierzyć w to, co słyszy. Ktoś go bronił. Ktoś stanął po jego stronie u Zeusa. Ktoś go zrozumiał i odważył się opowiedzieć o jego niewdzięcznej pracy. Hermes poczuł wewnątrz siebie miłe ciepełko – niewypowiedzianą radość i wdzięczność dla Herkulesa, a także trudne do powstrzymania łzy w oczach.
Phil uśmiechnął się, podszedł do Herkulesa i poklepał go po plecach.
- I oto chodziło, młody.
- Wszystko dobrze – zaczął Zeus. – ale czego właściwie miało go nauczyć to ćwiczenie?
- Empatii – wyjaśnił Phil, odwracając się w stronę boga. – Chciałem, żeby Herkules pojął, że ludzie mają powody, aby robić, to co robią oraz że czasem ich praca potrafi być naprawdę ciężka i okropna.
- Rozumiem – odpowiedział Zeus i oparł się wygodnie w tronie. – Wracaj do domu, synu. Jest już bardzo późno.
- Mam do ciebie pewną prośbę, tato – odezwał się nagle Herkules. Zeus spojrzał na niego z uwagą. – Chcę, abyś dawał Hermesowi więcej wolnych dni.
- Nie martw się. Tak zrobię – Zeus uśmiechnął się.
Herkules pożegnał się z ojcem i wraz z Philem i Pegazem opuścił salę tronową. Kiedy tylko przekroczyli jej próg, natknęli się na Hermesa, który podleciał do Herkulesa, uścisnął jego rękę i potrząsnął ją wylewnie.
- Dzięki, Herk. Za wszystko.
- Drobiazg. I przepraszam za wczoraj. Nie wiedziałem, co mówię.
- Nie ma sprawy – Posłaniec bogów pochylił się i potrząsnął ręką Phila. – Tobie też dziękuję, stary.
- Cała przyjemność po mojej stronie – odparł satyr.
Narrator: Zeus zarządził, że Hermes będzie miał wolne dwa dni w tygodniu, podczas których nie wolno było dawać mu żadnych zleceń, chyba, że będzie to coś bardzo poważnego.
Melpomena: A mówiąc „coś bardzo poważnego”, miał na myśli coś, co groziłoby zawaleniem się całego Olimpu i inne rzeczy w tym stylu. Od tej pory Hermes mógł się też poskarżyć na każdego, kto go zaatakuje w czasie pracy.
Narrator: Koniec.
Melpomena: Jeszcze nie.
Narrator: Nie?
Kalliope: Jest jeszcze jedna sprawa, którą trzeba doprowadzić do końca.
Kilka dni później, kiedy Hermes skończył już odprowadzać dusze do zaświatów i wszedł do środka, aby dostarczyć kolejny szarawy zwój Hadesowi (Hermes miał nadzieję, że to nie jest kolejne „droczenie się”), poczuł nagłe pociągniecie za togę. Spojrzał za siebie i natychmiast się rozpromienił. Patrząc na niego od dołu stał uśmiechnięty od ucha do ucha znajomy malec.
- Hej, mały. Zastanawiałem się, co się z tobą stało –Nagle spoważniał. – Wszystko dobrze?
- Nienajgorzej – odparł chłopiec, nadal się uśmiechając. – Trafiłem do Erebu, więc jest dobrze, choć strasznie nudno.
Chłopak zachichotał, a potem nagle posmutniał. Jego wzrok powędrował na czarną ziemię, ale zaraz malec znów spojrzał na Hermesa. I wtedy bóg to usłyszał – niby cichy pomruk, a jednak bardzo wyraźny.
- Dziękuję ci, Wielki Hermesie.
Hermes poczuł wypieki na twarzy, kiedy jego usta, jakby same z siebie, ułożyły się w szeroki uśmiech. Posłaniec bogów pogłaskał zmarłego po głowie.
- Nie ma sprawy. Cieszę się, że wszystko dobrze się skończyło. Do widzenia, mały.
Odwrócił się w stronę komnaty Hadesa, wciąż się uśmiechając.
---------
[1]Problem z pełnym imieniem Phila polega na tym, że nie wiadomo dokładnie jak brzmi. Raz jest to "Filoktet", raz "Filoktetes", raz "Filokrates"... Tak więc postanowiłam przyjąć wersję z polskiej Wikipedii.
[2] A to oficjalne zdrobnienie od imienia Posejdona.
[3]Małe nawiązanie do odcinka "Bacchanal", ale nie musicie znać fabuły, aby pojąć resztę wypowiedzi Hermesa.
[4]Hades i jego dwaj pomagierzy często nazywają Herkulesa "Jercules", co znaczy właśnie "Palantules". Wciąż jednak czekam na lepsze tłumaczenie tego przezwiska.
Ostatnio zmieniony 10 cze 2010, 08:51 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 4 razy.

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 30 sty 2010, 16:05

Eee... ale dlaczego by niby nie spoilerować własnego fika?
...
No dobra, może niektórych rzeczy lepiej nie spoilerować. Ale to było bardziej jak zapowiedź następnego odcinka, to jest zupełnie nieszkodliwe i niegroźne.
Offtop...
Who cares XD
Keeping it up: Hermes był moją ulubioną postacią z filmu :mrgreen:
OC-holic

Awatar użytkownika
Lady Makbeth
debiutant
Posty: 68
Rejestracja: 02 sty 2010, 18:58
Lokalizacja: Marcepanowo
Kontaktowanie:

Postautor: Lady Makbeth » 30 sty 2010, 19:38

I tak oto Herkules wynalazł weekend :lol: Poza 2 (słownie dwoma) literówkami nie znalazłam nic błędnego ;-)

Może to dziwne, ale ja, poza nieustającą sympatią dla Hermesa, lubię również Hadesa. Nie wiem, po prostu zawsze miałam słabość do "szwarc charakterów" :mrgreen:
"What's wrong about wanting a man to hold another man's beads?"

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2105
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 30 sty 2010, 19:48

Lady Makbeth pisze:poza nieustającą sympatią dla Hermesa

Natka pisze:Keeping it up: Hermes był moją ulubioną postacią z filmu

Kurde, czyli jednak nie jestem jedyna. Yeah, Hermes rules, bitches!

Ekhm... A nie było to trochę przewidywalne albo przesłodzone?
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 30 sty 2010, 20:02

I jedno i drugie zależy od odbiorcy. Co do mnie... przesłodzone nie jest, przewidywalne... trochę, ale tym się nie przejmuj, przecież to nie jest opowieść detektywistyczna.
OC-holic

Awatar użytkownika
Lady Makbeth
debiutant
Posty: 68
Rejestracja: 02 sty 2010, 18:58
Lokalizacja: Marcepanowo
Kontaktowanie:

Postautor: Lady Makbeth » 30 sty 2010, 21:40

Mnie bardzo przypadły do gustu postacie. Świetnie je rozpisałaś i to się chwali. A czy przesłodzone? Nie mnie to oceniać. Jestem praktycznie uzależniona od wszelkiego fluffu, więc takie pytanie to raczej nie do mnie :mrgreen:
"What's wrong about wanting a man to hold another man's beads?"

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2105
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 03 lut 2010, 19:18

Pisanie tego rozdziału to miejscami był czysty spontan i myślę, że znajdziecie tu parę na to dowodów. Jeśli ktoś czytał moje łanpisowe Kapturki będzie zachwycony. Poza tym chyba zaczynam tworzyć od nowa charakter Apolla. W filmie i w serialu jest taki trochę nijaki.
Mała pomoc jeśli chodzi o bogów (ich image w serii): http://geniefox.deviantart.com/art/Disn ... e-96975903

Cz.3 Totalna masakra
Narrator: Góra Olimp. Siedziba greckich bogów. Miejsce, gdzie Zeus i inne bóstwa zamieszkują i rządzą hellenistycznym światem. Od czasu do czasu jednak ma miejsce na Olimpie wielkie wydarzenie…
- MĘSSSSSSSSSKI WIECZÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓÓR! – krzyk Aresa odbił się echem po całym jego domu i było wysoce prawdopodobne, że reszta Olimpu też go słyszała.

- Męski wieczór – powiedział Apollo, lecąc w swoim słonecznym rydwanie na ziemi.

- Męski wieczór! To dzisiaj! – zakrzyknął Hades i z radości aż zgiął łokieć ku dołowi. – Yesss! Wreszcie się stąd wyrwę!

- Męski wieczór – Zeus uśmiechnął się z rozmarzeniem.
- Męski wieczór – wyszeptał z ukontentowaniem Hermes, powracając do listy rzeczy do zrobienia.
Narrator: Tak, męski wieczór. Impreza organizowana przez i dla bogów-mężczyzn. Wieczór, na który brzydsza część Olimpu (szczególnie ta żonata) czeka z utęsknieniem. Dionizos załatwia trunki i jedzenie…
Dionizos zaczął liczyć przyniesione przez jego satyrów dzbanki z winem. Po chwili wziął łyk jednego z nich i posmakował.
- Dobre jak zawsze – powiedział do siebie. – Rocznik 336 przed naszą erą nigdy mnie nie zawiódł.
Narrator: Apollo muzykę…
Bóg sztuki wciąż jeszcze wahał się co zagrać i kogo ze sobą zabrać. Nie mógł poprosić Muz, bo na męski wieczór baby nie miały wstępu. Nie mógł też grać solo przez cały wieczór, bo też coś chciał mieć z tej imprezy. Satyrowie Dionizosa zaś byli strasznie komercyjni (zresztą, kto wytrzyma repertuar oparty tylko i wyłącznie na piszczałkach?). Tak więc Apollo miał ciężki orzech do zgryzienia.
I nagle go oświeciło.
- Karaoke! – wykrzyknął, pstrykając palcami. – Kurde, jestem genialny.
Narrator: Hefajstos technikę…
Hefajstos z niewielką pomocą Posejdona wprowadził do sali bankietowej płaski, przeźroczysty kamień, w którym zwykle król mórz ogląda walki rekinów. Dzisiaj jednak miał posłużyć za przekaźnik transmisji z zapasów, a być może nawet coś bardziej pikantnego… Obaj bogowie ustawili ekran na środku pomieszczenia, przed wielką kanapą. Posejdon uruchomił swoje urządzenie i po chwili jedyne, co byli w stanie ujrzeć, to czarno-białe, obijające się o siebie kuleczki. Posejdon walnął ekran od góry, ale to nie pomogło. Spojrzeli z Hefajstosem na siebie nawzajem, jakby to mogło im w czymś pomóc.
W tym właśnie momencie wleciał Hermes. Na widok zakłóceń w gadżecie Posejdona, zdumiał się i zaczął go oglądać ze wszystkich stron.
- Nie ma anteny – wyjaśnił Hefajstos. – Potrzebujemy czegoś, co pomogłoby mu złapać sygnał.
- Hmm… – zamruczał Hermes, przykładając rękę do brody.
Zastanawiał się przez pewien czas, aż w końcu na jego twarzy pojawił się wyraz olśnienia i posłaniec bogów przymocował swój kaduceusz z tyłu przekaźnika. Od razu w kamieniu pojawił się obraz pustego jeszcze stadionu. Hefajstos i Hermes przybili piątkę.
- Oddajcie mi to tylko, kiedy bibka już się skończy – odparł Hermes i poleciał dalej.
- OK. – odparł Hefajstos i pomachał do niego.
Kalliope: Oczywiście, panie również organizują swój damski wieczór…
Narrator: Tak, tak, ale to na męskim wieczorze rozpoczyna się nasza historia.
Hermes przetoczył wzrokiem po sali bankietowej. Była już całkiem pełna bogów i bóstw, którzy już się powoli rozgaszczali przed wielkim wydarzeniem. Lekko przygłupi synowie Aresa – Dejmos i Fobos – urządzili sobie konkurs picia (na razie lemoniadę, bo Ares nie ufał swoim synom po kilku głębszych) w stojącym z boku barze, ale Dionizos szybko się dołączył i ich obu przebił, więc Dejmos i Fobos wyszli na chwilkę do toalety. Hades i Zeus się przekomarzali (pewnie znowu Hades chciał załatwić u szefa przeniesienie, a szef nie chciał), a potem król podziemi tylko wzruszył ramionami i poszedł pogadać z Tanatosem, który rozmawiał z Hypnosem (a może to Hypnos rozmawiał z Tanatosem? Hermes zawsze miał trudności z rozpoznaniem który jest który. W końcu to bliźniaki). Morfeusz i Fantasmos, którzy skończyli właśnie przynosić śmiertelnikom sny (i koszmary), opadli ze zmęczeniem na kanapę i wzięli pobliski róg obfitości, aby się na spółkę pożywić. Apollo, w kącie przeznaczonym na karaoke, stroił swoją lirę, rozmawiając przy okazji z Hefajstosem i Aresem. A że byli dość blisko, aby ich usłyszeć, Hermes od razu wiedział o czym mówią.
- Ach, dobrze jest spędzić jeden wieczór bez kobiet – stwierdził Apollo.
- Święta prawda – przyznał Hefajstos. – Kocham swoje słoneczko, ale zwariowałbym, gdybym przebywał tylko w jej towarzystwie.
- Stary, ja z nią pracuję! – wtrącił się Kupidyn. – Ty chociaż nie musisz ciągle słuchać tej głupiej piosenki.[1]
- Ale Afrodyta nie jest przynajmniej w połowie tak irytująca jak Atena – odparł Ares, a na jego twarzy pojawił się wściekły grymas. Po chwili zaczął przedrzeźniać siostrę: – „Ateny są o wiele bardziej cywilizowane niż Sparta. Twoi Spartanie chociaż umieją liczyć na palcach?”
Po chwili dołączył się Posejdon.
- A spróbowałbyś kiedyś, Ares, spędzić cały dzień z moją Amfirytą. Jej pozytywna energia mnie dobija. Kto jest w stanie tak się szeroko uśmiechać dwadzieścia cztery godziny na dobę?!
- Hej, Amfiryta chociaż ci nie marudzi nad uchem – Zeus pojawił się niewiadomo skąd.
- To jeszcze nic! Ja muszę znosić DZIEWIĘĆ bab u siebie w domu! Wyobraźcie sobie wasze codzienne problemy razy dziewięć – powiedział Apollo i powrócił do liry.
Zaraz przyszedł też uśmiechnięty od ucha do ucha Hades.
- Naprawdę, chłopaki. Po co żeście się w to wpakowali? Stan kawalerski rządzi! – Znienacka objął Hermesa jednym ramieniem. – Prawda, Hermes?
Bóg złodziei szybko się uwolnił z objęć pana zaświatów i z uśmiechem powiedział:
- Hades, dziecino, nie mam nic przeciwko przyjaźni z tobą, ale, proszę cię, zachowaj dystans dwóch metrów. – Następnie odchrząkną i dodał: – Rzeczywiście, jak was słucham, panowie, to odechciewa mi się randkowania i damskiego towarzystwa w ogóle.
- Głowa do góry, chłopaki! – odrzekł dziarsko Zeus. – To męski wieczór, a więc zero pań do końca imprezy!
Wtedy właśnie Dejmos i Fobos krzyknęli, że zaczynają się długo oczekiwane zapasy. Wszyscy mężczyźni poczęli tłoczyć się na kanapie. W końcu Morfeusz i Fantasmos musieli się przenieść na podłogę razem z Tanatosem, Hypnosem, Asklepiosem i synami Aresa; a na kanapie wylądowali Zeus, Hades, Ares, Apollo, Dionizos, Posejdon i Hefajstos. Hermes z kolei stanął za kanapą, pomiędzy Aresem i Hefajstosem. Jedynie Kupidyn nie oglądał, bo „nie pochwalał bezsensownej przemocy, która zamiast miłości uczy pogardy”. Obraz w przeźroczystym kamieniu przedstawiał stadion, na którym stanęli już dwaj, łudząco do siebie podobni zawodnicy. Jeden z nich ubrany był w niebieską opaskę na biodra, a drugi w czerwoną.
- Widzicie tego bisiora, o tam! – zakrzyknął Ares, wskazując mięśniaka w czerwonej opasce. – To z mojego miasta, Sparty!
- Delfijczyk też się nieźle prezentuje – zauważył Apollo z uśmiechem.
- Założę się, że poszedł wcześniej do wyroczni i Pytia mu powiedziała, że nie ma co się starać, bo Spartanin skopie mu tyłek! – zakpił Dionizos.
Hermes wychylił się bardziej do przodu, aby lepiej widzieć. Przy okazji zwrócił na siebie uwagę Aresa i Hefajstosa, którzy spojrzeli na niego niechętnie.
- Jest ktoś z Arkadii?
- Ale jesteś zorientowany, Hermes! – zaśmiał się Hefajstos. – Ta walka jest między Delfami a Spartą.
- Hej, pomarzyć zawsze można. Ja wynalazłem zapasy, więc mogliby się odwdzięczyć pokazując zawodnika z mojego głównego ośrodka kultu – odrzekł posłaniec bogów.
- Witam wszystkich! – odezwał się spiker. – Nazywam się Tukidydes i będę relacjonował dzisiejszy pojedynek między zawodnikami ze Sparty i Delf!
Bogowie przed ekranem wydali z siebie jeden wielki, głośny ryk zadowolenia.
- Po lewej stronie, w niebieskiej przepasce, zawodnik z Delf, Nejmanes!
Delfijczyk podniósł do góry ręce i zaczął pozdrawiać widownię ze wszystkich stron. Rozległy się gorące oklaski, które po chwili ucichły.
- Po prawej, w czerwonej przepasce, reprezentant Sparty, Pudzianos!
Kolejne wiwaty, kiedy Spartanin poszedł za przykładem przeciwnika.
- Zawodnicy przygotowują się do walki – zaczął Tukidydes[2], a Nejmanes i Pudzianos stanęli naprzeciwko siebie, przyjmując bojowe pozycje. Tymczasem pojawił się sędzia. – Zaraz się zacznie, proszę państwa. Sędzia dokonuje ostatnich pouczeń iiiiiiiii… wystartowali!
- Tylko żadnych interwencji, Apollo – powiedział Ares.
- I vice versa, Aresie – odparł bóg sztuki, posyłając mu chłodne spojrzenie.
Walka się zaczęła. Przez pierwsze kilka sekund zawodnicy tylko skakali dookoła siebie, trzymając się nawzajem na dystans. Po chwili Pudzianos rzucił się na Nejmanesa i powalił na ziemię. Łokciem przybił szyję przeciwnika i wykręcił mu rękę. Po chwili puścił go i zaczął obijać. Nejmanes leżał jak nieżywy.
- A teraz go zabij! – wykrzyknął Hades. Wszyscy bogowie spojrzeli na niego zaskoczeni. Nieco zakłopotany Hades zaśmiał się nerwowo i powiedział: – Hej, tylko żartowałem.
Sposępniał i zatonął w swoim miejscu na kanapie.
Tymczasem na ekranie sędzia zaczął bić ręką o podłogę, aby po kilku uderzeniach wstać i podnieść do góry ramię Pudzianosa, ogłaszając jego zwycięstwo. Bogowie na kanapie i koło niej wydali z siebie długie, zawiedzone: „Ej!”.
- Przecież to nie była walka tylko jakieś kpiny! – skomentował Fantasmos.
- Ledwie się zaczęło i już koniec? – marudził Posejdon.
- Nejmanes nawet się nie bronił – dodał Dionizos.
- I nikt nie zginął… – wtrącił Hades, ale tym razem jego wypowiedź przeszła mimo uszu.
Wszyscy wstali ze swoich miejsc, olewając patetyczną i nie mającą ładu i składu wypowiedź Pudzianosa. Kiedy minął pierwszy szok, do Aresa wreszcie dotarło, że jego człowiek wygrał. Bóg wojny wziął największy dzbanek wina i zaczął pić go do dna, robiąc tylko małe przerwy między jednym łykiem a drugim, aby podroczyć się z Apollem.
- I kto tu jest mistrzem?! I kto tu jest mistrzem?!
- Ares! – wrzasnęli Dejmos i Fobos.
- A kto jest frajerem?! – spytał Ares.
- Apollo! – odpowiedzieli jego dwaj synowie.
- Tak, tak, zrozumiałem! – odparł z irytacją Apollo. – A teraz bądźcie cicho! To żenada!
- Żenada? – Ares podniósł brwi, po czym krzyknął: – To jest SPARTAAAAAAAAA!
- Wiesz co? – powiedział Asklepios. – Ten dowcip też był żenujący.
Impreza zaczęła się rozkręcać. Bogowie pili wino, rozmawiali, jedli i żartowali. W którymś momencie Apollo podszedł do Hermesa i uśmiechnął się do niego w sposób, który wydał się posłańcowi co najmniej podejrzany.
- Co ty na to, abyśmy wymknęli się do dziewczyn? – spytał, zacierając ręce.
Hermes spojrzał na brata, jedną brew podnosząc, a drugą marszcząc.
- Ile ty masz lat? Czternaście?
- Nie mów mi, że nie chcesz. Twoje usta mówią: „nie”, ale oczy: „tak”.
- Tak naprawdę moje oczy mówią: „nie chcę dostać w zęby, więc poszukaj innego frajera, Apollo”.
Zaraz z szybkością błyskawicy pojawił się podekscytowany Tanatos.
- O czym rozmawiacie? O czym rozmawiacie? O czym rozmawiacie?
- Ten idiota chce iść do bogiń – wyjaśnił Hermes, wskazując Apolla kciukiem. Mina Tanatosa zrzedła.
- Po kiego grzyba? – spytał Apolla z ponurym wyrazem twarzy.
- No, przecież wiem, że chcecie wiedzieć, co one takiego robią, kiedy nas nie ma.
- Tak właściwie – Tanatos dotknął swojej brody w zamyśleniu. – to nie jest taki głupi pomysł.
- Apollo, złotko – Hermes objął brata ramieniem. – Dzisiaj jest męski wieczór, więc większość facetów nie chce nawet myśleć o dziewczynach. Sam niedawno narzekałeś na Muzy.
- Jestem pewien, że znajdzie się sporo samców, którzy będzie chcieli się wybrać na podglądanie grupy samic, które w swoim własnym, zamkniętym towarzystwie mogą robić albo mówić coś NAPRAWDĘ interesującego – odparł bóg sztuki uśmiechając się w okropnie pewny siebie sposób.
- OK, no to sprawdźmy – oświadczył Hermes.
I wzniósł się w powietrze tak, aby być dobrze widocznym przez wszystkich bogów. Następnie gwizdnął, aby zwrócić na siebie ich uwagę. Po chwili ich spojrzenia były skierowane na wiszącego w powietrzu Hermesa. Posłaniec bogów był pewien, że nikt nie będzie chciał pójść słuchać i oglądać kobiet, na które przecież dzisiaj narzekał.
- Hej, ludzie – zaczął. – Apollo wyszedł z inicjatywą, aby pójść podsłuchać nasze drogie panie! Co wy na to?!
- No jasne! – Ozwał się jeden wielki, radosny krzyk.
- Kiedy idziemy?! – zapytał Dionizos.
To kompletnie zaskoczyło Hermesa. Nie do wiary. Najpierw na nie narzekają, a potem chcą je podglądać. No cóż… Trzeba było zaktualizować swoje poglądy na temat męskiej psychologii.
Melpomena: I tak oto bogowie poszli pod miejsce, gdzie przebywała cała żeńska część Olimpu.
Kalliope: W sumie jak teraz to wspominam, to czuję się trochę głupio. Kurde, jakie oni musieli mieć wtedy głupie myśli!
Narrator: Ekhm… Drogie panie…
Boginie siedziały na chmurze, ubrane w nocne koszule i piżamy. Naokoło nich rozstawione były grube, jońskie kolumny. Światła podczas tego brunatnego wieczoru użyczyły migoczące gwiazdy i wiszące na kolumnach lampy oliwne. Bogowie podsłuchiwali w różny sposób – jedni (na przykład, Zeus, Morfeusz i Fantasmos) przemieniali się w muchy albo inne ledwo widoczne stworzenia; inni (jak Ares, Hefajstos, Posejdon, Dionizos albo Hades) spoczęli na pobliskich chmurach i z bezpiecznej odległości przyglądał się wszystkiemu; jeszcze inni, jak Apollo czy Hermes, schowali się po prostu za kolumnami.
Hermes nie mógł uwierzyć, że to robi. Czuł się jak dzieciak zaglądający do damskiej szatni, nie chcący jednak wpaść z tego powodu w tarapaty, a więc bardzo zdenerwowany. Ale cóż, znając życie, jak już zostaną przyłapani, będzie im potrzebny jego zmysł negocjatorski (właśnie dlatego wziął ze sobą swój kaduceusz). Poza tym jakaś część jego jednak chciała wiedzieć, o czym boginie rozmawiają tak między sobą.
A na razie nie rozmawiały o niczym interesującym (z męskiego punktu widzenia). Z tego, co bogowie zdążyli się zorientować, rozmawiały o tym, co będą robić, kiedy nadejdzie wiosna. Afrodyta żaliła się na to, że będzie miała sporo pracy z zakochanymi parami, Demeter odpowiedziała, że jako bogini urodzaju, będzie musiała przystroić wszystko kwiatami i wynagrodzić rolnikom ich ciężką pracę w czasie jesieni. Inne boginie również coś mówiły, ale bogowie nie zwracali na to większej uwagi. Po jakimś czasie cały entuzjazm poukrywanych po okolicy facetów zaczął powoli słabnąć.
- Hej, dziewczyny – odezwała się nagle Atena, która też miała już dość rozmów o wiośnie. – Może byśmy tak zagrały w butelkę?
Bogowie się nagle ożywili. Inne boginie się zgodziły na jej propozycję i usiadły naokoło. Atena zmaterializowała w rękach jakąś butelkę i postawiła ją na małym stoliczku, okrążonym obecnie przez resztę kobiet. Kiedy chłopaki usłyszeli odgłos wprawianej w ruch, a potem wirującej butelki, poczuli jak rośnie napięcie. Niebawem odgłos stawał się coraz cichszy i cichszy, aż w końcu ucichł, co oznaczało, że butelka się zatrzymała. Siedzący wraz z Hadesem na pobliskiej chmurze Posejdon zamarł, kiedy szyjka butelki wskazała jego żonę.
- No, Amfiryto – odezwała się Afrodyta, opierając się łokciami na stole. W końcu wypowiedziała formułkę: – Pytanie czy zadanie?
- Pytanie – odpowiedziała, czy też może raczej wyśpiewała Amfiryta.
- Dobrze – odparła bogini miłości. Była w jej głosie jakaś nienaturalna złośliwość. – W takim razie powiedz nam najbardziej wstydliwy sekret Posejdona.
Król mórz zbladł na te słowa. Już sobie wyobraził ten moment, kiedy jego żona powie: „Och, to proste. Po-Po ma czasem mokre sny…” Jeśli reszta bogów się o tym dowie, Posejdon będzie zgubiony. Splótł ręce w błagalnym geście i zaczął szeptać przymilnym tonem:
- Błagam cię, serdeńko. Będę spuszczał klapę w wychodku, będę robił porządki i w ogóle zrobię wszystko, o co tylko mnie porosisz, ale, błagam, nie rób mi tego…
Amfiryta zastanawiała się przez chwilę, która zdawała się jej mężowi wiecznością. W końcu jednak uśmiechnęła się szeroko i odparła radosnym tonem:
- Największym sekretem Po-Po jest to, że ma chore zatoki.
- Dzięki – pisnął z wdzięcznością król mórz. – zawsze mogłem na ciebie liczyć, kochanie.
- Zatoki? – spytała z mieszanką niedowierzania i niezadowolenia Afrodyta.
Uśmiech Amfiryty zrzedł i żona Posejdona powiedziała z irytacją:
- Tak, zatoki – Złapała za butelkę. – A teraz idźmy dalej.
Przekręciła flaszkę, która zaczęła się gwałtownie kręcić naokoło własnej osi. Po chwili zatrzymała się na Hestii, której oczy rozszerzyły się. Bogini łowów spuściła wzrok. Tym razem to na twarzy Ateny pojawił się złośliwy uśmieszek.
- No, Hestio. Pytanie, czy zadanie?
Hestia odchrząknęła, po czym zaczęła masować ręką swoją szyję, mając wrażenie, że się poci. Jej milczenie potęgowało jeszcze napięcie. Hermes właściwie rozumiał jej wahanie. Jeśli Hestia wybierze pierwszą opcję, mogła spalić się ze wstydu, odpowiadając na jakieś żenujące pytanie. A jeśli wybierze zadanie, być może będzie musiała zrobić coś, co upokorzy ją jeszcze bardziej. Właściwie Hermes sam nie wiedział, co by wybrał.
- Pytanie – oświadczyła bogini ogniska domowego, tym razem pewnym siebie tonem.
Hermes tylko przytaknął ze zrozumieniem. Ostatecznie pytanie było bezpieczniejsze.
- Gdybyś miała spędzić romantyczny wieczór z Dionizosem, Hadesem albo Hefajstosem, to z którym z nich?
Wymienieni mężczyźni najpierw się zdumieli, a potem zmarszczyli brwi i nastawili bardziej ucha. Tymczasem Hestia spojrzała na Atenę chłodno.
- Musiałaś wybrać tych trzech, musiałaś.
- Hej – Atena wzruszyła ramionami. – jaka frajda byłaby z dania ci do wyboru samych przystojniaków?
- I czemu mieszasz w to mojego męża? – spytała Afrodyta, rzucając Atenie piorunujące spojrzenie. Bogini mądrości westchnęła, po czym powiedziała:
- No, dobra. To może zmieńmy Hefajstosa na… – urwała, aby się przez chwilę zastanowić. Wszystkim bogom zaparło dech w oczekiwaniu, dopóki Atena nie doznała olśnienia i nie wykrzyknęła z entuzjazmem: – Na Hermesa!
Posłaniec bogów oniemiał. A potem spojrzał na stojącego za sąsiednią kolumną Apolla, który patrzył na niego z zakrytymi ręką ustami, aby stłumić swój chichot. Hermes wiedział, że nie jest zbyt przystojny, no, ale to już było świństwo!
- A więc każesz mi wybierać między randką z facetem, którego piwny brzuszek sięgnął już pasu Oriona…
- Jeśli już to winny brzuszek – wyszeptał obrażony Dionizos.
- …gościem, którego bałabym się zabrać do kawiarni, bo jego fryzura mogłaby zapalić firanki i obrus…
- Nagle poczułem silną chęć spalenia Hestii na najbliższej uczcie jej fon di – powiedział do sąsiada Hades.
- … i chuderlawym jazzmanem[3]?
- Chuderlawym? – Hermes popatrzył po sobie. Rzeczywiście nie był zbyt umięśniony… ale „jazzman” nie brzmiał wcale tak źle.
- To kogo wybierasz? – zapytała Atena. Wszyscy trzej „kandydaci” wytężyli słuch.
- Hades odpada już na samym początku. Dionizos, hmm… pewnie podczas romantycznej kolacji musiałabym znosić jego „nienaganne” maniery przy stole. W ogóle pewnie cały repertuar na randkę łudząco przypominałby któryś z jego bachanaliów.
- No, pewnie tak – przyznała Afrodyta, po czym wstała, oparła ręce na biodrach i zaczęła tubalnym głosem przedrzeźniać boga wina: – „Chodź, pójdziemy na jednego… No… Właściwie to na cztery beczki.”
- „Uwalimy się pod stołem” – Artemida przejęła inicjatywę. – „i tyle będziemy pamiętać z tego wieczoru, że zmasakrowaliśmy całe wyposażenie tej knajpy.”
Hermes i Apollo zachichotali jeszcze głośniej (ale wciąż dość cicho, aby się nie zdradzić).
- Tak, to Dionizos – odparł Apollo, tłumiąc z trudem śmiech.
- Ares też byłby świetny – zmieniła temat Atena, podnosząc się na równe nogi i odchrząkając.
- O, nie. Nawet o tym nie myśl – syknął bóg wojny. Ale jego siostra, nie tylko o tym pomyślała, ale i to zrobiła.
- „Hej, ile to czasu minęło od ostatniej wojny? Hm… całkiem dawno to było. Jak tak, to jakąś zacznę. Hefajstos, daj mi jakąś broń…”
- „Tutaj, Aresie!” – zawołała Afrodyta, tym razem grając rolę swojego męża. – „Tylko się nie poparz! I nie popsuj, bo zabiję!”
- „Ktoś coś mówił o wojnie?” – zawołała Hestia, najwyraźniej jako Hades. – „Ares, dziecino, tylko nie bierz jeńców.”
- „Żadnych bitew morskich o drugiej w nocy, bo parę moich rekinów zeżre wam statki!” – zagroziła Amfiryta, udając Posejdona.
- „Spokojnie, jakby co ululam cię do snu” – powiedziała Demeter spokojnym i cichym tonem, który miałaby jakoby należeć do Morfeusza.
- „A ja ci ześlę jakiś fajny koszmar. Buahahaha” – Persefona nie omieszkała przyjąć roli Fantasmosa.
- „To ja ci zagram kołysankę na mojej lirze!” – zaofiarował się Apollo grany przez Melpomenę. – „Ops… znowu się zepsuła…”
Hermes zachichotał, spoglądając na brata, któremu właśnie przestało być do śmiechu. Nagle wśród bogiń zapanowała cisza, bowiem uśmiechnięta Hera podniosła się ze swojego miejsca, przyjęła wyprostowaną postawę, spoważniała i odchrząknęła. A potem powiedziała groźnym tonem:
- „Co wy tu wszyscy robicie?”
- „Oni chcą wywołać wojnę, szefie” – wyjaśniła Kalliope radosnym tonem Hermesa. Mówiła jakby nosowo.
- Ja naprawdę tak brzmię? – spytał Hermes Apolla.
- Mniej więcej – odparł jego brat.
- „Wojnę?!” – Trzeba było przyznać, że Hera potrafiła świetnie naśladować wściekły ton swojego męża. – „Zapomnijcie! Po ostatniej wojnie nawet po sobie nie posprzątaliście?!”
- „Ale… ale… już od dawna nie było żadnej wojny!” – argumentowała Atena jako Ares. – „Ja się nudzę, do jasnej cholery! I chłopaki ze Sparty też!”
- „Mimo to nadal mówię: nie!”
- „Ty to potrafisz zepsuć każdą zabawę” – marudził Hades, czyli Hestia.
- „Hm…” – powiedziała Hera. – „Odnoszę wrażenie, że o czymś zapomniałem… Właściwie po co się tu zgromadziliśmy?”
- „Mieliśmy ustalić przebieg zimy na najbliższy rok, szefie” – wytłumaczył Hermes-Kalliope.
- „A tak! Prawda!” – Hera powiedziała to w taki sposób, że wszystkie boginie wybuchły śmiechem.
Hermes również się śmiał, choć bardzo się starał zachować spokój. Po chwili jednak podleciał do niego Zeus w postaci muchy. Hermes natychmiast spoważniał i odchrząknął. Król wszystkich bogów rozkazał:
- Powiedz reszcie, że się stąd zbieramy i wracamy na naszą imprezę.
- Tak jest, szefie.
Hermes szybko umknął ze swojej kryjówki i przekazał reszcie bogów wiadomość od Zeusa. Prawdę mówiąc, większość z nich nie miała nic przeciwko, a nawet dziwili się dlaczego dopiero teraz. W oddzielnych grupach, ale jednak kierowali się w stronę, z której przyszli. Po jakimś czasie zeszli się w jedną, ponurą grupę facetów ze zwieszonymi głowami i grymasami niezadowolenia na twarzach.
Sam Hermes, zanim przyśpieszył kroku i dołączył się do ponurego Apollo, ułowił jeszcze uchem fragment rozmowy bogiń, które powoli zaczęły się już uspokajać po swoim masowym wybuchu głupawki.
- Czyli wypada na to, że wyszłabyś z Hermesem – zabrzmiał głos Ateny.
- No, z tych trzech, których mi podałaś, on wydaje mi się najbardziej znośny – przyznała Hestia.
Hermes tylko uśmiechnął się do swoich myśli. Musiał przyznać, że panie potraktowały go w dość łagodny sposób i że – mimo wszystko – miejscami miały rację. Zebrania na Olimpie wyglądały mniej więcej tak, jak to pokazały. Aczkolwiek reszta facetów w Panteonie mogła mieć pewne obiekcje. Ale cóż… grunt to autoironia.
Kiedy tylko bogowie dotarli do sali bankietowej, zapanowała niezręczna cisza. A potem Apollo się odezwał:
- No, panowie, mówiłem, że to nie był dobry pomysł, ale wyście się uparli…
- Hipokryta – szepnął do siebie Hermes.
-To była normalnie totalna masakra! – wykrzyknął Dejmos.
- Już nigdy więcej podglądania bogiń – powiedział Tanatos ,a Hypnos dodał:
- Niech ten wieczór pozostanie męskim wieczorem.
Znów nastała cisza, ale została przerwana przez gromki wybuch śmiechu bogów, którzy przypomnieli sobie znów ich całkiem udane parodie. Zeus śmiał się z Hadesa, Ares z Posejdona, Tanatos z Dionizosa, Fantasmos i Morfeusz z siebie nawzajem. Co by nie mówić – ich własne karykatury mogły im się nie podobać, ale fajnie było pośmiać się z innych. Wrażenia z wizyty na damskim wieczorze jeszcze długo pozostały w ich pamięci.
---------------
[1] W serialu za każdym razem, kiedy Afrodyta pojawia sie wśród śmiertelników (na przykład, kiedy Herkules ją wzywa) słychać piosenkę: "Afrodyta, Afrodyta, Afrodyta/ Bogini miłości!". Kupidyn jej nie lubi (niby dlaczego chciał wypić tę Wodę Zapomnienia?).
[2] Wiele hisotrycznych postaci ma współczesne zawody. Na przykład Homer jest dziennikarzem, Ptolemeusz uczy astronomii, a Ezop opowiada bajki w przedszkolu. A że Tukidydes opisał wojnę, którą widział na własne oczy, pomyślałam, że on powinien komentować ten pojedynek.
[3] Słuchając Hermesa po angielsku doszłam do wniosku, ze on gada jak jazzmen w klubie. Na przykład: "Im więcej tym weselej, o ile będą to tylko te dwa koty."
Ostatnio zmieniony 29 wrz 2011, 23:05 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 6 razy.

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 03 lut 2010, 21:55

Dobry spontan nie jest zły. Co do Apolla, serialu nie widziałam, a w filmie tyle go było, że... W każdym razie, charakteru nie ocenię ^^; Sam "odcinek" się (jak zwykle) przyjemnie czytało i nie mam się czego czepiać.
OC-holic

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2105
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 07 lut 2010, 09:01

Na początku whałam sie, czy ten rozdział ma być z angstem, czy z fluffem, ale w końcu zdecydowałam sie na angst, bo jak dotąd było raczej miło i wesoło. Potem jednak chciałam nawiązać do hymnu homerowego do Hermesa, bo historia była całkiem ciekawa. I tak - Hermes jest technicznie młodszy od Apolla, chociaż w filmie tego po nim nie widać.

Cz.4 Lira, krowy i kaduceusz
Narrator: Muzo, opiewaj Hermesa, potomka Zeusa i Mai,/Władcę Kylleny a takoż Arkadii w trzody bogatej…
Melpomena: Bob, co ty robisz?
Narrator: Recytuję homerycki hymn do Hermesa. Chciałem opowiedzieć coś o przeszłości posłańca bogów.
Kalliope: Bob, ten hymn jest długi i napisany bardzo zawiłym językiem. Chcesz zanudzić wiernych czytelników „Opowieści hermesowych”?
Narrator: Eh… to co proponujecie na początek tego rozdziału, drogie panie?
Kalliope: To co umiemy najlepiej: śpiew.
Narrator: Nie, nie i nie! Żadnych śpiewanek przy tak poważnym temacie!
Melpomena: No, dobra. Po prostu idźmy dalej. Tylko żadnego Homera, Bob.
Hermes wiercił się niespokojnie w swoim łóżku. Znowu miał ten sen. Znowu był małym chłopcem, który przedzierał się przez ten przeklęty las…

Ciemność była naokoło niego, światło słońca ledwo do niego dochodziło przez gęsto splecione gałęzie, a co gorsza – wyglądało na to, że niebawem zapadnie zmrok. Szorstkie liście ocierały się o ramiona Hermesa, a ciernie krzewów raniły jego nogi. Hermes był głodny, zmarznięty i przerażony. Właśnie wygnano go z Olimpu i musiał znaleźć sobie jakieś tymczasowe schronienie. W dodatku każdy najmniejszy szelest przyprawiał go o ciarki. Szedł jednak dalej przed siebie.
W końcu był już tak zmęczony, że usiadł na ziemi i oparł się o pobliskie drzewo. Spojrzał w górę. Spomiędzy gęstych, poskręcanych gałęzi ledwo był w stanie dojrzeć brunatne niebo, usiane gwizdami. Wystawione na chłodne powietrze otwarte rany na jego kończynach bolały jeszcze bardziej. Młody bóg skulił nogi i zaczął płakać.
Dlaczego robił te wszystkie rzeczy? Powinien wiedzieć, że wystawianie cierpliwości innych na próbę może się tak skończyć! A mimo to nie przestał i teraz miał za swoje. Być może po tej historii z Apollem spodziewał się, że bogowie i tak mu wybaczą. Nie mniej jednak teraz już wszystko było skończone. Zeus nie zmienia zdania. Teraz Hermes już na zawsze będzie sam, z dala od Olimpu. Już zaczynał tęsknić za innymi bogami. Chociaż żarty Zeusa były żenujące; chociaż Atena była dla Hermesa zbyt sztywna; chociaż Afrodyta wydawała mu się trochę zbyt różowa; chociaż Ares był monotematyczny, a Hades zbyt irytujący, to Hermes złapał się na tym, że za nimi tęsknił. Ostatecznie takie towarzystwo było o wiele lepsze, niż żadne.
Nagle jego rozmyślenia zostały przerwane przez dźwięk złamanej gałązki. Hermes spojrzał przed siebie szeroko rozwartymi oczami. Przed nim stał wielki lew o czarnej sierści, ognistej grzywie i z czerwonymi ślepiami, jarzącymi się w ciemnościach jak dwa ogniki. Hermes skulił się jeszcze bardziej. To jedyne, co przyszło mu w tym opłakanym momencie do głowy. Był tak wystraszony, że nie potrafił logicznie myśleć. Chciał uciekać, ale bał się ruszyć z miejsca, aby nie rozdrażnić drapieżnika. Lew zbliżał się do niego ukazując się w całej swej przerażającej postaci. Po chwili pysk lwa znajdował się w odległości jakichś pięciu centymetrów od twarzy Hermesa. Bóg czuł gorący, stęchły oddech zwierzęcia, a czerwone ślepia świdrowały go dogłębnie, jakby czerpały przyjemność ze strachu swojej bezbronnej ofiary. I wtedy lew otworzył paszczę i ugryzł lewe ramię Hermesa, który zawył z bólu.


Hermes obudził się na podłodze. Niebo za oknem było jeszcze ciemne. Posłaniec bogów podniósł się z ziemi, otrzepał swoją nocną togę i poprawił szlafmycę. Jego serce jeszcze biło jak szalone, ale powoli się uspokajało. Usiadł na swoim łóżku i pochylił się w zadumie. Nienawidził, kiedy Fantasmos zsyłał mu ten koszmar, bo zawsze potem bóg złodziei miał problemy z zaśnięciem. Czy pan koszmarów nie wiedział, że Hermes musiał następnego dnia pracować? Czasem miał wrażenie, że Fantasmos uwielbia się tak nad nim znęcać, zsyłając mu właśnie TEN sen.
Hermes nałożył na nos okulary, a jego buty same weszły mu na stopy. Wyruszył do domu Fantasmosa, aby rozmówić się z nim. Chciał, aby bóg koszmarów wreszcie zakończył to nękanie go po nocach. Inaczej nie da się tego załatwić.
Fantasmos nie mieszkał daleko, ale nawet gdyby Hermes musiał popyrać do niego na drugi koniec świata, determinacja posłańca bogów, jego obuwie i (a może przede wszystkim) jego irytacja doprowadziłyby go tam z prędkością światła. Wciąż ubrany jakby dopiero, co się obudził, Hermes stanął przed progiem Fantasmosa i zapukał do jego drzwi w sposób, który każdemu przywiódłby na myśl sąsiada zdenerwowanego puszczaniem na full heavy metalu. Fantasmos kazał czekać Hermesowi jakieś pół minuty, zanim gwałtownie otworzył drzwi na oścież, przyjrzał się nocnemu gościowi od stóp do głów i spytał:
- Czego?
- Muszę z tobą poważnie pogadać, stary – odpowiedział Hermes, spuszczając brodę na szyję i spoglądając na Fantasmosa spode łba.
Bóg koszmarów westchnął i odszedł na bok, aby wpuścić Hermesa do środka.
- Tylko się sprężaj – powiedział, kiedy posłaniec bogów wchodził.
Dom Fantasmosa był urządzony w bardzo surrealistyczny sposób. Różowe, nierówne ściany, fioletowe kolumny, ustawiony w rogu złoty zegar z pogiętą wskazówką, przy oknie zielony stół, pod którym znajdował się rząd równie zielonych, pokrzywionych i karykaturalnych twarzy; w końcu długie schody, prowadzące do łóżka, gdzie spoczywał wielki, tęczowy koc. Za sprawą tego niewinnie wyglądającego kocyka bóg koszmarów zsyłał na śmiertelników złe sny.
Fantasmos położył koc na podłodze robiąc sobie i Hermesowi miejsce na swoim łóżku. Obaj usiedli naprzeciw siebie, Hermes odchrząknął i przeszedł do sedna sprawy.
- Przyszedłem tutaj, bo od bardzo długiego czasu każesz mi przeżywać ten sam koszmar…
- No, już bez przesady! – oburzył się Fantasmos. – Przychodzę do ciebie tylko sporadycznie. Ostatnim razem było to trzy tygodnie temu.
- Nie obchodzi mnie to. Po prostu trzymaj ten swój koc z dala ode mnie! – syknął Hermes. – Ja mam jutro pracę. Niewyspany będę mylił przesyłki i ledwo kojarzył co kto do mnie mówi.
- Sorry, ale ja też mam swoją robotę. Moim zadaniem jest spuszczać na śpiących ludzi koszmary i nie zwolnię, bo komuś się nie podoba jego sen. Wiem, że nie jestem jak Morfeusz, ale – hej! – moja fucha też jest ważna.
- Dobra, dobra, rozumiem – powiedział Hermes, machając rękami. A potem westchnął głęboko i spojrzał jeszcze raz na boga koszmarów. – W takim razie mógłbyś do mnie przychodzić z czymś… no, czymś innym?
Hermes spuścił wzrok. Tymczasem Fantasmos znów zbadał swojego gościa od góry do dołu. Hermes zachowywał się inaczej niż zwykle. Był poważny na twarzy, ręce trzymał złączone na kolanach i kręcił nerwowo młynek kciukami. Fantasmos doskonale rozumiał skąd to nietypowe zachowanie się bierze. Jednak nie mógł temu zaradzić inaczej, jak tylko wystawić w stronę swojego gościa otwartą dłoń. Po chwili uformowała się na niej mała kula, w której posłaniec bogów ujrzał swój niedawny koszmar a jednocześnie niechciane wspomnienie. Najpierw się wzdrygnął, a potem szybko odwrócił wzrok i zmarszczył brwi, spoglądając na Fantasmosa.
- Czemu mi to pokazujesz? – wyszeptał.
Fantasmos tylko się uśmiechnął, ale ten uśmiech nie nosił śladu okrucieństwa.
- Znam największe lęki każdego człowieka, hybrydy i boga. Zsyłam je na nich, kiedy śpią, aby je przezwyciężyli. Nie pamiętasz już, Hermesie? Tylko dlatego Zeus pozwolił mi to robić. Bo moje koszmary pomagały śmiertelnikom zmierzyć się z ich strachem bez większej szkody dla nich. A to – Wskazał oczami kulę na swojej dłoni. – to jest TWÓJ największy strach, Hermesie.
Hermes włożył rękę w kulę i pomachał dłonią, sprawiając, że kula się rozpłynęła. Następnie, unikając wzroku boga koszmarów, odezwał się cicho:
- To było najgorsze wydarzenie w moim życiu. Nie chcę o tym pamiętać. Ale ty… ty… – głos Hermesa drżał coraz bardziej, kiedy spojrzał Fantasmosowi w oczy i rzucił mu chłodne spojrzenie. – ty nie pozwalasz mi zapomnieć.
- Kiedyś, być może, będziesz musiał stawić temu lwu czoło – odpowiedział poważnym tonem Fantasmos. Hermes podniósł się z miejsca i pochylił nad gospodarzem, posyłając mu kolejne chłodne spojrzenie.
- Nigdy do tego nie dojdzie. A wiesz dlaczego? Bo nie zamierzam już nigdy więcej wchodzić do tego lasu. Nawet we śnie. Zrozumiałeś, Fantasmos?
Bóg koszmarów nic nie odpowiedział, ale jego zdziwione i przerażone oczy wystarczyły, aby Hermes uznał swoje zwycięstwo. Posłaniec bogów odwrócił się i zaczął kierować w stronę wyjścia.
- Dobranoc, Fantasmosie – zawołał tuż przed zamknięciem za sobą drzwi.
Kalliope: Błagam, nie mów mi, Bob, że to jeden z tych rozdziałów, w których główny bohater pokonuje własny strach.
Narrator: Nie. Na razie zostawmy to na bok. Dzisiaj opowiemy o czymś zupełnie innym, aczkolwiek to coś łączy się w pewien sposób z koszmarem Hermesa. Mogę kontynuować?
Melpomena: Ależ proszę bardzo.
Hermes ziewnął, ściągnął z nosa okulary i przetarł zaspane prawe oko. W rękach trzymał zwój z listą rzeczy do zrobienia. Tymczasem Zeus dyktował mu dalsze polecenia. Posłaniec bogów szybko powrócił do ich przepisywania, aczkolwiek był tak niewyspany, że jego oczy ledwo pozostawały otwarte.
- Nie zapomnij zebrać wszystkich po południu. Kilka rzeczy wymaga naszej uwagi – mówił dalej Zeus.
- Tak jest, szefie – odpowiedział Hermes i ziewnął znowu.
- Coś nie tak, Hermesie? – spytał król bogów, spoglądając na swojego sługę z zatroskaniem.
- Nie. Jestem tylko niewyspany – wyjaśnił z lekkim uśmiechem Hermes. – To przez – W tym momencie mina mu zrzedła i spuścił wzrok. – taki jeden koszmar.
- Fantasmos potrafi być nadgorliwy w swoich obowiązkach. Bardzo lubi swoją pracę.
- Najwyraźniej – stwierdził krótko Hermes i zmienił temat: – To wszystko, szefie?
- Chyba tak.
- W takim razie biorę się do roboty – odparł Hermes, chowając listę, i odleciał.
Ciekawe było to, że jego zmęczenie powoli przechodziło im dłużej był na nogach. Kiedy tak przemieszczał się z jednego miejsca na drugie, jego umysł zajęty był innymi myślami. Chociaż próbował skupić się na pracy, aby nie myśleć już więcej nad zdarzeniem w lesie, wspomnienia krążyły chaotycznie w jego głowie, sprawiając, że czuł ból, gorycz, strach i żal.
Kiedy wreszcie wykonał ostatnią pracę zleconą przez Zeusa, a do zebrania bogów pozostało jeszcze jakieś półtorej godziny, Hermes po prostu usiadł na swoim miejscu przy wielkim stole i wydał z siebie głębokie westchnienie ulgi. Po chwili jego wzrok spoczął na trzymanym przez niego kaduceuszu. Ręka Hermesa zjechała od czubka złotej laski aż po sam dół. Nerwowe palce zarejestrowały każdą krawędź, każde najmniejsze wyżłobienie boskiego atrybutu. Hermes znał bardzo dobrze trzy gałązki wyrastające z jednego końca kaduceusza, oraz oplecione wokół laski dwa węże, które z czasem zwarły się z kijem i przemieniły w złoto.
Nagle Hermes ujrzał oczami pamięci Apolla, jak ten dawał mu kaduceusz.
Ten kij ma zdolność załagadzania sporów… – Słowa brata zadźwięczały Hermesowi w uszach. Chwycił kaduceusz oburącz i ścisnął. A potem uśmiechnął się do swoich wspomnień.

Świat wydawał się być tak cholernie duży, kiedy miałeś zaledwie dzień. Małe oczka leżącego w kołysce niebieskiego noworodka ubranego jedynie w pieluchę i owiniętego kocem z zainteresowaniem wodziły po grocie, gdzie przyszło mu się urodzić. Na kamiennych ścianach wisiały pochodnie, które obecnie nie były zapalone, gdyż do groty wpadało światło słoneczne z zewnątrz. Nagle małemu zachciało się gdzieś pójść i popatrzeć na świat poza jego domem, więc Hermes odchylił koc i wstał na równe nogi. Nie przyzwyczajone do pionowej pozycji ciałko zachwiało się razem z kołyską, ale malec szybko złapał równowagę. Zakołysał kolebką przechylając ciężar swojego ciała do przodu. Po chwili przechylił się tak gwałtownie, że znajdował się bardzo blisko ziemi. Toteż chłopiec tylko zeskoczył z kołyski na kamienną podłogę i już był wolny.
Pierwsze kilka kroków w stronę wyjścia było dla Hermesa bardzo trudnych. Zimna podłoga, słabe nóżki i brak wprawy sprawiały, że było to dosyć pokraczne, jednak kiedy tylko Hermes złapał rytm i nabrał pewności, szło mu dużo lepiej. W końcu wyszedł na zewnątrz, a tam ujrzał wielkie pasmo gór. Zorientował się, że sam znajduje się na bardzo wysokiej górze, porośniętej trawą. Rozejrzał się naokoło i jego wzrok spoczął na pasącym się koło niego żółwiu.

Melpomena: Mam do ciebie małą prośbę, Bob.
Narrator: Tak?
Melpomena: Mógłbyś pominąć objaśnienie tego jak Hermes skonstruował pierwszą lirę? Szczegółowy opis tej masakry to naprawdę nie jest coś, co ludzie chcieliby czytać.
Narrator: No już bez przesady. To nie brzmi aż tak źle.
Kalliope: Ach tak? Ekhm… Uwaga czytam: Zaraz też żółwia ująwszy dłońmi obiema/wziął i poniósł do domu, unosząc cacko cudowne./Tam je położył na grzbiecie i dłutem z siwego żelaza/żółwia górskiego wydłubał, żywota go pozbawiając…
Narrator: No, dobra. Może rzeczywiście warto byłoby ominąć pewne fragmenty. W takim razie…
Hermes podniósł do góry właśnie skonstruowany przez siebie przedmiot. Do pustej skorupy żółwia owiniętej wołową skórą przyczepione były z boków baranie rogi. Wysuszone na słońcu cienkie, cielęce jelita przywiązane były do skorupy i do małych drewnianych kołeczków u górze. Chłopiec przesunął palcami po jelitach, które wydały z siebie przyjemny, delikatny dźwięk. Hermes uśmiechnął się z satysfakcją i zaczął grać. Po pewnym czasie odkrył, że lepiej było nie uderzać zbyt gwałtownie strun, bo wtedy grały fałszywie. Pojedyncze dźwięki łączyły się w melodie, czasem brzmiące lepiej, czasem gorzej, ale jednak była to muzyka i sprawiała małemu Hermesowi przyjemność.
Po jakimś czasie przerwał grę i przycisnął ją do piersi jak misia.
- Nazwę cię „lira”! – wykrzyknął z dumą. Ale zaraz jego szeroki uśmiech zniknął z jego twarzy, kiedy usłyszał głos swojej matki, Mai:
- Hermesiu! Gdzie jesteś, moje maleństwo?!
Do groty wyszła drobna, niebieskoskóra kobieta z granatowymi lokami związanymi w prosty kok. Na widok siedzącego na podłodze dziecka, uśmiechnęła się, a potem wzięła je na ręce. Hermes nadal trzymał mocno lirę, więc Maja w pierwszej chwili się zdumiała widokiem dziwnego przedmiotu w małych rączkach.
- Co tam masz, mój mały chłopczyku? – spytała przesłodzonym tonem i położyła rękę na instrumencie. Kiedy jej palce zahaczyły o strunę, sprawiając przy tym, że wydała z siebie miły dźwięk, Maja uśmiechnęła się i spojrzała na swojego syna. – Skąd to masz, kochanie?
- Zrobiłem – odpowiedział Hermes.
Jego matka najwyraźniej nie spodziewała się odpowiedzi od tak małego dziecka, bo wytrzeszczyła oczy i omal nie upuściła zarówno Hermesa, jak i liry.
- No co? – zapytał z poirytowaniem Hermes.
- T-ty mówisz? Ale… ale…

Melpomena: Cóż, co by nie mówić o Hermesie, trzeba przyznać, że był bardzo bystrym dzieckiem. Nie tylko potrafił mówić i chodzić dzień po urodzeniu, ale też skonstruował pierwszą lirę. Można więc powiedzieć, że był młodym geniuszem.
Kalliope: Szkoda tylko, że wykorzystywał ten geniusz nie tylko do majsterkowania.
Hermes wymknął się po zmroku z groty. Jakaś siła wiodła go do Pierii. Skądś wiedział, że tam pasą się stada krów. A on chciał te krowy obejrzeć i podprowadzić. Przez całą drogę do Pierii obmyślał swój plan, który po prostu musiał zadziałać. Kiedy zaś dotarł wreszcie na miejsce, zobaczył całe stado pasącego się bydła. Hermes podszedł na palcach do jednej z nich. Na jej pośladku wypalony był znak słońca, a więc krowy były własnością boga Apolla.
Hermes nie marnował więcej czasu. Oddzielił od stada jakieś pięćdziesiąt krów i zaczął je prowadzić przez piaszczystą powierzchnie, ale specjalnie kazał im iść tyłem do przodu, sam jednak stąpał normalnie. Kiedy dotarł do równiny, gdzie piasek już się kończył i nie było możliwości, aby zostawić jakiekolwiek ślady stóp, zaczął już prowadzić krowy w normalny sposób. Po jakimś czasie Hermes dojrzał starca, który pracował przy winnym krzewie i który od razu spostrzegł w oddali osobliwego chłopca z krowami.
- Cholera. Nie jest dobrze – powiedział do siebie Hermes.
A potem podszedł do starca i powiedział:
- Starcze, który schylony około roślin się krzątasz,/siła wina wytłoczysz, gdy wszystkie one dojrzeją./Chociaż widzisz, bądź ślepy, a słysząc, głuchym pozostań,/takoż i milcz, boć tobie samemu nic to nie szkodzi.
- Amm… OK. – odparł starzec.

Kalliope: Erm… Bob? Miało nie być Homera.
Narrator: Wybaczcie, ale ten tekst był świetny i nie mogłem go sobie odmówić.
Hermes przeszedł z krowami góry, wąwozy i łąki, aż w końcu tuż przed świtem zapędził buchnięte Apollowi stado do zagrody koło wodopoju Alfejos w Pylosie. A że przez tę całą wędrówkę malec zgłodniał, zaraz rozpalił ognisko, zabił dwie krowy, zdarł z nich skórę i upiekł je na rożnie. Kiedy już się pożywił, powoli zaczynało świtać, toteż Hermes szybko pobiegł do swojego domu w grocie. Po drodze nikogo nie spotkał, nawet psa. A kiedy już udało mu się dostać na górę, bezszelestnie podszedł do swojej kołyski i wdrapał się na nią. Następnie ścisnął leżącą tam lirę jak misia i owinął się kocykiem, aby wydawało się, że śpi sobie smacznie.

Ktoś poklepał Hermesa po ramieniu, wyrywając go z rozmyślań na temat przeszłości. Posłaniec bogów w pierwszej chwili wzdrygnął się, a potem podniósł wzrok i ujrzał uśmiechającego się do niego przyjaźnie Apolla.
- Siemka, Hermes. Oh – posmutniał nagle. – jakoś tak niewyraźnie wyglądasz.
- To przez Fantasmosa – wyjaśnił Hermes.
- Nie łam się! – wyśpiewał Apollo, klepiąc brata jeszcze rubaszniej. Następnie skierował się w stronę swojego krzesła, mówiąc: – Mamy dziś przecież bardzo piękny dzień.
Hermes uśmiechnął się i oparł brodę na ramieniu, wodząc wzrokiem za bratem. Gdyby posłaniec bogów parę lat temu, kiedy kradł Apollu te krowy, wiedział, że będzie z nim tak blisko i że w sumie Apollo to nawet równy gość, być może pomyślałby dwa razy. A tak ich pierwsze spotkanie nie było zbyt przyjemne.

Po południu pojawił się on. Nawet jak na dziesięciolatka był bardzo postawny, a do tego nosił złotą zbroję i hełm. W ręku trzymał długi łuk. Apollo wkroczył do groty pewnym siebie krokiem i już niebawem stał przy kołysce, zaglądając do niej. Leżący w środku Hermes zacisnął mocno powieki, udając, że właśnie poszedł spać. Musiał to przeczekać. Musiał wyglądać jak normalne niemowlę. Serce biło mu ze strachu jak szalone. Małe rączki ściskały kurczowo lirę. Przez chwilę trwała cisza. Hermes błagał w myślach, aby Apollo sobie poszedł, ale chłopak stał i pochylał się nad nim, tylko wzmagając w malcu niepokój.
- No, mały szczylu – zaczął Apollo. Ciało Hermesa przeszedł chłód. Ale malec się nie ruszał. – powiedz, gdzie ukryłeś moje krowy, bo sprawię ci lanie.
Hermes odwrócił się do niego twarzą i powiedział:
- Krowy? Jakie krowy? Co to w ogóle znaczy „krowa”?
- Nie udawaj! Wiem, że to twoja sprawka.
- Posłuchaj, stary. Czy ja wyglądam na złodzieja krów? Jestem mały, bezbronny i delikatny. A do tego bardzo słodki. Nie umiem nawet chodzić, a co dopiero poganiać bydło.
- Jesteś sprytny jak na niemowlę, ale ja cię przejrzałem, mały. Ukradłeś moje stado.
Hermes rozejrzał się niespokojnie na boki w poszukiwaniu jakiegoś wyjścia z tej niezręcznej sytuacji. Uśmiechnął się zaraz nerwowym uśmiechem do Apolla.
- Przysięgam, że nie widziałem złodzieja twoich krów. Ale jak go znajdę, to ci powiem. A teraz sobie idź, bo chcę spać.
Wściekły Apollo gwałtownie wyciągnął Hermesa z kołyski za pieluchę i spojrzał mu w oczy.
- Zaprowadzisz mnie do moich krów albo cię wrzucę do Tartaru, szczylu!
W oczach malca pojawiły się łzy strachu. Chwilę potem Hermes się rozpłakał.
- To nie fair! Ty jesteś taki duży i straszny!
- Weź mnie nie wnerwiaj. Po prostu wskaż, gdzie ukryłeś moje pięćdziesiąt krów.
- Ale ja jestem niewinny! Nie ukradłem żadnych krów, przysięgam!
- Dość tego! Idziemy do Zeusa.
Apollo wziął Hermesa pod pachę i zabrał na Olimp. Tam obaj stanęli przed Zeusem. Widząc, jaki wielki był i jak groźnie wyglądał król bogów, Hermes przełknął ślinę. Niech to! Dlaczego wszyscy wielgachni faceci musieli się na niego uwziąć! Ale Zeus tylko pochylił się nad oboma stojącymi przed nim chłopcami i podniósł z lekkim zdziwieniem brew na widok Hermesa, który jedną ręką podtrzymywał swoją zjeżdżającą pieluchę, a w drugiej miał wciąż swój wynalazek.
- Apollo, dlaczego przyniosłeś tutaj to dziecko? – spytał w końcu Zeus.
Apollo wystąpił kilka kroków wprzód i oświadczył:
- O Wielki Zeusie, przyniosłem do ciebie tego bezczelnego szczyla, bo tak się składa, że ukradł mi pięćdziesiąt moich krów. Muszę przyznać, że zrobił to w bardzo sprytny sposób. Kiedy dzisiaj rano wyszedłem na dwór, aby się nimi zająć, zauważyłem, że jest ich jakoś mało. Policzyłem je jeden raz, drugi i w końcu trzeci, żeby się upewnić, a potem zacząłem je szukać. Pierwsze ślady moich krów ujrzałem dopiero na wybrzeżu, ale były one trochę dziwne. Wydawało się, że krowy szły do łąki, z której je wykradziono. Jednak te ślady urwały się w momencie, kiedy powierzchnia z piaszczystej zmieniła się w skalistą. Przez pewien czas błądziłem, pytając różnych ludzi, czy widzieli człowieka z licznym stadem krów, ale w końcu znalazł się ktoś, kto mi pomógł. Śmiertelnik Onchestos, kiedy pracował w winnicy, widział jak ten oto smarkacz – Wskazał Hermesa palcem. – szedł wraz moimi pięćdziesięcioma krowami w stronę Pylos. Zapewne gdzieś tam ten mały złodziejaszek ukrył moje krowy, a potem poszedł do domu i położył się do swojej kołyski. Około południa znalazłem go tam udającego niewiniątko. Ciągle się wymigiwał, ale ja wiem, że to on!
- Dobrze, wysłuchałem już powoda, czas na oskarżonego – oznajmił Zeus i zwrócił się w stronę Hermesa. – Kim ty właściwie jesteś, maluszku? Nie wyglądasz na śmiertelnika.
- Jestem bogiem, tak jak wy – wyjaśniło niemowlę, wprawiając wszystkich w zdumienie. – Powiła mnie zaledwie przedwczoraj nimfa Maja. Mam na imię Hermes.
- Rzeczywiście roztacza się wokół ciebie boska aura – stwierdził Zeus. – Nie myśl jednak, że to wpłynie na mój wyrok. Co więc masz na swoją obronę, Hermesie?
- O Wielki Zeusie, jak już mówiłem, mam zaledwie dwa dni. A co za tym idzie, nie wiem jeszcze, co to kłamstwo ani kradzież. Ba! Nie jestem nawet pewien, czy wiem, co to jest krowa. Poza tym, jako tak małe i słabe dziecko nie mógłbym ukraść pięćdziesięciu krów, bądźmy realistami. A ten dryblas – Wskazał palcem Apolla. – wtargnął do mojego domu i zaczął mnie straszyć, że jeśli się nie przyznam, to wrzuci mnie do Tartaru. A ja nawet nie wychodziłem z domu i ledwo pojmowałem, co on do mnie mówi! Dlatego racja stoi po mojej stronie.
Wtedy stało się coś, czego obaj młodzi bogowie się nie spodziewali. Ni stąd, ni zowąd Zeus zaczął się głośno i serdecznie śmiać. Kiedy już skończył, pochylił się nad Hermesem i powiedział:
- Hermesie, synu Mai, jesteś najbardziej inteligentnym dzidziusiem, jakiego kiedykolwiek widziałem. Nie tylko w sprytny sposób wykradłeś Apollowi krowy, ale też twoje tłumaczenia były całkiem zmyślne. Podejrzewam też, że gdyby nie Onchestos, Apollo nigdy by cię nie znalazł. Ale nie chowajcie do siebie urazy, chłopcy. Apollo, przecież to był tylko dziecinny wybryk. A ty, Hermesie, zaprowadzisz zaraz Apolla do jego stada i rozstaniecie się w pokoju. W końcu jesteście braćmi.
- Tak jest, Zeusie – odpowiedzieli jednocześnie, jednak łypnęli na siebie nawzajem krzywo.
Tak więc zaprowadził Hermes Apolla do Pylos i do obory koło Alfeju, gdzie oddał bogu sztuki jego krowy. Jednak Apollo dostrzegł nagle w kącie leżące na ziemi krowie skóry i rozgniewał się na nowo.
- Zabiłeś moje krowy?! Tego już za wiele, szczylu!
Złapał go znów za pieluchę i podniósł do góry. Przerażony Hermes zamknął oczy i ścisnął wciąż trzymaną w rękach lirę. Apollo już przymierzał się do tego, aby go uderzyć pięścią w twarz, kiedy nagle palec malca zahaczył o strunę, która wydała z siebie cienki dźwięk. Pięść starszego z bogów zatrzymała się w powietrzu. Zdumiony Hermes otworzył nieśmiało oczy i momentalnie zdziwił się widokiem Apolla z rozdziawionymi ustami i oniemiałego. A potem bóg sztuk spojrzał na przyszłego patrona złodziei i podróżnych, i wydusił z siebie:
- Skąd… skąd pochodził ten dźwięk?
Hermes w pierwszej zamrugał dwa razy.
- Jaki dźwięk?
- No, ten przed chwilą. Nigdy wcześniej nie słyszałem czegoś takiego.
I wtedy Hermesa oświeciło. Lira. Wciąż trzymał ją w rękach i musiał niechcący potrącić którąś ze strun. Jakaś wewnętrzna siła kazała mu zagrać i malec natychmiast to zrobił. Twarz Apolla zrazu złagodniała. Postawił Hermesa na ziemi i zaczął nasłuchiwać wydobywanej z nowego instrumentu melodii. Po chwili uśmiechnął się w rozanieleniu. Spojrzał na Hermesa i nieśmiało zapytał:
- Czy ja też mógłbym spróbować?
Obawiając się tego, jak mogłaby się skończyć odmowa starszemu i silniejszemu bogu, Hermes przerwał grę i wyciągnął lirę w stronę Apolla. Hermes słuchał uważnie i musiał przyznać, że Apollu ten śpiew szedł o wiele lepiej, niż jemu, ale czegóż tu się dziwić? Lata praktyki. Aczkolwiek czasem uderzył o struny zbyt mocno i to psuło trochę melodię. W końcu Apollo przerwał i powiedział do Hermesa:
- Ta rzecz jest super! Sprawia, że robi się na duszy ciepło i wesoło.
- W takim razie dam ci ją – oświadczył spokojnie Hermes. Apollo najpierw wytrzeszczył na niego wzrok, a potem jego twarz rozpromieniła nadzieja.
- Naprawdę?
Hermes przytaknął z uśmiechem.
- Nazwałem ją lira. Cały sekret polega na tym, aby grać na niej delikatnie uderzając o struny. Jeśli zrobisz to gwałtownie, wydarz tylko fałszywe tony.
- Rozumiem – odpowiedział Apollo, przyglądając się lirze z zafascynowaniem.
A potem spojrzał na Hermesa i jego twarz przybrała smutny wyraz. Przez chwilę jeszcze tak na niego patrzył, aż w końcu odłożył lirę na bok. Zza pazuchy wyciągnął długi pozłacany kij zakończony trzema listkami wyrastającymi w różne strony. Dziesięciolatek wyciągnął żerdź w stronę noworodka i powiedział:
- Ten kij ma zdolność załagadzania sporów. Weź go, Hermesie. W zamian za lirę.
- A po co mi on? – spytał Hermes.
- To laska herolda. Mam niejasne przeczucie, że powinieneś ją mieć.
Hermes odebrał kij. Wraz z Apollem wygonili krowy z zagrody. Zaraz niemowlę dojrzało na łące dwa walczące ze sobą węże i postanowiło wypróbować swój prezent. Hermes podbiegł do węży i wystawił między nie swoją złotą laskę. Węże natychmiast przerwały walkę i owinęły się wokół niej, zwracając głowy ku sobie. Hermes zbliżył laskę do siebie i przyjrzał się wężom, uśmiechając się lekko.


Posłaniec bogów przesunął wzrokiem po stole konferencyjnym. Wszyscy bogowie siedzieli już na swoich miejscach zwarci i gotowi do podjęcia jakichś decyzji. Hermes rozsiadł się wygodnie na swoim fotelu, rozwinął zwój z porządkiem obrad, odchrząknął i rozpoczął zebranie:
- No więc, ludzie, zaczynamy od tego, że…
Ostatnio zmieniony 16 paź 2010, 10:05 przez RedHatMeg, łącznie zmieniany 7 razy.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 07 lut 2010, 12:07

RedHatMeg pisze:Po chwili pysk lwa znajdował się w odległości jakichś pięć centymetrów od twarzy Hermesa. Bóg czuł jego gorący, stęchły oddech zwierzęcia,

Ślady edycji.
RedHatMeg pisze:Nienawidził, kiedy Fantasmos zsyłał mu ten sen, bo zawsze potem bóg złodziei miał problemy z zaśnięciem. Czy pan koszmarów nie wiedział, że Hermes musiał następnego dnia pracować? Czasem maił wrażenie, że Fantasmos uwielbia się tak nad nim znęcać, zsyłając mu właśnie TEN sen.

Lekki zgrzyt z tym powtórzeniem, ale powiedziałabym, że "rejon graniczny", gdyby nie to, że w tej "okolicy" tekstu coś za często pojawia się imię "Fantasmos"
Po jakimś czasie przerwał grę i przycisnął ją do piersi jak.

Jak co? Poza tym muzyka i lira są niestety tego samego rodzaju, więc jako podmiot domyślny "wskakuje" muzyka, kiedy się czyta.
RedHatMeg pisze:Starcze, który schylony około roślin się krzątasz,/siła wina wytłoczysz, gdy wszystkie one dojrzeją./Chociaż widzisz, bądź ślepy, a słysząc, głuchym pozostań,/takoż i milcz, boć tobie samemu nic to nie szkodzi.
- Amm… OK. – odparł starzec.
(...)
Hermes przeszedł z krowami góry, wąwozy i łąki, aż w końcu tuż przed świtem zapędził buchnięte Apollowi stado do zagrody koło wodopoju Alfejos w Pylosie.

Kontrast odpowiedzi starca z cytatem z Homera był zabawny. Ale nie wyobrażam sobie disneyowskiego Hermesa mówiącego w ten sposób, poza tym w utworze, w którego konwencji zawiera się używanie języka potocznego w narracji, takie wstawki (przynajmniej moim zdaniem) niestety za bardzo odstają od reszty (choć muszę przyznać, że nie w przypadku Narratora, ale to po prostu w jego stylu) Ogólnie w utworze widać, że próbowałaś połączyć dwie zupełnie różne rzeczy, zależnie od momentu z lepszym lub gorszym skutkiem. Dla przykładu zupełnie nie "kupuję" całego motywu z jedno- czy dwudniowym Hermesem wyczyniającym te wszystkie rzeczy. U Homera tak, ale w konwencji kreskówki Disney'a absolutnie nie. Tam dziecko jest dzieckiem, niezależnie od tego, czy jest bogiem, czy śmiertelnikiem.
W ostatecznym rozrachunku Twoja miłość do Ślepego Wieszcza niestety nie wyszła na dobre rozdziałowi z powodu na zbyt kontrastujące ze sobą konwencje "przebijające" w utworze. Nie, żebym była przeciwna włączaniu do fabuły historii mitycznych, ale wolałabym, by "konwersja" klimatu była całkowita lub prawie całkowita.
OC-holic

Awatar użytkownika
RedHatMeg
szekspir
Posty: 2105
Rejestracja: 30 gru 2009, 12:20
Kontaktowanie:

Postautor: RedHatMeg » 07 lut 2010, 12:38

Natka pisze:W ostatecznym rozrachunku Twoja miłość do Ślepego Wieszcza niestety nie wyszła na dobre rozdziałowi z powodu na zbyt kontrastujące ze sobą konwencje "przebijające" w utworze. Nie, żebym była przeciwna włączaniu do fabuły historii mitycznych, ale wolałabym, by "konwersja" klimatu była całkowita lub prawie całkowita.

Czyli mam wyciać i wyedytować?
Nawiasem mówiąc ten pomysł z dwudniowym chodzącym i mówiacym Hermesem mnie sie podobał. Mogę spóbować go trochę postarzeć, ale żeby nadal było, że Hermes jest bardzo inteligentny jak na swój wiek.

A jeszcze abstrahując od Homera - czy koszmar Hermesa ci sie podobał? Sorry, ze wam ciąglę zadaje takie szczegółowe pytania, ale jestem ciekawa.
Zapraszam na mój blog: https://planetakapeluszy.com/

Awatar użytkownika
Natka
pomocnik
Posty: 605
Rejestracja: 07 sty 2010, 19:56
Lokalizacja: Chmurny Kukułczyn

Postautor: Natka » 07 lut 2010, 15:00

Mou... Czy ja mówię, że masz coś zmieniać? Powiedziałam tylko, że mnie się to nie podoba i rzeczywiście wolałabym, żeby było inaczej, ale zanim coś z tekstem zrobisz, to zaczekaj choć, aż się więcej ludzi wypowie. Poza tym to Twoja historia, jeśli Tobie się coś naprawdę podoba, to zostaje.
Co do takich sytuacji, wiedziałaś, że w Gwiezdnych Wojnach widzowie testowi strasznie krytykowali scenę, w której Han Solo zostaje zamrożony w karbonicie? Za dialog "Kocham Cię" "Wiem". Twierdzili, że psuje nastrój, ale twórcom się tak podobało, że za nic nie chcieli tego ruszyć i tak ocalono jeden z fajniejszych tekstów w filmie.
Inaczej mówiąc: jeśli zgadzasz się z moimi uwagami - edytuj; jeśli się nie zgadzasz, ale wiele osób tak, a Tobie nie zależy na tym aż tak bardzo - edytuj; jeśli to żadna z tych sytuacji - zostaw jak jest.

Jeśli chodzi o pytanie, koszmar był OK.
OC-holic


Wróć do „Filmy/TV”

Kto jest online

Użytkownicy przeglądający to forum: Obecnie na forum nie ma żadnego zarejestrowanego użytkownika i 0 gości